8 czerwca 2016 o godz. 10:23

Literacki almanach alkoholowy

Aleksander Przybylski „Literacki almanach alkoholowy”, słowo obraz terytoria, Gdańsk 2016
Ze swadą i pomysłem napisana książka. Pozornie jest to wybór tekstów o trunkach, w rzeczywistości jednak bardzo autorski i przemyślany przewodnik po świecie alkoholi wszelakich – od piw, przez wina, koktajle, wódki i likiery po trunki niepijane (benzyna, denaturat, spirytus salicylowy i inne cuda) oraz istniejące tylko w fantazji pisarza. Autor zebrał też lekarstwa na efekty dnia następnego – od ogórków po zsiadłe mleko oraz niewybredne gry i zabawy ogólno-barowo-towarzyskie. Analizowani są pisarze klasyczni i współcześni, szkolne lektury i książki bynajmniej nie dla młodzieży. Aleksander Przybylski przedstawia sam trunek, sposób podawania, historię literacką okraszoną stosownym fragmentem dzieła i na koniec w zabawny sposób podsumowuje – sugerując skutki uboczne nadużywania.


Część o mocnych alkoholach zawiera trochę błędów dotyczących samych trunków. Najważniejszy dotyczy araku, który autor pomylił z arrakiem. Pierwsze jest alkoholem anyżowym rodem z Bliskiego Wschodu, wzorowanym na greckim tsipouro, drugie jest trunkiem jeszcze bardziej egzotycznym, robionym z wina palmowego, z palmy odmiany Areka katechu, rosnącej m.in. w Indiach, Pakistanie, Indonezji, Filipinach, bardzo popularny jest na Sri Lance. Trunek ten przed II wojną światową był też popularny w części Europy, m.in. w Holandii, która była jego głównym importerem, ale też w Niemczech oraz w Polsce, gdzie wyrabialiśmy nasze własne arraki, destylowane najczęściej z melasy i przypominające w smaku rum. Przez pomylenie trunków cały koncept na rozdział o araku (arraku) wziął w łeb. To nie trunkiem z Libanu zapijali się w karczmach chłopi sportretowani przez Reymonta, lecz krajowym odpowiednikiem cejlońskiego arraku.
Gdy autor pisze o jałowcówce Machandel, miesza ją z holenderskim genever, również jałowcowym trunkiem, tyle, że z Schiedam. Jałowcówka Machandel pojawia się w latach 20. XX wieku, tymczasem autor chciałby, aby to nią raczyli się wyprawiający się do wnętrza ziemi bohaterowie książki Juliusza Verne’a. Francuski pisarz zmarł w 1905 roku, więc nie miał szans ani przyjemności zagustować w słynnej polskiej jałowcówce, która doczekała się licznych podróbek, a o której słuch dziś zaginął.
Koniak, zgodnie z wymaganiami apelacji AOC, nie leżakuje w dębowych beczkach przez okres minimum roku – jak pisze autor – lecz przez minimum dwa lata, a i wtedy raczej nadaje się do sosów czy marynat, niż do podawania w koniakowym kieliszku.
Mezcal nie jest odmianą tequili pochodzącą z podwójnej fermentacji całych owoców agawy. W ogóle nie jest tequilą, choć jest robiony z agawy. Tyle, że z innych odmian niż tequila, która ma też inną apelację i gdzie indziej jest wytwarzana (choć też w Meksyku).
Pernod to nie inna nazwa anyżówki pastis, ale jedna z wielu marek pastisu, tak jak bliźniaczy Ricard.
Śliwowica to po prostu alkohol uzyskany ze śliwek, nie koniecznie węgierek, nie koniecznie musi mieć między 65 a 75%. Najlepsze śliwowice powstają w Serbii, mają moc między 40 a 50% (żeby nie dusić aromatów) i powstają ze śliwek odmiany čačanská rodna.
Herradura nie jest najlepiej sprzedawaną tequilą w Meksyku. To przede wszystkim wielki sukces eksportowy.
Tyle znalazłem błędów w części o mocnych alkoholach, od piw i win ekspertem nie jestem, od wynalazków też nie bardzo. Poza tym nie zawsze się z autorem zgadzam w ocenach społeczno-literackich, ale książkę przeczytałem z dużą przyjemnością. Nie należy jej traktować zbyt poważnie, bo i chyba nie takie było zamierzenie młodego autora. To mrugniecie okiem do bardziej oczytanych miłośników mocnych trunków. Tych nie oczytanych, być może książka skłoni do uzupełnienia braków w lekturze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

18 stycznia 2019 o godz. 18:09

Profesjonaliści

Niedaleko mnie otworzyli nowy sklep sieciowy z winem i mocnymi alkoholami. Firma na rynku od wielu lat, nie będę wymieniał nazwy. Mają dziewięć sklepów w województwie Mazowieckim. Własna selekcja win, ciekawa oferta alkoholi mocnych. Pytam sprzedawcę o butelkę armaniaku, żeby mi kilka zdań powiedział, co to i skąd? Zadowolony z siebie, odpowiada, że wprawdzie nic nie wie o tym, o co pytam, ale może mi polecić koniak „bardzo dobry dla restauracji”. Odpowiadam grzecznie, że ja chcę coś „bardzo dobrego do domu” i pytam o butelkę z amerykańską whiskey, wymieniając nazwę z etykiety. Pan długo szuka, choć butelka na wprost mnie, wreszcie z uśmiechem od ucha do ucha oświadcza: „ja jestem od niedawna w tej branży, jeszcze nie wszystko znam”.

22 grudnia 2018 o godz. 14:55

Wódka z eliksirem

„Bez potrzeby, a co dzień, kto gorzałkę pije, / Błaźnieje i sam nie wie, co się w głowie wije, / Próżniak z niego ospały, jak wilk do roboty, / Mało co lub nic dobry, zapada w suchoty”. ~Serafin Gamalski „Wódka z eliksirem” (1729)

20 grudnia 2018 o godz. 13:52

Bądźcie szczęśliwi!

Man_dressed_as_Santa_Claus_smoking_a_cigarette

Dostojnego Mikołaja i lekkiego kaca życzę wszystkim moim drogim czytelnikom. Bądźcie szczęśliwi, jeśli potraficie. Jak nie potraficie, to nie bądźcie. Szczęście to towar deficytowy. Być umiarkowanie zadowolonym też można Mery, mery i koci, koci.

19 grudnia 2018 o godz. 20:52

Królestwo

692496-352x500

Czytelnicy „Króla” raczej nie oczekiwali kontynuacji i nowa powieść Szczepana Twardocha jest pewnym zaskoczeniem, choć jednocześnie trzeba autorowi przyznać, że uniknął wtórności, przynajmniej w wymiarze literackim, bo kwestia światopoglądowa czy polityczna, to osobny temat. W nowej powieści czytelnik poznaje wojenne losy Jakuba Szapiro i bliskich mu osób – żony, dwóch kochanek i dwóch synów. „Król” był książką łobuzerską o silnie socjalistycznym zabarwieniu, tu mamy natomiast wstrząsającą relację Żydów, którzy próbują przeżyć najgorszy koszmar – wywłaszczenie, getto, likwidację getta, powstanie Warszawskie. To wstrząsająca książka o zagładzie, w której Jakub Szapiro z charyzmatycznego herszta bandy przeistacza się w zaszczutą, bezwolną ofiarę. Jakże inna jest atmosfera obydwu powieści, jakże inna kondycja psychiczna tych samych przecież ludzi. Przed wojną i w czasie wojny, dwa całkowicie oddzielone od siebie światy, choć na scenie zdarzeń ci sami aktorzy. Niesamowicie Twardoch potrafi opowiadać o ludzkich losach, o przeznaczeniu, o winie i karze. Mamy tu plejadę postaci drugoplanowych, których dzieje nie są tylko uzupełnieniem głównego toku narracji, one tworzą historię.

19 grudnia 2018 o godz. 00:23

Belferska grypa

Nauczyciele na chorobowym. Świetny przykład dziatwie dają. Nie chcesz iść do roboty, to symuluj, że chorujesz. I skombinuj zwolnienie. Pięknie.

15 grudnia 2018 o godz. 22:38

Miasto, mafia & miłość

okladka_3m

Cztery lata pisałem, trzy razy zmieniałem tytuł, dwa razy koncepcję fabuły. Jest. Moja nowa powieść ma tytuł „3M” i ukaże się w pierwszym kwartale 2019 roku. Jest miasto, jest mafia, jest miłość, ale są tez trzy koty. Miasto Warszawa, mafia bułgarska, a miłość nieudana. Dużo trupów i optymistyczne zakończenie, żeby nie zostawiać czytelnika w złym humorze.

15 grudnia 2018 o godz. 22:35

3M: Miasto, mafia & miłość

Fragment nowej powieści.

10 grudnia 2018 o godz. 08:44

Wizyta w Palírna Samotišky

Samotisky (6)

Na obrzeżach Ołomuńca w 1996 roku została otwarta nowoczesna destylarnia przetwarzająca owoce – Palírna Samotišky. Lokalni sadownicy mogą tu przedestylować własne owoce, ale firma ma w ofercie także pięć własnych destylatów oraz prowadzi skład podatkowy.

9 grudnia 2018 o godz. 18:38

Wizyta w destylarni Palírna U Zeleného Stromu

U Zeleneho Stromu 2018-11-28 10-47-59

Uwieczniona na etykietach data założenia firmy, to 1518 rok. To by znaczyło, że Palírna U Zeleného Stromu (Gorzelnia Pod Zielonym Drzewem) jest najstarszą destylarnią nie tylko w Czechach, ale w ogóle na świecie. Na pewno są drugim pod względem wielkości producentem mocnych alkoholi w Czechach, po Stocku. Co do historii, to jak zwykle sporo tu marketingu, ale oficjalnie w 2018 roku świętowali pięćsetlecie, wypuszczając m.in. bardzo limitowaną edycję wódki Stará Myslivecká, która leżakowała przez osiem lat w beczkach z amerykańskiego dębu. Na rynek trafiło 299 numerowanych karafek.

9 grudnia 2018 o godz. 15:49

Porady markiza z Griñón

„Dobre wino jest sztuką, która rozkwita wraz z wolnością; dobre wino jest zatem radosną esencją wolności” (Carlos Falcó „Wino. Porady markiza z Griñón)