26 lipca 2016 o godz. 20:16

Kartka z podróży (10) Smaki i zapachy Gruzji

chacha 7AM
Długo zwlekałem z tą kartką, bo ciągle jestem w ruchu. Dzisiaj tu, jutro tam, jak śpiewał Leonard Cohen w przekładzie Macieja Zembatego. Od mojego powrotu minął już tydzień, ale wciąż powracam do niej myślami. Dzisiaj kolega Mariusz Kapczyński przysłał mi zdjęcie, na którym stoję ze szklanką mocnej i aromatycznej chachy, jest godzina siódma rano, parking, jesteśmy 117 km przed Tbilisi. Ta chacha dodała mi energii, a smak skórek winogron jeszcze długo utrzymywał się w ustach. To był pierwszy smak i aromat Gruzji.


Chacha jest cudownie prostym i tanim trunkiem. Jak włoska grappa, jak francuski marc, jest niczym innym jak wykorzystaniem odpadów z produkcji wina. To przefermentowane, a potem przedestylowane wytłoczyny – ogonki, pestki, skórki winogron, które tworzą aromatyczną pulpę, bo to w skórkach koncentrują się najbardziej intensywne aromaty – kwiatów, trawy, ziół. Nie każdy winiarz chce jednak by jego wino pachniało jak sianokosy lub ruska bania, więc wiele win fermentuje się po odrzuceniu skórek – choć akurat w Gruzji nie tak wiele, jak w innych częściach świata. Bo tu stosuje się wciąż starą fermentację całych winogron, które pękają pod własnym ciężarem i puszczają sok, a dzikie drożdże rozpoczynają swój taniec. Fermentacja odbywa się w zakopanych w ziemi amforach, zwanych kwewli. Mariusz Kapczyński, znawca win, zwrócił moją uwagę podczas wizyty u nawiedzonego winiarza Niki Bakhi: – Widziałeś tu gdzieś prasę do winogron? – spytał. No nie, nie wiedziałem. Oczywiście nie każdy winiarz jest tak przywiązany do tradycji jak Nika. Są i inne wina. Wina wspaniałe. Po spróbowaniu win gruzińskich nie chce się pić innych. Jakże nudne są wina francuskie, włoskie, hiszpańskie, portugalskie – wciąż te same szczepy, te same pomysły na winifikację. Może trochę przesadzam, właśnie w weekend piłem świetne chardonnay z Palatynatu, ale wciąż mam w ustach smak cudownego kisi z kwewli oraz soczysto-ziemistego saperavi, czy nasyconego słońcem i słodyczą skórek winogron saporto – wzmacnianego wina z kolekcji Niki Bakhi, którego butelkę przezornie zabrałem ze sobą. Wiedziałem, że będę chciał do tego smaku i zapachu wrócić. Nika, który jest artystą, namalował mi na butelce kwiaty. Nie wyrzucę jej, zachowam na pamiątkę wyprawy do Gruzji.
A zapach starej brandy w piwnicach Sarajishvili?! To poezja. Rocznik 1893, wciąż w beczce z gruzińskiego dębu. Już takich beczek nie robią. W kapitalizmie przestało się opłacać, taniej importować z Francji. Aromat słodki, śliwki, mirabelki, figi. Zaskakująco rześki i owocowy, nie przesiąknięty dębem – morele, gruszki. W ustach niebywale taniczne, tu czuć więcej drewna, trochę węgla, jodyna. Doskonałe do kupaży, już za bardzo taniczne do picia. Finisz niezwykle długi, a w nim głównie smak starego drewna, trochę korzeni – goryczka, piołun, sosna. W kieliszku pozostaje aromat imbiru, żywicy, przechodzi w stronę brzoskwini, potem miodu.
Gruziński posiłek, to zawsze uczta. Nie ma, że zupa i drugie danie. Na stół wchodzą przystawki, potem kolejne przystawki, potem kolejne, potem danie jedno główne, drugie główne, trzecie i ten korowód może nie mieć końca. A któż by spamiętał nazwy tych wszystkich specjałów – placków, serów, mięsiw, warzyw. Oczywiście, króluje chachapuri – placek nadziewany serem, na wiele sposobów, także z surowym jajkiem na środku, czasem ciasto jest cienkie jak w pizzy włoskiej, czasem grube jak w amerykańskiej. Nie ma posiłku bez chachapuri. Świetnie smakują pierożki chinkali, łapie się je za czubek, nagryza – w środku jest ciepły rosół i mięso, stożek ciasta się odkłada, lepiej sięgnąć po kolejny soczysty pierożek. Gorące danie, przypominające węgierską zupę gulaszowa, tylko bez papryki, za to gęste od mięsa, to chyba charcho, inny pyszny, tłusty gulasz to kaszi. Mięsa są doskonałe, cielęcina tłuściutka, baranina aromatyczna, wołowina delikatna – dobry klimat daje dobre pożywienie dla zwierząt. Szaszłyki i grillowane mięsiwa pachną rusztem i drewnem. Używa się bardzo dużo soli, mniej innych przypraw. Jeśli na ostro – to z adżiką lub aromatyczną pikantną papryczką. Kiszone kwiaty? Świetne, nie wiem, jak to się nazywa, ale lepsze niż ogórki. Pomidory jak granaty, granaty jak melony, melony jak słońca. No i sery – słone, tłuste, a jednocześnie delikatnie śmietankowe. Pieczone ziemniaki wjeżdżają na stół na samym końcu – jako rodzaj przegryzki. Jeśli deser, to koniecznie czurczchela – orzechy w masie z soku winogronowego, to jest pyszne!
Posiłki są suto zakrapiane, raczej winem niż chachą, wódką czy brandy. W konsternację może wprawić zwyczaj wznoszenia toastów. Każdy musi przygotować przemowę, wychwalającą gospodarzy, gości, kobiety, pokarmy i wszystko, co bliskie sercu. A na koniec wznosi się do ust róg bawoli długi, cętkowany, kręty, pełen wina, i pije, pije, pije, nie odrywając od ust, nie roniąc ani kropli, do samego dna. Dobrze, że wino zawsze w Gruzji smakuje!
Następnego dnia głowa nie boli, bo woda Borżomi leczy wszelkie dolegliwości. A kobiety piękne, a ludzie uśmiechnięci, gościnni. Nawet bezpańskie koty są szczęśliwe.
Chciałbym tam jeszcze wrócić.

Na zdjęciach tylko mała część tego, co ciekawe – nasze toasty, przykłady potraw, targ, cykada, no i pogodne koty. A na zdjęciu głównym – poranna chacha 7AM.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

19 listopada 2018 o godz. 08:25

Kartka z podróży – Wizyta w Kindzmarauli

Kindzmarauli Co 2018-11-06 15-23-36

Na obszarze dawnej twierdzi Kvareli w mieście Baisubani w Kachetii, u podnóża Kaukazu, znajduje się winiarnia Corporation Kindzmarauli, skupiająca marki: Kindzmarauli Wine Cellar, Duruji Valley, Kakheti & Co i Koncho & Co.

18 listopada 2018 o godz. 09:02

Kartka z podróży – Zegaani

14 Zagaani (1)

Ukryty w lesie, na lekkim wzniesieniu, stoi stary klasztor Zegaani, a właściwie pozostałości po nim, czyli dwa kościoły, jeden z piątego, drugi z szóstego wieku. Freski wewnątrz są, niestety, znacznie późniejsze, pochodzą prawdopodobnie z XVI wieku. Klasztor jest częściowo ogrodzony, dostęp do niego jest otwarty, leży wśród drzew, kiedyś był to zapewne park. Porozrzucane gliniane amfory, kwewri, świadczą o produkcji wina.

17 listopada 2018 o godz. 08:31

Kartka z podróży – Wizyta w Numisi

Numisi 2018-11-06 09-18-57

Kilka lat temu Mikheil Giorgadze, wraz z żoną, Nuno, kupili stare ruiny na przedmieściach wioski Mukuzani, w Kachetii, w regionie znanym ze znakomitych win. Chciał tu postawić niewielki zajazd – pensjonat i restaurację. Przy usuwaniu cegieł odkryli 33 stare kwewri, które mają podobno ponad 500 lat i piwnice na wino, w których utrzymuje się stała temperatura 15 stopni. Postanowił uporządkować teren założyć własną winiarnię i muzeum. Zebrał masę pamiątek, nie tylko związanych z winiarstwem, ale także ogólnie z kulturą ludową regionu.

16 listopada 2018 o godz. 21:13

Rosyjska apokalipsa

„Wódka jest podobna do piosenki. Piosenka może mieć byle jakie słowa i prosta melodię, lecz ich połączenie (jak spirytusu z wodą) może piosenkę zamienić w szlagier”. ~Wiktor Jerofiejew

16 listopada 2018 o godz. 08:46

Kartka z podróży – Wizyta w Georgian Wine & Spirits

SONY DSC

Firma Georgian Wine & Spirits (GWS) powstała w 1993 roku na przedmieściach Telavi, na bazie dawnych radzieckich zakładów Telavi 2, które działały od 1976 roku. Mają 400 ha winnic w regionie Kachetii (m.in. w DOC Mukuzanii oraz Tsinandali, Tvishi, Napareuli, Kindzmarauli, Khvanchkara czy Akhasheni), ale dodatkowo skupują winogrona. Aż 70% upraw, to szczepy lokalne. Około 280 ha zajmują nasadzenia czerwonych winogron – głównie saperavi, resztę białe, poza szczepami europejskimi są to: rkatisteli, mtsvane czy tsolikouri. Właścicielem GWS są szwedzcy inwestorzy, którzy mają także znaną gruzińską winiarnię Mukhrani. W Polsce wina GWS są w ofercie Vininova.

15 listopada 2018 o godz. 08:34

Kartka z podróży – Wizyta w Shalauri

Shalauri 2018-11-05 13-10-58

Położona kilka kilometrów za Telavi, przy drodze do Tsinandali, malutka winnica Shalauri powstała w 2013 roku. Mają tylko 2 ha, ale jakież tu robią wybitne wina! Wyłącznie z kwewri, żadnych beczek, żadnych europejskich winifikacji. Wszystko po bożemu, to znaczy po gruzińsku. Ich rkatsiteli ma smak miodu, mtsvane pachnie jak rieslingi późnego zbioru, pomarańczowe khikhvi jest jak polne kwiaty i agrest. Mają dwa rodzaje saperavi, bardzo wytrawne i taniczne oraz niemal słodkie, ale nie w stylu win Kindzmarauli, to jest słodycz soczystej czarnej porzeczki, fig i wędzonej śliwki. W niewielkiej piwnicy na tyłach domu wkopane są kwewri, w drugiej piwnicy leżakują wina w butelkach, jest też jedna izba zamieniona na winiarnię, tu także są kwewri. Chacha ze swoich wytłoków destylują u sąsiada, ma aromat dojrzałego słonecznika. Produkty nie są bynajmniej tanie, butelka 30-40 lari.

14 listopada 2018 o godz. 08:23

Kartka z podróży – Twierdza Chailuri

07 Chailuri 2018-11-04 11-36-26

Stanąłem przy głównej drodze wiodącej z Tbilisi do Kachetii, zaraz za winiarnią KTW, dokąd każdego dnia przyjeżdżają autokary pełne Rosjan, którzy wypijają wprost ze stalowych tanków zasiarczone, bardzo młode i bardzo podłe wina. Stanąłem, bo tu cisza i spokój, a chwilę wcześniej musiałem przebijać się przez rosyjską ciżbę, żeby kupić butelkę wina kisi i kompot z owoców fejhoa w sklepiku firmowym KTW. Mają tam nie tylko wstrętne wina, ale Rosjan Gruzini prowadzą prosto do cystern, i poją paskudztwem ku własnej uciesze, zwłaszcza, że Rosjanie chwalą, siarka i kwas im nie przeszkadzają. Stanąłem tu, gdyż na lewym brzegu rzeki stoi sporych rozmiarów twierdza Chailuri (znana też jako Niakhura). Bastion jakich w Europie wiele, typowy dla fortyfikacji osmańskich. Pierwotna twierdza powstała tu w późnym średniowieczu i wraz z drugą fortyfikacją – Monavi – strzegła przejścia przez wąwóz Iori w stronę Tbilisi. Miała trzy pietra i dwie bramy. Zniszczona w 1801 roku, podczas walk o niepodległość Gruzji, odbudowana w latach 80. XX wieku, dziś częściowo porośnięta trawą. W sumie, nic ciekawego, punkt na mapie, chwila odpoczynku pomiędzy jedną winiarnią a drugą. Nieciekawe miejsca też potrafią jednak cieszyć, gdy świeci słońce, za plecami masyw Kaukazu, z lewej strony winnica, a powietrze wypełnia przyjemny zapach wypalanej za płotem trawy.

13 listopada 2018 o godz. 09:54

Kartka z podróży – Wizyta w Château Mukhrani

Mukhrani 2018-11-03 16-32-57

Obecna firma powstała w 2002 roku, powołana przez inwestorów ze Szwecji, którzy są też właścicielami firmy Georgian Wines & Spirits w Kachetii. W 2007 roku rozpoczęła działalność nowoczesna winiarnia połaczona z destylarnią chacha. Nazwa nawiązuje do najważniejszej gruzińskiej dynastii książęcej, która panowała od początku XVI do XIX wieku. Wspaniały pałac Mukhrani – dostępny dla zwiedzających – jest tu restauracja, a jednocześnie zakład produkcyjny – winiarnia i destylarnia, a w piwnicach znajduje się 60 tys. beczek z winem. Większość starzenia odbywa się we francuskim dębie. Mury zapewniają stała temperaturę 15 stopni Celsjusza. Piwnice powstały w 1878 roku, château zostało zaprojektowane przez francuskiego architekta. Była tu letnia posiadłość Romanowów. W piwnicach są kwewri, które mają 150 lat i pamiętają czasy założyciela winiarni, Ivana Mukhranbatoni. Ivan produkował w XIX wieku 1,2 mln l wina rocznie.

12 listopada 2018 o godz. 09:11

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Askaneli Brothers i Jimsher

Askaneli Brothers 2018-11-02 15-45-36

Na przedmieściach Tbilisi ulokowana jest nowoczesna winiarnia i destylarnia Askaneli Brothers. Właścicielami firmy są bracia Gocha i Jimsher Chkhaidze, nazwa Askaneli pochodzi od wioski Askana w prowincji Guria. Wedle ludowej opowieści niejaki Antimoz Askaneli zbudował tutaj piwnicę pełną kwewri do produkcji wina. Faktem jest, że we wsi można odnaleźć kwewri, które pochodzą z lat 80. XIX wieku.

11 listopada 2018 o godz. 15:56

Kartka z podróży – Come back to Tbilisi

SONY DSC

Trzeci raz jestem w Tbilisi. Zaliczyłem już trzy pory roku – lato, jesień i zimę. Nieodmiennie miasto tętni życiem. Zawsze w kolorach oferowanych na straganach owoców – granatów, szaronów, pomarańczy, zielonych fig oraz zwisających wszędzie poskręcanych, wypełnionych orzechami, churcheli. Nieodmiennie pachnie winogronami. Kuszą wine-bary i bazary. W dawnych tureckich łaźniach kwitnie rozpusta, damy wprawdzie nie mają dostępu do kapiących się panów, co jednak nie przeszkadza alfonsom by prezentować całe katalogi ze zdjęciami oczekujących prostytutek. Gorąca miłość po gorącej parowej kąpieli, do tego sto gram rozgrzewającej chacha i zawał jak w banku.