22 stycznia 2014 o godz. 21:13

Elfio-krasnoludzkie love story

KINÓWKI.pl
„Pustkowie Smauga”, czyli druga część rozpisanego na trylogię filmowego „Hobbita”, pozostawia fana prozy Tolkiena z mieszanymi uczuciami. Dzieło to monumentalne, rozmachem wykraczające poza zamysł i styl oryginału, ale jednocześnie nie do końca zgodne nawet z szeroko widzianą wizją Tolkiena, która pozwala traktować „Hobbita” jako fragment większej całości wraz z „Władcą pierścieni”, „Silmarillionem” i niedokończonymi opowieściami. Niektóre wplecione przez reżysera wątki nie tylko nie znajdują żadnego źródła w tolkienowskich zapiskach, ale wręcz są sprzeczne z jego pojmowaniem świata – tak jest chociażby z elfio-krasnoludzkim wątkiem romansowym, o którym za moment.

O ile w części pierwszej mieliśmy nieznośnie długie sceny biesiadowania krasnoludów nieproszonych w domu Bilbo Bagginsa, to w części drugiej ni z gruchy ni z pietruchy pojawia się wątek miłosny, romansu elfki Tauriel i krasnoluda Kili. Oczywiście w książce niczego takiego nie było, Tolkien nie dbał o romanse, a krasnoludowi w ogóle nie afiszowali się z uczuciami, nie mówiąc o tym, że miłość między tymi rasami to jak krzyżówka psa z kotem, da się razem wytrzymać, ale potomstwa z tego nie będzie. Znów wymyślono na potrzeby filmu kolejny wątek z postacią Radagasta Szarego, partnera Gandalfa. Pojawia się też stary znajomy z „Władcy pierścieni”, elf Leglas, i sceny batalistyczne i jego oraz elfki Tauriel udziałem są bez wątpienia najlepsze w całym tym przydługim filmie, choć też najbardziej odległe od jakiegokolwiek – choćby i baśniowego –realizmu. Bo jednak trzeba przyznać, że Tolkiem, mimo iż pisał fantasy, realizm zachowywał. Reżyser Peter Jackson chyba więcej czasu niż nad książkami spędził grając w gry akcji. Krasnoludy biją się mniej dzielnie, natomiast filmowy Hobbit ma lwie serce. Widzowie powinni być zadowoleni ze scen walki z pająkami, wspaniale prezentuje się leśne królestw elfów, jeszcze barwniej ucieczka z niego w brawurowym stylu wczesnych filmów kina niemego. Wreszcie scenariusz filmu wnosi trochę typowego dla Tolkiena sarkastycznego humoru. I wreszcie sam Smaug – wielkie smoczysko i jego królestwo, cóż bez zarzutu, to mistrzostwo animacji, nie da się ukryć, że w niczym nie urąga pisarskiej wyobraźni Tolkiena. Martwi mnie co będzie trzeciej części, bo w tej obejrzeliśmy więcej niż można się było spodziewać. Czy trzy czwarte kolejnego filmu to będzie powrót hobbista z łupami do domu? Czy trzy czwarte walki ze smokiem? Z dwojga wolę to drugie, ale nie sposób oprzeć się refleksji, że film z powodzeniem mógłby trwać o połowę krócej bez straty dla akcji, fabuły i inteligencji widza.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

9 sierpnia 2018 o godz. 21:36

Leopold Tyrmand: Filip

filip-b-iext50293206

Ostatnia powieść jaką Tyrmand opublikował przed opuszczeniem Polski. Wyszła w 1961 roku, autor „Złego” opuścił na stałe kraj w 1965. Wojna widziana zza kulis, daleko od frontu, daleko od biedy, a przecież strach i niepewność to stałe elementy życia bohaterów, w tym tytułowego Filipa. Akcja rozgrywa się głównie we Frankfurcie, mieście, w którym jest zbyt wiele majątku Rothschildów by Alianci mieli je bombardować. Przynajmniej tak sobie mówią mieszkańcy, także cyniczni Niemcy, którym nie spieszno walczyć w imię ej mrzonki o Tysiącletniej Rzeszy. Filip jest Polakiem, byłym studentem archeologii, przedostał się do Niemiec z fałszywymi dokumentami z terenów Litwy i podjął pracę jako kelner w dość dobrze prosperującym Park Hotelu. Udaje urodzonego w Warszawie Francuza. Pracuje w międzynarodowym towarzystwie kelnerów, których walka z faszyzmem sprowadza się do tego, że plują kierownikowi hotelu do kawy. Wojnę oglądamy z boku, z przymrużeniem oka, bo łatwiej obracać lęki w żart niż stawiać im czoło. „Człowiek sam już nie wie, po której stronie jest i czego chce”, mówi bohater tej książki i tak jest istotnie. Niby każdy Niemiec to wróg, ale los zrządza, że Filip zakochuje się w młodziutkiej i pięknej Niemce. Nie waha się też korzystać z pomocy Niemców, kiedy tylko nadarza się okazja.

5 sierpnia 2018 o godz. 17:44

Miasto dla mieszkańców!

CCI20160104_0003

Dlaczego cykliści ścigają się po ulicach Warszawy a nie na torach wyścigowych? Jeszcze trochę a wypuszczą na ulice konie ze Służewca. Dużo jest w mieście bezsensownych zakazów, czy nie można by jeszcze dołożyć zakazu maratonów, wyścigów, rajdów oraz demonstracji? Biegacze do lasu, cykliści na tory, rolnicy do brony, a politycy na ring! Ulice miasta dla mieszkańców, nie dla sportowców i frustratów!

4 sierpnia 2018 o godz. 22:50

Jabłkowa Warka

Szlak-jablkowy

Zrobiłem sobie wycieczkę rowerową do Warki. Przyjemna trasa wzdłuż sadów, jabłka i gruszki, pod którymi uginają się gałęzie drzew. Im bliżej Warki, tym liczniejsze po drodze zakłady przetwórstwa jabłek, tłocznie soków, fabryki cydrów…

2 sierpnia 2018 o godz. 09:21

Kartka z podróży – w Brześciu

20180719_204822

Nocleg załatwiany przez białoruskie biuro podróży. Hotel Vesta ma trzy gwiazdki, drogie pokoje, ale wewnątrz wygląda jak skansen ZSRR. Stare, śmierdzące dywany, najbrzydsze meble z Emilki… Rozpacz.

1 sierpnia 2018 o godz. 08:42

Kartka z podróży – Białoruś

20180721_141546

Żeby pojechać do Brześcia czy Grodna nie potrzebujesz wizy czy przepustki. Na granicy w Połowcach nie ma kolejek. Jest trochę formalności. Dostaje się deklarację celną, 50 pozycji drobnym druczkiem, bukvami, po kwadransie dałem za wygraną. okazało się, że wystarczy pójść do odpowiedniego okienka, zapłacić równowartość ok. 30 zł, podać swój pesel i powiedzieć, ze nic się nie przewozi. Pani daje wydruk z komputera i gotowe. A zatem niby nie ma żadnych opłat na granicy, a jednak…

31 lipca 2018 o godz. 19:02

Akademia Brandy – odcinek 5

Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny magazynu „Aqua Vitae” opowiada jak zaczęła się historia Metaxy i dlaczego Metaxa nie jest brandy. Zapraszamy do kolejnego odcinka Akedemii Brandy z Pliską.

31 lipca 2018 o godz. 09:49

Kartka z podróży – Stara gorzelnia w Wierzchowicach

20180719_170945

Obecnie po Białoruskiej stronie granicy znajduje się wieś Wierzchowice (Вярховічы), gdzie zachowały się pozostałości dawnych dóbr magnackich Sapiehów, m.in. stary spichlerz, a także przy wyjeździe z wioski w kierunku Brześcia – okazała gorzelnia, będąca częścią późniejszego folwarku rodziny Rothów. Stanęła w miejscu wcześniejszego browaru, w 1908 roku. Długi budynek, otynkowany obecnie od frontu na błękit, zieleń, róż, wyblakłą czerwień. Spirytus produkowano tu aż do 1985 roku, kiedy to Michaił Gorbaczow, w ramach swojej kampanii abstynenckiej nie zamienił gorzelni na krochmalnię. Do dziś przerabia się tu ziemniaki zamiast na alkohol, to na mączkę skrobiową.

30 lipca 2018 o godz. 21:07

Alkoholowe dzieje Polski – czasy rozbiorów i powstań

Besala

„Alkoholowe dzieje Polski” Jerzego Besali, to książka bardziej o obyczajach Polaków, niż o alkoholu. Pełna relacji pamiętnikarskich i kronikarskich, ale też anegdot. Drugi tom, przedstawiający Polskę pod zaborami, w znacznie większym stopniu niż pierwszy opiera się na materiale źródłowym, niż na spekulacjach autora. podobnie jednak jak pierwszy, tak i ten, pisany jest w luźnym stylu publicystycznym, w myśl zasady – najważniejsze, żeby nie zanudzić czytelnika.

30 lipca 2018 o godz. 17:10

Z Prusa

„Cywilizacja ma dwa przeciwległe bieguny. Jednym jest szynk, drugim księgarnia”. ~ Bolesław Prus (1882)

28 lipca 2018 o godz. 11:14

Dzisiaj Nancy Regan

20180601_201555

Dzisiaj o godz. 18.00 koncert zespołu Nancy Regan pt. „Początki Polskiej Sceny Alternatywnej”. Martyna Załoga wykona utwory zespołów, które dały początek polskiej scenie alternatywnej. Po koncercie muzyka live przy ognisku. Wstęp wolny.