5 marca 2011 o godz. 12:54

O Xennie i Melanżach na maturze

Ania Mikołajczak ze Środy Wlkp przesłała nam swoją prezentację maturalną z 2010 roku, w której omawia m.in. "Xennę" i "Melanże z Żyletką", a także inne książki z oferty Jirafa Roja - "Chaos i świńska skóra" Piotra Stróżyńskiego i "Na krawędzi marzeń" Beaty Kozłowskiej. Warto zwrócić uwagę na śmiałość dobranych cytatów, a dla innych maturzystów praca Ani może być inspiracją.

„Żadnej satysfakcji, za dużo frustracji
Oto obraz mojej generacji,
Żadnego celu, żadnej przyszłości,
Żadnej nadziei, żadnej wolności”

Moją prezentację zaczynam cytatem z piosenki pt. „Poroniona generacja” legendarnego punkowego i nowofalowego zespołu Dezerter, wcześniej znanego pod nazwą SS20. Słowa te, moim zdaniem doskonale oddają atmosferę i specyfikę subkultury, którą poprzez analizę jej języka postaram się przybliżyć. Wszystkie prezentowane przeze mnie utwory należą do literatury współczesnej.
Punk, punker, punkol, punkowiec, punkroker, punkkrokier, punksiol, pancur, panczur, panczak, jabolpunk, brudas, śmieć. Jak widać wachlarz nazewnictwa członka subkultury punkowskiej jest nad wyraz  bogaty. Jaki jest więc język punków? Czy operują tylko wyświechtanymi sloganami, mało wyszukanymi inwektywami, a może wbrew osądom potrafią swoje przemyślenia i styl bycia zamknąć w egzaltowanych, poetyckich stwierdzeniach? Czy sposób ich wysławiania się jest stricte związany z wyznawaną ideologią, a może abstrahują od tego?
Chciałabym poprzez moją prezentację znaleźć odpowiedzi na te pytania i wniknąć głębiej w specyfikę mowy tej subkultury. Ponadto poprzez moją wypowiedź postaram się obalić krążące schematy i utarte stereotypy o punkach i pochodnych im ruchach alternatywnych.
W utworach, które omówię pod kątem tematu prezentacji postaram się dogłębnie rozwinąć takie zagadnienia jak : wulgaryzmy, makaronizmy, kolokwializmy, wymieszanie stylu wysokiego z niskim, a także styl podniosły. Należy przy tym pamiętać, że w/w aspekty języka przewijają się niemal w każdej z wybranych przeze mnie pozycji bibliograficznej razem tworząc swoistą mieszankę językową. Idąc ta drogą starałam się wybrać jak najtrafniejsze  przykłady obrazujące wybraną prze mnie problematykę.
Antybohater w „Słowniku motywów literackich” określany bywa jako, tu cytuję: „postać w utworze literackim mająca cechy ujemne, będące zaprzeczeniem cech bohatera. Nie stać go na wielkie słowa i gesty. Nie ma w nim krzty patosu. To ktoś, kto przeczy naszym wyobrażeniom o bohaterze literackim, kto nie ma jego koniecznych atrybutów: aktywności, logicznego działania, możliwej do odtworzenia przez czytelnika biografii, niezwykłych czynów na koncie, niekiedy nawet nazwiska i imienia”. Opis ten doskonale pasuje do dwóch pierwszych omawianych przeze mnie pozycji bibliograficznych.
Pierwsza z omawianych postaci pod kątem językowym, to bezimienny bohater, a właściwie jak został już przeze mnie określony, antybohater. Jest on wytworem fikcji literackiej w powieści „Xenna moja miłość” Łukasza Gołębiewskiego. Nie znamy jego imienia i nazwiska, spotykamy go po raz pierwszy w zadymionym, ciasnym barze dość wątpliwej reputacji, kiedy to przy kuflach kolejnych piwa wspomina utraconą miłość do dziewczyny Xenny. Jest pisarzem po 30, punkiem, cynikiem i zdeklarowanym hedonistą. Dnie spędza z reguły na odurzaniu się alkoholem i punk-rockiem. Już sama jego profesja powinna rekomendować, iż styl jego wypowiedzi będzie co najmniej poprawny. Przyjrzyjmy się zatem bliżej jego mowie. Zacytuję teraz stosowne fragmenty: „Sorry, jestem trochę już uwalony”, „Będę na Ciebie mówił Xenna, okay?”, „Tak mi powiedziała. Fucking shit !”, „ Taki miły wieczór. A co, i takie się zdarzały, nie tylko hardcore był”, „Co noc seks, co poranek pobudka i on the Road.” Wspólnym mianownikiem jego wypowiedzi stają się wyraźne naleciałości z języka obcego, tkz. Makaronizmy. Najwięcej w całej powieści jest anglicyzmów, tj. „sorry”, „please”, „okay”, „fuck” itp. Słówka te mogą oddziaływać na czytelnika w ten sposób, iż ów pisarz wyda się nam światłą osobą, może nie od razu poliglotą, ale na pewno personą znającą najpopularniejszy na świecie język- angielski. To automatycznie wywyższa go i sprawia, że darzymy takową osobę szacunkiem. Jednakże doszukując się genezy anglicyzmów w socjolekcie punkowskim, należy moim zdaniem wziąć pod uwagę fakt, iż w dużej mierze przejmowane są one z języka reklamy i kultury masowej, która silnie kształtuje nawyki językowe współczesnej młodzieży, jak i pozostałych ludzi. Rola owych makaronizmów jest więc tutaj nieco inna- dobiegający czterdziestki mężczyzna pragnie stać się w oczach dużo młodszych kolegów, mówiąc slangiem: kimś wporzo, cool. Najbardziej zależy mu jednak na akceptacji 24-letniej Xenny, którą wbrew swojemu stylowi bycia obdarzy miłością. Chce zatrzeć w jakiś sposób dystans wiekowy, wpasować się w młodzieżowy slang. Sposobem, na mówiąc potocznie: wkupienie się w łaski nowego towarzystwa , okazuje się  język, element komunikacji międzyludzkiej i interpersonalnej.
Przejdę teraz do analizy języka drugiej postaci z tejże książki w/w Xenny. Jest to młodziutka, zaledwie dwudziestoparoletnia dziewczyna, dość wątpliwej chwały studentka, bowiem podziela zainteresowania swojego nowego partnera. Posłuchajmy jak ona się wyraża: „Wiesz, ostro grzałam dragi. Spierdoliłam sobie młodość.”, „A ty rżnij mnie”, „Spierdalaj ze swoim przepraszam”. Jej słownictwo jest wyraźnie nacechowane wulgaryzmami. Jaki cel ma ten zabieg? To młoda dziewczyna, doświadczona przez życie, była niegdyś uzależniona od narkotyków, a jej stosunki z rodzicami są delikatnie ujmując, niepoprawne. Sądzę, że przez ostry zasób słów chce podkreślić swój zadziorny, punkrockowy charakter, ale też wyraźnie ugruntowuje sobie pozycję w grupie. Jest zdana na siebie, a życie nauczyło ją walczyć o swoje, nawet iść po przysłowiowych trupach do celu. Musi czymś się wyróżnić, aby zaistnieć. Dlatego więc moim zdaniem przeklina, chce zwrócić na siebie uwagę. Jest przekonana o tym, że, mówiąc potocznie, rozpychanie się łokciami w życiu doprowadzi ją do upragnionych celów.
Kolejną pozycją bibliograficzną na mojej liście jest utwór „Melanże z żyletką” tego samego, co wyżej pisarza. Skupię się teraz nad aspektem kolokwializmów. Głównymi postaciami książki jest znów para - bezimienny, podstarzały kabotyn grubo po 30 i młodziutka dziewczyna – Zuzka, tytułowa Żyletka. Warto też nadmienić, iż te dzieło jest jakby swoistą kontynuacją powieści „Xenna moja miłość”. Powróćmy jednak do kwestii merytorycznej. Przytoczę teraz parę zdań ilustrujących sposób wypowiadania się tej dwójki: „Przyznam, że liczyłem się  z mordobiciem”, „Rozbierz się i zatańcz na barze- proponuje Żyletce pijany kurdupel-Spadaj mały”, „To niepojęte, że gówniara potrafiła skutecznie robić w konia dwóch dorosłych, wykształconych facetów”, „Widzisz w ogóle szkoda było wyłazić”. Taka maniera w aspekcie wysławiania się doskonale ilustruje środowisko, w którym żyją bohaterowie. Punk-rockowe koncerty, litry spożywanego alkoholu, ciasne, zadymione bary, szybki seks z przypadkowymi osobami, brak nadziei na przyszłość, pesymiz, poczucie bezsensu istnienia. Trudno, aby w takiej rzeczywistości mówić podniośle, z przesadną emfazą. Słowa stają się tu tylko nośnikiem informacji, zbędnym wytworem, marnym dopełnieniem zdegenerowanego w dużej mierze przez samych bohaterów światka.
Następną postacią, której nawyki językowe pragnę zgłębić jest Artur Kleń – bohater powieści „Chaos i świńska skóra” Piotra Stróżyńskiego. Notabene, warto zaznaczyć tu, iż autor pochodzi ze Środy Wlkp. i tu współcześnie egzystuje. Obecnie pisarz jest w trakcie kończenia kolejnej swojej powieści, pt „Nienawidzę was”, która ukaże się  w czerwcu nakładem warszawskiej Oficyny Wydawniczej Jirafa Roja. Powróćmy jednak do głównego zagadnienia. Artur to wrażliwy dziennikarz, którego język ulega w toku powieści zmianie. Tuż obok subtelnych wynurzeń, mamy do czynienia z wyrażeniami o bardziej pejoratywnym wydźwięku. Tu przytoczę jego słowa: „Wiesz Grażynko? Masz takie niesamowicie piękne włosy. Powiedz mi, co mam zrobić, żebyś otarła łzy i przestała płakać? Co mógłbym teraz zrobić, żeby podarować ci szczęście?”, „Tylko proszę Cię nie płacz. Masz takie piękne oczy, a gdy płaczesz stają się czerwone”, „Mam jednak ręce do pracy, serce, rozum i kocham Cię!”. Te liryczne niemalże wyznania zostają wyraźnie skontrastowane ze stylem niskim. Posłuchajmy: „Będziesz mnie, larwo, mężem szczuła jak psem. Nawet twoje psie sposoby nie pomogą tobie kurwo, bo ja ciebie teraz zabiję! Wy stado bandytów! Mordercy!”, „Taka zasyfiona kurwa zdechnąć musi i nikt jej drugi raz na świat nie powoła!”. Skontrastowanie tych dwóch rodzajów wypowiedzi odkrywa w tym wypadku dwoistość natury bohatera. W obliczu zagrożenia lub po prostu w stresującej sytuacji doskonale wie, że liryczne monologi na nic się nie zdadzą. W głębi ducha okazuje się być twardym mężczyzną, potrafiącym walczyć o swoje racje i w imię ideałów. Mniemam, że poniekąd u każdego z nas występuje taki dualizm stylu wypowiedzi zmieniający się zaleźnie od okoliczności.
Ostatnią pozycją bibliograficzną jest książka, pt. „Na krawędzi marzeń” Beaty Kozłowskiej. Główną osią tego dzieła jest bohaterka o ksywce Kazamiko, niezwykle delikatna i subtelna, a także romantyczna punk-rockowa dziewczyna wychowująca samotnie córeczkę. Zwróćmy uwagę na jej wymowę i skupmy się na podniosłym stylu. Tu pozwolę sobie zacytować właściwe fragmenty: „Ile bym dała, by moja dłoń zamiast pustki mogła natrafić na niego, by nakarmić mój wiecznie głodny wzrok jego widokiem?”, „Czym jest dla Ciebie miłość? – Dla mnie jest falą liżącą stopy, pieszczotą i wzburzonym oceanem namiętności. Jest też motylem , którego skrzydła mienią się niezliczonymi barwami. Schwytanym w złożone dłonie. Gdy je nieopatrznie otworzysz, może odlecieć. Jest trzepotem ważki w zakolu rzeki”. Takie silne zmetaforyzowanie wypowiedzi Kazamiko zwraca uwagę na jej uczuciowość, swoistą kobiecą subtelność, która nie uległa zniszczeniu, mimo mocnego zakorzenienia w punkowym światku. Przynależność do punkowskiej subkultury wcale nie zatarła jej dziewczęcego czaru i sposobu pojmowania świata w sposób odrobinę infantylny i bardzo zmysłowy, kobiecy, niemalże oniryczny. Jest ona zupełnym przeciwieństwem wcześniej omawianej Xenny, czy Żyletki. Jest to dowód na to, że tkz. punkówy nie są tylko wulgarne, cyniczne i złośliwe, za jakie się je zazwyczaj postrzega. Od każdej reguły istnieje moim zdaniem wyjątek.
Czymże jednak były by punki bez muzyki? Na zakończenie, pragnę nadmienić jeszcze o dwóch istotnych filmowych premierach, które miały miejsce w tym roku, a które bezpośrednią wiążą się z omawianym przeze mnie problemem. Pierwsza z nich to ekranizacja w reżyserii Jacka Borucha, pt. „Wszystko co kocham”. Film można określić słowami : „Młodość, miłość, wolność, bunt i muzyka – jest czas, gdy wszystko zdarza się po raz pierwszy a miłość ma smak oranżady!”. Po krótce postaram się przybliżyć fabułę: jest piękna wiosna 1981 roku w Polsce. W nadmorskim miasteczku 18-letni Janek, syn oficera marynarki wojennej, zakłada zespół punkrockowy, by głośno krzyczeć o rzeczach dla niego najważniejszych. Jego życie wypełnia muzyka i pierwsza wielka miłość – Basia, nic jednak nie jest trwałe. "Solidarność" walczy o wolność i demokrację, w kraju narasta napięcie. Komuniści potajemnie szykują stan wojenny. Bunt młodości w czasie politycznej zawieruchy może stać się zarzewiem tragedii. Gwałtowny konflikt z komisarzem stanu wojennego i śmierć bliskiej osoby zmienią w świecie Janka wszystko. Warto wspomnieć, iż film został nagrodzony Złotym Klakierem na 34. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni (wyróżnienie dla najdłużej oklaskiwanego filmu w konkursie głównym). Obsada aktorska również jest zadowalająca: obok Andrzeja Chyry czy Katarzyny Herman debiutują tu młode twarze polskiego aktorstwa, tj. Olga Frycz czy Mateusz Kościukiewicz.  Na podstawie filmu powstała książka, opowieść filmowa, o tym samym tytule. W tle słychać muzykę, m.in. Dezertera, którego cytatem rozpoczęłam moją prezentację.
Drugim dziełem filmowym o podobnej tematyce jest „Zew wolności” w reżyserii Leszka Gnoińskiego i Wojciecha Słoty. Legendy rockowego podziemia, takie jak:  Jurek Owsiak, Kazik Staszewski, Muniek Staszczyk, Kora Jackowska, Tomek Lipiński, Krzysztof Skiba, czy Matek Niedźwiecki dzielą się tu wspomnieniami o muzyce, życiu i paranoicznej cenzurze. W czasach, gdy życie w Polsce kontrolował reżim, muzyka stała się fenomenem, zjawiskiem społecznym o kolosalnej sile rażenia, stała się przestrzenią ludzi wolnych. „Żelazna kurtyna” nie była w stanie zatrzymać rocka, a młodzi ludzie dzięki muzyce poczuli własną siłę i godność. Polski rock od początku stał w kontrze do zastałej rzeczywistości obyczajowej, kulturowej i politycznej. Piosenki kruszyły stereotypy i tworzyły więzi między ludźmi. Swoistą enklawą wolności stał się festiwal w Jarocinie, barwnie pokazany w filmie dzięki niepublikowanym dotąd materiałom archiwalnym.
Podsumowując, różnorodność języka punków ma wiele odsłon. Przeplatają się tu i kolokwialne, zwulgaryzowane słowa i subtelne wyznania. Rodzaj natężenia pejoratywnych słów w mowie bohaterów i antybohaterów przedstawianych przeze mnie jest związany ze stopniem degeneracji ich życia. Im człowiek, mówiąc kolokwialnie bardziej się stacza, tym jego mowa jest coraz bardziej uproszczona, słowa stają się tylko nośnikiem informacji. Przekłada się to także moim zdaniem na przedstawicieli innych subkultur i ludzi nie wyznających żadnych ideologii. Jednak myślę, że wybrana przeze mnie tematyka środowiska punkowskiego dobitnie ukazuje te niuanse. W końcu subkultura punków, odkąd istnieje, czyli od lat 70. XX wieku zawsze wzbudzała kontrowersje i wywoływała silne emocje. Mam nadzieję, że poprzez moją wypowiedź pozwoliłam Państwu na wniknięcie głąb tego zagadnienia.

Komentarz dla “O Xennie i Melanżach na maturze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

10 października 2018 o godz. 17:52

Nowy numer Aqua Vitae

AV_cover 23-001

Ukazał się nowy numer (5/2018) magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

7 października 2018 o godz. 20:08

Kartka z podróży – Chateau Dereszla

Dereszla-008

Jedne z najpiękniejszych piwnic w regionie Tokaj, ciągnące się ok. półtora kilometra pod ziemią, to Chateau Dereszla, czyli Dereszla Pincészet. Piwnice pochodzą z początku XV wieku. W wiekach XV i XVI była to część posiadłości królewskich. Winnice pod nazwą Dereszla zostały założone w XVIII wieku, w czasach panowania Habsburgów. Obecnie jest to wspólne przedsięwzięcie kapitałowe węgiersko-francuskie. Poza niewątpliwa atrakcją dla zwiedzających, czyli starymi piwnicami, mają 40 ha własnych winnic oraz dodatkowo 25 winnic powiązanych biznesowo, dodatkowych 100 hektarów, czyli są to m.in. winnice: Dereszla, Lapis, Henye, Hatalos, Zsadány, Várhegy. Pozwala to tworzyć bardzo zróżnicowane wina. W ofercie jest zarówno wino dla sieci dyskontów (dostępne w Polsce w Lidlu – Dorombor), jak i wytrawne furminty, tokaje samorodne i tokaje aszú z esencją na czele. Eksportują do ponad 40 krajów. Wszystkich win można spróbować na miejscu, odwiedzając piwnice Chateau Dereszla w Bodrogkisfalud, około dziesięć kilometrów od miasta Tokaj.

5 października 2018 o godz. 17:50

Kartka z podróży – Winnice Hétszőlő i piwnice Rakoczego

Tokaj Hetszolo-012

Tokaj Hétszőlő to jeden z największych, najbardziej utytułowanych producentów win tokajskich, obecny na polskim rynku poprzez import firmy Vininova. Winnice rozciągają się pod górą Tokaj, zajmując powierzchnię 55 ha. Zostały założone w 1502 roku przez rodzinę Garai. Wówczas było to siedem osobnych parceli, które z czasem zostały połączone. Ich właścicielami byli na przestrzeni wieków m.in.: Gáspár Károli (tłumacz Biblii na język węgierski), Gábor Bethlen, książę Transylwanii czy rodzina Rákóczi. W okresie CK Monarchii były cesarskimi winnicami Habsburgów. Po pierwszej wojnie światowej przejęte przez państwo. Przez wszystkie wieki słynęły z szlachetnej pleśni, która pokrywa dojrzewające na zboczach góry winogrona i służy do produkcji najlepszych tokajskich win aszú.

4 października 2018 o godz. 09:13

Kartka ze Speyside – Katedra w Elgin

Rothes (5)

Ruiny katedry Świętej Trójcy w Elgin to jeden z najpiękniejszych zabytków regionu. Od XIII wieku była siedzibą biskupstwa. Kilkakrotnie płonęła, kilkakrotnie była przebudowywana. Zachowana ruina pokazuje imponujące rozmiary nawy głównej, długiej na niemal sto metrów. Z jej początków pochodzą dwie masywne prawie trzydziestometrowe wieże obronne, na których ustawione były działa armatnie. Zachwyca lekkość żebrowego sklepienia zachowanego (częściowo zrekonstruowanego) kapitularza. Niestety, po zwycięstwie reformacji w XVI wieku straciła swój sakralny charakter i z wolna zaczęła obracać się w ruinę. W 1560 roku przestało funkcjonować biskupstwo w Elgin. Teren wokół katedry wykorzystywany była jako cmentarz, stąd wśród ruin liczne kamienne nagrobki. Część murów prostaczkowie rozebrali, wykorzystując budulec do własnych celów. Dopiero w XX wieku otoczono ją parkanem i zabezpieczono jako zabytek. Obecnie jest to muzeum.

3 października 2018 o godz. 22:32

Kartka ze Speyside – Huntly

Huntley (9)

Huntly to jedno z miasteczek w centrum Speyside, świetnie się nadaje jako baza wypadowa do zwiedzania destylarni whisky. Spędziłem tutaj tydzień. Cisza, spokój, pięć tysięcy mieszkańców. Wąskie uliczki, ruiny renesansowego zamku, kilka kościołów. Znakomity sklep Whiskies of Scotland. Duncan Taylor będzie tu budował destylarnię, poprzednią zamknięto jeszcze w XIX wieku. Przez długi czas miasteczko wraz zamkiem należało do możnego klanu Gordon. Zamek zbudowano jeszcze w średniowieczu, w XII wieku, ale został przebudowany w stylu renesansowym. Przez długi czas był nie tylko siedzibą rodu Gordonów, ale też ważną twierdzą. Jego upadek nastąpił dopiero w XIX wieku. Obecnie jest tu muzeum. Naturalnie otoczony przez wodę – łączące się tutaj rzeki Bogie i Deveron. Przy Placu Gordonów, głównym placu miasta, można podziwiać starą renesansową studnie. Nieopodal jest ratusz z czworoboczną wieżą.

3 października 2018 o godz. 21:28

Debata o kondycji polskiego wina

wine_expo_poland

Wine Expo Poland & Warsaw Oil Festival zaprasza 26 października o godz. 11.30 na debatę ekspercką pt. „WINO, czy w tej branży się przelewa?”. Moderatorem debaty będzie Paweł Grotowski, w panelu uczestniczą: Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny „Aqua Vitae”, Jakub Nowak, wiceprzewodniczący Polskiej Rady Winiarstwa, prezes firmy Jantoń, Kamila Klajman z łódzkiego laboratorium autentykacji win, prof. dr hab. inż. Aneta Wojdyło z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu Wydział Biotechnologii i Nauk o Żywności Katedra Technologii Owoców, Warzyw i Nutraceutyków Roślinnych – o kierunku studiów Technologia Winiarstwa oraz Sławomir Brzózek – prezes zarządu Fundacji Nasza Ziemia.

2 października 2018 o godz. 08:14

Kartka ze Speyside – Wizyta w Duncan Taylor

SONY DSC

Jedna z najważniejszych szkockich niezależnych firm pośredniczących na rynku whisky, powstała w 1938 roku w Glasgow na bazie kolekcji starych whisky, które zgromadził nowojorski biznesmen Abe Rosenberg. Po zniesieniu prohibicji Rosenberg prowadził dobrze prosperujące przedsiębiorstwo dystrybuujące alkohole, z magazynami w: Nowym Jorku, Connecticut i Miami. Po II wojnie światowej był m.in. wyłącznym dystrybutorem w USA bardzo popularnego wówczas szkockiego blendu J&B (Rosenberg sprzedawał rocznie 3,5 mln skrzynek J&B). Założona przez niego w Glasgow firma Duncan Taylor & Co. zajmowała się skupowaniem whisky single malt, bardziej z myślą o prywatnej kolekcji, niż na sprzedaż. Do śmierci, w 1994 roku, zgromadził kolekcję ok. 4000 beczek whisky single malt. Skupował świeży destylat i napełniał nim własne beczki. Niewielką część z tego wykorzystywał do własnych blendowanych whisky, reszta była lokatą kapitału.

1 października 2018 o godz. 08:40

Kartka ze Speyside – Stonehaven

Stoneheaven (16)

Spokojne portowe miasteczko około 25 km na południe od Aberdeen. To naturalny poert w otoczonej masywnymi wzgórzami zatoce. W porcie stoją rybackie kutry, służące do połowu śledzi, w pubach słychać język gaelicki, nie angielski. Na wzgórzu za miastem widać malownicze rodziny zamku Dunnottar, będącego ważnym miejscem szkockiego dziedzictwa. W XVI wiecznym domu, który stoi w porcie, zwanym Stonehaven Tolbooth, dzisiaj jest niewielkie muzeum i restauracja. Kiedyś było tu więzienie, ale też sąd. W centrum miasta jest stara hala targowa z niezwykłą strzelistą wieżą, wyglądającą jak gotowy do startu pocisk V-2. W części mieszkaniowej są pozostałości dawnej destylarni whisky Glenury Royal. Przy promenadzie jest jedna z najlepszych w Aberdeenshire smażalni ryb, The Bay, zawsze tu tłoczno. Plaża jest kamienista, ale dość szeroka, w kolejnej zatoczce, pofałdowana przez fale, ciemna od morszczynu. Kiedyś spędzał tu letnie miesiące Robert Burns. Surowy wygląd wybrzeża od jego czasów zapewne niewiele się zmienił.

30 września 2018 o godz. 09:01

Kartka ze Speyside – Coleburn

Coleburn (7)

Coleburn to nieczynna już destylarnia whisky ze Speyside, pozostały po niej nieliczne już butelki, jak np. Coleburn 21YO Cask Strength (59,4%) wypuszczona przez Diageo w serii Rare Malts. Jak wiele innych destylarni whisky nie przetrwała kryzysu lat 80. XX wieku, zamknięto ją w 1985 roku. Były plany, żeby w jej miejscu zbudować hotel ze spa, na szczęście tak się nie stało i od 2014 roku służy jako magazyn beczek niezależnego bottlera Murray McDavid. Właścicielem marki pozostaje Diageo.

29 września 2018 o godz. 21:45

Kartka ze Speyside – Longmorn

_DSC8855

Longmorn to destylarnia whisky z miasteczka o takiej samej nazwie, Longmorn w Morayshire, Speyside. Firmę założyli w 1893 roku John Duff (wcześniej m.in. manager w Glendronach oraz twórca destylarni Glenlossie i BenRiach), Charles Shirres i George Thomson. Pierwszy spirytus spłynął z alembików w grudniu 1894 roku. Destylarnia radziła sobie ze zmiennym szczęściem, miała liczne przestoje w produkcji i kilkakrotnie zmieniała właścicieli. Od 1978 roku właścicielem był Seagrams, a od 2001 roku jest własnością grupy Pernod Ricard. W latach 70. była dwukrotnie rozbudowywana. Obecnie wyposażona jest w kadź zacierną o pojemności 8,5 tony, dziesięć kadzi fermentacyjnych i cztery pary alembików. Roczne moce produkcyjne to 4,5 mln l.