3 marca 2014 o godz. 21:01

Jedno wielkie błazeństwo

Sytuacja na Ukrainie
Map_of_Ukraine
Nie komentuję zwykle polityki, nie mój to ogródek, nie głosuję, nie popieram nikogo, niech sobie robią co chcą, byle daleko ode mnie. Zachowania polityków w sprawie Ukrainy są jednak tak żenujące, w dodatku znajdują tak dużą przychylność w mediach, że robi mi się niedobrze. Zacznijmy od naszego podwórka. Kaczyński domaga się od prezydenta i premiera ostrych sankcji wobec Rosji, minister Sikorski udaje, że gra w Europie pierwsze skrzypce, a politycy od lewa do prawa korzystają, że na Ukrainę mogą wjechać bez wiz i może ktoś ich pokaże, w którejś z setek stacji telewizyjnych, jak ingerują w sprawy innego kraju, innego narodu, jak wpychają się tam, gdzie nie jest ich miejsce. Nienawiść między PiS i PO sprawia, że nasi politycy licytują się jak zwykle w pseudodziałaniach, obrzucają oskarżeniami, za nic mają rację stanu, a tą jest nie drażnienie Rosji! We własnym i ukraińskim interesie. Wiedzą o tym w całej Europie, tylko nie u nas, bo jesteśmy mądrzejsi, bo to my mieliśmy Solidarność i daliśmy w latach 80. XX wieku impuls do zmian. Te barany zapominają, że Wałęsa, Mazowiecki, Modzelewski, Kuroń, Michnik, Geremek i inni ówcześni działacze Solidarności o przejęciu odpowiedzialności za państwo rozmawiali przy okrągłym stole, a nie na ulicy. Były strajki, ale nie było rozpierduchy. To, co dzieje się na Ukrainie jako żywo przypomina Moskwę po puczu Janajewa, tak samo wierzę w demokrację w wydaniu obecnego premiera Ukrainy, jak wówczas wierzyłem, że demokratą jest Borys Jelcyn. Trzeba być ślepym, żeby nie widzieć, że to ten sam mechanizm. Demokracji nie buduje się wysyłając za prezydentem list gończy. Jakby nie patrzeć, wolę transformację, w której generał Jaruzelski pobiera emeryturę, niż taką, w której Nicolae Ceaușescu zostaje razem z żoną rozstrzelany. Oczywiście, inna była skala przewin, ale też demokracja nie polega na niszczeniu przeciwnika. Niestety, widzę, że nasza demokracja coraz bardziej zmierza w kierunku tradycji rumuńskich czy rosyjskich, nie francuskich czy brytyjskich. Mieszanie się przez Polskę w sprawy wewnętrzne Ukrainy w innym wymiarze niż humanitarny, to bardzo poważny błąd. Eskalowanie nastrojów, to już oznaka absolutnej politycznej głupoty. Politycy, którzy jeżdżą na Ukrainę i chcą na ulicy mieszać się w sprawy drugiego państwa, niestety ale są zwykłymi awanturnikami. Dają Putinowi argumenty, których on na pewno nie omieszka wykorzystać. Działają bezmyślnie, na szkodą dla Ukrainy, na szkodę Polski, destabilizują sytuację w Europie.


Zachowanie USA też jest absurdalne. Z jednej strony Ukraina ma prawo oczekiwać od USA konkretnych działań. To USA, nie Polska, są jednym z państw gwarantujących nienaruszalność terytorialną Ukrainy w związku z rezygnacją przez ten kraj z arsenałów nuklearnych. Sytuacja kłopotliwa, ale wymagająca konkretnych decyzji. Tymczasem administracja USA opowiada o tym, że interwencja Rosji przypomina XIX-wieczne sposoby sprawowania imperialnej polityki. A jakie sposoby uprawiania polityki przypominają interwencje USA w różnych częściach świata, nie koniecznie u najbliższych sąsiadów? Trzeba wstydu nie mieć by odwoływać się do takiej retoryki, gdy jest się najbardziej imperialnym państwem świata. Takie oświadczenia nie tylko kompromitują Amerykę, ale też na nic są Ukrainie. Ta potrzebuje jasnej politycznej decyzji. W jaki sposób USA zamierzają bronić nienaruszalności terytorium Ukrainy?
Jest dla mnie oczywiste, że w sprawie Ukrainy ani USA, ani Unia Europejska nie zrobią nic poza sankcjami polityczno-gospodarczymi wobec Rosji. Unia jest za słaba, USA zdają sobie sprawę z ryzyka bezpośredniego konfliktu z bronią nuklearną w tle. Sankcje będą wybiórcze, tak by nie ucierpiały amerykańskie i europejskie firmy w Moskwie, Petersburgu czy Murmańsku. Jeśli Rosja zechce, to weźmie Krym i co tam jeszcze zechce. Pozostawi okrojoną zachodnią Ukrainę, pozbawioną surowców, dostępu do morza i będącą finansowym bankrutem. Czy takiej Ukrainy chcą polscy politycy?
I wreszcie to, co dzieje się na samej Ukrainie. Janukowycz okazał się być politycznym analfabetą, w dużej mierze odpowiada za piekło, które się rozpętało w Kijowie. Z Julii Tymoszenko zrobił męczennicę. Nie docenił jej, czy też brutalnie mówiąc – zlekceważył. Gdyby ją wypuścił do Niemiec, do jakiegoś SPA, nadal z wyrokiem, ale okazując łaskę osobie schorowanej, miałby na dłuższy czas rozbrojoną opozycję i lepsze notowania w Europie. Ta jego willa, ten tron króla-srula, oranżerie i menażerie, wszystko to doskonale pasuje do bojarskiej mentalności Janukowycza. To facet skompromitowany, przegrany, który tylko dlatego wciąż odgrywa marionetkową rolę w polityce Rosji (bo już nie Ukrainy), że jego oponenci okazali się być również krótkowzroczni, zachłysnęli się sekundowym zwycięstwem i zapomnieli, że polityki nie uprawia się na ulicach, zwłaszcza gdy się nie ma prochu ani amunicji. Julia Tymoszenko kolejny raz wykazała się wielkim politycznym nosem, wycofując się szybko z rozpierduchy na Majdanie. Bo ona wie, że to nie ma szansy na powodzenie, że władzę przejmie się w innych warunkach, o ile wcześniej Rosja nie zagarnie części kraju, co by pogrążyło Ukrainę w wieloletnim chaosie.
Tymoszenko (lub jej córka) na pewno wróci do ukraińskiej polityki. Ale nie w sytuacji, gdy kraj wrze, gdy tak naprawdę rządzi anarchia. Po władzę nie sięgnął też Kliczko, jako bokser wie, że czasami lepiej się przyczaić, przeczekać huragan ciosów, by tym mocniej potem przyłożyć.
I na koniec Rosja. Cóż, realizuje swoją znaną od wieków imperialną politykę. W tym znaczeniu administracja USA ma oczywiście rację, tylko nie oni powinni o tym mówić, im nie wypada. Putin to cwany lis, wie, że Europa może mu naskoczyć. Jeśli się czegoś obawia, to bardziej konfliktu z NATO – szczególnie z USA i Turcją, bardzo przecież zainteresowaną sprawami na Krymie, gdzie 15% społeczności to sunnici. Putin rozgrywa też sprawy polskie, nikt mu tak nie mógł dogodzić jak Kaczyński i Sikorski, którzy choć z przeciwnych stron, dmą w tą samą trąbę. Nie wiem, który trzyma usta przy tubie, który przy ustniku, ale z takiego grania zawsze wyjdzie dupa. A finał jest do przewidzenia – polityczna kompromitacja.
Niestety, głupio przyznać, że jednym z nielicznych głosów rozsądku w sprawie Ukrainy, jest stanowisko szefa rosyjskiego MSZ, Siergieja Ławrowa. Ma rację, że aby osiągnąć jakąkolwiek stabilizacje, trzeba wrócić do ustaleń z 21 lutego, kiedy Janukowycz porozumiał się z opozycją w sprawie konstytucji, wyborów, więźniów politycznych i innych spraw najpilniejszych. Przypomnijmy, ze porozumienie to polska dyplomacja przedstawiała jako nasz wielki sukces, by chwilę potem popierać jego zerwanie przez tzw. Majdan. Oczywiście, Janukowycz zwiał jak ostatni tchórz i trudno sobie wyobrazić jego powrót, a jednak… Mimo całkowitej kompromitacji tego polityka, lepiej by było gdyby zdjęto list gończy, gdyby wrócił z listem żelaznym, oficjalnie zrezygnował z prezydentury, a potem niech jedzie do SPA gdziekolwiek, i nawet niech do końca życia sra na swoim kiczowatym tronie jeśli sprawia mu to frajdę. To, co w Polsce nazywaliśmy grubą kreską, a czego tak nienawidzi Kaczyński, to jedyna szansa na szybkie porozumienie na Ukrainie. Z udziałem USA i Rosji. Bez udziału Polski, która drażni niepotrzebnie najgroźniejszego lwa, licząc, że jak ten ugryzie, to kogoś innego. W interesie Ukrainy jest żeby polscy politycy zamknęli paszcze. Nie pomożemy im teraz, za to bardzo możemy zaszkodzić.
Tyle tylko, że wcale nie wierzę w szczerość intencji Ławrowa. Propozycja brzmi atrakcyjnie, zwłaszcza w obecnej sytuacji militarnej i politycznej. Myślę jednak, że Ławrow to tylko jedna z figur na szachownicy Putina, dla którego powrót do stanu z 21 lutego, to by było za mało. Teraz, kiedy Rosja właściwie przejęła pełnię władzy na Krymie, Kreml nie zadowoli się powrotem do nie wygodnego status quo sprzed dwóch tygodni. Nie sądzę by doszło do wojny, ale walki na Krymie są więcej niż prawdopodobne, nie sądzę też by odebrali Ukrainie część terytorium, ale politycznie przejma na długo kontrolę, poszerzą autonomię i zakres wpływów. Do takiej rzeczywistości powróci Ukraina za kilka tygodni, i to byłby dla niej wcale nie najgorszy ze scenariuszy. Cena, jaką Ukraina zapłaci za indolencję Janukowycza i krótkowzroczność Majdanu, może być wysoka. Tymoszenko i obecny premier Arsenij Jaceniuk na pewno dobrze o tym wiedzą. Są na tyle błyskotliwi i na tyle znają rosyjsko-ukraińskie relacje, że w nich teraz cała nadzieja.

16 komentarzy dla “Jedno wielkie błazeństwo

  1. Co jednak ciekawe, w sypialni cesarza na półce pełna kolekcja płyt Wysockiego. Wg jakiego klucza?? Może to po prostu takie sierce ścipacielnyje…

    • Na pewno, jak Okudżawa, uwielbiają rzewne ballady, nawet jeśli pisane przez „nieprawomyślnych”.
      I jaki przewidujesz rozwój wydarzeń? Będzie wojna? Odbiorą Krym? Czy Rosjanie tylko przywrócą wpływy polityczne p dogadaniu się z opozycją?

  2. Tu masz mój program z wnętrza willi i bez dwóch zdań, nie widziałem niczego tak wyjebanego w kosmos i bezsensownie ociekającego bogactwem jak tu. Jest jeszcze drugi program z obrazkami z posiadłości i na przykład budy dla psa wielkości domu jednorodzinnego: http://wiadomosci.onet.pl/…/willa-janukowycza…/g7tqc.

  3. Po tym jak Janukowycz poprosił Rosję interwencję już nie da się wrócić do ustaleń z 21 lutego, bo okazał się być nie tylko tchórzem, ale i zdrajcą. Po raz kolejny pogrążył własny kraj. Czym on uwiódł swój naród, że na niego głosowali??? Przecież ten facet to polityczne kuriozum.

    • A jak w cztery lata po odzyskaniu przez Polskę niepodległości doszło do władzy SLD? Bardzo podobny przypadek. Rozczarowani nieudolnymi rządami zwycięzców pomarańczowej rewolucji (Juszczenko, Tymoszenko) Ukraińcy, zagłosowali na Partię Regionów. Późniejsze wybory prezydenckie to już inna historia, mówi się, że we wschodnich regionach dochodziło do fałszerstw. Yulia Marushevska, bohaterka słynnego filmu „I am a Ukrainian’, powiedziała mi, że my Ukraińcy przespaliśmy kilka ładnych lat, koncentrując się na własnych sprawach. Tak to wszystko tłumaczę. Jedno jest jasne, jeśli nie ukraińscy politycy, to na pewno ukraiński naród wychodzi z tego wszystkiego bardzo wzmocniony. Oni już tak łatwo nabrać się nie dadzą. Spójrz, majdan trwa i uważnie patrzy na ręce nowym przywódcom.

        • Nie, no oczywiście, to nie ma co porównywać. Byłem w posiadłości i domu Janukowycza. Posiadłość 137 ha, wielkość mniej więcej Monako. Dom… to się w głowie nie wieści. Wersal przy tym to jakiś domek dla lalek.

          • Ta, widziałem foty, rozwalił mnie kibel jak tron faraonów egipskich. Byłem w pałacu Hajle Selasje w Etiopii, też kibel jak tron, ale w Afryce to mogę zrozumieć i się pośmiać, w Europie jednak dominuje trochę inna estetyka.

            • …dajcie Janukowyczowi szanse:-) …chce podobno wrocic i nadal rzadzic! ..moze czegos zapomnial zabrac z tajnej skrytki?!

  4. Łukasz, ostatnie trzy miesiące spędziłem z przerwami na majdanie, tłumacząc, co tam się dzieje dla Onetu. Na majdan na Ukrainie nie wyszli politycy opozycji, ale zwykli ludzie. Trójka przywódców Jacyniuk, Tiahnybok, Kliczko dopiero potem zaczęła to politycznie ogarniać, bo ktoś musiał. Dlaczego wyszli? Powodów jest wiele, podam podstawowy: ceny na Ukrainie są identyczne jak w Polsce, zarobki trzykrotnie mniejsze i to przy dobrych wiatrach. Ja sam dostrzegam to, że polskim politykom bardzo fajnie grzać się przy rewolucyjnym ogniu, ale nie licząc Polski, Ukraina była mocno osamotniona w swojej walce, więc dla nich polska obecność naprawdę dużo znaczyła i obecność tych polityków miała bardzo dobry wpływ na obecne postrzeganie Polski przez Ukraińców. Inna sprawa, że ci politycy (i to tacy naprawdę z nie mojej ani twojej bajki) załatwili rannym ludziom leczenie w Polsce, to też bardzo ważne, bo trudno się żyje z przestrzeloną nerką. Tyle na temat jeżdżących tam polskich polityków. Nic nie jest takie proste, jak byśmy chcieli.

    • Na pewno masz rację, ja bardzo popieram pomoc humanitarną, czy ogólne braterstwo, ale takie wystąpienia jak Kaczyńskiego, że oczekuje ostrych sankcji wobec Rosji to jest nie tyle błazeństwo, co zwyczajnie awanturnictwo. Nie pomożemy teraz Ukrainie destabilizując sytuację i dając Putinowi dodatkowe argumenty do eskalacji konfliktu. Muszą się dogadać, a my musimy zdać sobie sprawę, że zrobią to bez nas.

      • Jeśli chodzi o Kaczyńskiego to absolutnie cię popieram. To jest kompletna padaka.
        Z drugiej strony z ciężkim sumieniem, bo z facetem mi nie po drodze, muszę powiedzieć, że np. Czarnecki robi tu nie najgorszą robotę. Ściągnął paru pomasakrowanych gości do Polski. Nawet jeśli robi to dla profitów politycznych, to ja już to odpuszczam, bo widzę, że konkretni ludzie dostają konkretną pomoc.

          • to jest właśnie skomplikowane, bo wiesz, oni pomagają dla konkretnych celów związanych z własną karierą, ale jednak cholera pomagają. coś ci jeszcze powiem, właśnie wróciłem z Krymu i tam miała przyjechać delegacja polskich polityków, ale jak dowiedzieli się, że może (tylko może, bo nic się jeszcze nie dzieje) być niebezpiecznie, to spierdolili. I tak to jest z politykami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

22 maja 2019 o godz. 23:44

THX 1138 – zakurzona utopia

Portada-1497642684-726x388

Próbowałem dzisiaj obejrzeć debiutancki film George’a Lucasa „THX 1138”, ale mnie zmęczył i wyłączyłem. Wizje dehumanizacji przyszłości, jakie snuli fantaści lat 50. i 60. dzisiaj są zwyczajnie nie do oglądania. Nic się z tego nie sprawdziło. Zamiast zmechanizowanego świata sterowanych debili, mamy świat wysoko wyspecjalizowanych ekspertów i ludzi, którzy po prostu żyją, ciesząc się pokojem, względnie zdrowiem, rodziną, jako takim dobrobytem. Pomijam biedne kraje świata, ale kraje bogate, które miały być awangardą dehumanizacji, są po prostu krajami jeszcze bogatszymi niż były te 60-70 lat temu i tyle. Nic się nie wydarzyło, końca świata nie było. A nas dzisiaj dużo bardziej martwią zmiany pogody i ekologia, niż widmo cyborgów, robotów i dyktatorów mechanicznego świata. Bo i nie ma świata mechanicznego. Jest świat cyfrowy. Nie masowy, a głęboko zindywidualizowany. Na statkach kosmicznych Lema astronauci mieli biblioteki pełne wydrukowanych książek. A w debiucie Lucasa są pompy, guziki, zegary, masa hydrauliki i mechaniki, natomiast nie ma elektroniki, lub jest analogowo archaiczna. Utopie i lęki z połowy XX wieku nie sprawdziły się i raczej nie sprawdzą. Nie będzie komunizmu, nie będzie rządzących masą maszyn, ani też żadnych dyktatorów maszyn. Prędzej wykończy nas komputerowy wirus niż cyborg-despota. Wydrukowanych książek na Marsa też nikt nie będzie zabierał. Zresztą i samego marsa coraz mniej jesteśmy ciekawi. Zamiast utonąć w masie współczesny człowiek podąża zupełnie przeciwną drogą – chowa się za awatarem indywidualizmu i egoizmu.

21 maja 2019 o godz. 22:24

Jak zostałem pisarzem?

Pisarzem zostaje się bardzo prosto. Wystarczy nic innego, prócz pisania, nie umieć. Jeżeli w młodym wieku odkryjemy smykałkę do innego zawodu, to trzymamy się tej drogi. Jeśli nie potrafimy nic, wówczas zawsze możemy spróbować szczęścia w pisaniu.

13 maja 2019 o godz. 14:32

Kartka z podróży (18) Braga i Bom Jesus

Braga-024

Braga to religijna stolica Portugalii. W czasie Wielkiego Tygodnia, Semana Santa, (od niedzieli Palmowej) centrum miasta zarezerwowane jest dla niezwykle zdobnych procesji. Jest to jedno z najstarszych miast Portugalii – ma ponad 2 tys. lat historii. Jej założycielem był cesarz August.

12 maja 2019 o godz. 14:13

Kartka z podróży (17) Guimarães

Guimares-021

W Guimarães zostałem złapany w pułapkę niekończących się procesji, od kapliczki do obrazu, od rzeźby do kościoła, falujący kolorowy tłum, młodzież z bębnami, strażacy z trąbami, górnicy z tamburynami, winogradnicy z dzwoneczkami, wielkie figury Chrystusa, Matki Bożej, trzech królów, baranki, wianki, obwarzanki, palemki i śliczne panienki. Książa każący i księża śpiewający. Zgiełk, hałas i wielka radość na ulicach. Przebić się przez te tłumy nie sposób, trzeba falować razem z nimi, tańczyć jak zagrają.

10 maja 2019 o godz. 20:04

Kartka z podróży (16) Mateus

Mateus-013

Jakie jest najbardziej znane portugalskie wino? Porto? Madera? Vinho Verde? Nic podobnego. Lekko musujące, różowe, półsłodkie… podobno ulubione wino Saddama Husajna, w piwnicach jego pałacu odnaleziono pokaźne zapasy. Wino Mateus powstało w latach 40. XX wieku w miasteczku Mateus niedaleko Vila Real. Właścicielem marki jest Sogrape, największy producent win w Portugalii. Kiedy się wjeżdża do miasteczka wina Mateus stają właściwie wszędzie, przy każdej budce z hot-dogami, przy każdym sklepiku z pamiątkami. Restauracje wystawiają butelki, wabiąc turystów, choć wino cieszy się raczej kiepską sławą. Gdzie jednak pić Mateusa jak nie w mieście Mateus?

9 maja 2019 o godz. 19:57

Kartka z podróży (15) Amarante

Amarante-004

Miasto nierozerwalnie związane z miłością. Nazwa pochodzi od słowa „amar”, czyli kochać. Każda pierwsza sobota i niedziela czerwca to czas Festa de São Gonçalo, podczas której panowie ofiarowują swoim wybrankom ciasteczka, ciasta czy torty w kształcie fallusa. Dostępne na wielu straganach, w różnych rozmiarach, choć nie wiem czy rozmiar ciastka robi na wybrankach wrażenie…

8 maja 2019 o godz. 19:55

Kartka z podróży (14) Peso da Regua, Pinhão, Sabrosa, Murça i Vila Real

SONY DSC

Dzisiaj nie o winach, lecz o kilku miastach i miasteczkach w regionie Douro, które miałem okazje odwiedzić. Region zawsze był ubogi i rolniczy, więc nie ma tu wielu spektakularnych średniowiecznych katedr czy zamków, a życie płynie wolno, zwłaszcza w miesiącach poprzedzających zbiory i winifikację.

7 maja 2019 o godz. 09:37

Kartka z podróży (13) Wizyta w Quinta da Roêda

Quinta da Roeda

Jedna z najstarszych winnic w Dolinie Douro, mieszcząca się w niewielkiej odległości od centrum miasta Pinhão. Często określana jako klejnot winnic w Dolinie Douro. Firma Croft nabyła posiadłość w 1889 roku i jest to ich flagowa winnica. To z jej winnic głównie tworzy się Vintage Port Croft.

6 maja 2019 o godz. 08:54

Kartka z podróży (12) Wizyta w Quinta das Carvalhas

SONY DSC

Flagowa winnica należąca do Real Companhia Velha. Położona na zboczach nad lewym brzegiem zakola rzeki Douro w Pinhão i na stokach prawego brzegu rzeki Torto. Powierzchnia wynosi aż 600 ha. To największa z winnic w regionie. Na samym szczycie znajduje się Casa Redonda (550 m n.p.m.), obecnie w remoncie, będzie tu hotel, restauracja i miejsce uroczystych degustacji.

5 maja 2019 o godz. 09:24

Kartka z podróży (11) Wizyta w Quinta do Bomfim

Quinta do Bomfim-017

Siedziba porto Dow’s. Nazwa winnicy pochodzi od vale do bomfim – „dobrze położonej doliny”. Parcela została kupiona przez George’a Warre’a dla firmy Dow w 1896 roku. W winnicach Dow pracowało wiele pokoleń rodziny Symington. W 1912 roku Andrew James Symington został partnerem w Dow. Od tego czasu Quinta do Bomfim stała się niemalże domem rodzinnym Symingtonów.