8 czerwca 2011 o godz. 10:58

Kora ma 60 lat

/wp-content/uploads/2011/06/Kora_von_Maanam_beim_Fest_Karlsruhe_1985

Zawsze pełna elegancji, o nieprawdopodobnym zdolnościach wokalnych i ekspresji. Kora kończy dziś 60 lat, trudno w to uwierzyć patrząc na jej dziewczęcy uśmiech.
Kiedyś, chyba w 1997 roku robiłem duży materiał dziennikarski o Oldze Jackowskiej "Korze" dla "Rzeczpospolitej". Rozmawialiśmy w jej warszawskim mieszkaniu, urządzonym ze smakiem z pewnymi akcentami orientu czy też zwyczajnie hippisowskiej estetyki. Trudno uwierzyć, że to minęło prawie 15 lat od tamtego spotkania. Autoryzacja tekstu była przyjemną towarzyską pogawędką, Kora nie jest kapryśna jak wiele gwiazd, a jej silna osobowość sprawia, że sama buduje swój wizerunek, nie musząc oglądać się na opinie innych. Odgrzebałem tamten stary tekst poprzetykany wypowiedziami Kory i innych osób, ukazał się pod tytułem "Olga Jackowska: Pani świata zmarłych" w cyklu "Zbliżenie".

Kora of Maanam, ‚Das Fest’ 1985 in Karlsruhe/Germany, autor: Herrzipp, Wikimedia Commons, licencja CC

– Najgorsze jest życie jałowe. Przeciwko takiemu życiu rodzi się we mnie bunt. Człowiek powinien zadać sobie pytanie, co jest istotą jego życia. Istotą mojego jest uczuciowość, otwartość na to, co się dookoła mnie dzieje. Cieszy mnie piękno. W pięknie jest Bóg, sakrum. Człowiek powinien dążyć do piękna, niestety coraz więcej widzę wokół siebie ohydy – mówi Olga Jackowska, Kora, jedna z najpopularniejszych piosenkarek rockowych.
Kora, zwana też w mitologii Persefoną, miała być córką Demeter i Zeusa. Po uprowadzeniu przez Hadesa stała się panią świata zmarłych. Pseudonim ten nadali Oldze Jackowskiej w końcu lat 60 przyjaciele-hippiesi, których niekonwencjonalny styl życia zafascynował przyszłą piosenkarkę.
Jej rodzina wywodzi się z Kresów. Ojciec wcześnie zmarł, a matka nie była w stanie sama prowadzić dużego domu – Kora miała siostrę i trzech braci. Od czwartego roku życia do drugiej klasy szkoły podstawowej wychowywała się w prowadzonym przez zakonnice domu dziecka w Jordanowie. Potem mieszkała w suterenie, żyła w ubóstwie. Jej bracia zmarli w młodym wieku, Kora-Persefona oparła się jednak urokom Hadesa, choć kilkakrotnie usiłowała popełnić samobójstwo.
– Wierzę w anioły – mówi Olga Jackowska. – Mam swojego anioła stróża, który stale nade mną czuwał, także i dzisiaj wiem, że jest gdzieś obecny. Nie wiem, jakie jest jego imię. Może jest nim dzisiaj moja mama. Ale niezależnie od tego, co w życiu zakosztowałam, zawsze wiedziałam, co jest dobre, co złe. Dlatego nigdy nie zanurzyłam się w bagnie.
Koniec lat 60. to pierwsze zloty hippiesowskie w Polsce, rewolucja w sztuce, czas „burzy i naporu”. Fascynacja wolnością. Na ten okres datują się pierwsze kontakty Kory z artystycznym światem Krakowa, w którym wówczas mieszkała. Znajomość z Tadeuszem Kantorem, artystami z Piwnicy pod Baranami, Piotrem Markiem – awangardowym bardem, którego piosenki później miała nagrać z zespołem Pudelsi na płycie „Bella Puppa”.
– Żyłam wtedy bardzo intensywnie, poznałam dużo ludzi, zetknęłam się ze zjawiskami artystycznymi typu happening  – wspomina Kora. – Lata 70. to był taki ostatni zryw ptaka. Wszystko było piękniejsze, niż dziś. Spotykałam się ze znajomymi w Krzysztoforach, tylko po to, by z nimi porozmawiać. Dzisiaj młodych ludzi w ogóle rozmowy nie interesują, liczy się dla nich przede wszystkim szmal. Rośnie pokolenie bezideowe, bez wyobraźni. Mam taką wrażliwość, że wkurza mnie, kiedy wokół widzę nudę i bezmyślną agresję. Sama zawsze starałam się iść naprzód, szukać czegoś, co nada bieg memu życiu. A dzisiaj otacza mnie potworny intelektualny marazm.
Podczas jednego z koncertów Olga poznała Marka Jackowskiego grającego wówczas z zespołem „Vox Gentis”. 
– Przyjechaliśmy z Łodzi, gdzie studiowałem do Piwnicy pod baranami w Krakowie – wspomina Marek Jackowski. – Po raz pierwszy zobaczyłem Korę, kiedy siedziała przed wejściem do Piwnicy – już po koncercie – na naszych wzmacniaczach. Miała czarne długie włosy i waziutkie dżinsy. Bardzo mi się spodobała. Potem spotykałem ją u różnych znajomych, wszystko to działo się w środowisku krakowskich hippiesów i artystów. Pobraliśmy się w niecałe dwa lata po pierwszym spotkaniu. Na nasz ślub przyszli m.in. Zygmunt Konieczny i Ewa Demarczyk.
W 1972 roku urodził im się syn – Mateusz. Marek zaczął wówczas występować z grupą „Ossjan”, a Kora po raz pierwszy – u jego boku – wystąpiła na scenie.
– Podśpiewywała sobie w domu i stwierdziłem, że ma całkiem niezły głos – mówi Marek Jackowski. – Pomyślałem, że powina występować na scenie i tak zaczęła się jej piosenkarska przygoda.
– Zawsze lubiłam śpiewać i występować publicznie. Jeszcze w domu dziecka śpiewałam i recytowałam wiersze. Potem występowałam na apelach w szkole podstawowej, doprowadzając dyrektora do łez. W liceum śpiewałam w zespole „Bazyliszki”. W Ossjanie występowałam jednak, jako żona Marka Jackowskiego i nie było to nic wielkiego. Potem graliśmy w trio z Johnem Porterem, cały czas jednak traktowaliśmy te nasze występy, jako zabawę. Dopiero, jak Porter odszedł i rozpoczął własną karierę, zaczęliśmy poważniej myśleć, co dalej.
W 1977 roku powstał Maanam – zespół, który zrobił szybką karierę, a Korze przyniósł sławę świetnej wokalistki. Najpierw śpiewali piosenki Portera, potem coraz częściej własne utwory, do których teksty zaczęła pisać Olga Jackowska. Jej pierwsze piosenki: „Hamlet”, „Stoję, stoję” mówiące o codziennych problemach człowieka trafiły do młodej publiczności.
– Pisałam i nadal piszę o sprawach, które mnie niepokoją, o swoich nastrojach, o wydarzeniach, które dotyczą mnie lub znane mi osoby. Mój pierwszy przebój opowiadał o staniu. Był w tym humor, ale nie było patetyczności. A młodzież miała dość patosu i chyba dlatego utożsamiała się z moimi tekstami.
– Według mnie Kora trochę za dużo dziwaczy – mówi Andrzej Ibis Wróblewski. – Stara się przedstawić swój dystans do świata, ale robi to w zbyt oczywisty sposób. Swojemu głosowi nadaje sztuczną artykulację. Ale jest to niezwykle urodziwa dama, co na estradzie ma ogromne znaczenie.
W 1980 roku Maanam nagrał swoją pierwszą płytę długogrającą. Znalazły się na niej takie przeboje, jak „Żądza pieniądza”, „Buenos Aires”, „Stoję, stoję” czy „Szał niebieskich ciał”. Zespół dużo koncertował, występował na największych w kraju festiwalach, m.in. w Jarocinie i Opolu.
– Na pierwszą płytę złożyły się piosenki, które stanowiły podsumowanie naszej trzyletniej działalności. Pamiętam, że wchodziłam do studia nagraniowego, bez specjalnych emocji. Szczerze mówiąc nawet nie wiedziałam, co to jest studio. Ale szybko się tam odnalazłam. Nie myśleliśmy wówczas o karierze. Nikt zresztą nie stawiał nam wówczas takich wymagań. Nikt nie mówił, ta płyta ma być taka, ten utwór tak zaśpiewany. Nie znaliśmy słowa promocja, nie mieliśmy żadnej koncepcji, jak powinna wyglądać nasza droga artystyczna. Dla mnie najlepszą nagrodą za pracę była możliwość ciągłych wyjazdów. Mam trochę cygański charakter i fascynowało mnie to życie w podróży, ciągle poza domem. Wracałam zmęczona z trasy i już chciałam być gdzie indziej. Poza tym zawsze uwielbiałam scenę. Najlepiej czuję się w łóżku i na scenie. Gdy staję przed publicznością czuję, że teraz wszystko zależy tylko ode mnie. To wielkie wyzwanie, a ja takich wyzwań wciąż potrzebuję.
W stanie wojennym zespół koncertował głównie za granicą. Pojechali w trasę po Holandii, Francji i Niemczech Zachodnich. W Danii wystąpili na festiwalu Roskilde w towarzystwie takich gwiazd, jak Simple Minds i Siouxsie and The Banshees. Nagrali także kolejne płyty: „O!” oraz „Nocny patrol” i „Wet Cat”. Przy realizacji dwóch ostatnich albumów z Maanamem współpracował angielski producent Neil Black. Wywarł on duży wpływ na stylistykę zespołu. Piosenki stały się dużo spokojniejsze, więcej w nich ciepła i melancholii, niż agresji.
W 1984 roku zaproponowano Korze, by wystąpiła z Maanamem podczas zjazdu młodzieży komunistycznej w Sali Kongresowej Pałacu Kultury. W honorowej loży na koncercie zasiąść miał premier ZSRR Nikołaj Ryżkow. Kora odmówiła. W odwecie zabroniono puszczania utworów Maanamu w radio i telewizji, atmosfera wokół zespołu była coraz gorsza. Wcześniej Kora rozstała się z Markiem Jackowskim, w zespole narastały konflikty.
– Trudno mi było godzić pracę z małżeństwem – wspomina Kora. – Cały czas spędzałam z mężem – byłam z nim w domu i na scenie. Ze sceny schodziliśmy w wojowniczych nastrojach i taką atmosferę przenosiliśmy do prywatnego życia. Sprawy osobiste z pewnością miały wpływ na decyzję o rozwiązaniu zespołu w styczniu 1985 roku. Podstawowym problemem był jednak nie mój rozwód z mężem, a moje ogromne zmęczenie uzależnieniem Marka i pozostałych członków grupy.
– Byliśmy zmęczeni psychicznie i fizycznie – mówi Marek Jackowski. – Ja i pozostali muzycy nie potrafiliśmy sobie poradzić z alkoholizmem i problemami rodzinnymi i zespół musiał się rozpaść.
Po rozstaniu z Maanamem Kora nagrała m.in. płytę z zespołem Pudelsi do tekstów Piotra Marka oraz album ze śpiewanymi przez siebie piosenkami Kabaretu Starszych Panów. Z Markiem Jackowskim nagrała także w 1986 roku płytę „Się ściemnia”. Koncertowała wykonując piosenki z repertuaru Agnieszki Osieckiej.
Kora dostawała też zaproszenia na wyjazdy z koncertami do ośrodków polonijnych w Stanach Zjednoczonych. Systematycznie odmawiała, tłumacząc że nie ma zespołu. W końcu wyjechała z Markiem Jackowskim i wynajętymi muzykami.
– Na miejscu okazało się, że z tymi nowymi ludźmi nie można pracować – mówi Kora. – Jednocześnie muzycy z dawnego Maanamu stanęli na nogi. Postanowiliśmy reaktywować zespół. Teraz moje kontakty z kolegami z zespołu są jednak dużo bardziej zawodowe, mniej osobiste.
– Wielu ludzi nie wierzyło, że Maanam przestał istnieć – wspomina Marek Jackowski. – Cały czas przychodziły nowe propozycje koncertów. Kiedy wszyscy członkowie zespołu odzyskali formę, uporali się z nałogiem, podchowali dzieci mogliśmy wreszcie reaktywować grupę w dawnym składzie. Przy okazji zmienił się system, pojawił sięe profesjonalny rynek muzyczny. Wydaje mi się, że dopiero dzisiaj mamy szansę pokazać, na co naprawdę nas stać.
Nowy Maanam nagrał dotychczas trzy płyty: „Derwisz i Anioł”, „Róża” i, ostatnio, „Kolekcjoner”. Producentem nagrań i zarazem menadżerem zespołu jest Kamil Sipowicz, z którym Olga Jackowska żyje od wielu lat, mają razem syna – Szymona. Kamil pisze także czasami teksty dla Maanamu, jest współautorem książki „Podwójna linia życia” będącej autobiografią Kory.
– Poznaliśmy się w 1974 roku – wspomina Kamil Sipowicz. – Współpracowałem z Maanamem od początku istnienia zespołu, pisałem dla nich teksty, m.in.: „Odlot”, „Derwisz”, „Jest taka pora”. Od 1991 roku jestem menadżerem zespołu, założyłem firmę Kamiling, która wydaje ich płyty. Nad koncepcją promocji Maanamu pracuję wspólnie z Korą, dużo pomysłów ma także Marek Jackowski. Korze trudno jest jednak łączyć życie prywatne z zawodowym. Brakuje jej prywatności. Zwykle gdzieś wyjeżdża, kiedy ma napisać nowy tekst piosenki.
Olga Jackowska mieszka obecnie w Warszawie, choć jej ulubionym miastem jest Kraków, w którym spędziła dzieciństwo.
– Te kamienice, uliczki, drzewa to był mój czarodziejski ogród. ĺwiat mojej młodości jednak przeminął. W miejsce tych pięknych drzew postawiono bloki. Nic dziwnego, że postrzegam świat w czarnych barwach, skoro ludzie zniszczyli tyle piękna i w to miejsce stworzyli tyle rzeczy ohydnych.
W czasie ostatnich wyborów parlamentarnych Jackowska wystąpiła z poparciem dla Kongresu Liberalno-Demokratycznego, który ostatecznie nie przekroczył wymaganego przez ordynację 5 procentowego progu i nie wszedł do Sejmu.
– Kongres proponował zindywidualizowany stosunek do świata. Nie zgłaszali roszczeń, czyli tego, do czego przyzwyczaiła nas komuna. Sama zawsze byłam indywidualistką, uciekałam od masy szukając kontaku z drugą osobą. Kora nie kryje, że zdarza jej się zażywać narkotyki. Pierwszy kontakt z narkotykami miała jeszcze w okresie, kiedy była hippieską. Teraz postuluje legalizację tzw. miękkich narkotyków.
– Rzadko w Polsce się zdaża, że osoby tak popularne, jak Kora, mają odwagę zabrać głos w tak kontrowersyjnych sprawach, jak legalizacja miękkich narkotyków – mówi profesor Mikołaj Kozakiewicz. – Kora potrafi mówić o tych sprawach w sposób, który nie jest prowokujący. Widać, że zależy jej na pewnych wartościach, pewnym ideale wolności, a demokracja daje jej prawo zabierać i w takich sprawach głos. Spotykam ją czasem przypadkowo na różnych przyjęciach i zawsze ujmuje mnie jej osobowość. Jest naturalna, bez żadnej pozy – to rzadkie u artystów tej miary.
– W Polsce panuje kołtuńskie zakłamanie. Nie ma otwartej dyskusji o narkotykach, o prostytucji, a oba te fenomeny są w nowym kapitalistycznym świecie na porządku dziennym. Myślę, że człowiek ma prawo zakosztować w życiu wszystkiego, dzięki temu wie, w czym może wybierać. Każdy sam rozporządza swoją wolą. Jeśli ktoś chce wypalać 60 papierosów dziennie, nie powinien się dziwić, że wygląda okropnie na starość, jeśli w ogóle dożyje sześćdziesiątki. Przeraża mnie myśl o bezczynnej starości, kiedy jeden człowiek skazany jest na drugiego. Starość sama w sobie jest bezwzględnym katem, a w dodatku cała nasza kultura, Kościół katolicki, w ogóle nie przygotowują człowieka do starości i śmierci. Dlatego fascynuje mnie kultura wschodu, tam od dziecka uczy się człowieka poruszania w świecie żywych i umarłych – uważa Kora, ulubienica Hadesa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

23 czerwca 2018 o godz. 22:27

Typy na 24 czerwca

russia-2018

Ależ się będzie działo. O godz. 20. w Kazaniu Polska gra z Kolumbią. Dla obydwu drużyn to mecz ostatniej szansy. Remis nic nie daje. Trzeba wygrać. W pierwszym meczu Polska zaprezentowała się fatalnie, była jednym z najgorszych zespołów pierwszej fazy eliminacji. Milik i Cionek są obiektami niewybrednych żartów w mediach społecznościowych, ale zasłużyli sobie na niechęć kibiców. Milik już w meczach sparingowych pokazywał, że jest bardzo słabym punktem. Cionek również nigdy nie był filarem polskiej obrony. Ale także Kolumbia zagrała słabo swój pierwszy mecz. Kto się już pozbierał po porażce? Kto jest lepiej przygotowany technicznie, kondycyjnie i psychologicznie? Zobaczymy. Stawiam na Polskę ale już bez przekonania, bez wiary w sukces, stawiam na Polskę, bo nie ma sensu inaczej. Stawiam bo MUSIMY wygrać. Wynik? Może 3:2?

23 czerwca 2018 o godz. 22:16

Farciarze

maxresdefault

Być może Niemcy nie mają na te mistrzostwa mocnej drużyny, tak przypuszczam. Zagrali ładny, przegrany mecz, z Meksykiem i mniej ładny mecz ze Szwecją. Mieli przewagę, ale to była przewaga minimalna. Grali pod koniec w dziesiątkę. Można powiedzieć, że to Szwedzi przegrali mecz, a nie, że Niemcy wygrali. Należą się jednak Niemcom dobre słowa. Grali do końca. Nie pozwolili rywalom wykorzystać przewagę. Byli pięknie zorganizowani w środku pola. Poza tym mieli szczęście. Szwedzi są sobie winni, grali z przewagą zawodnika, grali z przewagą bramki, wszystko roztrwonili. Niemcy troszkę wygrali, Szwedzi bardziej przegrali. Nie był to wyśmienity mecz, ale miał swoją dramaturgię.

22 czerwca 2018 o godz. 22:16

Typy na 23 czerwca

russia-2018

O 14. Belgia zagra z Tunezją. Przeciwnik trudniejszy od Panamy, ale faworyt jest oczywisty. Stawiam na 2:0 dla Belgii.

21 czerwca 2018 o godz. 22:34

Typy na 22 czerwca

russia-2018

O 14. drugi mecz Grupy E, Brazylia-Kostaryka. Brazylia po słabym występie przeciwko Szwajcarii ma coś do udowodnienia. Przeciwnika zna dość dobrze. Jeśli nie wygra, to będzie już nie tyle sensacja, co blamaż. Stawiam na 2:0 dla Canarinhos.

21 czerwca 2018 o godz. 22:08

Buce upokorzeni

Argentina-vs-Croatia-Match-23

Chorwacja wspaniała! Argentyna dno! Mecz pasjonujący! Od początku widać było dużą nerwowość obu drużyn. W 29. minucie Perez nie trafił do pustej bramki. Chwilę później okazję zmarnował Mandżukić. Ale tylko pierwsze 45 minut to była gra równorzędnych zespołów. Później grała Chorwacja, a Argentyna pogrążała się w bagnie fauli i chamstwa. Najpierw w 54. minucie kuriozalną bramkę strzelił Rebić, Caballero, bramkarz Argentyny, wybił mu piłkę wprost pod nogi. Chyba to był ostatni mecz w reprezentacji nieudolnego bramkarza, był to jego kolejny błąd. Potem w 81. minucie przepięknego gola zza linii pola karnego strzelił Luka Modrić. A w doliczonym czasie gry dobił i ośmieszył Argentyńczyków Rakitić. Argentyna była bezradna, Argentyna była beznadziejna. Zachowywali się jak buce, wściekłe buce, chamsko faulując i wyładowując złość w agresywny sposób. Dziwne, że sędzia nie pokazał co najmniej dwóch czerwonych kartek za te bydlęce faule. Niech Argentyna wraca do domu, nie ma dla nich miejsca w gronie kulturalnych ludzi. Niech przegrają swój ostatni mecz, niech się nie pokazują na światowych boiskach, dokąd nie nauczą się przegrywać. Argentyna jest drużyną bez klasy, a Chorwaci pięknie pokazali im, gdzie jest miejsce podwórkowych chuliganów.

21 czerwca 2018 o godz. 19:09

Serce to za mało

maxresdefault

Francja wygrała 1:0 z Peru. W pierwszym meczu Francuzi rozczarowali, mimo wygranej, a Peru zachwycało, mimo porażki. Dobra dynamika od początku. Francja ma przewagę, ale Peru potrafi groźnie kontratakować, tak jak w meczu z Danią brakuje im jednak wykończenia akcji. W 33. minucie Guerrero był bliski szczęścia, ale bramkarz Francuzów obronił. Minutę później było 1:0 dla Francji. Młody Kylian Mbappe dobił piłkę, która i tak wpadłaby do siatki, stając się najmłodszym w historii Francji strzelcem bramki na Mistrzostwach Świata. Chłopak ma 19 lat. Gol podziałał na Francuzów niczym Red Bull, dodał im skrzydeł. W drugiej połowie Peruwiańczycy skutecznie wybili Francuzów z rytmu. Kilka niezłych strzałów z dystansu, ale tak naprawdę Francja kontrolowała sytuację na boisku i nie dali zrobić sobie krzywdy. Wygrali drugi mecz niewielkim nakładem sił. Peru włożyło wiele serca i walki w obydwa mecze, ale serce to za mało, zabrakło im rutyny i szczęścia. Ta drużyna ma jednak potencjał. Na razie jednak Francja ma już pewny awans do jednej ósmej finałów, a Peru może pakować walizki. Ostatni mecz, z Kangurami, zagrają już tylko o honor.

21 czerwca 2018 o godz. 16:04

Waleczne Kangury

maxresdefault (7)

Dania rozczarowała, a zaczynało się tak dobrze… Już w 10. minucie Christian Eriksen strzelił przepiękną bramkę, po równie fantastycznym podaniu, mocne uderzenie pod poprzeczkę. Wyglądało na to, że Dania zaczyna rajd ku zwycięstwu. Jednak przewaga Duńczyków trwała jeszcze przez kwadrans. Potem atakowali głównie Australijczycy, a w 39. minucie Jedinak wyrównał po rzucie karnym. W drugiej połowie Australia wciąż przeważała, stwarzali świetne sytuacje, którym brakowało wykończenia. Nie mają rasowego snajpera, gdyby mieli, to Duńczycy mieliby się z pyszna. A tak mogą cieszyć się z remisu i czwartego punktu. Cieszyć, choć byli faworytami, ale zagrali poniżej oczekiwań, a Kangury znów pokazały waleczność. I zachowały szanse na awans. Brawo Kangury!

20 czerwca 2018 o godz. 22:24

Typy na 21 czerwca

russia-2018

O 14. drugi mecz Grupy C, Dania-Australia. Dania wygrała z Peru, ale pokazała się ze słabej strony. Australia przegrała z Francją, choć walczyła dzielnie. To ja tu stawiam na remis 0:0.

20 czerwca 2018 o godz. 22:13

Iran do boju!

b-217

Hiszpania wygrała z Iranem, ale to Iran zachwycił. Do straty bramki mądrze się bronił, a Hiszpanie byli żałośnie powolni, sprawiali wrażenie jakby przede wszystkim nie chcieli się zmęczyć. Dużo fauli, złośliwości, dyskusji z sędzią. Pierwsza połowa była nudna. Druga dla odmiany bardzo emocjonująca. W 54. minucie gola strzelił Diego Costa. Zamieszanie w polu karnym, brzydki gol, ale jest. Osiem minut później wyglądało na to, że Iran wyrównał, już się cieszyli, już całowali ziemię, dziękowali Allachowi, ale nie, gola nie było, spalony. Hiszpania wygrała, ale to Iran pozostawił po sobie dobre wrażenie. Mają jeszcze szansę na awans, „wystarczy”, że wygrają z Portugalią. Tyle jest dziwnych meczów na tych Mistrzostwach, że niczego nie można wykluczyć. Chyba za bardzo się przyzwyczailiśmy uważać, że wygrywają albo Europa, albo Ameryka Południowa. Jeszcze nie teraz, jeszcze nie w Rosji, ale za cztery lata Bliski Wschód może sprawiać więcej niespodzianek.

20 czerwca 2018 o godz. 18:58

Rozczarowanie

maxresdefault (6)

Mecz Urugwaj-Arabia Saudyjska, rozczarowanie. Liczyłem na grad goli, tymczasem po bramce Suareza w 23. minucie, wiele się tu już nie działo. Urugwaj kontrolował sytuacje i oszczędzał siły. 25 czerwca przekonamy się, czy Rosja faktycznie jest tak mocna, a Urugwaj tak niemrawy. Na razie wiemy, że z Grupy A na pewno awansują i Rosja i Urugwaj.