30 kwietnia 2008 o godz. 20:09

Kartka z podróży (1) Na Laszko do Ptuja

SONY DSC
W podróży nie łatwo znaleźć wolną chwilę, zorganizować się tak, by usiąść, napisać, odszukać kafejkę internetową lub miejsce z bezprzewodowym dostępem WI-FI. Aktualnie jestem na Słowenii, w bardzo ładnym miasteczku Ptuj nad rzeką Drawą, z górującym nad wyłożoną brukiem starówką zamkiem.

Jestem już zatem ponad 1000 kilometrów dalej od ostatniej kartki. Jak wspominałem, planowaliśmy pojechać na koncert HC do Ostrawy, który miał się odbyć w kopalni Dul Michal. Coś jednak źle przeczytałem, bo koncert się odbył, ale dzień wcześniej. Trudno się mówi i jedzie się dalej. Lubię Ostrawę, choć jest to przemysłowe miasto, ale w centrum jest wiele knajpek, w których można się wesoło bawić przy piwie Ostravar i fernecie. Tym razem jednak ruszyłem dalej, w stronę granicy z Austrią. Zrobiliśmy sobie postój Rożnove, by zjeść knedle i zwiedzić przy okazji skansen budownictwa drewnianego. Kolejny postój to zamek Lukov, nie znalazłem nic na temat tych ruin w żadnym z przewodników, a szkoda, bo po przejściu niespełna kilometra pod górę spomiędzy drzew wyłania się malownicza średniowieczna baszta, mur obronny i długa fosa.
Pierwszą noc spędziliśmy w Uherskim Hradiszczu, na kwaterze u pana Jaroslava Mislera, kawałek od centrum miasta. Czechy to raj dla pijaków, mają tu całodobowe hernie, czyli salony gier na automatach z wyszynkiem. W takiej herni dobiliśmy się nadmiarem bovaraka. Dla niewtajemniczonych – jest to fernet z tonikiem.
Następnego dnia, na kacu, ruszyliśmy w dalszą drogę. W okolicy jest zamek Buchlov i wielka bazylika w Valehrad. Obejrzeliśmy tez ruiny zamku w Breclav, niedaleko granicy z Austrią i około 16. pożegnaliśmy gościnne czeskie ziemie, by wzdłuż słowackiej granicy pomknąć do miejscowości Rust nad wielkim jeziorem Neusiedler. Byłem tu już wcześniej. Miasteczko znane jest z winnic, niemal w każdej bramie można kupić domowe winko, można też usiąść i degustować. To degustowaliśmy do późnych godzin nocnych…
Trzeciego dnia podróży zwiedziliśmy Graz z zamkiem, który wznosi się na wysokim wzgórzu, z którego widać panoramę miasta i rzekę Mur. Z Graz jest już niespełna 30 minut drogi do Słowenii. Maribor zwiedziliśmy szybko i niedokładnie bo zaczął padać deszcz. Miasto najładniej chyba wygląda od strony rzeki Drawy, widać wówczas fragmenty dawnych fortyfikacji i wznoszące się nad czerwonymi dachami wieże kościołów. Z Mariboru pognaliśmy do Ptuja i tu zatrzymaliśmy się na noc. Okazuje się, że na Słowenii alkohol sprzedawany jest tylko do godziny 22, później wszystkie lokale są zamknięte, co nas z Olem bardzo zasmuciło, bo nie dość dużo piwa Laszko i śliwowicy w siebie wlaliśmy. Dzięki jednak nabytej przez lata przezorności, mieliśmy na czarną godzinę kratę z browarem zakupionym w Czechach, więc resztę wieczoru przesiedzieliśmy beztrosko nad rzeką.

 

 

 

 

 

 

 

 

przed zamkiem Lukov (Czechy)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Aktywny wypoczynek :)

 

 

 

 

 

 

 

 

Rust (Austria), nad jeziorkiem

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

okno jednego z prywatnych domów w Rust

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wieża zegarowa zamku w Graz

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

międzynarodowe porozumienie: „Gawarisz russki? Russki niet, serbski da” (Ptuj, Słowenia)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Zobacz ostatnie wpisy

28 lipca 2014 o godz. 10:12

Ruiny starej gorzelni w Kwilczu

SONY DSC

Długi komin to jedyny dobrze zachowany element gorzelni w Kwilczu, reszta jest mocno zniszczona, powybijane okna, całość porośnięta chwastami, ale ceglasto-kamienne mury budynków chyba są w niezłym stanie. Na froncie budynku data 1872 (rok budowy), obok stoi magazyn zboża z 1892 roku, zachował się też stary piec. Założycielem gorzelni był ówczesny właściciel kwileckich włości – ordynat Arsen Kwilecki. Uczestnik powstania listopadowego, po jego upadku zajął się pracą organiczną i okazał się dobrym gospodarzem. Za jego czasów nastąpił skokowy rozwój gospodarczy Kwilcza. Wybudował tu pierwszą w Wielkopolsce nowoczesną cukrownię, parową fabrykę mączki, młyn parowy, kompleks pałacowo-parkowy oraz folwark z dwoma podwórzami. Zajmował się też działalnością charytatywną, sfinansował budowanie szkoły, plebanii czy tablicy pamiątkowej z okazji dwusetnej rocznicy odsieczy pod Wiedniem. Warto przy okazji wspomnieć o rodzie Kwileckich herbu Szreniawa, który był właścicielem Kwilcza od XIV wieku do wybuchu II wojny światowej – przez ponad 550 lat. Ostatnim właścicielem był hrabia Dobiesław Łukasz Kwilecki, ordynat na Kwilczu, Kobylnicach i Wróblewie. Kontynuował tradycje gospodarcze swoich przodków, osobiście administrując włości, choć był to jeden z największych majątków ziemskich w II RP. Unowocześnił gospodarstwo, zajmował się chowem bydła, trzody chlewnej, hodował konie dla wojska i psy myśliwskie. Był fundatorem wielu okolicznych kościołów. Współzałożyciel w 1904 roku w Kwilczu Banku Ludowego, pierwszy posiadacz samochodu w Wielkopolsce (1919 rok). Aresztowany przez NKWD, deportowany do ZSRR w 1939 roku, zmarł w nędzy, najprawdopodobniej 5 stycznia 1942 roku w Kazachstanie w Czymkencie. W Cyfrowej Encyklopedii Wielkopolan można znaleźć taki oto zapis: „W momencie wybuchu II wojny światowej Dobiesław hr. Kwilecki przebywał w gościnie u Anny i Stanisława Niezabitowskich w Uhercach koło Lwowa. Jesienią 1939 roku Niezabitowskich wywieziono na Syberię, a Dobiesław został aresztowany przez NKWD w Przemyślu, na krótko przed przejściem przez most na Sanie do Generalnego Gubernatorstwa. Po aresztowaniu znalazł się w obozie w Kozielsku, skąd na mocy amnestii został zwolniony i z grupą Polaków przeszedł pieszą wędrówkę przez ZSRR. Tułając się przez Uzbekistan dotarł w końcu do Czymkentu – stolicy południowego Kazachstanu, gdzie zachorował na zapalenie płuc i zmarł. Pogrzeb odbył się na miejscowym cmentarzu. Postawiony na grobie drewniany krzyż po paru dniach skradziono”. Na zespół pałacowy składają się: pałac z 1828 roku wybudowany według projektu Karla Friedricha Schinkla w stylu szwajcarskiej willi, który mieści się przy południowo-zachodnim brzegu jeziora, oficyna północna z XVIII wieku, oficyna południowa z XVIII wieku, stajnia koni wyjazdowych i powozownia z II ćwierćwiecza XIX wieku, drewniana altana parkowa z początku XX wieku oraz romantyczny park (XVIII-XIX wiek) zaprojektowany przez Petera Josepha Lenné, twórcę m.in. ogrodów poczdamskich. Park jest zwany Szwajcarią Kwilecką. Całość wpisana do rejestru zabytków nr rejestru: 75/A z 26 maja 1965 roku. Zabytkowy (nr rej.: 2560/A z 22 września 1995 roku) zespół folwarczny stanowią: gorzelnia z 1872 roku, spichlerz i obora z końca XIX wieku, rządówka (ulica 1 Maja 4) z końca XIX wieku, budynek gospodarczo-mieszkalny (ulica 1 Maja 2) z końca XIX wieku, chlewnia i obora z 1936 roku, stolarnia z 1896 roku i stajnia z 1888 roku.

28 lipca 2014 o godz. 10:07

Acient Ancient Age

SONY DSC

znakomity dziesięcioletni Kentucky Straight Bourbon, niestety Sazerac zaprzestał już jego produkcji. Moc – 45%, słodkie aromaty miodu i wiśni w czekoladzie, a także dębu, w smaku wyrazisty, czuć dużo kukurydzy, ale też żyto, poza tym słodkie nuty toffi.

27 lipca 2014 o godz. 10:56

Angel’s Envy

SONY DSC

bourbon o mocy 43,3%, niezwykle popularny w Louisville, gdyż powstaje w tutejszej Louisville Distilling Company. Nie jest to klasyczny bourbon, gdyż po ok. 5 latach spędzonych w białym dębie dodatkowo na 4-6 miesięcy finiszowany jest w beczkach po porto, co zupełnie zmienia smak. Nie podoba mi się pomysł na finiszowanie bourbonów, ich smak powinien zależeć od wieku leżakowania, wody i zacieru zbóż, inaczej upodobnią się do szkockich whisky i stracą swój wyjątkowy amerykański charakter. Angel’s Envy ma aromat słodki i kukurydziany, ale nos więcej obiecuje, niż odkryjemy w ustach, smak został zdominowany przez słodko-winne elementy porto. Po dodaniu wody ujawniają się ciekawsze nuty – cynamon, zioła.

26 lipca 2014 o godz. 10:45

Al Kaprone

SONY DSC

chorwacki producent likierów, młoda firma z Zagrzebia, w ofercie mają m.in.: miodowy likier Medica Premium oraz likiery owocowe i inne: Marelička, Borovnička, Peperinjo, Jagodička, Orange, Grejpuša, Limoncello, Maraskito, Jabuka-Cimet, Viljamovka, Teranino, Smokvica, Ananas, a także słodkie czekoladowe: White Choc i Black Choc.

25 lipca 2014 o godz. 10:38

Drury’s

SONY DSC

brazylijska blendowana whisky, robiona ze szkockiego słodowanego jęczmienia, który jest fermentowany i destylowany w Brazylii, a następnie tam whisky poddawana jest starzeniu w dębowych beczkach. Marka powstała w 1959 roku, obecnie należy do Gruppo Campari. Jest to lekka whisky o słodowym aromacie, w smaku słodkawa z nutą przypieczenia.

25 lipca 2014 o godz. 10:11

Browar i gorzelnia Pivovarský dvůr Lipan

SONY DSC

W miasteczku Dražíč w regionie Południowoczeskim (Jihočeský kraj), w ładnym starym budynku z obrośnięty bluszczem kominem, działają: restauracja, pensjonat, browar i gorzelnia. To Pivovarský dvůr Lipan, którego zielono-pomarańczowe zabudowania z ciężkimi, brązowymi dachówkami, odbierają mu nieco majestatu – wygląda z daleka jak zajazd przy drodze. Pierwotnie był to jednokondygnacyjny, prosty budynek na planie prostokąta, który później był wielokrotnie, przebudowywany i rozbudowywany. Zachowała się oryginalna piwnica o kolebkowym sklepieniu. W 1622 roku założył browar pan na włościach Dražíč – Jan Svatkovský. Po wojnie trzydziestoletniej skonfiskowano 2/3 jego ziem, między innymi browar. Do początku XVIII wieku zarządzał tu rycerz Adam Lipovský z Lipovice, a potem został kupiony przez hrabinę Pöttingovą. Browar produkował niedużo, zaledwie 100 hektolitrów piwa rocznie i z biegiem czasu produkcja malała. W 1729 roku został sprzedany rodzinie Thama i w połowie XVIII wieku już rocznie wytwarzano 600 hektolitrów. Jan Václav Thame rozbudował, odnowił browar, który można już było nazwać nawet przedsiębiorstwem. W 1806 roku pojawił się nowy właściciel – Charles, hrabia z Paar. Zamienił on browar na gorzelnię, rozbudował i zmodernizował, i aż do połowy lat 70. XX wieku destylowała spirytus głównie z owoców, potem ją znacjonalizowano, ulegała powolnej dewastacji. W 1995 roku kupił ją prywatny właściciel – Jiří Papula, wyremontował (wg projektu architekta Vratislava Vokurky) i w 1998 roku browar znów zaczął funkcjonować, założył też restaurację i pensjonat. Recepturę opracowali eksperci z VÚPaS Praha. Zachował również dawną funkcję gorzelniczą obiektu, można tu przywieźć własne owoce, które zostaną przerobione na owocowe destylaty. Niestety, nie wyrabiają własnych alkoholi i pracują tylko sezonowo w okresie zbiorów, nie można zatem na miejscu popróbować ich spirytualiów, jest natomiast polewane własne piwo. Na początku rocznie produkowano ok. 150 hektolitrów, obecnie już 1200 hl. Wytwarzają piwa jasne i ciemne, jak tmavý dvanáctistupňový ležák Lipan, który zawdzięcza nazwę od rodu Lipovských z Lipowce, ale też polotmavá 13° Portyčák czy světlá 10° Žižka. Wszystkie piwa są niepasteryzowane, niefiltrowane i nie mają żadnych innych dodatków, są lekko mętne z uwagi na pozostawione śladowe ilości drożdży. Produkcja głównie jest przeznaczona na potrzeby pubu przy restauracji czy też dla okolicznych mieszkańców i turystów, ale można skosztować go również z kranika w pubach w Písku, Taborze, Týně nad Vltavou, a i w Pradze, gdyż kegi z piwem i tam docierają.

24 lipca 2014 o godz. 12:14

Sputnik sweetheart

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

„Wyobraź sobie ogórka w lodówce w letnie popołudnie… Chcesz powiedzieć, że kiedy uprawiasz seks z dziewczyną wyobrażasz sobie ogórki w lodówce w letnie popołudnie? Nie zawsze. Ale czasami? Chyba tak” ~ Haruki Murakami  

24 lipca 2014 o godz. 10:49

Browar przy zamku – Zvíkovské Podhradí

SONY DSC

Jadąc do opisanego w poprzedniej relacji zamku Zvíkov, trudno nie oprzeć się pokusie i nie wstąpić do ładnie położonego browaru Pivovarsky Dvur, który położony jest kilkaset metrów przed zamkowym parkingiem. Jest tu całkiem przyzwoita restauracja, zwłaszcza jeśli się gustuje w tłustych mięsiwach. Ale przede wszystkim koniecznie trzeba spróbować piwa Královská Zlatá labuť – jest ciemne i mocne (26 stopni), podawane jak likier w 100 ml kieliszkach, esencjonalne, słodkie, bardzo wyraziście słodowe. nie jestem entuzjastą piwa, ale to jedno z najlepszych jakie próbowałem. Browar jest repliką tradycyjnego wiejskiego browaru z południowych Czech, w którym mieściła się też oberża, czyli własna piekarnia, rzeźnia, restauracja i hotel. Wytwarzają tu podobno takie samo piwo, jak w 1433 roku zaczęto warzyć na zamku w Zvíkov, bo właśnie w tym roku budowniczy, zatrudniony na zamku Jan Hajek, wybudował też browar. W 1550 roku za czasów Henrycha z Švamberka, powiększono browar, przerabiając stajnie na pomieszczenia do warzenia piwa. Pracowało tu kilkadziesiąt osób, a piwo można było wypić w dziewięciu okolicznych karczmach. W miejscu, gdzie obecnie stoi Pivovarsky Dvur, uprawiano chmiel dla zamkowego browaru. Do dzisiaj miejsce to nazywa się „Na hopu”, a w ogrodzie restauracji można podziwiać trzy oryginalne tyczki chmielowe, które zachowały się jakoby od średniowiecza. Henrych z Švamberka był herbu Łabędź, więc kultywując tradycję, piwo wytwarzane tutaj nazywa się Zlatá labuť. Piwa warzone są tylko w konkretne dni, wszystkie nie filtrowane, nie pasteryzowane, bez zamienników i konserwantów. Na życzenie można zwiedzić browar, zapoznać się z technologią produkcji etc. Odbywa się tu co roku konkurs na najlepsze piwo czeskich minibrowarów.

24 lipca 2014 o godz. 10:32

John O’Groats

SONY DSC

stary szkocki blend sprzedawany od 1945 roku jako liqueur whisky, już nie produkowany. Nazwę zawdzięczał najbardziej na północ wysuniętej osadzie w Szkocji. Jej trzon stanowiła whisky z destylarni Talisker, a producentem była Drambuie Liqueur Company, znana ze wspaniałego likieru na bazie whisky. Miała słodowy aromat z wyraźną obecnością skórki pomarańczowej, natomiast smak pikantny – imbirowo-cytrusowy, oleista, mało przyjemna.

23 lipca 2014 o godz. 19:32

„Kobiety” czyta Artur Dziurman

JPAK-8Z6H92588x300

W Radio Kraków, w audycji Nocne Delikatesy, w nocy z 20 na 21 lipca Artur Dziurman przeczytał fragmenty powieści „Kobiety to męska specjalność”. Dwóch fragmentów można odsłuchać na stronie: http://www.radiokrakow.pl/www/index.nsf/ID/JGAA-9EYC4A#. Rozdział „Barbara”, a w tle usłyszymy Bauhaus „She’s in parties”, a także rozdział „Edyta” i w tle Exploited „Sex & Violence”.