8 stycznia 2013 o godz. 19:37

Hobbit według Jacksona

Peter Jackson podzielił „Hobbita” na trzy części, choć to cienka książeczka do poczytania na dobranoc, on chciał z tego jednak zrobić „Władcę pierścieni” bis. Czy mu się udało? Jeśli chodzi o efekty – na pewno. Jeśli chodzi o fabułę – można mieć wątpliwości. Przede wszystkim postanowił podkręcić do maksimum „przygodę” Bilbo Bagginsa, w rezultacie mamy prawie non stop kino akcji, przypominające bardziej grę komputerową niż cokolwiek, co miałoby związek ze światem rzeczywistym (choćby i baśniowym). Jak w grze „Diablo” bohaterowie potrafią rozprawić się z tysiącami przeciwników, im więcej ich, tym lepiej. Nie mogą zginąć, bo muszą wypełnić misję. Jackson zatracił wszelkie proporcje. U Tolkiena bohaterowie czują lęk, ból, cierpią, stają do walki w proporcjach odpowiadających ich możliwościom. Owszem, kompania Thorina ma w składzie czarodzieja Gandalfa, ale Gandalf nie jest cudotwórcą, nie jest też wszechpotężny. Przeciwnie, jest bardzo ludzki, choć prastary i nieśmiertelny. Tego „ludzkiego” elementu filmowej wersji bardzo brakuje. Są piękne scenografie, mistrzowskie animacje (zwłaszcza szarże Wargów robią wrażenie, ale i scena walki z Goblinami, mniej udały się tylko te z udziałem Orłów), ciekawe kostiumy, ale nie ma realizmu, a ten nawet w fantasy jest pożądany by wciągnąć widza w świat wyobraźni. I kino tu nie różni się od literatury, kino nie jest grą komputerową, bohaterowie muszą być wiarygodni. Tymczasem już same fryzury i stroje Krasnoludów rodem z komiksów o Asteriksie wprowadzają wymiar bajkowy. Kolejna kwestia to zmiany fabularne. Jackson w wywiadach tłumaczy, że uzupełnił „Hobbita” o dodatkowe motywy z notatek Tolkiena. Nie jestem tolkienistą, ale czytałem zarówno „Niedokończone Opowieści” jak i „Silmarillion” oraz kilka leksykonów tolkienowskich i nie przypominam sobie aby Tolkien rozwijał opowieść o Radagaście, który podobnie jak Gandalf i Saruman jest jednym z Istarich. Tymczasem nie dość, że w filmie Radagast ma całkiem pokaźną rolę, to jeszcze na dokładkę wygląda jak naćpany Święty Mikołaj (swoją drogą genialna scena jak z Gandalfem buchają zioło z faji). Nie wydaje mi się, by wizja Radagasta była zgodna z wyobrażeniami samego Tolkiena, nie bardzo też rozumiem, po co te fragmenty – wyraźnie groteskowe – w filmie, który ma mieć znacznie bardziej epicki charakter niż literacki pierwowzór? Tym bardziej mnie to dziwi, że w filmowej wersji „Władcy pierścieni” Jackson wyrzucił cały wątek o Tomie Bombadilu, który jest taką ludyczną postacią jak teraz w filmowym „Hobbicie” Radagast. Inne dodatki do fabuły „Hobbita” łatwiej wytłumaczyć, po pierwsze podnoszą atrakcyjność narracji, po drugie spajają „Hobbita” z „Władcą pierścieni”. Nie mniej nie bardzo broni się pomysł na dziewięciogodzinny trzyczęściowy obraz, bo z powodzeniem można było zrezygnować z kilku niepotrzebnych walk, nie mówiąc już o dłużyznach z krasnoludzkimi pieśniami. Narzekam, ale jednak nie nudziłem się (poza tymi nieszczęsnymi wstawkami wokalnymi), film robi wrażenie, utrzymuje napięcie, a scenografie zachwycają. Z przyjemnością obejrzę dalsze części, mało tego, myślę, że Jackson z powodzeniem będzie mógł też nakręcić „Silmarillion” – zapewne także w konwencji gry komputerowej. A potem „Przygody Toma Bombadila” – w formie śpiewno-muzycznej :) Film obejrzałem w wersji 2D, bo 3D męczy mi oczy. Niestety z dubbingiem, a ten jest kiepski.

Komentarz dla “Hobbit według Jacksona

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

22 grudnia 2018 o godz. 14:55

Wódka z eliksirem

„Bez potrzeby, a co dzień, kto gorzałkę pije, / Błaźnieje i sam nie wie, co się w głowie wije, / Próżniak z niego ospały, jak wilk do roboty, / Mało co lub nic dobry, zapada w suchoty”. ~Serafin Gamalski „Wódka z eliksirem” (1729)

20 grudnia 2018 o godz. 13:52

Bądźcie szczęśliwi!

Man_dressed_as_Santa_Claus_smoking_a_cigarette

Dostojnego Mikołaja i lekkiego kaca życzę wszystkim moim drogim czytelnikom. Bądźcie szczęśliwi, jeśli potraficie. Jak nie potraficie, to nie bądźcie. Szczęście to towar deficytowy. Być umiarkowanie zadowolonym też można Mery, mery i koci, koci.

19 grudnia 2018 o godz. 20:52

Królestwo

692496-352x500

Czytelnicy „Króla” raczej nie oczekiwali kontynuacji i nowa powieść Szczepana Twardocha jest pewnym zaskoczeniem, choć jednocześnie trzeba autorowi przyznać, że uniknął wtórności, przynajmniej w wymiarze literackim, bo kwestia światopoglądowa czy polityczna, to osobny temat. W nowej powieści czytelnik poznaje wojenne losy Jakuba Szapiro i bliskich mu osób – żony, dwóch kochanek i dwóch synów. „Król” był książką łobuzerską o silnie socjalistycznym zabarwieniu, tu mamy natomiast wstrząsającą relację Żydów, którzy próbują przeżyć najgorszy koszmar – wywłaszczenie, getto, likwidację getta, powstanie Warszawskie. To wstrząsająca książka o zagładzie, w której Jakub Szapiro z charyzmatycznego herszta bandy przeistacza się w zaszczutą, bezwolną ofiarę. Jakże inna jest atmosfera obydwu powieści, jakże inna kondycja psychiczna tych samych przecież ludzi. Przed wojną i w czasie wojny, dwa całkowicie oddzielone od siebie światy, choć na scenie zdarzeń ci sami aktorzy. Niesamowicie Twardoch potrafi opowiadać o ludzkich losach, o przeznaczeniu, o winie i karze. Mamy tu plejadę postaci drugoplanowych, których dzieje nie są tylko uzupełnieniem głównego toku narracji, one tworzą historię.

19 grudnia 2018 o godz. 00:23

Belferska grypa

Nauczyciele na chorobowym. Świetny przykład dziatwie dają. Nie chcesz iść do roboty, to symuluj, że chorujesz. I skombinuj zwolnienie. Pięknie.

15 grudnia 2018 o godz. 22:38

Miasto, mafia & miłość

okladka_3m

Cztery lata pisałem, trzy razy zmieniałem tytuł, dwa razy koncepcję fabuły. Jest. Moja nowa powieść ma tytuł „3M” i ukaże się w pierwszym kwartale 2019 roku. Jest miasto, jest mafia, jest miłość, ale są tez trzy koty. Miasto Warszawa, mafia bułgarska, a miłość nieudana. Dużo trupów i optymistyczne zakończenie, żeby nie zostawiać czytelnika w złym humorze.

15 grudnia 2018 o godz. 22:35

3M: Miasto, mafia & miłość

Fragment nowej powieści.

10 grudnia 2018 o godz. 08:44

Wizyta w Palírna Samotišky

Samotisky (6)

Na obrzeżach Ołomuńca w 1996 roku została otwarta nowoczesna destylarnia przetwarzająca owoce – Palírna Samotišky. Lokalni sadownicy mogą tu przedestylować własne owoce, ale firma ma w ofercie także pięć własnych destylatów oraz prowadzi skład podatkowy.

9 grudnia 2018 o godz. 18:38

Wizyta w destylarni Palírna U Zeleného Stromu

U Zeleneho Stromu 2018-11-28 10-47-59

Uwieczniona na etykietach data założenia firmy, to 1518 rok. To by znaczyło, że Palírna U Zeleného Stromu (Gorzelnia Pod Zielonym Drzewem) jest najstarszą destylarnią nie tylko w Czechach, ale w ogóle na świecie. Na pewno są drugim pod względem wielkości producentem mocnych alkoholi w Czechach, po Stocku. Co do historii, to jak zwykle sporo tu marketingu, ale oficjalnie w 2018 roku świętowali pięćsetlecie, wypuszczając m.in. bardzo limitowaną edycję wódki Stará Myslivecká, która leżakowała przez osiem lat w beczkach z amerykańskiego dębu. Na rynek trafiło 299 numerowanych karafek.

9 grudnia 2018 o godz. 15:49

Porady markiza z Griñón

„Dobre wino jest sztuką, która rozkwita wraz z wolnością; dobre wino jest zatem radosną esencją wolności” (Carlos Falcó „Wino. Porady markiza z Griñón)

7 grudnia 2018 o godz. 16:38

Znów u Jana Kleinera

Jan Kleiner 2018-11-28 21-27-19

Wizyty u Jana Kleinera zawsze są dużym wydarzeniem. Jest to arcymistrz destylacji, z owocowej pulpy potrafi wyczarować cuda. Od mojej poprzedniej wizyty bardzo dużo się tutaj zmieniło. Przede wszystkim Jan nie jest już właścicielem destylarni, sprzedał ją w 2017 roku grupie Palírna U Zeleného Stromu. – Tak jest łatwiej, nie muszę martwić się o podatki, urzędników celnych, sprawy papierkowe. Skupiam się na tym, co lubię najbardziej, czyli na produkcji alkoholu – mówi Jan Kleiner. W destylarni w Žešov urządził elegancką przestrzeń degustacyjną w leżakowni. Sprzedał dwa aparaty destylacyjne i teraz ma jeden, ale nowe wkrótce zostaną uruchomione w pobliskim Prostějov, gdzie swój zakład produkcyjny ma Palírna U Zeleného Stromu. Tam też napełniane będą nowe beczki. W starej destylarni pozostaną beczki do eksperymentów, dodatkowego finiszowania – np. beczki po koniaku, porto czy sherry.