4 sierpnia 2018 o godz. 22:50

Jabłkowa Warka

Szlak-jablkowy
Zrobiłem sobie wycieczkę rowerową do Warki. Przyjemna trasa wzdłuż sadów, jabłka i gruszki, pod którymi uginają się gałęzie drzew. Im bliżej Warki, tym liczniejsze po drodze zakłady przetwórstwa jabłek, tłocznie soków, fabryki cydrów…


20180803_183813

Miejsce do spania zarezerwowałem w zajeździe na Winiarach, kilkaset metrów od Warwinu. Stary i zasłużony producent win spod znaku SO2, ostatnio także cydrów. Zaszedłem na stróżówkę winiarni, okazało się, że zwiedzać nie można, nawet sklepiku firmowego nie ma. Zmęczony ponad siedemdziesięciokilometrową jazdą rowerem, w zajeździe proszę o zimny cydr – nie ma żadnego, ani zimnego, ani ciepłego, jest piwo. Jabłka gniją na ziemi albo na drzewach. Jabłkowa Warka, Warecki Szlak Jabłkowy i co? Zajazd jest na tym szlaku, z jabłek to jest tylko polędwiczka wieprzowa z musem jabłkowym w menu. I racuchy. Nawet nie ma soku tłoczonego z jabłek.
Poszedłem na rynek z nadzieją, że tu będzie jeden bar z cydrem obok drugiego. Nic takiego. Ładnie, ale cuchnących żuli więcej niż gdziekolwiek. I nie ma knajp. jakiś kebab, jakiś chińczyk… Jeden lepszy bar – Spotykalnia, trochę wódek, trochę whisky na półkach, nawet wino bułgarskie, ale cydru nie ma. Może być żubrówka z sokiem jabłkowym. Spotykalnia jest na Wareckim Szlaku Jabłkowym…
_DSC7887

Nad Wisłą bar Przystań, oczywiście na szlaku jabłkowym. Modne miejsce, sporo ludzi. Piwo jest, cydru jednak nie ma.
Zdegustowany poszedłem po cydr do sklepu. Jest! Nawet trzy do wyboru lokalne, z Warwinu. Tyle, że ciepłe, bo w lodówce miejsce tylko na piwa. Jabłkowa Warka!
Panów rajców z Warki należałoby wysłać na szkolenie do Normandii, żeby zobaczyli, jak wyglądają szlaki jabłkowe, nauczyli się i powtórzyli to samo nad Pilicą. Na razie szlak jabłkowy w mieście Warka to tylko ładne tablice informacyjne. Jabłka tymczasem gniją na drzewach lub pod drzewami, bo te nie mają już siły udźwignąć nadmiaru dorodnych owoców.

A mój pobyt w Warce zakończyła niespodziewana przygoda, już z jabłkami nie mająca nic wspólnego. Akurat planowałem iść spać, kiedy pod oknem usłyszałem hałasy. Myślałem, że może kot spadł z dachu. Wyglądam z mojego pierwszego piętra, a tam facet w samych gaciach. Pijany wypadł przez okno. Wstał z łóżka i – jak mówi – chciał odlać się pod tuję, jak to robi w domu. Wypadł w samych gaciach, bez klucza, a jego żona pijana w pokoju też śpi. Wpuściłem go. Próbował pukać do drzwi, ale żona śpi. Zadzwoniliśmy na jej komórkę, śpi. W końcu po długim dobijaniu się, otworzyła. Bynajmniej nie zdziwiona, bo pijana. Poszła dalej spać. Od sąsiada w podzięce dostałem czteropak taniego piwa z Biedronki. Nie znam się na piwie, ale to chyba nie był produkt z Warki.

20180803_181934

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

9 sierpnia 2018 o godz. 21:36

Leopold Tyrmand: Filip

filip-b-iext50293206

Ostatnia powieść jaką Tyrmand opublikował przed opuszczeniem Polski. Wyszła w 1961 roku, autor „Złego” opuścił na stałe kraj w 1965. Wojna widziana zza kulis, daleko od frontu, daleko od biedy, a przecież strach i niepewność to stałe elementy życia bohaterów, w tym tytułowego Filipa. Akcja rozgrywa się głównie we Frankfurcie, mieście, w którym jest zbyt wiele majątku Rothschildów by Alianci mieli je bombardować. Przynajmniej tak sobie mówią mieszkańcy, także cyniczni Niemcy, którym nie spieszno walczyć w imię ej mrzonki o Tysiącletniej Rzeszy. Filip jest Polakiem, byłym studentem archeologii, przedostał się do Niemiec z fałszywymi dokumentami z terenów Litwy i podjął pracę jako kelner w dość dobrze prosperującym Park Hotelu. Udaje urodzonego w Warszawie Francuza. Pracuje w międzynarodowym towarzystwie kelnerów, których walka z faszyzmem sprowadza się do tego, że plują kierownikowi hotelu do kawy. Wojnę oglądamy z boku, z przymrużeniem oka, bo łatwiej obracać lęki w żart niż stawiać im czoło. „Człowiek sam już nie wie, po której stronie jest i czego chce”, mówi bohater tej książki i tak jest istotnie. Niby każdy Niemiec to wróg, ale los zrządza, że Filip zakochuje się w młodziutkiej i pięknej Niemce. Nie waha się też korzystać z pomocy Niemców, kiedy tylko nadarza się okazja.

5 sierpnia 2018 o godz. 17:44

Miasto dla mieszkańców!

CCI20160104_0003

Dlaczego cykliści ścigają się po ulicach Warszawy a nie na torach wyścigowych? Jeszcze trochę a wypuszczą na ulice konie ze Służewca. Dużo jest w mieście bezsensownych zakazów, czy nie można by jeszcze dołożyć zakazu maratonów, wyścigów, rajdów oraz demonstracji? Biegacze do lasu, cykliści na tory, rolnicy do brony, a politycy na ring! Ulice miasta dla mieszkańców, nie dla sportowców i frustratów!

4 sierpnia 2018 o godz. 22:50

Jabłkowa Warka

Szlak-jablkowy

Zrobiłem sobie wycieczkę rowerową do Warki. Przyjemna trasa wzdłuż sadów, jabłka i gruszki, pod którymi uginają się gałęzie drzew. Im bliżej Warki, tym liczniejsze po drodze zakłady przetwórstwa jabłek, tłocznie soków, fabryki cydrów…

2 sierpnia 2018 o godz. 09:21

Kartka z podróży – w Brześciu

20180719_204822

Nocleg załatwiany przez białoruskie biuro podróży. Hotel Vesta ma trzy gwiazdki, drogie pokoje, ale wewnątrz wygląda jak skansen ZSRR. Stare, śmierdzące dywany, najbrzydsze meble z Emilki… Rozpacz.

1 sierpnia 2018 o godz. 08:42

Kartka z podróży – Białoruś

20180721_141546

Żeby pojechać do Brześcia czy Grodna nie potrzebujesz wizy czy przepustki. Na granicy w Połowcach nie ma kolejek. Jest trochę formalności. Dostaje się deklarację celną, 50 pozycji drobnym druczkiem, bukvami, po kwadransie dałem za wygraną. okazało się, że wystarczy pójść do odpowiedniego okienka, zapłacić równowartość ok. 30 zł, podać swój pesel i powiedzieć, ze nic się nie przewozi. Pani daje wydruk z komputera i gotowe. A zatem niby nie ma żadnych opłat na granicy, a jednak…

31 lipca 2018 o godz. 19:02

Akademia Brandy – odcinek 5

Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny magazynu „Aqua Vitae” opowiada jak zaczęła się historia Metaxy i dlaczego Metaxa nie jest brandy. Zapraszamy do kolejnego odcinka Akedemii Brandy z Pliską.

31 lipca 2018 o godz. 09:49

Kartka z podróży – Stara gorzelnia w Wierzchowicach

20180719_170945

Obecnie po Białoruskiej stronie granicy znajduje się wieś Wierzchowice (Вярховічы), gdzie zachowały się pozostałości dawnych dóbr magnackich Sapiehów, m.in. stary spichlerz, a także przy wyjeździe z wioski w kierunku Brześcia – okazała gorzelnia, będąca częścią późniejszego folwarku rodziny Rothów. Stanęła w miejscu wcześniejszego browaru, w 1908 roku. Długi budynek, otynkowany obecnie od frontu na błękit, zieleń, róż, wyblakłą czerwień. Spirytus produkowano tu aż do 1985 roku, kiedy to Michaił Gorbaczow, w ramach swojej kampanii abstynenckiej nie zamienił gorzelni na krochmalnię. Do dziś przerabia się tu ziemniaki zamiast na alkohol, to na mączkę skrobiową.

30 lipca 2018 o godz. 21:07

Alkoholowe dzieje Polski – czasy rozbiorów i powstań

Besala

„Alkoholowe dzieje Polski” Jerzego Besali, to książka bardziej o obyczajach Polaków, niż o alkoholu. Pełna relacji pamiętnikarskich i kronikarskich, ale też anegdot. Drugi tom, przedstawiający Polskę pod zaborami, w znacznie większym stopniu niż pierwszy opiera się na materiale źródłowym, niż na spekulacjach autora. podobnie jednak jak pierwszy, tak i ten, pisany jest w luźnym stylu publicystycznym, w myśl zasady – najważniejsze, żeby nie zanudzić czytelnika.

30 lipca 2018 o godz. 17:10

Z Prusa

„Cywilizacja ma dwa przeciwległe bieguny. Jednym jest szynk, drugim księgarnia”. ~ Bolesław Prus (1882)

28 lipca 2018 o godz. 11:14

Dzisiaj Nancy Regan

20180601_201555

Dzisiaj o godz. 18.00 koncert zespołu Nancy Regan pt. „Początki Polskiej Sceny Alternatywnej”. Martyna Załoga wykona utwory zespołów, które dały początek polskiej scenie alternatywnej. Po koncercie muzyka live przy ognisku. Wstęp wolny.