23 sierpnia 2009 o godz. 12:54

Postrzegam pisarstwo jako wspaniałą przygodę

Na stronie alternatywnej radiostacji Ulicznik.net możecie przeczytać rozmowę z Łukaszem Gołębiewskim, którą przeprowadziła Kamila "Kami" Gackowska.

– Spotkalam się z opinią, że Twoja „Brudna Trylogia” to punkowe harlequiny. 😉 Zgadzasz się z czymś takim? Jak byś opisał krótko swoje książki?
– Myślę, że jest w tym stwierdzeniu sporo prawdy, szczególnie w przypadku pierwszej z moich powieści, najbardziej popularnej, czyli „Xenny”. Punkowe klimaty są w niej głównie czymś w rodzaju scenografii dla romansu, po prostu zamiast bawić się na dyskotekach Ibizy oni bawią się na koncertach i skłotach. Pozostałe dwie powieści są inne. „Melanże z Żyletką” to brutalna opowieść o degradacji młodej dziewczyny, o tym jak szybko kończą się dziewczęce marzenia, z kolei „Disorder i ja” to trochę frywolna opowiastka o młodych żulikach, którym w kapitalistycznej rzeczywistości nic się nie udaje, sępią drobne na wino pod hipermarketami i wegetują. Ale w każdej z tych książek są jakieś wątki miłosne, no i spora dawka erotyki.

– Skąd pomysł na książki, których akcja rozgrywa się w punkowym środowisku?
– Łatwo mi pisać o klimatach, które dobrze znam, dorastałem w tym środowisku i nigdy się nie oddaliłem od punka. Myślę, że jako nastolatek nasiąknąłem buntem i dotąd z niego nie wyrosłem. I wcale mi z tego powodu nie jest przykro.

– Uważasz że tego typu książki, pokazujące określone subkultury, pewne środowiska, są potrzebne? Świat pokazywany w Twoich książkach, świat bohaterów „Xenny”, „Melanży” czy „Disordera” dla osobom nie mających kontaktu z klimatami punk może stanowić potwierdzenie pewnych powszechnie panujących stereotypów – że punki tylko piją, ćpają, poszukują łatwego seksu itp.
– Ludzie, którzy myślą stereotypami bardzo niechętnie rezygnują ze swoich słusznych poglądów na wszystko, więc pewnie ich moja książka utwierdzi w przekonaniach, ale nie sądzę by należało się tym martwić, bo to nie są ludzie, na których opinii mi zależy. Ważniejsze wydaje mi się pytanie, czy rzeczywiście moje książki lansują takie postawy? Nie sądzę. Pokazuję brudną rzeczywistość, ale przecież jej nie gloryfikuję. Zresztą w ogóle jestem daleki od oceniania ludzkich postaw czy od moralizowania, a tym bardziej lansowania jakiegoś stylu życia. Pozostawiam to specjalistom od sprzedaży, reklamy, PR, a także socjologom i pedagogom. Opisuję świat, który mnie szczególnie interesuje, piszę o muzyce, która jest mi bliska, piszę o dziewczynach, które mi się podobają… Zgoda, jest też w tych książkach alkohol, a nawet bardzo dużo alkoholu, są narkotyki, jest sporo erotyki, a dość mało prawdziwych emocji, tak jakby świat potrzeb człowieka był zredukowany do zaspokajania hedonistycznych przyjemności; i to się może nie podobać moralistom. Ale przecież doskonale wiemy, że istnieje nie tylko „romantyczna” strona międzyludzkich relacji, że często najbardziej pospolita potrzeba przyjemności bierze górę, nawet w obliczu ewentualnej zdrady, kłamstwa, mówiąc górnolotnie – grzechu.

– Pytanie, które pewnie już nie raz padło. Opisy w Twoich książkach – pewnych zachowań, rozmów są bardzo realistyczne, prawdziwe. Na ile główny bezimienny bohater Twoich książek jest do Ciebie podobny? Czyżby jakieś własne burzliwe wspomnienia z przeszłości? :)
– Jest do mnie podobny, mówi moim językiem, ma moje gusta, ma częściowo moje doświadczenia, a niektórzy z bohaterów są mniej lub bardziej złośliwymi karykaturami rzeczywistych postaci. Jest też masa fikcji, oczywiście. Pisanie książki to fascynująca, długa wyprawa. Bierzemy ze sobą mapę, kompas, przewodniki – to wszystko, czym są nasze dotychczasowe doświadczenia, czym sami jesteśmy, ale po drodze napotykamy zupełnie nieznanych ludzi, mamy niezaplanowane przygody. Tak postrzegam pisarstwo, jako wspaniałą przygodę. Chyba Józef Hen, pisząc o Boyu-Żeleńskim, powiedział, że życie pisarza jest komentarzem do jego twórczości, a twórczość – komentarzem do życia. I to jest na ogół prawda, nie sposób całkowicie oderwać się od doświadczeń, które ukształtowały naszą wrażliwość. W moim przypadku tą wrażliwość w znacznym stopniu kształtowała muzyka punk, ale też: książki, podróże, a przecież również i alkohol, również i kobiety, z którymi byłem blisko.

– Jesteś bardzo chętnym do komunikacji z czytelnikami autorem, na swojej stronie xenna.com.pl „rozmawiasz” z nimi, odpowiadasz na ich komentarze, zamieszczasz fragmenty książek… Kierujesz się sugestiami swoich czytelników?
– Przede wszystkim szanuję swoich czytelników, no i cieszę się, że ich mam, bo największa porażka to pisać wyłączne dla samego siebie. Rzadko kieruję się sugestiami, ale czasami – poprawiając tekst – usuwam fragmenty, które mogły by pewnym osobom sprawiać przykrość (nie chodzi mi o konkretne osoby, a raczej o bardziej uniwersalne sprawy dotyczące estetyki). Poza tym zawsze testowo wysyłam maszynopis do kilku bliskich mi osób z prośbą o sugestie i uwagi, które pozwalają mi nanosić poprawki zanim wydam nową książkę. Są to osoby w bardzo różnym wieku, o różnych profesjach i o różnym doświadczeniu czytelniczym. Ich uwagi zawsze są pomocne, zwłaszcza że bardzo chcę by czytelnik dostawał książkę możliwie w najlepszej formie na jaką mnie stać.

– W 2008 roku została podpisana umowa licencyjna z firmą Federico Film na stworzenie filmu opartego o powieść „Xenna moja miłość”. Uważasz, że jest to książka którą można dobrze zekranizować? Oddać ten specyficzny klimat, nie psując i przerabiając fabuły, co niestety jest często spotykane przy polskich ekranizacjach. Do tego „Xenna” jest dość śmiałą obyczajowo książką…
– Z tego co wiem, to producentka myśli o wyeksponowaniu romansu. Gdym miał jakikolwiek wpływ na scenariusz, to bym raczej próbował robić film środowiskowy, mocno osadzony w scenografii punkowej. Ale wpływu na scenariusz nie mam. Sceny śmiałe obyczajowo akurat mogły by być wabikiem dla bywalców kin. Osobiście uważam, że dużo bardziej do ekranizacji nadają się „Melanże”, no ale „Melanże” nie uderzają w melodramatyczne struny, więc raczej nie mogą liczyć na duży krąg odbiorców. Poza tym w ogóle nie jestem miłośnikiem kina, więc szczerze mówiąc nie mam w tej sprawie wyrobionej opinii. Jeśli film powstanie, to będę się cieszył jeśli ludziom się będzie podobał, nie koniecznie musi być wierny książce.

– Uważasz za słuszne przyrównywanie Twoich książek do twórczości Bukowskiego? Dodam, że mnie prywatnie kojarzyło się raczej z Rothem (podobne podejście bohatera do kobiet), Nabokovem czy „Cząstkami elementarnymi” Houellebecqa.
– Houellebecqa z jego narcyzmem nie trawię. Nabokov jest dla mnie niedoścignionym mistrzem, zwłaszcza w opisach delikatnych kobiecych powabów (tu bym jeszcze dodał mniej znanego hiszpańskiego pisarza Antonio Munoza Molinę, który potrafi pisać o seksie w sposób niemal nierzeczywisty). Lubię brudną rzeczywistość Bukowskiego i jego poczucie humoru, ale drażni mnie jego egocentryzm. Co do Rotha, to oczywiście jest to pisarz wybitny, ale tylko jego ostatnie utwory, jak choćby „Konające zwierzę” czy „Oszustwo” są bliskie moje wrażliwości. Do tego grona pisarzy duchowo mi bliskich dodałbym jeszcze Henry’ego Millera.

– I jak już jesteśmy w tym temacie, Twoje ulubione książki? :)
– „Blaszany bębenek” Guntera Grassa za poezję języka, „Auto da fe” Eliasa Canettiego za obsesyjną miłość autora do książek, „Rozmowa w Katedrze” Mario Vargassa Llosy za niebywałą, nieliniową, narrację i ładunek emocjonalny, „Wybór Zofii” Williama Styrona bo mnie wzrusza ta książka, no i „Lolita” Nabokova za to, o czym pisałem, za sentymentalne uchwycenie dziewczęcego piękna.

– Jak godzisz „bycie” analitykiem rynku z „byciem” autorem książek z punk rockiem w tle? Czy wydawanie tego typu książek nie umniejsza Twojej fachowości w oczach potencjalnych współpracowników itp.?
– Godzę bez większych problemów, nie mam garnituru ani krawata, ale nikomu to nie przeszkadza, myślę, że ludzie przyzwyczaili się do tego, że jestem jaki jestem. Pewnie niektórzy za plecami rzucą jakiś złośliwy komentarz, ale nie sprawia mi to zbytniej przykrości. Myślę, że jeżeli jest się w czymś naprawdę kompetentnym, a ja jestem kompetentny w dziedzinie analiz rynku książki, to wygląd czy poglądy są sprawą marginalną.

– Specjalista od rynków wydawniczych ma na pewno w głowie jakiś przepis na dobrą książkę, ma rozeznanie w potrzebach czytelników… Kierowałeś się swoją zawodową wiedzą wydając „Brudną Trylogię”?
– Na pewno tak, zarówno pisząc książkę, jak i promując ją. Przez kilkanaście lat byłem dziennikarzem i analitykiem rynku wydawniczego, procentuje i wiedza, i kontakty w środowisku, a i nie bez znaczenia jest pewne doświadczenie czytelnicze, czytam około 100 książek rocznie, jest to jakiś kontekst, do którego można się odnieść.

– Pytanie bardziej do analityka: Co myślisz o kondycji polskiego czytelnictwa? Ostatnio da się zauważyć modę na romanse jak choćby wampirza saga dla nastolatek, na którą zapanował istny szał, czy książki pani Kalicińskiej, ukochane przez rodzime gospodynie domowe.
– Bestsellery kreują mody czytelnicze, była moda na „Harry’ego Pottera”, teraz nastolatki zaczytują się romansami wampirów i to nie dotyczy tylko Polski, bo te same książki czyta cały świat. Zawsze jest też potrzeba zarówno na romanse (tę w znacznym stopniu zaspokajają dziś telenowele) jak i na nostalgiczne powroty do lat młodości i tu mamy sukces Kalicińskiej (ale i np. ogromny sukces portalu społecznościowego Nasza-Klasa). Ja myślę o czytelnikach jak najlepiej, nie ważne, co lubią, ważne że chcą czytać książki a nie gapić się w TV. Ktoś, kto dziś czyta Harlequina (nie koniecznie dla punków) jutro może sięgnąć po „Annę Kareninę” i wcale to nie będzie daleki krok, choć literacko będzie to jak lot balonem nad Atlantykiem. Nie zgadzam się też z tezą, że Polacy mało czytają. Statystycznie czytamy mniej więcej tyle, co bogaci Belgowie, nie jesteśmy społeczeństwem źle wykształconym czy pozbawionym kulturowej ogłady. Natomiast niewątpliwie książka przegrywa w rywalizacji z innymi formami rozrywki, szczególnie z mediami elektronicznymi. W 2008 roku wydałem esej pt. „Śmierć książki. No Future Book”, w którym piszę o niebezpieczeństwach dla świata Gutenberga. Książkę niemal w całości można sobie przeczytać w Internecie na stronie www.nofuturebook.pl.

– Ostatnie pytanie. Co Łukasz Gołębiewski ma w swoich planach wydawniczych? Czy czytelnicy mogą spodziewać się kolejnej książki związanej z punkiem?
– Tak, kolejna powieść będzie w styczniu 2010. Tytuł „Złam prawo”. Opisałem w niej m.in. moje młodzieńcze przeżycia, w tym wrażenia z Jarocina 1984. Sporo w niej punka, sporo seksu, jest też mroczny wątek kryminalny i trochę brutalności. To opowieść o magnetyzmie zła, które nie zostaje ukarane, o konsekwencjach wchodzenia na tereny zakazane, ale też książka o dojrzewaniu. Poza tym wciąż mam w planach książkę podróżniczą o wschodniej Ukrainie, którą w 2008 roku przejechałem autostopem. Aktualnie jednak pracuję nad kolejną edycją śmiertelnie nudnego kompendium pt. „Rynek książki w Polsce”, które wyjdzie w październiku. To ogromne opracowanie, w tym roku prawdopodobnie wyjdzie w pięciu tomach. Nie lubię tego pisać, ale… z czegoś trzeba brać pieniądze na punk rocka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

15 stycznia 2018 o godz. 18:45

Włochaty z Dezerterem

wlochaty dezerter

Włochaty, Dezerter i Aporia wystąpią razem na trzech koncertach: 23.02 Olsztyn, 24.02 Lubawa i 24.03 Głogów. Do zobaczenia na koncertach.

27 grudnia 2017 o godz. 15:45

U.K. Subs w Pogłosie

SONY DSC

28 stycznia w klubie Pogłos (Warszawa, ul. Burakowska 12) wystąpi legenda punk rocka, U.K. Subs. Przed nimi zagra Antidotum. Start – godz. 19.30. Bilety już w sprzedaży – jedynie 320 sztuk. Przedsprzedaż – 70 zł, na bramce w dniu koncertu – 80 zł.

24 grudnia 2017 o godz. 17:04

Marry Mary

Bad-Santa-Drinking-Game

What is the name of Santa Claus wife? Mary Christmas

15 grudnia 2017 o godz. 20:30

Ostatni Jedi

small_432811621

Po tragifarsie, jaką było „Przebudzenie Mocy”, spodziewałem się najgorszego, więc nie mogłem się rozczarować. Film jest lepszy niż poprzednia część, nie tak straszliwie wtórny i nie ma tak wielu okropnych scen z zupełnie innego gatunku kina, czyli jakichś głupich komediowych zachowań Finna, najbardziej groteskowej z postaci wprowadzonych w sadze nr VII. Film można podzielić na trzy części fabularne. Flota Najwyższego Porządku próbuje zniszczyć resztki oddziałów Rebeliantów. Mamy walki gwiezdne, popisy pilotów myśliwców i kino science-fiction w najlepszym wydaniu. Drugi wiodący wątek, to nauka młodej Rey w samotni Luke’a Skywalkera. Nudy, a Mark Hamill wygląda, niestety, jak spasiony pijak, nie jak rycerz Jedi. Na dokładkę okazuje się, że jest człowiekiem, co się kulom nie kłaniał. Na szczęście dla Rebelii, Rey jest tak zdolna, że wystarczą jej dwie lekcje pod okiem zmęczonego życiem skacowanego starca i już zostaje mistrzem Jedi. Jest też trzeci wątek tego filmu – rozterki wewnętrzne Bena Solo vel Kylo Rena i jego duchowe relacje z Rey. Poza tym są sceny magiczne jak z „Harry’ego Pottera”, przykro na to patrzeć. W pierwszym filmie J.J. Abrams uśmiercił najciekawszą postać w nowej sadze, czyli Hana Solo. Miałem nadzieję, że jednak pojawi się w kolejnej odsłonie „Gwiezdnych Wojen” w jakichś reminiscencjach, ale gdzie tam – nie ma czasu na reminiscencje, gdy mamy jedną kosmiczna batalię za drugą a do tego pojedynki na świetlny oręż. W tej części uśmierceni zostają kolejni ważni bohaterowie, Luke Skywalker i kreatura zwana Snoke. Nie żal mi ich, ale wolałbym wśród ofiar widzieć durnego Finna. Nie doczekanie moje, znów clown zostaje bohaterem, takich to „Gwiezdnych Wojen” doczekałem. Już po nakręceniu „Ostatniego Jedi” zmarła Carrie Fisher i podobno jej spadkobiercy nie zgodzili się by w kolejnym epizodzie „Star Wars” pojawił się jej komputerowy awatar, więc twórcy filmu zostali pozbawieni kolejnej kluczowej postaci. Z dawnego cyklu pozostali tylko Chewbacca i androidy. Słabo. Z przykrością wyznam, że Epizodu IX nie oczekuję z niecierpliwością. W kinie się wynudziłem.

3 grudnia 2017 o godz. 14:06

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover 18

Ukazał się osiemnasty numer magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

1 grudnia 2017 o godz. 22:11

Polska kontra reszta świata

000716YWE23CDWHO-C122-F4

Znamy wszystkie grupy, w których zagrają finaliści Piłkarskich Mistrzostw Świata w Rosji. Polska znalazła się w ostatniej grupie i wylosowała Kolumbię, Senegal i Japonię. Nie należy lekceważyć żadnego z tych rywali. Nie gra nam się dobrze z drużynami z innych kontynentów, wystarczy przypomnieć nasze mecze z Ekwadorem, Koreą, Kamerunem, Maroko… Na pewno bardzo ważny będzie mecz otwierający rywalizacje, dobrze, że tu przeciwnikiem będzie Kolumbia, czyli rywal najmocniejszy. Piłkarze z kraju, w którym kartele narkotykowe mają wciąż wiele do powiedzenia, piłkarze są motywowani nie tylko sportowo, o czym świat sportowy miał już okazję boleśnie się przekonać. Pomijając jednak wątki pozasportowe, jest to mocny rywal, na pewno nie łatwiejszy niż Meksyk, z którym niedawno przegraliśmy. Senegal na pewno nie będzie chłopcem do bicia. Drużyna tego kraju doszła przecież kiedyś do ćwierćfinału Mistrzostw Świata. Afrykanie grają ambitnie, chcą się pokazać światu, bo to dla nich często przepustka do lepszego świata. W tym gronie Japonia wydaje się być przeciwnikiem najmniej wymagającym, ale im tez nie brak ambicji, potrafią być nieprzewidywalni.

26 listopada 2017 o godz. 19:30

Hans Fallada: Pijak

23195d99-62cf-4d42-8d0c-fb6cfc50e330

Jedna z klasycznych książek o upadku człowieka nadużywającego alkoholu. Jej bohater, Erwin Sommer, był dobrze prosperującym kupcem. Pewnego dnia jednak interesy zaczęły iść coraz gorzej, jednocześnie psuć się zaczęły relacje z żoną i, jak to często bywa, nieszczęśnik zaczął zaglądać do kieliszka.

23 listopada 2017 o godz. 17:35

Jack Juniper

Henry_Fielding_c_1743_etching_from_Jonathan_Wild_the_Great

„Liberty, Property and Gin forever!”. ~Jack Juniper (właśc. Henry Fielding)

14 listopada 2017 o godz. 23:38

Fynf und cfancyś

„Cały Zachód jest jak elektryczne wesołe miasteczko podłączone do prądu. Tak samo migające światełkami, bez względu na to, czy się weselisz, czy właśnie zdychasz w metrze”. ~Michał Witkowski

10 listopada 2017 o godz. 23:05

Udany eksperyment

20171110_213351-001

Wynik 0:0 w Warszawie w meczu z Urugwajem, ale mecz mógł się podobać. Dynamiczny, dużo akcji, dużo dalekich podań, jednocześnie efektywna gra obrony. Zagraliśmy w eksperymentalnym ustawieniu i z tak utytułowanym rywalem dawaliśmy sobie dobrze radę. Polska była w tym meczu lepsza, zwłaszcza w drugiej połowie stwarzaliśmy dużo sytuacji. Niestety, zabrakło skuteczności.