23 listopada 2009 o godz. 10:26

Dokąd zmierza książka?

Miesięcznik „Poligrafika” w numerze 10/2009 zamieszcza obszerną rozmowę z Łukaszem Gołębiewskim, poświęconą tezom z jego książki „E-książka|Book. Szerokopasmowa kultura”.

Dzisiejsi czytelnicy wciąż są przywiązani do tradycyjnych publikacji, zapachu farby drukarskiej i dotyku papieru. Jednak już teraz, w dobie globalizacji i szybkiego rozwoju kultury cyfrowej, jesteśmy świadkami wyłaniania się coraz to nowszych tendencji i wzrostu znaczenia wydań elektronicznych. Czy i w jakim stopniu e-booki oraz audiobooki są zagrożeniem dla tradycyjnej książki? Na to i inne pytania odpowiedział nam Łukasz Gołębiewski, wydawca i prezes „Biblioteki Analiz” oraz autor książki „E-książka|Book. Szerokopasmowa kultura”.

Poligrafika: Tak jak mówi się o rynku książek, czy można dziś mówić o odrębnym rynku audiobooków i e-booków?
Łukasz Gołębiewski: Myślę, że rynek audiobooków jest z rynkiem książki tożsamy. Różny jest jedynie nośnik, te same są jednak formy dystrybucji i promocji, w wielu przypadkach ci sami wydawcy. Oczywiście mam tu na myśli audiobook w formie materialnej, a więc wydany na płycie CD. W przypadku dystrybucji on-line w formacie MP3 audiobook staje się produktem zbliżonym do e-booka. Książka elektroniczna rządzi się własnymi prawami; nie bez znaczenia jest tu zerowy koszt powielenia, składowania i dystrybucji pliku. Wartość ma jedynie treść, a więc – mówiąc językiem wydawców – copyright. W przypadku e-booków producent (wydawca) może pozostać ten sam, lecz nie ma już na rynku miejsca dla tradycyjnego pośrednika w sprzedaży treści: księgarza, hurtownika. Radykalna zmiana może nastąpić, kiedy dotychczasowe księgarnie zostaną zastąpione przez wielkie międzynarodowe korporacje, takie firmy jak Google czy operatorów telekomunikacyjnych lub producentów telefonów komórkowych – firmy Nokia czy Sony Ericsson. Coraz większe znaczenie będzie też odgrywał hardware do odczytu (i pobierania on-line) treści, urządzenia typu PDA, nowe generacje palmtopów czy iPhone oraz jego następcy.

P.: Kiedy pojawiły się pierwsze książki elektroniczne i w jakim tempie rozwija się ta dziedzina?
Ł.G.: Pierwsze e-booki zaczęto udostępniać w latach 70. XX wieku, a historia audiobooków jest jeszcze dłuższa, sięga lat 50. Rynek ten eksplodował jednak dopiero w ostatnich latach, a zadecydowało o tym kilka przyczyn. Po pierwsze – możliwość kompresji wielogodzinnego nagrania w formacie MP3, który umożliwia zmieszczenie książki na jednej płycie CD, co też bardzo obniża koszty produkcji. Po drugie – upowszechnienie się przenośnych odtwarzaczy MP3 (coraz częściej jest nim po prostu telefon komórkowy), co sprawia, że nie jesteśmy ograniczeni np. do słuchania audiobooka wyłącznie w samochodzie. Po trzecie – wydania audio potaniały o 70 proc., stały się łatwo dostępne. Po czwarte – skutecznie udało się wykreować modę na książkę audio, zarówno dzięki popularności takich urządzeń jak iPod, jak i inicjatywom w rodzaju „Mistrzowie Słowa” – kolekcji „Gazety Wyborczej”, w której nagrania audiobooków udostępniono w gigantycznych nakładach (w zależności od tytułu sprzedaż sięgała od 38 tys. do 150 tys. egz.) czy audiowydań lektur szkolnych (sprzedaż powyżej 110 tys. egz.). Pod koniec 2008 roku na rynku było dostępnych już ponad 1100 tytułów w formacie audio, a wartość ich sprzedaży sięgała 16,8 mln. zł. Rok wcześniej było ich nieco ponad 400 (wartość sprzedaży na poziomie 10,1 mln zł), dwa lata wcześniej – ok. 120 (z wartością sprzedaży 2,7 mln zł). Rynek, przynajmniej patrząc na ofertę, rozwija się błyskawicznie. Powstają nowe wydawnictwa, nowe serie, nawet nowe sklepy specjalizujące się wyłącznie w audiobookach.

P.: Czy na polskim i światowym rynku da się wyszczególnić głównych graczy działających w branży audiobooków i e-booków?
Ł. G.: Na rynku e-booków na zdecydowanego lidera wyrasta Google, który ma już zeskanowanych 7 mln książek. Tyle, że Google – dopóki amerykański sąd nie uprawomocni ugody zawartej z amerykańskimi wydawcami – nie może sprzedawać e-książek. Na dużą skalę działa księgarnia Amazon ze swoim modnym czytnikiem Kindle, którego kolejna wersja została wprowadzona do sprzedaży w tym roku. W przyszłości znaczącą rolę powinny odegrać też takie firmy jak Sony (producent czytników tekstu) czy Apple (właściciel serwisu iTunes, który z powodzeniem może docelowo służyć do sprzedaży e-booków). Jak widać, są to firmy spoza tradycyjnej branży książkowej. Natomiast na rynku wydań audio trudno wskazać lidera. Tu prawa do nagrań i korzystania z tekstu są (i raczej pozostaną) rozdrobnione. Jestem jednak przekonany, że dystrybucja audiobooków szybko przeniesie się na platformy cyfrowe.

P.: Kto jest odbiorcą e- książek?
Ł. G.: Audiobooków słuchają ludzie młodzi oraz osoby spędzające dużo czasu za kierownicą. Często wydanie audio zastępuje lekturę tradycyjnej książki; dotyczy to zwłaszcza lektur szkolnych. Myślę, że dzieje się tak z wielką szkodą dla percepcji tekstu, ale też bądźmy realistami – młodzi ludzie szukają dziś innego medium i innej formy kontaktu z treścią. Natomiast rynek e-booków dopiero się rodzi. Obecnie ich użytkownikami są albo ludzie, którzy lubią być na bieżąco z nowinkami technologicznymi, albo np. polscy emigranci mieszkający w Wielkiej Brytanii czy Irlandii, dla których jest to najprostsza forma kontaktu z literaturą lub informacją z kraju. Także osoby, wykorzystujące tekst dla celów zawodowych – prawnicy, menedżerowie, pracownicy działów księgowości, kadr czy nawet marketingu. Docelowo jednak grupa będzie się poszerzać, zapewne najpierw o studentów, a wraz z upowszechnieniem się e-czytników o kolejnych odbiorców.

P.: Czy mają one do zaoferowania odbiorcom coś, czego brakuje tradycyjnym książkom?
Ł. G.: Wiele. Wymienić można przede wszystkim wewnątrztekstowe wyszukiwanie, dzięki któremu nie musimy kartkować, przeszukiwać zasobów bibliotecznych, ba… nie musimy nawet czytać całości. Ważny jest także hipertekst, czyli możliwość swobodnego poruszania się od jednej partii tekstu do drugiej oraz globalny zasięg. Z punktu widzenia młodego odbiorcy niesłychanie istotnymi elementami cyfrowej kultury są z kolei kopiowanie i kompilowanie. Plik góruje nad zadrukowanym papierem także ze względu na możliwości tworzenia własnych notatek „dopiętych” do oryginalnego tekstu, powiększania lub zmiany czcionki (dla osób słabiej widzących), przetwarzania tekstu na syntezę mowy (przydatne nie tylko dla niewidomych, ale też dla dzieci) czy wreszcie szybkiej zamiany formy cyfrowej na analogową (domowa drukarka). Poważną przewagą biznesową nad tradycyjną formą publikacji jest też cena pliku, którego powielenie nic przecież nie kosztuje, przechowywanie i transmisja też niewiele. Teoretycznie można kulturę transmitować za darmo. Tak też praktycznie się dzieje, tyle że nielegalnie w sieciach peer-to-peer. Kiedy jednak nielegalne stanie się przeszłością, a stanie się, wówczas wydawca uzyska całkiem satysfakcjonującą marżę za powielony plik. Przyszłość handlu kulturą cyfrową zasadzać się będzie na skali oferty i liczbie transakcji, nie zaś na cenie pojedynczego tytułu, który w sensie materialnym pozostanie niebytem. Drugą istotną z ekonomicznego punktu widzenia cechą obrotu handlowego plikami jest natychmiastowość. Książkę czy gazetę można pobrać w kilka sekund, plik z piosenką lub ścieżką audiobooka w ciągu minuty, plik z filmem, całą płytę czy książkę audio – w ciągu ok. dziesięciu minut. Nawet najbardziej niecierpliwi przyznają chyba, że tyle można wytrzymać. Nie trzeba sznurować butów, iść do księgarni, stać w kolejce, moknąć na deszczu. Wystarczy kliknąć. Natychmiastowy dostęp w równym stopniu co niska cena wyeliminuje m.in. księgarnie, drukarnie, tłocznie płyt kompaktowych oraz wypożyczalnie DVD.

P.: Czy wydawcy książek drukowanych również powinni obawiać się o swoją przyszłość?
Ł. G.: Sytuacja wydawcy jest korzystniejsza niż drukarzy czy księgarzy. Może on sprzedawać treści na rozmaite sposoby i już to zresztą z sukcesem robi, wystarczy spojrzeć na dynamiczny rozwój takich firm jak Wolters Kluwer czy Reed Elsevier – światowych potentatów na rynku e-informacji, którzy wywodzą się przecież z tradycyjnej branży książkowej. Ale także u nas, np. PWN znakomicie potrafi zdywersyfikować przychody i wykorzystywać nowe platformy prezentacji treści (ponad 50 mln zł w 2008 roku uzyskała spółka PWN.pl realizująca wyłącznie produkty elektroniczne). Tekst wymaga redakcji, korekty, promocji, ktoś też powinien zarządzać prawami autorskimi, tak więc trudno sobie wyobrazić, że wydawcy szybko zabraknie… choć przykład Wikipedii dowodzi, że można przygotować produkt na wysokim merytorycznie poziomie korzystając tylko z wolontariatu entuzjastów „wolnej kultury”.

P.: Jakiego typu literatura jest najbardziej zagrożona?
Ł. G.: Nie mówiłbym o zagrożeniach, bo wolę postrzegać digitalizację w kategoriach szansy. Jeśli będziemy skupiać się na zagrożeniu, wówczas możemy stracić szansę na udział w tej cyfrowej rewolucji, a wówczas rynek mediów zostanie zgnieciony przez takie firmy jak Google, Microsoft czy Amazon. Na pewno najdłużej opierać się będzie digitalizacji beletrystyka. Na pierwszy ogień już poszły wydawnictwa fachowe, następne będą zapewne podręczniki.

P.: Jaką ma Pan receptę dla wydawców tradycyjnych książek?
Ł. G.: Trzeba digitalizować zasoby i udostępniać treści na możliwie wiele sposobów, także w formie poszatkowanej na fragmenty. Przykład YouTube pokazuje, że młody konsument woli mieć kontakt z fragmentami niż z całością. Z kolei przykład iTunes dowodzi, że można sprzedawać pojedyncze piosenki, a nie całe płyty. Rynek muzyczny powinien być dla wydawców swego rodzaju drogowskazem – jak zarabiać na kulturze w dobie digitalizacji. Można czerpać zyski poprzez hasła dostępowe, abonament, ale także dzięki reklamom, czy to we współpracy z Google, czy to szukając źródeł przychodów na własną rękę. Oczywiście, polscy wydawcy są w znacznie trudniejszej sytuacji niż ich koledzy z Wielkiej Brytanii czy USA, gdyż Internet w ekspresowym tempie upowszechnia umiejętność korzystania z tekstów w języku angielskim.

P.: W jakim kierunku zmierza więc rynek książki?
Ł. G.: Trudne pytanie, gdyż wiele będzie zależało od preferencji przyszłego odbiorcy, a tych nie znamy. W ciągu ostatniej dekady technologie komunikacyjne poszły tak szybko naprzód, że stosunkowo łatwo jest snuć prognozy dotyczące samej Sieci – jej technologii, ekonomii, społeczności. Musimy jednak pamiętać, że życie toczy się także poza Siecią, że poza światem on-line jest też rzeczywistość off-line, a w niej wciąż wiele pytań dotyczących uczestnictwa w kulturze, na które nie znajdujemy odpowiedzi. Największy problem związany z przewidywaniem przyszłości książki nie dotyczy obecnie ani technologii odczytu, ani nośnika, ani nawet formy transmisji. Kierunek, w jakim zmierza kultura, jest dziś już oczywisty dla każdego, kto śledzi rynek dóbr cyfrowych. Nie jesteśmy wprawdzie do końca pewni tego, co nam zaoferują technologie jutra,  możemy jednak przyjąć, że będą one oparte – po pierwsze – na digitalizacji, czyli cyfrowej postaci dzieła; po drugie – mobilności, możliwości bycia on-line w dowolnym momencie; po trzecie – na zasadzie powszechnego dostępu – każdy, kto będzie miał dostęp do Sieci, będzie jednocześnie miał dostęp do cyfrowych repozytoriów kultury; po czwarte – na globalnym zasięgu, ponieważ pomimo lokalnych potrzeb (a także ograniczeń wynikających ze znajomości języków obcych) transmisja kultury będzie miała charakter ponadnarodowy; i po piąte – na unifikacji, bowiem udostępniane w Sieci cyfrowe dobra będą przechowywane w jednolitych formatach i możliwe do odtworzenia na dowolnym urządzeniu mobilnym. Jest też oczywiste, że z gospodarczego punktu widzenia płatne treści będą konkurowały z darmowymi, a produkty amatorów będą wystawione  na rynku dóbr na tych samych zasadach, co produkty profesjonalistów. Urządzenia do cyfrowej obróbki dzieł, a także sama struktura Sieci pozwalają każdemu uczestniczyć nie tylko w odbiorze kultury, lecz także w jej transmisji. Każdy może być zarówno odbiorcą, jak i nadawcą, konsumentem i twórcą. Zacierają się granice między producentem i konsumentem. Zmiany w procesie wytwarzania i konsumpcji wywierają ogromny wpływ na gospodarkę. Rynki dążą ku uwolnieniu, a coraz więcej dóbr będących efektem wspólnej pracy będzie dobrami darmowymi. Na tej idei zasadzają się m.in. idee „wolnej kultury” czy ruchu Open Source.

Rozmawiała Dorota Armiak

4 komentarzy dla “Dokąd zmierza książka?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

18 czerwca 2018 o godz. 22:09

Typy na 19 czerwca

russia-2018

Dzisiaj o 17. Polska gra z Senegalem. Nie możemy się już doczekać tego pierwszego meczu na Mistrzostwach Świata i wszyscy chyba usiądą do transmisji z wiarą, że ten mecz wygramy. Musimy wygrać. Oczywiście, pamiętam, że tak samo myślałem podczas Mistrzostw w Niemczech i naszego pierwszego meczu z Ekwadorem. Wydawało się, że musimy wygrać, a przegraliśmy. To były ostatnie Mistrzostwa Świata w piłce nożnej z udziałem Polaków. Wcześniej, w 2002 roku, wydawało się, że nie możemy nie wygrać pierwszego meczu z Koreą. Przegraliśmy. Jeszcze wcześniej, w 1986 roku, mieliśmy wygrać nasz pierwszy mecz z Maroko, był remis. Tak naprawdę ostatni (i jedyny jak dotąd) raz nasz pierwszy mecz na Mistrzostwach wygraliśmy w 1974 roku. Wbrew historii i statystykom, wierzę jednak – jak zawsze – że wygramy. Bo jak tu nie wygrać z Senegalem, kiedy mamy tak fantastyczny zespół? Stawiam na 3:1 dla Polski.

18 czerwca 2018 o godz. 22:06

Nieopierzeni

maxresdefault (2)

W meczu przeciwko Tunezji od początku Anglia zaczęła dynamicznie i agresywnie. Po pięciu minutach angielskiej kanonady kontuzjowany został tunezyjski bramkarz, Mouez Hassen. Grał jeszcze przez dziesięć minut, potem zszedł ze łzami w oczach. Zanim zszedł, wpuścił jednak bramkę. Po rzucie rożnym w 11. minucie trafił do siatki Harry Kane. Wydawało się, że kolejne gole dla Anglii są tylko kwestią czasu, że tu może być pogrom. Nic takiego jednak się nie stało. Przeciwnie, w 36. minucie z rzutu karnego na 1:1 wyrównał Sassi. Ale co to był za kuriozalny faul, Walker bezmyślnie, po chuligańsku, uderzył Tunezyjczyka łokciem. Widać, że Anglicy są zupełnie nieopierzeni. Ich gra może się podobać – jak szarża husarii, ale jak trafią na mocniejszego rywala, to szybko połamią drzewce chorągwi. Do 90. minuty zanosiło się na kolejną sensację, Anglicy wprawdzie atakowali, ale Tunezja dobrze się broniła, a w tych atakach było coraz mniej siły. W 91. minucie wpadła jednak bramka podobna do tej z 11. minuty, znów rzut rożny i znów Harry Kane. Anglia wygrała 2:1, ale Tunezja pokazała się z bardzo dobrej strony.

18 czerwca 2018 o godz. 19:12

Trzy gole w słabym meczu

maxresdefault (1)

Miało być wielkie lanie, tymczasem Belgia kolejny raz pokazuje, że jest zlepkiem indywidualności, a nie drużyną turniejową. Walili głową w mur panamskiej obrony. A gdy już się udawało przedrzeć i oddać strzał w światło bramki, to Penedo bronił. Niewątpliwy bohater pierwszej połowy. Worek z bramkami rozsupłał jednak zaraz po przerwie Mertens, kiedy strzelił w 47. minucie. Potem jeszcze dwa razy strzelał celnie Lukaku. Belgia wygrała 3:0, ale rozczarowała. Debiutująca na Mundialu Panama walczyła do końca. Umiejętności nie wystarczyło na honorowego gola, ale mają przed sobą jeszcze dwa mecze, może coś im się raz uda.

18 czerwca 2018 o godz. 16:43

Panu Bogu w okno

Sweden-Vs-South-Korea-world-cup-2018-750x450

Słabiutkie spotkanie Szwecja-Korea Południowa. Obydwie drużyny nie zachwycały skutecznością. Szwedzi nie potrafili strzelić bramki z akcji, wygraną dał im rzut karny, wykonany przez Granqvista. Szwed uderzył blisko środka bramki, podobnie do Messiego w meczu z Islandią, ale bramkarz Korei – dobrze się spisujący – nie wyczuł strzelca. Korea ani razu nie strzeliła w światło bramki. Trenerzy Meksyku i Niemiec mogą przeciw Koreańczykom wystawić jedenastu piłkarzy w polu, bramkarze nie będą mieli co robić.

17 czerwca 2018 o godz. 22:24

Typy na 18 czerwca

russia-2018

Kolejny upalny dzień Mistrzostw Świata. Niby to dopiero początek, ale już trochę boli głowa. O 14. grają Szwecja z Koreą Południową. Nie obejrzę. Szwecja to solidność i siła. Korea to nie wiem co, bo nie wiedziałem od lat żadnego meczu tej drużyny. Stawiam na 2:0 dla Wikingów.

17 czerwca 2018 o godz. 22:04

Źle w głowie

Brazil-vs-Switzerland-Match-10

Brazylia-Szwajcaria 1:1. Patrząc na mecze Urugwaju, Argentyny i Brazylii, mam refleksję – co z tego, że jesteś lepszy, że więcej umiesz, skoro brakuje ci zimnej krwi? Coś jest nie tak ze szkoleniem drużyn z Ameryki Południowej. Ich najlepsi piłkarze grają w Europie, gdzie mają profesjonalną opiekę, także psychologiczną. Gdy opuszczają Stary Kontynent, psychologa im wyraźnie brakuje. Brazylia dała koncert zmarnowanych strzałów. Szwajcaria grała nudny, ale konsekwentny futbol. Nikt nie lubi takiej piłki. Ale wynieśli remis, który im się należał jak psu buda. Porównując dotychczasowe mecze faworytów – Argentyny, Niemiec, Brazylii, to Brazylia mi się widzi najsłabiej. Nie ma koncepcji gry, nie ma tej siły, którą prezentuje Argentyna, nie ma niemieckiej konsekwencji. Ale to początek turnieju. Mistrzowie rosną z meczu na mecz. Z całym szacunkiem do Szwajcarii, to mi nie wygląda na drużynę, która by miała rosnąć… Ale pamiętam o sukcesach Grecji, która też w 2004 roku nie prezentowała ciekawego futbolu, a zdobyła Mistrzostwo Europy. Dziś Szwajcaria zagrała mądrze, a Brazylia wypadła jak wcześniej Niemcy – nieudolnie. Przynajmniej wynieśli remis.

17 czerwca 2018 o godz. 19:45

Viva Mexico

World-Cup-Germany-Mexico-odds-picks

To był mecz walki, ale też mecz słabości. Bardzo dużo błędów w obronie, sporo świetnych sytuacji strzeleckich, które nie zostały wykorzystane, bardzo dobra postawa obydwu bramkarzy. Meksyk wygrał 1:0, ale gdyby mecz zaczął się godzinę później lub wcześniej, wynik mógłby być odwrotny. Bo obydwie drużyny zagrały na podobnym poziomie, z podobnym zaangażowaniem. Meksyk od początku grał bardziej do przodu, Niemcy nastawili się na kontry i ta strategia nie zdała egzaminu. Bardziej jednak z powodu pecha niż braku umiejętności czy okazji. Brawo Meksyk, za mądrą grę, za brak kompleksów, za piękny atak, za przygotowanie siłowe. Niemcy na tych mistrzostwach są zdecydowanie słabsi niż cztery lata temu, gdy sięgali po mistrzostwo. W meczu z Meksykiem dramatycznie słaba była formacja obrony. Z taką obroną nie zajdą daleko. Po porażce z Meksykiem muszą walczyć o wyjście z grupy.

16 czerwca 2018 o godz. 23:55

Typy na 17 czerwca

russia-2018

O godzinie 14. Kostaryka gra z Serbią. Nie obejrzę. Lubię serbską śliwowicę, ale i rum z Kostaryki mi smakuje. Gdybym jednak miał wybierać, to jednak śliwowica, zwłaszcza dobrze odleżakowana, serbskie śliwki są najlepsze na świecie. Co do meczu, to nie mam pojęcia, kto go wygra, więc strzelę w ciemno, że będzie remis 0:0.

16 czerwca 2018 o godz. 22:59

Niski wymiar kary

maxresdefault (4)

Nigeria uchodzi za najlepszą drużynę Afryki i trzeci raz z rzędu gra na Mistrzostwach Świata. Chorwaci to wielkie gwiazdy, temperament, ale jako zespół są nieprzewidywalni. Potrafią przegrywać ze słabszymi od siebie. Nie dzisiaj jednak.

16 czerwca 2018 o godz. 22:17

Przegrali na własne życzenie

maxresdefault (3)

Dania wygrała 1:0 z Peru, po bardzo słabym meczu. Peru ładnie zaczęło, wydawało się, że padną bramki, ale potem powietrze z balonika uszło i mecz zrobił się monotonny, gra głównie w środku pola. Ciężko jest sforsować rosłych Duńczyków. W 45. minucie wielką szansę miał Cueva, kiedy sędzia podyktował jedenastkę po faulu na nim. Niestety, fatalnie spudłował. W drugiej połowie wciąż atakowali Peruwiańczycy. W 59. minucie jedna z nielicznych akcji Duńczyków zakończyła się golem Poulsena. Potem nadal atakowali Peruwiańczycy. Wygrali Duńczycy. Jak się nie potrafi strzelić gola, to się nie wygrywa. Inna sprawa, że Schmeichel świetnie bronił. Godny swojego ojca. Peru przegrało na własne życzenie, marnując jedną sytuację za drugą. Dania jest słabym zespołem, ale ma spore szanse na wyjście z grupy.