27 kwietnia 2011 o godz. 21:07

O „Bombie” w „Lampie”

Kazimierz Bolesław Malinowski w czwartym numerze "Lampy" recenzuje "Bombę w windzie" w artykule pt. "Windą do nieba".

„Mój piękny panie raz zobaczony w technikolorze, piszę do pana ostatni list” – tak wokalistka zespołu 2+1 zaczynała piosenkę poświęconą windzie do nieba. A Gołębiewski swoją piątą powieść zaczyna lakoniczniej – „Już nie żyję”. Piąta powieść! Autor wciąż poszukuje. Gmera. Przymierza się. O ile wcześniejsze, „Xenna moja miłość”, „Melanże z Żyletką”, „Disorder i ja” miały pewien specyficzny urok ze względu na zawartość dokumentujących mental i obyczaj pokolenia punk smaczków, to „Złam prawo” już nie. Autor obmyślił sobie wtedy, że tak jak wszyscy, napisze kryminał. Ale punkowy kryminał nie zażarł. „Wybuchowa powieść Łukasza Gołębiewskiego” – czytam w „Rzepie” tytuł recenzji Krzysztofa Masłonia i przechodzi mnię dreszcz. Gdzieś na dnie sumienia… może przegapiłem talent? Może nie zwróciłem uwagi na wybitne walory, czepiam się. Masłoń pisze, że „Bomba w windzie” to w istocie moralitet – „przynosi rozważania o śmierci, stawia pytania o to, jak i czy w ogóle jesteśmy do niej przygotowani”. Zapragnąłem przeczytać refleksyjnego Gołębiewskiego, postpunkowo wrażliwego. Los podrzucił książkę w me niecierpliwe dłonie. Gołębiewski nie stoi w miejscu. Poszukiwania formalne trwają. Jego miejący zwykle alkoholowe ADHD bohater tym razem zamknięty w bezruchu prohibicyjnej samotni. Nie z własnej woli, ale eremita. Bo było tak, bomba rypnęła w noclegowni, winda się urwała, a nasz bohater Richard Burton w niej uwiązł i kombinuje. Z laska miał pójść na komcert, a tu jeb, Fukuszima… No więc idealne warunki dla rozwoju moralitetu. Padają kluczowe zdania, dojrzały owoc spada: „Z ludzkiego piekła chociaż można uciec. Zachować nadzieję. Śmierć wszelką nadzieję przekreśla. A czym jest zło, jak nie śmiercią? Czym jest śmierć jak nie złem? (…)Wszak śmierć jest zawsze nieproszonym gościem”. Ech, tyle lat człowiek te problema w głowie obracał, a tu błysk i huk, wszystko w tym błysku stało się jasne.
Poszukiwania formalne trwają. Autor podejmuje z czytelnikiem grę, wciąga go w labirynt, w którym sam zdaje się tracić orientację. Oto pojawiają się pamiętniki Burtona. Notes na dnie szybu windy. Burton zniknął, przepadł, podobno został zawodnikiem wioskowej ligi gdzieś w tropico dżungli. „Istotnie, Castaneda potwierdza, że po wypiciu narkotycznego naparu Burton gra w piłkę nożną jak natchniony, potrafi strzelić po kilkanaście goli w jednym meczu i pomimo czterdziestki na karku porusza się dwa razy szybciej niż pozostali zawodnicy”. W notatniku moleskine, inny wariant fabularny w pigule, czyli idziemy w stronę „Rękopisu znalezionego w Saragossie” i „Pamiętnika znalezionego w wannie”. Wspomnienia windziane to podpucha, element przewrotnej autokreacji Burtona, Riczarda. Tak naprawdę to w Sarajewie pod ostrzałem spotyka starego znajomego, co kulom się nie kłania, „pisarza Lucasa Golebiewskiego, okazało się, że przyleciał dwa dni temu na wykład o kulturze niezależnej”. Znają się od Jarocina 1984, kiedy Burton był srogim załogantem. Przepłynął Bałtyk jako majtek, przemoczył w słonej wodzie swój angielski paszport, żebrał i walczył, „kręcił młyn w pogo na koncertach Prowokacji, Moskwy, Siekiery, Dezertera”. Lucas dostaje txt z moleskina do opracowania, „idąc za namową wydawnictwa Jirafa Roja, użyczyłem tekstowi swojego autorstwa. Przypadki takie są dość częste w literaturze, że przypomnę tylko »Cichy Don«, powieść nieznanego kozackiego pisarza Fiodora Kriukowa, której nazwiska użyczył znany i ceniony Michał Szołochow, za co dostał nawet w 1965 roku Nagrodę Nobla”. Tajemnica rozwikłana? Autor uśmiecha się zagadkowo. Co to za zagadka? – dwie kulki i armatka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

12 lutego 2018 o godz. 22:44

Z Arystofanesa

Aristophanes_-_Project_Gutenberg_eText_12788

„Jak się nałykał wszelkich dobrych rzeczy, wnet jął skakać i tańczyć, rechotać, grzmieć zadem niczym oślina, co się nażarła jęczmienia, i nuż walić mnie krzycząc: „Kto pije, ten bije!”. ~Artystofanes „Osy”

11 lutego 2018 o godz. 22:41

O winie

„Picie wina – to jest życie, degustacja wina – to nauka, rozmowa o winie – to sztuka”. ~Henri Beraud

8 lutego 2018 o godz. 17:42

„Aqua Vitae” pierwszy numer w nowym roku

AV_cover 19

Ukazał się dziewiętnasty numer magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

27 stycznia 2018 o godz. 15:51

Dzika biblioteka

dzika-biblioteka

Paweł Dunin Wąsowicz musiał napisać biografię, bo trudno mówić o autobiografii. Na to drugie jest zbyt nieśmiały, na to pierwsze, jak najbardziej, jest dość ciekawy. Ciekawy siebie, swoich korzeni, swojego miasta i miejsca. Jest też zbyt uważnym, nałogowym, czytelnikiem, by wypuścić o sobie rzecz interesującą wyłącznie dla samego autora. „Dzika biblioteka” Pawła to pozornie autobiografia. Raczej podążałbym śladem tytułu tej książki – to chaotyczna opowieść o lekturach, o dorastaniu do dużej powagi literackiej. Bo jak inaczej to nazwać? Frontman Dunio jest poważnym czytelnikiem. W dawnych czasach miałby szanowaną posadę lektora. W czasach współczesnych, kiedy lektor nie jest już w cenie, jest outsiderem. Dystans Dunia jest bezcenny. Ale jego osobisty stosunek do literatury w tej książce przysłonił nieśmiały dystans. Jest w tej autobiografii coś z piosenek, które pisze Paweł – delikatny ekshibicjonizm, dżentelmeński takt, szacunek do ludzi, ale przede wszystkim – szacunek do samego siebie. Jeżeli ktoś, kto odwiedzi księgarnię, pomyśli, a co mnie ten facet obchodzi, będzie tylko częściowo wiedział, co odrzuca. To książka o świetnym redaktorze, ale przede wszystkim książka o umiejętności czytania ze zrozumieniem. Wiem, słaba rekomendacja, kogo to obchodzi? Mogę jedynie poradzić – uczcie się od Dunia, on się na pewno skrzywi z niesmakiem, ale warto go potraktować jako przewodnika po dzikiej bibliotece. A dzika biblioteka, to nasza współczesna Aleksandria, nie ulegajmy złudzeniom uporządkowaniu Google. Czy można gustom autora zaufać bardziej niż Google? Nie. Ale nie jest to ranking rekomendacji, a uczciwa opowieść o własnych wyborach, doświadczeniach i gustach. Opowieść faceta, który zęby zjadł na czytaniu rękopisów i książek w okładkach. Wielki szacunek dla Wiesława Uchańskiego, prezesa wydawnictwa Iskry, że taka książka wyszła.

25 stycznia 2018 o godz. 15:54

W PR2

Łukasz Gołębiewski będzie dziś gościem audycji Krzysztofa Jakubowskiego „O wszystkim z kulturą”. Polskie Radio PR2, godz. 18.00. Zapraszamy do słuchania.

15 stycznia 2018 o godz. 18:45

Włochaty z Dezerterem

wlochaty dezerter

Włochaty, Dezerter i Aporia wystąpią razem na trzech koncertach: 23.02 Olsztyn, 24.02 Lubawa i 24.03 Głogów. Do zobaczenia na koncertach.

27 grudnia 2017 o godz. 15:45

U.K. Subs w Pogłosie

SONY DSC

28 stycznia w klubie Pogłos (Warszawa, ul. Burakowska 12) wystąpi legenda punk rocka, U.K. Subs. Przed nimi zagra Antidotum. Start – godz. 19.30. Bilety już w sprzedaży – jedynie 320 sztuk. Przedsprzedaż – 70 zł, na bramce w dniu koncertu – 80 zł.

24 grudnia 2017 o godz. 17:04

Marry Mary

Bad-Santa-Drinking-Game

What is the name of Santa Claus wife? Mary Christmas

15 grudnia 2017 o godz. 20:30

Ostatni Jedi

small_432811621

Po tragifarsie, jaką było „Przebudzenie Mocy”, spodziewałem się najgorszego, więc nie mogłem się rozczarować. Film jest lepszy niż poprzednia część, nie tak straszliwie wtórny i nie ma tak wielu okropnych scen z zupełnie innego gatunku kina, czyli jakichś głupich komediowych zachowań Finna, najbardziej groteskowej z postaci wprowadzonych w sadze nr VII. Film można podzielić na trzy części fabularne. Flota Najwyższego Porządku próbuje zniszczyć resztki oddziałów Rebeliantów. Mamy walki gwiezdne, popisy pilotów myśliwców i kino science-fiction w najlepszym wydaniu. Drugi wiodący wątek, to nauka młodej Rey w samotni Luke’a Skywalkera. Nudy, a Mark Hamill wygląda, niestety, jak spasiony pijak, nie jak rycerz Jedi. Na dokładkę okazuje się, że jest człowiekiem, co się kulom nie kłaniał. Na szczęście dla Rebelii, Rey jest tak zdolna, że wystarczą jej dwie lekcje pod okiem zmęczonego życiem skacowanego starca i już zostaje mistrzem Jedi. Jest też trzeci wątek tego filmu – rozterki wewnętrzne Bena Solo vel Kylo Rena i jego duchowe relacje z Rey. Poza tym są sceny magiczne jak z „Harry’ego Pottera”, przykro na to patrzeć. W pierwszym filmie J.J. Abrams uśmiercił najciekawszą postać w nowej sadze, czyli Hana Solo. Miałem nadzieję, że jednak pojawi się w kolejnej odsłonie „Gwiezdnych Wojen” w jakichś reminiscencjach, ale gdzie tam – nie ma czasu na reminiscencje, gdy mamy jedną kosmiczna batalię za drugą a do tego pojedynki na świetlny oręż. W tej części uśmierceni zostają kolejni ważni bohaterowie, Luke Skywalker i kreatura zwana Snoke. Nie żal mi ich, ale wolałbym wśród ofiar widzieć durnego Finna. Nie doczekanie moje, znów clown zostaje bohaterem, takich to „Gwiezdnych Wojen” doczekałem. Już po nakręceniu „Ostatniego Jedi” zmarła Carrie Fisher i podobno jej spadkobiercy nie zgodzili się by w kolejnym epizodzie „Star Wars” pojawił się jej komputerowy awatar, więc twórcy filmu zostali pozbawieni kolejnej kluczowej postaci. Z dawnego cyklu pozostali tylko Chewbacca i androidy. Słabo. Z przykrością wyznam, że Epizodu IX nie oczekuję z niecierpliwością. W kinie się wynudziłem.

3 grudnia 2017 o godz. 14:06

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover 18

Ukazał się osiemnasty numer magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.