12 kwietnia 2007 o godz. 19:02

Jest już książka o Włochatym!!!

Nakładem wydawnictwa Jirafa Roja ukazała się właśnie książka "Włochaty. Dopisać swój wers..." pod redakcją Łukasza Gołębiewskiego i Malwiny Markiewicz. Całość liczy 236 stron, kosztuje 20 zł. Można ją zamawiać bezpośrednio z tej strony pisząc na adres autor@xenna.com.pl - wysyłamy bez dodatkowych opłat po wpłacie na konto. Numer rachunku bankowego: 55 1020 1156 0000 7302 0008 4921 - Biblioteka Analiz Sp. z o.o. 00-048 Warszawa, ul. Mazowiecka 2/4 p. 116; tytułem: "Włochaty".
W książce znalazły się wspomnienia, wywiady, wszystkie teksty piosenek, przesłania zespołu a także obszerna historia Włochatego napisana specjalnie do tej publikacji przez Włochatego Jeża.
Poniżej zamieszczamy natomiast wstęp do książki o Włochatych napisany przez Disordera.

Dlaczego książka o Włochatym?
Włochaty ma 20 lat! To więcej niż niejeden fan zespołu. Pamiętam kiedy w 1991 roku usłyszałem ich pierwszy nagrany materiał — kasetę „For Sale”. Dziś trudno uwierzyć, jak wielkie zrobiła wrażenie (jakiś czas temu puściłem ją Paulussowi w samochodzie, jechaliśmy akurat z Kazimierza nad Wisłą do Lublina, gdzie miał grać koncert — „wyłącz to”, jęknął, „przecież tego nie można dzisiaj słuchać”). Ale też nikt wcześniej w Polsce tak nie grał, nikt wcześniej nie wtłaczał w muzykę tylu słów, tak potężnego przekazu. Analogie z Conflictem, Crassem czy Subhumans były oczywiste. Cóż jednak z tego? Niech będzie, że w odpowiedzi Włochaty to polski Conflict. Nawet jeśli powielali wiele, zwłaszcza w tekstach (tu głównie z Crass), to przecież sięgnęli po najlepsze wzorce. Wiem doskonale, że Włochaty ma zarówno grono wiernych fanów, którzy niczym gruppie jeżdżą za nimi od koncertu do koncertu, jeżdżą od lat. Są też rzesze młodych ludzi, którzy przez Włochatego pierwszy raz zetknęli się z punk rockiem i tym pozytywnym przekazem, który można znaleźć w ich tekstach. Ale przecież jest też nie mniej liczna grupa osób, które o Włochatym mówią z pogardą, że się sprzedali, że zagubili ideały, że ten przekaz nie jest szczery.
Nie mam zamiaru wdawać się w polemiki, ale jakże łatwo jest wydawać wyroki, oskarżać, że ktoś się sprzedał. Co to znaczy sprzedać się? Grać za pieniądze? Sprzedawać płyty? Każdy z nas się sprzedaje, bo kurestwo wpisane jest w system. To samo można powiedzieć o Crassie, który na płytach zarobił miliony funtów. Ale, podobnie jak chłopcy z Włochatego, pozostali wiecznymi kontestatorami. Możemy jedynie krytykować zły świat, nie możemy żyć poza nim. Nie ma wolności, poza tą, która jest w tobie samym. Dlaczego książka o Włochatym? Myślałem o niej od dawna, jubileusz dwudziestolecia zespołu to jedynie pretekst. Warto zebrać w jedną całość to wszystko co przez te lata nam zostawili — teksty, przesłania, archiwalne zdjęcia, zapisy wywiadów, wspomnienia. Jest to pierwsza w Polsce książka poświęcona w całości jednej grupie punk rockowej. Nieprzychylni zespołowi znowu będą mówić — „gwiazdorzy”, są jak Bono czy Bowie — ale ta książka przecież nie jest dla Paulussa, Jurka, Billego czy Skody, to książka dla ludzi, którzy przychodzą na koncerty, kupują płyty, którym przekaz piosenek Włochatego jest bliski. Byłem na kilkudziesięciu koncertach zespołu i wiem, że jest to grupa wcale nie mała.
Pamiętam jak poznałem Paulussa. To było w małym klubie, na warszawskim Żoliborzu, ten klub już nawet nie istnieje. Trochę pijany wszedłem na scenę, odebrałem Pawłowi mikrofon i zacząłem krzyczeć tekst piosenki, nie pamiętam już której. Zaśpiewaliśmy ją razem, potem zszedłem ze sceny i ruszyłem w pogo. Po koncercie Pauluss podszedł i tak się zaprzyjaźniliśmy. Jesteśmy niemal rówieśnikami, mamy podobne zainteresowania, obaj lubimy podróże, więc razem jeździliśmy, spędzając wiele godzin na rozmowach o muzyce, książkach, kobietach, o naszej młodości i o planach na przyszłość. Odkryłem nie tylko wspólnotę zainteresowań, ale i podobną wrażliwość. I tak już jesteśmy razem, spotykamy się niemal na każdym koncercie, nieważne czy to jest Lubin, Lublin, Łódź czy Stalowa Wola.
Zdumiała mnie skromność i otwartość tych ludzi, których wielu oskarża o pozerstwo. Po koncercie piwo, albo chociaż rozmowa z tymi, którzy przyszli posłuchać. Nie uciekają, nie spieszą się, choć często w nocy muszą jechać wynajętym busem 500 czy nawet więcej kilometrów do domu, nad morzem. Zdarza im się spać w samochodzie, to nie jest zespół, który demoluje pokoje w luksusowych hotelach i zabawia się w burdelach. Rzadko grają koncerty, bo przez cały rok ciężko pracują, z muzyki nie byliby w stanie się utrzymać. Znam też wiele osób, które chodzą na ich koncerty, niektórych widuję bardzo często, innych rzadziej, ale ze wszystkimi znajduję wspólny język. To też okazja by znowu spotkać przyjaciół z Płońska, Torunia, Poznania czy z odległego Szczecina. Jeśli jest choć trochę prawdy w stwierdzeniu, że „muzyka łagodzi obyczaje”, to na pewno tak jest w przypadku muzyki Włochatego. Spotykamy się i czujemy niczym rodzina. I nawet jeśli potem każdy jedzie sam w swoją stronę, to wiemy, że niedługo znowu się spotkamy.

Disorder
autor@xenna.com.pl

12 komentarzy dla “Jest już książka o Włochatym!!!

  1. włochaty autorem nowej anarchii

    dobrze ,że pisze sie o tym co nas boli. Dobrze , że śpiewa się o tym co nas nęka. Źle, że nie mówi się o tym co jest złe.
    Włochaty stworzył coś co jest wzorem punk rocka. Coś czego się nie boimy, coś co jest dla nas wzorem , coś dlaczego jest autorem nowej anarchii.

  2. SUPER KAPELA, DUZO KAPEL CHCIALO BY MIEC TAKA SłAWE

    PRZEZ WłOCHATEGO ZROZUMIALEM ZE RZYCIE NIE JEST TAKIE LATWE I WłADZA ZAWSZE WYKORZYSTUJE NAS DO SWOICH NIECNYCH CELOW!! PAMIETAJCIE
    ,,WłADZA JEST ZAWSZE GWAłTEM NA LUDZIACH,,
    „WłOCHATY„

  3. muszę to mieć

    Witam! Czytałem na razie „Xennę” i czaję się na Włochacza. Jak ją kupię postaram się oczywiście o autografy członków tej legendarnej kapeli, co nie powinno być trudne, gdyż jestem na ich każdym koncercie w Szczecinie. No, a za ileś lat pokażę ją swoim dzieciom lub może nawet nowym młodym punkom i opowiem, jak włochaty wpłynął na całą rzeszę ruchu anarchopunk.

    • muszę to mieć

      chłopie a co to gwiazdorzy jacyś? Normalni ludzie, tacy jak ja i TY… Autografy i będziesz dzieciom pokazywał, hehe… grają kawał dobrej muzyki, szacunek im za to i oby tak dalej.

    • INFO. O WłOCHATYM

      TO NIE JEST LEGENDARNA KAPELA, GRAJA DALEJ AZ DO SMIERCI !!!!
      MOGE DODAC ZE SPIEWAJA PRAWDE O POLSCE I O SPRAWACH WłADZY

  4. dobre teksty, szkoda ze nie Wasze...

    Czołem ! Włochaty ma dobre teksty i w tej książce zapewne też znalazły się mądre przesłania. Niestety, muszę stwierdzić że wiele z nich nie należy do Włochatego :/ Czytałem ostatnio książkę Zahir Paulo Coelho i między innymi z tej książki Włochaty bierze żywcem wycięte cyaty. Bardzo się na Was zawiodłem, do niedawna byliście moją ulubioną punkową kapelą…

  5. moj punk zaczal sie od wlochatego

    Pamietam jak słynną kasetę Włochatego z Silvertonu dostalem od kolegi z klasy. Nie wychodziła z magnetofonu przez rok – dzień w dzień. I wciąż po tylu latach do niej wracam (wprawdzie przegrywana bo oryginał został u kiedyś poznanych słowackich punkowców), nigdy już żadna płyta nie zajęła mnie na tak długo. Myślę że ta książka to świetna sprawa, czekam na przesyłkę z niecierpliwością (po przeczytaniu napewno postawię na półce obok reszty płyt Włochatego). I na chłopaków koncert w Londynie również.

    • moj punk zaczal sie od wlochatego

      Włochaty zawsze opierał się na tezach wielu myślicieli, filozofów itp. Nie wiedziałes o tym? Nie ma w tym nic złego. Ci co znają się na tym rozpoznają każde sciągnięte przesłanie. I tak więcej jest jego tekstu.

  6. Znakomita książka

    bardzo dobra książka według mnie. Jestem zagożałym fanem tego otóż zespołu i mam wszystkie ich płyty a także tę książkę z podpisami członków i dedykacją z czego jestem dumny:D Byłem na koncercie WłochAtego we Wrocławiu i byłem bardzo zadowolony:)
    pozdro dla fanów i dla kapeli włochaty! W strzegomiu jesteście mile widziani:P

  7. książka i cała reszta

    łyknęłam książkę gładko. Dowiedziałam się trochę o kapelce która mnie zaciekawiła samym faktem, że wzbudzają tak ogromne kontrowersje. Wczytałam się w teskty, są w porzo. koncert też ok. dostałam od znajomego płytkę „Zamiana pieniędzy na rebelię” i słuchałam na okrągło parę dni, zajebista. Wydaje mi się, że jest w nich ten sam idealizm co we mnie i to mi się podoba. Czuję wspólne wibracje :-)

  8. tolerancja

    Ładnie opowiedziana historia. Fajnie przybliża zespół, który rzeczywiście gra już tyle lat i od samego początku budzi spore kontrowersje…
    Pamiętam tylko jeden koncert Włochatego, który był wiele lat temu w Starogardzie Gdańskim, pojechałam na Październik, który nie zagrał :-(. Pamiętam, że przed koncertem spróbowałam z czystej ciekawości osławione wino marki mistral, które miało wtedy opinię najgorszego jabola, brr , ciekawość prowadzi do piekła. Potem koncert i to rzucające się w oczy podobieństwo do Crassa…Nie pamiętam czy z uwagi na to, że Crassa lubiłam to podobieństwo mi się spodobało, czy wręcz przeciwnie, ale sądząc z faktu, że już potem nie jeździłam na ich koncerty raczej nie „kupiłam’ tego, zostając przy Crassie. Jednak osobiście nie mam nic do kapelki. Zaczęłam słuchać jej teraz, na stare lata :-) i przyznam, że o Włochatego ściełam się ostro na moim lokalnym wege forum. Ktoś zaatakował mnie czy znam takie słowo jak hipokryzja, w odpowiedzi na co spytałam czy zna takie jak tolerancja…A wszystko dlatego, że uważam, że jak kapela jest dobra to powinna na tym zarabiać, nie uważam, że to coś złego, że świadczy to o tym, że się sprzedali. Jak łatwo jest rzucać oskarżenia tego typu…
    Co do koncertów w małych klubach, to miałam niedawno zabawną historię, po koncercie, jak ostatecznie muzyka przebrzmiała i pogo się zatrzymało, podszedł do mnie menadżer kapelki i dał mi płytkę, mówiąc, że to za to, że się ładnie bawiłam, he he z reguły się dobrze bawię, bo po to chodzę na koncerty, o ścianę mogę oprzeć się w domu, nie muszę nigdzie jeździć…ale nigdy nic nie dostałam za to że się dobrze bawię :-), małe kluby są po prostu super, nigdzie nie ma takiej atmosfery, scena nie oddzielona od publiki żadnych cholernym płotem, wspólna zabawa, bardzo kameralnie, potem dalsza zabawa, dopijanie browarów nim człowiek wytoczy się by odnaleźć drogę do domu.
    Idę na ich koncert do Ucha, to mój ulubiony klub, z tych dużych :-), niestety pewnie będzie ścisk i nie wiem czy się wybawię, ale idę, skonfrontować sobie swoje wspomnienia sprzed tylu lat, No i na książkę się skuszę :-), a co tam raz się żyje

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

21 września 2018 o godz. 09:24

Kartka ze Speyside – Benromach

_DSC8756

Niewielka szkocka gorzelnia whisky, działająca w regionie Speyside, w miasteczku Forres od 1898 roku. Wielokrotnie zmieniała właścicieli, a w latach 1983-1998 stała zamknięta. Obecnie jest własnością Gordon & MacPhail. Używają głównie torfowanego jęczmienia, o poziomie natorfienia 12 ppm i 47 ppm, a także nietorfowanego jęczmienia organic. Kadź zacierna ma pojemność 1,5 tony. Mają 13 kadzi fermentacyjnych z sosny oregońskiej, stosują dwa rodzaje fermentacji – krótsza trwa 62-67 godzin, wydłużona – 110 godzin, stosują drożdże browarnicze. Alembik pierwszej destylacji ma pojemność 7500 l, drugiej destylacji – 4250 l. Alembiki Forsyths z zewnętrznym kondensatorem. Odbierają alkohol o mocy 70%, przed wlaniem do beczek obniżają moc do 63,5%. Cały proces produkcji jest sterowany ręcznie. Rocznie produkują ok. 700 tys. l alkoholu. Destylarnia ma w swoich magazynach ok. 18 tys. beczek. Używają tylko beczek first fill po bourbonie, poza tym beczek po sherry z bodegi Williams & Humbert, a do whisky z jęczmienia organic – dziewiczych beczek z białego dębu z Missouri. W 2018 roku uruchomili osobną mikro-destylarnię, w której produkują gin Red Door.

20 września 2018 o godz. 08:37

Kartka ze Speyside – Glen Moray

SONY DSC

Glen Moray to ogromna destylarnia whisky ze Speyside, powstała w 1897 nad brzegiem rzeki Lossie, na przedmieściach Elgin, w ostatnich latach całkowicie przebudowana do przemysłowych rozmiarów. Wcześniej, od 1828 roku, w tym samym miejscu działał browar West Brewery. Zaczynali z jedną parą alembików, które zrobiono z przebudowanych kadzi warzelniczych. Te stare alembiki przepadły w pożarze. Kilkakrotnie zamykana, kilkakrotnie też zmieniała właścicieli. W 1920 roku przejęta przez spółkę Macdonald & Muir (ówczesnego właściciela Glenmorangie). Przebudowana w 1958 roku, w 1979 roku wprowadzono dwa nowe alembiki. Pod koniec lat 70. zaprzestano własnego słodowania. W 2008 roku właścicielem Glen Moray został francuski potentat na rynku alkoholowym, grupa La Martiniquaise. Obecnie rocznie produkują 5 mln l alkoholu. Gigantyczne kadzie fermentacyjne, a jest ich 14, usytuowane są na zewnątrz. Z jednego zacieru robią ok. 52 tys. l przefermentowanego alkoholu, stalowa kadź zacierna ma pojemność 11 ton. Fermentacja jest dość krótka, trwa 60 godzin, alkohol ma 8,5%. Po przebudowie w 2016 roku alembiki pierwszej destylacji są w innym budynku niż drugiej, nie działają w parach. Te do pierwszej destylacji mają bardzo nietypowy kształt, szyja jest odwrócona do przodu, przed każdym alembikiem jest podwójny kondensator, który nie wpływa wprawdzie na czas destylacji czy moc alkoholu, ale daje oszczędność energii. Wszystko jest sterowane komputerowo, pierwsza destylacja trwa ok. 5 godzin i daje alkohol o mocy ok. 25%. Nowe alembiki powstały we Frili, sprowadzono je z Włoch. W drugim budynku jest dziewięć alembików. Sześć Forsyths, z czego trzy kiedyś działały jako wash stills w parach ze spirit stills. Przerobiono je na spirit stills, dodano jeszcze trzy włoskie, więc teraz serce destylarni wyposażone jest w aparaty o różnej pojemności, różnych kształtów. Moc alkoholu po drugiej destylacji to 72%. Firma dysponuje też starą kadzią zacierną i pięcioma starymi kadziami fermentacyjnymi. Być może będą w przyszłości wykorzystywane do eksperymentalnych edycji. Planowane jest dodanie jeszcze dwóch alembików i zwiększenie produkcji nawet do 9 mln l (przed inwestycją La Martiniquaise moce produkcyjne wynosiły 2,2 mln l rocznie). Glen Moray ma obecnie 12 magazynów, w których leżakuje whisky w ok. 140 tys. beczek. Visitors center rocznie odwiedza ok. 24 tys. osób. Na miejscu można spróbować kilku specjalnych edycji whisky, które pokazują potencjał destylarni (np.: Glen Moray 1998 PX Finish, Glen Moray 2010 Peated PX Finish czy Glen Moray 120th Aniversary Edition).

19 września 2018 o godz. 09:19

Kartka ze Speyside – Glenury Royal

_DSC8659

Już nieistniejąca destylarnia whisky z Highlands, pojedyncze butelki jeszcze można dostać, np. czterdziestoletnia Glenury Royal wydestylowana w 1970 roku. Powstała w 1825 roku i – jak piszą kronikarze – od początku była pechowa. Kilka tygodni po jej uruchomieniu wybuchł pożar, który zniszczył ja niemal doszczętnie. Zdarzył się też nieszczęśliwy wypadek, jeden z robotników zginął podczas pracy, wpadł do kadzi. Założył ją w Stoneheaven kapitan Robert Barclay Allardice, ciekawa postać – parlamentarzysta, biegacz i bokser. Była to jedna z trzech destylarni, którym król Wilhelm IV pozwolił posługiwać się w nazwie określeniem „królewska” (Royal). Kolejnymi właścicielami Glenury byli: William Richie (w latach 1857-1928), spółka Glenury Distillery Co. (1936-1938), Associated Scottish Distillers (1938-1940), American National Distillers (1940-1953) oraz Distillers Company Limited (od 1953 roku do końca). Miała okresy przestoju, np. w latach 1852-1858 czy 1940-1945. Destylarnię zamknięto w 1983 roku, częściowo wyburzono, częściowo przebudowano, dziś w jej miejscu stoi osiedle mieszkaniowe.

18 września 2018 o godz. 08:54

Kartka ze Speyside – Auchinblae

_DSC8646

Niewiele wiadomo o destylarni whisky Auchinblae, ulokowanej przy Burn Street w Auchenblae (Aberdeenshire). Powstała w 1895 roku w miejscu młyna Den Mill, starszego o sto lat. Zapewne już wcześniej pędzono tu alkohol, ale bez licencji. Przebudowę młyna i pagodę słodowni projektował słynny architekt tamtych czasów, Charles C. Doig. Należała do lokalnej spółki kapitałowej Auchinblae Distillery Company Ltd. Jak ustalił Brian Townsend, autor znakomitej książki „Scotch Missed”, była wyposażona w cztery kadzie fermentacyjne o pojemności 6000 galonów każda oraz jedna parę alembików (wash still miała 1500 galonów, spirit still wiadomo tylko, że była mniejsza. Pierwszy jej menadżer wcześniej pracował w Ord Distillery. W 1916 roku przejęta przez spółkę Macdonald Greenlees, która miała też pobliską destylarnię Stronachie.

17 września 2018 o godz. 08:14

Kartka ze Speyside – wizyta w Fettercairn

_DSC8621

Fettercairn to destylarnia z Higlands, powstała w 1824 roku, założona przez Sir Alexandra Ramsaya, który był jej właścicielem zaledwie przez sześć lat. Z powodu długów odsprzedał ją wraz z posiadłością ziemską Fasque Estate kupcowi Johnowi Gladstone. Przebudowana po pożarze w 1887 roku. W latach 1926-1939 zamknięta. Jej pracę wznowił nowy właściciel, kilkakrotnie zresztą się zmienił w następnych latach, aż w 1974 roku przejęła ją spółka Whyte & Mackay, która zarządza do dziś marką i zasobami whisky, wykorzystując znakomitą część produkcji Fettercairn do swoich blendów. W latach 60. XX wieku zaprzestano samodzielnego słodowania jęczmienia. W 1966 roku podwojono moce produkcyjne – z dwóch do czterech alembików. Aparaty do pierwszej destylacji wash stills mają pojemność po 17274 l, a spirit still jeden ma 13638 l, drugi – 11819 l. Spirytus odbierany jest z mocą 68%, do beczek trafia z mocą 63,5%, druga destylacja trwa sześć godzin. Kadź zacierna ma pojemność 5 ton, robią 24 zaciery tygodniowo. Jako jedni z nielicznych w Szkocji używają karmelizowanego słodu do niektórych edycji whisky. Jest tu jedenaście kadzi fermentacyjnych z sosny oregońskiej o pojemności po 25 tys. l każda. Fermentacja jest dość szybka, trwa 52-55 godzin. W 1989 roku otwarto centrum dla odwiedzających. Mają 13 magazynów, a w nich ok. 40 tys. beczek. Beczki po bourbonie wykorzystywane są tylko raz, potem są odsprzedawane, używają też m.in. beczek po sherry, porto czy po bordoskich winach.

16 września 2018 o godz. 20:33

Róbrege dla Brylewskiego

41556897_2151483198255546_9036314992659398656_o

29 września odbędzie się koncert pod hasłem Róbrege, dedykowany pamięci Roberta Brylewskiego. Wystąpią: Paweł Sky & nowy+eren 101% improwizacji, Ziggie Piggie & goście, Armia, Maleo Reggae Rockers & goście, Izrael & goście, Joint Venture Sound System gra Brylewskiego. Impreza odbędzie się w namiocie pod Pałacem Kultury i Nauki (od strony ul. Świętokrzyskiej).Wstęp – 30 zł, start – godz. 17.00.

16 września 2018 o godz. 09:00

Kartka ze Speyside – Royal Lochnagar

Royal Lochnagar11

Royal Lochnagar jest pięknie położona, w dolinie rzeki Dee, na tym samym jej brzegu, co królewska letnia rezydencja, zamek Balmoral. Bliskość zamku i królewskich ogrodów sprawia, że destylarnia jest chętnie odwiedzana przez turystów, pomimo tego, że sama whisky nie jest dobrze znana. Marka należy do Diageo. Jest to niewielka destylarnia, o iście królewskim charakterze, co jest podkreślane co chwila podczas wizyty. Niestety, jak we wszystkich destylarniach Diageo, nie wolno podczas zwiedzania robić zdjęć.

15 września 2018 o godz. 09:15

Kartka ze Speyside – Allt-á-Bhainne

_DSC8587

Zbudowana w 1975 roku w Glenrinnes (region Speyside) nowoczesna destylarnia whisky, powstała na potrzeby ówczesnego potentata na światowym rynku alkoholowym – Seagrams, podobnie jak zbudowana dwa lata wcześniej siostrzana gorzelnia Braeval. Koszt uruchomienia destylarni wyniósł 2,7 mln funtów, a w 1989 roku dokonano kolejnych inwestycji, podwajając liczbę alembików do czterech i moce produkcyjne do ok. 4 mln l whisky rocznie. Od 2001 roku jest własnością Pernod Ricard, bezpośrednio zarządza nią Chivas Brothers. W latach 2002-2005 stała zamknięta. Proces produkcji jest do tego stopnia zautomatyzowany, że destylacją może zajmować się tylko jedna osoba. Dziwna nazwa Allt-á-Bhainne to po gaelicku „Palone mleko”. Ta mało znana koneserom single malt whisky destylarnia od początku działa głównie na potrzeby zestawiania blendów Chivas Regal. Co ciekawe, dysponuje bardzo niewielkim magazynem do składowania whisky, dlatego część jej produkcji – głównie ta oferowana jako single malt – dojrzewa w magazynach na wyspie Islay, dzięki czemu uzyskują charakterystyczny słony smak. Połowa produkowanej w Allt-á-Bhainne whisky robiona jest z lekko torfowanego (10 ppm) słodu, reszta z nietorfowanego.

14 września 2018 o godz. 09:11

Kartka ze Speyside – destylarnia GlenAllachie

GlenAllachie-064

Destylarnia GlenAllachie operuje w regionie Speyside, po sąsiedzku z Aberlour i Ben Rinnes. Do 2017 roku prawie wszystko, co tu wyprodukowano, trafiało do blendów, stąd nie tak łatwo było trafić na butelkę GlenAllachie single malt whisky. W poprzednich latach Pernod Ricard wypuściło w serii Chivas Brothers Cask Strength Edition whisky single malt Glenallachie 14YO CS z destylatów z 2000 roku, w serii Master of Malt była edycja 6YO z 2008 roku i oficjalna edycja 16YO z 2005 roku, poza tym jest ponad dwadzieścia edycji od niezależnych bottlerów. Teraz wszystko się zmienia za sprawą nowego właściciela. W 2017 roku destylarnię odkupiło od Pernod Ricard konsorcjum powołane przez Billy Walkera, wcześniej twórcę sukcesów destylarni BenRiach, a także Grahama Stevensona i Trisha Savage. Nazwa destylarni to po gaelicku skalista aleja. Billy Walker wybrał tą destylarnię zarówno ze względu na duży potencjał produkcji nowej whisky, jak i na to, co tam znalazł w magazynach. Wraz z destylarnią i zapasami whisky, nowi właściciele przejęli marki blendów White Heather i MacNair’s, którą będą produkować jako torfową blended malt.

13 września 2018 o godz. 08:58

Kartka ze Speyside – wizyta w destylarni Ballindalloch

Ballindalloch-034

Zamek Ballindalloch, nazywany Perłą Północy, to masywna budowla o szarych murach, upstrzona okrągłymi donżonami, łączyła niegdyś funkcje obronne i reprezentacyjne. Dzisiaj jest jedną z atrakcji turystycznych Highlands. Posiadłość należy do rodu Macpherson-Grant, a właściciel zamku i włości w 2014 roku postanowił otworzyć butikową destylarnie whisky single malt.