8 czerwca 2011 o godz. 10:58

Kora ma 60 lat

/wp-content/uploads/2011/06/Kora_von_Maanam_beim_Fest_Karlsruhe_1985

Zawsze pełna elegancji, o nieprawdopodobnym zdolnościach wokalnych i ekspresji. Kora kończy dziś 60 lat, trudno w to uwierzyć patrząc na jej dziewczęcy uśmiech.
Kiedyś, chyba w 1997 roku robiłem duży materiał dziennikarski o Oldze Jackowskiej "Korze" dla "Rzeczpospolitej". Rozmawialiśmy w jej warszawskim mieszkaniu, urządzonym ze smakiem z pewnymi akcentami orientu czy też zwyczajnie hippisowskiej estetyki. Trudno uwierzyć, że to minęło prawie 15 lat od tamtego spotkania. Autoryzacja tekstu była przyjemną towarzyską pogawędką, Kora nie jest kapryśna jak wiele gwiazd, a jej silna osobowość sprawia, że sama buduje swój wizerunek, nie musząc oglądać się na opinie innych. Odgrzebałem tamten stary tekst poprzetykany wypowiedziami Kory i innych osób, ukazał się pod tytułem "Olga Jackowska: Pani świata zmarłych" w cyklu "Zbliżenie".

Kora of Maanam, ‚Das Fest’ 1985 in Karlsruhe/Germany, autor: Herrzipp, Wikimedia Commons, licencja CC

– Najgorsze jest życie jałowe. Przeciwko takiemu życiu rodzi się we mnie bunt. Człowiek powinien zadać sobie pytanie, co jest istotą jego życia. Istotą mojego jest uczuciowość, otwartość na to, co się dookoła mnie dzieje. Cieszy mnie piękno. W pięknie jest Bóg, sakrum. Człowiek powinien dążyć do piękna, niestety coraz więcej widzę wokół siebie ohydy – mówi Olga Jackowska, Kora, jedna z najpopularniejszych piosenkarek rockowych.
Kora, zwana też w mitologii Persefoną, miała być córką Demeter i Zeusa. Po uprowadzeniu przez Hadesa stała się panią świata zmarłych. Pseudonim ten nadali Oldze Jackowskiej w końcu lat 60 przyjaciele-hippiesi, których niekonwencjonalny styl życia zafascynował przyszłą piosenkarkę.
Jej rodzina wywodzi się z Kresów. Ojciec wcześnie zmarł, a matka nie była w stanie sama prowadzić dużego domu – Kora miała siostrę i trzech braci. Od czwartego roku życia do drugiej klasy szkoły podstawowej wychowywała się w prowadzonym przez zakonnice domu dziecka w Jordanowie. Potem mieszkała w suterenie, żyła w ubóstwie. Jej bracia zmarli w młodym wieku, Kora-Persefona oparła się jednak urokom Hadesa, choć kilkakrotnie usiłowała popełnić samobójstwo.
– Wierzę w anioły – mówi Olga Jackowska. – Mam swojego anioła stróża, który stale nade mną czuwał, także i dzisiaj wiem, że jest gdzieś obecny. Nie wiem, jakie jest jego imię. Może jest nim dzisiaj moja mama. Ale niezależnie od tego, co w życiu zakosztowałam, zawsze wiedziałam, co jest dobre, co złe. Dlatego nigdy nie zanurzyłam się w bagnie.
Koniec lat 60. to pierwsze zloty hippiesowskie w Polsce, rewolucja w sztuce, czas „burzy i naporu”. Fascynacja wolnością. Na ten okres datują się pierwsze kontakty Kory z artystycznym światem Krakowa, w którym wówczas mieszkała. Znajomość z Tadeuszem Kantorem, artystami z Piwnicy pod Baranami, Piotrem Markiem – awangardowym bardem, którego piosenki później miała nagrać z zespołem Pudelsi na płycie „Bella Puppa”.
– Żyłam wtedy bardzo intensywnie, poznałam dużo ludzi, zetknęłam się ze zjawiskami artystycznymi typu happening  – wspomina Kora. – Lata 70. to był taki ostatni zryw ptaka. Wszystko było piękniejsze, niż dziś. Spotykałam się ze znajomymi w Krzysztoforach, tylko po to, by z nimi porozmawiać. Dzisiaj młodych ludzi w ogóle rozmowy nie interesują, liczy się dla nich przede wszystkim szmal. Rośnie pokolenie bezideowe, bez wyobraźni. Mam taką wrażliwość, że wkurza mnie, kiedy wokół widzę nudę i bezmyślną agresję. Sama zawsze starałam się iść naprzód, szukać czegoś, co nada bieg memu życiu. A dzisiaj otacza mnie potworny intelektualny marazm.
Podczas jednego z koncertów Olga poznała Marka Jackowskiego grającego wówczas z zespołem „Vox Gentis”. 
– Przyjechaliśmy z Łodzi, gdzie studiowałem do Piwnicy pod baranami w Krakowie – wspomina Marek Jackowski. – Po raz pierwszy zobaczyłem Korę, kiedy siedziała przed wejściem do Piwnicy – już po koncercie – na naszych wzmacniaczach. Miała czarne długie włosy i waziutkie dżinsy. Bardzo mi się spodobała. Potem spotykałem ją u różnych znajomych, wszystko to działo się w środowisku krakowskich hippiesów i artystów. Pobraliśmy się w niecałe dwa lata po pierwszym spotkaniu. Na nasz ślub przyszli m.in. Zygmunt Konieczny i Ewa Demarczyk.
W 1972 roku urodził im się syn – Mateusz. Marek zaczął wówczas występować z grupą „Ossjan”, a Kora po raz pierwszy – u jego boku – wystąpiła na scenie.
– Podśpiewywała sobie w domu i stwierdziłem, że ma całkiem niezły głos – mówi Marek Jackowski. – Pomyślałem, że powina występować na scenie i tak zaczęła się jej piosenkarska przygoda.
– Zawsze lubiłam śpiewać i występować publicznie. Jeszcze w domu dziecka śpiewałam i recytowałam wiersze. Potem występowałam na apelach w szkole podstawowej, doprowadzając dyrektora do łez. W liceum śpiewałam w zespole „Bazyliszki”. W Ossjanie występowałam jednak, jako żona Marka Jackowskiego i nie było to nic wielkiego. Potem graliśmy w trio z Johnem Porterem, cały czas jednak traktowaliśmy te nasze występy, jako zabawę. Dopiero, jak Porter odszedł i rozpoczął własną karierę, zaczęliśmy poważniej myśleć, co dalej.
W 1977 roku powstał Maanam – zespół, który zrobił szybką karierę, a Korze przyniósł sławę świetnej wokalistki. Najpierw śpiewali piosenki Portera, potem coraz częściej własne utwory, do których teksty zaczęła pisać Olga Jackowska. Jej pierwsze piosenki: „Hamlet”, „Stoję, stoję” mówiące o codziennych problemach człowieka trafiły do młodej publiczności.
– Pisałam i nadal piszę o sprawach, które mnie niepokoją, o swoich nastrojach, o wydarzeniach, które dotyczą mnie lub znane mi osoby. Mój pierwszy przebój opowiadał o staniu. Był w tym humor, ale nie było patetyczności. A młodzież miała dość patosu i chyba dlatego utożsamiała się z moimi tekstami.
– Według mnie Kora trochę za dużo dziwaczy – mówi Andrzej Ibis Wróblewski. – Stara się przedstawić swój dystans do świata, ale robi to w zbyt oczywisty sposób. Swojemu głosowi nadaje sztuczną artykulację. Ale jest to niezwykle urodziwa dama, co na estradzie ma ogromne znaczenie.
W 1980 roku Maanam nagrał swoją pierwszą płytę długogrającą. Znalazły się na niej takie przeboje, jak „Żądza pieniądza”, „Buenos Aires”, „Stoję, stoję” czy „Szał niebieskich ciał”. Zespół dużo koncertował, występował na największych w kraju festiwalach, m.in. w Jarocinie i Opolu.
– Na pierwszą płytę złożyły się piosenki, które stanowiły podsumowanie naszej trzyletniej działalności. Pamiętam, że wchodziłam do studia nagraniowego, bez specjalnych emocji. Szczerze mówiąc nawet nie wiedziałam, co to jest studio. Ale szybko się tam odnalazłam. Nie myśleliśmy wówczas o karierze. Nikt zresztą nie stawiał nam wówczas takich wymagań. Nikt nie mówił, ta płyta ma być taka, ten utwór tak zaśpiewany. Nie znaliśmy słowa promocja, nie mieliśmy żadnej koncepcji, jak powinna wyglądać nasza droga artystyczna. Dla mnie najlepszą nagrodą za pracę była możliwość ciągłych wyjazdów. Mam trochę cygański charakter i fascynowało mnie to życie w podróży, ciągle poza domem. Wracałam zmęczona z trasy i już chciałam być gdzie indziej. Poza tym zawsze uwielbiałam scenę. Najlepiej czuję się w łóżku i na scenie. Gdy staję przed publicznością czuję, że teraz wszystko zależy tylko ode mnie. To wielkie wyzwanie, a ja takich wyzwań wciąż potrzebuję.
W stanie wojennym zespół koncertował głównie za granicą. Pojechali w trasę po Holandii, Francji i Niemczech Zachodnich. W Danii wystąpili na festiwalu Roskilde w towarzystwie takich gwiazd, jak Simple Minds i Siouxsie and The Banshees. Nagrali także kolejne płyty: „O!” oraz „Nocny patrol” i „Wet Cat”. Przy realizacji dwóch ostatnich albumów z Maanamem współpracował angielski producent Neil Black. Wywarł on duży wpływ na stylistykę zespołu. Piosenki stały się dużo spokojniejsze, więcej w nich ciepła i melancholii, niż agresji.
W 1984 roku zaproponowano Korze, by wystąpiła z Maanamem podczas zjazdu młodzieży komunistycznej w Sali Kongresowej Pałacu Kultury. W honorowej loży na koncercie zasiąść miał premier ZSRR Nikołaj Ryżkow. Kora odmówiła. W odwecie zabroniono puszczania utworów Maanamu w radio i telewizji, atmosfera wokół zespołu była coraz gorsza. Wcześniej Kora rozstała się z Markiem Jackowskim, w zespole narastały konflikty.
– Trudno mi było godzić pracę z małżeństwem – wspomina Kora. – Cały czas spędzałam z mężem – byłam z nim w domu i na scenie. Ze sceny schodziliśmy w wojowniczych nastrojach i taką atmosferę przenosiliśmy do prywatnego życia. Sprawy osobiste z pewnością miały wpływ na decyzję o rozwiązaniu zespołu w styczniu 1985 roku. Podstawowym problemem był jednak nie mój rozwód z mężem, a moje ogromne zmęczenie uzależnieniem Marka i pozostałych członków grupy.
– Byliśmy zmęczeni psychicznie i fizycznie – mówi Marek Jackowski. – Ja i pozostali muzycy nie potrafiliśmy sobie poradzić z alkoholizmem i problemami rodzinnymi i zespół musiał się rozpaść.
Po rozstaniu z Maanamem Kora nagrała m.in. płytę z zespołem Pudelsi do tekstów Piotra Marka oraz album ze śpiewanymi przez siebie piosenkami Kabaretu Starszych Panów. Z Markiem Jackowskim nagrała także w 1986 roku płytę „Się ściemnia”. Koncertowała wykonując piosenki z repertuaru Agnieszki Osieckiej.
Kora dostawała też zaproszenia na wyjazdy z koncertami do ośrodków polonijnych w Stanach Zjednoczonych. Systematycznie odmawiała, tłumacząc że nie ma zespołu. W końcu wyjechała z Markiem Jackowskim i wynajętymi muzykami.
– Na miejscu okazało się, że z tymi nowymi ludźmi nie można pracować – mówi Kora. – Jednocześnie muzycy z dawnego Maanamu stanęli na nogi. Postanowiliśmy reaktywować zespół. Teraz moje kontakty z kolegami z zespołu są jednak dużo bardziej zawodowe, mniej osobiste.
– Wielu ludzi nie wierzyło, że Maanam przestał istnieć – wspomina Marek Jackowski. – Cały czas przychodziły nowe propozycje koncertów. Kiedy wszyscy członkowie zespołu odzyskali formę, uporali się z nałogiem, podchowali dzieci mogliśmy wreszcie reaktywować grupę w dawnym składzie. Przy okazji zmienił się system, pojawił sięe profesjonalny rynek muzyczny. Wydaje mi się, że dopiero dzisiaj mamy szansę pokazać, na co naprawdę nas stać.
Nowy Maanam nagrał dotychczas trzy płyty: „Derwisz i Anioł”, „Róża” i, ostatnio, „Kolekcjoner”. Producentem nagrań i zarazem menadżerem zespołu jest Kamil Sipowicz, z którym Olga Jackowska żyje od wielu lat, mają razem syna – Szymona. Kamil pisze także czasami teksty dla Maanamu, jest współautorem książki „Podwójna linia życia” będącej autobiografią Kory.
– Poznaliśmy się w 1974 roku – wspomina Kamil Sipowicz. – Współpracowałem z Maanamem od początku istnienia zespołu, pisałem dla nich teksty, m.in.: „Odlot”, „Derwisz”, „Jest taka pora”. Od 1991 roku jestem menadżerem zespołu, założyłem firmę Kamiling, która wydaje ich płyty. Nad koncepcją promocji Maanamu pracuję wspólnie z Korą, dużo pomysłów ma także Marek Jackowski. Korze trudno jest jednak łączyć życie prywatne z zawodowym. Brakuje jej prywatności. Zwykle gdzieś wyjeżdża, kiedy ma napisać nowy tekst piosenki.
Olga Jackowska mieszka obecnie w Warszawie, choć jej ulubionym miastem jest Kraków, w którym spędziła dzieciństwo.
– Te kamienice, uliczki, drzewa to był mój czarodziejski ogród. ĺwiat mojej młodości jednak przeminął. W miejsce tych pięknych drzew postawiono bloki. Nic dziwnego, że postrzegam świat w czarnych barwach, skoro ludzie zniszczyli tyle piękna i w to miejsce stworzyli tyle rzeczy ohydnych.
W czasie ostatnich wyborów parlamentarnych Jackowska wystąpiła z poparciem dla Kongresu Liberalno-Demokratycznego, który ostatecznie nie przekroczył wymaganego przez ordynację 5 procentowego progu i nie wszedł do Sejmu.
– Kongres proponował zindywidualizowany stosunek do świata. Nie zgłaszali roszczeń, czyli tego, do czego przyzwyczaiła nas komuna. Sama zawsze byłam indywidualistką, uciekałam od masy szukając kontaku z drugą osobą. Kora nie kryje, że zdarza jej się zażywać narkotyki. Pierwszy kontakt z narkotykami miała jeszcze w okresie, kiedy była hippieską. Teraz postuluje legalizację tzw. miękkich narkotyków.
– Rzadko w Polsce się zdaża, że osoby tak popularne, jak Kora, mają odwagę zabrać głos w tak kontrowersyjnych sprawach, jak legalizacja miękkich narkotyków – mówi profesor Mikołaj Kozakiewicz. – Kora potrafi mówić o tych sprawach w sposób, który nie jest prowokujący. Widać, że zależy jej na pewnych wartościach, pewnym ideale wolności, a demokracja daje jej prawo zabierać i w takich sprawach głos. Spotykam ją czasem przypadkowo na różnych przyjęciach i zawsze ujmuje mnie jej osobowość. Jest naturalna, bez żadnej pozy – to rzadkie u artystów tej miary.
– W Polsce panuje kołtuńskie zakłamanie. Nie ma otwartej dyskusji o narkotykach, o prostytucji, a oba te fenomeny są w nowym kapitalistycznym świecie na porządku dziennym. Myślę, że człowiek ma prawo zakosztować w życiu wszystkiego, dzięki temu wie, w czym może wybierać. Każdy sam rozporządza swoją wolą. Jeśli ktoś chce wypalać 60 papierosów dziennie, nie powinien się dziwić, że wygląda okropnie na starość, jeśli w ogóle dożyje sześćdziesiątki. Przeraża mnie myśl o bezczynnej starości, kiedy jeden człowiek skazany jest na drugiego. Starość sama w sobie jest bezwzględnym katem, a w dodatku cała nasza kultura, Kościół katolicki, w ogóle nie przygotowują człowieka do starości i śmierci. Dlatego fascynuje mnie kultura wschodu, tam od dziecka uczy się człowieka poruszania w świecie żywych i umarłych – uważa Kora, ulubienica Hadesa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

10 października 2018 o godz. 17:52

Nowy numer Aqua Vitae

AV_cover 23-001

Ukazał się nowy numer (5/2018) magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

7 października 2018 o godz. 20:08

Kartka z podróży – Chateau Dereszla

Dereszla-008

Jedne z najpiękniejszych piwnic w regionie Tokaj, ciągnące się ok. półtora kilometra pod ziemią, to Chateau Dereszla, czyli Dereszla Pincészet. Piwnice pochodzą z początku XV wieku. W wiekach XV i XVI była to część posiadłości królewskich. Winnice pod nazwą Dereszla zostały założone w XVIII wieku, w czasach panowania Habsburgów. Obecnie jest to wspólne przedsięwzięcie kapitałowe węgiersko-francuskie. Poza niewątpliwa atrakcją dla zwiedzających, czyli starymi piwnicami, mają 40 ha własnych winnic oraz dodatkowo 25 winnic powiązanych biznesowo, dodatkowych 100 hektarów, czyli są to m.in. winnice: Dereszla, Lapis, Henye, Hatalos, Zsadány, Várhegy. Pozwala to tworzyć bardzo zróżnicowane wina. W ofercie jest zarówno wino dla sieci dyskontów (dostępne w Polsce w Lidlu – Dorombor), jak i wytrawne furminty, tokaje samorodne i tokaje aszú z esencją na czele. Eksportują do ponad 40 krajów. Wszystkich win można spróbować na miejscu, odwiedzając piwnice Chateau Dereszla w Bodrogkisfalud, około dziesięć kilometrów od miasta Tokaj.

5 października 2018 o godz. 17:50

Kartka z podróży – Winnice Hétszőlő i piwnice Rakoczego

Tokaj Hetszolo-012

Tokaj Hétszőlő to jeden z największych, najbardziej utytułowanych producentów win tokajskich, obecny na polskim rynku poprzez import firmy Vininova. Winnice rozciągają się pod górą Tokaj, zajmując powierzchnię 55 ha. Zostały założone w 1502 roku przez rodzinę Garai. Wówczas było to siedem osobnych parceli, które z czasem zostały połączone. Ich właścicielami byli na przestrzeni wieków m.in.: Gáspár Károli (tłumacz Biblii na język węgierski), Gábor Bethlen, książę Transylwanii czy rodzina Rákóczi. W okresie CK Monarchii były cesarskimi winnicami Habsburgów. Po pierwszej wojnie światowej przejęte przez państwo. Przez wszystkie wieki słynęły z szlachetnej pleśni, która pokrywa dojrzewające na zboczach góry winogrona i służy do produkcji najlepszych tokajskich win aszú.

4 października 2018 o godz. 09:13

Kartka ze Speyside – Katedra w Elgin

Rothes (5)

Ruiny katedry Świętej Trójcy w Elgin to jeden z najpiękniejszych zabytków regionu. Od XIII wieku była siedzibą biskupstwa. Kilkakrotnie płonęła, kilkakrotnie była przebudowywana. Zachowana ruina pokazuje imponujące rozmiary nawy głównej, długiej na niemal sto metrów. Z jej początków pochodzą dwie masywne prawie trzydziestometrowe wieże obronne, na których ustawione były działa armatnie. Zachwyca lekkość żebrowego sklepienia zachowanego (częściowo zrekonstruowanego) kapitularza. Niestety, po zwycięstwie reformacji w XVI wieku straciła swój sakralny charakter i z wolna zaczęła obracać się w ruinę. W 1560 roku przestało funkcjonować biskupstwo w Elgin. Teren wokół katedry wykorzystywany była jako cmentarz, stąd wśród ruin liczne kamienne nagrobki. Część murów prostaczkowie rozebrali, wykorzystując budulec do własnych celów. Dopiero w XX wieku otoczono ją parkanem i zabezpieczono jako zabytek. Obecnie jest to muzeum.

3 października 2018 o godz. 22:32

Kartka ze Speyside – Huntly

Huntley (9)

Huntly to jedno z miasteczek w centrum Speyside, świetnie się nadaje jako baza wypadowa do zwiedzania destylarni whisky. Spędziłem tutaj tydzień. Cisza, spokój, pięć tysięcy mieszkańców. Wąskie uliczki, ruiny renesansowego zamku, kilka kościołów. Znakomity sklep Whiskies of Scotland. Duncan Taylor będzie tu budował destylarnię, poprzednią zamknięto jeszcze w XIX wieku. Przez długi czas miasteczko wraz zamkiem należało do możnego klanu Gordon. Zamek zbudowano jeszcze w średniowieczu, w XII wieku, ale został przebudowany w stylu renesansowym. Przez długi czas był nie tylko siedzibą rodu Gordonów, ale też ważną twierdzą. Jego upadek nastąpił dopiero w XIX wieku. Obecnie jest tu muzeum. Naturalnie otoczony przez wodę – łączące się tutaj rzeki Bogie i Deveron. Przy Placu Gordonów, głównym placu miasta, można podziwiać starą renesansową studnie. Nieopodal jest ratusz z czworoboczną wieżą.

3 października 2018 o godz. 21:28

Debata o kondycji polskiego wina

wine_expo_poland

Wine Expo Poland & Warsaw Oil Festival zaprasza 26 października o godz. 11.30 na debatę ekspercką pt. „WINO, czy w tej branży się przelewa?”. Moderatorem debaty będzie Paweł Grotowski, w panelu uczestniczą: Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny „Aqua Vitae”, Jakub Nowak, wiceprzewodniczący Polskiej Rady Winiarstwa, prezes firmy Jantoń, Kamila Klajman z łódzkiego laboratorium autentykacji win, prof. dr hab. inż. Aneta Wojdyło z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu Wydział Biotechnologii i Nauk o Żywności Katedra Technologii Owoców, Warzyw i Nutraceutyków Roślinnych – o kierunku studiów Technologia Winiarstwa oraz Sławomir Brzózek – prezes zarządu Fundacji Nasza Ziemia.

2 października 2018 o godz. 08:14

Kartka ze Speyside – Wizyta w Duncan Taylor

SONY DSC

Jedna z najważniejszych szkockich niezależnych firm pośredniczących na rynku whisky, powstała w 1938 roku w Glasgow na bazie kolekcji starych whisky, które zgromadził nowojorski biznesmen Abe Rosenberg. Po zniesieniu prohibicji Rosenberg prowadził dobrze prosperujące przedsiębiorstwo dystrybuujące alkohole, z magazynami w: Nowym Jorku, Connecticut i Miami. Po II wojnie światowej był m.in. wyłącznym dystrybutorem w USA bardzo popularnego wówczas szkockiego blendu J&B (Rosenberg sprzedawał rocznie 3,5 mln skrzynek J&B). Założona przez niego w Glasgow firma Duncan Taylor & Co. zajmowała się skupowaniem whisky single malt, bardziej z myślą o prywatnej kolekcji, niż na sprzedaż. Do śmierci, w 1994 roku, zgromadził kolekcję ok. 4000 beczek whisky single malt. Skupował świeży destylat i napełniał nim własne beczki. Niewielką część z tego wykorzystywał do własnych blendowanych whisky, reszta była lokatą kapitału.

1 października 2018 o godz. 08:40

Kartka ze Speyside – Stonehaven

Stoneheaven (16)

Spokojne portowe miasteczko około 25 km na południe od Aberdeen. To naturalny poert w otoczonej masywnymi wzgórzami zatoce. W porcie stoją rybackie kutry, służące do połowu śledzi, w pubach słychać język gaelicki, nie angielski. Na wzgórzu za miastem widać malownicze rodziny zamku Dunnottar, będącego ważnym miejscem szkockiego dziedzictwa. W XVI wiecznym domu, który stoi w porcie, zwanym Stonehaven Tolbooth, dzisiaj jest niewielkie muzeum i restauracja. Kiedyś było tu więzienie, ale też sąd. W centrum miasta jest stara hala targowa z niezwykłą strzelistą wieżą, wyglądającą jak gotowy do startu pocisk V-2. W części mieszkaniowej są pozostałości dawnej destylarni whisky Glenury Royal. Przy promenadzie jest jedna z najlepszych w Aberdeenshire smażalni ryb, The Bay, zawsze tu tłoczno. Plaża jest kamienista, ale dość szeroka, w kolejnej zatoczce, pofałdowana przez fale, ciemna od morszczynu. Kiedyś spędzał tu letnie miesiące Robert Burns. Surowy wygląd wybrzeża od jego czasów zapewne niewiele się zmienił.

30 września 2018 o godz. 09:01

Kartka ze Speyside – Coleburn

Coleburn (7)

Coleburn to nieczynna już destylarnia whisky ze Speyside, pozostały po niej nieliczne już butelki, jak np. Coleburn 21YO Cask Strength (59,4%) wypuszczona przez Diageo w serii Rare Malts. Jak wiele innych destylarni whisky nie przetrwała kryzysu lat 80. XX wieku, zamknięto ją w 1985 roku. Były plany, żeby w jej miejscu zbudować hotel ze spa, na szczęście tak się nie stało i od 2014 roku służy jako magazyn beczek niezależnego bottlera Murray McDavid. Właścicielem marki pozostaje Diageo.

29 września 2018 o godz. 21:45

Kartka ze Speyside – Longmorn

_DSC8855

Longmorn to destylarnia whisky z miasteczka o takiej samej nazwie, Longmorn w Morayshire, Speyside. Firmę założyli w 1893 roku John Duff (wcześniej m.in. manager w Glendronach oraz twórca destylarni Glenlossie i BenRiach), Charles Shirres i George Thomson. Pierwszy spirytus spłynął z alembików w grudniu 1894 roku. Destylarnia radziła sobie ze zmiennym szczęściem, miała liczne przestoje w produkcji i kilkakrotnie zmieniała właścicieli. Od 1978 roku właścicielem był Seagrams, a od 2001 roku jest własnością grupy Pernod Ricard. W latach 70. była dwukrotnie rozbudowywana. Obecnie wyposażona jest w kadź zacierną o pojemności 8,5 tony, dziesięć kadzi fermentacyjnych i cztery pary alembików. Roczne moce produkcyjne to 4,5 mln l.