5 maja 2013 o godz. 23:47

Kartka z gór Harz (6) Głęboko pod ziemią

Góry Harzu to niezwykle bogaty region, wielkie miasta, zamki, pałace, wystawne domy kupieckie w tym zalesionym i skalistym regionie znajdują się nie przypadkowo. Skały kryją bowiem wiele bogactw. Przez wieki eksploatowano je, dziś już w niewielkim stopniu. Działały tu kopalnie: srebra, węgla kamiennego, soli, rud żelaza, miedzi, ołowiu czy cynku. Badania archeologiczne pokazują, że złoża te wydobywano już 3000 lat temu.
Najciekawszą z dostępnych do zwiedzania kopalń jest Rammelsberg, w pobliżu Goslar. Jest na światowej liście dziedzictwa kulturowego UNESCO. Tu wydobywano rudy metali, ale też osławione srebro, a działała ponad 1000 lat – od 978 do 1988 roku, kiedy ją ostatecznie zamknięto bo dalsza eksploatacja była już nieopłacalna. W głębi góry Rammelsberg było ok. 27 mln ton cennych złóż. Po Wieliczce jest najstarszą kopalnią, tyle że Wieliczka działa nadal. Jest tu muzeum z maszynami górniczymi oraz kilka propozycji wycieczek w głąb ziemi, z których część ma charakter edukacyjny i adresowana jest do uczniów, są jednak też dwie ciekawe trasy turystyczne. Jedna to zwiedzanie ponad 200 letnich sztolni, druga przedstawia górnictwo współczesne. Pierwsza to zwiedzanie na nogach, druga kolejką. Pomimo wrodzonego lenistwa, wybrałem pierwszą trasę.
Idzie się dość wąskimi korytarzami, które mają po 200 lat. Nacieki rudy przypominają wielobarwne stalaktyty – wydobywano tu m.in. cynk i miedź i to one tak barwią. Można oglądać urządzenia napędzane przez wodę, korby lub siłę ludzkich mięśni. Górnicy schodzili po wąskich drabinkach (przetrwały) na głębokość ponad 200 metrów i pracowali w ciasnych korytarzach. W korytarzach zachowały się wielkie drewniane koła napędzane wodą, którymi transportowano w górę wydobyty węgiel. Trasa wymaga trochę wysiłku, powrót to 101 stromych stopni w górę.
Zwiedziłem także bardzo ciekawą zabytkową kopalnie węgla kamiennego Rabensteiner Stollen w Netzkatzer. Mała kolejką wjeżdża się w kasku kolejką pod ziemię, potem piesza trasa wiedzie po sztolni przez 500 metrów. Bardzo ciekawe zwiedzanie, tylko wewnątrz zimno i ciasno, co chwila waliłem głową o kamienny sufit. Kopalnia rozpoczęła działalność w XVIII wieku, zakończyła w XIX, wydobywano tu węgiel kamienny, czas pracy był dwunastogodzinny, pracowano bez elektryczności, niemal w ciemnościach, w korytarzach wysokości jednego metra, pracowały też dzieci od dwunastego roku. Powietrze tłoczono gumowymi rurami, o tym że jest go za mało sygnalizowały trzymane w kopalni kanarki, gdy spadał poziom tlenu wszystkie milkły. Wiertła zasilane były przez prymitywne agregatory, działające dzięki sprężaniu pary. Niezwykła półtoragodzinna podziemna wycieczka w czasie. Można samemu spróbować wiercić, można przejechać się drezyną, pedałując po wąskich torach. Tu także działa niewielkie muzeum, na zewnątrz eksponowane są urządzenia górnicze.
Kopalń udostępnionych do zwiedzania w Harzu jest więcej, np. Eisenstein Suchstollen czy Lautenthals Glück. Nie jest to Tania przygoda, bilety do tych dwóch, które odwiedziłem kosztowały po 9,50 euro. Ale było warto.

kopalnia Rammelsberg nad ziemią

Entrance to Hell

fikcyjne wycieczki

stare próchno

rudy barwią skałę

hm, mokro…

wciąż Rammelsberg, drewniane koło zasilane wodą

Wolfenstein to mało

tzw. światełko w tunelu

a poza tym zawsze trzeba iść wzdłuż torów

znów nad ziemią, tym razem Rabensteiner Stollen

dworzec kolejowy

z tym panem, tym "pociągiem" zjechałem pod ziemię 

zaplątał się górnik

kłębowisko

górnik woskowy, taka maskotka korytarzy

cały czas prosto

kto za rogiem?

jest czas na pogaduchy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

22 grudnia 2018 o godz. 14:55

Wódka z eliksirem

„Bez potrzeby, a co dzień, kto gorzałkę pije, / Błaźnieje i sam nie wie, co się w głowie wije, / Próżniak z niego ospały, jak wilk do roboty, / Mało co lub nic dobry, zapada w suchoty”. ~Serafin Gamalski „Wódka z eliksirem” (1729)

20 grudnia 2018 o godz. 13:52

Bądźcie szczęśliwi!

Man_dressed_as_Santa_Claus_smoking_a_cigarette

Dostojnego Mikołaja i lekkiego kaca życzę wszystkim moim drogim czytelnikom. Bądźcie szczęśliwi, jeśli potraficie. Jak nie potraficie, to nie bądźcie. Szczęście to towar deficytowy. Być umiarkowanie zadowolonym też można Mery, mery i koci, koci.

19 grudnia 2018 o godz. 20:52

Królestwo

692496-352x500

Czytelnicy „Króla” raczej nie oczekiwali kontynuacji i nowa powieść Szczepana Twardocha jest pewnym zaskoczeniem, choć jednocześnie trzeba autorowi przyznać, że uniknął wtórności, przynajmniej w wymiarze literackim, bo kwestia światopoglądowa czy polityczna, to osobny temat. W nowej powieści czytelnik poznaje wojenne losy Jakuba Szapiro i bliskich mu osób – żony, dwóch kochanek i dwóch synów. „Król” był książką łobuzerską o silnie socjalistycznym zabarwieniu, tu mamy natomiast wstrząsającą relację Żydów, którzy próbują przeżyć najgorszy koszmar – wywłaszczenie, getto, likwidację getta, powstanie Warszawskie. To wstrząsająca książka o zagładzie, w której Jakub Szapiro z charyzmatycznego herszta bandy przeistacza się w zaszczutą, bezwolną ofiarę. Jakże inna jest atmosfera obydwu powieści, jakże inna kondycja psychiczna tych samych przecież ludzi. Przed wojną i w czasie wojny, dwa całkowicie oddzielone od siebie światy, choć na scenie zdarzeń ci sami aktorzy. Niesamowicie Twardoch potrafi opowiadać o ludzkich losach, o przeznaczeniu, o winie i karze. Mamy tu plejadę postaci drugoplanowych, których dzieje nie są tylko uzupełnieniem głównego toku narracji, one tworzą historię.

19 grudnia 2018 o godz. 00:23

Belferska grypa

Nauczyciele na chorobowym. Świetny przykład dziatwie dają. Nie chcesz iść do roboty, to symuluj, że chorujesz. I skombinuj zwolnienie. Pięknie.

15 grudnia 2018 o godz. 22:38

Miasto, mafia & miłość

okladka_3m

Cztery lata pisałem, trzy razy zmieniałem tytuł, dwa razy koncepcję fabuły. Jest. Moja nowa powieść ma tytuł „3M” i ukaże się w pierwszym kwartale 2019 roku. Jest miasto, jest mafia, jest miłość, ale są tez trzy koty. Miasto Warszawa, mafia bułgarska, a miłość nieudana. Dużo trupów i optymistyczne zakończenie, żeby nie zostawiać czytelnika w złym humorze.

15 grudnia 2018 o godz. 22:35

3M: Miasto, mafia & miłość

Fragment nowej powieści.

10 grudnia 2018 o godz. 08:44

Wizyta w Palírna Samotišky

Samotisky (6)

Na obrzeżach Ołomuńca w 1996 roku została otwarta nowoczesna destylarnia przetwarzająca owoce – Palírna Samotišky. Lokalni sadownicy mogą tu przedestylować własne owoce, ale firma ma w ofercie także pięć własnych destylatów oraz prowadzi skład podatkowy.

9 grudnia 2018 o godz. 18:38

Wizyta w destylarni Palírna U Zeleného Stromu

U Zeleneho Stromu 2018-11-28 10-47-59

Uwieczniona na etykietach data założenia firmy, to 1518 rok. To by znaczyło, że Palírna U Zeleného Stromu (Gorzelnia Pod Zielonym Drzewem) jest najstarszą destylarnią nie tylko w Czechach, ale w ogóle na świecie. Na pewno są drugim pod względem wielkości producentem mocnych alkoholi w Czechach, po Stocku. Co do historii, to jak zwykle sporo tu marketingu, ale oficjalnie w 2018 roku świętowali pięćsetlecie, wypuszczając m.in. bardzo limitowaną edycję wódki Stará Myslivecká, która leżakowała przez osiem lat w beczkach z amerykańskiego dębu. Na rynek trafiło 299 numerowanych karafek.

9 grudnia 2018 o godz. 15:49

Porady markiza z Griñón

„Dobre wino jest sztuką, która rozkwita wraz z wolnością; dobre wino jest zatem radosną esencją wolności” (Carlos Falcó „Wino. Porady markiza z Griñón)

7 grudnia 2018 o godz. 16:38

Znów u Jana Kleinera

Jan Kleiner 2018-11-28 21-27-19

Wizyty u Jana Kleinera zawsze są dużym wydarzeniem. Jest to arcymistrz destylacji, z owocowej pulpy potrafi wyczarować cuda. Od mojej poprzedniej wizyty bardzo dużo się tutaj zmieniło. Przede wszystkim Jan nie jest już właścicielem destylarni, sprzedał ją w 2017 roku grupie Palírna U Zeleného Stromu. – Tak jest łatwiej, nie muszę martwić się o podatki, urzędników celnych, sprawy papierkowe. Skupiam się na tym, co lubię najbardziej, czyli na produkcji alkoholu – mówi Jan Kleiner. W destylarni w Žešov urządził elegancką przestrzeń degustacyjną w leżakowni. Sprzedał dwa aparaty destylacyjne i teraz ma jeden, ale nowe wkrótce zostaną uruchomione w pobliskim Prostějov, gdzie swój zakład produkcyjny ma Palírna U Zeleného Stromu. Tam też napełniane będą nowe beczki. W starej destylarni pozostaną beczki do eksperymentów, dodatkowego finiszowania – np. beczki po koniaku, porto czy sherry.