1 grudnia 2019 o godz. 21:57

Przekleństwo wyższej akcyzy

Polish_excise_stamps

Zapowiedź wzrostu akcyzy o 10% od stycznia 2020 roku spowodowała wielkie podniecenie wśród konsumentów i dystrybutorów oraz nerwową frustrację producentów. Reakcja jest taka, jakby to była zapowiedź prohibicji, nie wzrostu ceny najtańszej flaszki, bo – nie oszukujmy się – wzrost akcyzy dotknie przede wszystkim segment mainstream, gdzie nie liczą się jakość, ani marża, a jedynie wolumen sprzedawcy, i gdzie od lat trwa bratobójcza walka między producentami, o procent więcej lub mniej udziału w rynku. W rynku, który żyje z groszowych zarobków na pojedynczym paragonie, wierząc, że nadrobi brak marży skalą obrotu.

Zdumiewa reakcja konsumentów, którzy zachowują się jak w czasach PRL, kiedy przed każdą zapowiedzią wzrostu cen urzędowych na alkohol i papierosy ustawiały się kolejki i kupowano na zapas. Wydawało się, że te czasy minęły, a jednak nie. Ludzie kupują wódę teraz kartonami, wytworzył się nagle popyt, za którym nie nadąża podaż. Sytuacja wyjątkowa na rynku alkoholi mocnych.
W przypadku sieci – dyskontów, marketów, różnej maści Żabek, łatwiej zrozumieć zachłanność, po tu pojawia się perspektywa realnego zarobku na różnicy w stawkach akcyzowych i gry konkurencyjnej przez kilka pierwszych miesięcy 2020 roku. Aż do dnia, kiedy zapasy się skończą i handel będzie funkcjonował po staremu, na wyższych cenach, lub na jeszcze gorszej grupie produktowej.
Producenci mają najgorzej. Niby w końcówce roku mogą wypchnąć na rynek ogromne zapasy, ale problem w tym, że większość tych zapasów już nie ma. Rektyfikacje nie nadążają z oczyszczaniem spirytusu, destylarnie z zestawianiem i butelkowaniem. Brakuje butelek. Od początku 2019 roku polskie huty mają problem z dostarczaniem butelek, być może jest to sztuczny problem i gra o wyższe ceny za surowiec, w każdym bądź razie obecnie jest to problem jak najbardziej realny rynkowo, bo nie ma do czego lać. Szkło importowane albo jest droższe, albo idzie spoza Unii, a więc trzeba na nie poczekać. A czas nagli, bo zamówienia się piętrzą. Destylarnie ślą do odbiorców informacje, że nie będą w stanie dostarczyć na czas zamówień. Najpierw muszą wywiązać się z kontraktów wobec dużych sieci, bo tu grożą kary umowne. Mniejsi odbiorcy być może zostaną bez taniej wódki. Czy to takie nieszczęście? Według mnie nie koniecznie, bo może klient nauczy się, że wódka nie może kosztować poniżej 20 zł. Dobra wódka, bo byle co, o obniżonej mocy może da się rozlać. Ale uwaga, klienci! Spodziewajcie się, że tanie wódki rozlewane w listopadzie i grudniu 2019 roku będą miały znacznie gorszą jakość. Nie ma czasu żeby alkohol się ustał, napowietrzył, producenci będą lali co pod ręką, byle zgadzały się parametry chemiczne, organoleptyka nikogo nie będzie interesować. Dlatego radziłbym powstrzymać się z szaleństwem zakupów kartonów z wódką czystą w grudniu. Może zaoszczędzimy 1,50 zł na butelce, ale ryzykujemy, że to będzie naprawdę wstrętna wódka.
Co realnie oznacza wzrost akcyzy? Dla budżetu mają to być dodatkowe środki 1,7 mld zł, których bardzo będzie brakowało przy rozbudowanej polityce socjalnej rządu, dla producentów alkoholi i konsumentów to dodatkowe obciążenie. Czy jednak aż tak istotne? Akcyza wzrośnie o ok. 10%, co będzie oznaczało, że na półce (już z VAT) najtańsza wódka będzie droższa o 1,40 zł, a np. piwo o 6 gr. Wydawałoby się, że to nic, ale dla firm walczących o klienta w segmencie mainstream każdy grosz się liczy, gdyż sprzedają wódki praktycznie po kosztach wyprodukowania. Po co tak tanio? Bo walczą zaciekle o udziały w rynku. Czy te udziały warte są funkcjonowania na groszowych marżach? Według mnie nie są, lepiej zarabiać więcej, nawet jeśli obrót minimalnie spadnie.
Czytając opinie branży spirytusowej, przyznam, że nie bardzo przemawiają do mnie argumenty, że wyższa akcyza powodować będzie więcej wątpliwej jakości alkoholu na rynku, czy to z kontrabandy, czy to z rodzimych bimbrowni. Polacy i tak, i tak będą przywozili w bagażnikach alkohole z obszaru UE, nie tylko powodowani niższymi cenami na piwo czy mocne trunki w Czechach i na Słowacji czy win we Włoszech i na Węgrzech, ale też ze zwykłej ciekawości, bo wiele alkoholi ma charakter wyłącznie regionalny, więc przywozimy je z podróży, tak jak przywozimy zdjęcia, pamiątki, salami, prosciutto czy pecorino. Można się tym podzielić ze znajomymi, może usiąść do wspomnień przy kieliszku. Co do domowych destylatorów, to może lepiej ułatwić im legalny rozwój, niż straszyć skażonym spirytusem? Współcześnie nawet tani i prosty sprzęt do domowej destylacji pozwala uzyskać nie zanieczyszczony metanolem czy metalami ciężkimi alkohol.
Powiedzmy sobie szczerze, nie ma społecznego uzasadnienia (biznesowego też nie ma) dla taniego piwa, wina czy wódki. Owszem, jest grupa osób, które są uzależnione, a ich rodziny pogrążone są w biedzie. Jest jednak na to dobre rozwiązanie. Alkoholikom można wydawać recepty na tańszy o akcyzę alkohol, co będzie miało podwójnie pozytywny wymiar. Po pierwsze, ograniczy wydatki z rodzinnego budżetu na wódkę, po drugie – alkoholik będzie rejestrowany, leczony, a przynajmniej będzie pod jakąś opieką medyczno-psychiatryczną, przychodząc do ośrodka co miesiąc po receptę. Koszty pomocy medycznej i społecznej może pokryć wyższa akcyza.
Wyższa akcyza na wódkę nie jest żadną katastrofą, o ile producenci napojów spirytusowych zareagują podniesieniem cen minimalnych, a nie obniżeniem jakości i mocy wódki. To by było przykre. Polska wódka nie powinna mieć 37,5%. Zapowiadając wyższą akcyzę rząd nie skorzystał natomiast z wyjątkowej okazji, by zrównać stawki podatku na wszystkie alkohole. Bo tanie piwo jest jeszcze bardziej szkodliwe i paskudne, niż tania wódka. Inicjacja alkoholowa młodzieży zaczyna się od taniego piwa. To prawdziwa plaga, która z zupełnie niezrozumiałych względów znajduje polityczne przyzwolenie.

 

Komentarz dla “Przekleństwo wyższej akcyzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

12 lipca 2020 o godz. 21:57

Leniuszek vs Kłamczuszek

vote-voting-voting-ballot-box

Dane exit-pool pokazują to, o czym było wiadomo, że połowa Polaków będzie miała po wyborach kaca. Obaj kandydaci dostali prawie tyle samo głosów. Swojego głosu nie oddałem. Słuchając komunikatów obu sztabów wyborczych dowiadywałem się, że wybór jest między Leniuszkiem a Kłamczuszkiem. Jak w przedszkolu. Licytacja, kto więcej obieca przybrała poziom takiej żenady, że postanowiłem być od tego z daleka. Te wybory doprowadziły do jeszcze większych podziałów, do jeszcze większej wrogości dwóch obozów politycznych, które dawno są skompromitowane. Wygląda to słabo, ale w takiej Polsce żyjemy od lat. Nawet ogromny kryzys w jakim znalazł się świat, nie dał impulsu do czegoś nowego, pozytywnego. Przekaz wyborczy był albo negatywny, albo zbudowany na obietnicach rozdawnictwa. Którykolwiek z nich wygrał, czekają nas bardzo trudne lata.

29 czerwca 2020 o godz. 23:17

Kowid

being-alone-alone-archetype-archetypes

Brzmi jak Zbowid, albo jak Covid, ale tak sobie wyobrażam dalszą drogę Hołowni – Komitet Obrony Wolności i Demokracji. Tylko wszystko to już było. Hołownia ma lepszą aparycję, a Kukiz lepszy głos. Wynik wyborów to dla mnie zaskakująco kompromitująca porażka Kosiniaka-Kamysza, zaskakujący i niezrozumiały sukces Bosaka. Poza tym nic mnie nie dziwi. Lewica kolejny raz zakpiła sama z siebie. Polaryzacja sceny nienawiści ma się dobrze – PO-PiS to nie jest żaden wybór. Albo może delikatny, między nieudacznictwem a dyktaturą. Chciałoby się czegoś innego, ale nie ma. Nie głosowałem. Mam od cholery roboty. Nawet wsiałem na rower, podjechałem pod mój punkt wyborczy, ale zabrakło im kart do głosowania, kolejka była na dwie godziny. Sorry Vinnetou, ale aż tyle czasu to ja nie mam, muszę zapierdalać. W drugiej turze zamówię sobie głosowanie do domu. A podsumowując wątek tego jak i za ile głosować, to skoro mogę płacić blikiem, to dlaczego nie mogę tak samo głosować? Wiem, wiem, jestem obojętny na sprawy ojczyzny i narodu, ale wydaje mi się, że skoro moje 100 zł jest bezpieczne w transakcji online, to głos też jakoś przeleci. Ale to dygresja, nie jestem ekspertem od zabezpieczeń online. Gdybym miał oddać głos, to bym głosował na Kosiniaka-Kamysza, czyli dobrze, że nie oddałem, bo głupio jest głosować na sromotnie przegranych. Ale może też i głupio na wygranych… Jak listonosz przyniesie zestaw na drugą turę, to spróbuję, doświadczenie mnie jednak uczy, że wygrywa ten, kto pracuje, a nie ten, co głosuje. Chociaż, co ja tam wiem… pewnie wygrywa ten, co bliżej koryta, a ja pracuję żeby mu sfinansować podatkami pensję.

14 czerwca 2020 o godz. 18:08

Ucho igielne

Mysliwski_Ucho-igielne_500pcx

Wspaniała opowieść, kolejna jego wielka książka Wiesława Myśliwskiego. Nigdzie się nie zaczyna, nigdzie się nie kończy, zawiera w sobie wiele różnych opowieści, nie dokończonych, urwanych, ale razem składają się na opowieść o ludzkim losie, o przemijaniu, o krótkotrwałości wszystkiego. Co z tego jak się rozwinie ta, czy inna historia, skoro zawsze każda z nich będzie miała koniec, los nasz napiętnowany jest końcem. Bohater jest profesorem historii, ale to książka o tym, że nie ma jednej historii, że nie ma ogólnej historii, są tylko fragmenty, są relacje, wspomnienia, które znaczą tyle tylko, ile chcemy im poświęcić uwagi. Oczywiście, są też sprawy bezwzględne, wykraczające poza los jednostki, w „Uchu igielnym” mamy w tle drugą wojnę światową, getto, komunizm i to, co po komunizmie. Są nieszczęścia, kataklizmy, wykraczające poza te pojedyncze głosy, poza opowieści o miłościach, rozczarowaniach, ambicjach, niedomaganiach, chorobach, jakiejś śmierci, jakiejś niedogodności, jakiejś chwili radości, sukcesu. „Ucho igielne” opowiada jednak przede wszystkim o tych wszystkich drobnych rzeczach, na które składa się nasze życie, do ram historii jakoś każdy się musi dostosować, a to jak to zrobi, to już jego sztuka wyboru, albo umiejętność, dojrzałość, albo fart zwyczajny. Bohater raz jest dojrzały, raz nie jest, raz jest stary, raz młody, bo przeplatają się narracje z różnych okresów jego życia, ale i wiek nie ma znaczenia, bo człowiek może być i stary i młody zarazem, niezależnie od wieku. Czym zaś jest tytułowe „Ucho igielne”? Ludzką niemożliwością. W Biblii czytamy, że „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego”. Jest też wieczną poczekalnią, miejscem, które filtruje marzenia i pragnienia, pozbawia wiary, że warto dalej próbować. Nie warto. Bohater powieści Myśliwskiego raczej ucieka niż poszukuje, raczej porzuca, niż zdobywa, raczej tęskni, niż pragnie. Nie on jest tu bowiem ważny, lecz pamięć pojedynczych osób, składająca się na pozbawioną linearności opowieść o wspólnym losie. Czy bogaty, czy biedny, czy ślepy, czy garbaty, czy wielbłąd, los każdego jest na koniec jednakowy. Dlatego powieść się urywa, znasz, czytelniku, zakończenie.

13 czerwca 2020 o godz. 17:14

Łukasz Klesyk o książce „Gin”

gin_ksiazka

„Gin wraca na salony. Taką tezę stawia Łukasz Gołębiewski w swojej książce „Świat wykwintnych alkoholi. Gin”. Nie sposób się z nią nie zgodzić. Nie sposób też nie docenić talentu dydaktycznego autora i jego ciężkiej pracy – publikacja zawiera historię jałowcowego napitku w pigułce, opis technologii jego wytwarzania i ponad sto notek degustacyjnych” – chwali Łukasz Klesyk w recenzji książki, której całość można przeczytać na stronie Winicjatywy: https://winicjatywa.pl/gin-wraca-na-salony/#post-196887.

9 czerwca 2020 o godz. 15:36

Whisky Talks

103275082_2861500544169616_8843027789163528192_o

Whisky My Life opublikowało rozmowę o whisky z Łukaszem Gołębiewskim w ramach cyklu „Whisky Talks”, także w wersji angielskiej: https://whiskymylife.wordpress.com/2020/06/05/whisky-talks-5-lukasz-golebiewski. Pytania zadawał Piotr Stachura. Wcześniej w cyklu ukazały się rozmowy z: Davem Broomem, Adamem Frankowskim, Alasdairem Day i Rafałem Nawrotem, a kolejna będzie z Fergusem Simpsonem.

30 maja 2020 o godz. 23:40

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover-33

Ukazał się nowy numer (3/2020) magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

20 maja 2020 o godz. 23:10

Nowy numer Aqua Vitae online

av_3_20

Udostępniliśmy już bezpłatnie do czytania najnowszy numer magazynu Aqua Vitae. Oczywiście wszyscy prenumeratorzy i sprzedawcy otrzymają egzemplarz także w formie papierowej. Jeżeli będziecie chcieli nas wesprzeć, to zajrzyjcie proszę tutaj: https://zrzutka.pl/av i wpłaćcie co łaska. A oto link do najnowszego numeru: https://issuu.com/spirits.com.pl/docs/aquavitae_3-33_-net.

18 maja 2020 o godz. 13:05

Biedaki, nie dostali w rządzie premii!

emilewicz

Wicepremier Emilewicz zabrała głos w sprawie uposażeń pracowników państwowej administracji. „Premier Morawiecki i tak wstrzymał dodatkowe nagrody w całej administracji. To bardzo trudne dla nas” – powiedziała w rozmowie z Radiem Zet. O, to biedaki! Ludzie tracą pracę, mają obcinane zarobki, a elity płaczą nad brakiem dodatkowych nagród! Wstyd takie rzeczy mówić. Policja pałuje protestujących, a jedyna odpowiedź rządu, to użalanie się, że przyjdzie poczekać na wstrzymana premię! (nie zabraną, żeby przekazać na inne cele, a wstrzymaną, pewnie zostanie wypłacona ze stosownymi odsetkami, sic!).

17 maja 2020 o godz. 13:35

Gaz na ulicach

SONY DSC

Wczoraj rozbisurmaniona przez rząd policja w Warszawie brutalnie zaatakowała protestujących przedsiębiorców. Zasłaniając się koronawirusem policja nadużywa uprawnień z pełną dowolnością, dając po łapach tym, którzy są niewygodni. A państwowe radio, zdejmuje z anteny nieprzychylne władzy piosenki. Komuno wróć! Przedsiębiorcy wystosowali całkowicie słuszne i w części bardzo proste do natychmiastowego wprowadzenia postulaty, m.in.: „maksymalna, odpowiednia do skali kryzysu redukcja w administracji publicznej, obniżenie wynagrodzeń do minimalnej krajowej w ministerstwach, agencjach, funduszach skarbu państwa, zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na finansowanie wsparcia dla MSP i obniżki danin – ZUS, podatków i VAT”. Tylko przyklasnąć. Do tego chcieli dymisji premiera i ministra zdrowia, ale to chyba na zasadzie, że w przypadku negocjacji będzie od czego odstąpić. Urzędasy i ministrowie mogli dać godny Chrześcijan przykład solidarności ze społeczeństwem i zrezygnować z apanaży, a władza z komfortu świty służalców, korona z głowy dyrektorowi departamentu nie spadnie jak sam wykona proste czynności, które na co dzień deleguje zastępcom i podwładnym. Protestujący nie wzięli jednak pod uwagę prostego wyjścia władzy – nie będzie negocjacji, będzie przemoc. Gaz, w ruch poszły pałki, a wytłumaczenie proste – w czasach pandemii skupiska ludzi są nielegalne. Reżim kocha pandemię, a policja, tak jak w czasach, kiedy była milicją, z radością przyłącza się do tańca przemocy, wszak pacyfiści raczej nie wybierają pracy w mundurze. Bezkarna przemoc, policmajster psychopata, który nie tak dawno zamordował młodego chłopaka w Koninie pozostanie jednym z symboli tych zarażonych czasów. Wirus nienawiści rozprzestrzenił się w Polsce tak skutecznie, że stał się epidemią straszniejszą od koronawirusa.

8 maja 2020 o godz. 11:52

Na co komu prezydent?

Awantura o termin wyborów prezydenckich skończyła się farsą. Wyborów nie będzie, bo nikt ich nie przygotował. Jednocześnie zmarnowano pieniądze na przygotowania, druk kart wyborczych, niepotrzebnie angażowano Pocztę, nie mówiąc już o tym, że politycy kolejny raz zajmowali się nie tym, co dla ludzi istotne. Czy w imię solidarności z rosnącą grupą bezrobotnych w Polsce nie powinno się w ogóle zlikwidować urzędu prezydenta, zwolnić kosztowne etaty jego świty, wymiernie odciążyć budżet? Korzyści z urzędu prezydenta znikome, jeśli nie zerowe, a oszczędności wielkie. W interesie społecznym będzie przesunięcie środków budżetowych z urzędu do ludzi! Darujmy sobie w ogóle wybory, szkoda czasu i pieniędzy.