9 grudnia 2014 o godz. 10:14

Ilustrowana historia wódki J.A. Baczewski

jab_logotype
To zdumiewające, jak niewiele informacji o jednym z największych fabrykanckich rodów przetrwało burzliwą historię Polski. Niewiele wiadomo o kolejnych pokoleniach twórców Wódki Monopolowej Baczewski, o ich inwestycjach, często nie są nawet znane dokładne adresy zakładów produkcyjnych, zaginęły dokumenty dotyczące zmian kapitałowych czy sukcesji. Pozostała marka, jej renoma, legenda, i bardzo dużo informacji na temat produktów. Przetrwały też całkiem okazałe kolekcje butelek (w tym pełnych) i etykiet od trunków Baczewskiego, co pozwoliło pięknie zilustrować książkę poświęconą historii rodziny i jej wyrobów.


Na etykietach wyrobów Baczewskiego widnieje data 1782. Wówczas to we wsi Wybranówka koło Bóbrki, 44 km od Lwowa, Layb Baczeles założył swoją fabrykę wódek. Bardzo niewiele wiadomo o tamtym okresie, ani o wyrobach Baczelesa, a nawet o tym, kiedy dokładnie i w jakich okolicznościach potomek (być może wnuk) Layba Baczelesa zmienił nazwisko na Baczewski. Zachowany dokument pozwala jedynie określić, że w 1854 roku posługiwano się już marką L.M. Baczewski (Leopold Maksymilian). Wówczas też firma miała już swój oddział w Wiedniu, trzeba bowiem pamiętać, że działała na terenie cesarstwa Austro-Węgierskiego. Firmę rozwinął Józef Adam Baczewski (1829-1911) i to za jego czasów marka stała się sławna także poza C.K. Monarchią. Co ciekawe, mimo udziału w Powstaniu Styczniowym, Baczewski był szanowaną personą na carskim dworze. Wyroby Baczewskich opatrzone były godłem Carsko-Królewski Dostawca Dworu (K.u.K. Hoflieferant). Firma zbierała liczne nagrody, a zakład był jednym z najnowocześniejszych w Europie. Kolejny z rodu, Leopold Baczewski, otrzymał od cesarza Franciszka Józefa tytuł szlachecki Edler von Chomczyc.
Zakład przetrwał I wojnę światową. Lata II RP to Państwowy Monopol Spirytusowy, który niekorzystnie odbił się na kondycji branży wódczanej, ale marka Baczewski w tych czasach radziła sobie więcej niż dobrze. Przede wszystkim była ceniona w wyższych sferach, poza tym była najważniejszą marką eksportową wśród polskich wódek gatunkowych. Szczególnie lubiane były: pomarańczówka, wiśniowa czy likier Sauverain, ale produkowano tu też m.in.: starki, żytniówki, araki, winiaki i wiele innych trunków. Firma zbierała główne nagrody na festiwalach na całym świecie, produkty Baczewskiego podawano nawet na brytyjskim królewskim dworze.
Wojna pogrzebała wszystko. 14 września bomby Luftwaffe doszczętnie zniszczyły zakład na Zamarstynowie, spłonęły zapasy spirytusu. 22 września do Lwowa wkroczyli Rosjanie, 25 września aresztowani zostali Adam i Stefan Baczewscy. Stefan zginął w Katyniu, Adam nawet nie wiadomo gdzie został zamordowany.
Po II wojnie światowej udało się odtworzyć część rodzinnej tradycji dzięki ocalałemu oddziałowi w Wiedniu. Ciekawe, że nawet ten etap historii nie jest dobrze znany, nie do końca wiadomo jak doszło do połączenia rodzinnych interesów Baczewskich i Gesslerów (oni również stracili swoje zakłady w Polsce i Czechosłowacji). Powstała spółka Altvasser Gessler – J.A. Baczewski, która do dziś pozostaje firmą rodzinną, zarządzaną przez Toma i Rasiela Gesslerów. Na polskim rynku dostępne są takie wyroby jak: Monopolowa Baczewski, Dry Gin, Ovovit, Pomarańczówka, Jeżynówka czy Orzech Laskowy.
Szkoda, że książka jest niedostępna w księgarniach, wydana bez numeru ISBN, stanowi rodzaj gadżetu dodawanego do zakupu wódek Baczewski w sklepach Centrum Wina. Ta ciekawa publikacja, dokumentująca ważny wycinek polskiej historii, powinna trafić do bibliotek i cieszyć szersze grono czytelników.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

22 grudnia 2018 o godz. 14:55

Wódka z eliksirem

„Bez potrzeby, a co dzień, kto gorzałkę pije, / Błaźnieje i sam nie wie, co się w głowie wije, / Próżniak z niego ospały, jak wilk do roboty, / Mało co lub nic dobry, zapada w suchoty”. ~Serafin Gamalski „Wódka z eliksirem” (1729)

20 grudnia 2018 o godz. 13:52

Bądźcie szczęśliwi!

Man_dressed_as_Santa_Claus_smoking_a_cigarette

Dostojnego Mikołaja i lekkiego kaca życzę wszystkim moim drogim czytelnikom. Bądźcie szczęśliwi, jeśli potraficie. Jak nie potraficie, to nie bądźcie. Szczęście to towar deficytowy. Być umiarkowanie zadowolonym też można Mery, mery i koci, koci.

19 grudnia 2018 o godz. 20:52

Królestwo

692496-352x500

Czytelnicy „Króla” raczej nie oczekiwali kontynuacji i nowa powieść Szczepana Twardocha jest pewnym zaskoczeniem, choć jednocześnie trzeba autorowi przyznać, że uniknął wtórności, przynajmniej w wymiarze literackim, bo kwestia światopoglądowa czy polityczna, to osobny temat. W nowej powieści czytelnik poznaje wojenne losy Jakuba Szapiro i bliskich mu osób – żony, dwóch kochanek i dwóch synów. „Król” był książką łobuzerską o silnie socjalistycznym zabarwieniu, tu mamy natomiast wstrząsającą relację Żydów, którzy próbują przeżyć najgorszy koszmar – wywłaszczenie, getto, likwidację getta, powstanie Warszawskie. To wstrząsająca książka o zagładzie, w której Jakub Szapiro z charyzmatycznego herszta bandy przeistacza się w zaszczutą, bezwolną ofiarę. Jakże inna jest atmosfera obydwu powieści, jakże inna kondycja psychiczna tych samych przecież ludzi. Przed wojną i w czasie wojny, dwa całkowicie oddzielone od siebie światy, choć na scenie zdarzeń ci sami aktorzy. Niesamowicie Twardoch potrafi opowiadać o ludzkich losach, o przeznaczeniu, o winie i karze. Mamy tu plejadę postaci drugoplanowych, których dzieje nie są tylko uzupełnieniem głównego toku narracji, one tworzą historię.

19 grudnia 2018 o godz. 00:23

Belferska grypa

Nauczyciele na chorobowym. Świetny przykład dziatwie dają. Nie chcesz iść do roboty, to symuluj, że chorujesz. I skombinuj zwolnienie. Pięknie.

15 grudnia 2018 o godz. 22:38

Miasto, mafia & miłość

okladka_3m

Cztery lata pisałem, trzy razy zmieniałem tytuł, dwa razy koncepcję fabuły. Jest. Moja nowa powieść ma tytuł „3M” i ukaże się w pierwszym kwartale 2019 roku. Jest miasto, jest mafia, jest miłość, ale są tez trzy koty. Miasto Warszawa, mafia bułgarska, a miłość nieudana. Dużo trupów i optymistyczne zakończenie, żeby nie zostawiać czytelnika w złym humorze.

15 grudnia 2018 o godz. 22:35

3M: Miasto, mafia & miłość

Fragment nowej powieści.

10 grudnia 2018 o godz. 08:44

Wizyta w Palírna Samotišky

Samotisky (6)

Na obrzeżach Ołomuńca w 1996 roku została otwarta nowoczesna destylarnia przetwarzająca owoce – Palírna Samotišky. Lokalni sadownicy mogą tu przedestylować własne owoce, ale firma ma w ofercie także pięć własnych destylatów oraz prowadzi skład podatkowy.

9 grudnia 2018 o godz. 18:38

Wizyta w destylarni Palírna U Zeleného Stromu

U Zeleneho Stromu 2018-11-28 10-47-59

Uwieczniona na etykietach data założenia firmy, to 1518 rok. To by znaczyło, że Palírna U Zeleného Stromu (Gorzelnia Pod Zielonym Drzewem) jest najstarszą destylarnią nie tylko w Czechach, ale w ogóle na świecie. Na pewno są drugim pod względem wielkości producentem mocnych alkoholi w Czechach, po Stocku. Co do historii, to jak zwykle sporo tu marketingu, ale oficjalnie w 2018 roku świętowali pięćsetlecie, wypuszczając m.in. bardzo limitowaną edycję wódki Stará Myslivecká, która leżakowała przez osiem lat w beczkach z amerykańskiego dębu. Na rynek trafiło 299 numerowanych karafek.

9 grudnia 2018 o godz. 15:49

Porady markiza z Griñón

„Dobre wino jest sztuką, która rozkwita wraz z wolnością; dobre wino jest zatem radosną esencją wolności” (Carlos Falcó „Wino. Porady markiza z Griñón)

7 grudnia 2018 o godz. 16:38

Znów u Jana Kleinera

Jan Kleiner 2018-11-28 21-27-19

Wizyty u Jana Kleinera zawsze są dużym wydarzeniem. Jest to arcymistrz destylacji, z owocowej pulpy potrafi wyczarować cuda. Od mojej poprzedniej wizyty bardzo dużo się tutaj zmieniło. Przede wszystkim Jan nie jest już właścicielem destylarni, sprzedał ją w 2017 roku grupie Palírna U Zeleného Stromu. – Tak jest łatwiej, nie muszę martwić się o podatki, urzędników celnych, sprawy papierkowe. Skupiam się na tym, co lubię najbardziej, czyli na produkcji alkoholu – mówi Jan Kleiner. W destylarni w Žešov urządził elegancką przestrzeń degustacyjną w leżakowni. Sprzedał dwa aparaty destylacyjne i teraz ma jeden, ale nowe wkrótce zostaną uruchomione w pobliskim Prostějov, gdzie swój zakład produkcyjny ma Palírna U Zeleného Stromu. Tam też napełniane będą nowe beczki. W starej destylarni pozostaną beczki do eksperymentów, dodatkowego finiszowania – np. beczki po koniaku, porto czy sherry.