19 marca 2009 o godz. 23:07

Odbiorca 2.0

/wp-content/uploads/2009/03/GS_125_MARZEC_2009-1
W lutowym numerze miesięcznika "Gazeta Studencka" ukazała się rozmowa Marcina Wyrwała z Łukaszem Gołębiewskim.

W posłowiu do książki Łukasza Gołębiewskiego „Śmierć książki. No future book”, kreślącej ponurą wizję książki (przynajmniej w znanej nam papierowej wersji) w epoce digitalizacji, Jarosław Lipszyc wymienia trzy rewolucje informacyjne, jakich doświadczyła ludzka cywilizacja: wynalazek pisma, wynalazek druku, digitalizacja. Według Łukasza Gołębiewskiego ta trzecia, której świadkami jest nasze pokolenie, może przyczynić się do eliminacji książki w formie, jaką znamy. Wytworzy ona – a częściowo już wytworzyła – także nowego odbiorcę kultury. O tym nowym odbiorcy opowiedział mi sam autor.

– Fajna nazwa: Gen-ISBN. Sam to wymyśliłeś?– Wymyśliłem i nawet zastrzegłem jako znak towarowy. Z jednej strony jest Gen jako generation, czyli pokolenie, z drugiej jako gen, czyli coś, co niesie dziedziczony ładunek. W tym przypadku chodzi o ładunek czytania. Ta dwuznaczność mi odpowiada. ISBN jest kodem do oznaczenia książki, ale chciałbym, żeby to był symbol czegoś więcej – tego, że chcemy czytać. Chciałbym wylansować to hasło jako modę na czytanie. Człowiek w koszulce Gen-ISBN komunikowałby światu: ja czytam! Uważam, że to jest fajniejsze hasło od spotykanego na koszulkach „Pierdolę, nie robię!”.
– Młodzi ludzie czytają więcej od swoich rodziców. Jednak czytają inaczej. Rzadziej w sposób linearny, a częściej hipertekstowy.
– Tak, to zupełnie inna jakość. Powieść ma początek, koniec, rozwinięcie, bohaterów, narratora. natomiast w tekście hipertekstowym skaczesz od fragmentu do fragmentu, dobierając je w dowolnej kolejności, a nawet jako czytelnik możesz dopisywać własną treść. To jest zupełne wywrócenie idei dzieła literackiego, choć przykład „Gry w klasy” Cortazara świadczy, że tego typu literackie eksperymenty istniały jeszcze przed pojawieniem się Internetu. Znacznie pomaga nam w tym nowa struktura Internetu – Web 2.0. Ona pozwala m.in. śledzić w sieci tylko wybrane tematy lub wątki. To niesie z sobą niesłychane konsekwencje, bo korzystasz tylko z tego wycinka wiedzy, który cię interesuje. Dzięki odnośnikowi RSS możesz śledzić tę informację na przykład przez przeglądarkę Google.
– I to w różnych językach, nawet w tych, których nie znasz.
– Oczywiście, dzięki internetowym narzędziom translatorskim możesz czytać jednocześnie „Paris Match”, „La Repubblicę” i jakąś główną gazetę w Tokio. Wyobraź sobie, że piszesz biografię Zinedine’a Zidane’a. Możesz śledzić na całym świecie komentarze na temat jego kariery, znając jedynie angielski, bo większość narzędzi translatorskich tłumaczy na ten język.
– Kolejna cecha nowego odbiorcy to kupowanie w Sieci.
– Sam muszę przyznać, że coraz częściej kupuję w Internecie. Buty, które mam na sobie, kupiłem w Sieci. W normalnych sklepach są one niedostępne. Producent tych butów dostarcza do sklepów jedynie część produkowanych przez siebie modeli, ponieważ zapotrzebowanie na niektóre z nich jest zbyt małe, by sklepy miały miejsce na ich przetrzymywanie. Przekładając to  na książki – duża księgarnia ma miejsce na jakieś 25 tysięcy tytułów, podczas gdy internetowy Merlin ma ich w ofercie 250  tysięcy. Poza tym zakupiony przez Internet produkt bywa tańszy, ponieważ odpada prowizja dla pośrednika.
– A wraz z poszerzeniem oferty rośnie liczba klientów.
– Amerykański ekonomista Chris Anderson sformułował prawo „długiego ogona”. Polega ono na tym, że wraz z udostępnianiem bardzo dużej liczby produktów rośnie zainteresowanie i sprzedaż rzeczy, które dotąd wydawały się niszowe. I znowu, iTunes oferuje 10 milionów plików z muzyką, a duży sklep muzyczny może 5 procent tego. Dzięki Sieci ludzie mają znacznie większy dostęp do kultury, ponieważ wcześniej na wiele produktów po prostu nie było miejsca na półkach, w stacjach radiowych czy w telewizji. Na to zawsze jest miejsce w Sieci.
– Z jednej strony internauci mają dostęp do znacznie większej oferty niż w konwencjonalnych sklepach. Ale z drugiej, jak sam piszesz, są skorzy do targowania się tylko poprzez sieć, ponieważ obawiają się bezpośredniego kontaktu ze sprzedawcą. Czy nie rośnie nam pokolenie socjopatów?– Dużo rzeczy możemy przewidzieć, bo wiemy, w jakim kierunku pójdzie myśl technologiczna i biznesowa. Ale znacznie trudniej przewidzieć zmiany, jakie zajdą w ludzkiej percepcji i ludzkich potrzebach. Na tym zasadza się cały problem zgadywania przyszłości – nie możemy przewidzieć potrzeb ludzi związanych z technologiami, których jeszcze nie ma. Być może, choć trudno w to dziś uwierzyć, oduczymy się kontaktować z ludźmi w sposób werbalny i dotykowy. W „Śmierci książki” piszę trochę ironicznie, że nawet seks będziemy uprawiać w sposób wirtualny. Ale jak popatrzymy na te wszystkie chatroomy i randki.pl, to okaże się, że ludzie już uprawiają wirtualny seks. A przynajmniej załatwiają przez Sieć grę wstępną.
– Czy próbując załatwić niektóre rzeczy online, sami siebie nie zubażamy?
– Oczywiście, że tak. Idąc na skróty, doprowadzamy naszą cywilizację i mózgi do jakiegoś skarłowacenia. Wynalezienie alfabetu i liczb zmieniło sposób zapamiętywania ludzi. Wcześniej, kiedy nie było można niczego zapisać, ludzie potrafili opowiadać sobie i zapamiętywać całe poematy jak „Iliada” i „Odyseja”. Potem zapamiętywali mniej, bo mogli zapisywać. A dziś możemy tak szybko wymieniać się informacjami, że już właściwie niczego nie musimy pamiętać. Wystarczy trzymać w kieszeni parę mobilnych urządzeń, jak elektroniczne notatniki i innego rodzaju przypominacze. Co więc się z nami stanie, kiedy człowiek ograniczy swą pamięć do tego, w której kieszeni ma klucze do mieszkania?
– Kolejna cecha nowego odbiorcy to zupełny brak szacunku do praw autorskich. Sztandarowym przykładem jest muzyka, którą młode pokolenie z założenia traktuje jako darmową.
– A mi się wydaje, że to nie jest wina użytkowników, tylko właścicieli tych praw. Duże wytwórnie muzyczne i filmowe, bo na razie problem dotyczy głównie tych dwóch segmentów, nie przewidziały rewolucji cyfrowej. Wciąż funkcjonują tak, jakby cały ich biznes był analogowy, czyli usiłują sprzedawać produkt, a nie usługę. Tymczasem w dobie ekonomii cyfrowej sprzedajemy usługi. Dlaczego młodzi ludzie kradną pliki z muzyką i filmami? Przede wszystkim dlatego, że jest to bardzo proste. Ale moim zdaniem nie jest to główny powód naruszania praw autorskich. Ludzie naruszają je, bo nie zaproponowano im żadnej alternatywy.
– A jaka jest alternatywa?
– Kiedy Apple wprowadził iPoda, którego sprzedano na świecie już 100 milionów sztuk, zaproponował do niego płatny serwis iTunes. Sposobem załadowania iPoda jest pobranie plików z iTunes. A więc 100 milionów ludzi, którzy kupili iPoda, jest gotowych płacić 99 centów za piosenkę. Samo urządzenie kosztuje 300 dolarów, lecz aby zapełnić je muzyką, trzeba wydać 3000 dolarów. I znowu widać, że wielu producentów nie przewidziało potrzeb odbiorców, bo oni nie chcą kupować całych płyt, ale coraz częściej wolą pojedyncze piosenki z różnych płyt. Tak długo jak wydawcy będą się bronić przed udostępnieniem kultury cyfrowej w formie komercyjnej, młodzi ludzie będą ją kradli, bo nie mają alternatywy.
– Czy to samo dotyczy książek?
– Tak, ja dziś nie kupię sobie legalnie „Harry’ego Pottera” w formie e-booka, bo ani angielski, ani amerykański wydawca nie przewidział takiej potrzeby. W tym konkretnym przypadku nie zgadza się na to pani Rowling, ponieważ jest konserwatywną angielską damą. Ta książka oczywiście jest dostępna w formie cyfrowej. Wystarczy włączyć jakikolwiek program wymiany plików. Tyle że jest dostępna nielegalnie i pani Rowling nie ma z tego ani pensa. Wydawcy muszą zrozumieć, że na tym można zarabiać, bo inaczej będą cały czas okradani.
– A zatem kradniemy, ponieważ nie mamy wyboru?
Nie uważam, że ludzie są z natury złodziejami. Gdyby tak było, to kradliby prąd albo telewizję kablową. Nie jest to skomplikowane. A jednak ludzie nie robią tego masowo i podejrzewam, że nie z powodu obawy przed konsekwencjami prawnymi.
– Jak więc będzie się sprzedawać w przyszłości pliki?
– Podejrzewam, że będzie to wszystko w pakiecie, na przykład z kablówką lub z rachunkiem telefonicznym. Zamiast jak dziś płacić 40 złotych za telewizję i radio albo za rozmowy i pakiet SMS, będziesz płacił tę kwotę za dostęp do kultury w szerszym znaczeniu. Wtedy programy typu peer-to-peer po prostu upadną, bo przecież nie mamy żadnej gwarancji, że nie ściągamy pliku z wirusem albo że jest to plik nieuszkodzony. Poza tym ściąganie w sieci peer-to-peer zajmuje dużo czasu, a my staliśmy się pokoleniem, które chce mieć natychmiastowy dostęp do pożądanych produktów. To bardzo ważna cecha nowego odbiorcy.
Rozmawiał Marcin Wyrwał

2 komentarzy dla “Odbiorca 2.0

  1. tak i nie

    podoba mi się ta nazwa gen-ISBN :)

    co do koncepcji że jak będzie można kupić to przestaną kraść w sieci to się nie zgodzę /bo darmowe jest tańsze od taniego/

    ale

    z twierdzeniem że zapłacą za szybkość pobrania /legalność ma drugorzędne znaczenie/ w odróżnieniu od sieci p2p całkowicie się zgadzam :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

10 grudnia 2018 o godz. 08:44

Wizyta w Palírna Samotišky

Samotisky (6)

Na obrzeżach Ołomuńca w 1996 roku została otwarta nowoczesna destylarnia przetwarzająca owoce – Palírna Samotišky. Lokalni sadownicy mogą tu przedestylować własne owoce, ale firma ma w ofercie także pięć własnych destylatów oraz prowadzi skład podatkowy.

9 grudnia 2018 o godz. 18:38

Wizyta w destylarni Palírna U Zeleného Stromu

U Zeleneho Stromu 2018-11-28 10-47-59

Uwieczniona na etykietach data założenia firmy, to 1518 rok. To by znaczyło, że Palírna U Zeleného Stromu (Gorzelnia Pod Zielonym Drzewem) jest najstarszą destylarnią nie tylko w Czechach, ale w ogóle na świecie. Na pewno są drugim pod względem wielkości producentem mocnych alkoholi w Czechach, po Stocku. Co do historii, to jak zwykle sporo tu marketingu, ale oficjalnie w 2018 roku świętowali pięćsetlecie, wypuszczając m.in. bardzo limitowaną edycję wódki Stará Myslivecká, która leżakowała przez osiem lat w beczkach z amerykańskiego dębu. Na rynek trafiło 299 numerowanych karafek.

9 grudnia 2018 o godz. 15:49

Porady markiza z Griñón

„Dobre wino jest sztuką, która rozkwita wraz z wolnością; dobre wino jest zatem radosną esencją wolności” (Carlos Falcó „Wino. Porady markiza z Griñón)

7 grudnia 2018 o godz. 16:38

Znów u Jana Kleinera

Jan Kleiner 2018-11-28 21-27-19

Wizyty u Jana Kleinera zawsze są dużym wydarzeniem. Jest to arcymistrz destylacji, z owocowej pulpy potrafi wyczarować cuda. Od mojej poprzedniej wizyty bardzo dużo się tutaj zmieniło. Przede wszystkim Jan nie jest już właścicielem destylarni, sprzedał ją w 2017 roku grupie Palírna U Zeleného Stromu. – Tak jest łatwiej, nie muszę martwić się o podatki, urzędników celnych, sprawy papierkowe. Skupiam się na tym, co lubię najbardziej, czyli na produkcji alkoholu – mówi Jan Kleiner. W destylarni w Žešov urządził elegancką przestrzeń degustacyjną w leżakowni. Sprzedał dwa aparaty destylacyjne i teraz ma jeden, ale nowe wkrótce zostaną uruchomione w pobliskim Prostějov, gdzie swój zakład produkcyjny ma Palírna U Zeleného Stromu. Tam też napełniane będą nowe beczki. W starej destylarni pozostaną beczki do eksperymentów, dodatkowego finiszowania – np. beczki po koniaku, porto czy sherry.

6 grudnia 2018 o godz. 17:09

Recenzja „Irlandzkiej Whiskey” w „Rynkach Alkoholowych”

W grudniowym numerze „Rynków Alkoholowych” ukazała się recenzja książki Łukasza Gołębiewskiego pt. „Irlandzka Whiskey” (M&P, Marki 2017). Autor recenzji pisze:

5 grudnia 2018 o godz. 17:20

Jeszcze o wodzie i winie

„Wino pobudza do śpiewu, woda w winie do gniewu”. ~Peter Matuška

4 grudnia 2018 o godz. 22:49

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover 24

Ukazał się nowy numer (6/2018) magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

4 grudnia 2018 o godz. 13:54

Winna latorośl

„Nie znam niczego poważniejszego na tym padole niż uprawa winorośli”. ~Voltaire

3 grudnia 2018 o godz. 13:54

Lepiej niż wodę w wino :) Alchemia

„Najgorsze wina zawsze można przedestylować na najlepsze wódki”. ~Thomas Jefferson

2 grudnia 2018 o godz. 21:21

Przyjaźń i wino

„Starzy przyjaciele są jak stare wina: tracą drapieżność, ale zyskują łagodne ciepło”. ~Charles-Augustin Sainte-Beuve