15 września 2013 o godz. 22:24

O „Krzyku Kwezala” w „Sekretach Literatury”

Bartłomiej Grabowski na swoim blogu "Sekrety Literatury" obszernie recenzuje powieść "Krzyk Kwezala".

Krzyk Kwezala autorstwa Łukasza Gołębiewskiego to piękna opowieść o miłości i wojnie osadzona w pierwszej połowie XVI wieku. Gatunek należy do jednego z moich ulubionych dlatego z wielką ciekawością śledziłem losy bohaterów. Utworowi towarzyszy trzecioosobowy narrator, książka podzielona jest jakby na dwa oddzielne opowiadania, z jednej strony przyglądamy się losom hiszpańskich konkwistadorów, a z drugiej codziennemu życiu Azteków.
„Wojny są po to, by nakarmić bogów, to odwieczny porządek rzeczy…”
Bohaterów powieści jest wielu, jednak do najważniejszych należą Hernan Cortez, hiszpański kapitan i konkwistador Karola V, oraz Cuauhtemoc wódz Azteków, następca zamordowanego Montezumy II.
Cortez i jego armia złożona zarówno z Hiszpanów jak i sojuszników z kilku plemion ameryki południowej oblegają Tenochtitlan najbogatsze i największe miasto prawdopodobnie na całym ówczesnym świecie. Celem ekspedycji jest zdobycie bogactw tej pięknej metropolii. Kapitan jest przedstawiony jako typowy żołnierz, który zna się na swoim fachu, wprowadza surową dyscyplinę i wpaja żołnierzom reguły, dzięki którym zachodzą tak daleko, bo pod samą stolicę Azteckigo Imperium. Jak każdy człowiek także i on ma pewne słabości. Jedną z nich jest młoda Indianka, w której się zakochuje i która jest jakby jego odskocznią od fanatycznej i bardzo krwawej wojny. Owładnięci żądzą zdobycia wielkiego bogactwa, a także zemstą na krzywdach jakich wielu z byłych sojuszników ucierpiało z rąk Azteków, przekraczają granice stolicy i niszczą dom po domu, świątynie po świątyni, zabijając oraz paląc, jednym zdaniem mówiąc niszczą wszystko co staje Im na drodze.
Cuauhtemoc jest młodym wojownikiem ale wie, że aby przetrwać Aztekowie muszą walczyć, a on sam wspierany przez rady kapłanów oraz samego Sowę Kwezala, doskonałego „inżyniera”, wojownika oraz znawcę wojennej sztuki, nie będą łatwą zdobyczą dla najeźdźców, których wielu ma za bogów. On również jest zakochany w pięknej kobiecie i podobnie jak Cortez u niej szuka odpoczynku i wsparcia od codziennej walki.
„Pozwól mi iść, pozwól mi zginąć
Moje serce jest drogocennym, zielonym kamieniem
Moje serce odpocznie
Wódz się zahartował, pan wojny się narodził”.
Wojna ciągnie się tygodniami. Codziennie giną setki wojowników. Nie tylko w czasie walki ale również na ołtarzach ofiarnych, gdzie Aztekowie składają ich w ofierze bogom licząc na Ich przychylność. Hiszpanom natomiast przed walką towarzyszą codzienne msze święte. Gdy już duch walki osłabł w drużynie kapitana Corteza i niemalże nie ma żołnierza, który by nie odniósł rany podczas codziennych atakach, błyskotliwa strategia dowódcy oraz jego upór wreszcie przełamują ciężką obronę i w końcu wdzierają się do upragnionego miasta.
Utwór jest pełny dramatyzmu, który towarzyszy obu stronom walczących, wiele w nim bólu, a sceny codziennych potyczek, poucinane kończyny, wydłubane oczy, obdzierane ciała ze skóry i temu podobne opisy sprawiają, że jest raczej dla czytelników o mocnych nerwach. Oczywiście przeplatają się gdzie nie gdzie wątki miłosne, czy raczej erotyczne ale prawdę mówiąc nieco wybijają z rytmu i miejscami można się było pogubić. Przepięknie opowiedziana historia, wprowadza nas w ten niesamowity świat pełnej magii i mitologicznych stworów żyjących wśród innych stworzeń fauny południowo amerykańskiej ziemi. Przykładem jest Chupacabra, stworzenie, które ma miejsce i dziś w niektórych bajkach mieszkańców Meksyku i nie tylko. Kapłani często wprowadzali się stan „czilałtu”, opis tej fazy również znajdziemy w książce, niestety te wątki strasznie mnie irytowały, sprawiały że trochę się gubiłem w akcji. Rozumiem jednak, że jest to część wierzeń Azteckich i celem autora było przedstawienie nam i tego typu zachowań.
Największe plusy powieści, to bardzo solidnie nakreślony świat, architektura, ogrody, sposób walki, rodzaj zastosowanej broni, religia. Te wszystkie czynniki sprawiają, że nie sposób się oderwać od książki – żona prawie kijem mnie od niej odciągała. Wraz z upadkiem Tenochtitlanu straciliśmy część naszego dobytku kulturalnego, była to nie tylko klęska Azteków ale również całej ludzkości. Biblioteki pełne poezji, nauki o astronomii, powieści i mitologii przepadły, a wiedza zgłębiana od pokoleń zginęła bezpowrotnie. Książkę tę polecam każdemu, kto interesuje się schyłkiem średniowiecznej historii, losami Indian, kolonizacją ale także fanom gatunku. Nie jest to jednak lektura dla każdego ze względu na bardzo krwawo opowiedzianą historię.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

26 maja 2018 o godz. 20:21

Kartka z podróży – wizyta w Nela Drinks

Nela Drinks5

Kilka kilometrów od Czeskiego Cieszyna, we wsi Dolní Žukov, przy wąskiej wiejskiej drodze na wzgórzu jest destylarnia Nela Drinks. Już po przekroczeniu granicy w Cieszynie widać przy drodze ich reklamy. Rodzinna firma powstała w 2000 roku, początkowo jako mała gorzelnia – zaczynali od śliwowicy, potem zaczęli destylować gruszki, następnie także zestawiać ziołowe likiery. W 2017 roku uruchomili gorzelnię usługową dla okolicznych sadowników, którym destylują ich owoce. Na miejscu odbywa się fermentacja, a potem destylacja w niewielkim aparacie kubłowo-kolumnowym czeskiej produkcji. Ich własna oferta jest bardzo szeroka – od śliwowicy o mocy 50%, przez wódki, po typowe dla czeskiego rynku alkohole, jak rum z buraków cukrowych, czyli tuzemak, zielony likier miętowy, jałowcową borovičkę, sznapsy gruszkowe, śliwkowe, morelowe, brandy, likiery ziołowe i inne, w większości bardzo niskiej jakości. Ich marki to m.in. Ferdinand i Beskydská. Na miejscu w destylarni można kupić pełną ofertę ich alkoholi.

24 maja 2018 o godz. 13:36

Kartka z Podróży – St. Ambrosius

St Ambrosius-004

We wsi Nýdek, niedaleko Wisły, przy granicy polsko-czeskiej (ale po czeskiej stronie) działa mały producent miodowych likierów, pan David Czyż. Ten region nazywany jest Górolsko Swoboda, obejmuje fragment Beskidu na pograniczu Polski, Czech i Słowacji. Jak całe Beskidy, od wieków region znany jest z miodowych wódek, znanych jako: miodula, miodonka, medonka.

24 maja 2018 o godz. 12:53

Akademia Brandy – odcinek 3

W dzisiejszym odcinku Akademii Brandy z Pliską zapraszamy na opowieść Łukasza Gołębiewskiego, redaktora naczelnego magazynu „Aqua Vitae” o tym, co oznaczają symbole XO, VS, VSOP na koniakach i brandy oraz gwiazdki na Metaxie. Czy zawsze używane są do określenia wieku? Zapraszamy.

18 maja 2018 o godz. 21:29

Kolejny odcinek w Koktajle.tv

Zapraszamy na drugi odcinek z serii Akademia Brandy Pliska z Koktajl.TV. Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny magazynu o alkoholach „Aqua Vitae” opowie jak powinno się pić i podawać koniak, dlaczego w takim kieliszku oraz czy powinno się go podgrzewać. Zapraszamy!

18 maja 2018 o godz. 13:04

Przyjaciel książki

frend2-001

Jak ktoś w dzieciństwie zaprzyjaźni się z książką, to mu tak na resztę życia zostaje.

15 maja 2018 o godz. 12:46

Mocne alkohole w Polsce 2018

OkladkaRMA

Książka „Mocne alkohole w Polsce 2018” to pozycja pionierska, bo choć mieliśmy na rynku różne publikacje w podobnym tonie, czy to własne wydawnictwa ówczesnych Polmosów czy „Almanach wódek polskich”, wszystkie one były kroplą w morzu potrzeb. Co więcej, ograniczały się do swojego „poletka”.

15 maja 2018 o godz. 08:15

Kartka z podróży – Spacerem po Treviso

_DSC6498

Z Włoch wracałem z lotniska Treviso, a że miałem jeszcze kilka godzin do odlotu, więc postanowiłem zrobić spacer po mieście. Przecina je rzeka Sile, wzdłuż jej lewego brzegu ciągną się fragmenty murów starego miasta, w które wbija się systemem fos i kanałów. Tu gdzieś zostawiłem samochód (znalezienie wolnego miejsca do parkowania zajmuje sporo czasu) i ruszyłem w labirynt uliczek.

14 maja 2018 o godz. 08:43

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Castagner

Castagner-010

W małej wiosce Vazzola, u podnóża gór Conegliano, w samym sercu win prosecco, kilkanaście kilometrów od Treviso, swoją ogromną, nowoczesną destylarnię ma rodzina Castagner. Roberto Castagner założył firmę w 1996 roku i bardzo szybko stał się jednym z największych producentów (6 mln l rocznie, ok. 12% udziału w rynku grappy). – Być może dlatego, że nie miałem w rodzinie poprzedników związanych z wytwarzaniem grappy, podszedłem do jej produkcji w sposób innowacyjny. Nie wstydzę się tego, że produkujemy grappę na skalę przemysłową, że nie jesteśmy firmą rzemieślniczą, bo wiem, że nie mielibyśmy tak mocnej pozycji na rynku, gdyby nie przemawiała za nami jakość produktów – mówi Roberto Castagner.

13 maja 2018 o godz. 08:03

Kartka z podróży – Valdobiaddene

_DSC6441

Valdobiaddene, stolica prosecco, miasteczko otoczone wzgórzami i winnicami (ponad 6500 ha upraw w regionie), na każdym wzgórzu kościół, w dole winiarnie, wśród nich m.in. Mionetto, producent najbardziej popularnego w Polsce wina musującego, ale też Altaneve, Masottina i innych – jest tu ponad 3000 winiarzy, którzy rocznie dostarczają na światowe rynki ok. 600 tys. hektolitrów wina. Szlak prosecco ciągnie się przez miasteczko, przez wzgórza, przez winnice. Jak na stolicę wina z bąbelkami miasteczko jest zaskakująco senne, przy rynku jest dobrze zaopatrzony sklep z winem, jest kilka restauracji, wine-bar, ale życie towarzyskie nie koncentruje się w mieście, lecz na otaczających je pagórkach, na winnicach, do których autokary każdego dnia przywożą setki turystów z całego świata. Większość winnic ma parcele, które pozwalają na posługiwanie się oznaczeniem DOCG Prosecco di Conegliano Valdobbiadene lub po prostu DOCG Valdobbiadene Prosecco. Nie wszystkie są winami musującymi, bo w Valdobbiadene z tych samych winogron glera robi się też wina spokojne, w dodatku także z nazwą Prosecco na butelce (z dopiskiem tranquillo). Tańsze butelki robione są w zbiornikach ciśnieniowych, czyli metodą Charmata, droższe metoda tradycyjną, z fermentacją w butelkach. Właściwie każdy liczący się producent stosuje tu obydwie metody. Ze względu na ciśnienie w butelce wina dzielone są na spumante (minimum 3 bary) i frizzante (1-2,5 bara i to jest zdecydowana większość produkcji), a także wspomniane spokojne wina tranquillo. Drugi podział charakteryzuje poziom cukru, od najbardziej wytrawnych brut, przez extra dry, dry i demi sec. Robione zawsze z białych winogron (lub prawie wyłącznie, bo apelacja dopuszcza niewielki udział winogron pinot noir), ale coraz częściej spotykamy różowe prosecco, które nie jest czystym winem, lecz zawiera dodatek soków owocowych.

12 maja 2018 o godz. 08:17

Kartka z podróży – Bassano del Grappa

_DSC6217

Otoczone górami Grappa miasto Bassano jest kolebką włoskiej grappy, tu działa m.in. najstarsza wciąż czynna destylarnia – Blo. Nardini z 1779 roku, jest tu piękne muzeum grappy zorganizowane przez Jacopo Poli, w promieniu kilku kilometrów są jeszcze dwie destylarnie – Poli i Capovilla. Nie od regionalnego trunku, lecz od gór pochodzi drugi człon nazwy miasta, dodany zresztą dopiero w 1928 roku. Krystalicznie czyste źródła spływające ze wzgórz, a także porastające je winnice, niewątpliwie przyczyniły się do tego, że to tu właśnie grappa jest alkoholem absolutnie wyjątkowym.