20 lutego 2014 o godz. 12:43

Jeszcze o darmowym podręczniku

SONY DSC
Sytuacja wokół pomysłu darmowego podręcznika zaczyna już przypominać front pod Ypres, obydwie strony okopały się, całe szczęście, że mamy Konwencję o broni chemicznej, bo któraś ze stron gotowa by użyć gazów bojowych. Premier zawiesił marchewkę i przed wyborami zwinąć ją byłoby głupio. Minister edukacji uwikłała się tak bardzo w demagogię, że rozwiązać ten węzeł gordyjski mogłaby tylko dymisja, czego środowisko książki zapewne serdecznie jej życzy. Ton rozmów praktycznie wyklucza zawieszenie broni, mimo tego, że kompromisu, a nie wymachiwania szabelką, potrzebuje polska szkoła.

Uważam, że ani w interesie ucznia, ani w interesie nauczyciela, ani systemu edukacji jako całości, nie jest wprowadzenie jednego podręcznika. Mnogość pomysłów na edukację jest niewątpliwie wartością. Mało tego, inspiruje do dalszych prac i badań nad bardziej nowoczesnymi formami nauczania, bo świat nie stoi w miejscu. To, że jest tak wiele oddolnych ośrodków inicjujących prace nad zmianami w edukacji (a do nich należy zaliczyć wydawców), inspiruje do dalszych innowacji: autorów, pedagogów, praktyków i teoretyków nauczania. Jeden podręcznik na trzy lata, to jak jeden model samochodu. Oczywiście, większość z nas zmienia samochód rzadziej niż raz na trzy lata, ale branża motoryzacyjna rozwija się nie czekając aż poprzednie auto nam się rozsypie, wprowadza nowe rozwiązania i, oczywiście, kusi do wcześniejszej zmiany modelu. To dotyczy każdej innowacyjnej gałęzi gospodarki, a gospodarka sprzęgnięta jest z nauką w sposób nierozrywalny, nawet jeśli w resortach edukacji oraz szkolnictwa wyższego jeszcze tego nie zauważono.
Porzucając złośliwości, przy dobrej woli nie trudno znaleźć model, który zadowoli polityków i wyborców, a jednocześnie nie pogrzebie dorobku edytorskiego dziesiątków wydawnictw, setek redaktorów i autorów. Problemem politycznym i społecznym nie jest darmowy podręcznik, lecz brak środków na zakup wyprawki szkolnej w wielu biednych rodzinach. Te rodziny korzystały w ostatnich latach z pomocy państwa, politycy uznali, że w sposób niewystarczający, choć przyznawane środki nie były w całości wykorzystywane. Rzecz można uprościć. Dajmy nauczycielom – na wniosek rodziców – prawo do decydowania, ile i które dzieci powinny w danym roku otrzymać pomoc w formie bezpłatnych podręczników. Nauczyciel, zwłaszcza w mniejszych ośrodkach, doskonale zna sytuację materialną ucznia. W przypadku klas I szkoły podstawowej, gdzie tej wiedzy jeszcze nie ma, rodzice mogliby dostawać bezpłatny „szkolny” podręcznik po złożeniu w sekretariacie szkoły podania i uzasadnienia.
Co to zmienia? Otóż po pierwsze, rodzic ma wybór, czy chce sam zaopatrzyć swoje dziecko w książki, czy chce by uczyły się z darmowych „szkolnych”. Zapewne jest wielu rodziców, którym wcale nie zależy by ich dzieci miały darmowe książki, przeciwnie – chcą by je miały na własność, by mogły po nich mazać, mogły na nich spać i czytać w wannie. Oni nie zagłosują na Donalda Tuska w zamian za darmowy podręcznik, przeciwnie, poczują się urażeni odebraniem im prawa wyboru. Inna ważniejsza zmiana, to jednak możliwość dokonywania wyboru przez nauczyciela tego podręcznika, z którego będzie nauczał. Zapomnijmy o jednym państwowym podręczniku, odartym z zeszytów ćwiczeń. Każdy pedagog wie, że w nauczaniu wczesnoszkolnym zeszyty ćwiczeń są elementem edukacji – nauki stawiania literek i cyferek chociażby. Łatwiej i przyjemniej stawiać je w zeszycie ćwiczeń niż np. na kartce, chyba że ta umiejętność ma być w przyszłości zbędna, bo zeszyty zastąpi wirtualna klawiatura tabletu i smartphone’a. Edukacja będzie innowacyjna, gdy będzie konkurencja i gdy będzie możliwość wyboru, tak jak jest możliwość wyboru pomiędzy škodą a volkswagenem, choć oba pochodzą od tego samego producenta. Ale jeden woli škodę, a drugi volkswagena i nic państwu do tego, na tym polega radość wyboru. Zachwyca mnie smak nowej whisky Johnnie Walker Odyssey i choć jest bardzo droga byłbym bardzo nieszczęśliwy, gdyby rząd uznał, że jest za droga, w związku z czym należy ją zastąpić bezpłatną whisky Johnnie Walker Red Label. To Johnnie Walker i to Johnnie Walker, ale zapewniam, że nie to samo.
Jeśli państwo chce być opiekuńcze, niech przeznaczy środki na zakup podręczników dla wszystkich biednych rodzin w Polsce. Koszt duży, ale tu właśnie można znaleźć kompromis z zalewanymi przez deszcz i błoto w okopach Ypres wydawcami. Niech wydawcy oddadzą rządowi te „darmowe podręczniki” w cenie technicznego kosztu wytworzenia. Dla budżetu byłby to zapewne łącznie wydatek mniejszy niż dotąd na wyprawkę, bowiem cena podręcznika przy takim zamówieniu rządowym wynosiłaby zapewne kilka złotych. Zachowano by konkurencję, miejsca pracy, ferment intelektualny w środowisku ludzi piszących podręczniki, a i zrealizowano by misję pomocy najuboższym Polakom (ci, którzy jeżdżą volkswagenem nie škodą i piją Johnnie Walkera Odyssey nie Red Label, nie chcą darmowych podręczników, zapewniam, że wolą płacić niższe podatki). Rządowe zamówienia pozwoliłyby zwiększyć produkcję. Dałoby to zlecenia drukarniom, które nie wykorzystują mocy produkcyjnych oraz branży papierniczej, która przy okazji zajmuje się recyklingiem i utylizacją makulatury, o czym niestety rząd zapomina, a przydałyby się programy oświatowe kierowane do młodzieży, związane z odnoszeniem makulatury (nie wszystko, co stare było złe!). Autorzy, redaktorzy, korektorzy mieliby pełne ręce roboty. Biznes wydawniczy nie poniósłby straty, bowiem dotąd uczniowie z biednych rodzin albo odkupowali używane podręczniki od kolegów ze starszych klas, albo nie używali ich w ogóle. Po prostu zniknie wtórny rynek, będący najczęściej szarą strefą obrotu używanymi podręcznikami o wartości co najmniej 90 mln zł w 2013 roku. Wilk syty i owca cała. Mało tego, przy wyższych nakładach mniejszy będzie jednostkowy koszt egzemplarza, prawa masowej produkcji przy druku offsetowym podręczników wciąż znajdują zastosowanie, to nie ekonomia daru 2.0, ale koszt uruchomienia maszyny, zużycia energii i pracy ludzkiej decydują o cenie.
A co stanie się gdy rząd wbrew interesom polskiej edukacji jednak przeforsuje swój darmowy jedyny podręcznik? Małe i średnie wydawnictwa znikną. Duże – zwiną żagle, ograniczą inwestycje i innowacyjność do minimum, być może poszukają dochodów w innych branżach, jednym słowem, na długi czas będziemy skazani na edukacyjną przeciętność lub mniej niż przeciętność. W tym czasie autorzy będą mieli coraz słabsze kwalifikacje, brakować będzie nowych, młodych, bo dla kogo pisać? O redaktorach i korektorach smutno myśleć, o księgarzach i drukarzach też. Będziemy mieli rzeszę wysoko wykwalifikowanych bezrobotnych. No a dzieciom zabierzemy przyjemność bazgrania po zeszytach ćwiczeń.
Kompromis w sprawie przyszłości podręczników to dziś rzecz najpilniejsza! Jutro będzie za późno.

Komentarz dla “Jeszcze o darmowym podręczniku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

12 lutego 2018 o godz. 22:44

Z Arystofanesa

Aristophanes_-_Project_Gutenberg_eText_12788

„Jak się nałykał wszelkich dobrych rzeczy, wnet jął skakać i tańczyć, rechotać, grzmieć zadem niczym oślina, co się nażarła jęczmienia, i nuż walić mnie krzycząc: „Kto pije, ten bije!”. ~Artystofanes „Osy”

11 lutego 2018 o godz. 22:41

O winie

„Picie wina – to jest życie, degustacja wina – to nauka, rozmowa o winie – to sztuka”. ~Henri Beraud

8 lutego 2018 o godz. 17:42

„Aqua Vitae” pierwszy numer w nowym roku

AV_cover 19

Ukazał się dziewiętnasty numer magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

27 stycznia 2018 o godz. 15:51

Dzika biblioteka

dzika-biblioteka

Paweł Dunin Wąsowicz musiał napisać biografię, bo trudno mówić o autobiografii. Na to drugie jest zbyt nieśmiały, na to pierwsze, jak najbardziej, jest dość ciekawy. Ciekawy siebie, swoich korzeni, swojego miasta i miejsca. Jest też zbyt uważnym, nałogowym, czytelnikiem, by wypuścić o sobie rzecz interesującą wyłącznie dla samego autora. „Dzika biblioteka” Pawła to pozornie autobiografia. Raczej podążałbym śladem tytułu tej książki – to chaotyczna opowieść o lekturach, o dorastaniu do dużej powagi literackiej. Bo jak inaczej to nazwać? Frontman Dunio jest poważnym czytelnikiem. W dawnych czasach miałby szanowaną posadę lektora. W czasach współczesnych, kiedy lektor nie jest już w cenie, jest outsiderem. Dystans Dunia jest bezcenny. Ale jego osobisty stosunek do literatury w tej książce przysłonił nieśmiały dystans. Jest w tej autobiografii coś z piosenek, które pisze Paweł – delikatny ekshibicjonizm, dżentelmeński takt, szacunek do ludzi, ale przede wszystkim – szacunek do samego siebie. Jeżeli ktoś, kto odwiedzi księgarnię, pomyśli, a co mnie ten facet obchodzi, będzie tylko częściowo wiedział, co odrzuca. To książka o świetnym redaktorze, ale przede wszystkim książka o umiejętności czytania ze zrozumieniem. Wiem, słaba rekomendacja, kogo to obchodzi? Mogę jedynie poradzić – uczcie się od Dunia, on się na pewno skrzywi z niesmakiem, ale warto go potraktować jako przewodnika po dzikiej bibliotece. A dzika biblioteka, to nasza współczesna Aleksandria, nie ulegajmy złudzeniom uporządkowaniu Google. Czy można gustom autora zaufać bardziej niż Google? Nie. Ale nie jest to ranking rekomendacji, a uczciwa opowieść o własnych wyborach, doświadczeniach i gustach. Opowieść faceta, który zęby zjadł na czytaniu rękopisów i książek w okładkach. Wielki szacunek dla Wiesława Uchańskiego, prezesa wydawnictwa Iskry, że taka książka wyszła.

25 stycznia 2018 o godz. 15:54

W PR2

Łukasz Gołębiewski będzie dziś gościem audycji Krzysztofa Jakubowskiego „O wszystkim z kulturą”. Polskie Radio PR2, godz. 18.00. Zapraszamy do słuchania.

15 stycznia 2018 o godz. 18:45

Włochaty z Dezerterem

wlochaty dezerter

Włochaty, Dezerter i Aporia wystąpią razem na trzech koncertach: 23.02 Olsztyn, 24.02 Lubawa i 24.03 Głogów. Do zobaczenia na koncertach.

27 grudnia 2017 o godz. 15:45

U.K. Subs w Pogłosie

SONY DSC

28 stycznia w klubie Pogłos (Warszawa, ul. Burakowska 12) wystąpi legenda punk rocka, U.K. Subs. Przed nimi zagra Antidotum. Start – godz. 19.30. Bilety już w sprzedaży – jedynie 320 sztuk. Przedsprzedaż – 70 zł, na bramce w dniu koncertu – 80 zł.

24 grudnia 2017 o godz. 17:04

Marry Mary

Bad-Santa-Drinking-Game

What is the name of Santa Claus wife? Mary Christmas

15 grudnia 2017 o godz. 20:30

Ostatni Jedi

small_432811621

Po tragifarsie, jaką było „Przebudzenie Mocy”, spodziewałem się najgorszego, więc nie mogłem się rozczarować. Film jest lepszy niż poprzednia część, nie tak straszliwie wtórny i nie ma tak wielu okropnych scen z zupełnie innego gatunku kina, czyli jakichś głupich komediowych zachowań Finna, najbardziej groteskowej z postaci wprowadzonych w sadze nr VII. Film można podzielić na trzy części fabularne. Flota Najwyższego Porządku próbuje zniszczyć resztki oddziałów Rebeliantów. Mamy walki gwiezdne, popisy pilotów myśliwców i kino science-fiction w najlepszym wydaniu. Drugi wiodący wątek, to nauka młodej Rey w samotni Luke’a Skywalkera. Nudy, a Mark Hamill wygląda, niestety, jak spasiony pijak, nie jak rycerz Jedi. Na dokładkę okazuje się, że jest człowiekiem, co się kulom nie kłaniał. Na szczęście dla Rebelii, Rey jest tak zdolna, że wystarczą jej dwie lekcje pod okiem zmęczonego życiem skacowanego starca i już zostaje mistrzem Jedi. Jest też trzeci wątek tego filmu – rozterki wewnętrzne Bena Solo vel Kylo Rena i jego duchowe relacje z Rey. Poza tym są sceny magiczne jak z „Harry’ego Pottera”, przykro na to patrzeć. W pierwszym filmie J.J. Abrams uśmiercił najciekawszą postać w nowej sadze, czyli Hana Solo. Miałem nadzieję, że jednak pojawi się w kolejnej odsłonie „Gwiezdnych Wojen” w jakichś reminiscencjach, ale gdzie tam – nie ma czasu na reminiscencje, gdy mamy jedną kosmiczna batalię za drugą a do tego pojedynki na świetlny oręż. W tej części uśmierceni zostają kolejni ważni bohaterowie, Luke Skywalker i kreatura zwana Snoke. Nie żal mi ich, ale wolałbym wśród ofiar widzieć durnego Finna. Nie doczekanie moje, znów clown zostaje bohaterem, takich to „Gwiezdnych Wojen” doczekałem. Już po nakręceniu „Ostatniego Jedi” zmarła Carrie Fisher i podobno jej spadkobiercy nie zgodzili się by w kolejnym epizodzie „Star Wars” pojawił się jej komputerowy awatar, więc twórcy filmu zostali pozbawieni kolejnej kluczowej postaci. Z dawnego cyklu pozostali tylko Chewbacca i androidy. Słabo. Z przykrością wyznam, że Epizodu IX nie oczekuję z niecierpliwością. W kinie się wynudziłem.

3 grudnia 2017 o godz. 14:06

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover 18

Ukazał się osiemnasty numer magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.