2 stycznia 2010 o godz. 19:04

O „Brudnej Trylogii”

Kamila "Kami" Gackowska z Radia Ulicznik omawia kolejne powieści tworzące "Brudną Trylogię". Do czytania jest też rozmowa jaką Kamila przeprowadziła z autorem dla Radia Ulicznik.

Łukasz Gołębiewski stworzył coś, co sam określił mianem brudnej trylogii, natomiast co nieco bardziej złośliwi nazywają punkowymi harlequinami. Jego trzy książki: "Xenna, moja miłość", "Melanże z żyletką" oraz najnowsza "Disorder i ja" budzą w czytelnikach dość niejednoznaczne odczucia.

W jego powieściach mamy dużą dawkę punk rocka podlaną morzem wódki, piwa, drogimi drinkami, prochy, całonocne libacje, koncerty, skłoty, bogactwo, brud… i na tle tego sex, kłamstwa, pragnienia i uzależnienia.
Drażnią – fabułą, postępowaniem bohaterów, ich słowami a jednocześnie przyciągają jak magnes.

Ktoś mógłby powiedzieć, że to nieprawdopodobne tak nie można żyć? Jak można tylko pić, bawić się i nie dążyć do żadnego celu?
Można.
Miałem wolny zawód i robiłem, co chcę i kiedy chcę. W przerwach miedzy kolejnymi libacjami pisałem ksiązki. Ale co pomyśleć o nich – o Żyletce, Karolku, Disorderze, Włochaczu, Natalce , Sylwii i innych, którzy przelewali się przez moje mieszkanie, bez chęci do pracy, nauki, bez zainteresowań. Nie liczyli
czasu na dni, tygodnie czy lata lecz na godziny. Godziny wypełnione alkoholem lub oczekiwaniem na alkohol.

Mądrze pisząc, mamy w tych książkach dużo. Tragizm, naturalizm, okraszone egzystencjalizmem, dekadentyzmem, fascynację brzydotą, nowe wcielenie Bukowskiego i wsio inne. Ogólne klimaty rozeznane.
Językowo – soczyście, potoczyście i dosłownie, czyli wiarygodny język punków, ale bez przesady i używania wulgaryzmów jako znaków przestankowych. Do tego cytaty z mniej lub bardziej punkowych kawałków w tle.

To ciekawe jak szybko i łatwo akceptujemy kurestwo i zdradę. Oczywiście, jeśli chcemy akceptować. Oczywiście, jeśli się już nauczyliśmy dawać dupy. Dziewczyny, nie wierzcie w męski honor – kończy się tam, gdzie kończy się interes (i nie chodzi tu wyłącznie o koniec penisa)

Moimi prywatnymi perełkami są niektóre z damsko – męskich dialogów. (Samo życie z nich wyłazi…)

Wcześniej twierdziła, że nie pije mleka, nie je serów i w ogóle. Żadnych produktów mlecznych.
-Krowy nie są po to żeby je doić.
-A po co?
-Człowiek nie ma prawa wykorzystywać zwierząt.
-Aha.
Nie dyskutowałem bo i po co? Co najwyżej obraziłaby się że jej nie chcę zrozumieć.
Dokładnie takiej formy używała, gdy była naburmuszona.
-Nie chcesz mnie zrozumieć.
-Chcę tylko nie rozumiem jak można bać się koników polnych.
-A widziałeś jakie mają oczy?
-Nie.
-Rybie.
-Może i rybie, ale co z tego?
-To że wyglądają paskudnie.
-Może i paskudnie, ale nie gryzą.
-Ale ja się ich boję i nigdzie nie pójdę.
-Nie ma się czego bać.
-Jak zwykle nie chcesz mnie zrozumieć.
Dlatego lepiej odpowiadać ‘aha’. Na to samo wychodziło, a krócej.

Mogłabym ckliwie napisać, że w każdym z nas jest trochę z bohaterów Gołębiewskiego – analogicznie do tego, jakiej kto jest płci oczywiście. Bo to tak ładnie brzmi.  Ale to raczej na odwrót, bohaterowie stanowią zlepki różnych, ludzkich cech i przywar. I są bardzo realni, co świadczy o tym że autor jest dobrym obserwatorem rzeczywistości i trochę zna się na ludziach i ich psychologii 

Wszystkie trzy książki mają za bohatera nieco ponad trzydziestoletniego mężczyznę. Bezimiennego.
Wg sugestii autora, wszędzie bohaterem jest ta sama osoba, aczkolwiek fabularnie jest to potraktowane dość swobodnie. Ale tak czy inaczej, wspólnych cech jest sporo.
Patrząc pod kątem rozwojowym, mężczyzna taki zwykle ma już jakieś swoje nawyki, coś osiągnął w życiu i którego wytresować się nijak nie da. Często w tym wieku facet lubi rozpatrywać swoje życie, robić sobie różne ‘rachunki sumienia’ i oceniać swój żywot.

3.

Widzimy to zwłaszcza w książce "Disorder i ja", gdzie bohater opowiada historię swojej młodości przebiegającej w czasie transformacji ustrojowej. (Trochę przekornie, rozkładanie na czynniki pierwsze zaczniemy od ostatniej części)

Mieliśmy nową Polskę. Zmieniał się wystrój sklepów, zmieniały się etykiety na butelkach z piwem a pijackie ryje pozostawały takie jak dawniej, jakby nic się w tym kraju nie działo. A jednak czuliśmy, że nastał kapitalizm.

Nowa rzeczywistość – nowe realia, sklepy, denominacja złotówki, wzrost cen. Główny bohater i jego kumpel Disorder próbują się w tym wszystkim odnaleźć. Przystosować nie próbują. Są outsiderami, poza trwającym dookoła wyścigiem szczurów. Do szczęścia wystarczy żeby było co albo za co pić. I już jest fajnie.

Książka jest swoistą retrospektywą – bohater opisuje swoje kobiety, krótkotrwałe, przelotne romanse, z których każdy znaczył niewiele.

Wcześnie miałem edukację seksualną. Alkohol pozbawia jednak seks jakiejkolwiek otoczki uczuć. To nie jest ‘kochanie’ ale bzykanie, jebanie, ruchanie gdzie i jak popadnie.

Mimo spotykania na swej drodze różnych, często dobrych kobiet, które chciały mu pomóc i ‘ucywilizować’ bohater wybiera picie. Mniej wymagającą a bardziej urzekającą ‘kochankę’. Aż by się chciało rzec, Whisky moja żono, gdyby nie to, że bohater w mniej markowych trunkach gustował.

Pragnienie doznań, to mnie napędza od dziecka i wiedzie ku zgubie. Nienasycenie, ciągła potrzeba doświadczeń, choćby za cenę pakowania się w najgorsze tarapaty.

2.

W "Melanżach z Żyletką" bohater nie ogranicza swoich zainteresowań tylko do picia. Wręcz przeciwnie, stara się ograniczać z obawy o wątrobę. Za to mamy sporo sexu, kłamstw i fascynacji.

Dlaczego nie poznam normalnej dziewczyny? Bo takiej nie szukam. Bo kręcą mnie te ześwirowane małolaty z wypisanym na piersiach hasłem ‘no future’. Mam 34 lata, przepieprzam życie. Dosłownie!

Bohater jaki jest, już wiemy, teraz pora na bohaterkę.
Żyletka, Zuzka, młodsza od bohatera o prawie połowę. Przypadkowo spotkana na ulicy, staje się częścią jego życia.

Dlaczego jej nie wyrzuciłem? Wszyscy znajomi mnie o to pytali. Stary pozbądź się jej czym prędzej, zanim oszalejesz. Jakoś nie umiałem. Uzależniłem się od jej obecności. Była jak narkotyk, przeklęta ale potrzebna. Patrzyłem z przerażeniem, co robi z moim życiem, a jednocześnie bezwolnie się na to godziłem.

Na swój sposób dziewczyna jest mu potrzebna. Ile razy próbował się jej pozbyć, tyle razy chciał jej powrotu i się z niego cieszył. Nie byli sobie wierni, nie byli do siebie podobni pod wieloma względami, o miłości czy przyjaźni też ciężko by było tu mówić.

-Chcę cię kochać – wyszeptała.
-Śpij Zuzka, śpij już niebawem świt.
-Ale ja chcę prawdziwej miłości.
-Przecież ty nawet nie wiesz czym jest prawda.
-Prawdy nie ma, sami ją tworzymy. Stwórzmy więc prawdziwą miłość.
-Czego ty chcesz?
-Zrozumienia.

Czytając, głowimy się co autor ma na myśli opisując nam kolejne powroty i rozstania oraz jak to się skończy. Przy ostatnich kartach będą towarzyszyć nam coraz większe niedowierzanie, lekki niesmak no i zaskoczenie. Klasyczne wtf? ; )

1.

Książką, od której się wszystko zaczęło, jest "Xenna, moja miłość". Stanowi ona jakby łagodniejszą wersję "Melanży" (czyżby wprawka przed pisaniem…). Znaczy mamy to wszystko co wyżej – młoda dziewczyna, trzydziestoparolatek, sex i punk rocka. Ale mamy też troszkę uczucia. I świeżość historii, a zwłaszcza głównego bohatera. I podróże po Polsce. I jakoś tak ‘radośniej’ – Xenna jest zupełnie inna niż mała Żyletka – kłamczucha.

-Czasami myślę, że mogłabym być dla ciebie dobrą żoną.
-Zwariowałaś? Pilibyśmy od rana do wieczora, co to za małżeństwo.
-Ja mogę dla ciebie nie pić.
-Jakoś nie zauważyłem.
-Bo sam mnie namawiasz.
-I będę namawiał, ale nie chcę mieć żony pijaczki.
-Musisz się kiedyś ożenić.
-Po co?
-Bo normalne życie też jest potrzebne.

Każda z książek Gołębiewskiego jest inna. Wszystkie łączy punk rock i no future ale każda z nich przedstawia inny stopień destrukcji, rozwoju. Mogą nas zachwycać, zaciekawiać albo odrzucać, ale nie da się przejść koło nich obojetnie. Warto poznać i wyrobić sobie własną opinię.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

15 lipca 2018 o godz. 19:47

Piękny finał

8122a612371550e6f5227a6f78c32acb

Francja i Chorwacja, to absolutnie dwie najlepsze drużyny na tym Mundialu, choć Chorwacja, która awansowała na Mistrzostwa po barażach, bynajmniej nie należała do faworytów. Ich finałowy mecz w pełni pokazał wielkość, klasę zawodników i drużyn. Z Mundialem wcześniej pożegnali się Ronaldo, Neymar, Messi, bo nie grali w drużynie, grali dla siebie. Dla mnie Modrić, Mbappe, Mandżukić, Griezman, Perisić czy Lloris – to są prawdziwe gwiazdy. Przynajmniej tego Mundialu. Wygrała Francja, ale Chorwacja grała do końca pięknie.

15 lipca 2018 o godz. 14:20

Francja czy Chorwacja?

World-Cup-trophy-664059

Już za kilka godzin będziemy wiedzieli, kto zostanie mistrzem świata w Rosji, Francja czy Chorwacja? Kibicować będę Chorwatom, ale stawiam na wygraną Francuzów. Luka Modrić to prawdopodobnie najinteligentniejszy piłkarz jaki biega współcześnie po boiskach, ale Mbappe jest dla niego za szybki. Mandżukić potrafi wspaniale wymierzyć strzał, ale Griezman potrafi jeszcze lepiej. Rakitić, Perisić harują jak konie pociągowe, czy to jednak wystarczy na Pogbę, Pavarda, Umtitiego? Subasić jest świetnym bramkarzem, ale Lloris jest najlepszym golkiperem na tym Mundialu. Stawiam na Francję, niezależnie jednak od tego, kto wygra, pewne jest, że w finale rosyjskiego Mundialu spotykają się najlepsze na tym turnieju drużyny. Godne siebie. Mają wspaniałych piłkarzy. Chorwaci mają bardziej zgrabny zespół, Francuzi mają większą szybkość. Z piłkarzy obu zespołów można stworzyć Dream Team, nikogo więcej nie zapraszając. Za trzy godziny czeka nas wielkie widowisko.

14 lipca 2018 o godz. 18:23

Nagi król

maxresdefault

Belgia z brązem. Drugi raz pokonała na rosyjskim Mundialu Anglików. Poprzednio było tylko 1:0, ale grały rezerwowe składy. teraz już wymiar kary był wyższy, choć wygrana 2:0 bardziej była efektem żenującej nieudolności strzeleckiej Anglików, a nie wielkiej gry Belgów. Harry Kane zostanie prawdopodobnie królem strzelców Mundialu w Rosji, strzelił sześć bramek, w tym cztery z rzutów karnych. Gdyby jednak wybierać króla zmarnowanych sytuacji, to Kane miałby szansę na drugą koronę. Angielska młodzież osiągnęła w Rosji i tak bardzo dużo, mieli sporo szczęścia w układzie drabinki, najpierw wygrana w karnych z Kolumbią, potem słabiutka Szwecja, ale kiedy przyszło do gry z naprawdę dobrymi drużynami, okazało się, że angielski król jest nagi. Tyle wart, co jego korona (króla strzelców). A Belgia – cóż, rasowa drużyna, ale jednak nie na wielki finał, trzecie miejsce to jest sprawiedliwa pozycja.

14 lipca 2018 o godz. 14:18

Chyba Belgia?

thumb2-england-vs-belgium-4k-group-g-football-28-june-2018

Gin czy Genever? Komu mam kibicować dziś wieczorem? Mimo historyczno-kulturowych związków między narodami, piłkarsko to są obecnie jakby inne kontynenty. Naszpikowana gwiazdami Belgia przypomina mi inną narodową reprezentację na B – z Ameryki Południowej. Młoda i nieopierzona Anglia zaś… cóż, nie pamiętam żebym z taka przyjemnością oglądał grę Anglików. Robią błędy, marnują sytuację, Kane to jeszcze ani nie Lineker, ani nie Shearer, ani nawet nie Rooney, ale uczy się dopiero, a już jest królem strzelców Mundialu z dorobkiem sześciu goli. Anglia jednak już raz grała na tym Mundialu z Belgami i poległa 0:1, pomimo dobrej gry. Myślę, że przez te dwa tygodnie sporo się zmieniło w mentalności każdej z drużyn, obydwie są bardziej doświadczone, mądrzejsze. O ile jednak przybyło cennych doświadczeń, to przecież nie przybyło umiejętności. Belgia tak samo jak na początku turnieju, tak i teraz jest zespołem zwyczajnie lepszym. Będę kibicował młodym Anglikom, ale jeśli mam uczciwe obstawiać wynik, to jednak ten mecz raczej wygrają Belgowie. Stawiam na 1:0 dla Belgów. Czyli raczej jednak Genever

11 lipca 2018 o godz. 23:03

Chorwacja w finale!

croatia_england

Tym razem Modrić i spółka nie musieli czekać do rzutów karnych, rozstrzygnęli wynik w dogrywce. Emocjonujący mecz, w którym Chorwacja rosła z minuty na minutę. Zaskakujące, że motorycznie chorwaccy weterani okazali się być lepsi od angielskiej młodzieży.

11 lipca 2018 o godz. 19:18

Jestem za Chorwacją

maxresdefault

Jeśli nie teraz, to nigdy. Najlepszym chorwackim piłkarzom blisko już do zakończenia kariery. Przemawiają za nimi doświadczenie i zgranie. Ale i Anglii nie brakuje atutów – młodość, świeżość, szybkość. Podoba mi się nowa angielska drużyna, to zespół, nie indywidualności. Szczerze mówiąc szanse w tym meczu są bardzo wyrównane. Chorwaci mają za sobą dogrywki i rzuty karne, na pewno mieli trudniejszą drogę do półfinału, więc są bardziej zmęczeni, ale podczas meczu o taką stawkę to nie powinno mieć znaczenia, bo każdy da z siebie wszystko. Obie drużyny grają podobnie, ofensywnie, skrzydłami, bardziej z przodu niż w środku pola. To będzie dawało okazję do kontr, a pod tym względem doświadczeni Chorwacji są groźniejsi. Będę im kibicował, więc nie mogę stawiać na Anglię. Ponieważ jednak Chorwaci w fazie play-off obydwa mecze zremisowali, to dlaczego nie miałoby być i tak samo teraz? Stawiam na 2:2 i rzuty karne. Dla Chorwacji, rzecz jasna.

10 lipca 2018 o godz. 22:05

Francja w finale!

france

Świetny mecz. Od początku szybka, agresywna gra obu drużyn. Świetną okazję Belgia miała w 22. minucie, ale fenomenalnie broni Lloris, kto wie, czy to nie najlepszy bramkarz tego Mundialu. Dla równowagi, w 40. minucie w doskonałej sytuacji znalazł się Pavard, Courtois obronił akrobatycznie wyciągniętą nogą. Druga połowa równie fantastyczna jak pierwsza, mecz wart finału. W 51. minucie po rzucie rożnym bramkę głową strzelił Umtiti. Ile już takich bramek padło na tym Mundialu? Cóż jednak to ma za znaczenie, czy gol jest piękny, czy pospolity, pamiętamy tylko o wyniku. A tu więcej goli nie było. Mimo to mecz był równie pasjonujący jak ten Francja-Argentyna, gdzie mieliśmy pięć bramek. W ostatnich sekundach na 2:0 powinien był strzelić Tolisso, ale to już nie miało żadnego znaczenia. Francja wygrała, bo jest lepiej poukładana. W Belgach jest moc, ale muszą się jeszcze nauczyć pokory. Dzisiaj obydwie drużyny zaprezentowały równy poziom i wspaniałą grę w każdej formacji. W meczu o trzecie miejsce Belgia jest faworytem, zaś Francja powinna sięgnąć po mistrzostwo świata.

10 lipca 2018 o godz. 19:40

Oczywiście, że Francja

France-squads-match-schedule-fifa-2018-563x353

Za chwilę mecz Francja-Belgia, walka o finał. Belgia ma znakomitych piłkarzy, Francja ma na dokładkę świetny zespół. Belgowie grają z nonszalancją, wychodzą na boisko w przekonaniu, że wygrana i tak przyjdzie. Dotąd im się udawało, ale w meczu z Japonią byli bliscy kompromitacji. Na mecz z Francja wyjdą pewnie z nieco większym respektem, droga Francuzów do półfinałów imponuje. Jest niezwykle szybki Mbappe, ale jest też Griezmann, który potrafi i z daleka i z bliska, i z boku i z wyskoku strzelać gole. Na pewno będzie pasjonujący mecz. Stawiam na 2:1 dla Francji. Bo dla mnie to oczywiste, że wygra Francja.

9 lipca 2018 o godz. 17:07

Wizyta w zakładzie R. Jelínek

Jelinek 2018-014

Region Vizovicki od wieków słynie z wyrobu śliwowicy i innych owocowych destylatów. Podobnie jak nasze Łącko, obfituje w sady owocowe, szczególnie zaś śliwki różnych odmian, także sprowadzanych tu z: Niemiec, Austrii, Węgier czy Serbii. Z najstarszych dokumentów wynika, że co najmniej w XVII wieku wypalano tu śliwkowe okowity. Przed wojną działało tu kilka destylarni, z których największą była gorzelnia Karela Singera na północnych obrzeżach miasteczka. Singer odkupił w 1895 roku zakład od Simona Frischa i zaczął go rozbudowywać. W podobnym czasie swoją niewielką destylarnię otworzył Zygmunt Jelínek, który prowadził w Vizovicach gospodę. W tym czasie w miasteczku działały także gorzelnie: Moryca Weissa, Jana Haby, Franciszka Kalendy, Antoniego Kalendy i Jozefa Bajera. Około 1894 roku sadownicy i gorzelnicy utworzyli w Vizovicach spółdzielnię, zbudowali własny młyn i nową destylarnię Razov, by lepiej konkurować na rynku ówczesnego imperium Austro-Węgierskiego. W latach 20. XX wieku synowie Zygmunta Jelínka – Rudolf i Vladimir – zbudowali bocznicę kolejową prowadzącą do destylarni, podpisali umowę z francuskim producentem koniaków J. Denis na licencyjny wyrób winiaku w Vizovicach, rozpoczęli też eksport, m.in. do USA. W 1926 roku bracia się rozstali, Vladimir prowadził gospodę i otworzył nową, małą destylarnię, Rudolf zaś budował imperium oparte na śliwowicy. Strzałem w dziesiątkę okazało się być wprowadzenie koszernych wyrobów, najpierw śliwowicy i jałowcówki, potem kolejne okowity zyskiwały certyfikaty koszerności, bardzo cenione na rynku amerykańskim.

8 lipca 2018 o godz. 19:20

Wizyta w destylarni Metelka

Metelka 1-001

Metelka to jeden z najbardziej cenionych na Morawach producentów absyntów i jeden z czołowych czeskich wytwórców likierów, w szczególności emulsyjnych – jajecznych i mlecznych. Sami nie destylują, kupują gotowy alkohol. Ich zakład w Vizovicach znajduje się po sąsiedzku z ich głównym inwestorem, czyli znaną ze śliwowicy firmą R Jelinek. Mają tu linię do butelkowania (butelkują także na czeski rynek licencyjne rumy i giny), zestawialnię i mieszalnię likierów, perkolatory do maceracji ziół na absynty.