8 marca 2012 o godz. 12:45

Dlaczego doszło do zagłady imperium Azteków

W "Rzeczpospolitej" ukazała się recenzja powieści "Krzyk kwezala" pt. "Dlaczego doszło do zagłady imperium Azteków" autorstwa Krzysztofa Masłonia.

Łukasz Gołębiewski zaskoczył swój czytelniczy fan club regularną (na pozór) powieścią historyczną. Znany autor literatury punkowej (m. in. „Xenna moja miłość", „Disorder i ja") w „Krzyku Kwezala" przedstawił wizję oblężenia przez hiszpańskich konkwistadorów stolicy azteckiego imperium Tenochtitlanu. Po siedemdziesięciu pięciu dniach walk zakończyło się ono 13 sierpnia 1521 roku. Podobno zabrakło pięciu dni do wypełnienia się wyroczni dającej ludowi Meksyku nadzieję na zwycięstwo. Autor porwał się na temat mający bardzo obszerną literaturę. Kilkanaście tytułów wymienia zresztą na końcu książki – te, które służyły mu pomocą i były źródłem inspiracji. Wydaje się jednak, że o zmierzeniu się z historią upadku Tenochtitlanu zadecydowały jego podróże, z których wcześniej przywiózł książkę „Meksyk kraj kontrastów".

Teraz dał upust fantazji, wprowadzając na karty powieści fikcyjnych bohaterów, m.in. tytułowego Sowę Kwezala, silnie zaznaczając wątki miłosne, a przede wszystkim nasycając akcję elementami magii, co sprawia, że „Krzyk…" sytuuje się gdzieś między historią, legendą i baśnią. Nie przeszkadza to lekturze. Czytelnicy, których interesują wyłącznie dzieje wyprawy Cortesa, mogą sięgnąć po inne tytuły.

„Krzyk Kwezala" opowiada o agonii wielkiej cywilizacji, o niespotykanej na tę skalę eksterminacji lokalnej ludności i jest w istocie hołdem złożonym umęczonemu narodowi przez autora z dalekiego kraju.

– Był to największy w historii holocaust, w latach 1519 – 1565 liczba ludności Meksyku spadła dziesięciokrotnie – z 25 mln do 2,5 miliona – wylicza autor.

Opisując skutki rozszalałej w Tenochtitlanie zarazy i jednocześnie przedstawiając przebieg walk przy użyciu ówczesnych środków bojowych, Łukasz Gołębiewski pozbawia nas resztek złudzeń odnośnie prawdziwych przyczyn tej niespotykanej zagłady. To nie dzięki przewadze militarnej Hiszpanie skolonizowali Mezoamerykę i podbili Inków w Andach.

Wielkie cywilizacje amerykańskie unicestwiły choroby przywleczone przez europejskich najeźdźców, wśród nich ospa, ale przede wszystkim choroby odzwierzęce, niewystępujące w Ameryce, gdzie wówczas nie było świń, bydła, koni (te ostatnie budziły niesłychaną grozę wśród wojowników azteckich). „Zetknięcie z nowymi bakteriami było prawdziwą hekatombą – pisze autor w posłowiu – ludzkość zaś bezpowrotnie straciła szansę wymiany kulturowej i technologicznej z nowym kontynentem pogrążonym w  masowej śmierci".

Warto się wybrać z Gołębiewskim na wyprawę do Meksyku A. D. 1521. Trafimy akurat w wojenne epicentrum, ale i ci czytelnicy, którzy nie przepadają za scenami batalistycznymi (jest ich wiele, i to bardzo plastycznych), powinni poczuć się usatysfakcjonowani. Przemówi do nich ta historia o przywiązaniu i poświęceniu, wytrwałości i godności, ofiarności i obowiązku, miłości wreszcie. Historia bardzo smutna; inna być nie mogła.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

9 sierpnia 2018 o godz. 21:36

Leopold Tyrmand: Filip

filip-b-iext50293206

Ostatnia powieść jaką Tyrmand opublikował przed opuszczeniem Polski. Wyszła w 1961 roku, autor „Złego” opuścił na stałe kraj w 1965. Wojna widziana zza kulis, daleko od frontu, daleko od biedy, a przecież strach i niepewność to stałe elementy życia bohaterów, w tym tytułowego Filipa. Akcja rozgrywa się głównie we Frankfurcie, mieście, w którym jest zbyt wiele majątku Rothschildów by Alianci mieli je bombardować. Przynajmniej tak sobie mówią mieszkańcy, także cyniczni Niemcy, którym nie spieszno walczyć w imię ej mrzonki o Tysiącletniej Rzeszy. Filip jest Polakiem, byłym studentem archeologii, przedostał się do Niemiec z fałszywymi dokumentami z terenów Litwy i podjął pracę jako kelner w dość dobrze prosperującym Park Hotelu. Udaje urodzonego w Warszawie Francuza. Pracuje w międzynarodowym towarzystwie kelnerów, których walka z faszyzmem sprowadza się do tego, że plują kierownikowi hotelu do kawy. Wojnę oglądamy z boku, z przymrużeniem oka, bo łatwiej obracać lęki w żart niż stawiać im czoło. „Człowiek sam już nie wie, po której stronie jest i czego chce”, mówi bohater tej książki i tak jest istotnie. Niby każdy Niemiec to wróg, ale los zrządza, że Filip zakochuje się w młodziutkiej i pięknej Niemce. Nie waha się też korzystać z pomocy Niemców, kiedy tylko nadarza się okazja.

5 sierpnia 2018 o godz. 17:44

Miasto dla mieszkańców!

CCI20160104_0003

Dlaczego cykliści ścigają się po ulicach Warszawy a nie na torach wyścigowych? Jeszcze trochę a wypuszczą na ulice konie ze Służewca. Dużo jest w mieście bezsensownych zakazów, czy nie można by jeszcze dołożyć zakazu maratonów, wyścigów, rajdów oraz demonstracji? Biegacze do lasu, cykliści na tory, rolnicy do brony, a politycy na ring! Ulice miasta dla mieszkańców, nie dla sportowców i frustratów!

4 sierpnia 2018 o godz. 22:50

Jabłkowa Warka

Szlak-jablkowy

Zrobiłem sobie wycieczkę rowerową do Warki. Przyjemna trasa wzdłuż sadów, jabłka i gruszki, pod którymi uginają się gałęzie drzew. Im bliżej Warki, tym liczniejsze po drodze zakłady przetwórstwa jabłek, tłocznie soków, fabryki cydrów…

2 sierpnia 2018 o godz. 09:21

Kartka z podróży – w Brześciu

20180719_204822

Nocleg załatwiany przez białoruskie biuro podróży. Hotel Vesta ma trzy gwiazdki, drogie pokoje, ale wewnątrz wygląda jak skansen ZSRR. Stare, śmierdzące dywany, najbrzydsze meble z Emilki… Rozpacz.

1 sierpnia 2018 o godz. 08:42

Kartka z podróży – Białoruś

20180721_141546

Żeby pojechać do Brześcia czy Grodna nie potrzebujesz wizy czy przepustki. Na granicy w Połowcach nie ma kolejek. Jest trochę formalności. Dostaje się deklarację celną, 50 pozycji drobnym druczkiem, bukvami, po kwadransie dałem za wygraną. okazało się, że wystarczy pójść do odpowiedniego okienka, zapłacić równowartość ok. 30 zł, podać swój pesel i powiedzieć, ze nic się nie przewozi. Pani daje wydruk z komputera i gotowe. A zatem niby nie ma żadnych opłat na granicy, a jednak…

31 lipca 2018 o godz. 19:02

Akademia Brandy – odcinek 5

Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny magazynu „Aqua Vitae” opowiada jak zaczęła się historia Metaxy i dlaczego Metaxa nie jest brandy. Zapraszamy do kolejnego odcinka Akedemii Brandy z Pliską.

31 lipca 2018 o godz. 09:49

Kartka z podróży – Stara gorzelnia w Wierzchowicach

20180719_170945

Obecnie po Białoruskiej stronie granicy znajduje się wieś Wierzchowice (Вярховічы), gdzie zachowały się pozostałości dawnych dóbr magnackich Sapiehów, m.in. stary spichlerz, a także przy wyjeździe z wioski w kierunku Brześcia – okazała gorzelnia, będąca częścią późniejszego folwarku rodziny Rothów. Stanęła w miejscu wcześniejszego browaru, w 1908 roku. Długi budynek, otynkowany obecnie od frontu na błękit, zieleń, róż, wyblakłą czerwień. Spirytus produkowano tu aż do 1985 roku, kiedy to Michaił Gorbaczow, w ramach swojej kampanii abstynenckiej nie zamienił gorzelni na krochmalnię. Do dziś przerabia się tu ziemniaki zamiast na alkohol, to na mączkę skrobiową.

30 lipca 2018 o godz. 21:07

Alkoholowe dzieje Polski – czasy rozbiorów i powstań

Besala

„Alkoholowe dzieje Polski” Jerzego Besali, to książka bardziej o obyczajach Polaków, niż o alkoholu. Pełna relacji pamiętnikarskich i kronikarskich, ale też anegdot. Drugi tom, przedstawiający Polskę pod zaborami, w znacznie większym stopniu niż pierwszy opiera się na materiale źródłowym, niż na spekulacjach autora. podobnie jednak jak pierwszy, tak i ten, pisany jest w luźnym stylu publicystycznym, w myśl zasady – najważniejsze, żeby nie zanudzić czytelnika.

30 lipca 2018 o godz. 17:10

Z Prusa

„Cywilizacja ma dwa przeciwległe bieguny. Jednym jest szynk, drugim księgarnia”. ~ Bolesław Prus (1882)

28 lipca 2018 o godz. 11:14

Dzisiaj Nancy Regan

20180601_201555

Dzisiaj o godz. 18.00 koncert zespołu Nancy Regan pt. „Początki Polskiej Sceny Alternatywnej”. Martyna Załoga wykona utwory zespołów, które dały początek polskiej scenie alternatywnej. Po koncercie muzyka live przy ognisku. Wstęp wolny.