3 lipca 2012 o godz. 19:22

Radio Aktywne i Kurier Literacki o „Krzyku Kwezala”

Bartosz Raducha na falach Radia Aktywnego oraz - szerzej - na łamach internetowego Kuriera Literackiego wnikliwie omawia powieść "Krzyk Kwezala".

Konkwistę kojarzy się zazwyczaj z walką dobrych Europejczyków z kulturą śmierci Indian; zwycięstwem europejskiego rozumu nad zaślepieniem przez bogów śmierci. Spojrzenie z drugiej strony na problem tej walki jest ciekawy – kim byli wielcy przegrani tej batalii o złoto?
Autor próbuje odtworzyć realia panujące w mieście ociekającym złotem; mieście, które stało się celem podróży Corteza. W książce Gołębiewski opisuje relacje, jakie zachodziły między nowoprzybyłymi a tubylcami jeszcze w czasie, gdy dla wzbogacenia się nikt nikogo mordować nie chciał. Wkłada te wspomnienia w usta i głowy swoich bohaterów, ale nie da się oprzeć wrażeniu, że również i opowiadacz książki tęskni za czasami, gdy biały człowiek znany był jeszcze tylko z opowieści, które miały straszyć dzieci. Opowieści te są wplatane w czas między walkami – krótkie chwile, w których można odsapnąć, próbować odpocząć. Chociaż im dłużej trwają walki – w tym wypadku oblężenie miasta na wyspie połączonej ze światem groblami – tym mniej tego czasu jest i bohaterowie coraz mniej martwią się o to co było i będzie, a raczej o to, jak przeżyć kolejny dzień.
Nie można oprzeć się wrażeniu że narrator stoi po stronie tubylców – z ich perspektywy opisuje niemal wszystko, niezbyt częste informacje z obozu Corteza są raczej zdawkowe w porównaniu do dosyć dogłębnych analiz, jakich dokonuje na tkance społecznej i kastowej Indian. Te ostatnie są dosyć wnikliwe i realizują swoje zadanie przedstawienia świata autochtonów w sposób względnie przejrzysty; nie da się jednak ukryć, z kim solidaryzuje się autor.
Konkwistadorzy są przedstawieni w książce jako rządni krwi i złota złoczyńcy, zaślepieni jedynie pragnieniem wzbogacenia się. Tubylcy są przedstawiani jako honorowi wojownicy, obrońcy swojej ojczyzny. Trudno się nie zgodzić z tymi faktami, zwłaszcza, gdy ma się w pamięci informacje z lekcji historii dotyczące krwawości konkwisty.  Co więcej – autor zarzuca, nie wprost, ale wyraźnie, konkwistadorom hipokryzję i łamanie praw, pod których sztandarami walczą.
Relacje kolejnych walk są bardzo dynamiczne – przypominają one sceny z dobrze nakręconego filmu historycznego, a przy tym nie zahaczają o żaden kicz albo przesadę – są klarowne i dobrze się je czyta. Również postacie, jakie wyrywa z tłumu narrator są bardzo wyraźne – król, królowa, naczelny kapłan czy dowódca elitarnej straży przybocznej władcy stają się głównymi bohaterami wydarzeń. Po drugiej stronie pojawiają się osoby równie wyraziste – sam Cortez, kilku jego dowódców, jednak też postać żołnierza, który w czasach pokoju związał się romansem z autochtonką.
W warstwie kontekstowej jest mocno związana z dyskursem postkolonialnym i całym rozliczaniem się z przeszłością krwawych rządów Europejczyków nad innymi nacjami i kulturami. Krzyk kwezala jest opowieścią o nierozumieniu różnorodności kulturowej i europocentrycznym myśleniu (które zmienili dopiero natywiści), krzywdzącym dla rdzennych mieszkańców, ale i o dramacie posiadania artykułów, których pragnie ktoś silniejszy, a których oddanie wiąże się z ogromną stratą moralną i religijną. Z kolei niewola nie wchodzi w grę – pióra tytułowych kwezali służyły za ozdobę ubiorów władców; ptaki te z kolei nie żyły długo w klatkach. Żaden z wojowników nie brał pod uwagę poddania się i wzięcia w niewolę – obrona swojej stolicy była walką o honor i życie.
Po Bombie w windzie Gołębiewski pokazuje się z o wiele lepszej strony – książka nie ma słabych momentów, narracja jest płynna, autor panuje zarówno nad językiem, jak i nad opisywanym światem. Mimo pozornego przejęcia świata skonstruowanego przez historię posuwa się on dalej i tworzy swoją własną, konsekwentną opowieść o historii wielkiej konkwisty. Nie boi się oceniać, jednak sądy nie są klarownie wyszczególnione w tekście – jednak sposób opisu jednoznacznie je sugeruje. Krzyk kwezala jest książką bardzo ciekawą, z pewnością godną uwagi.

2 komentarzy dla “Radio Aktywne i Kurier Literacki o „Krzyku Kwezala”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

15 stycznia 2018 o godz. 18:45

Włochaty z Dezerterem

wlochaty dezerter

Włochaty, Dezerter i Aporia wystąpią razem na trzech koncertach: 23.02 Olsztyn, 24.02 Lubawa i 24.03 Głogów. Do zobaczenia na koncertach.

27 grudnia 2017 o godz. 15:45

U.K. Subs w Pogłosie

SONY DSC

28 stycznia w klubie Pogłos (Warszawa, ul. Burakowska 12) wystąpi legenda punk rocka, U.K. Subs. Przed nimi zagra Antidotum. Start – godz. 19.30. Bilety już w sprzedaży – jedynie 320 sztuk. Przedsprzedaż – 70 zł, na bramce w dniu koncertu – 80 zł.

24 grudnia 2017 o godz. 17:04

Marry Mary

Bad-Santa-Drinking-Game

What is the name of Santa Claus wife? Mary Christmas

15 grudnia 2017 o godz. 20:30

Ostatni Jedi

small_432811621

Po tragifarsie, jaką było „Przebudzenie Mocy”, spodziewałem się najgorszego, więc nie mogłem się rozczarować. Film jest lepszy niż poprzednia część, nie tak straszliwie wtórny i nie ma tak wielu okropnych scen z zupełnie innego gatunku kina, czyli jakichś głupich komediowych zachowań Finna, najbardziej groteskowej z postaci wprowadzonych w sadze nr VII. Film można podzielić na trzy części fabularne. Flota Najwyższego Porządku próbuje zniszczyć resztki oddziałów Rebeliantów. Mamy walki gwiezdne, popisy pilotów myśliwców i kino science-fiction w najlepszym wydaniu. Drugi wiodący wątek, to nauka młodej Rey w samotni Luke’a Skywalkera. Nudy, a Mark Hamill wygląda, niestety, jak spasiony pijak, nie jak rycerz Jedi. Na dokładkę okazuje się, że jest człowiekiem, co się kulom nie kłaniał. Na szczęście dla Rebelii, Rey jest tak zdolna, że wystarczą jej dwie lekcje pod okiem zmęczonego życiem skacowanego starca i już zostaje mistrzem Jedi. Jest też trzeci wątek tego filmu – rozterki wewnętrzne Bena Solo vel Kylo Rena i jego duchowe relacje z Rey. Poza tym są sceny magiczne jak z „Harry’ego Pottera”, przykro na to patrzeć. W pierwszym filmie J.J. Abrams uśmiercił najciekawszą postać w nowej sadze, czyli Hana Solo. Miałem nadzieję, że jednak pojawi się w kolejnej odsłonie „Gwiezdnych Wojen” w jakichś reminiscencjach, ale gdzie tam – nie ma czasu na reminiscencje, gdy mamy jedną kosmiczna batalię za drugą a do tego pojedynki na świetlny oręż. W tej części uśmierceni zostają kolejni ważni bohaterowie, Luke Skywalker i kreatura zwana Snoke. Nie żal mi ich, ale wolałbym wśród ofiar widzieć durnego Finna. Nie doczekanie moje, znów clown zostaje bohaterem, takich to „Gwiezdnych Wojen” doczekałem. Już po nakręceniu „Ostatniego Jedi” zmarła Carrie Fisher i podobno jej spadkobiercy nie zgodzili się by w kolejnym epizodzie „Star Wars” pojawił się jej komputerowy awatar, więc twórcy filmu zostali pozbawieni kolejnej kluczowej postaci. Z dawnego cyklu pozostali tylko Chewbacca i androidy. Słabo. Z przykrością wyznam, że Epizodu IX nie oczekuję z niecierpliwością. W kinie się wynudziłem.

3 grudnia 2017 o godz. 14:06

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover 18

Ukazał się osiemnasty numer magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

1 grudnia 2017 o godz. 22:11

Polska kontra reszta świata

000716YWE23CDWHO-C122-F4

Znamy wszystkie grupy, w których zagrają finaliści Piłkarskich Mistrzostw Świata w Rosji. Polska znalazła się w ostatniej grupie i wylosowała Kolumbię, Senegal i Japonię. Nie należy lekceważyć żadnego z tych rywali. Nie gra nam się dobrze z drużynami z innych kontynentów, wystarczy przypomnieć nasze mecze z Ekwadorem, Koreą, Kamerunem, Maroko… Na pewno bardzo ważny będzie mecz otwierający rywalizacje, dobrze, że tu przeciwnikiem będzie Kolumbia, czyli rywal najmocniejszy. Piłkarze z kraju, w którym kartele narkotykowe mają wciąż wiele do powiedzenia, piłkarze są motywowani nie tylko sportowo, o czym świat sportowy miał już okazję boleśnie się przekonać. Pomijając jednak wątki pozasportowe, jest to mocny rywal, na pewno nie łatwiejszy niż Meksyk, z którym niedawno przegraliśmy. Senegal na pewno nie będzie chłopcem do bicia. Drużyna tego kraju doszła przecież kiedyś do ćwierćfinału Mistrzostw Świata. Afrykanie grają ambitnie, chcą się pokazać światu, bo to dla nich często przepustka do lepszego świata. W tym gronie Japonia wydaje się być przeciwnikiem najmniej wymagającym, ale im tez nie brak ambicji, potrafią być nieprzewidywalni.

26 listopada 2017 o godz. 19:30

Hans Fallada: Pijak

23195d99-62cf-4d42-8d0c-fb6cfc50e330

Jedna z klasycznych książek o upadku człowieka nadużywającego alkoholu. Jej bohater, Erwin Sommer, był dobrze prosperującym kupcem. Pewnego dnia jednak interesy zaczęły iść coraz gorzej, jednocześnie psuć się zaczęły relacje z żoną i, jak to często bywa, nieszczęśnik zaczął zaglądać do kieliszka.

23 listopada 2017 o godz. 17:35

Jack Juniper

Henry_Fielding_c_1743_etching_from_Jonathan_Wild_the_Great

„Liberty, Property and Gin forever!”. ~Jack Juniper (właśc. Henry Fielding)

14 listopada 2017 o godz. 23:38

Fynf und cfancyś

„Cały Zachód jest jak elektryczne wesołe miasteczko podłączone do prądu. Tak samo migające światełkami, bez względu na to, czy się weselisz, czy właśnie zdychasz w metrze”. ~Michał Witkowski

10 listopada 2017 o godz. 23:05

Udany eksperyment

20171110_213351-001

Wynik 0:0 w Warszawie w meczu z Urugwajem, ale mecz mógł się podobać. Dynamiczny, dużo akcji, dużo dalekich podań, jednocześnie efektywna gra obrony. Zagraliśmy w eksperymentalnym ustawieniu i z tak utytułowanym rywalem dawaliśmy sobie dobrze radę. Polska była w tym meczu lepsza, zwłaszcza w drugiej połowie stwarzaliśmy dużo sytuacji. Niestety, zabrakło skuteczności.