11 października 2016 o godz. 23:33

Horror do ostatniej minuty

generic
Nie tak miał przebiegać mecz Polska-Armenia. Wydawało się, że to będzie festiwal bramek, że rzucimy przeciwnika na kolana, nic podobnego. Armenia nie tylko dzielnie się broniła, ale też potrafiła oddawać ciosy i możemy mówić o wielkim szczęściu, że ten mecz wygraliśmy.


Z powodu kontuzji zaczęliśmy w ustawieniu: Fabiański – Błaszczykowski, Glik, Cionek, Jędrzejczyk – Krychowiak – Grosicki, Zieliński, Rybus – Teodorczyk, Lewandowski. Teodorczyk za kontuzjowanego Milika, Błaszczykowski cofnięty do obrony za kontuzjowanego Piszczka, Rybus na normalnej pozycji Błaszczykowskiego. Polska atakowała – zgodnie z planem – od pierwszych minut. W 12. minucie sędzia nie zauważył zagrania Ormianina ręką w polu karnym i nie odgwizdał jedenastki. W 25. minucie była taka sama sytuacja w polu karnym Armenii, a sędzia nic. Chwilę potem świetnie strzelał w światło bramki Lewandowski, ale obrońca wybił piłkę. W 31. minucie Andonian zobaczył czerwoną kartkę, zaraz potem za kontuzjowanego Jędrzejczyka wszedł Wszołek. Mimo ogromnej przewagi do przerwy nie udało się przebić przez mur ormiańskich obrońców.
Druga połowa zaczęła się fantastycznie, w 48. minucie po wrzutce z autu wpadła głupia bramka, w zamieszaniu nawet nie było widać, czy to Lewandowski strzelił, czy Mkoyan wbił samobója, objęliśmy prowadzenie 1:0. Szczęście trwało jednak krótko, dwie minuty później, również po stałym fragmencie gry, Armenia wyrównała. Też nie bardzo było widać, kto strzelił, chyba bezpośrednio z rzutu wolnego Pizzelli, albo dotknął jej Haroyan. Potem jeszcze dwa razy Armenia miała stuprocentowe sytuacje, których nie wykorzystała, choć to Polska bez przerwy atakowała. Gdyby nie brak doświadczenia, to na pewno by wygrali. W 95. minucie jednak wreszcie udało się, ostatnia akcja meczu – rzut wolny, genialne wrzucenie w pole bramkowe przez Błaszczykowskiego i strzał głową Lewandowskiego. Wygraliśmy 2:1 bardzo ciężki mecz. Trudno powiedzieć, zasłużenie czy nie, sędzia mógł odgwizdać dla nas dwa razy rzut karny, z drugiej strony, Armenia nie wykorzystała dwóch sytuacji sam na sam z Fabiańskim. Przez godzinę Ormianie bronili się w dziesiątkę, na pewno zagrali ambitnie, z poświęceniem i sercem. Trochę żal ich. Dobrze, że w ostatniej minucie uśmiechnęło się do nas szczęście, wreszcie nie przegraliśmy też drugiej połowy, choć było blisko nieszczęścia. Rutyna Błaszczykowskiego, geniusz Lewandowskiego, ale też dobre zgranie obydwu byłych piłkarzy Borussi zadecydowały o wyniku.
Patrząc na grę polskiej drużyny, to poza Cionkiem i Błaszczykowskim obrona bardzo rozczarowała. W drugiej linii na pochwałę zasługuje tylko Zieliński, Krychowiak znów rozczarował, Grosicki był cieniem gracza z meczu z Danią, a Rybus więcej psuł niż konstruował. Kapustka, który wszedł za Grosickiego, był kompletnie nie ograny, gubił piłkę, potykał się o własne nogi. Znów na pochwałę zasługiwała linia ofensywna, nie tylko Lewandowski, dobry mecz zagrał Teodorczyk, ale też nieźle pokazał się Wilczek, choć tylko przez dziesięć minut był na boisku.
Rumunia zremisowała z Kazachstanem, Czarnogóra wygrała ze słabiutką Danią i prowadzi w grupie, jest też faworytem do pierwszego miejsca. My przesunęliśmy się na drugie miejsce, mamy tyle samo punktów, co Czarnogóra, strzeliliśmy tyle samo bramek, tylko że oni wpuścili jedną, my pięć. Polska drużyna, która miała tak świetną defensywę na Euro teraz w trzech meczach ze słabiakami wpuszcza pięć goli. Coś jest nie tak i trener Nawałka ma czas do 11 listopada, kiedy gramy w Bukareszcie z Rumunią, żeby to naprawić. Wciąż mamy wielkie szanse na awans, ale trzeba wygrać dwumecz z Rumunami i pokonać Danię w Kopenhadze. O pierwszym miejscu niech rozstrzygają spotkania z Czarnogórą, a nie z Kazachstanem czy Armenią.

5 komentarzy dla “Horror do ostatniej minuty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

12 lutego 2018 o godz. 22:44

Z Arystofanesa

Aristophanes_-_Project_Gutenberg_eText_12788

„Jak się nałykał wszelkich dobrych rzeczy, wnet jął skakać i tańczyć, rechotać, grzmieć zadem niczym oślina, co się nażarła jęczmienia, i nuż walić mnie krzycząc: „Kto pije, ten bije!”. ~Artystofanes „Osy”

11 lutego 2018 o godz. 22:41

O winie

„Picie wina – to jest życie, degustacja wina – to nauka, rozmowa o winie – to sztuka”. ~Henri Beraud

8 lutego 2018 o godz. 17:42

„Aqua Vitae” pierwszy numer w nowym roku

AV_cover 19

Ukazał się dziewiętnasty numer magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

27 stycznia 2018 o godz. 15:51

Dzika biblioteka

dzika-biblioteka

Paweł Dunin Wąsowicz musiał napisać biografię, bo trudno mówić o autobiografii. Na to drugie jest zbyt nieśmiały, na to pierwsze, jak najbardziej, jest dość ciekawy. Ciekawy siebie, swoich korzeni, swojego miasta i miejsca. Jest też zbyt uważnym, nałogowym, czytelnikiem, by wypuścić o sobie rzecz interesującą wyłącznie dla samego autora. „Dzika biblioteka” Pawła to pozornie autobiografia. Raczej podążałbym śladem tytułu tej książki – to chaotyczna opowieść o lekturach, o dorastaniu do dużej powagi literackiej. Bo jak inaczej to nazwać? Frontman Dunio jest poważnym czytelnikiem. W dawnych czasach miałby szanowaną posadę lektora. W czasach współczesnych, kiedy lektor nie jest już w cenie, jest outsiderem. Dystans Dunia jest bezcenny. Ale jego osobisty stosunek do literatury w tej książce przysłonił nieśmiały dystans. Jest w tej autobiografii coś z piosenek, które pisze Paweł – delikatny ekshibicjonizm, dżentelmeński takt, szacunek do ludzi, ale przede wszystkim – szacunek do samego siebie. Jeżeli ktoś, kto odwiedzi księgarnię, pomyśli, a co mnie ten facet obchodzi, będzie tylko częściowo wiedział, co odrzuca. To książka o świetnym redaktorze, ale przede wszystkim książka o umiejętności czytania ze zrozumieniem. Wiem, słaba rekomendacja, kogo to obchodzi? Mogę jedynie poradzić – uczcie się od Dunia, on się na pewno skrzywi z niesmakiem, ale warto go potraktować jako przewodnika po dzikiej bibliotece. A dzika biblioteka, to nasza współczesna Aleksandria, nie ulegajmy złudzeniom uporządkowaniu Google. Czy można gustom autora zaufać bardziej niż Google? Nie. Ale nie jest to ranking rekomendacji, a uczciwa opowieść o własnych wyborach, doświadczeniach i gustach. Opowieść faceta, który zęby zjadł na czytaniu rękopisów i książek w okładkach. Wielki szacunek dla Wiesława Uchańskiego, prezesa wydawnictwa Iskry, że taka książka wyszła.

25 stycznia 2018 o godz. 15:54

W PR2

Łukasz Gołębiewski będzie dziś gościem audycji Krzysztofa Jakubowskiego „O wszystkim z kulturą”. Polskie Radio PR2, godz. 18.00. Zapraszamy do słuchania.

15 stycznia 2018 o godz. 18:45

Włochaty z Dezerterem

wlochaty dezerter

Włochaty, Dezerter i Aporia wystąpią razem na trzech koncertach: 23.02 Olsztyn, 24.02 Lubawa i 24.03 Głogów. Do zobaczenia na koncertach.

27 grudnia 2017 o godz. 15:45

U.K. Subs w Pogłosie

SONY DSC

28 stycznia w klubie Pogłos (Warszawa, ul. Burakowska 12) wystąpi legenda punk rocka, U.K. Subs. Przed nimi zagra Antidotum. Start – godz. 19.30. Bilety już w sprzedaży – jedynie 320 sztuk. Przedsprzedaż – 70 zł, na bramce w dniu koncertu – 80 zł.

24 grudnia 2017 o godz. 17:04

Marry Mary

Bad-Santa-Drinking-Game

What is the name of Santa Claus wife? Mary Christmas

15 grudnia 2017 o godz. 20:30

Ostatni Jedi

small_432811621

Po tragifarsie, jaką było „Przebudzenie Mocy”, spodziewałem się najgorszego, więc nie mogłem się rozczarować. Film jest lepszy niż poprzednia część, nie tak straszliwie wtórny i nie ma tak wielu okropnych scen z zupełnie innego gatunku kina, czyli jakichś głupich komediowych zachowań Finna, najbardziej groteskowej z postaci wprowadzonych w sadze nr VII. Film można podzielić na trzy części fabularne. Flota Najwyższego Porządku próbuje zniszczyć resztki oddziałów Rebeliantów. Mamy walki gwiezdne, popisy pilotów myśliwców i kino science-fiction w najlepszym wydaniu. Drugi wiodący wątek, to nauka młodej Rey w samotni Luke’a Skywalkera. Nudy, a Mark Hamill wygląda, niestety, jak spasiony pijak, nie jak rycerz Jedi. Na dokładkę okazuje się, że jest człowiekiem, co się kulom nie kłaniał. Na szczęście dla Rebelii, Rey jest tak zdolna, że wystarczą jej dwie lekcje pod okiem zmęczonego życiem skacowanego starca i już zostaje mistrzem Jedi. Jest też trzeci wątek tego filmu – rozterki wewnętrzne Bena Solo vel Kylo Rena i jego duchowe relacje z Rey. Poza tym są sceny magiczne jak z „Harry’ego Pottera”, przykro na to patrzeć. W pierwszym filmie J.J. Abrams uśmiercił najciekawszą postać w nowej sadze, czyli Hana Solo. Miałem nadzieję, że jednak pojawi się w kolejnej odsłonie „Gwiezdnych Wojen” w jakichś reminiscencjach, ale gdzie tam – nie ma czasu na reminiscencje, gdy mamy jedną kosmiczna batalię za drugą a do tego pojedynki na świetlny oręż. W tej części uśmierceni zostają kolejni ważni bohaterowie, Luke Skywalker i kreatura zwana Snoke. Nie żal mi ich, ale wolałbym wśród ofiar widzieć durnego Finna. Nie doczekanie moje, znów clown zostaje bohaterem, takich to „Gwiezdnych Wojen” doczekałem. Już po nakręceniu „Ostatniego Jedi” zmarła Carrie Fisher i podobno jej spadkobiercy nie zgodzili się by w kolejnym epizodzie „Star Wars” pojawił się jej komputerowy awatar, więc twórcy filmu zostali pozbawieni kolejnej kluczowej postaci. Z dawnego cyklu pozostali tylko Chewbacca i androidy. Słabo. Z przykrością wyznam, że Epizodu IX nie oczekuję z niecierpliwością. W kinie się wynudziłem.

3 grudnia 2017 o godz. 14:06

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover 18

Ukazał się osiemnasty numer magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.