12 stycznia 2016 o godz. 08:21

Garść refleksji z wizyty w Szwecji

Systembolaget1
Szwecja ma zaledwie 9 mln mieszkańców. Należy do najbogatszych krajów świata i najwyżej rozwiniętych. Pomimo liberalnych reform i kryzysu w latach 90. wciąż pozostaje państwem opiekuńczym. Podatki sięgają nawet 55% dochodów w przypadku osób najlepiej zarabiających. Ale bezrobotny otrzymuje 80% dochodów, a system wynagrodzeń za dni wolne od pracy jest wręcz monstrualny, biorąc pod uwagę ile obydwoje rodzice mogą uzyskać wolnych dni na wychowywanie swoich dzieci. Jak pisze Steven Saxobnerg w eseju „Model szwedzki ma się dobrze”: „Prawo do opieki zdrowotnej mam nie dlatego, że jestem bogaty i mam pieniądze, ale dlatego, że jestem chory. Mam prawo do opieki zdrowotnej, przyzwoitego mieszkania, odpowiedniego dochodu itd. – tak jak mam prawo do głosowania w wyborach ze względu na to jedynie, że jestem obywatelem”. Jest w tym solidaryzmie społecznym coś pierwotnie wspólnotowego, znacznie starszego niż socjalizm czy socjaldemokracja, dlatego bardzo trudno odmówić takiemu myśleniu racjonalności. Oczywiście płaci się tego cenę. Nie tylko taką, że zdrowy musi pracować na chorego, to jest zrozumiałe, ale także pracowity na leniwego, a tego żadna społeczność nie aprobuje. Nie mniej w Szwecji klocki zdają się być nieźle poukładane, przynajmniej w zakresie finansów i redystrybucji środków. Idealnych rozwiązań społecznych jak wiadomo nie ma, Szwecja jednak (podobnie jak Norwegia) dość nieźle radzi sobie ze snem o dobrobycie. Idea Folkhemmet, opiekuńczego Domu Ludu, zakłada: ubezpieczenie od bezrobocia, gwarancję minimalnej emerytury, zasiłki macierzyńskie, profilaktykę zdrowotną i wiele innych świadczeń państwa na rzecz obywatela.


Z zupełnie innej, mniej przyjemnej strony, do 1973 roku w Szwecji przymusowo sterylizowano, m.in. alkoholików, ale też np. osoby, które przerwały szkołę. Wysterylizowano 63 tys. osób, głównie kobiety. W latach 20. i 30. Natomiast masowo sterylizowano osoby o czarnych włosach, uznając, że czarne włosy oznaczają „złodziejskie skłonności”. To daje inny obraz Szwecji. Społeczeństwo solidarne wobec „swoich”, a jednocześnie skrajnie nietolerancyjne, wyrzucające „innych” nie tylko poza sferę przywilejów, ale wręcz odmawiające im praw biologicznych? Bardzo możliwe, że tak właśnie jest.
Choć zwykle uważa się, że Szwecja jest liberalna obyczajowo, to jest tu zaskakująco wiele obostrzeń, zakazów i kontroli. Alkohol sprzedawany jest wyłącznie w państwowych sklepach – Systembolaget – osobom powyżej 25 roku życia, w określonych godzinach. Na wyszynk mają zgodę wyłącznie restauracje, nie ma zatem barów, w których można się po prostu napić. Prostytucja jest zakazana. W związku z tym Szwedzi masowo podróżują to seksualnych rajów jak np. Tajlandia i upijają się do nieprzytomności na promach, choćby do Polski.
Alkohol jest bardzo drogi, ale dotyczy to przede wszystkim najniższej półki. Alkohole klasy super premium nie są znacząco droższe niż w innych krajach. W większości barów mocne destylaty sprzedawane są w ilościach od 1cl i tak podawane są ceny w kartach. Dzięki temu za naprawdę rozsądne pieniądze można spróbować prawdziwie rzadkich trunków, a trzeba powiedzieć, że bary są niebywale bogato wyposażone w unikatowe trunki. Tanio upić się nie da, chyba że własnym bimbrem, który podobno dość masowo powstaje w szwedzkich domach. Prawo nie zezwala nalewać do kieliszka jednorazowo więcej niż 6cl, ale bez problemu można zamówić jednorazowo dziesięć kieliszków, co np. w równie restrykcyjnej Norwegii jest niedozwolone. Najbardziej popularnym trunkiem jest piwo. Z wódek władcą absolutnym jest Absolut. Stosunkowo najtańszym alkoholem jest kminkowy akvavit, oferowany w wielu regionalnych wersjach niemal w każdym lokalu, który ma koncesję na wyszynk. Wina raczej się pija owocowe (z maliny moroszki, z brzozy czy z jagód leśnych) niż gronowe. Niezwykle popularne (i tanie) jest grzane, korzenne wino glögg – z goździkami, cynamonem, imbirem, miodem, ale też z suszonymi owcami, ze skórkami cytrusów i na wiele różnych sposobów, nawet z herbatą. Często glögg dla wzmocnienia mieszany jest z akvavitem.
Szwedzka kuchnia jest zupełnie nieciekawa – pulpeciki, parówki, śledź, łosoś, rozmaite pasty kawiorowe i serowe. Jednocześnie jest masa doskonałych restauracji, specjalizujących się w nouvelle cuisine w iście francuskim stylu. Jest też wiele restauracji prowadzonych przez masowo przybywających do Szwecji imigrantów z Afryki i Azji. Posiłki najtaniej jest jeść przed godziną 15., wówczas w większości restauracji (także tych bardzo dobrych), obowiązują ceny lunchowe i często szwedzki bufet. Cena pełnego menu w godzinach lunchowych to mniej więcej równowartość jednej przystawki w godzinach wieczornych. Śniadania są niedrogie i bardzo pożywne, a i smaczne.
Szwedzi jeżdżą wolno, ostrożnie, ruch samochodowy zresztą jest nie duży, za to patroli policyjnych nie brakuje, przy czym kontrole dotyczą nie tylko prędkości, ale także zawartości alkoholu. Wszelkie wykroczenia są niezwykle surowo karane. Cena litra benzyny to ponad 10 koron.
Ludzie są bardzo sympatyczni, chętni do pomocy. Jednocześnie jednak nie ma zwyczaju przepijania do obcych w barach czy bratania się. Raczej nie widzi się też osób pijanych. Robią to w domowym zaciszu.

Na zdjęciu państwowy sklep monopolowy Systembolaget

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

19 listopada 2018 o godz. 08:25

Kartka z podróży – Wizyta w Kindzmarauli

Kindzmarauli Co 2018-11-06 15-23-36

Na obszarze dawnej twierdzi Kvareli w mieście Baisubani w Kachetii, u podnóża Kaukazu, znajduje się winiarnia Corporation Kindzmarauli, skupiająca marki: Kindzmarauli Wine Cellar, Duruji Valley, Kakheti & Co i Koncho & Co.

18 listopada 2018 o godz. 09:02

Kartka z podróży – Zegaani

14 Zagaani (1)

Ukryty w lesie, na lekkim wzniesieniu, stoi stary klasztor Zegaani, a właściwie pozostałości po nim, czyli dwa kościoły, jeden z piątego, drugi z szóstego wieku. Freski wewnątrz są, niestety, znacznie późniejsze, pochodzą prawdopodobnie z XVI wieku. Klasztor jest częściowo ogrodzony, dostęp do niego jest otwarty, leży wśród drzew, kiedyś był to zapewne park. Porozrzucane gliniane amfory, kwewri, świadczą o produkcji wina.

17 listopada 2018 o godz. 08:31

Kartka z podróży – Wizyta w Numisi

Numisi 2018-11-06 09-18-57

Kilka lat temu Mikheil Giorgadze, wraz z żoną, Nuno, kupili stare ruiny na przedmieściach wioski Mukuzani, w Kachetii, w regionie znanym ze znakomitych win. Chciał tu postawić niewielki zajazd – pensjonat i restaurację. Przy usuwaniu cegieł odkryli 33 stare kwewri, które mają podobno ponad 500 lat i piwnice na wino, w których utrzymuje się stała temperatura 15 stopni. Postanowił uporządkować teren założyć własną winiarnię i muzeum. Zebrał masę pamiątek, nie tylko związanych z winiarstwem, ale także ogólnie z kulturą ludową regionu.

16 listopada 2018 o godz. 21:13

Rosyjska apokalipsa

„Wódka jest podobna do piosenki. Piosenka może mieć byle jakie słowa i prosta melodię, lecz ich połączenie (jak spirytusu z wodą) może piosenkę zamienić w szlagier”. ~Wiktor Jerofiejew

16 listopada 2018 o godz. 08:46

Kartka z podróży – Wizyta w Georgian Wine & Spirits

SONY DSC

Firma Georgian Wine & Spirits (GWS) powstała w 1993 roku na przedmieściach Telavi, na bazie dawnych radzieckich zakładów Telavi 2, które działały od 1976 roku. Mają 400 ha winnic w regionie Kachetii (m.in. w DOC Mukuzanii oraz Tsinandali, Tvishi, Napareuli, Kindzmarauli, Khvanchkara czy Akhasheni), ale dodatkowo skupują winogrona. Aż 70% upraw, to szczepy lokalne. Około 280 ha zajmują nasadzenia czerwonych winogron – głównie saperavi, resztę białe, poza szczepami europejskimi są to: rkatisteli, mtsvane czy tsolikouri. Właścicielem GWS są szwedzcy inwestorzy, którzy mają także znaną gruzińską winiarnię Mukhrani. W Polsce wina GWS są w ofercie Vininova.

15 listopada 2018 o godz. 08:34

Kartka z podróży – Wizyta w Shalauri

Shalauri 2018-11-05 13-10-58

Położona kilka kilometrów za Telavi, przy drodze do Tsinandali, malutka winnica Shalauri powstała w 2013 roku. Mają tylko 2 ha, ale jakież tu robią wybitne wina! Wyłącznie z kwewri, żadnych beczek, żadnych europejskich winifikacji. Wszystko po bożemu, to znaczy po gruzińsku. Ich rkatsiteli ma smak miodu, mtsvane pachnie jak rieslingi późnego zbioru, pomarańczowe khikhvi jest jak polne kwiaty i agrest. Mają dwa rodzaje saperavi, bardzo wytrawne i taniczne oraz niemal słodkie, ale nie w stylu win Kindzmarauli, to jest słodycz soczystej czarnej porzeczki, fig i wędzonej śliwki. W niewielkiej piwnicy na tyłach domu wkopane są kwewri, w drugiej piwnicy leżakują wina w butelkach, jest też jedna izba zamieniona na winiarnię, tu także są kwewri. Chacha ze swoich wytłoków destylują u sąsiada, ma aromat dojrzałego słonecznika. Produkty nie są bynajmniej tanie, butelka 30-40 lari.

14 listopada 2018 o godz. 08:23

Kartka z podróży – Twierdza Chailuri

07 Chailuri 2018-11-04 11-36-26

Stanąłem przy głównej drodze wiodącej z Tbilisi do Kachetii, zaraz za winiarnią KTW, dokąd każdego dnia przyjeżdżają autokary pełne Rosjan, którzy wypijają wprost ze stalowych tanków zasiarczone, bardzo młode i bardzo podłe wina. Stanąłem, bo tu cisza i spokój, a chwilę wcześniej musiałem przebijać się przez rosyjską ciżbę, żeby kupić butelkę wina kisi i kompot z owoców fejhoa w sklepiku firmowym KTW. Mają tam nie tylko wstrętne wina, ale Rosjan Gruzini prowadzą prosto do cystern, i poją paskudztwem ku własnej uciesze, zwłaszcza, że Rosjanie chwalą, siarka i kwas im nie przeszkadzają. Stanąłem tu, gdyż na lewym brzegu rzeki stoi sporych rozmiarów twierdza Chailuri (znana też jako Niakhura). Bastion jakich w Europie wiele, typowy dla fortyfikacji osmańskich. Pierwotna twierdza powstała tu w późnym średniowieczu i wraz z drugą fortyfikacją – Monavi – strzegła przejścia przez wąwóz Iori w stronę Tbilisi. Miała trzy pietra i dwie bramy. Zniszczona w 1801 roku, podczas walk o niepodległość Gruzji, odbudowana w latach 80. XX wieku, dziś częściowo porośnięta trawą. W sumie, nic ciekawego, punkt na mapie, chwila odpoczynku pomiędzy jedną winiarnią a drugą. Nieciekawe miejsca też potrafią jednak cieszyć, gdy świeci słońce, za plecami masyw Kaukazu, z lewej strony winnica, a powietrze wypełnia przyjemny zapach wypalanej za płotem trawy.

13 listopada 2018 o godz. 09:54

Kartka z podróży – Wizyta w Château Mukhrani

Mukhrani 2018-11-03 16-32-57

Obecna firma powstała w 2002 roku, powołana przez inwestorów ze Szwecji, którzy są też właścicielami firmy Georgian Wines & Spirits w Kachetii. W 2007 roku rozpoczęła działalność nowoczesna winiarnia połaczona z destylarnią chacha. Nazwa nawiązuje do najważniejszej gruzińskiej dynastii książęcej, która panowała od początku XVI do XIX wieku. Wspaniały pałac Mukhrani – dostępny dla zwiedzających – jest tu restauracja, a jednocześnie zakład produkcyjny – winiarnia i destylarnia, a w piwnicach znajduje się 60 tys. beczek z winem. Większość starzenia odbywa się we francuskim dębie. Mury zapewniają stała temperaturę 15 stopni Celsjusza. Piwnice powstały w 1878 roku, château zostało zaprojektowane przez francuskiego architekta. Była tu letnia posiadłość Romanowów. W piwnicach są kwewri, które mają 150 lat i pamiętają czasy założyciela winiarni, Ivana Mukhranbatoni. Ivan produkował w XIX wieku 1,2 mln l wina rocznie.

12 listopada 2018 o godz. 09:11

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Askaneli Brothers i Jimsher

Askaneli Brothers 2018-11-02 15-45-36

Na przedmieściach Tbilisi ulokowana jest nowoczesna winiarnia i destylarnia Askaneli Brothers. Właścicielami firmy są bracia Gocha i Jimsher Chkhaidze, nazwa Askaneli pochodzi od wioski Askana w prowincji Guria. Wedle ludowej opowieści niejaki Antimoz Askaneli zbudował tutaj piwnicę pełną kwewri do produkcji wina. Faktem jest, że we wsi można odnaleźć kwewri, które pochodzą z lat 80. XIX wieku.

11 listopada 2018 o godz. 15:56

Kartka z podróży – Come back to Tbilisi

SONY DSC

Trzeci raz jestem w Tbilisi. Zaliczyłem już trzy pory roku – lato, jesień i zimę. Nieodmiennie miasto tętni życiem. Zawsze w kolorach oferowanych na straganach owoców – granatów, szaronów, pomarańczy, zielonych fig oraz zwisających wszędzie poskręcanych, wypełnionych orzechami, churcheli. Nieodmiennie pachnie winogronami. Kuszą wine-bary i bazary. W dawnych tureckich łaźniach kwitnie rozpusta, damy wprawdzie nie mają dostępu do kapiących się panów, co jednak nie przeszkadza alfonsom by prezentować całe katalogi ze zdjęciami oczekujących prostytutek. Gorąca miłość po gorącej parowej kąpieli, do tego sto gram rozgrzewającej chacha i zawał jak w banku.