17 czerwca 2014 o godz. 11:52

Nowy minister kultury

Prezydent Bronisław Komorowski powołał Małgorzatę Omilanowską na ministra kultury i dziedzictwa narodowego, która zastąpiła wybranego do Europarlamentu ministra Bogdana Zdrojewskiego. Małgorzata Omilanowska, dotąd wiceminister kultury, wielokrotnie pracując w różnych instytucjach kultury, pokazała, że ma niezależne poglądy i potrafi walczyć – nie tylko o swobodę twórczej ekspresji, ale też o pieniądze na jej finansowanie. W tym sensie jest nie tylko osobą od lat blisko związaną ze sztuką, ale także z mecenatem kultury. Wydaje się, że trudno było o lepszy wybór.


Szkoda, że zarówno prezydent Komorowski, jak i premier Tusk, w swoich wystąpieniach w związku z powołaniem nowego ministra, mylili znaczenie pojęcia kultura, nawiązując do niesławnych podsłuchów, afer i chamstwa w życiu publicznym. Mówili o braku kultury w polityce, ale chodziło im o kulturę osobistą. Nie jest rolą ministra uczyć kogokolwiek kindersztuby, co najwyżej może dawać dobry przykład, jak to robił Bogdan Zdrojewski. Tyle, że dobry przykład rzadko znajduje naśladowców, nie tylko w polityce. „O, gdybyśmy potrafili dobrze przeżyć choć jeden dzień na tym świecie!”, lamentował XV-wieczny teolog, Tomasz z Kempis. Brak kultury w polityce, pisałem o tym, ma szersze tło, jest ściśle związany z brakiem kultury w mediach. Politycy nie rzucają mięsem publicznie, lecz w rozmowach między sobą, mimo wszystko podsłuchiwanie i nagrywanie rozmów jest znacznie większą nieprzyzwoitością niż używanie obelżywych słów. Pewnie gdyby nagrać dwóch świętych mężów w Raju podczas ich prywatnej kłótni, też nie zabrakłoby ekspresyjnych słów, powszechnie uważanych za niekulturalne. Nie na tym wszak kultura polega, a w szczególności nie na tym polega rola ministra kultury by plenić wulgaryzmy i barbaryzmy. Toż one też są częścią kultury, czego jednak o podsłuchiwaniu powiedzieć nie można. I oby tak pozostało.
Minister kultury ma dbać o dziedzictwo kulturowe i o rozwój sztuki, form jej wyrażania, a także upowszechniania, poprzez swój mecenat – tak finansowy, jak i moralny. Bogdan Zdrojewski, pomimo afery związanej z finansowaniem muzeum Jana Pawła II w Świątyni Opatrzności Bożej, był najlepszym ministrem kultury jakiego mieliśmy od czasów Kazimierza Dejmka. Potrafił walczyć o pieniądze na kulturę, a przede wszystkim rozumiał potrzeby środowisk twórczych i związanych z upowszechnianiem sztuki, był zwyczajnie ekspertem w dziedzinie zarządzania kulturą. Małgorzata Omilanowska ma te same dobre cechy swojego poprzednika, potrafi słuchać różnych racji, rozsądzać, jednocześnie brać odpowiedzialność i konsekwentnie realizować cele. Jest poza układami politycznymi i koteriami artystycznymi. A przede wszystkim ma charakter.

7 komentarzy dla “Nowy minister kultury

  1. A ja mam jednak cichy żal do Pana Zdrojewskiego, że zdecydował się kandydować do PE. Oczywiście – wolno mu, jego święte prawo. Dla kultury jednak – właśnie z racji na dotychczasowe osiągnięcia na tym polu – znacznie lepiej by było, gdyby ta kadencja mogła dotrwać do końca. Być może konieczne są tutaj stosowne regulacje.

  2. A cóż on takiego dobrego zrobił dla rynku wydawniczego, księgarskiego i kulturalnego w Polsce? Stracił 7 lat urzędując, a w tym okresie spadło czytelnictwo o ~ kolejne 10%, zniknęło z rynku 20% księgarń, 90% pieniędzy z Ochronny Zabytków poszło w ręce kościoła, powstały dwa nowe muzea – przypadkiem kościelne, a zamknięto 6 starych i renomowanych. Szkoda mi dalej pisać.

    • Przystopował niekorzystne dla wydawców zmiany w prawie autorskim dotyczące dozwolonego użytku, zwiększył środki na zakupy nowości dla bibliotek, sfinansował kilka programów badawczych czytelnictwa.

      • Nie oszukujmy się, nie zwiększył środków tylko otrzymał większą pulę pieniędzy z budżetu. Łukasz to nie pan minister przystopował ACTA i inne sprawy ale opór społeczeństwa. Jednocześnie NIC nie zrobił w sprawie „ustawy o książce”, ratowaniu księgarń, nie walczył o zrównanie vatu pomiędzy książką a ebookami, itd, itd. Nie wypowiadam się co do programów badawczych, bo nie mam o tym żadnych informacji.

  3. w moich oczach min. Zdrojewski wiele stracił współfinansując Xięgarnie w TVN 24, gdzie minoderyjna prowadząca gaworzy z twórcami autorami literatury popularnej – a dotację ministerialną przyznano „celem promowania literatury niszowej i ambitnej”…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

9 sierpnia 2018 o godz. 21:36

Leopold Tyrmand: Filip

filip-b-iext50293206

Ostatnia powieść jaką Tyrmand opublikował przed opuszczeniem Polski. Wyszła w 1961 roku, autor „Złego” opuścił na stałe kraj w 1965. Wojna widziana zza kulis, daleko od frontu, daleko od biedy, a przecież strach i niepewność to stałe elementy życia bohaterów, w tym tytułowego Filipa. Akcja rozgrywa się głównie we Frankfurcie, mieście, w którym jest zbyt wiele majątku Rothschildów by Alianci mieli je bombardować. Przynajmniej tak sobie mówią mieszkańcy, także cyniczni Niemcy, którym nie spieszno walczyć w imię ej mrzonki o Tysiącletniej Rzeszy. Filip jest Polakiem, byłym studentem archeologii, przedostał się do Niemiec z fałszywymi dokumentami z terenów Litwy i podjął pracę jako kelner w dość dobrze prosperującym Park Hotelu. Udaje urodzonego w Warszawie Francuza. Pracuje w międzynarodowym towarzystwie kelnerów, których walka z faszyzmem sprowadza się do tego, że plują kierownikowi hotelu do kawy. Wojnę oglądamy z boku, z przymrużeniem oka, bo łatwiej obracać lęki w żart niż stawiać im czoło. „Człowiek sam już nie wie, po której stronie jest i czego chce”, mówi bohater tej książki i tak jest istotnie. Niby każdy Niemiec to wróg, ale los zrządza, że Filip zakochuje się w młodziutkiej i pięknej Niemce. Nie waha się też korzystać z pomocy Niemców, kiedy tylko nadarza się okazja.

5 sierpnia 2018 o godz. 17:44

Miasto dla mieszkańców!

CCI20160104_0003

Dlaczego cykliści ścigają się po ulicach Warszawy a nie na torach wyścigowych? Jeszcze trochę a wypuszczą na ulice konie ze Służewca. Dużo jest w mieście bezsensownych zakazów, czy nie można by jeszcze dołożyć zakazu maratonów, wyścigów, rajdów oraz demonstracji? Biegacze do lasu, cykliści na tory, rolnicy do brony, a politycy na ring! Ulice miasta dla mieszkańców, nie dla sportowców i frustratów!

4 sierpnia 2018 o godz. 22:50

Jabłkowa Warka

Szlak-jablkowy

Zrobiłem sobie wycieczkę rowerową do Warki. Przyjemna trasa wzdłuż sadów, jabłka i gruszki, pod którymi uginają się gałęzie drzew. Im bliżej Warki, tym liczniejsze po drodze zakłady przetwórstwa jabłek, tłocznie soków, fabryki cydrów…

2 sierpnia 2018 o godz. 09:21

Kartka z podróży – w Brześciu

20180719_204822

Nocleg załatwiany przez białoruskie biuro podróży. Hotel Vesta ma trzy gwiazdki, drogie pokoje, ale wewnątrz wygląda jak skansen ZSRR. Stare, śmierdzące dywany, najbrzydsze meble z Emilki… Rozpacz.

1 sierpnia 2018 o godz. 08:42

Kartka z podróży – Białoruś

20180721_141546

Żeby pojechać do Brześcia czy Grodna nie potrzebujesz wizy czy przepustki. Na granicy w Połowcach nie ma kolejek. Jest trochę formalności. Dostaje się deklarację celną, 50 pozycji drobnym druczkiem, bukvami, po kwadransie dałem za wygraną. okazało się, że wystarczy pójść do odpowiedniego okienka, zapłacić równowartość ok. 30 zł, podać swój pesel i powiedzieć, ze nic się nie przewozi. Pani daje wydruk z komputera i gotowe. A zatem niby nie ma żadnych opłat na granicy, a jednak…

31 lipca 2018 o godz. 19:02

Akademia Brandy – odcinek 5

Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny magazynu „Aqua Vitae” opowiada jak zaczęła się historia Metaxy i dlaczego Metaxa nie jest brandy. Zapraszamy do kolejnego odcinka Akedemii Brandy z Pliską.

31 lipca 2018 o godz. 09:49

Kartka z podróży – Stara gorzelnia w Wierzchowicach

20180719_170945

Obecnie po Białoruskiej stronie granicy znajduje się wieś Wierzchowice (Вярховічы), gdzie zachowały się pozostałości dawnych dóbr magnackich Sapiehów, m.in. stary spichlerz, a także przy wyjeździe z wioski w kierunku Brześcia – okazała gorzelnia, będąca częścią późniejszego folwarku rodziny Rothów. Stanęła w miejscu wcześniejszego browaru, w 1908 roku. Długi budynek, otynkowany obecnie od frontu na błękit, zieleń, róż, wyblakłą czerwień. Spirytus produkowano tu aż do 1985 roku, kiedy to Michaił Gorbaczow, w ramach swojej kampanii abstynenckiej nie zamienił gorzelni na krochmalnię. Do dziś przerabia się tu ziemniaki zamiast na alkohol, to na mączkę skrobiową.

30 lipca 2018 o godz. 21:07

Alkoholowe dzieje Polski – czasy rozbiorów i powstań

Besala

„Alkoholowe dzieje Polski” Jerzego Besali, to książka bardziej o obyczajach Polaków, niż o alkoholu. Pełna relacji pamiętnikarskich i kronikarskich, ale też anegdot. Drugi tom, przedstawiający Polskę pod zaborami, w znacznie większym stopniu niż pierwszy opiera się na materiale źródłowym, niż na spekulacjach autora. podobnie jednak jak pierwszy, tak i ten, pisany jest w luźnym stylu publicystycznym, w myśl zasady – najważniejsze, żeby nie zanudzić czytelnika.

30 lipca 2018 o godz. 17:10

Z Prusa

„Cywilizacja ma dwa przeciwległe bieguny. Jednym jest szynk, drugim księgarnia”. ~ Bolesław Prus (1882)

28 lipca 2018 o godz. 11:14

Dzisiaj Nancy Regan

20180601_201555

Dzisiaj o godz. 18.00 koncert zespołu Nancy Regan pt. „Początki Polskiej Sceny Alternatywnej”. Martyna Załoga wykona utwory zespołów, które dały początek polskiej scenie alternatywnej. Po koncercie muzyka live przy ognisku. Wstęp wolny.