17 listopada 2015 o godz. 21:34

Koniak z rzędem

kuchnia-agora-2015_11-cov
Listopadowy magazyn „Kuchnia” publikuje artykuł Łukasza Klesyka pt. „Koniak z rzędem” – recenzję książki Łukasza Gołębiewskiego o koniaku. Obok recenzji dziennikarz zamieszcza własne oceny koniaków i pineau des Charentes.

Oto cała recenzja Łukasza Klesyka.
Pojawiła się wreszcie napisana po polsku i przez Polaka książka o koniaku. Autorem jest Łukasz Gołębiewski, prozaik, poeta oraz redaktor naczelny portalu o mocnych alkoholach Spirits.com.pl i poświęconego im dwumiesięcznika „Aqua Vitae”; wydawcą zaś firma M&P Alkohole i Wina Świata.
„Koniak” ma dwie części: „Historia, geografia i technologia” oraz „Najważniejsze domy koniakowe i marki”. W tej drugiej opisano 60 spośród ponad 350 działających destylarni: dzieje każdej z nich i jej styl, a także przykładowe produkty. W książce jest sporo historycznych ciekawostek. Dowiadujemy się, że pierwszy raz nazwy eau-de-vie du Cognac użyto w 1617 roku, że najstarszy dom koniakowy to Ranson (1604), a najstarsza nieprzerwanie obecna na rynku marka – Augier (l643). Najdłuższą historią wśród największych domów szczyci się Martell (1715). Pionierem sprzedaży trunku w szklanych butelkach był zaś Roullet & Fils (1780). Autor tłumaczy również, skąd na butelkach koniaku wziął się Napoleon: „Emmanuel Courvoisier odpowiadał za zaopatrzenie napoleońskiej armii w eau-de-vie. Bonaparte dostał od niego kilka beczek koniaku w l8ll roku i zabrał je ze sobą na zesłanie na Świętą Helenę. W muzeum w mieście Jarnac, gdzie jest siedziba firmy, można oglądać pamiątki związane z Napoleonem, w tym replikę oryginalnej skrzyneczki na koniak, jaką wódz ponoć zawsze ze sobą woził. Jest też oryginalny list Napoleona z zamówieniem eau-de-vie. Firma powstała w 1834 roku, założona przez Felixa Courvoisier. Jako pierwsi zaczęli używać nazwiska Napoleon dla oznaczania jakości koniaku, potem w ślad za nimi poszło wielu producentów, a dziś niestety nawet najpodlejsze brandy dumnie noszą symbol N w laurowym wieńcu”. Dodam, że jeśli chodzi o koniak, nie ma powodu do obaw: zgodnie z przepisami apelacji destylaty oznaczone „Napoleon” są odpowiednikiem XO – ich najmłodszy składnik musi leżakować co najmniej 6 lat.
A propos oznaczeń wieku: Gołębiewski wyjaśnia, że „kiedyś były to gwiazdki, jednak odkąd zaczęły je wykorzystywać w charakterze ozdobników firmy produkujące brandy, zastąpiono je odpowiednimi skrótami”. Rzeczywiście! Jeśli się przyjrzeć flaszkom tanich winiaków, nierzadko wyglądają jak ruski generał – całe w medalach i gwiazdkach. System gwiazdkowy wymyślił w 1865 roku Maurice Hennessy prawnuk Richarda – założyciela tego słynnego domu koniakowego; inspiracją było ponoć zakończenie klamki okiennej w kształcie gwiazdki. W jego systemie jedna gwiazdka oznaczała koniak dwuletni, dwie – czteroletni, a trzy – sześcioletni. Z całej tej konstelacji po reformie w 1983 roku pozostało tylko oznaczenie *** jako równoważnik VS, czyli trunku dwuletniego.
Cieszy mnie napomknienie autora, że we Francji pije się koniak w temperaturze „nieco niższej niż pokojowa”. To wbrew pozorom istotne. Przytoczę cytat z innej książki (Thomas Laurenceau, „Remy Martin. L’Esprit du Cognac”, E.P.A., Paryż 1991), który wyjaśnia tę kwestię dogłębnie: „Kieliszek z dobrym koniakiem nie powinien być ogrzewany w dłoniach. W ten sposób najbardziej zwiewna, elegancka część jego bukietu ulatnia się i zostaje stracona. Taki trik można stosować jedynie w celu chwilowego ożywienia pozbawionych aromatu kiepskich brandy”. Czyli: 15°C i basta! Dalej Laurenceau pisze, że koniakowi nie zaszkodzi kostka lodu: ustabilizuje temperaturę i zatrzyma subtelności, o których mówimy. Zgoda, pod warunkiem że lód jest dobrej jakości i nie rozpuści się, rozwadniając trunek. Aby temu zapobiec, można przelać koniak do kieliszka przez kawałek lodu trzymany w szczypcach – często proszę o to w restauracjach, gdzie destylaty wciąż zwykło się serwować z butelek „ugotowanych” na barze.
Gołębiewski kończy swą książkę rozdzialikiem o pineau des Charentes. To znane od XVI wieku wino likierowe, a właściwie nie wino, tylko zakonserwowany koniakiem świeży (najwyżej jednodniowy) moszcz. Pineau może być białe – powstaje głównie ze szczepów: ugni blanc, colombard, sémillon, sauvignon. montils, merlot noir, merlot blanc, cabernet sauvignon, cabernet franc, jurançon blanc i folle blanche lub różowe (cabernet sauvignon, cabernet franc, malec, merlot noir). Przed zabutelkowaniem leżakuje co najmniej 14 miesięcy (różowe lub 18 miesięcy białe), z czego co najmniej osiem w dębowych beczkach. Podaje się je schłodzone (6°C w kieliszkach do sherry) jako aperitif lub w towarzystwie ostrych, niebieskich serów (np. roqueforta) lub foie gras.
Można też popijać je przy lekturze „Koniaku”, aby radość z tej pionierskiej i dobrej książki była podwójna.

1 2

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

22 grudnia 2018 o godz. 14:55

Wódka z eliksirem

„Bez potrzeby, a co dzień, kto gorzałkę pije, / Błaźnieje i sam nie wie, co się w głowie wije, / Próżniak z niego ospały, jak wilk do roboty, / Mało co lub nic dobry, zapada w suchoty”. ~Serafin Gamalski „Wódka z eliksirem” (1729)

20 grudnia 2018 o godz. 13:52

Bądźcie szczęśliwi!

Man_dressed_as_Santa_Claus_smoking_a_cigarette

Dostojnego Mikołaja i lekkiego kaca życzę wszystkim moim drogim czytelnikom. Bądźcie szczęśliwi, jeśli potraficie. Jak nie potraficie, to nie bądźcie. Szczęście to towar deficytowy. Być umiarkowanie zadowolonym też można Mery, mery i koci, koci.

19 grudnia 2018 o godz. 20:52

Królestwo

692496-352x500

Czytelnicy „Króla” raczej nie oczekiwali kontynuacji i nowa powieść Szczepana Twardocha jest pewnym zaskoczeniem, choć jednocześnie trzeba autorowi przyznać, że uniknął wtórności, przynajmniej w wymiarze literackim, bo kwestia światopoglądowa czy polityczna, to osobny temat. W nowej powieści czytelnik poznaje wojenne losy Jakuba Szapiro i bliskich mu osób – żony, dwóch kochanek i dwóch synów. „Król” był książką łobuzerską o silnie socjalistycznym zabarwieniu, tu mamy natomiast wstrząsającą relację Żydów, którzy próbują przeżyć najgorszy koszmar – wywłaszczenie, getto, likwidację getta, powstanie Warszawskie. To wstrząsająca książka o zagładzie, w której Jakub Szapiro z charyzmatycznego herszta bandy przeistacza się w zaszczutą, bezwolną ofiarę. Jakże inna jest atmosfera obydwu powieści, jakże inna kondycja psychiczna tych samych przecież ludzi. Przed wojną i w czasie wojny, dwa całkowicie oddzielone od siebie światy, choć na scenie zdarzeń ci sami aktorzy. Niesamowicie Twardoch potrafi opowiadać o ludzkich losach, o przeznaczeniu, o winie i karze. Mamy tu plejadę postaci drugoplanowych, których dzieje nie są tylko uzupełnieniem głównego toku narracji, one tworzą historię.

19 grudnia 2018 o godz. 00:23

Belferska grypa

Nauczyciele na chorobowym. Świetny przykład dziatwie dają. Nie chcesz iść do roboty, to symuluj, że chorujesz. I skombinuj zwolnienie. Pięknie.

15 grudnia 2018 o godz. 22:38

Miasto, mafia & miłość

okladka_3m

Cztery lata pisałem, trzy razy zmieniałem tytuł, dwa razy koncepcję fabuły. Jest. Moja nowa powieść ma tytuł „3M” i ukaże się w pierwszym kwartale 2019 roku. Jest miasto, jest mafia, jest miłość, ale są tez trzy koty. Miasto Warszawa, mafia bułgarska, a miłość nieudana. Dużo trupów i optymistyczne zakończenie, żeby nie zostawiać czytelnika w złym humorze.

15 grudnia 2018 o godz. 22:35

3M: Miasto, mafia & miłość

Fragment nowej powieści.

10 grudnia 2018 o godz. 08:44

Wizyta w Palírna Samotišky

Samotisky (6)

Na obrzeżach Ołomuńca w 1996 roku została otwarta nowoczesna destylarnia przetwarzająca owoce – Palírna Samotišky. Lokalni sadownicy mogą tu przedestylować własne owoce, ale firma ma w ofercie także pięć własnych destylatów oraz prowadzi skład podatkowy.

9 grudnia 2018 o godz. 18:38

Wizyta w destylarni Palírna U Zeleného Stromu

U Zeleneho Stromu 2018-11-28 10-47-59

Uwieczniona na etykietach data założenia firmy, to 1518 rok. To by znaczyło, że Palírna U Zeleného Stromu (Gorzelnia Pod Zielonym Drzewem) jest najstarszą destylarnią nie tylko w Czechach, ale w ogóle na świecie. Na pewno są drugim pod względem wielkości producentem mocnych alkoholi w Czechach, po Stocku. Co do historii, to jak zwykle sporo tu marketingu, ale oficjalnie w 2018 roku świętowali pięćsetlecie, wypuszczając m.in. bardzo limitowaną edycję wódki Stará Myslivecká, która leżakowała przez osiem lat w beczkach z amerykańskiego dębu. Na rynek trafiło 299 numerowanych karafek.

9 grudnia 2018 o godz. 15:49

Porady markiza z Griñón

„Dobre wino jest sztuką, która rozkwita wraz z wolnością; dobre wino jest zatem radosną esencją wolności” (Carlos Falcó „Wino. Porady markiza z Griñón)

7 grudnia 2018 o godz. 16:38

Znów u Jana Kleinera

Jan Kleiner 2018-11-28 21-27-19

Wizyty u Jana Kleinera zawsze są dużym wydarzeniem. Jest to arcymistrz destylacji, z owocowej pulpy potrafi wyczarować cuda. Od mojej poprzedniej wizyty bardzo dużo się tutaj zmieniło. Przede wszystkim Jan nie jest już właścicielem destylarni, sprzedał ją w 2017 roku grupie Palírna U Zeleného Stromu. – Tak jest łatwiej, nie muszę martwić się o podatki, urzędników celnych, sprawy papierkowe. Skupiam się na tym, co lubię najbardziej, czyli na produkcji alkoholu – mówi Jan Kleiner. W destylarni w Žešov urządził elegancką przestrzeń degustacyjną w leżakowni. Sprzedał dwa aparaty destylacyjne i teraz ma jeden, ale nowe wkrótce zostaną uruchomione w pobliskim Prostějov, gdzie swój zakład produkcyjny ma Palírna U Zeleného Stromu. Tam też napełniane będą nowe beczki. W starej destylarni pozostaną beczki do eksperymentów, dodatkowego finiszowania – np. beczki po koniaku, porto czy sherry.