23 lutego 2012 o godz. 18:41

O Brudnej trylogii

Serwisy Wiadomości24.pl, a także Coolturalni24.pl zamieściły obszerny artykuł pt. "Współczesny fenomen „brudnej trylogii” Łukasza Gołębiewskiego".

Łukasz Gołębiewski, pseudonim Krzysio Isztar, K.I. Sider, ur. 1971 r. w Warszawie – dziennikarz, poeta, prozaik, krytyk, dyplomowany barman oraz prezes zarządu spółki Biblioteka Analiz. Wielokrotnie odznaczany za działalność publicystyczną.

21 września 2008 r. otrzymał nadaną przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego odznakę „Zasłużony dla Kultury Polskiej”. Czytelnikom znany głównie ze swojej skandalizującej i zarazem debiutanckiej powieści „Xenna moja miłość”. Gołębiewski swoje trzy pierwsze powieści nazwał kiedyś mianem „brudnej trylogii”. Dlaczego? Być może dlatego, że w jego książkach
króluje punk, a co za tym idzie – skłoty, brud, wulgaryzmy, libacje, ocean wódki, kłamstwa, uzależnienia oraz pragnienie posiadania. Niektórych jego książki denerwują, a niekiedy i brzydzą, drugich rozśmieszają do łez, a jeszcze innych uczą życia. Jednak u każdego z członków wymienionych przeze mnie grup, powieści Gołębiewskiego wyzwalają niesamowicie wysoką dawkę emocji.

Zacząć trzeba od „Xenny” – zbuntowanej, przepełnionej wódką i seksem, opowieści o trudnej miłości dojrzałego pisarza–alkoholika do młodej, ładnej, nieznającej życia i bardzo naiwnej dziewczyny. Największą zaletą tej powieści jest jej prawdziwość. Już od pierwszej strony czytelnik utożsamia się z głównymi bohaterami i zaczyna żyć ich życiem. Pije tę samą wódkę, tuła się po tych samych warszawskich knajpach, szprycuje się tą samą chemią, uprawia całonocny seks zawsze z inną kobietą, a w jego uszach brzmią piosenki legendarnych zespołów polskiego punk–rocka. Świat opisany przez Gołębiewskiego oszałamia, zachwyca, przyciąga, elektryzuje, nie wypuszcza z objęć aż do ostatniej strony i u niektórych wzbudza ogromną zazdrość. Głównym motywem przewodnim jest już wcześniej wspomniana przeze mnie brudna, pachnąca alkoholem miłość, która od samego początku skazana jest na niepowodzenie. Ta oto miłość nie zawiera w sobie żadnego
uczucia, żadnej głębi, żadnej namiętności czy tez krzty tej tak bardzo niezbędnej czułości.

Czytając, odnosi się wrażenie, że główny bohater bawi się uczuciami zakochanej w nim dziewczyny. Wie, że nigdy nie będą razem, a mimo to karmi ją ochłapami złudnej nadziei i odurza resztkami fałszywego ciepła. Są to jednak pozory, bo im dalej zagłębiamy się w powieść, tym większą zyskujemy pewność, że ten podstarzały pisarz–alkoholik potrafi kochać i kocha „Xennę”, a jedyne co stoi na drodze do bycia razem, to wielki, paraliżujący strach przed wzięciem odpowiedzialności za życie drugiej osoby.

Książkę przeczytałam sześć miesięcy temu na dworcu w oczekiwaniu na pociąg. Porwała mnie, wzruszyła i oczarowała dogłębnie. Od bardzo dawna nie czytałam czegoś tak dobrego, tak mocnego i tak bardzo prawdziwego. Czytałam ją jednym tchem, a kiedy skończyłam – uświadomiłam sobie, że pociąg dawno odjechał.

„Melanże z żyletką”, to druga powieść w dorobku Gołębiewskiego. Jest inna od pierwszej, choć zawiera w sobie wszystko to, co „Xenna” – ten swoisty, tak dobrze znany autorowi świat zakłamania, libacji alkoholowych, seksu i brudnej, nierealnej do spełnienia miłości. Tak jak poprzednio, motywem przewodnim „Melanży”, jest rodzące się uczucie pisarza–alkoholika do młodej, dziewiętnastoletniej dziewczyny. Z pozoru ta chłodna, pozbawiona jakiegokolwiek zaangażowania znajomość z każdą kolejną stroną przemienia się w pełną zagubienia, rozpaczy i przeciwności losu miłość, dzięki której główni bohaterowie nie popadają w otchłań zupełnego samozniszczenia, choć czytelnikowi często wydaje się, że sytuacja jest odwrotna i że to „rodzące się uczucie” doprowadzi bohaterów na zupełne dno degradacji, z którego żadne z nich nie będzie wstanie się odbić.

Zagłębiając się, z każdą stroną coraz bardziej w ten wypaczony przez alkohol świat bohaterów, zastanawiałam się, czy to niebanalne zakończenie, jakie zaserwował nam Gołębiewski, jest tylko czarnym humorem nieźle już pijanego autora, czy czymś znacznie głębszym? Chociażby próbą uzmysłowienia swoim czytelnikom, że czasem lepiej wycofać się w porę niż doprowadzić do ogromnej tragedii. Tak czy inaczej, Gołębiewski i tym razem pokazał dużą klasę. Powieść okazała się dużym sukcesem i tak jak w przypadku „Xenny”, wywołała ogromne poruszenie.

„Disorder i ja" jest inny od dwóch wcześniejszych powieści. Główny bohater Gołębiewskiego opowiada o swojej młodości, powraca do czasów, kiedy jego życiem rządził bunt, tęsknota, wszelkiego rodzaju fobie, smutki i marzenia. Uważam, że jest to książka w dużej mierze biograficzna. Łukasz Gołębiewski za pomocą stworzonego przez siebie bohatera podejmuje próbę konfrontacji z własną, tak bardzo niełatwą przeszłością. W powieści nie ma wątku miłosnego, ale klimat punkowy, alkohol i seks pozostają niezmienne.

Co takiego jest w tej tak zwanej "brudnej trylogii", że śmiało możemy określić ją mianem fenomenalnej? Na czym polega jej wyjątkowość, że tak bardzo poruszyła młodą polską społeczność? Nasuwa się tylko jedna odpowiedź: prawdziwość i prostota.

Gołębiewski doskonale wie, o czym pisze. Nie sili się na piękne słówka, kreując przy tym bajkowy świat z miłością od ”trzymania się za rączki”. Świat, który przedstawia jest po trochu częścią każdego z nas. Ponadto, ludzi nie przyciąga to, co piękne i dobre. Dobro jest nudne, a rzeczy złe i zakazane – bardzo pociągające. Tak było od zawsze i zawsze już tak będzie.

Łukasz Gołębiewski dokonał czegoś, co udaje się tylko nielicznym i tylko tym naprawdę wyjątkowym. Załatwił sobie miejsce w historii ”pisarzy nigdy nie zapomnianych”, a jego powieści bez względu na to czy będą zachwycać, wzruszać, szokować czy też brzydzić, na zawsze pozostaną książkami, koło których nie da się przejść obojętnie.

Komentarz dla “O Brudnej trylogii

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

10 października 2018 o godz. 17:52

Nowy numer Aqua Vitae

AV_cover 23-001

Ukazał się nowy numer (5/2018) magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

7 października 2018 o godz. 20:08

Kartka z podróży – Chateau Dereszla

Dereszla-008

Jedne z najpiękniejszych piwnic w regionie Tokaj, ciągnące się ok. półtora kilometra pod ziemią, to Chateau Dereszla, czyli Dereszla Pincészet. Piwnice pochodzą z początku XV wieku. W wiekach XV i XVI była to część posiadłości królewskich. Winnice pod nazwą Dereszla zostały założone w XVIII wieku, w czasach panowania Habsburgów. Obecnie jest to wspólne przedsięwzięcie kapitałowe węgiersko-francuskie. Poza niewątpliwa atrakcją dla zwiedzających, czyli starymi piwnicami, mają 40 ha własnych winnic oraz dodatkowo 25 winnic powiązanych biznesowo, dodatkowych 100 hektarów, czyli są to m.in. winnice: Dereszla, Lapis, Henye, Hatalos, Zsadány, Várhegy. Pozwala to tworzyć bardzo zróżnicowane wina. W ofercie jest zarówno wino dla sieci dyskontów (dostępne w Polsce w Lidlu – Dorombor), jak i wytrawne furminty, tokaje samorodne i tokaje aszú z esencją na czele. Eksportują do ponad 40 krajów. Wszystkich win można spróbować na miejscu, odwiedzając piwnice Chateau Dereszla w Bodrogkisfalud, około dziesięć kilometrów od miasta Tokaj.

5 października 2018 o godz. 17:50

Kartka z podróży – Winnice Hétszőlő i piwnice Rakoczego

Tokaj Hetszolo-012

Tokaj Hétszőlő to jeden z największych, najbardziej utytułowanych producentów win tokajskich, obecny na polskim rynku poprzez import firmy Vininova. Winnice rozciągają się pod górą Tokaj, zajmując powierzchnię 55 ha. Zostały założone w 1502 roku przez rodzinę Garai. Wówczas było to siedem osobnych parceli, które z czasem zostały połączone. Ich właścicielami byli na przestrzeni wieków m.in.: Gáspár Károli (tłumacz Biblii na język węgierski), Gábor Bethlen, książę Transylwanii czy rodzina Rákóczi. W okresie CK Monarchii były cesarskimi winnicami Habsburgów. Po pierwszej wojnie światowej przejęte przez państwo. Przez wszystkie wieki słynęły z szlachetnej pleśni, która pokrywa dojrzewające na zboczach góry winogrona i służy do produkcji najlepszych tokajskich win aszú.

4 października 2018 o godz. 09:13

Kartka ze Speyside – Katedra w Elgin

Rothes (5)

Ruiny katedry Świętej Trójcy w Elgin to jeden z najpiękniejszych zabytków regionu. Od XIII wieku była siedzibą biskupstwa. Kilkakrotnie płonęła, kilkakrotnie była przebudowywana. Zachowana ruina pokazuje imponujące rozmiary nawy głównej, długiej na niemal sto metrów. Z jej początków pochodzą dwie masywne prawie trzydziestometrowe wieże obronne, na których ustawione były działa armatnie. Zachwyca lekkość żebrowego sklepienia zachowanego (częściowo zrekonstruowanego) kapitularza. Niestety, po zwycięstwie reformacji w XVI wieku straciła swój sakralny charakter i z wolna zaczęła obracać się w ruinę. W 1560 roku przestało funkcjonować biskupstwo w Elgin. Teren wokół katedry wykorzystywany była jako cmentarz, stąd wśród ruin liczne kamienne nagrobki. Część murów prostaczkowie rozebrali, wykorzystując budulec do własnych celów. Dopiero w XX wieku otoczono ją parkanem i zabezpieczono jako zabytek. Obecnie jest to muzeum.

3 października 2018 o godz. 22:32

Kartka ze Speyside – Huntly

Huntley (9)

Huntly to jedno z miasteczek w centrum Speyside, świetnie się nadaje jako baza wypadowa do zwiedzania destylarni whisky. Spędziłem tutaj tydzień. Cisza, spokój, pięć tysięcy mieszkańców. Wąskie uliczki, ruiny renesansowego zamku, kilka kościołów. Znakomity sklep Whiskies of Scotland. Duncan Taylor będzie tu budował destylarnię, poprzednią zamknięto jeszcze w XIX wieku. Przez długi czas miasteczko wraz zamkiem należało do możnego klanu Gordon. Zamek zbudowano jeszcze w średniowieczu, w XII wieku, ale został przebudowany w stylu renesansowym. Przez długi czas był nie tylko siedzibą rodu Gordonów, ale też ważną twierdzą. Jego upadek nastąpił dopiero w XIX wieku. Obecnie jest tu muzeum. Naturalnie otoczony przez wodę – łączące się tutaj rzeki Bogie i Deveron. Przy Placu Gordonów, głównym placu miasta, można podziwiać starą renesansową studnie. Nieopodal jest ratusz z czworoboczną wieżą.

3 października 2018 o godz. 21:28

Debata o kondycji polskiego wina

wine_expo_poland

Wine Expo Poland & Warsaw Oil Festival zaprasza 26 października o godz. 11.30 na debatę ekspercką pt. „WINO, czy w tej branży się przelewa?”. Moderatorem debaty będzie Paweł Grotowski, w panelu uczestniczą: Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny „Aqua Vitae”, Jakub Nowak, wiceprzewodniczący Polskiej Rady Winiarstwa, prezes firmy Jantoń, Kamila Klajman z łódzkiego laboratorium autentykacji win, prof. dr hab. inż. Aneta Wojdyło z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu Wydział Biotechnologii i Nauk o Żywności Katedra Technologii Owoców, Warzyw i Nutraceutyków Roślinnych – o kierunku studiów Technologia Winiarstwa oraz Sławomir Brzózek – prezes zarządu Fundacji Nasza Ziemia.

2 października 2018 o godz. 08:14

Kartka ze Speyside – Wizyta w Duncan Taylor

SONY DSC

Jedna z najważniejszych szkockich niezależnych firm pośredniczących na rynku whisky, powstała w 1938 roku w Glasgow na bazie kolekcji starych whisky, które zgromadził nowojorski biznesmen Abe Rosenberg. Po zniesieniu prohibicji Rosenberg prowadził dobrze prosperujące przedsiębiorstwo dystrybuujące alkohole, z magazynami w: Nowym Jorku, Connecticut i Miami. Po II wojnie światowej był m.in. wyłącznym dystrybutorem w USA bardzo popularnego wówczas szkockiego blendu J&B (Rosenberg sprzedawał rocznie 3,5 mln skrzynek J&B). Założona przez niego w Glasgow firma Duncan Taylor & Co. zajmowała się skupowaniem whisky single malt, bardziej z myślą o prywatnej kolekcji, niż na sprzedaż. Do śmierci, w 1994 roku, zgromadził kolekcję ok. 4000 beczek whisky single malt. Skupował świeży destylat i napełniał nim własne beczki. Niewielką część z tego wykorzystywał do własnych blendowanych whisky, reszta była lokatą kapitału.

1 października 2018 o godz. 08:40

Kartka ze Speyside – Stonehaven

Stoneheaven (16)

Spokojne portowe miasteczko około 25 km na południe od Aberdeen. To naturalny poert w otoczonej masywnymi wzgórzami zatoce. W porcie stoją rybackie kutry, służące do połowu śledzi, w pubach słychać język gaelicki, nie angielski. Na wzgórzu za miastem widać malownicze rodziny zamku Dunnottar, będącego ważnym miejscem szkockiego dziedzictwa. W XVI wiecznym domu, który stoi w porcie, zwanym Stonehaven Tolbooth, dzisiaj jest niewielkie muzeum i restauracja. Kiedyś było tu więzienie, ale też sąd. W centrum miasta jest stara hala targowa z niezwykłą strzelistą wieżą, wyglądającą jak gotowy do startu pocisk V-2. W części mieszkaniowej są pozostałości dawnej destylarni whisky Glenury Royal. Przy promenadzie jest jedna z najlepszych w Aberdeenshire smażalni ryb, The Bay, zawsze tu tłoczno. Plaża jest kamienista, ale dość szeroka, w kolejnej zatoczce, pofałdowana przez fale, ciemna od morszczynu. Kiedyś spędzał tu letnie miesiące Robert Burns. Surowy wygląd wybrzeża od jego czasów zapewne niewiele się zmienił.

30 września 2018 o godz. 09:01

Kartka ze Speyside – Coleburn

Coleburn (7)

Coleburn to nieczynna już destylarnia whisky ze Speyside, pozostały po niej nieliczne już butelki, jak np. Coleburn 21YO Cask Strength (59,4%) wypuszczona przez Diageo w serii Rare Malts. Jak wiele innych destylarni whisky nie przetrwała kryzysu lat 80. XX wieku, zamknięto ją w 1985 roku. Były plany, żeby w jej miejscu zbudować hotel ze spa, na szczęście tak się nie stało i od 2014 roku służy jako magazyn beczek niezależnego bottlera Murray McDavid. Właścicielem marki pozostaje Diageo.

29 września 2018 o godz. 21:45

Kartka ze Speyside – Longmorn

_DSC8855

Longmorn to destylarnia whisky z miasteczka o takiej samej nazwie, Longmorn w Morayshire, Speyside. Firmę założyli w 1893 roku John Duff (wcześniej m.in. manager w Glendronach oraz twórca destylarni Glenlossie i BenRiach), Charles Shirres i George Thomson. Pierwszy spirytus spłynął z alembików w grudniu 1894 roku. Destylarnia radziła sobie ze zmiennym szczęściem, miała liczne przestoje w produkcji i kilkakrotnie zmieniała właścicieli. Od 1978 roku właścicielem był Seagrams, a od 2001 roku jest własnością grupy Pernod Ricard. W latach 70. była dwukrotnie rozbudowywana. Obecnie wyposażona jest w kadź zacierną o pojemności 8,5 tony, dziesięć kadzi fermentacyjnych i cztery pary alembików. Roczne moce produkcyjne to 4,5 mln l.