9 grudnia 2012 o godz. 12:12

Polmos Starogard Gdański

/wp-content/uploads/2012/12/Sobieski-Starogard

obecnie działa pod marką Sobieski i należy do Grupy Belvedere. Zakład nie destyluje alkoholi, zajmuje się rektyfikacją, zestawianiem i butelkowaniem. Czołowe marki to wódki czyste: Krupnik i Sobieski. Część wyrobów trafia wyłącznie na eksport. Zakład powstał w 1846 roku jako gorzelnia koniaków i rektyfikacji spirytusów H.A. Wilkenhausen i do dziś działa w XIX wiecznych zabytkowych budynkach z cegły, choć z dawnej aparatury nic nie zostało, są tu jedne z najnowocześniejszych w Polsce kolumny rektyfikacyjne o ogromnej wydajności. Zakład upaństwowiono w 1925 roku, w PRL działał jako Polmos i wytwarzał różne marki wódek. Przy prywatyzacji z dawnych marek pozostały tu wódki Gdańska i Starogardzka. Potem pojawiła się m.in. marka Zawisza Czarny i inne jak wódki: Dwór Artusa, Jazz, likiery: Bracka, Jaszczurówka, Złotówka Gdańska i inne, niestety większość z nich nie jest już produkowanych. Najważniejszym likierem, o bardzo długich tradycjach i wielokrotnie nagradzanym jest miodowy Krupnik, zestawiany na rektyfikowanych w Starogardzie spirytusach, leżakowany przez kilka miesięcy w dębowych beczkach. Krupnik występuje też w wersji likieru cytrynowego oraz wódki białej, która przebojem zdobyła polski rynek (obecnie ma ok. 15% udziału w sprzedaży czystych wódek). Drtugi ważny trunek smakowy to Balsam Pomorski, produkowany w kilku wersjach smakowych, najbardziej popularna jest korzenno-ziołowa. Specjalizują się wódkach zbożowych z przewagą destylatów żytnich i z pszenżyta. Kupują destylaty od wielu gorzelni, mają także własną w Kołaczkowie koło Gniezna. Eksportują do Bułgarii, USA, Francji, Hiszpanii i innych krajów, osobne zakłady mają na Litwie, a do grupy Belvedere należą m.in. dawne Polmosy Łańcut i Kraków (produkcja wstrzymana), a ze znanych marek światowych – czołowy producent likierów, francuska firma Marie Brizard czy wódka Danzka. Obecnie w Starogardzie rektyfikowane są dwa rodzaje spirytusów, zestawiane z dodatkiem wody z własnego ujęcia głębinowego. Robią masę ciekawych wódek smakowych ale większość jest w Polsce nie do dostania. Obok zakładu jest sklepik firmowy, a w nim nie tylko oferta własna, ale praktycznie wszystkich krajowych producentów, warto zatem się tam wybrać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Zobacz ostatnie wpisy

23 kwietnia 2015 o godz. 22:42

Spotkanie autorskie w Radio Olsztyn

1_1_logotyp_kolor_podstawowy

3 maja Łukasz Gołębiewski będzie gościem audycji „Spotkanie autorskie” w Radio Olsztyn (godz. 16.00). Do słuchania: Olsztyn 103,2 FM, Elbląg 103,4 FM, Giżycko 99,6 FM.

22 kwietnia 2015 o godz. 10:09

Człowiek z aspiracjami

256207_czlowiek-z-aspiracjami_630

Dobrze, że Hans Fallada jest sukcesywnie przypominany polskim czytelnikom. Autor „Pijaka” czy „Każdy umiera w samotności” był jednym z ważniejszych niemieckich pisarzy lat 30., choć w Polsce jego popularność przypadła na lata 50., kiedy ukazały się przekłady jego sztandarowych dzieł. Sam uzależniony od nałogów, przedstawiał jednostki uwikłane w niemożności, osoby samotne, nieszczęśliwe, pozbawione pracy i przyszłości. Jego twórczość przeżywała też swoisty renesans w latach 70., gdyż Fallada ze swoją kontestacją i uwrażliwieniem na słabość człowieka świetnie trafił w czas pokolenia hipisów. Ten rodzaj wrażliwości na ból, na alienację, ma zresztą wymiar ponadczasowy. W diagnozach ludzkiego losu Fallada nic się nie zestrzał, zmieniły się tylko didaskalia. Przetłumaczona po raz pierwszy na polski wielka powieść „Człowiek z aspiracjami” świetnie oddaje styl twórczości Fallady. To proza epicka, wspaniale, z dużą drobiazgowością przedstawiająca miejsca, nieistniejący już świat – przedwojenny Berlin z jego kolorytem, ale i ukrywającą się po kątach biedą, coraz bardziej radykalny, rozpolitykowany, ale też pełen rozgoryczenia. Striptiz, kasyna, spekulanci, dziwki i masa cudzoziemców, narastająca w ludziach złość, poczucie niemożności, zawiść. Poszukiwanie pracy, galopująca inflacja, szwindle, przemyt, głód, praca ponad siły, pogoń za marzeniami, coraz to nowe rozczarowania, ciągły brak pieniędzy – takie jest tło obyczajowe i psychologiczne tej książki. „Nienawidził” – to słowo wyjątkowo często pada na kartach, młody bohater powieści tym więcej wokół nienawidzi, im częściej spotykają go upokorzenia. Ale i sam Karol Siebrecht, bohater tej historii, szybko się deprawuje, wcale nie jest lepszy od tych, którzy go wykorzystują. Bo w świecie Hansa Fallady jednostka jest pożerana przez masę, staje się bezradna wobec losu. „Człowiek z aspiracjami” to proza przejmująca, a jednocześnie tak soczysta, tak autentyczna, że trudno się od lektury oderwać.

21 kwietnia 2015 o godz. 10:31

Lihovar Smíchov – spacer po Pradze #6

SONY DSC

Dziś stacja kolejowa i przystanek tramwajowy o nazwie Lihovar przypominają, że w Pradze przez lata działała tu duża destylarnia. Po samym zakładzie wciąż pozostała część zabudowań, w tym hala gorzelni, charakterystyczny szeroki komin, część pomieszczeń magazynowych i odbioru surowców. Reszta budynków jest w zupełnej ruinie, całość czeka na nowe zagospodarowanie. Teren na skrzyżowaniu ulic Nádražní i Strakonická dziś jest ogrodzony, ale nie strzegą go nawet psy. Po tym jak w czerwcu 2013 roku runął jeden z budynków nikt już tu nie wchodzi, inne w każdej chwili mogą się zawalić. Fabryka zakończyła działalność w 2000 roku. od 15 lat budynki stoją opuszczone. Był plan budowy kompleksu biurowo-rekreacyjnego, z zachowaniem zabytkowej hali i komina (wpisane w 2002 roku do rejestru zabytków). Właściciel jest w Wielkiej Brytanii, prawdopodobnie stracił zainteresowanie inwestycją. Pierwotnie, w 2001 roku, inwestycja o nazwie (Złoty Anioł), stworzona przez Francuza Jeana Nouvea, miała obejmować też centrum handlowe, przebudowę dworca kolejowego itd., Smíchov miał być wielką nowoczesną przestrzenią w fabrycznej części Pragi, ale to nie wypaliło. Gorzelnia powstała w 1836 roku, była częścią ogromnego obszaru zakładów przemysłowych Ringhoffer, w tym m.in. hut i odlewni, ale też fabryka wagonów kolejowych. Nie zawsze produkowano tu spirytus. Od 1880 roku poza destylacją spirytusu, działała tu oczyszczalnia potasu na potrzeby hut szkła. W 1907 roku zakład przebudowano, uruchomiono rafinerię spirytusu. W latach 60. XX wieku produkowano tu ocet. Najbardziej znanym produktem Lihovar Smíchov był Zlíchovsky Rum, produkowano tu też wiele innych gatunków taniego rumu, rozlewano wódkę.

20 kwietnia 2015 o godz. 09:12

Po Wełtawie – spacer po Pradze #5

SONY DSC

Przyjemna alternatywa dla biegania po zatłoczonych uliczkach – rejs po Wełtawie stateczkiem. Pływa ich wiele, naganiają czarnoskórzy dryblasi w marynarskich czapeczkach, bilet kosztuje do 300 koron, w zależności od opcji i łajby. Ja w cenie biletu na rejs dostałem: rozgazowane piwo, loda na patyku, kawę-lurę oraz darmowy bilet do Muzeum Mostu Karola. Sam rejs trwał godzinę, a nagrany głos opowiadał o rzece i nabrzeżnych zabytkach po angielsku i rosyjsku. Start pod Mostem Karola. Największą atrakcja była nutria (żywa). Pływając można obejrzeć nabrzeżne zabytki niejako z dołu, czyli wzgórza z katedrą św. Wita i Hradczanami, muzeum Kafki, gmach filharmonii etc. Można też zobaczyć szczątki dawnego drewnianego mostu z czasów poprzedzających most Karola, ale być może w tym celu wygodniej odwiedzić muzeum. Wełtawa to niesforna rzeka, jej nazwa oznacza dziką wodę. Wielokrotnie zalewała Pragę, ostatnia duża powódź z 2002 roku spowodowała m.in. że cały budynek obecnego muzeum Kafki znalazł się pod wodą. Teraz rzeka jest na tyle uregulowana przez system tam i wałów, że już nie wylewa. Jest największą rzeką Czech, ma 435 km długości a potem płynie dalej, gdyż jest dopływem Łaby, razem wpadają do Morza Północnego. Stateczkiem przepłynąłem jeszcze kanałem Čertovka, oddzielającym dzielnicę Malá Strana od wyspy Kampa, miejsce to nazywane jest Praską Wenecją. Kanał powstał w XII wieku, są tu dwa młyny wodne. Muzeum jest ciekawie zaaranżowane, z makietami (można zobaczyć jak wyglądał w średniowieczu), są tu oryginalne rzeźby z mostu, można też oglądać fundamenty dawnego romańskiego kościoła. Obecny most pochodzi z XIV wieku, ma ponad pół kilometra długości. Wiedzie do niego piękna brama mostowa. Stoi na nim 29 barokowych kamiennych posągów (kiedyś było ich 30, ale posąg św. Loyoli został zniszczony), z których najważniejszy jest posag św. Jana Nepomucena, ludzie głaszczą kamień podobno na szczęście. Podczas powodzi w 2002 roku przeprawa omal nie uległa zniszczeniu. Na moście ustawiają się od rana do wieczora sprzedawcy pamiątek, słodyczy, napojów, rysownicy karykatur. W dole widać tamę, która reguluje Wełtawę.    

19 kwietnia 2015 o godz. 17:32

Drugi numer „Aqua Vitae”

AV cover2-001

W sprzedaży jest już drugi numer dwumiesięcznika „Aqua Vitae”, a w nim m.in. następujące teksty: Najlepsze alkohole 2014 roku Andrzej Szumowski pisze dlaczego polska wódka jest wyjątkowa Relacja z Irlandii z festiwalu whiskey w Dublinie Historia Alfreda Barnarda, badacza szkockiej whisky Porto i cygara Rozmowa z Francoisem Rebelem z domu konikowego Lheraud Rozmowa z Jarosławem Buss, prezesem firmy Tudor House Szkocja i whisky – podróż marzeń Relacja z destylarni Arcus w Norwegii Relacja z destylarni Three Ships w RPA Gorzelnie rolnicze – Żyrzyn Historia wódki Luksusowa Nowe na półkach, czyli recenzje trunków Relacje ze spotkań degustacyjnych Absynt w malarstwie Książki o alkoholach – recenzje nowości Piołun – staropolskie trunki i przepis na nalewkę W kuchni – czekolada i alkohol Zachęcamy do lektury i prenumeraty czasopisma. Numer 3 już w przygotowaniu, ukaże się w czerwcu. Kontakt w sprawie prenumerat i reklam: Ewa Tenderenda-Ożóg, 00-048 Warszawa, ul. Mazowiecka 6/8 p. 416, e-mail: redakcja@aqua-vitae.pl.

18 kwietnia 2015 o godz. 10:12

Speculum Alchemiae – spacer po Pradze #4

SONY DSC

Niezwykła jest historia budynku, w którym od niedawna mieści się praskie muzeum alchemii Speculum Alchemiae (Haštalska 1). To jeden z najstarszych domów w mieście. Miejsce to było zamieszkiwane już ok. 980 roku, sam dom stanął z pewnością przed 1412 rokiem – z tego roku jest bowiem pierwsza o nim wzmianka w rejestrze miejskim. Przetrwał liczne kataklizmy – pożary, powodzie, likwidację żydowskiej dzielnicy, a w 2002 roku okazało się, że wiedzie do niego rozległy i skomplikowany system korytarzy podziemnych, z których jeden wydrążony jest pod korytem Wełtawy! Świetnie ulokowany, w pobliżu nabrzeża rzeki, był początkowo bogatym domem kupieckim. Na przełomie XVI i XVII wieku, w czasach panowania Rudolfa II Habsburskiego, króla bardzo zainteresowanego okultyzmem, alchemią i astrologią, dom – już wówczas leżący w żydowskiej dzielnicy – stał się pracownią alchemiczną. Jest prawdopodobne, że prowadził ją Rabbi Low, żydowski uczony, współpracujący m.in. z holenderskim astronomem Tycho Brahe. Symbolem tego miejsca stały się dwie skrzyżowane retorty. W tamtych czasach dom miał rozległy dziedziniec a także trzy izby. Rozsuwana skrytka w regale z księgami prowadziła do podziemnej pracowni i wspomnianego systemu korytarzy. Dom jako jeden z nielicznych szczęśliwie przetrwał zniszczenia żydowskiej dzielnicy w XIX wieku. Zachowała się także część wyposażenia (można oglądać oryginalne meble) oraz biblioteka pełna dzieł z zakresu okultyzmu (dziś oryginalne księgi są w Bibliotece Narodowej, zwiedzający Speculum Alchemiae oglądają jedynie ich atrapy). Kiedy Wełtawa wylała w 2002 roku, zawaliła się jedna ze ścian budynku na praskiej starówce. Wówczas dopiero odkryto podziemny korytarz, a wkrótce także piwnice pod domem stojącym dziś przy Haštalskiej 1. Odnaleziono tam niemal kompletnie wyposażoną pracownię alchemiczną, z płaskorzeźbami, kamiennym piecem, kamiennymi korbasami, niewielką hutą szkła do produkcji butelek, odprowadzającym dym i ciepło kominem. Było tu pomieszczenie do eksperymentowania z transmutacją metali oraz wyrobem eliksirów, osobne pomieszczenia zajmowały: magazyn, suszarnia ziół i wspomniana huta szkła. Jednocześnie w piwnicy przebywały 3-4 osoby, panowały tu wysoka temperatura i zaduch. Odnaleziono nie tylko zachowane w całości naczynia i urządzenia, ale też pozostałości ingrediencji. Najbardziej niezwykłym odkryciem była skrytka za płaskorzeźbą, a w niej m.in. łacińskie zapiski zawierające alchemiczne formuły i receptury a także kilka buteleczek, w których przechowywano eliksiry. I chociaż te przez wieki odparowały (prawdopodobnie pozostawały w zamknięciu przez ponad 500 lat), to udało się zbadać skład chemiczny pozostałości. Na ich oraz receptur podstawie, prascy benedyktyni odtworzyli dawne eliksiry. Ich składnikami były rozmaite zioła i alkohol, dziś nazwalibyśmy je nalewkami. Podobno jedne miały wspomagać potencje seksualne, inne sprzyjać długowieczności czy szczęściu. Dziś tynktury można zakupić w muzeum, wlane w ozdobne flasze z symbolem pracowni. Wiadomo, że podziemne korytarze z pracowni wiodły m.in. do katedry św. Wita na Hradczanach, na główny plac miasta, a także poza bramy ówczesnej Pragi. Archeologom udało się dzięki sondom zlokalizować ich trasy, na razie jednak nie ma funduszy na ich żmudne odkopanie i rekonstrukcję. Za kilka lat taka podziemna trasa może być dodatkową dużą atrakcją dla turystów. Nawet bez tych korytarzy warto jednak odwiedzić Speculum Alchemiae, gdzie odwzorowano wygląd dawnej pracowni, a ukryty w regale z księgami korytarz ponownie prowadzi do niesamowitego świata, w którym kiedyś poszukiwano kamienia filozoficznego, próbowano zmienić ołów w złoto i gdzie powstawały tajemnicze eliksiry dobre na wszystko.

17 kwietnia 2015 o godz. 10:47

Absintherie – spacer po Pradze #3

SONY DSC

Praga ze swoją secesją, wszechobecnymi plakatami Alfonsa Muchy, nie może nie kochać absyntu. Zielona Wróżka wyziera z każdego zakątka. Nie ma baru czy sklepu bez absyntu. Praga ma swoje własne marki zielonego likieru, własną kulturę podawania. Ale choć w wielu miejscach opalizuje a to jadeit, a to szmaragd, to naprawdę kultowym miejscem, absolutnie obowiązkowym, które zawsze odwiedzam w Pradze jest magiczne Absintherie – Bar & Museum. Dziś są to dwa bary o takiej samej ofercie, ale o różnym wystroju, ulokowane w obrębie Starego Miasta przy ulicy Jilskiej (większy) i przy placu Franza Kafki (bardziej klimatyczny). W obu oferowanych jest ok. 60 absyntów z: Czech, Francji, Szwajcarii, Hiszpanii, USA i Niemiec, a poza tym: likiery na bazie absyntu, koktajle, lody z absyntem etc. W obu zgromadzono liczne pamiątki – stare plakaty, łyżeczki, flasze, zdjęcia, obrazy. Jest też ekspozycja ok. 250 absyntów z całego świata (pełne butelki ale nie na sprzedaż). Można tu kupić pełen osprzęt do podawania absyntu oraz pamiątki. Wokół latają zielone duszki. Nigdzie nikt tak nie serwuje absyntu jak to robią w Absintherie. Nigdzie też nie ma w takim wyborze tak dobrych absyntów. Czesi mają własną technologię produkcji, inną niż w pozostałych krajach, niektóre absynty są wyłącznie maceratami, bez redestylacji alkoholu i aromatów. W efekcie są nieprawdopodobnie aromatyczne, gorzkie, ziołowe, wyraziste. Robione głównie na bazie piołunu (nie anyżu jak gdzie indziej), znacznie przekraczają dopuszczane stężenie tujonu. Właściwie na całym świecie stężenie tujonu nie powinno przekraczać 25g/l, tu zaś można dostać absynt z zawartością nawet 300 g/l tujonu, tyle, że kosztuje on fortunę. Za kieliszek naprawdę cudownego Kings of Spirits Gold (100 g/l) zapłaciłem 500 koron, absynt ze stężeniem 200 g/l kosztuje już 750 koron. Są to jednak trunki nieporównywalne w smaku i jakości do francuskich czy hiszpańskich destylowanych absyntów. Gwoli ścisłości, także w Czechach w większości absynty się redestyluje, tych maceratów jest zaledwie kilka, wszystkie są do dostania w Absintherie, także taki z wysuszoną modliszką wewnątrz butelki. Jak absynt jest tu podawany? Zawsze w dużych szklanicach z grubego szkła. Absynt destylowany pije się z wodą, w proporcjach odpowiadających indywidualnym upodobaniom, zwykle są to proporcje 1:3 lub 1:7 na rzecz wody, osobiście preferuję mocniejszy wariant 1:1. Absynt wlewany jest do szklanki, zaś w szklanej czarze o kształcie samowaru (zwanej fontanną) umieszcza się wodę i suchy lód, który daje efekt dymu, no i jednocześnie odpowiednią temperaturę. Na szklance umieszcza się absyntową metalową łyżeczkę, jest jej wiele wzorów, różnie i w różnych ilościach wycięte są w niej otwory, ale idea jest jednakowa – na łyżeczce umieszcza się małą kostkę cukru, a woda kapie pojedynczymi kroplami z samowaru przez cukier i łyżeczkę. Drobne krople pozwalają obserwować jak zmienia się barwa trunku, jak mętnieje aż stanie się mleczny, zakręcając kurek regulujemy ilość wody dodanej do alkoholu. Tańszą i łatwiejszą w użytkowaniu w domowych warunkach wersją jest zastąpienie fontanny metalową nakładką na szklanicę (brouiller), wypełnioną wodą i pozwalającą kontrolować jej dostęp do alkoholu. Oczywiście łyżeczki czy brouiller mogą być wykonane ze srebra, a szklanice i fontanna z kryształu, to już zależy od zasobności portfela amatora absyntu, historia uczy jednak, że nie jest to trunek bogaczy. Absynt macerowany podawany jest zupełnie inaczej, bez wody, bez ceremoniału z łyżeczką. Barman sam podpala kostkę cukru nad metalowym kubkiem, w którym jest absynt. Opary bardzo mocnego alkoholu płoną, a skarmelizowany cukier spływa do kubka. Potem całość przelewa się do szklanicy. Taki absynt podawany jest w temperaturze ok. 35 stopni, na ciepło, bardziej bowiem wówczas ujawniają się aromaty. Przy czym odradzam wpychanie nosa do gobletu, aromat jest naprawdę bardzo intensywny. Absynty mają od 40 do 80%, ale zwykle jest to 60-72%. Nie każdy absynt po dodaniu wody robi się mleczny czy mętnieje, jeśli nie ma w nim anyżu lub jest go bardzo mało, wówczas zachowa własny kolor – na ogół zielony lub przezroczysty. Odradzam kupowanie absyntów czerwonych, czarnych czy niebieskich, barwniki wprawdzie często są naturalne, ale nie koniecznie pasują do absyntu, np. czerwony smakuje jak bardzo mocne Campari. Co poza anyżem i piołunem stanowi o smaku absyntu? To kwestia kompozycji i destylacji. Zacząć trzeba od tego, że nie ma jednej odmiany ani anyżu, ani piołunu. Często dodaje się np. miętę pieprzową, tymianek, kolendrę, koper włoski i inne, czasem jest to nawet do 20 dodanych ziół i to one decydują o smaku. Dobry absynt przechowa aromaty nawet przy stężeniu alkoholu sięgającym 80%.

16 kwietnia 2015 o godz. 10:43

Muzeum Kafki – spacer po Pradze #2

SONY DSC

W dawnej cegielni, w odrestaurowanym budynku, który w 2002 roku, kiedy wylała Wełtawa, znajdował się pod wodą, zrobiono nowe muzeum Franza Kafki. Zastąpiło ono dawną ekspozycję przy Placu Kafki, po drugiej stronie rzeki. Muzeum częściowo multimedialne, ma przemawiać do wyobraźni przez ciemne korytarze z rzędami szaf kartotecznych, przez spiralne schody, które nie prowadzą donikąd, pomieszczenia z krzywymi lustrami lub odbijające jedną postać wielokrotnie. Poza tym są zdjęcia miejsc w Pradze związanych z Kafką, zdjęcia kobiet, które kochał i do których pisał listy, rękopisy, rysunki, korespondencja, korekty maszynopisów, dokumenty, wydania książek. Całość opowiada bardziej o dziele niż o człowieku, przedstawia lęki, natręctwa, pragnienia. Przed muzeum w 2004 roku stanął kontrowersyjny pomnik dwóch – facetów sikających na mapę Czech, niewątpliwie atrakcja sądząc po liczbie osób, które robią sobie przy nim zdjęcia. W samej Pradze są dziesiątki miejsc związanych z Kafką, w muzeum sprzedawane są mapy ze szlakiem i historią budynków, gdzie pracował, gdzie bywał, gdzie miał znajomych. W dzielnicy żydowskiej przed synagogą stoi nowoczesny pomnik autora „Procesu”.

15 kwietnia 2015 o godz. 17:51

Klášterní Pivovar – spacer po Pradze #1

SONY DSC

Już tyle razy odwiedzałem stolicę Czech, że za każdym razem mam problem, co jeszcze warto zobaczyć. Z wiekiem nieco zmieniają się zainteresowania, a każde duże miasto zyskuje nowe atrakcje, najważniejsze trasy i obiekty pozostają jednak praktycznie niezmienne. Hradczany stoją jak stały, katedra św. Wita nieodmiennie góruje nad miastem, a na starym rynku prosiak z rożna smakuje zawsze podobnie. Dlatego najnowszą wizytę w Pradze starałem się skoncentrować wokół rzeczy może mniej wyrazistych turystycznie, ale dla mnie ciekawych lub wcześniej niewidzianych. W kilku osobnych kartkach opiszę te atrakcje: stary browar Strahov Petrin, magiczna Absintherie, straszące ruiny dawnej destylarni Smichov, podziemną pracownię alchemika, muzeum Franza Kafki i rejs po Wełtawie oraz muzeum Mostu Karola. Stary Klášterní Pivovar Strahov, czyli klasztorny browar, pochodzi z początku XV wieku. Sam klasztor na Strahowie powstał na Hradczanach w 1142 roku z inicjatywy króla Władysława II. Współcześnie cały kompleks obejmuje m.in. Kościół opacki, Kościół św. Rocha, bibliotekę ze wspaniałymi zbiorami starych ksiąg, browar, restaurację, pozostałości fortyfikacji. Można tu wejść od strony Zamku Praskiego, ale ciekawsza będzie wycieczka kolejką linową na górę Petrin, będącą jednocześnie największym praskim parkiem. Stojąca tu żelazna wieża widokowa, przypominająca wieżę Eiffla, powstała z okazji praskiej wystawy z 1891 roku, wtedy też uruchomiono kolejkę na wzgórze. Pieszo zejście do klasztoru Strahowskiego zajmuje około kwadrans, można oglądać jak na niewielkich tarasach zrobiono tu winnice. Dalej zejdziemy na Hradczany. Właścicielem klasztornego browaru w 1629 roku został Kapar von Questenberg, który przebudował go i unowocześnił. Obecnie działający jest właśnie w pomieszczeniach z tamtego okresu, odrestaurowanych w 2001 roku. Jest tu dziś restauracja St. Norbert, warzą piwa: Sv. Norbert Amber o mocy 5,3%, 13% ekstraktu, to niefiltrowane piwo o miodowej barwie, z jęczmiennego słodu, średnio gorzkie, Sv. Norbert Dark o mocy 5,5% i 14% ekstraktu, ciemne, niefiltrowane, gorzkie i wyraziste oraz piwo typu India Pale Ale o mocy 6,3%, 16% ekstraktu, wyraźnie chmielowe. Jest też piwo typu pilsner Sv. Norbert Special Light, 5,3% i 13% ekstraktu. Fermentacja słodu trwa siedem dni, potem przez osiem godzin piwo jest warzone, mają tu dwa miedziane kotły o pojemności po 10 hl. Piwo dodatkowo leżakuje w dębowych beczkach przez 30 dni. Na miejscu można nie tylko spróbować tych piw, ale też poznać historię browaru i obejrzeć jak współcześnie przebiega proces produkcji.  

15 kwietnia 2015 o godz. 16:12

Spotkanie z „Wódką” w Olsztynie

olsztyn wodka

22 kwietnia o godz. 18.00 odbędzie się promocja książki „Wódka” w olsztyńskim Centrum Książki (Pl Jana Pawła II 2/3, II piętro). Łukasz Gołębiewski będzie gościem organizowanego przez Książnicę Polską festiwalu BookFest (22-24 kwietnia).