22 lipca 2019 o godz. 12:53

Kartka z podróży (1) Znojmo

Znojmo oblast-063
Znojmo (niemiecki Znaim) jest drugim co do wielkości miastem w regionie Moraw Południowych. Leży na lewym brzegu rzeki Dyji, 65 km na południowy zachód od Brna i 8 km od granicy z Austrią. Miasto zawsze było związane z winiarstwem, a od XVI wieku słynie również z uprawy ogórków, których uprawę w regionie znojemskim wprowadził Louny Abbot George II w 1571 roku. Morawski region winiarski (MORAVA) jest podzielony na cztery podregiony: Mikulov – 4432 ha, Slovácko – 4188 ha, Velké Pavlovice – 4741 ha i Znojmo – 3153 ha. Na Morawach jest 1126 winnic.


Winnice znajdują się w pasie od Kraví hora w kierunku Hnánice. Od Znojma na południu, wzdłuż granicy z Austrią, wiele znanych winnic prowadzi przez Šatov, Chvalovice, Vrbovec, Hnízdo, Slup, Jaroslavice do Hrušovany nad Jevišovkou, głównie z lessową lub żwirową glebą. Na wschodzie wzdłuż Dyji znajdują się winnice w Tasovicach i Hodonicach. W centralnej części regionu Znojmo znajduje się kilka ważnych rejonów winiarskich w Únanovcach i Jevišovcach ze znanymi wioskami winiarskimi Těšetice, Lechovice, Borotice.
Region Znojmo to głównie wina białe – veltlinske zelene, riesling, müller thurgau, sauvignon blanc. Winny szlak wiedzie tu przez 165 km i obejmuje ok. 60 miast. Znojmo, stolica regionu, ma prawie 800 lat. Pod miastem jest ok. 30 km piwnic, a w okolicy liczne winnice.
Miasto oferuje kilka zorganizowanych wycieczek, np. ponad dwugodzinna przejażdżkę po Znojmie, albo wycieczkę winobusem. Jadąc winobusem na początek odwiedza się Znovin Znojmo, w dawnym klasztorze Louce z 1190 roku. Są tu stare piwnice i degustacje, a także sprzedaż regionalnych serów. Ich winnice i zakład produkcyjny ulokowane są w Šatov, blisko granicy z Austrią. Drugi przystanek, to Nový Šaldorf, tu są tzw. niebieskie piwnice, ale też piękna, zarośnięta pleśnią, gotycka piwnica pana Jozefa Dobrovolnego, który zajął się winiarstwem w 1965 roku. Każdy tu sam destyluje, głównie morele, ale niewielu się ujawnia, więc nie tak łatwo dostać destylat, wymaga to odrobiny samozaparcia. Poza morelą destyluje się gruszki, winogrona, rzadko śliwki. Kolejny przystanek winobusu to Hnánice, ale oferuje tylko degustację win. Szkoda, bo jest tu wiele ciekawie wyglądających piwniczek, np. bardzo sympatyczna piwniczka Trávníček a Kořínek. Miejscowość powstała w 1201 roku, a dodatkową atrakcją są bunkry, jeden z nich jest nawet udostępniany na ekstremalne noclegi. To już właściwie granica z Austrią. Autobusik nie staje w Šatov, tylko przejeżdża przez miasto, choć tutejsze malowane piwnice są jedną z największych atrakcji regionu. Natomiast piękne zapleśniałe piwnice Waldberg we wsi Chvalovice, zbudowane w 1770 roku, ciągnące się na długość 200 m, można obejrzeć, jeśli poprosi się o to właściciela. Obok cała uliczka mniejszych piwnic. Dalej – winnice Lahofer i wzgórze Lampelberg, z XIX wieczną murowaną wieżą winiarza, zwaną basztą zamkową, po drodze mija się farmę jeleni. W wieży organizowane są degustacje. Lahofer ma w regionie wiele parceli, łącznie 430 ha i piwnice w miasteczku Dobšice. Kolejna wizyta, miasteczko Vrbovec, bardzo sympatyczna mała piwniczka Ampelos, w której można zakupić vinovice. To jeden z większych producentów win w okolicy, mają 53 ha winnic. I to koniec trasy, 50 km jazdy po winnicach. Atrakcja kosztuje 150 koron od osoby i według mnie jest zbyt komercyjna, nastawiona głównie na szybką konsumpcję win. Dlatego winobus należy potraktować bardziej jako wstępny rekonesans, niż ważny punkt dnia. Szczęśliwie objazd nie trwa długo, codziennie pojazd wyrusza trzy razy z głównego placu w Znojmo.
Po wstępnym rekonesansie najlepiej zdać się na bardzo dobrze funkcjonującą komunikację autobusów podmiejskich, które docierają do wszystkich wiosek winiarskich. Jedną z najbliższych atrakcji Znojmo jest wieś Dobšice, gdzie są dwie uliczki pełne piwnic winiarzy. Przez cały rok czynna jest piwniczka Hort. Mają swoje winnice we Francji i piwnice w Pradze. Bardzo dobry riesling, również dobre pinot grigio.
Zabytki Znojmo to m.in. zamek ze średniowieczną rotundą (Najświętszej Marii Panny i św. Katarzyny). Obok jest Znojemski browar i muzeum piwowarstwa. Niedaleko punkt degustacyjny Lahofera na wzgórzu z winnicą na tyłach bazyliki – Rajskie winnice. Gotycka wieża ratuszowa, z lat 1445-48, wysoka na 79,5 m, wyraźnie dominująca nad Starym Miastem – punkt widokowy. Fragmenty średniowiecznych murów miejskich, z XIV-XVI wieku, z wieżą i późnogotyckimi basztami. Kamienice mieszczańskie z XIII-XVI wieku. Most kolejowy – zabytek techniki z 1871 roku, projekt J. Brik, długość 220 m, wysokość 48 m. Liczne kościoły.
Pod miastem ciągnie się trasa podziemnych korytarzy, 900 m, sięgają do 10 m pod ziemią, łącznie ten system tuneli to 27 km. Odkryto je dopiero w latach 50. XX wieku, kiedy zaczęły osuwać się budynki. Powstały jeszcze w średniowieczu, a w XVII wieku zostały porzucone, częściowo zalane, częściowo zasypane. W korytarzach urządzono różne ekspozycje – jak pracowano przy kopaniu korytarzy, jak się ukrywano podczas wojen husyckich i wojny trzydziestoletniej, ale też zaaranżowano grobowce, sale tortur, straszydła, w których Czesi się lubują. Masa małych nietoperzy, zupełnie niezrażonych obecnością ludzi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

13 listopada 2019 o godz. 00:14

Falcó

2018080616350090850

Bardzo słaba powieść Arturo Perez-Reverte, aż trudno uwierzyć, że autor „Królowej Południa” stworzył tak papierowe, nieciekawe postaci. Tytułowy Falcó ma być hiszpańskim Jamesem Bondem, cynicznym przystojniakiem otoczonym kobietami i gadżetami. Radziecki szpieg, Ewa, jest kompletnie pozbawioną seksapilu matroną, jak i inne wybranki bohatera. A w tle polityka, wojna domowa w Hiszpanii, ale ponieważ autor ma równie niechętny stosunek do obu walczących stron, to ta polityka jest tak samo nieciekawa jak bohaterowie powieści. Niby ścierają się jakieś idee, ale bardziej to wygląda w powieści na chuligańskie wybryki, niż preludium II wojny światowej. Co do tempa akcji, to Bogusław Wołoszański lepiej by to opowiedział. Lipa.

6 listopada 2019 o godz. 22:43

Kartka z podróży (5) Nad rzeką Spey

Spey16

Żółto-pomarańczowo-czerwono-brązowe barwy wrzosowisk, mokradeł i lasów liściastych wzdłuż rzeki Spey, szkocka jesień. Chłodno, wietrznie i deszczowo. Ale pięknie. Rzeka Spey, po gaelicku zwana Uisge Spè to najsłynniejsza rzeka związana z whisky. Dla miłośników wędkarstwa (a grubych portfelach) to także szansa złapania wspaniałych okazów łososia. Za prawo do wędkowania, zawsze w towarzystwie przewodnika, trzeba jednak słono płacić.

5 listopada 2019 o godz. 20:25

Spotkanie w Gorzycach Wielkich

74419833_2554632764624551_307157764449239040_o

15 listopada o godz. 18.00 Łukasz Gołębiewski będzie gościem Gminnej Biblioteki Publicznej w Gorzycach Wielkich. Będzie to okazja by porozmawiać o literaturze i alkoholach, przy trunkach, których fundatorem jest AWW (m.in. gin, whisky, wódka). Sala Widowiskowa Biblioteki, rezerwacje: (62) 7347370. Tylko dla osób pełnoletnich.

4 listopada 2019 o godz. 08:06

Kartka z podróży (4) Wizyta w destylarni Caorunn

_MG_0584_0

W 2009 roku Inver House wprowadziło do oferty własny szkocki gin, komponowany w dużym stopniu z własnych botaników. Za proces produkcji odpowiada Simon Buley, menadżer destylarni Balmenach. Caorunn to destylarnia w destylarni, aparaty do produkcji ginu wstawiono do przylegającego do gorzelni budynku magazynowego. Nie potrzeba było dużo miejsca, gdyż spirytus pszeniczny jest kupowany zewnętrznie, a na miejscu dodawane są botaniki i następuje redestylacja. Gin jest redestylowany w aparatach z 1920 roku, wyprodukowanych w Szkocji, ale sprowadzonych z USA, gdzie były wykorzystywane. Niesamowite urządzenie, sterowane przez system zegarów i pokręteł, z osobnymi maceratorami, gdzie na półkach para i spirytus przechodzą przez botaniki, potem następuje redestylacja w dziwnym cylindrze, gin odbierany jest z mocą 96%. Do klasycznej wersji ginu wykorzystują jedenaście botaników, z których część rośnie w promieniu kilku mil od destylarni, są to: wrzosy o słodko-cytrusowych aromatach, grona jarzębiny, jabłka odmiany coul blush, od 1827 roku hodowane w regionie Ross-Shire, suszone gałązki woskownicy (bog-myrtle), suszony mniszek lekarski, do tego: skórki pomarańczy i cytryn z Hiszpanii, słodkie jagody jałowca z Macedonii, cynamonowiec z Indonezji, nasiona kolendry i suszony korzeń dzięgla. Caorunn po gaelicku oznacza jarzębinę. Poza wersją podstawową w ofercie są także Caorunn Raspberry (z dodatkiem lokalnych malin), Caorunn Highland Strength (o podwyższonej mocy) oraz Caorunn Master’s Cut (o nieznacznie podwyższonej mocy, tylko dla duty free). Klasyczny Caorunn Small Batch (41,5%) ma delikatny aromat, sporo jałowca, cynanowca, jabłka. W smaku bardzo przyjemnie jabłkowy. W finiszu jałowiec, pieprz, wanilia. Caorunn Raspberry (41,8%) to zapach malin, jabłek. W smaku masa malin, finisz lekko pikantny, podbity jałowcem. Caorunn Highland Strength (54%) ma aromat i smak zdominowany przez waniliowe nuty alkoholu pszenicznego. Poza tym masa jałowca. Pieprz i jabłka w finiszu. Dwie nowe wersje ginu pojawią się w 2020 roku. Jeden będzie leżakowany w beczkach, drugi z dodatkiem przypraw korzennych.

3 listopada 2019 o godz. 13:53

Kartka z podróży (3) Wizyta w Balmenach

Balmenach86

Balmenach to jedna z najbardziej tajemniczych destylarni regionu Speyside. Od lat nie było oficjalnych butelkowań, ostatni wypust 1998 roku dziś jest nieosiągalny, rzadko też pojawia się w ofercie niezależnych bottlerów. Wykorzystywana niemal w całości do blendów, w tym do Hankey Bannister, sztandarowej whisky Inver House, właściciela Balmenach.

28 października 2019 o godz. 21:03

Kartka z podróży (2) Scotch Whisky Experience

Scotch Whisky Experience8

W samym sercu starego Edynburga, tuż obok zamku, w historycznym budynku Royal Mile, w 1998 roku powstało muzeum poświęcone szkockiej whisky – The Scotch Whisky Experience. Ufundowało je 19 firm z branży whisky. Miejsce ma ponad 30 lat i dzisiaj jest to w pełni interaktywna przygoda zwieńczona degustacją. Rocznie odwiedza ich 300 tys. osób.

27 października 2019 o godz. 21:36

Kartka z podróży (1) Edynburg

Edynburg15

Niby spędziłem w Edynburgu dwie noce, ale ani jednego dnia. Zamek widziałem z daleka, w porcie nie byłem, do katedry Katedrę St Giles nie wszedłem. Za to przejechałem dwa razy niesamowitym mostem nad zatoką Firth of Forth. I wagonikami w muzeum whisky. I kilka razy taksówką, bo miasto pnie się od rzeki ku górze i ciężko jest wspinać się wciąż po stromych schodach. Odwiedziłem też całkiem sporo barów. Trzy razy zjadłem haggis, dwa razy woła i raz łososia. Niezliczoną ilość razy wznoisłem toast slàinte mhath. Wypiłem kilka dramów naprawdę dobrych i drogich whisky oraz kilka tanich i kiepskich. Miasto jest bogate, głośne, otwarte na świat. W barach jest tłoczno, chyba, że pójdziemy to mekki whisky, baru Usquabae, tu są indywidualne „loże” dla gości. Mają tu wspaniałe rzeczy, unikaty jakich nie ma nigdzie, nawet whisky z lat trzydziestych, a ceny nie jakieś odjechane, za bardzo stare whisky 50-300 funtów za porcję 40 cl. Inna sprawa, że nie wiadomo czy po tylu latach plus staniu w otwartej butelce tam jeszcze jest whisky, czy może coś co ma 30%. Nie dane mi było sprawdzić, celowałem w trunki w cenach do 20 funtów za dram. W Edynburgu można stracić fortunę, więc jeśli kiedyś wygram miliony, to przyjadę ponownie. Tymczasem jednak wolę szkocką wieś, góry, pagórki, rzeki, mgłę i deszcze, niż wspaniały Edynburg, którego nie maiłem czasu poznać.

24 października 2019 o godz. 22:19

Kosmici

20191024_172554

Lecę samolotem pełnym kosmitów. Niby wyglądają jak ludzie, ale to nie są ludzie. Ich formy komunikacji są dziwne. Wszyscy krzyczą, wszyscy mówią na raz i rechot żabi temu towarzyszy. Jakby jaszczury jakieś w ich wnętrzach mówiły: jeg flyr et fly fullt av romvesener de ser ut som mennesker, men de er ikke mennesker kommunikasjonsfoliene deres er rare alle skriker, alle snakker samtidig, og de skrikende froskene følger med. som øgler inne og ute romvesener rundt og dessuten turbulens og tåke og natt og ensomhet i verdensrommet. Dookoła kosmici i na dokładkę turbulencje, i mgła, i noc, i samotność w przestrzeni.

15 października 2019 o godz. 22:36

Nie ma przegranych

POL_Sejm_RP_seats_2015.svg

Wyjątkowo przewidywalne były tym razem wyniki wyborów i nie przyniosły żadnego zaskoczenia. PiS zdobyło 43,6%, KO – 27,4%, SLD – 12,6%, PSL – 8,6%, oszołomstwo od Mikkego – 6,8%. Będziemy mieli kolejne lata samodzielnych rządów PiS, z mała korektą w Senacie, gdzie partia rządząca tymczasem większości nie ma (co nie znaczy, że jej w wyniku politycznych negocjacji nie uzyska). Cieszy powrót lewicy do Sejmu, martwi poparcie dla nacjonalistycznego marginesu, nie dziwi niskie poparcie dla KO, PSL wydaje się, że mimo wszystko może mówić o sukcesie. Właściwie w tych wyborach nie ma przegranych, każdy dostał tyle, na ile wycenia go demokracja. Polaryzacja poglądów, poziom politycznej debaty, zwykłe chamstwo na scenie politycznej trwać będą w najlepsze, bo wybory tylko jeszcze mocniej podkręciły spiralę wzajemnej niechęci. Rolą elit w najbliższych latach powinno być studzenie wzajemnych niechęci, zmiana języka polityki, bo wydaje się, że w tym zakresie sięgnęliśmy już dna. Potrzeba też fundamentalnych zmian w sądach, policji, służbie zdrowia, szkolnictwie, czyli tych wszystkich ważnych instytucjach, które wciąż funkcjonują jakby były ponad zwykłymi ludźmi. Zmiany powinny zacząć się od edukacji, a nie wojen politycznych. Od nauczenia empatii w tych zawodach, które mają służyć obywatelom, a nie stawiać się ponad nimi. Płacimy na nich podatki, a nie możemy niczego wymagać. Sam głos w wyborach to za mało, byśmy mogli cieszyć się wolnością i demokracją. Co to za wolność, w której nauczyciele nie chcą nauczać, policjanci nie chcą łapać złodziei, sędziowie nie szanują prawa, a lekarze z niechęcią traktują pacjentów? Jeśli w następnych latach ma być dobra zmiana, to niech to będzie zmiana oparta na edukacji, nie na rozdawnictwie. I niech to będzie też zmiana w obszarze kultury, także medialnej. Nie może być tak, że dziennikarze są na służbie polityków. Jedni się podlizują władzy, inni szukają afer, lub wręcz ustawiają prowokacje. Dziennikarz ma służyć opinii publicznej, nie politykom. Byłoby świetnie, gdyby po wyborach instytucje społeczne zostały przewietrzone z karierowiczów, obiboków, prostaków. Obawiam się jednakże, że będzie tak jak zawsze – przybędzie z jednej strony lizusów, z drugiej arogantów.

14 października 2019 o godz. 21:37

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover 29

Ukazał się nowy numer (5/2019) magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.