28 kwietnia 2014 o godz. 06:21

Komora Wodna na Pradze

SONY DSC
Jednym z tajemniczych miejsc Warszawy jest mały biały pałacyk przy Wiśle, na Starej Pradze przy ul. Kłopotowskiego nr 1/3 (dawna ulica Szeroka). To jeden z najstarszych zabytków praskich. Budynek zaprojektował Antonio Corazzi, został wybudowany w latach 1824-1825 w stylu klasycystycznym, z ryzalitem wspartym na kolumnach. Fasadę zdobi płaskorzeźba w trójkątnym tympanonie, autorstwa Tomasza Accardziego, muskularne konie (trytony) o rybich ogonach galopują w kierunku wskazywanym przez rozpluskane delfiny, zaprzężone do rydwanu, unoszą Posejdona po tafli morza.


Wybudowana przy jednym z końców mostu łyżwowego, tymczasowej budowli rozbieranej przed zimą, służącej niegdyś przeprawie przez Wisłę. Jej odpowiednikiem na lewym brzegu rzeki był budynek przy ulicy Bednarskiej 2/4 – łazienki Teodozji Majewskiej. W Komorze Wodnej mieli siedzibę urzędnicy Wydziału Mostowego, którzy pobierali opłatę za przewóz osób, towarów, sprawowali też nadzór nad mostem.
Funkcjonowała do momentu wybudowania mostu Kierbedzia w 1864 roku, wtedy jej rola uległa ograniczeniu, a z czasem wyłączeniu z użyteczności. Częściowo rozebrana (skrzydło zachodnie) stała się mieszkaniem dla pracowników wodociągów praskich.
W latach 1813, 1839, 1844 Wisła występowała z brzegów, a informację o stanie jej wód w tych latach upamiętniono na tabliczce umieszczonej na budynku.
Podczas II wojny światowej nie uległa zniszczeniu. W latach 1944-45 służyła za lokum dla radzieckich saperów, później została zasiedlona przez przypadkowych lokatorów, którzy nie dbali o zabytkowe miejsce, więc z biegiem czasu w wyniku zaniedbań, zaczęła niszczeć.
Przed rozbiórką uratowana została, dzięki decyzji o wpisaniu do rejestru zabytków. W latach 70. XX wieku przeprowadzono remont, sfinansowany przez biuro turystyczne „Juventur”, które urządziło tu swoją siedzibę. W 2007 roku, po kolejnym odremontowaniu, wprowadzono tu Urząd Stanu Cywilnego, który jest tu do dziś.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

31 marca 2021 o godz. 23:44

Covidowa porażka

poland-vs-england-flags-on

Anglia-Polska na Wembley. Bez Lewandowskiego, który jest kontuzjowany, w ogóle w dość dziwnym ustawieniu, Michał Helik, który nie sprawdził się w meczu z Węgrami wyszedł w pierwszym składzie. W tym meczu stał się współautorem straconego przez Polskę gola, faulując w polu karnym, inna sprawa, że był to faul, na który sędzia mógł przymknąć oko. Harry Kane pewnie wykorzystał jedenastkę i… długo nic się nie działo. Anglicy sprawiali wrażenie, jakby nie chcieli nam zrobić krzywdy, a nasi wyglądali na wystraszonych chłopców do bicia. Po przerwie wszedł za Świderskiego Milik, potem za Helika Jóźwiak. Polacy zaczęli lepiej grać w środku pola, częściej mieliśmy piłkę, choć nie było żadnych zrywów, kontrataków, indywidualnych akcji. Konsekwentna gra do przodu jednak się opłaciła i w 58. minucie po podaniu Milika wyrównał Moder. Anglicy poderwali się, ale nie jakoś przekonująco, wyglądało na to, że dowieziemy remis do końca. Niestety, w 84. minucie po zagraniu Stonesa Harry Maguire pokonał Szczęsnego i skończyły się marzenia o remisie na Wembley. Mecz, który nie przejdzie do historii, piłkarze obu drużyn grali jakby im brakowało powietrza. Takie covidowe skojarzenie niech posłuży za tytuł dla przegranego przez Polskę spotkania.

28 marca 2021 o godz. 23:18

Jak muchy w smole

andorra-vs-poland-soccer-match-national-colors

Drugi mecz w eliminacjach do mistrzostw Świata, słaby jak ten pierwszy. Puste trybuny na Łazienkowskiej, Polska w bojowym ustawieniu, w ataku: Lewandowski-Milik-Piątek. Amatorzy z Andory nie zlękli się jednak i skutecznie rozbijali nieporadne polskie szarże. W 30 minucie Lewandowski strzelił gola, potem drugiego w 55. minucie i zszedł z boiska. Gra była nudna, powolna, aby się zbytnio nie zmęczyć. Strasznie się to oglądało. Sousa zrobił pięć zmian, znów można by myśleć, że trafił ze zmianami, bo ostatniego gola zdobył debiutujący i wprowadzony w 63. minucie Karol Świderski, a podawał do niego wprowadzony trzy minuty wcześniej Kamil Grosicki. Nowy trener na razie eksperymentuje i wychodzi obronną ręką, ale gra jest taka sama jak za czasów Brzęczka. Prawdziwy sprawdzian będzie 31 marca w meczu z Anglią na Wembley.

26 marca 2021 o godz. 00:33

Towarzysko z Węgrami

images

Remisem zakończył się mecz Węgry-Polska w Budapeszcie, pierwszy występ Polaków pod wodza nowego trenera. Media okrzyknęły Paulo Sousę genialnym strategiem zanim rozegrał z polską kadrą pierwszy mecz. Tymczasem spotkanie w walce o awans do Mistrzostw Świata przypominało raczej mecz towarzyski, przynajmniej jeśli popatrzymy na motorykę i oszczędzanie sił przez zawodników. Po sześciu minutach było 1:0 dla Węgrów, po ewidentnych błędach polskiej obrony. Pierwsza połowa bardzo słaba, zresztą w wykonaniu obydwu drużyn. W drugiej znów niefrasobliwa gra doprowadziła do straty kolejnego gola, 52 minuta i 2:0 dla Węgier. Dramat? Ze zwrotem akcji. Po utracie drugiej bramki Sousa zrobił trzy zmiany, za Sebastiana Szymańskiego wszedł Kamil Jóźwiak, za Jakuba Modera Krzysztof Piątek i za Michała Helika Kamil Glik. W ciągu dwóch minut było już 2:2, strzelili Piątek i Jóźwiak. Cóż, można powiedzieć, że Polacy nie w pełni wykorzystali nagłą przewagę i przy stanie 2:2 nie pociągnęli dalej, ale też trener Węgrów wyciągnął wnioski i wprowadził trzy zmiany. W 78. minucie radość gospodarzom dał Orban, ale nie prezydent, lecz gracz RB Leipzig. Gol z niczego, Szczęsny słabo wznowił grę, oddaliśmy inicjatywę i skończyły się marzenia o trzech punktach wywiezionych z Budapesztu. Najładniejszy gol meczu padł w 82, minucie, Lewandowski huknął po podaniu Bereszyńskiego. 3:3, bardzo towarzyski wynik. Jakie wnioski? Kadra jest słaba, brakuje zaangażowania. Obrona do wejścia Glika była rozsypana, Glik jest tu naturalnym przywódcą i nie wiadomo dlaczego nie zagrał od początku. Na plus nowemu trenerowi trzeba zapisać to, ze potrafi odważnie reagować na to, co dzieje się na boisku. Niby to powinno być oczywiste, ale jego obaj poprzednicy przy stanie 0:2 czekaliby ze zmianami do końca meczu, by potem na ekranie przeanalizować błędy. Trener kadry narodowej nie nauczy nikogo jak grać w piłkę, ale ma podejmować strategiczne decyzje. Może nie najlepiej Sousa wybrał skład wyjściowy, ale na pewno wiedział, kiedy najwyższy czas dokonać rewolucji na boisku. Z ocenami należy się wstrzymać do meczu z Anglią, z Węgrami zagraliśmy towarzysko, utrwalamy tradycję: Lengyel, Magyar – két jó barát!

17 lutego 2021 o godz. 21:34

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover-37

Ukazał się nowy numer (1/2021) magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. 80 stron wieści z branży alkoholowej. Wewnątrz m.in.: rozmowa z Krzysztofem Kaczorem, twórcą Drake Distillery * najlepsze alkohole 2020 roku * najlepsze debiuty na polskim rynku alkoholowym 2020 roku * pełen przegląd oferty polskich niezależnych bottlerów * o sytuacji w Polmosie Łańcut * o arcydziełach whiskey Beamów * whiskey Waterford z Irlandii * okowity z Korczyna * rumy z Jamajki * wyjątkowych charakter starej Metaxy * historia alkoholi z Tarnowa * a także: liczne recenzje alkoholi, nowości z branży, recenzje książek o alkoholach, relacje z degustacji. Zapraszamy do lektury.

7 lutego 2021 o godz. 18:15

Aqua Vitae do czytania online

Na platformie Issuu jest już najnowszy numer magazynu „Aqua Vitae”, a w nim m.in. rozmowa z Krzyszztofem Kaczorem, twórcą Drake Distillery, najlepsze alkohole 2020 roku i polskie debiuty alkoholowe w 2020 roku. Zapraszamy do lektury online, a numer drukowany już za tydzień.

7 stycznia 2021 o godz. 12:40

Dzicz na Kapitolu

wybory-usa

Dzicz wdarła się na amerykański Kapitol. Dewastowali wnętrza i robili sobie selfie, podjudzeni przez psychopatę Trumpa. Policja imperium bezradna w obliczu szturmu dzikusów. Niebywała żenada. Świat się śmieje. Podobno cztery osoby zabite, bo dzicz w Ameryce może przecież mieć broń. Nauka dla całego świata – czy w prawie biernym wyborczym nie powinno być wymagane poświadczenie od psychiatry o zdolności wykonywania służby publicznej? Przy okazji można by to rozszerzyć o: wojskowych, policjantów i nauczycieli.

21 grudnia 2020 o godz. 18:06

X-mas

Bad Santa celebrating Christmas at home alone, he is smoking a cigar and drinking beer

Niech moc będzie z Wami!

17 grudnia 2020 o godz. 12:29

Nowy numer Aqua Vitae

AV_cover-36

Ukazał się nowy numer (6/2020) magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. 84 strony wieści z branży alkoholowej.

18 listopada 2020 o godz. 22:57

Byle do przodu

embed-only-nations-league-2018

Przegraliśmy 1:2 ostatni mecz w Lidze Narodów. Dobrze zaczęliśmy, agresywnie, już w piątek minucie Kamil Jóźwiak strzelił gola, którego ładnie sobie wypracował, mijając holenderskich obrońców. Potem mecz przypominał grę w piłkarzyki, czyli piłka latała od jednej strony boiska, do drugiej. Dużo sił tracili piłkarze obydwu drużyn, mogło się to podobać, ale też więcej w tym było błędów obrony, niż finezji. Holendrzy grali w myśl prostej strategii – byle do przodu, Polacy nastawili się na kontry, więc sytuacji pod obydwoma bramkami nie brakowało, ale wykończenia akcji były jakieś nonszalanckie, równie nieudane, jak gra obrońców. Oczywiście, w porównaniu do meczu z Włochami Polska wyglądała dużo lepiej, ale mam wrażenie, że przynajmniej w 50% dlatego, że Holendrzy na wiele pozwalali, ich obrońcy byli wciąż spóźnieni, podobnie jak u nas spóźniał się do akcji z przodu Lewandowski. W przerwie Lewandowskiego zastąpił Piątek, któremu bardziej się chciało grać w piłkę, ale nie dostawał zbyt wielu podań, a nie jest to zawodnik, który sam potrafi wypracować akcję. W drugiej połowie Holandia grała swoje, czyli do przodu, co w końcu przyniosło najpierw wyrównanie z rzutu karnego w 77. minucie, potem wygraną po bramce Wijnalduma w 84. minucie. Po stracie tej bramki polscy piłkarze już nawet nie mieli ambicji na remis. Przegrali mecz, który z powodzeniem można było zakończyć remisem, wystarczyło chcieć grać do końca, ale tych chęci zabrakło. Patrząc na drużynę Polską jako całość i porównując dwa ostatnie mecze, wydaje się, że z reprezentacją na dobre powinien rozstać się Linetty, który więcej szkodzi niż pomaga. Wciąż niemrawy jest Zieliński, natomiast Jóźwiak i Płacheta wnieśli dużo siły, prędkości i energetyki do gry. W pechowym momencie wszedł Grosicki, po jego wprowadzeniu straciliśmy oba gole, ale to jest piłkarz, który ma pomysł na grę i pracuje na całym boisku, jak kiedyś Kuba Błaszczykowski, czy Lewandowski, jeśli akurat nie strzela focha. Dwie porażki w ciągu trzech dni obnażyły prawdę o potędze polskiej reprezentacji. O Mistrzostwach Europy na razie nie ma co myśleć, bo przed nami jeszcze jesień, zima i wiosna, covid na pewno zbierze żniwa.

15 listopada 2020 o godz. 23:06

Różne szybkości myślenia

embed-only-nations-league-2018

„Potrafili nas zaskoczyć szybkością swojego myślenia”, komentator dobrze podsumował pierwszą połowę meczu Włochy-Polska w Lidze Narodów. Włosi nas zdominowali w sposób absolutny, do tego stopnia, że graliśmy do tyłu, zupełnie bezradni w środku pola, oddając wiele miejsca przy atakach rywala. Włosi do przodu, szybko, kombinacyjnie, z pomysłem na grę. W 21. minucie sędzia nie uznał bramki Insigne, ale widać było, że bramka wcześniej czy później musi wpaść. W 27. minucie wyraźnie już zmęczony Krychowiak dosłownie położył się na Belottim w polu karnym. Nie wiadomo po co, spreparował rzut karny i po strzale Jorginho przegrywamy 0:1. Bynajmniej zdobyta bramka nie spowolniła gry Włochów. Dalej robili swoje, niemiłosiernie ośmieszając naszych pomocników, konstruując piękne koronkowe akcje, jak ta z 41. minuty zakończona strzałem Bernardeschiego. Polacy nie tylko ruszali się jak muchy w smole, ale też wyraźnie ociężale reagowali na tak choćby oczywiste sytuacje, jak wyrzut piłki z autu w okolicy pola karnego. Głupi faul Krychowiaka był dobrym obrazkiem tego spóźnionego myślenia, ale niestety nie jedynym. Przykry widok. Druga połowa zaczęła się dużo lepiej. Trzy zmiany: za Modera Góralski, za Jóźwiak Grosicki i za Szymańskiego Zieliński. Grosicki od razu wniósł dynamikę i logikę, zaczęło to wyglądać dużo lepiej w środku pola, już nie było tej żenującej gry do tyłu. Góralski wyszedł jednak z postanowieniem, że da upust chuligańskim nawykom, już za pierwszy faul powinien był dostać czerwoną kartkę, dostał za drugi, osłabiając drużynę. Dopiero w 74. minucie z boiska zszedł Linetty, który chyba popełniał najwięcej błędów i sprawiał wrażenie przerażonego grą. Tyle, że Milik, który w ogóle nie gra w piłkę od dawna, nie wniósł żadnej dodatkowej jakości. W 83. minucie fenomenalne podanie Insigne do Berardiego i powinno być 2:0. Świetny mecz zagrał Insigne. Dwubramkowa porażka to łagodny wymiar kary za stateczną grę w pierwszej połowie, za chamskie faule Góralskiego, za bezmyślne zagrania w obronie, za to, że nie stworzyliśmy żadnej groźnej sytuacji pod włoską bramką. Żeby jednak oddać sprawiedliwość, trzeba podkreślić, że Włosi zagrali świetny mecz. Pewnie inny skład wyjściowy naszej drużyny dałby więcej emocji kibicom, ale nie koniecznie przełożyłby się na lepszy wynik. Włochów trudno było dzisiaj zatrzymać.

escort bayan trabzon escort bayan yalova escort bayan edirne escort bayan manisa bursa görükle escort