30 marca 2012 o godz. 13:03

O szczerości

/wp-content/uploads/2012/03/Oscar_Wilde

"Odrobina szczerości bywa niebezpieczna. Większa jej dawka – absolutnie śmiertelna". ~Oscar Wilde.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Zobacz ostatnie wpisy

25 lipca 2015 o godz. 23:48

Imperium wódki. Alkohol, władza i polityka w carskiej Rosji

IMPERIUMwodki.cdr

Wstrząsająca książka, opowiadająca o wpływie wódki na politykę Rosji carskiej, w czasach ZSRR i współcześnie. Wydana w Polsce pierwsza część koncentruje się na Rosji carskiej, na pijanej polityce Iwana Groźnego, Piotra Wielkiego, carycy Katarzyny itd. aż po tragiczny finał dynastii Romanowów. Autor stawia tezę, że pijaństwo w Rosji ma cechy zorganizowane, jest wynikiem świadomej polityki państwa. To nie „rosyjska dusza”, to zyski ze sprzedaży wódki pchały społeczeństwo do wyszynków. Karczma bowiem była carska, sprzedaż wódki zasilała budżet cara, odmowa sprzedaży pijanemu była traktowana jako przestępstwo, gdyż naruszała interes cara. Potem, po okresie prohibicji po rewolucji październikowej, kontynuowano tę „pijaną politykę”, zachowując przy tym państwowy monopol na produkcje i sprzedaż gorzałki. „Dla zmaksymalizowania dochodów państwo gorliwie popychało swych poddanych do alkoholizmu. Wielowiekowe uzależnienie Rosji od wódki nie jest więc żadną odwieczną i niezmienną cechą kulturową, lecz skutkiem decyzji politycznych mających na celu wzbogacenie skarbu państwa” – pisze Mark Lawrence Schrad. Książka jest interesującym historycznym studium pijaństwa, choć pisana z wyraźną tezę, pod którą autor nieco naciąga dokumenty, czasami zapominając o chronologii. Niewielka jest wiedza autora na temat samej wódki, choć próbuje nawet zabierać głos w dyskusji, kiedy powstała i czy najpierw w Polsce, czy najpierw w Rosji. Ciekawy jest rozdział poświęcony badaniom rosyjskich historyków nad dziejami ich narodowego trunku, przypomnienie Williama Pochlebkina, autora „Historii wódki” i trwających do dziś sporów wokół tej publikacji. Bardzo jestem ciekaw dalszej części, zwłaszcza rozdziałów poświęconych Rosji współczesnej, ale też czasom Gorbaczowa, kiedy prowadzono – bezskutecznie – bardzo agresywną politykę antyalkoholową. Nie jest bowiem tak, że od czasów Iwana Groźnego stosunek polityków w Rosji i ZSRR do wódki pozostawał niezmiennie entuzjastyczny. Do czasu kryzysu ekonomicznego związanego z embargiem i konfliktem z Ukrainą, także prezydent Putin prowadził politykę, delikatnie mówiąc, nie sprzyjającą branży wódczanej, windując m.in. minimalne ceny wódki. Książka warta przeczytania, choć dużo lepszą pracą historyczną na temat „pijanej polityki” Rosji jest wciąż nie przetłumaczona na polski znakomita monografia Patricii Herlihy „The Alcoholic Empire: Vodka & Politics in Late Imperial Russia”.

23 lipca 2015 o godz. 13:40

W Polskim Radio 24

Dziś o godzinie 15.15 Łukasz Gołębiewski będzie gościem Polskiego Radia 24 w audycji informacyjnej poświęconej e-bookom i ich opodatkowaniu VAT. Zapraszamy do słuchania.

21 lipca 2015 o godz. 23:23

Niezwykła podróż

Pod tytułem „Niezwykła podróż” w najnowszym numerze „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI” ukazała się rozmowa z Łukaszem Gołębiewskim o jego nowej powieści „Widzenia mistrza Hieronima”. Poniżej pełen zapis wywiadu. – Swoją najnowszą powieść poświęciłeś ulubionemu malarzowi Hieronimowi Boschowi. Czemu wybrałeś taką a nie inną formę – historical-fiction? – A czy można było inaczej? Jeśli chciałem opowiedzieć o malarstwie Boscha – bo prawdziwe życie malarza było niezwykle nudne: jedna żona, brak skandali, nawet nie ruszał się poza rodzinne miasto – to musiałem osadzić akcję w XV wieku. Musiałem też stworzyć fikcyjną, atrakcyjną dla współczesnego czytelnika fabułę. Jest to po części powieść fantasy, uznałem, że to jedyna formuła, która pozwoli oddać baśniowy charakter symboliki Hieronima Boscha. – Twoja fabuła jest wymyślona, ale historyczne, kulturowe, obyczajowe tło rekonstruujesz bardzo sprawnie. Ile czasu zajęło ci przygotowanie do książki? – Czas akcji to przełom średniowiecza i renesansu. Okres niebywale ważny dla Europejskiej kultury i sztuki, naznaczony wielkimi zmianami światopoglądowymi, religijnymi, konfliktami, zmianami w postrzeganiu dobra i zła, roli człowieka we wszechświecie, okres równocześnie zmierzchu rycerstwa i znaczenia papiestwa, zapoczątkowujący inkwizycję, ruchy heretyckie i reformatorskie. W Niderlandach to eksplozja wielkiego malarstwa, ale też okres ożywionych dysput teologicznych i filozoficznych. To wszystko musiało znaleźć się gdzieś pomiędzy wierszami. No i wymagało studiów, m.in. wizyty w rodzinnym mieście Boscha, w wielu muzeach – nie tylko holenderskich i belgijskich, bo starałem się obejrzeć wszystkie zachowane oryginalne prace Boscha, to, oczywiście, masa lektur zarówno prac teologicznych i filozoficznych z tego i wcześniejszego okresu – przede wszystkim tekstów średniowiecznych, no i lektura uzupełniająca – książek historycznych i poświęconych malarstwu, zarówno samego Boscha, jak i innych niderlandzkich twórców schyłku średniowiecza. Nigdy nie pracowałem tak dużo nad żadną z moich powieści, ale też podróż do świata Boscha była niezwykłą przygodą i wymagała dobrego przygotowania. – Przenieść senne wizje, wyobrażenia, nadziane symbolami i znaczeniami, z obrazów na papier nie było chyba łatwym zadaniem. Jak ci się udało przeniknąć przez świat mistrza? – To akurat było chyba najprzyjemniejsze, te obrazy od wielu lat były w mojej głowie, zwyczajnie mnie fascynowały. W malarstwie Boscha wiele się dzieje, jest tak dużo emocji i symboliki, że można o nich pisać bez końca. – Masz swój ulubiony obraz Boscha? – Oczywiście. To dość skromny obraz, a właściwie fragment – druga część poliptyku znanego jako „Wizje sądu ostatecznego”, na której demony porywają część dusz, ale u góry jest świetlisty krąg, tunel, a w nim anioły, które wiodą inne dusze ku boskiej wiekuistości. Scena ta ma w literaturze tytuł „Wzniesienie błogosławionych do raju”.

21 lipca 2015 o godz. 23:20

O „Widzeniach mistrza Hieronima” w „Magazynie Literackim KSIĄŻKI”

Ewa Tenderenda-Ożóg w sierpniowym numerze „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI” recenzuje powieść „Widzenia mistrza Hieronima”. Tytułowy mistrz Hieronim to oczywiście Hieronim Bosch. Łukasz Gołębiewski bohaterem swej książki uczynił słynnego niderlandzkiego malarza. Nie jest to jednak biografia a powieść historyczna z elementami fantastyki. W pierwszej chwili miałam ochotę czytać „Widzenia mistrza Hieronima” równolegle z monografią o Boschu, żeby sprawdzać, ile tam zmyślenia, a także mając tuż przed oczami oniryczne krajobrazy, które wyszły spod jego ręki, a które tak plastycznie autor opisuje. Koniec końców powieść mnie wciągnęła, chociaż nie czyta się jej wygodnie, nie czyta się jej lekko, nie czyta się jej łatwo. Świat fantazji zlewa się tu ze światem realnym, wiedza z magią i domysłami, a religijność z pragnieniem władzy i chciwością, scholastyczna filozofia i teologia z alchemią i magią. Autor przenosi czytelnika do średniowiecznego Hertogenbosch. W nieznanych okolicznościach ginie młoda dziewczyna. Podejrzenie pada na Hieronima Boscha, spod pędzla którego wychodzą demony i piekielne sceny, a wieść niesie, że to właśnie jeden z namalowanych przez niego potworów ożył i poluje na młode dusze. Malarz cieszy się szacunkiem, jego dzieła zamawiane są przez kościelne głowy, chociaż są i tacy, którzy uważają go za bluźniercę. Życie artysty przypadło na okres wojen religijnych i dramatycznych przemian renesansu. Sam artysta jest skromny, wycofany, całkowicie oddany swojej pasji i talentowi. Gdy nad głową mistrza zawisło wielkie niebezpieczeństwo, w sukurs przybywa przyjaciel – alchemik Wenneker oraz jego towarzysz Jan de Vries. W książce mamy do czynienia z dwoma narracjami – jedna to opis aktualnych wydarzeń, druga – pierwszoosobowa – to widzenia Hieronima Boscha, z których odczytujemy wymowę dzieł malarza-wizjonera. Jego zwierzenia, wynurzenia, wizje z piekła rodem, modlitwy wznoszone do świętego Antoniego, urągania nad ludzką naturą napawają niepokojem, ale też fascynują. Autor niezwykle umiejętnie buduje klimat średniowiecza, zgromadził obszerny materiał i z talentem potrafi go wykorzystać, ułożyć w opowieść przyciągającą uwagę czytelnika i wprowadzić go w fascynujący świat wyobraźni wielkiego malarza. Łukasz Gołębiewski dowodzi, że wyobraźnia nie zna granic, tak w malarstwie, jak i w pisarstwie, a malarstwo może być znakomitą pożywką dla dobrej literatury.

20 lipca 2015 o godz. 13:24

Angelic Upstarts w Toruniu

patch_Angelic_Upstarts_Logo

20 lipca w Toruniu wystąpi legenda street punka z South Shields – Angelic Upstarts, twórcy dedykowanego Polsce i wydarzeniom z Gdańska 1980 roku utworu „Solidarity”. Grają od 1977 roku. Obok Angelic Upstarts zagrają Po Prostu (grupa obchodzi w tym roku 30 lecie istnienia) i Baader Meinhof z Torunia. Pub Pamela, godz. 19:00 ul. Legionów 36. Bilety w cenie 40 PLN.

10 lipca 2015 o godz. 20:45

Weseli żebracy

Robert-Burns

Wesołek biedny wyjrzał z kąta, / Gdzie żłopiąc siedział przy kotlarce; / Uwagi śpiew im nie zaprząta, / Tak zatonęli w swej pogwarce; / Gdy łeb zmąciły piwa garnce, / Wstał chwiejnie, śmieszną minę skroił, / Cmoknął ją i przerwali harce, / Potem z powagą kobzę stroił. ~Robert Burns

26 czerwca 2015 o godz. 18:48

Listy o estetycznym wychowaniu człowieka

friedrich_schiller_edited1

„Człowiek bawi się tylko wtedy, kiedy jest w pełnym  tego słowa znaczeniu człowiekiem, i tylko wtedy jest w pełni człowiekiem, gdy się bawi”. ~Friedrich Schiller

26 czerwca 2015 o godz. 11:36

Self-publishing to nowa grafomania?

radio_program2

Wczoraj w Programie 2 Polskiego Radia w audycji Katarzyny Hagmajer-Kwiatek „O wszystkim z kulturą” na temat self publishingu dyskutowali: Łukasz Gołębiewski, Agnieszka Sokołowska (serwis Rozpisani.pl), Kamila Kanafa (Agencja Literacka Macadamia). – Z punktu widzenia czytelnika self-publishing wcale nie jest zjawiskiem korzystnym – mówił Łukasz Gołębiewski, pisarz, wydawca i analityk rynku książki. Gdy nastała epoka Internetu, wydawało się, że wielu z różnych przyczyn niepublikowanych przez wydawnictwa autorów znajdzie spełnienie w sieci. Tymczasem większość piszących wciąż uważa książkę papierową za sposób dotarcia do czytelników. Choć w sensie prawnym każdy może być wydawcą, Łukasz Gołębiewski ocenił, że samodzielne wydawanie własnych utworów odbywa się ze szkodą dla publiczności, a nawet dla wizerunku książki. Agnieszka Sokołowska z serwisu Rozpisani.pl zwracała jednak uwagę, że profesjonalne wydawnictwa nie zawsze odrzucają teksty tylko dlatego, że są dziełami grafomanów. Goście Dwójki zauważyli też, że choć druk książki jest dziś łatwy i tani, to tylko część skomplikowanego procesu, z którym muszą zderzyć się autorzy korzystający z różnych wersji self-publishingu. Całość audycji do odsłuchania na stronie Dwójki.

24 czerwca 2015 o godz. 23:27

W PR 3

trojka pr logo

25 czerwca Łukasz Gołębiewski będzie gościem audycji „Zapraszamy do Trójki” (pasmo 7-9 rano). zapraszamy do słuchania.

24 czerwca 2015 o godz. 11:37

Trzeba ocalić dobre książki

na temat

W „Na Temat” ukazał się artykuł Bartosza Świderskiego pt. „Czy Polacy zapomną o Mickiewiczu albo Dostojewskim? Trzeba ocalić dobre książki!”. Czytamy w nim m.in.: Mimo, że jak podaje Instytut Książki w latach 2006-2012 liczba tytułów wydawanych w Polsce wzrosła z niespełna 20 tys. do 27 tys. rocznie, to jakość tej „literatury” pozostawia dużo do życzenia. Półki w księgarniach uginają się od książek – wyznań celebrytów i innych pozycji z cyklu „lekkie, łatwe i przyjemne”. I nie ma w tym nic złego. Niech każdy czyta, co lubi. O ile czyta oczywiście! Sęk w tym, że z roku na rok wydaje się coraz mniej książek „ambitnych”. (…) – Wartościowe książki, wbrew pozorom, to nie tylko efekt twórczego natchnienia, ale także rzetelnej pracy doświadczonego redaktora i wydawcy. Natchnienie jest niezależne od kondycji materialnej, znajdziemy w sztuce dziesiątki przykładów, gdy autorzy dzieł wybitnych klepali biedę. Ale wartościowa książka, czyli wolna od błędów – językowych i merytorycznych, estetycznie wydana, wyeksponowana na księgarskiej witrynie – potrzebuje odpowiednich nakładów finansowych. Nie oszukujmy się, coraz biedniejszy rynek wydawniczy przygotowywać będzie coraz gorsze książki, gdyż brakuje pieniędzy ma opłacenie dobrego: tłumacza, redaktora czy korektora. Książki ambitne są w tym trudniejszej sytuacji, że sprzedają się w mniejszych nakładach, a wymagają większej uważności wydawcy niż komercyjne bestsellery. Mam nadzieję, że nie dojdzie do sytuacji, w której wartościowa literatura będzie wydawana byle jak, ale trzeba mieć na uwadze, że jest to całkiem realne zagrożenie – mówi Łukasz Gołębiewski, analityk rynku książki i prezes Biblioteki Analiz. Stąd apel #ocalksiążki. Pod takim tytułem realizowana jest kampania nawigująca w stronę benefitów Ustawy o książce. Z tematem można się zapoznać bliżej, a nawet wyrazić swoje poparcie dla sprawy, wchodząc na stronę www.ocalksiazki.com lub też na profil FB. (…) Cały tekst do czytania – tutaj.