13 września 2012 o godz. 12:16

Nauczyciel tyra jak wół, albo jak dwa woły

/wp-content/uploads/2012/09/nauczyciel-nie-pracuje
„2 godziny i 42 minuty – tyle średnio dziennie pracuje polski nauczyciel przy tablicy. Statystycznie spędza w szkole jeszcze 12 minut
Kolejna edycja badań OECD potwierdza fakt, że polscy pedagodzy mają najmniej zajęć dydaktycznych na świecie. Poza lekcjami spędzają także najmniej czasu w szkołach, zaledwie połowę tego, co ich koledzy po fachu z innych państw UE” – czytam we wczorajszej „Rzeczpospolitej”.
Dalej są tabelki i statystyki. W Polsce nauczyciel pracuje 540 godzin rocznie, dla przykładu w Hiszpanii, gdzie ciepło, sjesta i powszechne rozleniwienie – 1140 godzin, czyli ponad dwa razy tyle, co nasz biedny pracuś, który tyra jak wół albo dwa woły i jeszcze gardłuje do zdarcia strun, że zarabia mało, a stresu to ma, że ho-ho bo dzieci niegrzeczne i niemądre. W USA, gdzie wyzysk i niewolnictwo, nauczyciel w kieracie jest 1381 godzin. Na Islandii pracuje 1650 godzin, ale wiadomo, tam zimno, trzeba pracować żeby nie zamarznąć. W Chile – 1804 godziny, ale tam dyktatura i zamordyzm. Nigdzie nie pracuje tak krótko jak w Polsce. Nigdzie też nie jest tak bardzo niezadowolony jak w Polsce.
Wiadomo jednak, że lenistwo, brak zajęć, prowadzą do frustracji, socjologowie zaobserwowali to już w XIX wieku, u progu rewolucji przemysłowej. Polski nauczyciel swoją frustrację wyładowuje na dzieciach, ucznia traktując jak wroga. Oczywiście, to zapewne dla wielu pedagogów niesprawiedliwe generalizowanie, ale w każdej szkole, w każdej klasie trafia się kilku nauczycieli-frustratów, którzy zamiast cieszyć się, że pracują niespełna 3 godziny dziennie, wyładowują na uczniach swoje niezadowolenie. Zasada powinna być taka – jesteś niezadowolony, to tracisz angaż. Szkoła powinna zatrudniać wyłącznie tych, którzy lubią pracę z dziećmi czy młodzieżą. Jak uważasz, że masz jeszcze za mało wakacji, albo, że za mało ci płacą za 3 godziny nadludzkiego wysiłku z rozwrzeszczaną hałastrą, to idź pracować w bibliotece, tam cisza i spokój, a i czasu na frustrację nie ma bo pracuje się osiem godzin i nie nudzi się trzy miesiące na wakacjach, feriach i innych dniach dla szkoły wolnych, bo szukanie okazji by zrobić dzień wolny to dla nauczyciela wręcz sprawa honoru.
Zdumiewa mnie, skąd lobby nauczycielskie ma w Polsce tak wielką moc? Jak to możliwe, że nauczyciel w Polsce nie pracuje, a wciąż wyciąga rękę po więcej i więcej? Rozumiem, silne związki zawodowe, ale co z tego? Strajkują? I cóż z tego? Przecież i tak pracują niespełna trzy godziny, więc jak nie będą nic pracowali, to nie będzie wielkiej różnicy, dzieci odpoczną, a gminy zaoszczędzą nie wypłacając strajkującym pensji.
Ogłoszony w „Rzeczpospolitej” raport to dobry moment dla wprowadzenia zmian. Narzekasz, tracisz kontrakt, nie lubisz swojej pracy, to szukaj innej. Wystarczy dwukrotnie zwiększyć pensum godzin i zabraknie miejsca dla frustratów, pozostaną pedagogowie z powołaniem. To najprostsza reforma oświaty jaką można przeprowadzić.
Tylko mówienie, że nauczyciel za mało pracuje jest politycznie niepoprawne, nie wypada, to w złym guście, wywrotowe i niemalże grozi zamachem stanu. Dlatego na reformę przyjdzie długo poczekać, wszak politycy uwielbiają uchodzić za dżentelmenów, a na salonach źle mówić o nauczycielach nie uchodzi. Ktoś mógłby pomyśleć, że polityk sam niedouczony.

30 komentarzy dla “Nauczyciel tyra jak wół, albo jak dwa woły

  1. Szkoła

    Bo najfajniej było w przedszkolu. Rysowanie, tańczenie, śpiewanie, czytanie bajów i w ogóle fajnie, fajnie. A szkoła bleee. Strasznie przeżyłam taki przeskok. I się zgadzam -lenie-pasożyty tam siedzą, i zrzędzą, że im źle. Skoro sami są paskudni, to i uczniowie są wobec nich tacy sami i nie darzą sympatią tudzież szacunkiem. Proste. Jak sobie pościelisz tak się wyśpisz. A po 2 – zawsze twierdziłam, że potrafię się więcej nauczyć sama niż w szkole. I z pewnością nie tylko ja. Po 3- jak jakiemuś nauczycielowi tak bardzo źle to niech zamiast się męczyć wypierdala popracować w na serio męczącej robocie, to zobaczy co to jest, jak pot po dupie cieknie, bo chyba nie ma porównania.

  2. system

    mamy najlepszy wynik w OECD w kategorii ilość przypadających uczniów na nauczyciela – 10:1. liczba dzieci spada, natomiast liczba nauczycieli nie, więc z roku na rok będziemy jeszcze lepsi, a wszystko dzięki karcie nauczyciela, która ustanawia limity pracy przy tablicy w tygodniu, jednocześnie skutecznie blokuje zwolnienie pedagoga. dlatego system edukacji jest drogi, a mało efektywny, bo nie ma motywacji do pracy ani pieniężnej, ani strachu przed zwolnieniem boś mierny, a wakacje, święta są. ale nie można wszystkich nauczycieli dyskredytować, ja trafiłam na kilku fantastycznych, u których na lekcjach siedziałam z wypiekami na twarzy, otwartą buzią :) zasłuchana, zaciekawiona.., ale też byli tacy, których wolę nie wspominać. system jest do niczego, ale ludzie niekoniecznie, po prostu jak wszędzie – różni. w szkolnictwie niepublicznym nie obowiązuje karta nauczyciela i tam pracują dłużej, więcej zarabiają, frustratów zwalniają, a nauczają pasjonaci :) może czas skończyć z publiczną oświatą, tak jak i z publiczną telewizją.

    • system

      Zamiast finansować nauczycieli jak leci lepiej finansować uczniów – tych zdolnych i tych nie zdolnych, ale biednych i chcących się uczyć. Kto się uczyć nie chce, niech się nie uczy, bo system obowiązkowego kształcenia jest represyjny i demoralizujący. Co do telewizji publicznej, to pisałem niedawno – jak się chce być „publicznym”, to trzeba przede wszystkim myśleć o publiczności. A tego kryterium TVP nie spełnia, nawet meczy EMŚ nie transmitują, a łapę wyciągają po abonament.

        • system

          W klasach 1-3 niech decyduje rodzic, ale rodzic a nie państwo. Jak jesteś sobie Mormonem, to your choice, ucz się składać literki w domu ze swojej mormońskiej Biblii a nie z Abecadła. Czy nauczysz się pisać pierwsze słowo Ala czy Mormon, to nie ma znaczenia. Jak się nie nauczysz, to też nie będziesz należeć do wyjątków, bo wielu, którzy ukończyli podstawówke nie potrafi sklecić zdania, ani pisemnie, ani werbalnie.

  3. statystyki

    Dużo statystyk, ale we wszystkich wymienionych krajach nauczyciele wykonują całą pracę w szkołach, podczas gdy nasi zabierają połowę do domu, rozkłady materiałów, sprawdzanie prac bachorów itp. poza tym za granicami nauczyciele zarabiają 10 razy więcej przy identycznych kosztach życia. Na koniec niemal każda praca z ludźmi jest stresująca, bo ludzie to debile, nauczycieli zresztą nie wyłączając hehe.

    • statystyki

      Ulubiona śpiewka nauczyciela, pracuję drugie tyle (czyli kolejne 3 h) w domu. Większość odwalają w czasie dyżurów w szkole. Poza tym ja też czytam książki w domu, co jest jakby nie patrzeć częścią mojej pracy, i wcale z tego powodu nie narzekam. Jak się lubi, co się robi, to się nie pyskuje. Inna sprawa, że lepiej pracować z książkami niż z bachorami. Ale każdy jest kowalem własnego losu…

      • statystyki

        W moim domu z powodzeniem funkcjonuje model bibliotekarsko-nauczycielski, zdecydowanie antyfrustracyjny i twórczy. Praca z drugim człowiekiem (choćby i bachorem) jest najciekawsza, ale i niełatwa. Jedyne co tak naprawdę dobija nauczyciela to cholerna biurokracja. Wiem to, bo pomagam mężowi różne bzdety pisać.

        • statystyki

          Z człowiekiem może i tak… ale bachorem? :):) Osobiście jednak wolę spędzać czas w towarzystwie książek i moich kotków.

          o! właśnie się obudziły i chcą coś dobrego

            • statystyki

              Ale z bachorem większe ryzyko niż z kotem, że jednak wyrośnie żul albo dresiarz. Dlatego ja kocham koty. A bachorom i nauczycielom mówię NIE.

              • statystyki

                Też się uparłeś…A ja wszystkim dobrym fachowcom, szczególnie PRAWDZIWYM nauczycielom i wychowawcom mówię TAK. Nie wszyscy są tacy, jak ci z artykułu na szczęście 😉

                • statystyki

                  To prawda, nie wszyscy, ale dla zasady mówie nie, bo szkoła to element aparatu represji, jak policja, sądy i wojsko. ;P Dziś mam anarchistyczny nastrój.

                    • statystyki

                      Fuck You szkoła, Fuck You praca, Fuck You system… Zamiast w szkole tracić zdrowie, lepiej z kotem tarzaj się w rowie!

                    • statystyki

                      To ci wierszyk wyszedł 😉 Niestety mam alergię psychiczną na koty.
                      I na koniec dodam coś od bibliotekarzy, bo stereotyp pojawił się nawet w tym artykule. Warto zainteresować się tą branżą, która bardzo ewoluuje. To nie praca dla frustratów, bo poza codziennymi obowiązkami animujemy życie lokalnej społeczności i wieczory spędzane w bibliotece to nie nowość: koncerty, wernisaże, spotkania nie tylko autorskie wiążą się z ich organizacją, pomysłami, targaniem stołów, aranżacją sal, dźwiganiem butelek win zmywanie naczyń po gościach (my mamy zmywarkę ;), którzy przyszli do nas odpocząć słuchając np. jazzu.

                    • statystyki

                      Alergia psychiczna na koty? Jezuniu, to ty lecz się Izuniu, lata w terapii będą trudne, lecz warto podjąć bo bez kota życie nudne.

                • statystyki

                  Prawda, prawda, ja trafiałem fatalnie, nie licząc ostatniej polonistki w LO, no i wspaniałej kadry ze Studium Księgarskiego. Pozostał mi uraz.

                  • statystyki

                    Ja się zgadzam z panem Maćkiem w kwestii pasożytów i leni, no i w kwestii generalizowania. Podobne typy można znaleźć w każdej branży. Mam doświadczenie, bo przez kilka lat też uczyłam w szkole. A z kotami to ciężka sprawa. Kiedyś byłam na Białorusi i miałam miejsce przy stole obok kota rasy chyba gołubaja ruskaja. I to było bardziej strsujące doświadczenie niż słuchanie Łukaszenki w telewizji 😉

                    • statystyki

                      Zazdroszczę wszystkim, którzy mieli fajnych nauczycieli, mi to niestety nie było dane (nie licząc uroczej pani od polskiego z ostatniego okresu nauki w LO). Trafiałem na leni, albo nawiedzonych mitomanów, albo zramolałych skrelotyków.

    • Bibliotekarze

      A no właśnie! Tak też zawsze myślałem! Może dlatego bibliotekarze nie strajkują i nie opowiadają jaka to ciężka i stresująca praca :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

23 września 2018 o godz. 08:57

Kartka ze Speyside – Heilan coo

SONY DSC

Szkoci mówią na nie Heilan coo, cudzoziemcy Hippie cow. Mają długą grzywkę i leniwe miny. Nie dają zbyt dobrego mleka. Hoduje się je na mięso. Szkoda, bo miło wyglądają jak są żywe. Potem już mniej miło. Przywędrowały z Hebrydów. Wzmianki o nich pochodzą już z VI wieku. W czarnej wersji nazywają się w Szkocji Kyloe i jedna taka czarna krowa z grzywką znajdzie się na okładce najbliższego numeru „Aqua Vitae”.

22 września 2018 o godz. 09:42

Kartka ze Speyside – Dunnottar Castle

Dunnottar Castle (37)

Kiedy spytać Szkota, dlaczego nie czuje pokrewieństwa z Irlandczykami, choć to podobna kultura, podobny język i podobne zamiłowanie do spokojnego wiejskiego życia ze szklaneczką whisky, odpowie, że z Irlandczykiem w ogóle nic go nie łączy, bo oni są celtami, a Szkoci to piktowie. Dla mnie tyle samo w tym sensu, co w stwierdzeniu, że nic mnie nie łączy z ludźmi z południa Polski, bo oni to Wiślanie, a my to Polanie. Ale tak całkiem serio, kulturowa tożsamość w Szkocji i Irlandii jest bardzo wysoka, a nawiązania do kultury piktów i celtów są jej częścią.

21 września 2018 o godz. 09:24

Kartka ze Speyside – Benromach

_DSC8756

Niewielka szkocka gorzelnia whisky, działająca w regionie Speyside, w miasteczku Forres od 1898 roku. Wielokrotnie zmieniała właścicieli, a w latach 1983-1998 stała zamknięta. Obecnie jest własnością Gordon & MacPhail. Używają głównie torfowanego jęczmienia, o poziomie natorfienia 12 ppm i 47 ppm, a także nietorfowanego jęczmienia organic. Kadź zacierna ma pojemność 1,5 tony. Mają 13 kadzi fermentacyjnych z sosny oregońskiej, stosują dwa rodzaje fermentacji – krótsza trwa 62-67 godzin, wydłużona – 110 godzin, stosują drożdże browarnicze. Alembik pierwszej destylacji ma pojemność 7500 l, drugiej destylacji – 4250 l. Alembiki Forsyths z zewnętrznym kondensatorem. Odbierają alkohol o mocy 70%, przed wlaniem do beczek obniżają moc do 63,5%. Cały proces produkcji jest sterowany ręcznie. Rocznie produkują ok. 700 tys. l alkoholu. Destylarnia ma w swoich magazynach ok. 18 tys. beczek. Używają tylko beczek first fill po bourbonie, poza tym beczek po sherry z bodegi Williams & Humbert, a do whisky z jęczmienia organic – dziewiczych beczek z białego dębu z Missouri. W 2018 roku uruchomili osobną mikro-destylarnię, w której produkują gin Red Door.

20 września 2018 o godz. 08:37

Kartka ze Speyside – Glen Moray

SONY DSC

Glen Moray to ogromna destylarnia whisky ze Speyside, powstała w 1897 nad brzegiem rzeki Lossie, na przedmieściach Elgin, w ostatnich latach całkowicie przebudowana do przemysłowych rozmiarów. Wcześniej, od 1828 roku, w tym samym miejscu działał browar West Brewery. Zaczynali z jedną parą alembików, które zrobiono z przebudowanych kadzi warzelniczych. Te stare alembiki przepadły w pożarze. Kilkakrotnie zamykana, kilkakrotnie też zmieniała właścicieli. W 1920 roku przejęta przez spółkę Macdonald & Muir (ówczesnego właściciela Glenmorangie). Przebudowana w 1958 roku, w 1979 roku wprowadzono dwa nowe alembiki. Pod koniec lat 70. zaprzestano własnego słodowania. W 2008 roku właścicielem Glen Moray został francuski potentat na rynku alkoholowym, grupa La Martiniquaise. Obecnie rocznie produkują 5 mln l alkoholu. Gigantyczne kadzie fermentacyjne, a jest ich 14, usytuowane są na zewnątrz. Z jednego zacieru robią ok. 52 tys. l przefermentowanego alkoholu, stalowa kadź zacierna ma pojemność 11 ton. Fermentacja jest dość krótka, trwa 60 godzin, alkohol ma 8,5%. Po przebudowie w 2016 roku alembiki pierwszej destylacji są w innym budynku niż drugiej, nie działają w parach. Te do pierwszej destylacji mają bardzo nietypowy kształt, szyja jest odwrócona do przodu, przed każdym alembikiem jest podwójny kondensator, który nie wpływa wprawdzie na czas destylacji czy moc alkoholu, ale daje oszczędność energii. Wszystko jest sterowane komputerowo, pierwsza destylacja trwa ok. 5 godzin i daje alkohol o mocy ok. 25%. Nowe alembiki powstały we Frili, sprowadzono je z Włoch. W drugim budynku jest dziewięć alembików. Sześć Forsyths, z czego trzy kiedyś działały jako wash stills w parach ze spirit stills. Przerobiono je na spirit stills, dodano jeszcze trzy włoskie, więc teraz serce destylarni wyposażone jest w aparaty o różnej pojemności, różnych kształtów. Moc alkoholu po drugiej destylacji to 72%. Firma dysponuje też starą kadzią zacierną i pięcioma starymi kadziami fermentacyjnymi. Być może będą w przyszłości wykorzystywane do eksperymentalnych edycji. Planowane jest dodanie jeszcze dwóch alembików i zwiększenie produkcji nawet do 9 mln l (przed inwestycją La Martiniquaise moce produkcyjne wynosiły 2,2 mln l rocznie). Glen Moray ma obecnie 12 magazynów, w których leżakuje whisky w ok. 140 tys. beczek. Visitors center rocznie odwiedza ok. 24 tys. osób. Na miejscu można spróbować kilku specjalnych edycji whisky, które pokazują potencjał destylarni (np.: Glen Moray 1998 PX Finish, Glen Moray 2010 Peated PX Finish czy Glen Moray 120th Aniversary Edition).

19 września 2018 o godz. 09:19

Kartka ze Speyside – Glenury Royal

_DSC8659

Już nieistniejąca destylarnia whisky z Highlands, pojedyncze butelki jeszcze można dostać, np. czterdziestoletnia Glenury Royal wydestylowana w 1970 roku. Powstała w 1825 roku i – jak piszą kronikarze – od początku była pechowa. Kilka tygodni po jej uruchomieniu wybuchł pożar, który zniszczył ja niemal doszczętnie. Zdarzył się też nieszczęśliwy wypadek, jeden z robotników zginął podczas pracy, wpadł do kadzi. Założył ją w Stoneheaven kapitan Robert Barclay Allardice, ciekawa postać – parlamentarzysta, biegacz i bokser. Była to jedna z trzech destylarni, którym król Wilhelm IV pozwolił posługiwać się w nazwie określeniem „królewska” (Royal). Kolejnymi właścicielami Glenury byli: William Richie (w latach 1857-1928), spółka Glenury Distillery Co. (1936-1938), Associated Scottish Distillers (1938-1940), American National Distillers (1940-1953) oraz Distillers Company Limited (od 1953 roku do końca). Miała okresy przestoju, np. w latach 1852-1858 czy 1940-1945. Destylarnię zamknięto w 1983 roku, częściowo wyburzono, częściowo przebudowano, dziś w jej miejscu stoi osiedle mieszkaniowe.

18 września 2018 o godz. 08:54

Kartka ze Speyside – Auchinblae

_DSC8646

Niewiele wiadomo o destylarni whisky Auchinblae, ulokowanej przy Burn Street w Auchenblae (Aberdeenshire). Powstała w 1895 roku w miejscu młyna Den Mill, starszego o sto lat. Zapewne już wcześniej pędzono tu alkohol, ale bez licencji. Przebudowę młyna i pagodę słodowni projektował słynny architekt tamtych czasów, Charles C. Doig. Należała do lokalnej spółki kapitałowej Auchinblae Distillery Company Ltd. Jak ustalił Brian Townsend, autor znakomitej książki „Scotch Missed”, była wyposażona w cztery kadzie fermentacyjne o pojemności 6000 galonów każda oraz jedna parę alembików (wash still miała 1500 galonów, spirit still wiadomo tylko, że była mniejsza. Pierwszy jej menadżer wcześniej pracował w Ord Distillery. W 1916 roku przejęta przez spółkę Macdonald Greenlees, która miała też pobliską destylarnię Stronachie.

17 września 2018 o godz. 08:14

Kartka ze Speyside – wizyta w Fettercairn

_DSC8621

Fettercairn to destylarnia z Higlands, powstała w 1824 roku, założona przez Sir Alexandra Ramsaya, który był jej właścicielem zaledwie przez sześć lat. Z powodu długów odsprzedał ją wraz z posiadłością ziemską Fasque Estate kupcowi Johnowi Gladstone. Przebudowana po pożarze w 1887 roku. W latach 1926-1939 zamknięta. Jej pracę wznowił nowy właściciel, kilkakrotnie zresztą się zmienił w następnych latach, aż w 1974 roku przejęła ją spółka Whyte & Mackay, która zarządza do dziś marką i zasobami whisky, wykorzystując znakomitą część produkcji Fettercairn do swoich blendów. W latach 60. XX wieku zaprzestano samodzielnego słodowania jęczmienia. W 1966 roku podwojono moce produkcyjne – z dwóch do czterech alembików. Aparaty do pierwszej destylacji wash stills mają pojemność po 17274 l, a spirit still jeden ma 13638 l, drugi – 11819 l. Spirytus odbierany jest z mocą 68%, do beczek trafia z mocą 63,5%, druga destylacja trwa sześć godzin. Kadź zacierna ma pojemność 5 ton, robią 24 zaciery tygodniowo. Jako jedni z nielicznych w Szkocji używają karmelizowanego słodu do niektórych edycji whisky. Jest tu jedenaście kadzi fermentacyjnych z sosny oregońskiej o pojemności po 25 tys. l każda. Fermentacja jest dość szybka, trwa 52-55 godzin. W 1989 roku otwarto centrum dla odwiedzających. Mają 13 magazynów, a w nich ok. 40 tys. beczek. Beczki po bourbonie wykorzystywane są tylko raz, potem są odsprzedawane, używają też m.in. beczek po sherry, porto czy po bordoskich winach.

16 września 2018 o godz. 20:33

Róbrege dla Brylewskiego

41556897_2151483198255546_9036314992659398656_o

29 września odbędzie się koncert pod hasłem Róbrege, dedykowany pamięci Roberta Brylewskiego. Wystąpią: Paweł Sky & nowy+eren 101% improwizacji, Ziggie Piggie & goście, Armia, Maleo Reggae Rockers & goście, Izrael & goście, Joint Venture Sound System gra Brylewskiego. Impreza odbędzie się w namiocie pod Pałacem Kultury i Nauki (od strony ul. Świętokrzyskiej).Wstęp – 30 zł, start – godz. 17.00.

16 września 2018 o godz. 09:00

Kartka ze Speyside – Royal Lochnagar

Royal Lochnagar11

Royal Lochnagar jest pięknie położona, w dolinie rzeki Dee, na tym samym jej brzegu, co królewska letnia rezydencja, zamek Balmoral. Bliskość zamku i królewskich ogrodów sprawia, że destylarnia jest chętnie odwiedzana przez turystów, pomimo tego, że sama whisky nie jest dobrze znana. Marka należy do Diageo. Jest to niewielka destylarnia, o iście królewskim charakterze, co jest podkreślane co chwila podczas wizyty. Niestety, jak we wszystkich destylarniach Diageo, nie wolno podczas zwiedzania robić zdjęć.

15 września 2018 o godz. 09:15

Kartka ze Speyside – Allt-á-Bhainne

_DSC8587

Zbudowana w 1975 roku w Glenrinnes (region Speyside) nowoczesna destylarnia whisky, powstała na potrzeby ówczesnego potentata na światowym rynku alkoholowym – Seagrams, podobnie jak zbudowana dwa lata wcześniej siostrzana gorzelnia Braeval. Koszt uruchomienia destylarni wyniósł 2,7 mln funtów, a w 1989 roku dokonano kolejnych inwestycji, podwajając liczbę alembików do czterech i moce produkcyjne do ok. 4 mln l whisky rocznie. Od 2001 roku jest własnością Pernod Ricard, bezpośrednio zarządza nią Chivas Brothers. W latach 2002-2005 stała zamknięta. Proces produkcji jest do tego stopnia zautomatyzowany, że destylacją może zajmować się tylko jedna osoba. Dziwna nazwa Allt-á-Bhainne to po gaelicku „Palone mleko”. Ta mało znana koneserom single malt whisky destylarnia od początku działa głównie na potrzeby zestawiania blendów Chivas Regal. Co ciekawe, dysponuje bardzo niewielkim magazynem do składowania whisky, dlatego część jej produkcji – głównie ta oferowana jako single malt – dojrzewa w magazynach na wyspie Islay, dzięki czemu uzyskują charakterystyczny słony smak. Połowa produkowanej w Allt-á-Bhainne whisky robiona jest z lekko torfowanego (10 ppm) słodu, reszta z nietorfowanego.