9 grudnia 2012 o godz. 12:12

Polmos Starogard Gdański

/wp-content/uploads/2012/12/Sobieski-Starogard

obecnie działa pod marką Sobieski i należy do Grupy Belvedere. Zakład nie destyluje alkoholi, zajmuje się rektyfikacją, zestawianiem i butelkowaniem. Czołowe marki to wódki czyste: Krupnik i Sobieski. Część wyrobów trafia wyłącznie na eksport. Zakład powstał w 1846 roku jako gorzelnia koniaków i rektyfikacji spirytusów H.A. Wilkenhausen i do dziś działa w XIX wiecznych zabytkowych budynkach z cegły, choć z dawnej aparatury nic nie zostało, są tu jedne z najnowocześniejszych w Polsce kolumny rektyfikacyjne o ogromnej wydajności. Zakład upaństwowiono w 1925 roku, w PRL działał jako Polmos i wytwarzał różne marki wódek. Przy prywatyzacji z dawnych marek pozostały tu wódki Gdańska i Starogardzka. Potem pojawiła się m.in. marka Zawisza Czarny i inne jak wódki: Dwór Artusa, Jazz, likiery: Bracka, Jaszczurówka, Złotówka Gdańska i inne, niestety większość z nich nie jest już produkowanych. Najważniejszym likierem, o bardzo długich tradycjach i wielokrotnie nagradzanym jest miodowy Krupnik, zestawiany na rektyfikowanych w Starogardzie spirytusach, leżakowany przez kilka miesięcy w dębowych beczkach. Krupnik występuje też w wersji likieru cytrynowego oraz wódki białej, która przebojem zdobyła polski rynek (obecnie ma ok. 15% udziału w sprzedaży czystych wódek). Drtugi ważny trunek smakowy to Balsam Pomorski, produkowany w kilku wersjach smakowych, najbardziej popularna jest korzenno-ziołowa. Specjalizują się wódkach zbożowych z przewagą destylatów żytnich i z pszenżyta. Kupują destylaty od wielu gorzelni, mają także własną w Kołaczkowie koło Gniezna. Eksportują do Bułgarii, USA, Francji, Hiszpanii i innych krajów, osobne zakłady mają na Litwie, a do grupy Belvedere należą m.in. dawne Polmosy Łańcut i Kraków (produkcja wstrzymana), a ze znanych marek światowych – czołowy producent likierów, francuska firma Marie Brizard czy wódka Danzka. Obecnie w Starogardzie rektyfikowane są dwa rodzaje spirytusów, zestawiane z dodatkiem wody z własnego ujęcia głębinowego. Robią masę ciekawych wódek smakowych ale większość jest w Polsce nie do dostania. Obok zakładu jest sklepik firmowy, a w nim nie tylko oferta własna, ale praktycznie wszystkich krajowych producentów, warto zatem się tam wybrać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Zobacz ostatnie wpisy

15 grudnia 2014 o godz. 22:30

Dyskretny bohater

dyskretny-bohater-b-iext26311323

Kim jest tytułowy dyskretny bohater? Fantazją? Omamem? Rzeczywistą postacią? Fabuła najnowszej powieści Mario Vargasa Llosy jest bardzo oniryczna, a narracja wielogłosowa, konstrukcyjnie nawiązująca do wczesnych utworów Noblisty. Nakładają się płaszczyzny czasowe, a polifoniczność dialogów dobrze wpasowuje się w ciężki klimat prowincjonalnej Piury, ale też migającej światłami nocnych klubów Limy, bo w tych dwóch miastach toczy się akcja. Akcja świadomie kiczowata, jak z melodramatu, jak z taniej produkcji kryminalnej, bo są tu jakby dwie powieści w jednej. Jest wątek Kopciuszka oraz peruwiańskiej wersji Fantomasa, czyli rzewne love story i podszyty sensacją kryminał. A w tle współczesne Peru – bieda i bogactwo, bandytyzm, jasnowidze, sprzedajne kobiety, skorumpowani glinarze. I tytułowy Dyskretny bohater, będący kimś w rodzaju obcego obserwatora, anioła z filmu Wima Wendersa „Niebo nad Berlinem”. Ciekawa konstrukcyjnie, szkatułkowo rozwijająca się fabuła, ale powieść pozostawia jednak z poczuciem, że to nie jest poziom do jakiego przyzwyczaił czytelników Llosa. To jego najsłabsza powieść. Po pierwsze, zbyt dużo w niej znajdziemy z poprzednich książek, zarówno w formie, jak i w bohaterach, dla osób, które znają twórczość autora „Miasta i psów” powieść jest nieznośnie wtórna. Po drugie, język bohaterów – z jakże różnych sfer towarzyskich, z innych miast i innych grup społecznych – jest nadto podobny. Pisarz wpadł we własne sidła, tworząc narrację z wyrywków rozmów zagubił indywidualne cechy postaci. A przecież w „Rozmowie w »Katedrze«” zastosował ten sam mechanizm i wyszło perfekcyjnie. Są to jednak zupełnie różne opowieści, tamta była książką niemal dziennikarską, polityczną, rozliczeniową, ta pisana jest z dystansem starego człowieka i dotyka spraw uniwersalnych – roli przypadku w ludzkim życiu, znaczenia lojalności, ale też niezwykle powikłanych relacji pomiędzy rodzicami i dziećmi. W najnowszej powieści Noblisty drażni też uporczywe zdrabnianie, i to niezależnie od mówiącego, jak w tym akapicie: „Poprosił o kawusię i trzymał filiżankę w powietrzu, nie dotykając jej ustami. Dmuchał na nią powolutku”. Za dużo tych kawusi, herbatek i lemoniadek. Ma to służyć potęgowaniu poczucia ulotności czasu, rzeczy i czynności, ale przy tak dużym natężeniu zdrobnień to nuży, a historia zaczyna nabierać infantylnego charakteru.

15 grudnia 2014 o godz. 18:10

Spirits.com.pl – konkurs nr 5

anejo-mini-kopiuj1

W tym tygodniu do wygrania jest pięć miniaturek wspaniałego rumu z Dominikany Ron Barcelo Añejo 0,05l. Szczegóły dotyczące konkursu i konkursowe pytanie przez cały tydzień w bezpłatnym newsletterze, wystarczy podać swój e-mail i rozpocząć subskrypcję. http://spirits.com.pl/newsletter. Fundatorem nagrody jest firma M&P Alkohole i Wina Świata. Na głosy czekam do 21 grudnia, proszę je wysyłać na adres biuro@spirits.com.pl.

14 grudnia 2014 o godz. 09:46

J.Strzelczyk Fabryka Likierów, Gorzelnia Koniaków, Hurtownia Win i Wódek

J.Strzelczyklogo

Destylarnia J.Strzelczyk powstała w 1919 roku, znajdowała się przy ulicy św. Wawrzyńca 13 w Poznaniu. Według przedwojennej książki teleadresowej (Pz. 835) posiadała punkt sprzedaży butelkowej – ulica Kantaka 5, mieściła się tam również probiernia i winiarnia. Produkowała m.in. Stołową wódkę gatunkową z przysmakiem jałowca o mocy 35%. Jednocześnie poza produktami własnymi, sprzedawali trunki marki Cusenier. Oprócz gorzelni koniaków i wytwórni wódek w skład wchodziły jeszcze: hurtownia i rozlewnia win gronowych, hurtownia oryginalnych francuskich koniaków i likierów, tłocznia i wytwórnia soków owocowych. Probiernia to bardzo popularne rozwiązanie z tamtych lat, można tam było spróbować trunków wprost od producenta i na podstawie swych gustów zamawiać. Probiernie posiadały gońców, którzy dostarczali zamówione destylaty pod wskazany adres o każdej porze dnia i nocy. Fabryka została przejęta na własność państwa (wykaz przedsiębiorstw przejmowanych, ogłoszony w Monitorze Polskim Nr 31 z 3 marca 1947 roku na podstawie zarządzenia Ministra Skarbu z 20 grudnia 1946). W wykazie widnieje: Fabryka Wódek J. Strzelczyk, Poznań, ul. św. Wawrzyńca 13; jako przedmiot przedsiębiorstwa: Gorzelnia koniakowa i fabryka wódek; w uwagach: Nie podlega przejęciu na własność państwa teren ogrodu posesji przy ul. św. Wawrzyńca 13 w Poznaniu. Najpierw należała do Polmosu, a potem przejęła ją Goplana. W swoich zbiorach mam rachunek fabryki Strzelczyka, wystawiony w lipcu 1939 roku, na sprzedaż skrzynki winiaku mieszanego o mocy 38%.

13 grudnia 2014 o godz. 10:09

Stara gorzelnia Alvitas

SONY DSC

Gorzelnia powstała na przełomie XIX i XX wieku (na kominie widnieje data 1906) wraz z dworem i zakładem maszyn rolniczych. Położona w miasteczku Olwita (Alvitas) u brzegu niewielkiego jeziora Olwickiego (Alvito) w regionie mariampolskim, w krainie zwanej Suwalszczyzną lub Zaniemienie. Kto wybudował murowany dwór, gorzelnię… trudno dziś ustalić, ale w latach trzydziestych XX wieku właścicielem był Stanislovo Apolinaro Voičinskio (Skarbek-Voičinski). Zatrudnił on w 1931 roku w gorzelni mistrzów Goldbergui i Litovičiui. Sprzedał posiadłość 14 sierpnia 1937 roku Donatasovi Malinauskasovi za kwotę 90 tys. litų. Majątek obejmował 80 ha wraz z jeziorem, torfowiskami, ziemią rolną. Nowy właściciel zatrudnił jako kierownika gorzelni swojego zięcia V. Stomma. Produkowano tu wódkę i inne napoje spirytusowe. Jak wspomina po latach wnuk Donatasova Malinauskasa, komin gorzelni był wyższy około pięć razy od obecnego. Dwór wraz z zabudowaniami folwarcznymi i ziemią został 15 sierpnia 1940 roku odebrany właścicielom i poddany sowietyzacji, i przekazany do Państwowego Funduszu Ziemi już we wrześniu 1940 roku. Wybuch wojny pomiędzy Niemcami i Związkiem Radzieckim zmienił los prawowitych właścicieli. Córka Donatasova Malinauskasa, Maria Stomma wraz z mężem Wiktorem, powrócili do Olwity. Niemcy zajęli połowę dworu, a oborę i piwnice (znajdowały się pod zabudowaniami folwarcznymi) służące kiedyś do przechowywania beczek napełnionych trunkami, zaanektowali na obóz dla jeńców rosyjskich. Pod koniec wojny Maria i Wiktor Stomma wraz z synem Tadeuszem uciekają, dostają się do Stanów Zjednoczonych. Po wojnie utworzono tu powiatową stację traktorów i maszyn rolniczych – MTS. Po latach wnuk Donatasova Malinauskasa, Tadeusz Stomma stara się odzyskać majątek, jak na razie bezskutecznie. Na koniec słów kilka o Donatasie Malinauskasovie. Urodzony 7 marca 1869 roku w Krasławie, litewski polityk, dyplomata, jeden z sygnatariuszy Aktu Niepodległości Litwy, podpisanego 16 lutego 1918 roku. Pochodził z polskiej szlachty, pobierał nauki w Wilnie i Mińsku, akademię rolniczą ukończył w Taborze, gdzie związał się z czeskim ruchem narodowowyzwoleńczym. Powrócił na Litwę, w 1918 roku został wybrany do Litewskiej Rady Państwowej, później zatrudniony w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, był dyplomatą w Czechosłowacji i Estonii. W 1940roku aresztowany przez NKWD, zmarł lub został zabity 30 listopada 1942 roku w łagrze w Bijsku na Ałtaju. Podczas mojej ostatniej podróży do Kowna zjechałem z drogi przy Mariampolu. Jest to trasa w kierunku Kaliningradu, mija się m.in. Wyłkowyszki. Do przejechania w bok od głównej drogi wiodącej z Polski do Kowna jest ok. 25 km. Budynek z czerwonej cegły dawnej gorzelni jest pięknie położony u brzegu jeziora i świetnie zachowany, przed wejściem zachował się dawny znak. Budynek nie jest użytkowany, czeka na dzień, w którym powróci do spadkobierców dawnego właściciela, a potem kto wie… Może dawne tradycje powrócą nad jezioro Olwickie.  

12 grudnia 2014 o godz. 10:00

Przemysł gorzelniczy w II Rzeczypospolitej

Pawel Grata

Niezwykle bogaty i ważny z badawczego punktu widzenia materiał archiwalny zebrany przez rzeszowskiego historyka. Książka ukazała się ponad dekadę temu, zgrzebna edytorsko, dziś dostępna wyłącznie na Allegro, ale warto ja przypomnieć, gdyż mimo upływu kolejnych lat nic tej miary się w naszym kraju nie ukazało. Temat gorzelnictwa właściwie nie funkcjonuje w dyskursie publicznym, a przecież przez ponad sto lat była to bardzo ważna gałąź polskiej gospodarki i właściwie niemal jedyny przemysł polskiej wsi. Ogromne zniszczenia I wojny światowej, a potem monopolistyczna polityka państwa sprawiły, że w II RP produkcja spirytusu była niższa niż w czasach rozbiorów, nigdy też nie odbudowano stanu liczebnego gorzelni. Przed I wojną na terenach późniejszej Polski działało 2466 gorzelni, z czego 70% zostało podczas wojny zniszczonych, a 40% nigdy już nie odbudowano. Ani jednak I, ani II wojna światowa, ani Polski Monopol Spirytusowy w II RP, ani monopol w PRL nie dokonały takich spustoszeń w gorzelnictwie rolniczym jakie zaszły w XXI wieku, kiedy liczba pracujących zakładów zmniejszyła się o… ok. 96%. Dziś czynnych jest ok. 50 gorzelni, a i one są na granicy istnienia. Paweł Grata opisuje przemysł od strony gospodarczej – koszty produkcji, zakupu surowców, sprzedaży spirytusu, analizuje zatrudnienie, płace, rynek wewnętrzny i eksport, osobno przedstawia gorzelnie: rolnicze, które w II RP niemal wyłącznie przetwarzały na spirytus ziemniaki (minimalny był udział słodowanego jęczmienia), pejsachowe (działające na potrzeby mniejszości żydowskiej), drożdżowe (mające minimalne znaczenie gospodarcze, działające przy drożdżowniach) i melasowe (jedyne działające w skali przemysłowej). Najciekawsze są rozdziały poświęcone historii działania i organizacji Polskiego Monopolu Spirytusowego. Szkoda, że wciąż nie ma podobnej książki o produkcji alkoholu w II RP oraz o gorzelnictwie i działalności Polmosów w PRL.

11 grudnia 2014 o godz. 09:55

Z Jerofiejewa

Dziela-prawie-wszystkie_Wieniedikt-Jerofiejew

„Jestem człowiekiem wniebogłospijącym”. ~Wieniedikt Jerofiejew

10 grudnia 2014 o godz. 12:39

Książki pod choinką

Dziennik Gazeta Prawna

Rok w rok Polacy zarzekają się, że to właśnie książki są nie tylko najchętniej dostawanym, ale też kupowanym prezentem na Boże Narodzenie. Nie ma co się więc dziwić księgarniom walczącym o świątecznego klienta – pisze dzisiejszy „Dziennik Gazeta Prawna”. W tym roku, jak wynika z badania Deloitte, taki prezent rodem z księgarskiej półki zdeklasował nawet najpopularniejszą rok temu gotówkę. I właśnie książki pod choinką życzy sobie 42 proc. Polaków. – Z zasady grudzień w porównaniu do innych miesięcy w roku jest o 23-30 proc. lepszy, i to jeśli chodzi o liczbę sprzedanych książek – wylicza Łukasz Gołębiewski, specjalista od rynku książki z Biblioteki Analiz. Ale są takie tytuły, typy wydawnictw, które naprawdę mają szansę w tym okresie stać się bestsellerami – zauważa Gołębiewski i wymienia: książki dla dzieci, szczególnie te ładnie ilustrowane, albumy, książki kucharskie, hity literatury światowej.

10 grudnia 2014 o godz. 09:55

Whisky Bible 2015

Whisky bible 2015

W nowym wydaniu „Biblii” Jima Murraya opisanych i ocenionych zostało 4700 whisky, w tym ponad 1140 nowych. Coraz obszerniejsza jest część poświęcona whisky z Europy Zachodniej i Skandynawii, a także Australii, Azji czy Ameryki Południowej. Wciąż jednak ponad połowa (ok. 2500 opisów) dotyczy szkockich whisky słodowych, a do tego dochodzi ok. 400 szkockich whisky mieszanych. Pokaźny udział w publikacji mają też whisky amerykańskie – jest ich ok. 600. Rozrastają się części poświęcone: Irlandii, Japonii czy Indiom, coraz wyższe noty zdobywają whisky angielskie. Jest to dwunasta edycja „Biblii” Murraya, książki – choć bardzo kontrowersyjnej – to niewątpliwie znaczącej dla branży whisky. Ma ona znaczenie marketingowe, prosprzedażowe, ale i wpływa na technologię produkcji trunku. Wiadomo, że Jim Murray słabo ocenia whisky barwione karmelem, więc producenci szanowanych marek odchodzą od tego. Podobno po ogłoszeniu tytułu whisky roku sprzedaż tej marki w ciągu tygodnia jest większa niż w ciągu dwunastu miesięcy. To niewątpliwie wielki sukces autora, nawet jeśli nie jest bezwzględnie autorytetem w świecie whisky i whiskey, to jest postacią szalenie wpływową, zbudował prestiż i markę, która dziś pozwala mu występować niemal w roli papieża wśród koneserów złocistego trunku. Whisky roku została Yamazaki Single Malt Sherry 2013. Po raz pierwszy najwyższy laur u Murraya zdobyła whisky japońska, co więcej – wybór ten nie wzbudził większych kontrowersji. Yamazaki to dziś marka znana i ceniona na całym świecie, symbol japońskiej branży alkoholowej, zwłaszcza jej nowoczesnej twarzy. To także marka o zasięgu globalnym i ogromnych inwestycjach w wielu krajach, koncern Beam-Suntory ma w swoim port folio: whisky szkockie, francuskie koniaki, amerykańskie bourbony, holenderskie wódki i meksykańskie tequile. Sukces Suntory zbudowała jednak whisky Yamazaki, co pokazuje siłę tej egzotycznej jeszcze kilkanaście lat temu marki. Drugie miejsce w zestawieniu za 2013 rok znów zajęła whiskey amerykańska, trzecie zresztą też, są to: William Larue Weller (68,1%) i Sazerac Rye 18 YO (bottled 2013). Najlepszą whisky w kategorii single cask też jest trunek z USA – bourbon Four Roses Limited Edition Barrel 3-4P. Cóż, Szkocja w tym roku bez wyróżnień. Signum tempori czy ekstrawagancja Murraya? Chyba po części jedno i drugie. Według mnie nie do końca celowym jest wspólne ocenianie whisky słodowych i bourbonów czy whiskey żytnich. To są zupełnie inne smaki, inne tradycje, inne surowce, inne technologie. Sazerac Rye 18 YO to oczywiście cudowna whiskey, ale trudno ją zestawiać w porównaniu z Yamazaki, to są jednak inne alkohole, tak jakby porównywać wódkę i gin. W nowej edycji Jim Murray zapowiada rewolucyjne zmiany w swojej „Biblii”. Dotąd w znacznym stopniu jego oceny pochodziły z nadsyłanych przez destylarnie próbek. Jak jednak pisze, przyłapał wielokrotnie producentów na tym, że przysyłają mu w szklanych buteleczkach co innego, niż butelkują na rynek konsumencki. Szkoda, że nie zrobił wstydliwej listy winowajców, może to by wpłynęło na poprawę obyczajów w tej materii. Murray postanowił jednak, że od 2015 roku będzie sam kupował całe butelki, a następnie – po spróbowaniu – resztę odsprzedawał na wtórnym „klubowym” rynku. Klub degustatorów Jima Murraya ma mu pozwolić na finansowanie zakupu butelek, a jednocześnie uczestniczące w tym przedsięwzięciu osoby mają dostarczać własne noty degustacyjne wedle zasad i punktacji stworzonej przez Mistrza. Wyobrażam sobie, że chętnych nie zabraknie. Jim Murray to dziś instytucja, cokolwiek nie zaproponuje, pójdą za nim tłumy wielbicieli.

9 grudnia 2014 o godz. 10:14

Ilustrowana historia wódki J.A. Baczewski

jab_logotype

To zdumiewające, jak niewiele informacji o jednym z największych fabrykanckich rodów przetrwało burzliwą historię Polski. Niewiele wiadomo o kolejnych pokoleniach twórców Wódki Monopolowej Baczewski, o ich inwestycjach, często nie są nawet znane dokładne adresy zakładów produkcyjnych, zaginęły dokumenty dotyczące zmian kapitałowych czy sukcesji. Pozostała marka, jej renoma, legenda, i bardzo dużo informacji na temat produktów. Przetrwały też całkiem okazałe kolekcje butelek (w tym pełnych) i etykiet od trunków Baczewskiego, co pozwoliło pięknie zilustrować książkę poświęconą historii rodziny i jej wyrobów. Na etykietach wyrobów Baczewskiego widnieje data 1782. Wówczas to we wsi Wybranówka koło Bóbrki, 44 km od Lwowa, Layb Baczeles założył swoją fabrykę wódek. Bardzo niewiele wiadomo o tamtym okresie, ani o wyrobach Baczelesa, a nawet o tym, kiedy dokładnie i w jakich okolicznościach potomek (być może wnuk) Layba Baczelesa zmienił nazwisko na Baczewski. Zachowany dokument pozwala jedynie określić, że w 1854 roku posługiwano się już marką L.M. Baczewski (Leopold Maksymilian). Wówczas też firma miała już swój oddział w Wiedniu, trzeba bowiem pamiętać, że działała na terenie cesarstwa Austro-Węgierskiego. Firmę rozwinął Józef Adam Baczewski (1829-1911) i to za jego czasów marka stała się sławna także poza C.K. Monarchią. Co ciekawe, mimo udziału w Powstaniu Styczniowym, Baczewski był szanowaną personą na carskim dworze. Wyroby Baczewskich opatrzone były godłem Carsko-Królewski Dostawca Dworu (K.u.K. Hoflieferant). Firma zbierała liczne nagrody, a zakład był jednym z najnowocześniejszych w Europie. Kolejny z rodu, Leopold Baczewski, otrzymał od cesarza Franciszka Józefa tytuł szlachecki Edler von Chomczyc. Zakład przetrwał I wojnę światową. Lata II RP to Państwowy Monopol Spirytusowy, który niekorzystnie odbił się na kondycji branży wódczanej, ale marka Baczewski w tych czasach radziła sobie więcej niż dobrze. Przede wszystkim była ceniona w wyższych sferach, poza tym była najważniejszą marką eksportową wśród polskich wódek gatunkowych. Szczególnie lubiane były: pomarańczówka, wiśniowa czy likier Sauverain, ale produkowano tu też m.in.: starki, żytniówki, araki, winiaki i wiele innych trunków. Firma zbierała główne nagrody na festiwalach na całym świecie, produkty Baczewskiego podawano nawet na brytyjskim królewskim dworze. Wojna pogrzebała wszystko. 14 września bomby Luftwaffe doszczętnie zniszczyły zakład na Zamarstynowie, spłonęły zapasy spirytusu. 22 września do Lwowa wkroczyli Rosjanie, 25 września aresztowani zostali Adam i Stefan Baczewscy. Stefan zginął w Katyniu, Adam nawet nie wiadomo gdzie został zamordowany. Po II wojnie światowej udało się odtworzyć część rodzinnej tradycji dzięki ocalałemu oddziałowi w Wiedniu. Ciekawe, że nawet ten etap historii nie jest dobrze znany, nie do końca wiadomo jak doszło do połączenia rodzinnych interesów Baczewskich i Gesslerów (oni również stracili swoje zakłady w Polsce i Czechosłowacji). Powstała spółka Altvasser Gessler – J.A. Baczewski, która do dziś pozostaje firmą rodzinną, zarządzaną przez Toma i Rasiela Gesslerów. Na polskim rynku dostępne są takie wyroby jak: Monopolowa Baczewski, Dry Gin, Ovovit, Pomarańczówka, Jeżynówka czy Orzech Laskowy. Szkoda, że książka jest niedostępna w księgarniach, wydana bez numeru ISBN, stanowi rodzaj gadżetu dodawanego do zakupu wódek Baczewski w sklepach Centrum Wina. Ta ciekawa publikacja, dokumentująca ważny wycinek polskiej historii, powinna trafić do bibliotek i cieszyć szersze grono czytelników.

8 grudnia 2014 o godz. 15:07

Spirits.com.pl – konkurs nr 4

bandyci-prawie-final

Dzień dobry, kontynuujemy zabawę w czwartym z serii cotygodniowych konkursów, tym razem do wygrania powieść „Bandyci Rodriguez” z dedykacją autora, ufundowana przez wydawnictwo Jirafa Roja. Jaki kolor ma agave tequilana wykorzystywana do produkcji narodowego trunku Meksyku? W ocenie krytyki „Bandyci Rodriguez” to utopia porównywana do „W drodze” Jacka Kerouaca oraz „Bonnie i Clyde” Arthura Penna. Lata dziewięćdziesiąte. Brudne ulice Meksyku. W miejscu gdzie rządzi bezprawie, nędza i alkohol para bliźniaków Rosita i Ricardo okradają banki, mordują i uciekają. Wychowywani bez ojca i matki, dzieci ulicy. Chcą umrzeć z pieśnią na ustach. Walczą o lepsze życie, wolne i bez przymusu. Ta historia jest niczym korrida, pieśń o bohaterach żyjących poza prawem, występnych, ale przepełnionych namiętnością. A poza sensacyjna akcją mamy w powieści dużo meksykańskich trunków. Na głosy czekam do 14 grudnia, proszę je wysyłać na adres biuro@spirits.com.pl. Do wygrania jest pięć egzemplarzy powieści. Szczegóły dotyczące konkursu i konkursowe pytanie przez cały tydzień w bezpłatnym newsletterze, wystarczy podać swój e-mail i rozpocząć subskrypcję. http://spirits.com.pl/newsletter