13 lipca 2008 o godz. 19:09

Jarocin 2008

W dniach 18-20 lipca odbędzie się tegoroczny festiwal w Jarocinie. Wystąpią m.in.: Kryzys, Koniec Świata, Nosowska, Peter Murphy (dawny lider Bauhausu), Strachy na Lachy, Cool Kids of Death, Lao Che, Kult, Paprika Korps. Więcej informacji na stronie festiwalu.

21 komentarzy dla “Jarocin 2008

  1. 2009

    Nie byłem i w tym roku, ale podobno było fajnie… w sumie trochę żałuję bo wybrałem się w tym czasie znów na Mighty Sounds do Czech i to była porażka.

    • Jarocin 2009

      W tym roku było całkiem w porządku. Kibli dla vipów nie widziałem, ochrona problemów nie robiła. Niby był zakaz wnoszenia alkoholu na pole namiotowe, ale kieszeni nie sprawdzali. Tradycyjnie już chyba Wielkie Gwiazdy (TINC? Co to w ogóle kurwa jest?) dały dupy, poziom trzymały o dziwo dinozaury polskiego (dawniej punk) rocka. Tilt grał przyzwoicie, bez gości byłoby raczej nieciekawie. KNŻ zagrał zajebisty gig, Armię pokonał niestety deszcz – pogo zajebiste, ale koncert jak na Budzego przeciętny.

        • Jarocin 2009

          Co do Tiltu to mam mieszane uczucia, bo nie można się było oprzeć wrażeniu, że Lipiński jest po prostu nieautentyczny. Konferansjer przed koncertem rzucił jakiś tekst o „artyście, co to nagrywa hiciory, ale i tak jest zajebiście niezależnym kolesiem” na kolana gnoje i czcić. Fragment o nagrywaniu hitów i pozostawaniu wiarygodnym jest dokładnym cytatem. Natomiast goście powalili mnie, jako urodzonego dawno po epoce w której Moskwa, TZN Xenna normalnie koncertowały gówniarza, na glebę. Guma stary i pierdolnięcie nie to, co na starych taśmach, ale i tak warto było posłuchać.

  2. Muzyka na festiwalu w Jarocinie?

    to co bylo zaprezentowane w 2008 roku to porazka poprostu jest!!! sp muzycy rockowi w grobach sie przewracaja i ja te ubolewam jarocin bez punk rocka to jest dyskoteka normalnie jakas zasrana… sz panie burmistrzu Adamie oddaj nam festiwal!!! PUNK REGGAE METAL a gwiazdy z angli czy bog wie skad jeszcze to niech poprostu spier…

    • Muzyka na festiwalu w Jarocinie?

      Co do Tiltu to mam mieszane uczucia, bo nie można się było oprzeć wrażeniu, że Lipiński jest po prostu nieautentyczny. Konferansjer przed koncertem rzucił jakiś tekst o „artyście, co to nagrywa hiciory, ale i tak jest zajebiście niezależnym kolesiem” na kolana gnoje i czcić. Fragment o nagrywaniu hitów i pozostawaniu wiarygodnym jest dokładnym cytatem. Natomiast goście powalili mnie, jako urodzonego dawno po epoce w której Moskwa, TZN Xenna normalnie koncertowały gówniarza, na glebę. Guma stary i pierdolnięcie nie to, co na starych taśmach, ale i tak warto było posłuchać.

  3. a ja nigdy nie byłam na festiwalu w jarocinie 😡 jakoś nie złożyło się, raz przez jarocin przejeżdzałam jak jechałam na woodstock 😛 ale w sumie jakoś chyba mnie tam nie ciągnie.. mimo wszystko. jeśli chodzi o opinie – ile ludzi tyle róznych zdań , zawsze tak było i jest i będzie. muszę się przyznać ze ja w tym roku nawet do kostrzyna nie jadę… :( nie mam urlopu, ale z tego co słyszę, wielu moich znajomych się nie wybiera (CO z tą polską!!?? 😮 ) w każdym razie jadę na inne ekscytujące wydarzenie muzyczne tego lata ale to już inna bajka… pozdrawiam wszystkich punkowców :D:D:

  4. cały ten bajzel

    czasem trzeba się przejechać gdzieś dalej, by zobaczyć jak jest gdzie indziej. Byłam zimą na punkowym feście w Berlinie. Poziom organizacji i podejście ochrony powaliły mnie na kolana. Widziałam sytuację, po której gościu w Polsce byłby prawdopodobnie zmasakrowany, a tam wszystko na spokojnie. Pewnie w myśl zasady, klient nasz pan. Płacisz za wjazd i możesz się spodziewać jakiegoś poziomu. Kiedy u nas tak będzie ?
    Jadę ale bardziej dla ludzi. Zebrała się fajna choć mała ekipa. Muzycznie to nie jest to. Chcialabym posłuchać Profanacji. Zamiast tego raczej ujrzę profanacje, tego co zrobili z Jarocina. Staram się o tym nie myśleć.
    a co do toy toy-ów dla vip-ów to zwykła ściema była. Wyjeżdżaliśmy rano, gdy się już zwijali i można było sobie obejrzeć różne magiczne miejsca. poszłam obejrzeć to cudo. nie odpuścilabym sobie takiej atrakcji. Różnił się tylko lusterkiem :-). Jednak sam fakt , by w takim miejscu coś takiego było, jest dla mnie znamienny….

    • cały ten bajzel

      Ja właśnie wróciłem z festiwalu w Czechach, dokąd pojechałem zamiast do Jarocina. Organizacyjnie rewelacja! Muzycznie zresztą też…

  5. komuno wróć

    Z roku na rok jest gorzej. Gorsza muzyka na scenie, większy syf na polu namiotowym, bardziej rozwydrzona ochrona… Niektórzy ludzie podobno uważają, że za komuny było lepiej… w Jarocinie na pewno.

  6. Ochrona

    Impreze ocharnia firma TIGER z Jarocina która na ten czas robi pospolite ruszenie i zatrudnia lokalnych penerów kiboli bramkarzy z dyskotek itp niejednokrotnie po wyrokach a w prasie i w tv organizatorzy chwalą się ze impreza bedzię ochraniana prze iluś tam licencjonowaych i wyszkolonych ochroniarzy co jest kompletną bzdurą, ale pewnie właściciele firmy maja jakiś układ z policja która przymyka oko na to kogo zatrudniają, a niejednokrotnie są to osoby które z policja mają na pinku. Część z nich bedzie pewnie tak jak roku temu zamfiona i gotowa do walki.
    A festiwal chyba najsłabszy skład z tych nowożytnych festiwali – jakies pseudo gwiazdy z zachodu i polskie męczybuły które lubi pan wiceburmistrz,ale co tam JAROCIN TU WSZYTKO GRA – w chuja raczej

  7. Idealista

    Jestem mocno związany emocjonalnie z tym miejscem, mam wiele wspomnień. Kiedyś nawet moja korespondencja przychodziła do JOK-u, bo prawie tam mieszkałem. Rozumiem, że jakieś dupki mogą zawłaszczyć sobie nazwę i robić imprezę tylko z tej nazwy podobną, ale nie rozumiem, dlaczego nie reagują miejscowi. Przecież użyczają terytorium i mają też sporo do powiedzenia. A są w samorządzie gminy porządni ludzie; znam ich. Nawet za komuny, milicja i zomowcy nie przesadzali z gorliwością. Tylko społeczni ochroniarze, takie alkolowe kreatury, czasem udowodniali, że powierzanie im jakiejś funkcji jest błędem. Ale kariery tych debili trwały krótko. Jeżeli teraz trwają długo, to już nie festiwal w Jarocinie tylko profanacja grobu.

  8. Jarocin upada

    Niestety zgadzam się z opiniami, które tu padły. Organizacyjnie zeszłoroczny Jarocin to było DNO. Kolejki na zbyt ciasne pole namiotowe. Po bilety i z biletami, by wejść na teren koncertów. To jak za czasów mrocznego, dawnego systemu. Buractwo bramkarzy niesłychane, nawet jak na nasze realia. Wszędzie komercha, drożyzna i tak moim zdaniem bez klimatu. (no poza filmami dokumentalnymi w miejscowym kinie ;-)). Muzycznie pierwszy dzień spoko, drugi byłby ok gdyby nie to, że regałowych koncertów ja już mam dość. Za dużo tego. Trzeci dzień to porażka…Zespoły konkursowe jakieś takie nijakie. Toy toy-e dla VIP-ów. wszystko jakieś pojebane. Tegoroczny zapowiada się muzycznie jeszcze gorzej…Jadą sobie na nazwie, która się zdewaluowała. Świadomie odcinają się od tradycji, jego korzeni. To jak policzek wymierzony w tych co nadal tego słuchają. Jest Jarocin. Nie ma Jarocina. Została nazwa. Skorupa bez zawartości. Jadę tylko ze względów towarzyskich. A może, by popatrzeć na upadek, powdychać zapach zgnilizny, porobić zdjęcia ? Myślę, że to będzie już ostatni mój Jarocin, chyba że organizatorzy zmienią formułę, a przede wszystkim skład kapel, na co się nie zanosi…Prawdę mówiąc, nie mam nawet zbytniej ochoty, tłoczyć się, by wejść na teren koncertów. Do pola namiotowego nawet się nie zbliżę. rok temu mało mnie tam nie trafił szlag, nim poszłam rozbić się pod czyjś płot…

    • Jarocin upada

      toi-toie dla vipów? tego nie wyczaiłem, a to dobre :) osobiście mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie lepiej, że jednak ktoś pójdzie po rozum do głowy, że nie tędy droga… no ale w sumie cholera wie jak będzie…

  9. Jakoś nijako

    Myślę sobie, że jak che się robić imprezę na fundamentach legendy i w cieniu mitów, to trzeba zrezygnować z szablonów; silić się na oryginalność. Czasy już nie te, a wszystko płynie; więc nikt nie stworzy tutaj nawet niczego podobnego; ale coś zdecydowanie odcinającego Jarocin od podobnych imprez, można by chyba wymyślić. Może więcej promocji i nieznanych kapel? Może dzień wspomnień? Odszukać ludzi i namówić ich do jednego koncertu? Czy ktoś pamięta takie nazwy jak: Apogeum, Enklawa Ełk, Korpus, Okres, Formacja Brudny Widelec, Rekrut, Sztywny Pal Azji, Prowokacja, Karcer, Paranoya i wiele, wiele innych? Kiedyś jeździłem tam, jak do sanktuarium. Dziś jest tak nijako, że nie umiem zwyciężyć lenistwa. Nie jadę. Nie chce mi się.

    • Jakoś nijako

      Masz rację, ale zobacz- Okres, Korpus X, Prowokacja itd, wszystkie te kapele, a przecież też Moskwa, też Siekiera, grały w Jarocinie nie jako gwiazdy czy odkurzone mastodonty, ale jako młode zespoły konkursowe. Podstawowy problem Jarocina to żenujący poziom koncertów konkursowych, które nikogo nie interesują, bo ludzie piją piwo czekając na „gwiazdy”. Moim zdaniem albo Jarocin, albo wieczór z Gwiazdami. Pomysł na Jarocin Peterem Murphym, którego swoją drogą bardzo lubię, to pomysł kompletnie z dupy. I to zabija Jarocin, który nie może konkurować pod względem galerii gwiazd z koncertami typu Heineken Open’er, gdzie się wydaje setki milionów złotych na organizację, a konkurować próbuje i przegrywa. No i jeszcze ogólny problem z młodymi kapelami, przynajmniej tymi grającymi punk – nawet jeśli ktoś gra zajebiście, to go do Jarocina nie zapraszają. Dlatego Jarocin schodzi na psy…. A jeszcze mógłbym napisać wiele wiele na temat fatalnej organizacji pola namiotowego i wyjątkowo mało sympatycznych ochroniarzy, nigdzie się nie spotkałem z takim buractwem. Choć w Polsce ochrona w ogóle zazwyczaj zachowuje się skandalicznie, nie rozumieją, że skoro ludzie płacą za bilet, to mogą oczekiwać, że wolno im będzie wyglądać jak chcą i robić co chcą, o ile nikomu to innemu nie przeszkadza i nie zagraża. Pod hasłem prewencji skrywa się nietolerancja.

      • To ciekawe

        Swoją drogą, to bardzo ciekawe, co w zachowaniu ochrony pola tak cię zbulwersowało. Ja pamiętam jeszcze to pole z lat osiemdziesiątych, gdy porządku pilnowało ZOMO. Muszę powiedzieć, że nie mam w tym konkretnym przypadku nic do zarzucenia tym bandytom z pałami. Byli uprzedzająco grzeczni. Nawet w roku 1982, gdy swój nowy dowód osobisty zastawiłem za pożyczkę u sióstr miłósierdzia w Augustowie i na pole notorycznie właziłem przez płot; to jak mnie wreszcie dorwali, to tylko pogadali i puścili. Czyżby współcześni stróze porządku byli gorsi od hord ZOMO?

        • To ciekawe

          ja roku 1982 nie pamiętam, ale pamiętam, że w latach 1984-1985 nie było problemów z wchodzeniem na teren festiwalu, nawet bez zdjęcia na identyfikatorze (niby było wymagane), a i przez płot. Mnie wkurwiają notoryczne rewizje, to że traktują człowieka jak bandytę, że wylewają ci zawartość puszki z piwem podczas gdy na polu namiotowym sprzedawane jest piwo!, że nawet pasek z płaskimi ćwiekami im przeszkadza, że się głośno zachowują od piątej nad ranem, mało?

          • To ciekawe

            No to rzeczywiście, ochroną zajmowali się jacyś psychopatyczni kretyni i zapewne organizatorzy (którym przecież zależy na liczbie widzów, bo to jest kasa) nie wiedzieli o ich wyczynach. A ja tak dla zaspokojenia ciekawości dowiem się, kto ochraniał imprezę w ubiegłym roku i w bieżącym. Tak się składa, że moich dwóch bliskich znajomych jest umoczonych w tej imprezie i chętnie im opowiem o sadystach pilnujących porządku. Właściwie to wystarczy nadać namiary tej strony. Więc ludzie, jak coś jeszcze macie – to napiszcie! Ci, którzy mają to przeczytać – przeczytają.

            • To ciekawe

              obawiam się, że jesteś idealistą, organizatorzy na pewno wiedzą, pisano o tym na forum strony Jarocina, wiedzą, ale nie obchodzi ich to. a o tym, że ochrona może być normalna nawet na wielkiej imprezie masowej przekonałem się na Heineken Open’er, gdzie musieli zapanować nad nieporównywalnie większą publiką, a nie było złośliwej dyskryminacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

23 września 2018 o godz. 08:57

Kartka ze Speyside – Heilan coo

SONY DSC

Szkoci mówią na nie Heilan coo, cudzoziemcy Hippie cow. Mają długą grzywkę i leniwe miny. Nie dają zbyt dobrego mleka. Hoduje się je na mięso. Szkoda, bo miło wyglądają jak są żywe. Potem już mniej miło. Przywędrowały z Hebrydów. Wzmianki o nich pochodzą już z VI wieku. W czarnej wersji nazywają się w Szkocji Kyloe i jedna taka czarna krowa z grzywką znajdzie się na okładce najbliższego numeru „Aqua Vitae”.

22 września 2018 o godz. 09:42

Kartka ze Speyside – Dunnottar Castle

Dunnottar Castle (37)

Kiedy spytać Szkota, dlaczego nie czuje pokrewieństwa z Irlandczykami, choć to podobna kultura, podobny język i podobne zamiłowanie do spokojnego wiejskiego życia ze szklaneczką whisky, odpowie, że z Irlandczykiem w ogóle nic go nie łączy, bo oni są celtami, a Szkoci to piktowie. Dla mnie tyle samo w tym sensu, co w stwierdzeniu, że nic mnie nie łączy z ludźmi z południa Polski, bo oni to Wiślanie, a my to Polanie. Ale tak całkiem serio, kulturowa tożsamość w Szkocji i Irlandii jest bardzo wysoka, a nawiązania do kultury piktów i celtów są jej częścią.

21 września 2018 o godz. 09:24

Kartka ze Speyside – Benromach

_DSC8756

Niewielka szkocka gorzelnia whisky, działająca w regionie Speyside, w miasteczku Forres od 1898 roku. Wielokrotnie zmieniała właścicieli, a w latach 1983-1998 stała zamknięta. Obecnie jest własnością Gordon & MacPhail. Używają głównie torfowanego jęczmienia, o poziomie natorfienia 12 ppm i 47 ppm, a także nietorfowanego jęczmienia organic. Kadź zacierna ma pojemność 1,5 tony. Mają 13 kadzi fermentacyjnych z sosny oregońskiej, stosują dwa rodzaje fermentacji – krótsza trwa 62-67 godzin, wydłużona – 110 godzin, stosują drożdże browarnicze. Alembik pierwszej destylacji ma pojemność 7500 l, drugiej destylacji – 4250 l. Alembiki Forsyths z zewnętrznym kondensatorem. Odbierają alkohol o mocy 70%, przed wlaniem do beczek obniżają moc do 63,5%. Cały proces produkcji jest sterowany ręcznie. Rocznie produkują ok. 700 tys. l alkoholu. Destylarnia ma w swoich magazynach ok. 18 tys. beczek. Używają tylko beczek first fill po bourbonie, poza tym beczek po sherry z bodegi Williams & Humbert, a do whisky z jęczmienia organic – dziewiczych beczek z białego dębu z Missouri. W 2018 roku uruchomili osobną mikro-destylarnię, w której produkują gin Red Door.

20 września 2018 o godz. 08:37

Kartka ze Speyside – Glen Moray

SONY DSC

Glen Moray to ogromna destylarnia whisky ze Speyside, powstała w 1897 nad brzegiem rzeki Lossie, na przedmieściach Elgin, w ostatnich latach całkowicie przebudowana do przemysłowych rozmiarów. Wcześniej, od 1828 roku, w tym samym miejscu działał browar West Brewery. Zaczynali z jedną parą alembików, które zrobiono z przebudowanych kadzi warzelniczych. Te stare alembiki przepadły w pożarze. Kilkakrotnie zamykana, kilkakrotnie też zmieniała właścicieli. W 1920 roku przejęta przez spółkę Macdonald & Muir (ówczesnego właściciela Glenmorangie). Przebudowana w 1958 roku, w 1979 roku wprowadzono dwa nowe alembiki. Pod koniec lat 70. zaprzestano własnego słodowania. W 2008 roku właścicielem Glen Moray został francuski potentat na rynku alkoholowym, grupa La Martiniquaise. Obecnie rocznie produkują 5 mln l alkoholu. Gigantyczne kadzie fermentacyjne, a jest ich 14, usytuowane są na zewnątrz. Z jednego zacieru robią ok. 52 tys. l przefermentowanego alkoholu, stalowa kadź zacierna ma pojemność 11 ton. Fermentacja jest dość krótka, trwa 60 godzin, alkohol ma 8,5%. Po przebudowie w 2016 roku alembiki pierwszej destylacji są w innym budynku niż drugiej, nie działają w parach. Te do pierwszej destylacji mają bardzo nietypowy kształt, szyja jest odwrócona do przodu, przed każdym alembikiem jest podwójny kondensator, który nie wpływa wprawdzie na czas destylacji czy moc alkoholu, ale daje oszczędność energii. Wszystko jest sterowane komputerowo, pierwsza destylacja trwa ok. 5 godzin i daje alkohol o mocy ok. 25%. Nowe alembiki powstały we Frili, sprowadzono je z Włoch. W drugim budynku jest dziewięć alembików. Sześć Forsyths, z czego trzy kiedyś działały jako wash stills w parach ze spirit stills. Przerobiono je na spirit stills, dodano jeszcze trzy włoskie, więc teraz serce destylarni wyposażone jest w aparaty o różnej pojemności, różnych kształtów. Moc alkoholu po drugiej destylacji to 72%. Firma dysponuje też starą kadzią zacierną i pięcioma starymi kadziami fermentacyjnymi. Być może będą w przyszłości wykorzystywane do eksperymentalnych edycji. Planowane jest dodanie jeszcze dwóch alembików i zwiększenie produkcji nawet do 9 mln l (przed inwestycją La Martiniquaise moce produkcyjne wynosiły 2,2 mln l rocznie). Glen Moray ma obecnie 12 magazynów, w których leżakuje whisky w ok. 140 tys. beczek. Visitors center rocznie odwiedza ok. 24 tys. osób. Na miejscu można spróbować kilku specjalnych edycji whisky, które pokazują potencjał destylarni (np.: Glen Moray 1998 PX Finish, Glen Moray 2010 Peated PX Finish czy Glen Moray 120th Aniversary Edition).

19 września 2018 o godz. 09:19

Kartka ze Speyside – Glenury Royal

_DSC8659

Już nieistniejąca destylarnia whisky z Highlands, pojedyncze butelki jeszcze można dostać, np. czterdziestoletnia Glenury Royal wydestylowana w 1970 roku. Powstała w 1825 roku i – jak piszą kronikarze – od początku była pechowa. Kilka tygodni po jej uruchomieniu wybuchł pożar, który zniszczył ja niemal doszczętnie. Zdarzył się też nieszczęśliwy wypadek, jeden z robotników zginął podczas pracy, wpadł do kadzi. Założył ją w Stoneheaven kapitan Robert Barclay Allardice, ciekawa postać – parlamentarzysta, biegacz i bokser. Była to jedna z trzech destylarni, którym król Wilhelm IV pozwolił posługiwać się w nazwie określeniem „królewska” (Royal). Kolejnymi właścicielami Glenury byli: William Richie (w latach 1857-1928), spółka Glenury Distillery Co. (1936-1938), Associated Scottish Distillers (1938-1940), American National Distillers (1940-1953) oraz Distillers Company Limited (od 1953 roku do końca). Miała okresy przestoju, np. w latach 1852-1858 czy 1940-1945. Destylarnię zamknięto w 1983 roku, częściowo wyburzono, częściowo przebudowano, dziś w jej miejscu stoi osiedle mieszkaniowe.

18 września 2018 o godz. 08:54

Kartka ze Speyside – Auchinblae

_DSC8646

Niewiele wiadomo o destylarni whisky Auchinblae, ulokowanej przy Burn Street w Auchenblae (Aberdeenshire). Powstała w 1895 roku w miejscu młyna Den Mill, starszego o sto lat. Zapewne już wcześniej pędzono tu alkohol, ale bez licencji. Przebudowę młyna i pagodę słodowni projektował słynny architekt tamtych czasów, Charles C. Doig. Należała do lokalnej spółki kapitałowej Auchinblae Distillery Company Ltd. Jak ustalił Brian Townsend, autor znakomitej książki „Scotch Missed”, była wyposażona w cztery kadzie fermentacyjne o pojemności 6000 galonów każda oraz jedna parę alembików (wash still miała 1500 galonów, spirit still wiadomo tylko, że była mniejsza. Pierwszy jej menadżer wcześniej pracował w Ord Distillery. W 1916 roku przejęta przez spółkę Macdonald Greenlees, która miała też pobliską destylarnię Stronachie.

17 września 2018 o godz. 08:14

Kartka ze Speyside – wizyta w Fettercairn

_DSC8621

Fettercairn to destylarnia z Higlands, powstała w 1824 roku, założona przez Sir Alexandra Ramsaya, który był jej właścicielem zaledwie przez sześć lat. Z powodu długów odsprzedał ją wraz z posiadłością ziemską Fasque Estate kupcowi Johnowi Gladstone. Przebudowana po pożarze w 1887 roku. W latach 1926-1939 zamknięta. Jej pracę wznowił nowy właściciel, kilkakrotnie zresztą się zmienił w następnych latach, aż w 1974 roku przejęła ją spółka Whyte & Mackay, która zarządza do dziś marką i zasobami whisky, wykorzystując znakomitą część produkcji Fettercairn do swoich blendów. W latach 60. XX wieku zaprzestano samodzielnego słodowania jęczmienia. W 1966 roku podwojono moce produkcyjne – z dwóch do czterech alembików. Aparaty do pierwszej destylacji wash stills mają pojemność po 17274 l, a spirit still jeden ma 13638 l, drugi – 11819 l. Spirytus odbierany jest z mocą 68%, do beczek trafia z mocą 63,5%, druga destylacja trwa sześć godzin. Kadź zacierna ma pojemność 5 ton, robią 24 zaciery tygodniowo. Jako jedni z nielicznych w Szkocji używają karmelizowanego słodu do niektórych edycji whisky. Jest tu jedenaście kadzi fermentacyjnych z sosny oregońskiej o pojemności po 25 tys. l każda. Fermentacja jest dość szybka, trwa 52-55 godzin. W 1989 roku otwarto centrum dla odwiedzających. Mają 13 magazynów, a w nich ok. 40 tys. beczek. Beczki po bourbonie wykorzystywane są tylko raz, potem są odsprzedawane, używają też m.in. beczek po sherry, porto czy po bordoskich winach.

16 września 2018 o godz. 20:33

Róbrege dla Brylewskiego

41556897_2151483198255546_9036314992659398656_o

29 września odbędzie się koncert pod hasłem Róbrege, dedykowany pamięci Roberta Brylewskiego. Wystąpią: Paweł Sky & nowy+eren 101% improwizacji, Ziggie Piggie & goście, Armia, Maleo Reggae Rockers & goście, Izrael & goście, Joint Venture Sound System gra Brylewskiego. Impreza odbędzie się w namiocie pod Pałacem Kultury i Nauki (od strony ul. Świętokrzyskiej).Wstęp – 30 zł, start – godz. 17.00.

16 września 2018 o godz. 09:00

Kartka ze Speyside – Royal Lochnagar

Royal Lochnagar11

Royal Lochnagar jest pięknie położona, w dolinie rzeki Dee, na tym samym jej brzegu, co królewska letnia rezydencja, zamek Balmoral. Bliskość zamku i królewskich ogrodów sprawia, że destylarnia jest chętnie odwiedzana przez turystów, pomimo tego, że sama whisky nie jest dobrze znana. Marka należy do Diageo. Jest to niewielka destylarnia, o iście królewskim charakterze, co jest podkreślane co chwila podczas wizyty. Niestety, jak we wszystkich destylarniach Diageo, nie wolno podczas zwiedzania robić zdjęć.

15 września 2018 o godz. 09:15

Kartka ze Speyside – Allt-á-Bhainne

_DSC8587

Zbudowana w 1975 roku w Glenrinnes (region Speyside) nowoczesna destylarnia whisky, powstała na potrzeby ówczesnego potentata na światowym rynku alkoholowym – Seagrams, podobnie jak zbudowana dwa lata wcześniej siostrzana gorzelnia Braeval. Koszt uruchomienia destylarni wyniósł 2,7 mln funtów, a w 1989 roku dokonano kolejnych inwestycji, podwajając liczbę alembików do czterech i moce produkcyjne do ok. 4 mln l whisky rocznie. Od 2001 roku jest własnością Pernod Ricard, bezpośrednio zarządza nią Chivas Brothers. W latach 2002-2005 stała zamknięta. Proces produkcji jest do tego stopnia zautomatyzowany, że destylacją może zajmować się tylko jedna osoba. Dziwna nazwa Allt-á-Bhainne to po gaelicku „Palone mleko”. Ta mało znana koneserom single malt whisky destylarnia od początku działa głównie na potrzeby zestawiania blendów Chivas Regal. Co ciekawe, dysponuje bardzo niewielkim magazynem do składowania whisky, dlatego część jej produkcji – głównie ta oferowana jako single malt – dojrzewa w magazynach na wyspie Islay, dzięki czemu uzyskują charakterystyczny słony smak. Połowa produkowanej w Allt-á-Bhainne whisky robiona jest z lekko torfowanego (10 ppm) słodu, reszta z nietorfowanego.