6 maja 2018 o godz. 08:03

Kartka z podróży – Vinska cesta Goriška Brda

Buzinel (2)
U mnie w rodzinie to jest tak, opowiada pan Blažič i nalewa wina, białe i zimne, aromatyczne i rześkie, że dziadek urodził się w Cesarstwie Austro-Węgierskim, ojciec we Włoszech, ja w Jugosławii a moja córka na Słowenii. Znam już tą historię, słyszałem ją z innych ust, w innej wsi, ale w podobnych słowach relacjonowaną, to historia wszystkich ludzi, którzy tutaj wraz z winoroślą zapuścili korzenie w skalistej ziemi. Wino nazywa się Jakot, ale sąsiad mówi na nie inaczej, kiedyś nazywało się Tokay, ale Węgrzy zastrzegli dla siebie tą nazwę, pięćset metrów stąd, za granicą z Włochami, nazywa się Friulano, ale mieszkająca dwie chałupy powyżej pana Blažiča pani Bužinel mówi na nie cvetko. Pytam o to nazw pomieszanie, wszystko tu u nas pomieszane, odpowiada pan Blažič, takie miejsce, takie czasy, zawsze dziwne czasy. Prawdziwa nazwa szczepu to sauvignon vert, nikt jej jednak poza ampelografami nie używa, źle brzmi, o niczym nie mówi, zimne wino ma aromaty kwiatów, trawy, posmak ziemisty, mineralny, jakby winne grono chciało wessać trochę tych skał z ziemi i przekazać w owocu. Tu biegła granica, pokazuje mi pan Blažič. Wskazuje kamień niemal całkiem przykryty przesuszoną ziemią. Rozciera końcem buta, widać jakieś znaki na kamieniu. Idziemy dalej, odgrzebuje kolejny kamień. Po wojnie podzielili nas. Dom i winiarnia znalazły się w Jugosławii, winnice we Włoszech. Codziennie musiałem iść pięć kilometrów do przejścia granicznego i potem znów pięć żeby dostać się tu – staje dwa kroki ode mnie – bo to już było za granicą. Nadal jest za granicą, tyle, że nie ma już drutów i celników, kamienie graniczne przykryła ziemia, Unia Europejska skróciła panu Blažičowi drogę do jego winnic, nie musi pokazywać paszportu, kiedy przewozi grona z winnicy do winiarni, ale wciąż pije w domu wino z winorośli, która rośnie w innym kraju. Wina butelkuje z apelacją ZGP Brda, ale kiedy sprzedaje grona sąsiadom po włoskiej stronie, efekt ich fermentacji znajduje się w butelkach z apelacją DOC Collio. Podatki za wino pan Blažič płaci do skarbu państwa Słowenii, za obfitość winorośli do skarbu państwa Włoch. Popijamy zimne wino o mineralnym smaku i przekraczamy granice raz w jedną, raz w drugą stronę. Najbliższa chałupa poniżej pana Blažiča, przedsiębiorstwo Gradnik, ma słoweńską nazwę, ale jest już w stu procentach włoskie, tam Jakot to zawsze Friulano, choć pamięta czasy, kiedy po obu stronach dzisiejszych granic był Tokayem. Na bramie do osiemnastowiecznego, mocno zniszczonego domu, jest wielki szyld Gradnik. Choć pokryte czarną pleśnią i grzybem, mury przetrwały wszystkie zmiany, pamiętają czasy Leopolda II, kiedy wino płynęło na stoły habsburskiego dworu.


Biorę na drogę butelkę białego wina, żona pana Blažiča obdarowuje mnie kawałkiem zrobionej przez siebie pizzy na drogę, obficie ozdobionej kawałkami kolorowych papryk, zielone, żółte i czerwone, żegnamy się z sympatią, połączeni wspólną pasją wszystkich ludzi, którzy piją wino, niezależnie od tego, gdzie przebiegają ich granice. Zrobiło się ciemno, idę pod górę, wchodzę na chwilę do pani Bužinel. Jest lokalną gwiazdą, jej lodowe wino Ledana opisał i wysoko ocenił „Decanter”, trzyma egzemplarz na barze, wraz z albumem o tym jak w 2009 roku wraz z mężem zbierali zamarznięte winogrona. Nieoczekiwanie spadło wówczas trochę śniegu, w regionie Brda śnieg spada raz na ćwierć wieku, od Morza Śródziemnego idą ciepłe prądy powietrza, zatrzymywane od północy przez Alpy, to klimat ciepły, umiarkowanie wilgotny, temperatury nie spadają w ciągu roku poniżej dziesięciu stopni, a tu taka anomalia, śnieg, w ogóle lato było chłodne, wszyscy winogradnicy to pamiętają, owoce na lozach były wyjątkowo długo, ale tylko pani Bužinel miała fantazję by je trzymać do grudnia i na cztery dni przed Bożym Narodzeniem wczesnym świtem zebrać przemrożone i szybko przefermentować, bo po południu szronu już nie było, wyszło słońce, małe oazy śniegu zamieniły się w wodę i wsiąkły w wiecznie spragnioną ziemię. Słodkie lodowe wino pani Bužinel wycenia na 150 euro za małą buteleczkę, trzyma swój skarb w specjalnej gablotce, to pierwsze i być może ostatnie lodowe wino w historii regionu Goriška Brda, globalne ocieplenie nie zapowiada, że śnieg jeszcze tu kiedyś zawita, chociaż, kto wie, życie jest piękne, bo niczego przewidzieć się nie da, poza tym, że po nocy na pewno będzie dzień.
Z mężem pani Bužinel wypijam mały kieliszek tropinovca, kilkaset metrów od ich domu ten alkohol nazywa się grappa. Ostry, o zapachu lakieru, smaku gorzkim i trawiastym. Przepędzony w miedzianym kotle z wytłoczyn winogron, nie dla smaku zrobiony, ma udrzać do głowy i to zadanie spełnia, pięćdziesiąt procent szybko łączy się z krwioobiegiem w jedną ciepłą rzekę życia i szczęścia. Mąż pani Bužinel coś głośno nuci, nalewa nam jeszcze jeden kieliszek, potem macha rękoma jakby chciał odlecieć i już go nie ma, trzaska drzwiami, wychodzę za nim w ciepłą szarość majowej nocy, wsiada do swojego starego dostawczego auta, puszcza na cały regulator skoczną muzykę i jedzie w górę, już znika za zakrętem, jedzie dwa czy trzy kilometry do Medany, ma tam jakieś swoje sprawy, swoje marzenia, swoje potrzeby, które załatwić można tylko po kilku kieliszkach rozgrzewających krew.
A ja idę kawałek jego śladem, jeszcze słyszę muzykę, a może już tylko w uszach mi dudni. Skręcam w prawo, stroma ścieżka w dół, winiarnia Ščurek. Nie od szczura, Ščurek to konik polny, wymalowany ze skrzypkami na każdej beczce, nazwisko rodziny i symbol miejsca. Śliczna winiarnia, doskonałe wina, długo dojrzewające w beczkach na gronach, nie filtrowane. Artystyczne piwnice z pomalowanymi beczkami, pachnie wino w slawońskim dębie. Mógłbym tu usłyszeć znaną już historię, dziadek żył w CK Monarchii, ojciec we Włoszech, ja w Jugosławii, dzieci na Słowenii… Co będzie dalej? A jakie to ma znaczenie, co dalej? Coś było, coś będzie. Stojan Ščurek nie mówi o rodzinie, ani o historii, opowiada o plenerach malarskich, właściwie to nie plenery, bo malowanie odbywa się w piwnicy, malowane są beczki, narzędzia winogradnicze, a nawet same lozy, oczywiście już te martwe, ususzone. Ludzie tu przyjeżdżają i malują, chwali się Stojan Ščurek, nikt nie ma tak kolorowych piwnic, bardziej przypominają salę zabaw dla dzieci, jaskinię krasnoludków, niż miejsce, w którym dojrzewa do picia alkohol. Stojan Ščurek częstuje dziesięcioletnią brandy z tych kolorowych beczek, wydestylował ją brat, jest bardzo taniczna, slawoński dąb daje dziwną mieszankę aromatów – starej skóry i wanilii, w ustach jest jak herbata słodka i gorzka jednocześnie. Nalewa kolejne wina, jest z nich dumny tak samo jak z malowideł na beczkach, które pozostawili mu niemieccy artyści, Ribolla Gialla – aromaty miodowe, korzenne, owocowe, w ustach jabłka, gruszki, brzoskwinie, mój przyjaciel Jakot – jak zwykle mineralny, ale u Ščurka objawia nowe skrywane oblicza, nuty serowe, a i lekko słone, Sivi Pinot – to słodka eksplozja brzoskwiń, Stara Brajda – dwa lata w slawońskim dębie dało jej smak miodu i wanilii, Dugo – już cztery lata w beczkach i długa maceracja, czuję jabłka, gruszki, wanilię, ale i czekoladę mleczną wyławiam końcem języka, a na koniec Kontra – duma rodziny Ščurek, wino przez dziewięć miesięcy macerowane z całymi winogronami, nie filtrowane, mętne, w nosie jabłka i miód, w ustach propolis, nuty klasztorne, piwniczne, ziemiste. Nic więcej nie chcę.
Idę, idę, idę. Pnę się pod górę. Noc jest już ciemna, psy pojedyncze wyją. Idę, pnę się, zataczam radośnie raz w lewo, raz w prawo, upojony ciepłem majowej nocy. Idę, pukam do drzwi, otwiera mi młoda, chuda kobieta, woła męża. Boruta Mužic wita mnie jak starego druha, choć przecież pierwszy raz uściskujemy sobie prawice, prowadzi za dom, otwiera piwnicę, pokazuje swoje skarby, jest Jakot, jest i Ribolla Gialla. Winiarnia na wzgórzu, gdyby nie było ciemno, miałbym piękny widok na ciągnące się kilometrami, pomiędzy granicami, winnice. W piwnicy migoczą małe lampiony, imitujące świece, przyjemny chłód zimnych murów, swojski zapach winnej pleśni. Kieliszek tropinovca za zdrowie, za zdrowie wasze i nasze, to lepiej brzmi niż za wolność waszą i naszą, bo czym jest wolność? Wolność u Habsburga, u Mussoliniego, u Tito? Taka czy siaka, wolność to idea, a zdrowie to życie. Za zdrowe wino pijemy, za zdrowie z wina w nas spływające pijemy. Biorę na drogę butelkę, tą od pana Blažiča gdzieś już wypiłem, nie wiem kiedy i gdzie, może zgubiłem, nie wypiłem, może oddałem, jakoś postradałem, w dół schodzi się łatwo, schodzi się szybko, w podskokach, skaczę chodząc po wzgórzach i pagórkach, nade mną nietoperze, przede mną światła domu pani Bužinel. Mija mnie głośna stara furgonetka, jakieś jugosłowiańskie disco na cały regulator, żeby cała wieś usłyszała, żeby słyszeli też we Włoszech, niech słyszą wszyscy policjanci w okolicy, że oto jedzie pijany, wraca do domu szczęśliwy. Ale policjanci nie słyszą, najbliższy w okolicy policjant jest kilkanaście kilometrów stąd. Strefa nadgraniczna nie gra roli. To są winiarskie wioski, każdy robi co chce, byle by nie fałszował wina, nie mordował sąsiada i żony jego nie pożądał.
Na tarasie domu pani Bužinel nalewam sobie do kieliszka brinjevac. Ostry zapach i smak – jałowiec, żywica, zielone szyszki, i igliwie. Po tylu winach czas oczyścić oddech odrobiną lasu. Pode mną ciągną się winnice, wyrastają ponad granice, ale ja tego nie widzę, zobaczę rano, kiedy wzejdzie znów słońce. Ono zawsze wschodzi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

23 września 2018 o godz. 08:57

Kartka ze Speyside – Heilan coo

SONY DSC

Szkoci mówią na nie Heilan coo, cudzoziemcy Hippie cow. Mają długą grzywkę i leniwe miny. Nie dają zbyt dobrego mleka. Hoduje się je na mięso. Szkoda, bo miło wyglądają jak są żywe. Potem już mniej miło. Przywędrowały z Hebrydów. Wzmianki o nich pochodzą już z VI wieku. W czarnej wersji nazywają się w Szkocji Kyloe i jedna taka czarna krowa z grzywką znajdzie się na okładce najbliższego numeru „Aqua Vitae”.

22 września 2018 o godz. 09:42

Kartka ze Speyside – Dunnottar Castle

Dunnottar Castle (37)

Kiedy spytać Szkota, dlaczego nie czuje pokrewieństwa z Irlandczykami, choć to podobna kultura, podobny język i podobne zamiłowanie do spokojnego wiejskiego życia ze szklaneczką whisky, odpowie, że z Irlandczykiem w ogóle nic go nie łączy, bo oni są celtami, a Szkoci to piktowie. Dla mnie tyle samo w tym sensu, co w stwierdzeniu, że nic mnie nie łączy z ludźmi z południa Polski, bo oni to Wiślanie, a my to Polanie. Ale tak całkiem serio, kulturowa tożsamość w Szkocji i Irlandii jest bardzo wysoka, a nawiązania do kultury piktów i celtów są jej częścią.

21 września 2018 o godz. 09:24

Kartka ze Speyside – Benromach

_DSC8756

Niewielka szkocka gorzelnia whisky, działająca w regionie Speyside, w miasteczku Forres od 1898 roku. Wielokrotnie zmieniała właścicieli, a w latach 1983-1998 stała zamknięta. Obecnie jest własnością Gordon & MacPhail. Używają głównie torfowanego jęczmienia, o poziomie natorfienia 12 ppm i 47 ppm, a także nietorfowanego jęczmienia organic. Kadź zacierna ma pojemność 1,5 tony. Mają 13 kadzi fermentacyjnych z sosny oregońskiej, stosują dwa rodzaje fermentacji – krótsza trwa 62-67 godzin, wydłużona – 110 godzin, stosują drożdże browarnicze. Alembik pierwszej destylacji ma pojemność 7500 l, drugiej destylacji – 4250 l. Alembiki Forsyths z zewnętrznym kondensatorem. Odbierają alkohol o mocy 70%, przed wlaniem do beczek obniżają moc do 63,5%. Cały proces produkcji jest sterowany ręcznie. Rocznie produkują ok. 700 tys. l alkoholu. Destylarnia ma w swoich magazynach ok. 18 tys. beczek. Używają tylko beczek first fill po bourbonie, poza tym beczek po sherry z bodegi Williams & Humbert, a do whisky z jęczmienia organic – dziewiczych beczek z białego dębu z Missouri. W 2018 roku uruchomili osobną mikro-destylarnię, w której produkują gin Red Door.

20 września 2018 o godz. 08:37

Kartka ze Speyside – Glen Moray

SONY DSC

Glen Moray to ogromna destylarnia whisky ze Speyside, powstała w 1897 nad brzegiem rzeki Lossie, na przedmieściach Elgin, w ostatnich latach całkowicie przebudowana do przemysłowych rozmiarów. Wcześniej, od 1828 roku, w tym samym miejscu działał browar West Brewery. Zaczynali z jedną parą alembików, które zrobiono z przebudowanych kadzi warzelniczych. Te stare alembiki przepadły w pożarze. Kilkakrotnie zamykana, kilkakrotnie też zmieniała właścicieli. W 1920 roku przejęta przez spółkę Macdonald & Muir (ówczesnego właściciela Glenmorangie). Przebudowana w 1958 roku, w 1979 roku wprowadzono dwa nowe alembiki. Pod koniec lat 70. zaprzestano własnego słodowania. W 2008 roku właścicielem Glen Moray został francuski potentat na rynku alkoholowym, grupa La Martiniquaise. Obecnie rocznie produkują 5 mln l alkoholu. Gigantyczne kadzie fermentacyjne, a jest ich 14, usytuowane są na zewnątrz. Z jednego zacieru robią ok. 52 tys. l przefermentowanego alkoholu, stalowa kadź zacierna ma pojemność 11 ton. Fermentacja jest dość krótka, trwa 60 godzin, alkohol ma 8,5%. Po przebudowie w 2016 roku alembiki pierwszej destylacji są w innym budynku niż drugiej, nie działają w parach. Te do pierwszej destylacji mają bardzo nietypowy kształt, szyja jest odwrócona do przodu, przed każdym alembikiem jest podwójny kondensator, który nie wpływa wprawdzie na czas destylacji czy moc alkoholu, ale daje oszczędność energii. Wszystko jest sterowane komputerowo, pierwsza destylacja trwa ok. 5 godzin i daje alkohol o mocy ok. 25%. Nowe alembiki powstały we Frili, sprowadzono je z Włoch. W drugim budynku jest dziewięć alembików. Sześć Forsyths, z czego trzy kiedyś działały jako wash stills w parach ze spirit stills. Przerobiono je na spirit stills, dodano jeszcze trzy włoskie, więc teraz serce destylarni wyposażone jest w aparaty o różnej pojemności, różnych kształtów. Moc alkoholu po drugiej destylacji to 72%. Firma dysponuje też starą kadzią zacierną i pięcioma starymi kadziami fermentacyjnymi. Być może będą w przyszłości wykorzystywane do eksperymentalnych edycji. Planowane jest dodanie jeszcze dwóch alembików i zwiększenie produkcji nawet do 9 mln l (przed inwestycją La Martiniquaise moce produkcyjne wynosiły 2,2 mln l rocznie). Glen Moray ma obecnie 12 magazynów, w których leżakuje whisky w ok. 140 tys. beczek. Visitors center rocznie odwiedza ok. 24 tys. osób. Na miejscu można spróbować kilku specjalnych edycji whisky, które pokazują potencjał destylarni (np.: Glen Moray 1998 PX Finish, Glen Moray 2010 Peated PX Finish czy Glen Moray 120th Aniversary Edition).

19 września 2018 o godz. 09:19

Kartka ze Speyside – Glenury Royal

_DSC8659

Już nieistniejąca destylarnia whisky z Highlands, pojedyncze butelki jeszcze można dostać, np. czterdziestoletnia Glenury Royal wydestylowana w 1970 roku. Powstała w 1825 roku i – jak piszą kronikarze – od początku była pechowa. Kilka tygodni po jej uruchomieniu wybuchł pożar, który zniszczył ja niemal doszczętnie. Zdarzył się też nieszczęśliwy wypadek, jeden z robotników zginął podczas pracy, wpadł do kadzi. Założył ją w Stoneheaven kapitan Robert Barclay Allardice, ciekawa postać – parlamentarzysta, biegacz i bokser. Była to jedna z trzech destylarni, którym król Wilhelm IV pozwolił posługiwać się w nazwie określeniem „królewska” (Royal). Kolejnymi właścicielami Glenury byli: William Richie (w latach 1857-1928), spółka Glenury Distillery Co. (1936-1938), Associated Scottish Distillers (1938-1940), American National Distillers (1940-1953) oraz Distillers Company Limited (od 1953 roku do końca). Miała okresy przestoju, np. w latach 1852-1858 czy 1940-1945. Destylarnię zamknięto w 1983 roku, częściowo wyburzono, częściowo przebudowano, dziś w jej miejscu stoi osiedle mieszkaniowe.

18 września 2018 o godz. 08:54

Kartka ze Speyside – Auchinblae

_DSC8646

Niewiele wiadomo o destylarni whisky Auchinblae, ulokowanej przy Burn Street w Auchenblae (Aberdeenshire). Powstała w 1895 roku w miejscu młyna Den Mill, starszego o sto lat. Zapewne już wcześniej pędzono tu alkohol, ale bez licencji. Przebudowę młyna i pagodę słodowni projektował słynny architekt tamtych czasów, Charles C. Doig. Należała do lokalnej spółki kapitałowej Auchinblae Distillery Company Ltd. Jak ustalił Brian Townsend, autor znakomitej książki „Scotch Missed”, była wyposażona w cztery kadzie fermentacyjne o pojemności 6000 galonów każda oraz jedna parę alembików (wash still miała 1500 galonów, spirit still wiadomo tylko, że była mniejsza. Pierwszy jej menadżer wcześniej pracował w Ord Distillery. W 1916 roku przejęta przez spółkę Macdonald Greenlees, która miała też pobliską destylarnię Stronachie.

17 września 2018 o godz. 08:14

Kartka ze Speyside – wizyta w Fettercairn

_DSC8621

Fettercairn to destylarnia z Higlands, powstała w 1824 roku, założona przez Sir Alexandra Ramsaya, który był jej właścicielem zaledwie przez sześć lat. Z powodu długów odsprzedał ją wraz z posiadłością ziemską Fasque Estate kupcowi Johnowi Gladstone. Przebudowana po pożarze w 1887 roku. W latach 1926-1939 zamknięta. Jej pracę wznowił nowy właściciel, kilkakrotnie zresztą się zmienił w następnych latach, aż w 1974 roku przejęła ją spółka Whyte & Mackay, która zarządza do dziś marką i zasobami whisky, wykorzystując znakomitą część produkcji Fettercairn do swoich blendów. W latach 60. XX wieku zaprzestano samodzielnego słodowania jęczmienia. W 1966 roku podwojono moce produkcyjne – z dwóch do czterech alembików. Aparaty do pierwszej destylacji wash stills mają pojemność po 17274 l, a spirit still jeden ma 13638 l, drugi – 11819 l. Spirytus odbierany jest z mocą 68%, do beczek trafia z mocą 63,5%, druga destylacja trwa sześć godzin. Kadź zacierna ma pojemność 5 ton, robią 24 zaciery tygodniowo. Jako jedni z nielicznych w Szkocji używają karmelizowanego słodu do niektórych edycji whisky. Jest tu jedenaście kadzi fermentacyjnych z sosny oregońskiej o pojemności po 25 tys. l każda. Fermentacja jest dość szybka, trwa 52-55 godzin. W 1989 roku otwarto centrum dla odwiedzających. Mają 13 magazynów, a w nich ok. 40 tys. beczek. Beczki po bourbonie wykorzystywane są tylko raz, potem są odsprzedawane, używają też m.in. beczek po sherry, porto czy po bordoskich winach.

16 września 2018 o godz. 20:33

Róbrege dla Brylewskiego

41556897_2151483198255546_9036314992659398656_o

29 września odbędzie się koncert pod hasłem Róbrege, dedykowany pamięci Roberta Brylewskiego. Wystąpią: Paweł Sky & nowy+eren 101% improwizacji, Ziggie Piggie & goście, Armia, Maleo Reggae Rockers & goście, Izrael & goście, Joint Venture Sound System gra Brylewskiego. Impreza odbędzie się w namiocie pod Pałacem Kultury i Nauki (od strony ul. Świętokrzyskiej).Wstęp – 30 zł, start – godz. 17.00.

16 września 2018 o godz. 09:00

Kartka ze Speyside – Royal Lochnagar

Royal Lochnagar11

Royal Lochnagar jest pięknie położona, w dolinie rzeki Dee, na tym samym jej brzegu, co królewska letnia rezydencja, zamek Balmoral. Bliskość zamku i królewskich ogrodów sprawia, że destylarnia jest chętnie odwiedzana przez turystów, pomimo tego, że sama whisky nie jest dobrze znana. Marka należy do Diageo. Jest to niewielka destylarnia, o iście królewskim charakterze, co jest podkreślane co chwila podczas wizyty. Niestety, jak we wszystkich destylarniach Diageo, nie wolno podczas zwiedzania robić zdjęć.

15 września 2018 o godz. 09:15

Kartka ze Speyside – Allt-á-Bhainne

_DSC8587

Zbudowana w 1975 roku w Glenrinnes (region Speyside) nowoczesna destylarnia whisky, powstała na potrzeby ówczesnego potentata na światowym rynku alkoholowym – Seagrams, podobnie jak zbudowana dwa lata wcześniej siostrzana gorzelnia Braeval. Koszt uruchomienia destylarni wyniósł 2,7 mln funtów, a w 1989 roku dokonano kolejnych inwestycji, podwajając liczbę alembików do czterech i moce produkcyjne do ok. 4 mln l whisky rocznie. Od 2001 roku jest własnością Pernod Ricard, bezpośrednio zarządza nią Chivas Brothers. W latach 2002-2005 stała zamknięta. Proces produkcji jest do tego stopnia zautomatyzowany, że destylacją może zajmować się tylko jedna osoba. Dziwna nazwa Allt-á-Bhainne to po gaelicku „Palone mleko”. Ta mało znana koneserom single malt whisky destylarnia od początku działa głównie na potrzeby zestawiania blendów Chivas Regal. Co ciekawe, dysponuje bardzo niewielkim magazynem do składowania whisky, dlatego część jej produkcji – głównie ta oferowana jako single malt – dojrzewa w magazynach na wyspie Islay, dzięki czemu uzyskują charakterystyczny słony smak. Połowa produkowanej w Allt-á-Bhainne whisky robiona jest z lekko torfowanego (10 ppm) słodu, reszta z nietorfowanego.