1 października 2010 o godz. 10:41

Nobel dla Zagajewskiego?

Media podały, że Adam Zagajewski jest wymieniany wśród czterech "pewniaków" do tegorocznej literackiej nagrody Nobla, powołują się na serwis bukmacherski Ladbrokes. Listę otwiera Tomas Tranströmer, 80-letni szwedzki poeta, na następnych miejscach, obok Adama Zagajewskiego, dwaj inni poeci: Koreańczyk Ko Un i Syryjczyk Adonis.
Doświadczenie uczy jednak, że tego typu spekulacje rzadko się sprawdzają, choć warto mieć na uwadze, że wśród najwyżej notowanych w tym roku pisarzy są sami poeci (pamiętajmy, że na Nobla wciąż czekają tak wybitni prozaicy jak m.in.: Llosa, Fuentes czy Oz). Niewątpliwie burzliwe czasy sprzyjają docenianiu refleksyjnej poezji, choć akurat twórczość Adama Zagajewskiego zawsze była bliska tętnu życia politycznego.
W swoim archiwum wygrzebałem bardzo starą moją rozmowę z Adamem Zagajewskim. Rozmawialiśmy w październiku 1998 roku podczas targów książki we Frankfurcie. Jakże to było dawno... miałem wtedy 27 lat! Wywiad 21.10.1998 opublikowała "Rzeczpospolita".

Między polityką a pięknem

Emigrował pan ponad 15 lat temu, jednak w pańskich utworach coraz częściej odnajdujemy nostalgię za ojczyzną. Przede wszystkim za Krakowem, w którym spędził pan młodzieńcze lata, a do którego wraca pan w swojej ostatniej książce "W cudzym pięknie". Czy nie myśli pan nie tylko o literackim powrocie, ale także o przeniesieniu się z rodziną z Paryża pod Wawel?

Adam Zagajewski: Zacznę może od tego, że nie zgadzam się ze słowem "nostalgia". Nie tęsknię nostalgicznie, po prostu mam świadomość, że rzeczywistość Polski, a głównie Krakowa, jest dla mnie najważniejsza. Ten świat znam bardzo dobrze i mam przeczucie, że innych moich miejsc — Paryża czy Houston — nigdy tak nie poznam, nie wejdę głęboko w problemy mieszkańców tych miast. Jest to więc raczej narastająca we mnie świadomość tego, że coś bardziej ważnego posiadam, niż nostalgia.

Rzeczywiście jednak myślę o powrocie do kraju. Nie z żalu, a z ciekawości. Bardzo mnie interesuje to, co się dzieje w Polsce. Tyle się w kraju zmienia. We Francji zmienia się bardzo mało, a poza tym Francja mnie tak nie pasjonuje. Nie wiem dokładnie kiedy, ale pewnie niedługo, czeka mnie wielka przeprowadzka.

Dlaczego po tylu latach spędzonych w Paryżu wciąż czuje się pan obco w tym mieście, w których chyba łatwo o asymilację?

Z asymilacją jest różnie. Bardzo łatwo jest poznać ulice, czuć się swojsko w niektórych kawiarniach, restauracjach, ale w gruncie rzeczy Paryż jest miastem bardzo sekretnym. Nie oddaje się przybyszom. Poza tym środowisko literackie Paryża znane jest z tego, że nie przyjmuje osób z innych krajów. Jest bardzo zamknięte. Myślę, że ma to związek z ich stosunkiem do języka. Francuzi nie potrafią znieść, gdy ktoś choćby w minimalnym stopniu kaleczy ich język. Nie spotykamy się z takim podejściem w żadnym innym kraju. To wyobcowanie ze środowiska nie dotyczy tylko Polaków, ale niemal wszystkich pisarzy obcokrajowców mieszkających we Francji. Dlatego mam o wiele lepsze kontakty z pisarzami amerykańskimi czy niemieckimi niż francuskimi.

Nie jest pan zatem w Paryżu na świeczniku, ale dla poety takie osamotnienie chyba często jest bardzo ważne?

Tu ma pan rację, tak rzeczywiście jest. Dlatego jeśli wrócę, to coś stracę, ale też wiele zyskam. Anonimowość Paryża jest dla mnie wielką wartością, jest — najkrócej to ujmując — wolnością. W Krakowie trudno być anonimowym, ale myślę, że będę potrafił obronić swoją prywatność.

Urodził się pan we Lwowie, skąd wkrótce został pan razem z rodzicami wysiedlony. Czy odwiedzał pan w ostatnich latach to miasto?

Nie i nie ciągnie mnie tam.

Wydarzenia polityczne odegrały ważną rolę w pańskim życiu, ale także są silnie obecne wtwórczości. Mówi się, że polityka jest domeną barbarzyńców, pan jednak z pewnością barbarzyńcą nie jest, w wierszach jest pan bardzo subtelny. Jak godzi pan łagodność, piękno poezji ze swoją polityczną pasją?

Moje zainteresowanie polityką ma genezę w latach 70. Wówczas było czymś zrozumiałym, że polityka jest obecna w wierszach. To była forma obrony przed totalitaryzmem. Wracając do tego, co pan powiedział o barbarzyństwie, myślę, że polityka byłaby dużo bardziej barbarzyńska, gdyby poeci w ogóle się nią nie interesowali, odwracali od niej. Dlatego uważam, że polityka może być domeną cywilizacji. A poezja? Można ją wszędzie zaszczepić. Może się łączyć z medytacją, kontemplowaniem przyrody, ale także z refleksjami natury politycznej. Nie widzę zatem ostrego przeciwieństwa między polityką a pięknem.

Jednak wydarzenia polityczne to coś, co bardzo szybko przemija, a literatura chce mówić o sprawach uniwersalnych.

To zależy od tego, jak rozumiemy politykę. W pewnym sensie polityka to wszystko to, co staje się historią. To także element naszej przyszłości, bo polityka to nie tylko to, czym jest wiek XX, ale także to, czym będzie wiek XXI. Natomiast rzeczywiście codzienność polityki nie jest dobrym tematem dla literatury. Zresztą w mojej twórczości polityki jest już coraz mniej.

"W cudzym pięknie" to proza niezwykle poetycka, zamiast konstruować fabułę, pan tworzy obrazy, metafory. Proza chyba nie bardzo panu odpowiada jako sposób wyrażania myśli?

Jeśli pan sięgnie po tomy prozy pisane przez poetów, to zwykle mamy takie odczucie, że jest to dziki wzrost poezji. Nie chcę się porównywać z wielkimi autorami, ale tak jest przecież w prozie Herberta, Miłosza, czy Mandelsztama, Brodskiego. Mam tutaj wielu wspaniałych mistrzów. Poeta piszący prozą na ogół wciąż pozostaje poetą.

Gdzieś jednak istnieje granica. Wers nie może przecież być nieskończenie długi.

Oczywiście, to może być męczące. Dlatego myślę, że proza pisana przez poetów powinna być czytana tylko przez osoby, które lubią wiersze danego autora. Jeśli ktoś lubi moje wiersze, to iwprozie znajdzie dla siebie coś ciekawego. Każdy pisarz ma bowiem tylko jedną wyobraźnię i wiele elementów w różnych utworach pozostaje takich samych.

Był pan kiedyś wykładowcą filozofii. Dzisiaj filozofia jest często obecna w literaturze, wśród wielu młodych pisarzy panuje swoista moda na filozofię. Nie irytuje to pana?

To oczywiście zależy od tego, kto pisze. Dobrzy pisarze zawsze byli trochę filozofami. Myślę, że czym innym jest żerowanie na filozofii, aczym innym samodzielne myślenie.

A jak pan postrzega literaturę postmodernistyczną, w której programowo fabułę mają zastępować dywagacje filozoficzne?

Tego nie lubię. Jest to osłabienie literatury przez bardzo wtórne myślenie.

A czy fabuła ma dla pana znaczenie? Pytam pana jako czytelnika, bo w pańskich książkach fabuła nie odgrywa dużej roli.

Coraz mniejsze. W młodości czytałem wiele powieści, potem coraz mniej. Obecnie bardziej mnie fascynują książki historyczne, wspomnienia, dzienniki, rzeczy, które nie zostały wymyślone. Nie znaczy to, że mam coś przeciwko wyobraźni. Nie, wyobraźnia jest absolutnie niezbędna w literaturze, ale od dawna nie biorę do ręki powieści. Jeśli nie czytam tekstów o charakterze historycznym, to wracam do filozofii lub wierszy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

15 lutego 2019 o godz. 20:11

Kartka ze Lwowa (10) Dawna fabryka wódek Jana Muszyńskiego

Muszynski Old Distillery (1)

Na ulicy Drukarskiej, która dochodzi do lwowskiego Rynku, pod numerem 3 znajduje się kamienica „Pod Matką Boską”, która kiedyś należała do lwowskiego kupca Stancla Szolca. W podwórzu budynku mieściły się liczne magazyny towarów. W lokalu parterowym na początku XIX w. mieściła się fabryka likierów i wódek Jana Muszyńskiego.

14 lutego 2019 o godz. 09:10

Kartka ze Lwowa (9) Muzeum Farmacji

Muzeum Farmacji we Lwowie (11)

Przy samym Rynku na ulicy Drukarskiej pod numerem 2 mieści się niezwykłe muzeum. Wejście do sal muzealnych biegnie przez działającą tu od 1775 roku do dziś aptekę. Poszczególne pomieszczenia to interesujące wnętrza apteczne z bogatym wyposażeniem. Trasę kończy się w świetnie zachowanych piwnicach wraz z pracownią alchemiczną. Czynne w godzinach 9.-19.00. Bilet kosztuje 30 hrywien.

13 lutego 2019 o godz. 15:34

Kartka ze Lwowa (8) Muzeum Etnografii i Rzemiosła Artystycznego

Muzeum Etnograficzne (2)

Pod numerem 15 Prospektu Swobody w dawnym budynku Galicyjskiej Kasy Oszczędności, wybudowanej w latach 1874-1891 wg projektu Juliana Zachariewicza, mieści się obecnie Muzeum Etnografii i Rzemiosła Artystycznego. Utworzone w 1951 roku na bazie Muzeum Przemysłu Artystycznego oraz Muzeum Towarzystwa Naukowego im. Szewczenki. Na attyce budynku zauważyć można grupę rzeźb pt. Oszczędność, której autorem był Leonardo Marconi. Wnętrze jest imponujące – monumentalne marmurowe schody, bogato zdobione ściany i sufity. Znajdują się tu zbiory folklorystyczne akcentujące przeszłość Ukrainy. Ciekawa ekspozycja znajduje się na pierwszym piętrze – polski plakat Art Déco, plakaty Alfonsa Muchy, plakaty antyalkoholowe z lat 20. XX wieku, kolekcja starych butelek, w tym z zakładów Baczewski czy Kosecki. Jest też bardzo ładna kolekcja kielichów, kieliszków i karafek z różnych okresów dziejów miasta.

12 lutego 2019 o godz. 08:22

Kartka ze Lwowa (7) Wizyta w fabryce wódek Hetman

Hetman (19)

Горілчаний завод Гетьман ulokowany jest we Lwowie naprzeciwko dawnego zakładu Baczewskiego. Firma odwołuje się zresztą bezpośrednio do tradycji wódek Baczewskiego, w materiałach informacyjnych umieszczona jest data 1782, kiedy powstał zakład Baczewskiego (jeszcze nie ten po drugiej stronie ulicy, ale 44 km od Lwowa), a na butelkach wódek Monopoly jest charakterystyczna rycina przedstawiająca starą fabrykę Baczewskiego w XIX wieku. W rzeczywistości jednak historia marki wódki Hetman sięga 1996 roku, zaś obecny lwowski zakład powstał w 2002 roku w miejscu dawnej rozlewni win owocowych.

11 lutego 2019 o godz. 08:46

Kartka ze Lwowa (6) Lwowski Zakład Likierów i Wódek

Lvivski Gorichanyi Zavod (2)

Львівський лікеро-горілчаний завод mieści się w starym kompleksie fabrycznym, firma powstała w 1931 roku, jako gorzelnia i rektyfikacja. Kontynuowała działalność wcześniejszych Zakładów Produkcji Wódek nr 10 we Lwowie, działających w innej lokalizacji od 1842 roku. Znacjonalizowana w 1939 roku, w latach ZSRR była jednym z trzech największych zakładów produkujących alkohol na Ukrainie (mimo zlikwidowania własnej rektyfikacji), oferując wódki i likiery oraz ocet, działając wówczas jako Lwowski Zakład Likierów i Wódek nr 2. Obecnie firma jest własnością grupy Ukrspirt. W latach 1995-1996 zakład został zmodernizowany i rozbudowany. Mają osiem własnych sklepów firmowych, zatrudniają 360 osób. Ich oferta obejmuje ok. 70 produktów alkoholowych, w tym wiele rodzajów wódek i likierów. Wódki poddawane są filtracji węglem drzewnym i piaskiem kwarcowym. Firma nadal jest jednym z głównych na Ukrainie producentów octu.

10 lutego 2019 o godz. 09:54

Kartka ze Lwowa (5) Z dawnej fabryki Baczewskiego pozostały ruiny

Baczewski old distillery (2)

Brama pomalowana na mało gustowny łososiowy róż a nad nią napis Almazinstrument, za nią budynek dawnego dworu, na szczycie poddasza ozdobiony datą 1782, przy bramie tablica pamiątkowa – tutaj swoją fabrykę miał Layb Baczeles, który do historii przeszedł jako Józef Adam Baczewski. Na tablicy pamiątkowej, założonej całkiem niedawno, lakoniczna informacja, że w 1782 roku powstała fabryka alkoholi we wsi Wybranówka (to ok. 44 km od Lwowa), że obecne budynki fabryczne w większości powstały w 1908 roku według projektu architekta Władysława Sadłowskiego, a wcześniej Baczewski zakupił we Lwowie dwór hrabiów Cieleckich. Po II wojnie światowej mieścił się tutaj zakład Almazinstrument, produkujący narzędzia ścierne z diamentową warstwą roboczą. Wtedy też kolejny raz kompleks był przebudowany.

9 lutego 2019 o godz. 09:56

Kartka ze Lwowa (4) Nalewki ze Lwowa

Nalewki zi Lwowa (6)

Наливки зі Львова to sieć sklepów i barów oraz marka nalewek. Mają swoje punkty we Lwowie, Kijowie, Odessie, Charkowie, Dnieprze i w Warszawie w Blue City. Oryginalny wystrój, pastelowe kolory, grafiki w stylu galicyjskich karykatur, bańki z nalewkami, butelki różnych objętości, od setki zaczynając, możliwość degustacji także w formie „desek degustacyjnych” (4×30 ml dowolnych smaków) – to tworzy klimat. Za koncept odpowiada Holding Akurat – sieć sklepów, restauracji, kawiarni, barów, parków rozrywki, usługi hotelarskie, łowieckie i nalewkarnie. Poza nalewkami robią wina owocowe. Nalewki zestawiane są z naturalnych komponentów na: trawach, ziołach, korzeniach, jagodach, owocach i warzywach, a także kawowe i czekoladowe nalewki. To ponad 30 smaków, moc od kilkunastu procent do ponad pięćdziesięciu, w tym np.: na czerwonych burakach, dyni, korzeniu żeń-szenia, płatkach róż, liściach melisy. Jest kilka oryginalnych kompozycji ziołowych: Karpatski, 12 Ziół, Stary Lwów.

8 lutego 2019 o godz. 08:38

Kartka ze Lwowa (3) Pijana Wiśnia

Dzika Wisnia Lw (2)

П’яна Вишня to ukraiński koncept barowy. Mają swoje lokale we Lwowie i Kijowie, a teraz także w Warszawie przy Nowym Świecie. Wewnątrz wszystko w barwach czerwono-wiśniowych. Wiśniówka nastawiana jest w szklanych baniakach, mocnym alkoholem zalewane są wiśnie razem z pestkami, do tego cukier. Czyli tradycyjna nalewka wiśniowa, tyle, że bardzo lekka, o mocy jedynie 17,5%. Przemiły, naturalny zapach wiśni, pestki, migdałów. W smaku czysta wiśnia, już niemal bez smaku pestki. Cierpka.

7 lutego 2019 o godz. 18:16

Kartka ze Lwowa (2) Lwowski „sałogon”

Salo (2)

Bar Sało to kultowe miejsce na mapie Lwowa, przy głównym Prospekcie Svobody, niemal naprzeciwko pomnika Mickiewicza. Schodzi się w dół, tam wystrój trochę jak w laboratorium, gdzie bada się otłuszczone wątroby i zgubne skutki picia wódki pod plastry słoniny. Kanapy w kolorze i formie przypominają sało. W menu słonina na wiele sposobów, klasycznie do chlebka i ogóreczka, w formie smalcu, ale też dania ciepłe ze słoniną, czekoladki ze słoniną (pralinki) czy słoninowe sushi. Jest sałogon – cukrówka jednokrotnej destylacji, własnej roboty. Jest ciekawa wódka z orzechów – fermentowane są zielone orzechy (plus cukier i drożdże robią swoje). Obydwa trunki, choć cierpkie w smaku, o mocy 48%, doskonale pasują do słoniny. Są tu też bardziej wymyślne nastojki, czyli nalewki, np. na korzeń mandragory czy klasyka – na korzeń chrzanu. Nie jest przesadnie drogo i na pewno to miejsce trzeba we Lwowie odwiedzić, bo pomysł jest unikatowy.

6 lutego 2019 o godz. 21:32

Kartka ze Lwowa (1)

20190205_133214

Bilety Ryanair do Lwowa kupiłem poniżej 150 zł w obie strony. Plus bagaż rejestrowany, bo wiedziałem, że będę w drogę powrotną wiózł wódki, jakimi mnie obdaruje lwowski producent. Nocleg w samym centrum – samodzielne mieszkanie – 65 zł za dobę. Bilet na trolejbus z lotniska do centrum – 5 hrywien (jakieś 70 groszy). I tak oto jestem we Lwowie, spaceruję Prospektem Swobody, popijam we lwowskich barach, jedzenie znakomite, restauracje bajeczne, wódka dobra i tania, na każdym rogu kuszą domowe nalewki, nie na każdym rogu, ale coraz częściej dostępny samogon. Ciężko jest lekko żyć.