21 maja 2019 o godz. 22:24

Jak zostałem pisarzem?

Pisarzem zostaje się bardzo prosto. Wystarczy nic innego, prócz pisania, nie umieć. Jeżeli w młodym wieku odkryjemy smykałkę do innego zawodu, to trzymamy się tej drogi. Jeśli nie potrafimy nic, wówczas zawsze możemy spróbować szczęścia w pisaniu.


To jedna z definicji.
Inna, jaką przekazuję młodzieży podczas lekcji bibliotecznych brzmi tak: „Trzeba bardzo dużo czytać. Tylko czytając inne książki i poznając styl oraz sposób wyobrażania świata innych pisarzy, możemy sami zacząć dobrze pisać. Czytać, nie po to by naśladować, ale by wiedzieć, jakich błędów unikać, uczyć się, bo bez nauki i ciężkiej pracy nic w życiu nie przychodzi. Pisanie, to wieczna nauka i wieczne odkrywanie świata i siebie samego”.
Jedna na trzydzieści osób w klasie słucha mnie z rozdziawioną gębą, a potem podchodzi, i pyta, czy nie zechciałbym przeczytać, co tam już nagryzmoliła w kajecie. Nie zechciałbym, bo nie ma nic bardziej nudnego, niż czytanie wypocin licealistów. Gdybym chciał czytać szkolne wprawki, zostałbym belfrem, nie pisarzem.
Jako nastolatek istotnie nic ciekawego robić nie umiałem. Żadnych osiągnięć w sportach, brak dyplomów z konkursów plastycznych, recytatorskich, teatralnych, muzycznych, wokalnych… Brak umiejętności i zainteresowań technicznych. Żadnej wygranej olimpiady, liczba strzelonych w podwórkowych meczach goli na poziomie przeciętnym, stopnie na świadectwach przeciętne lub słabe. Za to już od podstawówki zdobywałem laury za pilność w szkolnej bibliotece. Miesiąc w miesiąc, na karcie bibliotecznej miałem najwięcej wypożyczonych i przeczytanych książek – nie w klasie, ale w całej szkole. Nie ma co ukrywać, żeby śrubować rekordy, wybierałem książki o małej objętości, ale kiedy już przestały mnie stachanowskie wyniki biblioteczne pasjonować, sięgnąłem też po zaniedbane tomy opasłe. Czytałem i wcześnie zacząłem pisać. Bo niczego innego nie potrafiłem.
Postanowiłem, że skoro do niczego innego się nie nadaję, to zostanę pisarzem.
Definicja pisarza nie jest jednak oczywista, podobnie jak jego status społeczny i środowiskowy. W świecie anglojęzycznym jest łatwiej – writer to ten, który żyje z pisania. Nie ważne czy pisze relacje sportowe, eseje ekonomiczne, czy poezje lub prozę. Ważne, że pisze i że może się z tego utrzymać. W Polsce słowo pisarz raczej jest stawiane na równi z prozaikiem, poeta to już nie pisarz, krytyk literacki tym bardziej nie pisarz.
Może zatem najpierw nie zostałem pisarzem, a dziennikarzem.
Zacząłem utrzymywać się z pisania już w wieku lat dziewiętnastu. Jak to możliwe? Trochę szczęścia, trochę tupetu, trochę samozaparcia. Zero znajomości. Ale przeczytane wcześniej książki na pewno się przydały. Poza tym to był 1989 rok. O ile w Polsce wiele się zmieniło z dnia na dzień, to w polskich mediach zmieniło się wszystko. Zniesiono cenzurę i przydziały na papier. Każdy mógł założyć gazetę i każdy, kto chciał zakładał gazetę. Każdy mógł zostać dziennikarzem i każdy, kto chciał zostawał dziennikarzem. Dosłownie, z ulicy. Tytuły gazet upadały równie szybko jak powstawały. Pierwszy artykuł za jaki dostałem pieniądze, ukazał się w dzienniku „Nowa Europa”, nie istnieje. Mój pierwszy etat to był dziennik „Życie Codzienne”, nie istnieje. Z gazety „Życie Codzienne” wypączkowała gazeta „Życie Nasze Codzienne”, która istniała jeszcze krócej niż ta pierwsza. Byłem jednak pracowity, miałem tupet i samozaparcie, a na dokładkę dużo czytałem. I tak trafiłem do „Rzeczpospolitej”, która istnieje do dziś, choć nie wiem czy ma się dobrze. Na pewno to inna gazeta niż w 1994 roku, kiedy podjąłem w niej pracę.
Ja jednak nie o tym.
Po drodze do „Rzeczpospolitej” były studia dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, kursy, nagrody, nauka angielskiego. Do „Rzeczpospolitej” już nie przyszedłem z ulicy. A i czasy przestały być już tak romantyczne, już nie każdy mógł założyć gazetę i nie każdy mógł zostać dziennikarzem. Już trzeba było mieć kapitał, wiedzę, doświadczenie i umiejętności. Skończyła się rewolucja, zaczął się kapitalizm.
Jestem beneficjentem rewolucji.
Na początkowym etapie pracy pisarskiej poznałem świętej pamięci Andrzeja „Ibisa” Wróblewskiego. Człowieka wielkiej dobroci. Ibis dał mi radę – „jeżeli chcesz się wybić, to musisz hołdować jednej zasadzie – musisz wiedzieć coś o wszystkim i wszystko o czymś”.
Hołduję tej zasadzie do dzisiaj i pozostanę jej wierny.
Lubiłem czytać książki, ale fascynował mnie też rodzący się wolny rynek. Zacząłem zatem pisać o wolnym rynku książki. Starsi koledzy pisali o historii, o cenzurze, o walce o wolność słowa’ „Solidarnosci” i tak dalej, bardzo ważne rzeczy, ale tak się złożyło, że bardzo dużo osób chciało pisać o tym samym, a o wolnym rynku książki chciałem pisać tylko ja.
Znów miałem łatwiej.
Fakt, nie maiłem poważnej konkurencji. Łamy „Rzeczpospolitej”, to był wtedy mocny fundament. Może dzisiaj trudno w to uwierzyć, ale ówczesne motto „Rzeczpospolitej” brzmiało: „My dostarczamy informacje, ty podejmujesz decyzje”. To kolejna zasada, której zawsze pozostanę wierny. Mentorstwo zawsze pachniało mi podejrzanie.
Przestałem być dziennikarzem, kiedy okazało się, że dziennikarz ma być śledczym. Nie ma dostarczać informacji, ma podejmować decyzje za czytelnika. Pouczać i kreować świat.
Od kreowania świata są pisarze.
I tak, w dużym skrócie, zostałem pisarzem. Choć nie usankcjonowanym, bo nie jestem członkiem żadnego ze stowarzyszeń pisarskich. Po prostu żyję z pisania. To zresztą kolejne z zestawu ulubionych pytań licealistów na spotkaniach bibliotecznych – czy da się w Polsce żyć z pisania? Da się, tylko najpierw trzeba czytać. Już widzę ziewającego wyrostka – co za nuda!
Zostałem pisarzem, bo nic lepszego robić nie umiałem. Utrzymuję się od tylu lat jako pisarz nie dlatego, że nic lepszego nie umiem, ale dlatego, że wciąż nie przestaję czytać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

20 czerwca 2019 o godz. 13:09

Straszna Euforia

euforia-nowy-kontrowersyjny-serial-hbo

Media trąbią o nowym serialu HBO, „Euforia”. Że bezecny, pornograficzny i szkodliwy dla równowagi psychicznej. To postanowiłem obejrzeć pierwszy odcinek. Nie takie rzeczy pokazywali i będą pokazywać. Popłuczyny po „Trainspotting”, które dla odmiany okrzyknięto arcydziełem. Jak pisał Ignacy Karpowicz, „Czy to ma znaczenie, co wzrusza? Arcydzieło czy szmira? Wzruszenie jest takie samo”.

18 czerwca 2019 o godz. 21:31

Pieśń ułańska 1914

Biez wina, cztoż żyzń ułana? / Jewo dusza na dnie stakana / A kto dwa raza w dień nie pjan / tot – izwienitie – nie ułan!

12 czerwca 2019 o godz. 22:06

US Soldiers

FightWarNotWarsCND-badge

Trump nam podarował tysiąc żołnierzyków do wykarmienia, na zasadzie wzajemności też tysiąc gąb powinniśmy wysłać, chętnych chyba nie brakuje…

11 czerwca 2019 o godz. 17:09

Czytający przybysze

Jestem pod wrażeniem tegorocznych Warszawskich Targów Książki. Impreza świetnie się rozwija, organizatorzy w ciekawy i niewymuszony sposób połączyli różne media, różne formy komunikacji i różne pokolenia. Od rozpadających się woluminów, które pamiętają jeszcze wiek XIX w części antykwarycznej, po turnieje wirtualne w części zabaw. Największe wrażenie robiły jednak same książki, ich ilość, ich jakość. Bogate stoiska, wielu nowych wydawców. I to wszystko w czasach, kiedy podobno ludzie nie czytają książek.

6 czerwca 2019 o godz. 23:28

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover 27

Ukazał się nowy numer (3/2019) magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

27 maja 2019 o godz. 17:27

Osipfest

60776470_1212906475534738_69816265354510336_n

10 sierpnia o godz. 15.00 rozpocznie się impreza Osipfest. Wystąpią: MassMilicja (anarcho punk, Warszawa), Gruz (hard core punk, Kraśnik), No Profits (ska punk, Zambrów-Białystok, CRAH (punk rock, Trójmiasto), Dyliżans (ska punk reggae, Zambrów), Rejza (punk rock, Trójmiasto), Łudcinger (hard rock, Wysokie Mazowieckie). Osipy-Kolonia, k. Wysokiego Mazowieckiego.

27 maja 2019 o godz. 13:42

Wśród przyjaciół

20190523 WTK_NagrodyXXX_fot_Marytka_Czarnocka_-183

Zostałem wybrany jedną z najbardziej wpływowych osób trzydziestolecia polskiego rynku książki 1989-2019. Plebiscyt został ogłoszony 16 kwietnia, w trakcie przygotowań do Święta Książki i Praw Autorskich. Przygotowano listę wstępną, na której znalazło się 400 osób. Listę tę skonsultowano następnie z organizacjami branżowymi, które objęły patronatem Plebiscyt 30-lecia – wszystkie organizacje branżowe poparły projekt i urządzono plebiscytowe głosowanie w środowisku ludzi książki, by ostatecznie wyłonić 30 osób. Partnerem przedsięwzięcia było Stowarzyszenie Autorów ZAiKS, a patronami: Polska Izba Książki, Polskie Towarzystwo Wydawców Książek, Stowarzyszenie Wydawców Szkół Wyższych, Stowarzyszenie Księgarzy Polskich, Stowarzyszenie Autorów i Wydawców Copyright Polska, Polskie Bractwo Kawalerów Gutenberga, Stowarzyszenie Wydawców Katolickich, Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, Polska Izba Druku, Ogólnopolskie Stowarzyszenie Księgarzy, Murator Expo, „Nowe Książki”, Lubimyczytać.pl, „Świat Druku”, „Wydawca”, Portal Księgarski, „Magazyn Literacki KSIĄŻKI”, Rynek-ksiazki.pl.

26 maja 2019 o godz. 23:11

Europa wybierała

flag-37926_1280

Niezależnie od tego, kto skąd do nowego Europarlamentu przyjdzie, jakie będzie miał poglądy, to wybory w Europie mówią nam jedną ważną rzecz – ludzie chcą mieć wpływ na instytucje europejskie. Najwyższa w historii frekwencja, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie, to bardzo dobry wynik dla Europy. Miejmy nadzieję, że politycy i urzędnicy unijni oddane na nich głosy potraktują poważnie i zajmą się sprawami ludzi, a nie ideologią. Tak liczna frekwencja oznacza, że Europejczycy chcą solidnej Europy. I że wciąż chcą być razem, jednością silni, nie podziałami.

22 maja 2019 o godz. 23:44

THX 1138 – zakurzona utopia

Portada-1497642684-726x388

Próbowałem dzisiaj obejrzeć debiutancki film George’a Lucasa „THX 1138”, ale mnie zmęczył i wyłączyłem. Wizje dehumanizacji przyszłości, jakie snuli fantaści lat 50. i 60. dzisiaj są zwyczajnie nie do oglądania. Nic się z tego nie sprawdziło. Zamiast zmechanizowanego świata sterowanych debili, mamy świat wysoko wyspecjalizowanych ekspertów i ludzi, którzy po prostu żyją, ciesząc się pokojem, względnie zdrowiem, rodziną, jako takim dobrobytem. Pomijam biedne kraje świata, ale kraje bogate, które miały być awangardą dehumanizacji, są po prostu krajami jeszcze bogatszymi niż były te 60-70 lat temu i tyle. Nic się nie wydarzyło, końca świata nie było. A nas dzisiaj dużo bardziej martwią zmiany pogody i ekologia, niż widmo cyborgów, robotów i dyktatorów mechanicznego świata. Bo i nie ma świata mechanicznego. Jest świat cyfrowy. Nie masowy, a głęboko zindywidualizowany. Na statkach kosmicznych Lema astronauci mieli biblioteki pełne wydrukowanych książek. A w debiucie Lucasa są pompy, guziki, zegary, masa hydrauliki i mechaniki, natomiast nie ma elektroniki, lub jest analogowo archaiczna. Utopie i lęki z połowy XX wieku nie sprawdziły się i raczej nie sprawdzą. Nie będzie komunizmu, nie będzie rządzących masą maszyn, ani też żadnych dyktatorów maszyn. Prędzej wykończy nas komputerowy wirus niż cyborg-despota. Wydrukowanych książek na Marsa też nikt nie będzie zabierał. Zresztą i samego marsa coraz mniej jesteśmy ciekawi. Zamiast utonąć w masie współczesny człowiek podąża zupełnie przeciwną drogą – chowa się za awatarem indywidualizmu i egoizmu.

21 maja 2019 o godz. 22:24

Jak zostałem pisarzem?

Pisarzem zostaje się bardzo prosto. Wystarczy nic innego, prócz pisania, nie umieć. Jeżeli w młodym wieku odkryjemy smykałkę do innego zawodu, to trzymamy się tej drogi. Jeśli nie potrafimy nic, wówczas zawsze możemy spróbować szczęścia w pisaniu.