Kanał RSS
Najczęściej komentowane
1. Złam prawo - fragment części II
2. Mrówa-punkówa
3. Xenna na ekranie
4. Xenna - alternatywne zakończenie
5. Chaos i świńska skóra
6. Disorder i ja
7. Kolejny projekt okładki
8. Kabotyn Rotten, Sex Pistols dziady
9. Jarocin 2008
10. Sylwia
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Gazeta Literacka
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Urządzenia biurowe
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Wydawnictwo Primavera
Wydawnictwo Jirafa Roja
 
Melanże z Żyletką Sobota, 13 Stycznia, 2007
Disorder
  Udawanie z Karolkiem
Jednak podjąłem decyzję. Musi się wyprowadzić. Dość. Spakowałem część ciuchów i zawiozłem ją pod dom rodziców. Nic nie powiedziała. Dumna wysiadła z samochodu. Tyle ją widziałem. Zadzwoniłem do Karolka, wyłączył telefon. Do niej nie dzwoniłem, ale i ona się nie odzywała. Pies to jebał.
Minął dzień, wieczorem upiłem się z Disorderem. Poszliśmy do parku i piliśmy piwo na ławce, korzystając z ostatnich ciepłych dni. Brzdąka jakiś zespół, dzieci biegają, narzeczeni trzymają się za ręce, wszyscy, jak na złość, szczęśliwi. Poszliśmy do knajpy, potem jeszcze do następnej i następnej. Ten Disorder nie umie spokojnie na tyłku usiedzieć. Ale tego potrzebowałem. Chciałem oderwać się od myśli o Żyletce, choć i tak gadaliśmy wyłącznie o niej.
Następny dzień był ciężki. Puste mieszkanie. Niby o to mi chodziło, ale budzę się sam w łóżku i jakoś smutek mnie ogrania. Wróć – myślę, ale nie dzwonię. Zmuszam się do pracy, piszę książkę, idzie mi opornie, chodzę po mieszkaniu, odpalam papierosa od papierosa. Jest mi źle.
Wieczorem umówiłem się z Disorderem. Nie muszę opowiadać co robiliśmy, to co zwykle. Po trzecim piwie poczułem się lepiej. Po kolejnych wracałem do domu już zupełnie spokojny. Zasnąłem jak kamień.
Kolejny samotny ranek. Tęsknię. Cholera. Nie zadzwoniła. Żadnego maila w skrzynce. Zero znaku życia. Zagryzam zęby i też się nie odzywam. Chodzę po mieszkaniu. Nie próbuję pracować. Do wieczora wypalam 54 papierosy. Potem przy piwie jeszcze dwie paczki. Moje biedne płuca.
Alkohol jednak znieczula. Przykro się budzić w pustym łóżku, ale przecież świat się nie kończy. Jest tyle pięknych lasek, choćby pani w sklepie nocnym. Wiem, że jej nie poderwę, że pewnie przyprowadzę do domu kolejną wyłowioną z baru degeneratkę, ale można sobie pomarzyć. O pani fryzjerce z Centrum Handlowego Arkadia też. Nie jest mi dobrze, nie jest mi źle. Znowu piszę, piszę jak wariat, żeby nadgonić stracony czas, żeby zabić nadchodzący czas. Przypomniał mi się wierszyk, jak byłem mały siostra stryjeczna wpisała mi go do pamiętnika: Czemu ty się, zła godzino, z niepotrzebnym mieszasz lękiem? Jesteś – a więc musisz minąć, miniesz – a więc to jest piękne (Szymborska). I jeszcze tekst Pidżamy Porno: Niczego nie jest mi szkoda, nic z tego czego jeszcze mi brak.
Wieczorem idę z Disorderem na koncert. Dzwoni Żyletka.
– Gdzie jesteś?
– A jakie to ma znaczenie?
– Tak tylko pytam, bo siedzę sobie właśnie u ciebie, a ciebie nie ma.
Zostawiłem jej klucze.
– Jestem na koncercie.
– To może wpadnę?
– Wpadnij jak chcesz.
Disorder kręci nosem. Seans trwa.
Przyszła uśmiechnięta. O nic nie pytam. Ona nie mówi nic. Pije jedno piwo za drugim. Potem jedziemy do mnie. Rano nie budzę się sam. Psiakrew.
Posprzątała mieszkanie! Pytam wreszcie co się z nią działo.
– Udawaliśmy z Karolkiem, że wszystko jest jak dawniej, zanim ty się pojawiłeś.
– I?
– I już skończyliśmy udawać.
Nie no, tak być nie może. Ale jakiś taki bezwolny jestem. Nic na to nie poradzę. Zamykam się w pokoju i piszę. Ona w drugim ogląda western. Nie wiem co to za stacja, ale ciągle lecą westerny. Albo tak mi się wydaje. Ten jest czarno-biały. A może to mój telewizor jest czarno-biały? Głupieję, jak mi się zdaje.
Wieczorem pijemy w nędznym barze. Żyletka uwielbia nędzne bary. Dosiada się żul. Pyta jakiej muzyki słucham. Jak mu mówię, że punka, cieszy się jak dziecko. Twierdzi, że grał kiedyś w zespole. Hmm, teraz wygląda jak pospolity dresiarz. Ma 36 lat, dorywczo pracuje na budowach, mieszka u kogoś kątem, bo jest z Mazur. Można i tak żyć. Stawiam mu piwo bo się naprasza. Potem jeszcze jedno. Żyletka jest zła, bo nie lubi żuli. Pokazuję mu mój tatuaż. Crass – stwierdza z uznaniem. Lubię go. Ale Żyletka nie lubi, a po kolejnym piwie robi się agresywna. Spławia biedaka. Daję mu pięć złotych na drogę, żeby sobie coś w nocnym kupił.
To taki bar, że co chwila dosiadają się żule. Więc zaraz jest następny. Łysy baran. Takich nie lubię. Chce papierosa. – Spadaj – mówi mu Żyletka, a on na to bluzga. Na szczęście ktoś go wyprowadza. Fajnie, bo facet pokiereszowałby mi pysk jak nic. Dosiada się jakaś baba. Tlenione włosy, brudne ciuchy, na oko 45 lat. – Mogę papierosa? Nie czekając na odpowiedź Żyletki, częstuję ją chesterfieldem. – A mogę łyknąć sobie od was piwka? – Nie – odpowiada złe maleństwo, a ja zamawiam dla niej kufel i proszę, żeby sobie poszła do innego stolika wypić. Ale ona nie chce pójść, chce nam opowiedzieć o swoim życiu. Podłym, jak życie kobiet jej pokroju. Normalnie lubię słuchać takich historii, ale w Żyletce narasta zdenerwowanie. A mówiłem jej, żeby nie iść do tej knajpy, ech, życie... Do baby przybiega lolitka-kurwiszon. Z przodu brakuje jej dwóch zębów, blizna na twarzy, Jezu, skąd się takie ryje biorą. Nawet ma fajne cycki, które widać, bo koszulkę ma niemal przezroczystą, ale co z tego skoro ryj taki szpetny? – Śliczna jest Andzia, prawda? – pyta babsztyl, ja milczę, ale Żyletka brutalnie się śmieje. Częstuję Andzię papierosem i jeszcze raz mówię, że są inne stoliki wolne. – No dobra – mówi baba – ale daj pan jeszcze ze dwa papierosy. Daję. Po pół godzinie przychodzi, że jej się piwo skończyło. Kurwa, nie za wiele tego? Odlewam jej trochę od siebie. Dopijamy i wychodzimy. Świat jest jakiś popieprzony. Oczywiście pod nocnym spotykamy dresiarza co to niby grał w punkowym zespole. I znowu gadka, piwo pod sklepem, Żyletka dziwnie przytomna jak na porę, ale może nic nie piła przez te dni, kiedy z Karolkiem udawali, że wszystko jest jak dawniej? No, bo w sumie za co mieli pić? Wreszcie idziemy do domu. Otwieram bolsa, w końcu tyle się za nią wytęskniłem, że mogę posiedzieć do szóstej rano. Kochamy się i pijemy dalej, potem znowu się kochamy i znowu pijemy. Przepraszam cię, moja wątrobo, za to.
Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Niedziela, 12 Lipca, 2009 AgauŚiczkA 9136778 agatkakochana@wp.pl
Zakochana
Odpowiedz
Mam chłopaka,spotykamy się;)Bardzo go kocham,on tez mi mówi ze mnie kocha!!!Chociaz ja nie wiem czy jest to prawdą!!!Ostatnio napisałam mu sms-a czy przyjedzie do mnie na wieś na drogę?!i zapomniałam ze miałam wyciszony dzwięk!Gadałam wtedy z kolezanką Angelisią i bardzo bylam wkurzona ze mi nieodpisuje;(byłysmy wtedy na koncu wsi,noi jak juz wracałysmy to zajzałam do tela,i zobaczyła 5 połączen nieodebranych i 3 wiadomosci od mojego chłopaka,napisał mi ze juz tam jest,i zebym odebrała,i sie podpisał w 3sms-s[e.Jak juz tam poszłam to juz go niebyło.Za puzno,ale chociaż teraz juz wiem ze on mnie kocha,bo odrazu przyjechał jak ja chciałam;)I to jest milość...;*Kocham Cię;*:*
Wtorek, 14 Lipca, 2009 disorder
Zakochana
Odpowiedz
no tak... to musi być miłość! Ale nie myślisz, że gdyby jednak poczekał dłużej to kochałby jeszcze bardziej??? No a gdyby było 10 nieodebranych połączeń to ho-ho... A morał jest taki, że nie należy za długo gadać z koleżankami.
Niedziela, 11 Lutego, 2007 Siwa(M.)
?
Odpowiedz
a cóz to..? ciekawy komentarz.
Środa, 9 Grudnia, 2009 NakreNtka
?
Odpowiedz
Zgadzam się z Disorderem. Jeżeli poczekałby dłużej na pewno bardziej udowodnił by swą miłość, bo właśnie nie sztuką jest spełnianie zachcianek i przyjazdy na zawołanie, lecz czas cierpliwość i to kurewskie czekanie. ( Czekałabym tylko po to, aby wreszcie zobaczyć te znajome zarysy na wiejskich pagórkach, te znajome ruchy rąk i nóg, te moje ulubione włosy, które gubią się gdzieś tam w tych pieprzonych długich trawach, które drapią nogi i czekałabym, aż ten ktoś podejdzie uściska i wypije ze mną wino na tych nadal gryzących tyłki trawach ! ) Miłości nie ma ...
Sobota, 10 Lutego, 2007 alfa
Nibylandia
Odpowiedz
Fajne, tchnie realnością. Po jednym rozstaniu z moim byłym przez miesiąc byłam w euforii, potem był Sylwek, imprezka u mnie, po której nie wiem jakim, cudem została mi skrzynka browarów ? Nigdy nie piłam wiele, raz się tylko nawaliłam do nieprzytomności, ale wtedy dotarło do mnie, że kocham go i życie bez niego nie ma sensu. Przez tydzień nie jadłam, dostarczałam organizmowi tylko złocisty płyn i takiż oddawałam. Potworny ból wyrwał mnie w końcu z tej formy letargu. Organizm zbuntował się i upomniał o swoje, wróciłam do jedzenia, do życia. A w Walentynki pozwoliłam się przytulić innemu mężczyźnie...Z perspektywy czasu wiem już jaka to głupota. Jeśli kogoś rzeczywiście kochasz, nie zastąpisz go innym ciałem, nawet jeśli seks będzie zajebisty to będzie ci brakować tej całej reszty... Dotyku jego dłoni, miejsc w które ciebie całował, słów które wypowiadał. Wszyscy jesteśmy cudownie niepowtarzalni, nie da się ot tak kogoś wyrzucić ze swojego życia,wykasowac to co było. Zrestartowac można jedynie komputer. Poza tym myślami, sercem jesteś gdzie indziej i krzywdzisz tak tą osobę z którą jesteś, bo nie jesteś w stanie się na dłużej zaangażować. Bo to jest jedynie zamiast. Bo to jest by stłumić ból, by nie zasypiać samemu...a w radio leci Republika, ech Miłóść rozpala niebezpieczne ognie. nie jest mi łatwo żyć, ani Tobie ze mną. Wiem
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Wpisz liczbowo cyfrę trzy
Dodaj
 
AntyRadio - Radio BEZ Zasad
Landsberg Hardcore Crew
 
Creative
Commons License Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska
Analiza oglšdalności witryny
Aktualny PageRank strony xenna.com.pl dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO
© 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.
Serwis optymalizowany do 800x600+ | IE/Mozilla FF | kodowanie iso-8859-2