Kanał RSS
Najczęściej komentowane
1. Złam prawo - fragment części II
2. Mrówa-punkówa
3. Xenna na ekranie
4. Xenna - alternatywne zakończenie
5. Chaos i świńska skóra
6. Disorder i ja
7. Kolejny projekt okładki
8. Kabotyn Rotten, Sex Pistols dziady
9. Jarocin 2008
10. Sylwia
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Gazeta Literacka
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Urządzenia biurowe
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Wydawnictwo Primavera
Wydawnictwo Jirafa Roja
 
Kartka z Izraela (7) Środa, 17 Marca, 2010
Disorder
  Ostatnia obiecana kartka, czyli telgraficzny skrót - jak tam jest, co warto zjeść, co warto wypić?
Otóż jest bezpieczniej niż się na ogół sądzi, przynajmniej dla obcokrajowców - obydwie strony, izraelska i palestyńska, bardzo dbają o swój wizerunek na świecie i starają się by turyści czuli się możliwie komfortowo i bezpiecznie i raczej nie ginęli w zamachach bombowych. A rakiety albo mają inteligentny czip, albo mózg zamachowca-samobójcy, więc wiedzą, gdzie trafić. Uciążliwa jest konieczność ciągłego targowania się, zwłaszcza w częściach palestyńskich, brak stałych cen, ciągłe nagabywanie: "kup to, obejrzyj to". W restauracjach na prowincji nazwy dań są albo w alfabecie hebrajskim, albo arabskim, także trudno cokolwiek zrozumieć, poza tym normalką jest brak cen i standardem jest oszukiwanie, także dobrze się najpierw wypytać dokładnie, ile co kosztuje (oszukują zarówno Żydzi jak i Arabowie). Pytanie o cenę musi poprzedzać każdą usługę, nie wolno wsiadać do taksówki zanim się nie wynegocjuje ceny i trzeba być przygotowanym na dalsze negocjacje podczas jazdy (kiedy kierowca nagle stwierdza, że właściwie to zawiezie nas gdzie indziej, za inną cenę, czyli np. nie do hotelu a nad Morze Martwe - 80 km, za to bardzo tanio).
Jest dość ponuro, tablice często przypominają o ofiarach zamachów (szczególnie w pobliżu przystanków autobusowych), okropny jest żelbetonowy mur oddzielający autonomię palestyńską, wszędzie pełno karabinów, mundurów, wozów bojowych, a np. kibuce otoczone są drutami kolczastymi i przy wjeździe mają strażnice z wartownikami i karabinami. Zdumiewające, że naród, dla którego druty kolczaste są symbolem holocaustu i największej traumy (ponad 6 mln zamordowanych przez nazistów) z własnego wyboru żyje dziś w quaziobozach, za drutami... Ale idea kibucu jest taka, że ma się "wyżywić i obronić sam". Byłem w dwóch kibucach, nie chciałbym tam spędzić więcej niż kilka nocy. Poza tym budownictwo mieszkaniowe jest okropne, brakuje chodników, brakuje trawników, wszędzie gruzy, brak estetyki, brak dbałości o otoczenie najbliższego miejsca zamieszkania.
Pełno bazarów, handel kwitnie do późnej nocy, zamiera tylko w dni świąteczne. Pełno małej gastronomii, je się zwykle na ulicy, dominują dania kuchni arabskiej, które europejscy Żydzi szybko przyjęli za własne. Także kuchnia lokalna mocno odbiega od oferty restauracji żydowskiej w Warszawie. Pyszny jest podawany w szabas czulent - rodzaj gulaszu z koszernego mięsa, z fasolą, ciecierzycą, cebulą. Kuchnia arabska to głównie falafel, szawarma, gołąbki w liściach winogron, mutabal (pasta z bakłażana), humus (pasta z ciecieżycy), czesto do tego ostra harrisa. Orientalne przyprawy. Smaczne, ale trzeba uważać na żołądek. Na ulicach za grosze wyciskany jest sok z granatów lub pomarańczy. Bardzo dużo kawy (arabska z kardamonem), herbata słodka z liśćmi mięty.
Alkoholu pije się mało, zarówno w części żydowskiej jak i arabskiej (muzułmanie w ogóle nie piją, ale sporo jest chrześcijan wśród Arabów). W małych lokalach w ogóle nie podaje się alkoholu, jest kawa i fajka wodna, w której palą owocowy tytoń. W większych restauracjach w karcie jest wprawdzie duży wybór, w praktyce okazuje się jednak, że jest tylko wódka czysta, whiskey, ewentualnie gin. Po stronie żydowskiej - wódka koszerna, po stronie arabskiej - arak, czyli wódka anyżkowa. Ceny wysokie. Za małe piwo izraelskie najtaniej płaciłem w sklepie 8 zł, za palestyńskie - 6 zł. Wino najtaniej znalazłem za 16 zł, ale zwykle kosztuje więcej, przy czym na terenie autonomii palestyńskiej nie ma produktów izraelskich. Wódka w części arabskiej droga, kosztuje minimum 30 zł za 0,5 litra.
Koszerność to osobny problem. Na przykład nie można łączyć produktów mlecznych z mięsnymi, czyli np. do śniadania nie można zjeść sera żółtego z wędliną. Są osobne zestawy sztućców itp. Jest z tym spory ambaras, bo w barze samoobsługowym można np. niechcący usiąść przy "mlecznym" stole z porcją mięsiwa i robi się afera. Oczywiście o koszerności można napisać książkę, relacjonuję w telegraficznym skrócie.
Jest bardzo ciepło, podczas mojego pobytu temperatura często przekraczała 30 stopni. Najcieplej jest na obszarach położonych poniżej poziomu morza, choć wieczory są chłodne - wieje wiatr od pustyni, a 3/4 kraju to pustynia. W Morzu Martwym można się kąpać przez cały rok, w Morzu Czerwonym nie wiem, ale chyba też.
Już mi się nie chce więcej pisać, wkleję zdjęcia. Dodam tylko, że ludzie są zazwyczaj pobożni i przywiązani do tradycji, co widać m.in. w sposobie ubierania się. Oczywiście w Tel Awiwie można nawet znaleźć kluby z muzyką punk, ale prowincja jest bardzo rustykalna i bardzo rozmodlona.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pełno bazarów i przypraw - polecam hysop

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Chłopiec wyciska soki z granatów, pomarańczy i grejpfrutów

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gołąbki w liściach winogron z beczki

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Moda odbiega od naszej

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Falafel, pita i humus - lokalny hamburger (swoją drogą w Izraelu są koszerne McDonald'sy)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dresiarstwo pali faję zamiast obalać alpagi

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Uśmiechnięty chłopak z plakatu - częsty widok w autonomii

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pobożnie...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

... i rustykalnie

Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Niedziela, 21 Marca, 2010 Marchew
Gdzie on?
Odpowiedz
Tam, podobno bardzo zdolni ludzie mieszkają lub przynajmniej kiedyś mieszkali. Słyszałem o Żydzie, co wodę w wino zamieniał; ale nie tam przez fermentację tylko w trybie natychmiastowym, sobie wiadomym sposobem. Nie spotkałeś tam nikogo podobnego?
Niedziela, 21 Marca, 2010 Disorder
Gdzie on?
Odpowiedz
eee, to plotki były. albo kryptoreklama regionu opłacana przez ministr turystyki.
Środa, 17 Marca, 2010 Agrafa
Mmniam z małym grymasem
Odpowiedz
Humus i anyżówka to jest to (!) ;D Spróbuj kiedyś;)
Środa, 17 Marca, 2010 mrÓ.
żarełko
Odpowiedz
a przywiozłeś coś dobrego? Skusiłabym się nawet pomimo mojego wrodzonego jadłowstrętu. ;P
Środa, 17 Marca, 2010 Disorder
żarełko
Odpowiedz
Tylko palestyński arak i likier marakujowy, ale ten już wypiłem i trochę ostrej papryki, generalnie też mam jadłowstręt więc nie przywożę daktyli czy innych psujących się niepotrzebnych rzeczy.
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Liczbowo 4 + 1 =
Dodaj
 
AntyRadio - Radio BEZ Zasad
Landsberg Hardcore Crew
 
Creative
Commons License Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska
Analiza oglšdalności witryny
Aktualny PageRank strony xenna.com.pl dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO
© 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.
Serwis optymalizowany do 800x600+ | IE/Mozilla FF | kodowanie iso-8859-2