12 września 2011 o godz. 18:29

O muzyce, literaturze, festiwalach…

Rozmowa ukazała się w serwisie Przekleci.pl.

Na początek… jak wiadomo (…)„Ludzie nie chcą znać prawdy, chętnie przyjmują kłamstwa, jeśli dają im lepsze samopoczucie”… – to Twoje słowa :) kłamiesz podczas wywiadów? :)

– Podczas wywiadów nigdy, w książkach – zawsze :)

A w tym …przewidujesz pewne manipulacje informacjami? Hahah! ;)Ok. Teraz tak poważniej, chciała bym dowiedzieć się co Cię skłoniło do pisania? To jakaś wewnętrzna pasja, sposób na życie czy może coś jeszcze innego?

– Mam dwie lewe ręce i nic skonstruować nie potrafię, mam też syfiasty głos i nie umiem śpiewać, kiepsko tańczę, w sporcie wyników brak, narysować nie potrafię nawet słonia – pozostało chyba tylko pisanie. Zarabiam w ten sposób na życie odkąd skończyłem liceum, a to było dość dawno… Najpierw jako dziennikarz, a im jestem starszy, tym bardziej leniwy, od kilku lat zatem piszę powieści – jedną na rok. Nie jest to zbytnio wyczerpujące, a daje dostatecznie dużo radości, a i okazji do kłamstw niemało.

„Xenna” – imię jakie „dostaje” główna bohaterka jest zwykłym odnośnikiem do kapeli punkowej czy ma może jeszcze jakieś inne ukryte dno?

– Imię nadałem jej na cześć legendy mojej młodości, zespołu TZN Xenna, który ostatnio reaktywował się i dał koncert w Strękowej Górze. W powieści to jest tak, że ona i on poznają się na punk rockowym koncercie zespołu Deuter, potem spotykają się znów i idą ze sobą do łóżka, w tle leci koncert z kasety wideo (bo to dawne czasy) TZN Xenna, następnego ranka na kacu ona kojarzy mu się przede wszystkim z tą muzyką… Czy w prawdziwym życiu, nie w powieści, rzadko się coś takiego przytrafia? Jest Xenna, gdyby słuchali innej muzyki mogłaby być Behemotem.

„Często mówimy, że nie chcemy do czegoś wracać, ale sprawa żyje w nas i za nic nie chce się wykorzenić z mózgu” kiedy się czyta Xennę ma się wrażenie, że ta historia od pierwszej do ostatniej strony jest realna, prawdziwa czy spotkałeś w swym życiu kobitę, która jak Xennę nie szło wykorzenić z mózgu? (odpowiedź na to pytanie z pewnością będą chciały poznać czytelniczki:P)

– Oczywiście, i to chyba kilka razy, pierwszy raz gdy miałem dwanaście lat i pierwszy raz się zakochałem. Potem jeszcze kilka razy spotykałem kobiety, o których do dziś nie umiem zapomnieć. I wcale nie chcę, bo pamięć idealizuje przeszłość i dziś dawne uczucia mają swoje ciepłe miejsce w albumie wspomnień.

Opisywany przez Ciebie świat jest lekko patologiczny, przepełniony nałogami, obrośnięty brudem kłamstw, nie boisz się, że młodzi czytelnicy po przeczytaniu Twego dzieła przewrotnie zapragną takiego życia?

– Może tak być, ale ani nie jestem pedagogiem, ani nigdy nie miałem takich ambicji. Przeciwnie, nigdy nie lubiłem jak mi mówiono, co mam robić, jak żyć. Niech każdy idzie własną drogą, jeżeli inspiracją będzie dla jakiejś dziewczyny los Xenny, to ja jej nie zazdroszczę, ale też jej nie potępię. Natomiast powiem szczerze – nie lubię bohatera tej powieści bo jest bufonem i zapatrzonym w siebie dupkiem, a bohaterka jest nieznośnie irytująca.

W pewnym wywiadzie powiedziałeś, że kradniesz ludziom życiorysy, a czy pisząc nie jest kapkę tak, że dajesz sporą część siebie, sprzedając swe wnętrze?

– Jasne, jest i tak i tak. Dajesz coś z siebie, często coś, czego na co dzień w sobie nie dostrzegasz, do czego docierasz podczas pisania i to jest być może w tej pracy najciekawsze. Taki intymny kontakt z samym sobą, coś w rodzaju rachunku sumienia, ale i przewietrzenia wspomnień. Ale oczywiście są i rzeczy podpatrzone, podsłuchane, pisarz musi mieć długie uszy jak agent KGB i wzrok jak Wilhelm Tell.

W każdej z Twoich książek są epizody autobiograficzne?

– W każdej.

Wielu czytelników uważa, że pisana przez Ciebie literatura pozwala zmienić życie, być może chodzi o np. zmiany w postrzeganiu pewnych problemów, jak Ty do tego podchodzisz? Śmieszy Cie to, a może Ci takie opinie po prostu schlebiają?

– Podchodzę do tego z dystansem, inaczej się nie da. Ja nie piszę po to, by zmieniać czyjeś życie, ani mi to w głowie, ale – masz rację – może tak być. Jeżeli usiądę i zastanowię się nad samym sobą, to przecież będę musiał przyznać, że wiele książek mnie zmieniło. Części z tych książek dziś nawet nie lubię, nie cenię, ale mnie zmieniły. Dzięki powieściom „Nocny kowboj” i „Grek Zorba” nabrałem odwagi w relacjach z kobietami, a czytałem je gdy miałem 14-15 lat. Dzięki książkom Vonneguta i Grassa kształtowała się moja wrażliwość społeczna, choć są to bardzo różni pisarze. Nabokov i Henry Miller kształtowali moją wrażliwość estetyczną, u Rotha uczyłem się brutalności, u Jeanette Winterson – delikatności. Ale książki to nie wszystko, bo chyba i tak najbardziej ukształtowała mnie – jako nastolatka, a później dorosłego mężczyznę – muzyka punk i towarzyszący jej bunt, który pozostanie we mnie chyba na zawsze. Tego buntu nie mogłem wyczytać z książek, choć jest on i u Grassa, i u Vonneguta, i w wielu innych lekturach mojej młodości.

Patrząc na prowadzony przez Ciebie leksykon alkoholi, Twoje podróże, którym towarzyszą punkowe festiwale nie można wręcz nie odnieś wrażenia, że główny bohater Xenny posiada pewne Twoje cechy, że lubi podobne rzeczy, jesteś w stanie wyobrazić sobie aby Twoje życie było pozbawione tego (nazwijmy to) punkowego szaleństwa?

– Pięć lat temu odpowiedziałbym, że nie, nie jestem w stanie sobie wyobrazić. Teraz, kiedy mam 40 lat jestem sobie w stanie wyobrazić nawet to, że na emeryturze spędzam dni w fotelu popijając koniak. Pięć lat temu nie lubiłem ani fotela, ani koniaku, teraz nęci mnie jedno i drugie. Naturalną koleją rzeczy jest, że z wiekiem bunt się ustatkowuje – bo sił już brak, bo kace są straszne, bo dopadają lęki… Ale dokąd starczy sił… :) A potem mam nadzieję, że nadal będę sobą, choćby i bunt mój był bardziej udomowiony.

Jeden z ostatnich festiwali na jakim byłeś to rock na bagnie jak było? Klimat nadal tak samo gorący jak przed laty?

– Akurat było bardzo zimno – deszcz i lodowaty wiatr. Na scenie – Xenna, Moskwa, Rejestracja, Profanacja – zespoły, które pamiętam sprzed wielu lat. To był bardzo udany festiwal, ale – odpowiadając na pytanie – na pewno z wiekiem tego typu imprezy odbieramy inaczej, niż gdy mieliśmy lat naście. Byłem pierwszy raz w Jarocinie w 1984 roku, potem w 1985… Nigdy nie zapomnę tamtych chwil – nie dlatego, że było lepiej niż teraz, dlatego, że ja byłem lepszy (młodszy).

Skąd się wzięła Twoja fascynacja (jeśli tak to mogę nazwać) Punkiem? Wiem, że to pytanie możesz uznać za durne i z gatunku pytań „dlaczego lubisz zupę pomidorową?” gdzie można odpowiedzieć po prostu „bo lubię i tyle”, ale pytam bo zastanawiam się skąd się wzięło w ogóle Twoje upodobanie do tego stylu muzycznego, chyba jednak z czegoś to wynika, mam racje?

– Z potrzeby buntu. „Ktoś komu wszystko jest obojętne, ktoś kto na to wszystko sra, ktoś komu wszystko wisi, ktoś właśnie taki jak ja”… To TZN Xenna. Kiedy usłyszałem tą piosenkę bodaj w 1982 roku, pomyślałem – to o mnie, ja jestem taki. I nawet jeżeli taki nie do końca byłem, to chciałem być. Potem zrozumiałem, że tak się nie da żyć, ale też zrozumiałem, że przesłanie punk rocka jest głębsze – żyj po swojemu, nie rezygnuj ze swojego ja, ze swoich wartości i poglądów, nie musisz się dostosowywać do innych, możesz funkcjonować wśród ludzi, pozostając jednostką, nie masą. A to wcale nie było takie oczywiste, chyba nadal nie jest – wiele osób ma potrzebę unifikacji z tłumem, ja świadomie wybrałem alienację.

Punkowe teksty w prowokacyjny sposób poruszają takie tematy jak seksualność, miłość, problemy młodych – właściwie wszystko to można odnaleźć w Twoich książkach (zwłaszcza w Xennie) więc chyba nie przesadzę jeśli powiem że piszesz w „punkowym stylu”?

– Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie… Staram się odnaleźć własny styl. Myślę, że w moich książkach jednak więcej jest literatury – przez ponad dekadę byłem krytykiem literackim w „Rzeczpospolitej” – niż punk rocka. Stylistycznie na pewno bardziej mi imponuje Nabokov niż teksty punkowych piosenek.

„To ciekawe, jak szybko i łatwo akceptujemy kurewstwo i zdradę. Oczywiście, jeśli chcemy akceptować. Oczywiście, jeśli już się nauczyliśmy dawać dupy” – to cytat z Xenny, nie najbardziej ostry czy pikantny, ale pokazujący pewną jasność, pewien konkret Twojego pisarstwa, piszesz otwarcie i właściwie z wieloma tego typu stwierdzeniami młodzi się zgadzają choć nie przyznają się do tego zbyt często, powiedz uważasz się za pisarza kontrowersyjnego?

– Od dawna nie zastanawiam się nad tym, kiedy piszę. Krygowałem się trochę pisząc „Xennę”, było trochę autocenzury – przyznaję. Potem już nie, w kolejnych powieściach nie myślałem o tym, czy nie posunąłem się za daleko – w obsceniczności, w brutalności, w radykalizacji sformułowań. Nie chcę być „politycznie poprawny”, nie muszę być powszechnie akceptowany. Bardzo lubię moich czytelników (czytelniczki) a dla nich raczej nie jestem kontrowersyjny (no, może poza sformułowaniem, że „liczba orgazmów jest u kobiety wprost proporcjonalna do ilorazu inteligencji” – tego wiele czytelniczek nie może mi wybaczyć, a za każdym razem gdy słucham pretensji na temat „męskiego szowinizmu” z pewną podejrzliwością myślę o umiejętności czerpania radości z seksu mojej interlokutorki). Może masz rację, czasami jestem kontrowersyjny nawet dla ludzi, z którymi „mi po drodze”. Wcale mnie to nie cieszy. Nie chcę być kontrowersyjny. Jak każdy człowiek chcę być lubiany. Ale nie ma tak dobrze, żeby wszyscy nas lubili – świadomość tego przychodzi wraz z dojrzewaniem, kiedy przestajemy już przykładać tak wielką wagę do tego, czy jesteśmy powszechnie podziwiani. Tylko dziecko chce powszechnej akceptacji. Potem bez wielkiego żalu godzimy się z tym, że na świecie jest wiele racji, wiele gustów, wiele różnych postaw i poglądów. Próbować dogodzić każdemu, to by znaczyło zatracić siebie – być jak postać z piosenki Profanacji „Dobre czasy dla kameleonów”.

Wiele recenzji odnoszących się do pisanej przez Ciebie literatury podkreśla pewną nowoczesność i świeżość jaką dajesz na naszym Polskim rynku literackim z kogo czerpiesz wzorce, kto Cię inspiruje?

– Nabokov jest moim niedoścignionym mistrzem. Krytycy słusznie zwracają uwagę, że moja proza bliska jest książkom Charlesa Bukowskiego, ale nie jest to żaden wzór do naśladowania, z brudnej literatury wolę już Rotha i Millera. Bardzo cenię Jose Saramago za jego polifoniczność, ale też: Styrona za dosadność, Llosę za umiejętność operowania językiem, Grassa za jego poetyckość, Marqueza za umiejętność przedstawiania uczuć. Jest też trochę książek, które zrobiły na mnie naprawdę duże wrażenie, to m.in.: „Auto da Fe” Canettiego, „Homo Faber” Frischa, „Góra duszy” Xingijana, „Pogarda” Moravii, „Nieznośna lekkość bytu” Kundery, „Kronika ptaka nakręcacza” Murakamiego… Z polskich książek – „Nienasycenie” Witkacego jest chyba tą najważniejszą. Bardzo lubię „Wniebowstąpienie” Konwickiego. Z książek wydanych w ostatnich latach to największe wrażenie zrobiły na mnie: „Heban” Kapuścińskiego, „Warunek” Rylskiego, a z nowości roku ubiegłego – „Good night Dżerzi” Głowackiego. To tyle z beletrystyki, mógłbym zresztą wymieniać więcej, ale zanudziłbym czytelnika. Z książek poważniejszych na pewno ważne są dla mnie takie nazwiska jak: Kołakowski, Fromm, Popper, Arendt, Horney oraz autorzy zajmujący się analizą mediów: McLuhan, Lessig, Anderson, Jenkins.

Na zakończenie … z jakim literackim problemem, tematem chciałbyś się zmierzyć?

– Napisałem teraz powieść historyczna – 1521 rok, oblężenie Tenochtitlanu, stolicy imperium Azteków. Narracja trzecioosobowa, brak głównego bohatera – jest nim miasto. Nie jestem z tego zadowolony, będę jeszcze pracował nad tekstem, chce wydać powieść na początku przyszłego roku. To coś zupełnie innego, niż moje dotychczasowe powieści i jestem pełen obaw, jak książka zostanie przyjęta… Na razie nie bardzo wiem, jak sam mam ją przyjąć.

 Dziękuję za wywiad!

2 komentarzy dla “O muzyce, literaturze, festiwalach…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

18 listopada 2020 o godz. 22:57

Byle do przodu

embed-only-nations-league-2018

Przegraliśmy 1:2 ostatni mecz w Lidze Narodów. Dobrze zaczęliśmy, agresywnie, już w piątek minucie Kamil Jóźwiak strzelił gola, którego ładnie sobie wypracował, mijając holenderskich obrońców. Potem mecz przypominał grę w piłkarzyki, czyli piłka latała od jednej strony boiska, do drugiej. Dużo sił tracili piłkarze obydwu drużyn, mogło się to podobać, ale też więcej w tym było błędów obrony, niż finezji. Holendrzy grali w myśl prostej strategii – byle do przodu, Polacy nastawili się na kontry, więc sytuacji pod obydwoma bramkami nie brakowało, ale wykończenia akcji były jakieś nonszalanckie, równie nieudane, jak gra obrońców. Oczywiście, w porównaniu do meczu z Włochami Polska wyglądała dużo lepiej, ale mam wrażenie, że przynajmniej w 50% dlatego, że Holendrzy na wiele pozwalali, ich obrońcy byli wciąż spóźnieni, podobnie jak u nas spóźniał się do akcji z przodu Lewandowski. W przerwie Lewandowskiego zastąpił Piątek, któremu bardziej się chciało grać w piłkę, ale nie dostawał zbyt wielu podań, a nie jest to zawodnik, który sam potrafi wypracować akcję. W drugiej połowie Holandia grała swoje, czyli do przodu, co w końcu przyniosło najpierw wyrównanie z rzutu karnego w 77. minucie, potem wygraną po bramce Wijnalduma w 84. minucie. Po stracie tej bramki polscy piłkarze już nawet nie mieli ambicji na remis. Przegrali mecz, który z powodzeniem można było zakończyć remisem, wystarczyło chcieć grać do końca, ale tych chęci zabrakło. Patrząc na drużynę Polską jako całość i porównując dwa ostatnie mecze, wydaje się, że z reprezentacją na dobre powinien rozstać się Linetty, który więcej szkodzi niż pomaga. Wciąż niemrawy jest Zieliński, natomiast Jóźwiak i Płacheta wnieśli dużo siły, prędkości i energetyki do gry. W pechowym momencie wszedł Grosicki, po jego wprowadzeniu straciliśmy oba gole, ale to jest piłkarz, który ma pomysł na grę i pracuje na całym boisku, jak kiedyś Kuba Błaszczykowski, czy Lewandowski, jeśli akurat nie strzela focha. Dwie porażki w ciągu trzech dni obnażyły prawdę o potędze polskiej reprezentacji. O Mistrzostwach Europy na razie nie ma co myśleć, bo przed nami jeszcze jesień, zima i wiosna, covid na pewno zbierze żniwa.

15 listopada 2020 o godz. 23:06

Różne szybkości myślenia

embed-only-nations-league-2018

„Potrafili nas zaskoczyć szybkością swojego myślenia”, komentator dobrze podsumował pierwszą połowę meczu Włochy-Polska w Lidze Narodów. Włosi nas zdominowali w sposób absolutny, do tego stopnia, że graliśmy do tyłu, zupełnie bezradni w środku pola, oddając wiele miejsca przy atakach rywala. Włosi do przodu, szybko, kombinacyjnie, z pomysłem na grę. W 21. minucie sędzia nie uznał bramki Insigne, ale widać było, że bramka wcześniej czy później musi wpaść. W 27. minucie wyraźnie już zmęczony Krychowiak dosłownie położył się na Belottim w polu karnym. Nie wiadomo po co, spreparował rzut karny i po strzale Jorginho przegrywamy 0:1. Bynajmniej zdobyta bramka nie spowolniła gry Włochów. Dalej robili swoje, niemiłosiernie ośmieszając naszych pomocników, konstruując piękne koronkowe akcje, jak ta z 41. minuty zakończona strzałem Bernardeschiego. Polacy nie tylko ruszali się jak muchy w smole, ale też wyraźnie ociężale reagowali na tak choćby oczywiste sytuacje, jak wyrzut piłki z autu w okolicy pola karnego. Głupi faul Krychowiaka był dobrym obrazkiem tego spóźnionego myślenia, ale niestety nie jedynym. Przykry widok. Druga połowa zaczęła się dużo lepiej. Trzy zmiany: za Modera Góralski, za Jóźwiak Grosicki i za Szymańskiego Zieliński. Grosicki od razu wniósł dynamikę i logikę, zaczęło to wyglądać dużo lepiej w środku pola, już nie było tej żenującej gry do tyłu. Góralski wyszedł jednak z postanowieniem, że da upust chuligańskim nawykom, już za pierwszy faul powinien był dostać czerwoną kartkę, dostał za drugi, osłabiając drużynę. Dopiero w 74. minucie z boiska zszedł Linetty, który chyba popełniał najwięcej błędów i sprawiał wrażenie przerażonego grą. Tyle, że Milik, który w ogóle nie gra w piłkę od dawna, nie wniósł żadnej dodatkowej jakości. W 83. minucie fenomenalne podanie Insigne do Berardiego i powinno być 2:0. Świetny mecz zagrał Insigne. Dwubramkowa porażka to łagodny wymiar kary za stateczną grę w pierwszej połowie, za chamskie faule Góralskiego, za bezmyślne zagrania w obronie, za to, że nie stworzyliśmy żadnej groźnej sytuacji pod włoską bramką. Żeby jednak oddać sprawiedliwość, trzeba podkreślić, że Włosi zagrali świetny mecz. Pewnie inny skład wyjściowy naszej drużyny dałby więcej emocji kibicom, ale nie koniecznie przełożyłby się na lepszy wynik. Włochów trudno było dzisiaj zatrzymać.

31 października 2020 o godz. 15:41

Political fiction

4270494099_de86a7a38b_b

Pobawię się w prognozę na najbliższe dni. Kaczyński zostaje pozostawiony przez Zjednoczoną Prawicę, usunięty z PiS i rządu, odchodzi w niesławie, a najgłośniej zrzucają na niego winę Ci, którzy najgorliwiej mu usługiwali. Prezydent kreuje się na męża opatrznościowego i próbuje wokół siebie przebudować obóz władzy. Następuje rozłam w Zjednoczonej Prawicy i premier Morawiecki składa dymisję. Misję utworzenia rządu „Zgody Narodowej” otrzymuje Jarosław Gowin, który zaprasza do współpracy opozycję, oferując najtrudniejsze w obecnej chwili resorty – zdrowia, rolnictwa, może szkolnictwa. Opozycja dostaje też RPO dla załagodzenia sytuacji w kraju. Z jakichś powodów okazuje się, że Julia Przyłębska została nieprawidłowo wybrana i następują zmiany w Trybunale Konstytucyjnym, kwestia aborcji zostaje zupełnie odsunięta do czasu wybrania nowego składu sędziów, a de facto ad acta. Sejm powołuje komisję śledczą do rozliczenia Ziobry i jego ludzi, Sasina i Szumowskiego. Panowie stają się kozłami ofiarnymi swoich niedawnych kolegów, ale nikt nie roni za nimi łez, jak nie ronił za Banasiem. Szybko zasądzone zostają dla byłych ministrów kary więzienia, ale prezydent stosuje prawo łaski, tłumacząc, że działali pod presją pandemii.  Telewizja Polska, której władze w panice próbują ustalić, gdzie aktualnie znajduje się koryto, na wszelki wypadek emituje niemal wyłącznie filmy z dawnych lat. W rządzie „Zgody Narodowej” trwają kłótnie o stanowiska. W tym czasie dzienna liczba zarażonych Covid przekracza 50 tys. Do końca 2020 roku liczba ofiar Covid w Polsce przekracza liczbę ofiar II wojny światowej, gospodarka jest w ruinie, skasowane są wszystkie programy socjalne, brakuje lekarzy, miejsc w szpitalach i w kostnicach, ale Polska jest pierwszym na świecie krajem, gdzie została osiągnięta odporność populacyjna na wirusa. W 2021 rok wkraczamy z hasłami odbudowy biologicznej narodu, a stery władzy, w wyniku zamachu stanu, przejmują ugrupowania skrajnie nacjonalistyczne. Polska zostaje usunięta z Unii, większość państw nakłada na nasz kraj sankcje. Pomocną dłoń wyciągają jedynie Łukaszenko z Putinem, którzy z aprobatą przyglądają się procesowi przemian w kraju nad Wisłą. Wszystkiego dobrego!

29 października 2020 o godz. 22:57

Nowy numer „Aqua Vitae”

cover_5-35

Ukazał się nowy numer (5/2020) magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. W numerze m.in.: * Polska premiera Angostura Cocoa * Dictador z beczek po tokaju * Trendy na rynku taniej wódki * Definicje alkoholi w UE * Rozmowa – Marek Sypek, prezes Stock Polska * Japońskie skarby whisky * Kilchoman od kuchni * Dym z Wyspy Mull * Premiera Glenmorangie 1996 * Historia marki Haberfeld * Gin z beczek po kalwadosie * Głóg na brandy * a także: liczne recenzje alkoholi, nowości z branży, recenzje książek o alkoholach, relacje z degustacji. Zapraszamy do lektury.

14 października 2020 o godz. 23:26

Brzęczek Litościwy

embed-only-nations-league-2018

Mecz Polska-Bośnia we Wrocławiu, ładny wynik, 3:0, a mimo to jestem zły na Brzęczka, bo skradł widowisko. Bośniacy wprawdzie wyszli na boisko bez kompleksów, ale szybko zostali skarceni, w piętnastej minucie czerwona kartka i powietrze z nich uszło. Polacy mogli w pierwszej połowie strzelić co najmniej cztery bramki, skończyło się na dwóch. Zmarnowana stuprocentowa sytuacja Lewandowskiego w 22. minucie, ale co się odwlecze… W 40. minucie Lewandowski huknął z kilku metrów i bramkarz Bośniaków nie miał nic do powiedzenia. Tuż przed przerwą na 2:0 podwyższył grający być może swój najlepszy mecz w kadrze Karol Linetty. Zapowiadała się ostra kanonada w drugiej połowie i bardzo wysoka wygrana Polaków. Lewandowski podwyższył na 3:0, świetną okazję miał Grosicki… Wszystko wyglądało znakomicie, piłkarze się roztańczyli, i wtedy Jerzy Brzęczyk Litościwy postanowił zepsuć święto, oszczędzić Bośniaków i nogi swoich najlepszych graczy, czyniąc ostatnie 35 minut śmiertelnie nudnym widowiskiem. Nie wiem, czy zmiennikom brakowało ambicji? Po zejściu z boiska Lewandowskiego i Grosickiego można było odnieść wrażenie, że dalej gramy w dziewiątkę. Bez pomysłu na jakikolwiek atak, na utrzymanie wyniku, który był dobry, ale – na Boga – trzeba szanować czas kibiców, jeśli ktoś w dzisiejszych czasach poświęca 90 minut uwagi, to wypada przynajmniej próbować coś zaoferować w zamian. Nowe przepisy, które dopuszczają pięć zmian w meczu nie sprawdzają się, trenerzy za szybko, za często dokonują zmian, kosztem widowiska. Bośniacy mogą Brzęczkowi podziękować, litościwie oszczędził im kompromitacji.

13 października 2020 o godz. 22:55

Dla kogo zero tolerancji?

Pseudorolnicy straszą, ze zablokują wszystkie drogi. Jak nasi politycy są tacy mocni, żeby karać za brak maseczek i gadać o swoim „zero tolerancji”, to dlaczego nie potrafią sobie poradzić z rozwydrzoną hołotą, która udaje rolników? Tu nagle są tolerancyjni? Mandaty za blokowanie ulic, a jak nie poskutkuje, to rozpędzić. I dlaczego prokuratura jeszcze nie zajęła się powiązaniami pomiędzy politykami a tzw. branżą futerkową? Kto dawał i brał łapówki, niech idzie siedzieć. Ani grosza z moich podatków dla oprawców zwierząt!

11 października 2020 o godz. 22:57

Dobry mecz

embed-only-nations-league-2018

Po zwycięstwie 5:1 nad Finlandią nie komentowałem. Bo nie wiedziałem, czy to przypadek, czy to zła dyspozycja rywala… Mecz z Włochami rozbudził jednak we mnie optymistyczny entuzjazm. Graliśmy jak równy z równym, choć Włosi ewidentnie kilka dobrych sytuacji sknocili. Kolejny świetny mecz Modera, bez kompleksów, ofensywnie, z pomysłem. Bereszyński, Kędziora, Glik byli mocnymi punktami w strefie defensywnej. Świetna akcja w 89. minucie i szkoda, że Linetty nie trafił. Dlaczego Grosicki wszedł pod koniec meczu? Jak wszedł, to dodał energii. Dlaczego został zdjęty Lewandowski? Nie był to jego najlepszy mecz, ale taki zawodnik powinien grać do końca, bo nigdy nie wiadomo, kiedy trafi do niego akurat TA piłka. Może jednak jakaś kontuzja. Mecz dobry, wynik dobry i sprawiedliwy. Jak tak ma być dalej, to ja poproszę. Koronawirus ewidentnie pomógł Brzęczkowi

6 października 2020 o godz. 23:00

Język dyktatury

intolerance

Ministerstwo zdrowia znów zapowiada zamordyzm. Mandaty za brak maseczek, nazwali to „polityka zero tolerancji”. Co to jest za język? Język dyktatury. Zero tolerancji, bo nasi politycy nie wiedzą, co to tolerancja. Moją obywatelską postawą od dzisiaj będzie zero tolerancji dla władzy. Po kompromitacjach Szumowskiego i kłamstwach Morawieckiego, że koronawirus już nie groźny, powinni sypać popiół na tępe głowy, a nie straszyć ludzi swoim brakiem tolerancji.

4 października 2020 o godz. 19:51

„Magazyn Literacki Książki” o „Sztuce degustacji”

mwerty

W numerze 9/2020 miesięcznika „Magazyn Literacki Książki” redaktor czasopisma, Ewa Tenderenda-Ożóg, pisze o książce „Sztuka degustacji”: Mokry żwir, mech, trawa, cukierek maślany, popcorn, gliniana doniczka, pudełko po cygarach, tłuszcz z bekonu, bryza morska – aż trudno uwierzyć, że takich aromatów można doszukać się w winach. Książka Łukasza Gołębiewskiego nie jest przewodnikiem po aromatach, to raczej rodzaj podszeptu, podsunięcia, że świat alkoholi jest bardzo bogaty i złożony, pełen smaków, wymaga jednak nieco uwagi. Prowadząc przez lata degustacje i wydarzenia związane z alkoholem, autor doskonale wie, o czym pisze. Dlatego wychodząc naprzeciw oczekiwaniom osób chcących dowiedzieć się więcej czy też usystematyzować swoją wiedzę, bądź tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę ze sztuką degustacji, stworzył ten nawigator. To klarowna, bezpośrednia w przekazie książka, pełna ilustracji i grafik, opracowana graficznie w bardzo klasycznym stylu, zawierająca podstawowe informacje na temat tego, czym jest alkohol, jak powstaje, jakie są rodzaje win i mocnych alkoholi, wreszcie w jaki sposób je degustować. „Sztuka degustacji” jak aperitif – pobudza apetyt na więcej. Więcej wiedzy.

24 września 2020 o godz. 22:16

„Mocne alkohole w Polsce 2020”

Mocne Alkohole w Polsce 2020

23 września drukarnia Print Group ze Szczecina dostarczyła nam jeszcze pachnące farbą drukarską egzemplarze trzeciego wydania publikacji „Mocne alkohole w Polsce”. Ponad pół tony papieru, ponad 300 stron druku – wszyscy producenci, większość importerów – łącznie ponad sto firm, a także biogramy ludzi z branży. Już można zamawiać.

escort bayan trabzon escort bayan yalova escort bayan edirne escort bayan manisa bursa görükle escort