Kanał RSS
Najczęściej komentowane
1. Złam prawo - fragment części II
2. Mrówa-punkówa
3. Xenna na ekranie
4. Xenna - alternatywne zakończenie
5. Chaos i świńska skóra
6. Disorder i ja
7. Kolejny projekt okładki
8. Kabotyn Rotten, Sex Pistols dziady
9. Jarocin 2008
10. Sylwia
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Gazeta Literacka
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Urządzenia biurowe
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Wydawnictwo Primavera
Wydawnictwo Jirafa Roja
 
Punk & Disorderly Poniedziałek, 2 Marca, 2009
Disorder
  W dniach 20-22.02 w Berlinie odbyła się kolejna edycja festiwalu Punk & Disorderly, który od 2002 roku jest największym punkowym gigiem w tej części Europy. Tradycyjnie impreza przebiegała pod znakiem Oi i streetpunka, a największą gwiazdą był w tym roku Cock Sparrer.
Zacząć należy od tego, że w ostatniej chwili organizatorzy przenieśli festiwal i to o jakieś 40 km - z przedmieść wschodniego Berlina na przedmieścia zachodniego, do hali Kabelwerk, gdzie normalnie odbywają się targi i wystawy. Prawdopodobnie zrobiono słusznie bo i tak drugiego dnia, gdy grał Cock Sparrer, było więcej chętnych niż miejsc i zaprzestano sprzedawania biletów.
Do Berlina wybrałem się z ekipą z Torunia, z kolegą Krakosiem - jechaliśmy jego busem, w nocy, sypał straszliwy śnieg i trochę nam się zeszło... Jeszcze wizyta w Core Tex - punk shopie w centrum Berlina, gdzie mieliśmy nadzieję dostać karnety (już nie było), poczym wjechaliśmy busem na halę i rozłożyliśmy stoliki z distro. Powiem od razu, że ruch był przy kramiku non stop, sprzedawaliśmy koszulki, naszywki, badziole i inne takie, a właściwie to głównie Krakoś sprzedawał, bo ja skoncentrowałem się na przemyconym na halę piwie i muzyce. Spaliśmy kilka kilometrów od festiwalu, w hostelu prowadzonym przez Ruskich - w dzielnicy Spandau. O samym Berlinie będę jeszcze pisał (innym razem), a teraz o festiwalu.
Zrobiłem ponad 500 zdjęć. Oczywiście pełny przegląd irokezów, tęcza kolorów, przegląd mody i urody punkowej - może nie tak jak w Londynie, ale widać, że tam młodzież ma nadmiar euro na zbyciu. Browar był po 2,50 euro (straszliwe kolejki do kraników, których rozstawiono stanowczo zbyt mało), poza tym można było kupić destylaty. Ochrona nie sprawiała kłopotów, poza bombą atomową i granatem na ryby można było wnosić co się komu podoba, nie było żadnego mordobicia, żadnych krawych ofiar, zero faszystowskich akcentów, a policja nudziła się w dwóch radiowozach przy najbliższym przystanku autobusowym. Nie wiem czy całą imprezę obsługiwało więcej niż 15 ochroniarzy i 10 policjantów. A przyszło jakieś 7000 ludzi! Pod tym względem, niestety, daleko jesteśmy za Europą. Chuj z irokezami w kolorach tęczy, ale chciałbym żeby u nas na koncertach można było wchodzić z najeżonym gwoździami łańcuchem i żeby jednocześnie każdy mógł się bezpiecznie bawić. Pamiętamy jednak, co się działo choćby w Gdyni na Cockney Rejects...

Pierwszy dzień festiwalu był - oględnie mówiąc - taki sobie. Kapele zdecydowanie drugoligowe, niemiecką publiczność rozgrzewał dziad z wielkim brzuchem z popularnej jabolpunkowej kapeli Die Kassierer. Potem całkiem fajnie zagrało Klasse Kriminale, na koniec tego dnia był Last Resort. Nie jestem ich wielkim fanem, nie mniej jest to kawałek historii oi, a zagrali największe hity, nie wyłączając "Oi Oi Skinhead". Dodam, że do miejsca, w którym spałem wracałem przez cztery godziny po mrozie... bo mi się zabłądziło troszkę z nadmiaru wrażeń i używek.
Drugi dzień to było szaleństwo (kolejki po piwo ponad półgodzinne!). Przez 40 minut stałem na mrozie żeby w ogóle wejść - taki był tłum szturmujących wejście. Jak już wspomniałem, zabrakło biletów (nam się jednak udało pierwszego dnia dostać karnety na całość), wszyscy oczywiście zeszli się na Cock Sparrera - nic dziwnego, wszak Colin McFaull i spółka grają bardzo rzadko, praktycznie tylko na festiwalach, które są w stanie zgromadzić wielką publikę (najbliższe koncerty mają w maju w USA, a potem dopiero we wrześniu dwa razy w Europie - Belgrad i Girona). Niełatwo zatem zobaczyć ich na scenie - grają za wielką kasę i niezależnie od tego, co gadają w wywiadach, to jednak są gwiazdorami. Zanim jednak zaczął swój występ Cock Sparrer, zagrało tego dnia m.in. Discharge. Nie jest to zespół, który szczególnie lubię, nie mniej, kiedy jako gówniarz usłyszałem w audycji Marka Wiernika "Cały ten Rock" (Polskie Radio 3, wówczas) ich "Hear Nothing, See Nothing, Say Nothing", to wbiło mnie w krzesło. Nikt wówczas nie grał tak ostro. Teraz Discharge wydaje się opartą na dwóch akordach rąbanką, nie mniej na scenie byli bardzo energetyczni i zakręcili pierwsze tego wieczora pogo. Później wystąpił m.in. Vice Squad z Becky Bondage. Becky to pani po pięćdzisiątce, ale respekt pełen - mało która nastolatka ma tyle energii, tak się rusza, a i trzeba powiedzieć, że figurę Becky wciąż ma apetyczną. Byłem drugi raz na ich koncercie i powiem, że to jest taka sama moc jaką miał ten zespół na początku lat 80., kiedy nagrywali "Last Rockers". W większości zagrali kawałki z pierwszego okresu aktywności Vice Squad, czyli z lat 1978-1983... tak, stare są to dzieje, ale te kawałki publiczność pod sceną doskonale znała. "Stumbling through the rubble/ my heads in a spin/ i hear them fighting/ no one that no one can win/ im to young to die/ to late to live/ as politicians do the thing no god can forgive" - sam krzyczałem stojąc z obiektywem pod samą sceną:) Nie wiem jakim cudem, ale udało mi się też przepchać pod samą scenę na Cock Sparrera, dzięki czemu mam masę rewelacyjnych zdjęć. Cóż, kto tam przyszedł, na pewno się nie zawiódł. Grali półtorej godziny, wszystko co najlepsze (wyszedłem przed bisami, żeby nie przepychać się przez godzinę w tłumie i nie słyszałem z zestawu obowiązkowego jedynie "Because you're young" - i to było w sumie jedyne rozczarowanie; nie wiem czy to na bis zagrali, czy nie...). Są zespoły, które brzmią dobrze na koncertach, inne lepiej na płytach - można powiedzieć, że Cock Sparrer jest zawsze ten sam, w studio czy na scenie, zawsze pełen profesjonalizm, choć w sumie od lat nagrywają w kółko te same kawałki i te same grają na koncertach... no, ale tego też publika oczekuje; Vice Squad czy U.K. Subs nagrywaja płyty z zupełnie nową muzyką, a na koncertach grają stare rzeczy, bo nowych nikt nie chce słuchać, więc Cock Sparrer w sumie chyba postępuje słusznie, że bez przerwy powiela sam siebie. Dodam, że w łóżku znów byłem po czwartej i wyglądałem jak bałwan (śniegowy).
Trzeci dzień był beznadziejny, cóż można powiedzieć - Argy Bargy podrabiało Cock Sparrera, publiczności było niewiele, kapele gorzej niż drugoligowe... Gwiazdą tego dnia miało być The Boys. Ja po kilku dniach gigu (bo przecież jeszcze przed festiwalem miałem trasę do Torunia) miałem dość, nie lubiłem nigdy Boysów, więc nie jest mi z tego powodu przykro, że zmyłem się spać zanim zaczęli.
A następnego dnia był dłuuuuugi powrót do Torunia, wesołym autobusem, z przystankami co 20 minut bo chłodnica się rozwaliła, jechaliśmy praktycznie do rana... Ale to być może temat na opowiadanie, może je kiedyś napiszę, może nie, któż to wie? ;)

Wklejam kilka fotek, trudno mi było wybrać, więc trochę tak przypadkowo.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

Klasse Kriminale

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Last Resort

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Discharge

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Becky Bondage z Vice Squad

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Colin McFaull z Cock Sparrera

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niemiecka młodzież kupuje polskie produkty, czyli kolejka do kramiku Krakosia

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Polska młodzież pije niemieckie piwo :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

para dobrana

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ostatniego dnia tłumów już nie było...

Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Wtorek, 10 Marca, 2009 alfa
fest
Odpowiedz
:-)
Środa, 4 Marca, 2009 Anna
Fajne fotki
Odpowiedz
Zazdroszczę. Byłam w Berlinie. Chciałam popstrykać na dworcu ZOO ale zabrakło czasu. Myślę, że jeszcze mi się uda.
Czwartek, 5 Marca, 2009 Disorder
Fajne fotki
Odpowiedz
jeszcze będzie relacja z samego Berlina-miasta, ale to jak znajdę chwilę wytchnienia :)
Wtorek, 3 Marca, 2009 AGNES
dzięki
Odpowiedz
Dzięki za wyczerpującą relację i fotki :) Mam pecha do tego festiwalu, poprostu szkoda słów.... Nie będę więc wylewać tu gorzkich żali. Może jeszcze kiedyś Becky zawita do Polski, może zagra gdzieś blisko... Gratuluję wrażeń i udanej zabawy! :D
Czwartek, 5 Marca, 2009 disorder
dzięki
Odpowiedz
ostatnio Vice Squad sporo gra... i jakby coraz lepiej, więc pewnie będzie szansa, tak czy inaczej żałuj, chociaż wzrost kursu euro sprawił, że wszystko to wyszło dość nie tanio :|
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Wpisz stolicę polski
Dodaj
 
AntyRadio - Radio BEZ Zasad
Landsberg Hardcore Crew
 
Creative
Commons License Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska
Analiza oglšdalności witryny
Aktualny PageRank strony xenna.com.pl dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO
© 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.
Serwis optymalizowany do 800x600+ | IE/Mozilla FF | kodowanie iso-8859-2