13 stycznia 2007 o godz. 21:51

Disorder i Ja

fragment niepublikowanej powieści
Z Moniką spałem od pierwszego dnia


Z Moniką spałem od pierwszego dnia, ale zbliżyliśmy się dopiero piątej nocy. Nie pamiętam już dlaczego położyliśmy się zupełnie trzeźwi. Przytuliła się jak zwykle, czułem na twarzy jej oddech, ciepło jej ciała tak blisko mojego, odwróciłem się na bok i pocałowałem jej usta. Pachniały miętą pasty do zębów.
– Myślałam już, że nigdy tego nie zrobisz – szepnęła.
Sięgnąłem dłońmi jej piersi, były tak cudownie twarde, małe sutki na końcu sterczały jak u nastolatki. Zacząłem ją całować, niżej i niżej, zagłębiłem język w jej pępku, potem zsunąłem majtki, dziewczyny jeszcze wtedy nie nosiły stringów, Monika miała zwykłe bawełniane białe majtki i seledynową koszulkę bez ramiączek. Jej ciało pachniało kobiecością, czystą kobiecością, nie żadnymi perfumami, balsamami, olejkami. Przynajmniej tej pierwszej nocy, bo potem lubiła nacierać dla mnie skórę tłustym olejkiem o zapachu przypominającym kamforę.
Pamiętam jej cudowne pośladki, jej cipkę z krótkimi czarnymi włoskami, pamiętam jej smak, pamiętam kształt jej ud, pamiętam jej jęk gdy wszedłem w pozycji klasycznej, pamiętam kropelki potu na jej brzuchu, jej coraz szybszy oddech. Tamtej nocy kochaliśmy się do rana, bez przerwy, raz za razem. Tak, młodość ma swoje prawa, a Monika wydawała mi się wtedy najpiękniejszą kobietą świata, Afrodytą, która powstała z morskiej piany przy skałach Petra tu Romiu, upadłą boginią, która z całej siły tarmosiła moje krótkie, sztywne od zmieszanego z szamponem wapna, włosy.
Nie zakochałem się w Monice. Nie wiem dlaczego? Może po prostu kochać nie umiem. Żony też nie kochałem. Nigdy. Ale żona mnie nie zachwycała, a Monika była fantasmagorią. Jakimś urojeniem. Radością. Poezję. Sztuką. Była zachodem słońca i zapachem świeżo skoszonej trawy. Była bezkresem morza i letnim deszczem. Zawsze pojmowałem kobiece piękno w kategoriach estetyki, nie seksualności. Mój żeński ideał do młoda Natalie Portman – Matylda w filmie „Leon zawodowiec”. Ktoś może powiedzieć: – zboczeniec, przecież Matylda to jeszcze dziecko. A ja odpowiem: – zboczeńcem jest ten kto się oburza, bo on myśli o seksualności Matyldy, ja podziwiam ją jak podziwia się kwiat, motyla, konika morskiego, to wszystko co piękne. Tak też podziwiałem Monikę, nie mogłem jej pokochać, nie mogłem jej pragnąć tylko dla siebie, nie mogłem czuć zazdrości o jej innych partnerów. Tak, była urojeniem.
Są zresztą kobiety, które epatują seksem, choćby Katarzyna Figura czy Grażyna Szapołowska, żeby pozostać w świecie gwiazd, ale są też takie, które emanują pięknem. Te pierwsze mnie nie interesują. No, prawie nie.
Kiedyś przyszedł jeden z facetów Moniki, typ po czterdziestce, złoty sygnet, złoty zegarek, złoty łańcuch na szyi, byczy kark, byczy wzrok, na nogach adidasy, na dupie dres adidasa, na klacie koszulka adidasa bez rękawów. A to nie był czas, kiedy marka adidas kojarzyła się z tandetą ze Stadionu Dziesięciolecia, a złoto z ruską mafią. Rozsiewał zapach zadowolonego z siebie samca. Wszedł, kiedy ja akurat leżałem z Moniką na łóżku. Trzymaliśmy się za ręce i czytaliśmy sobie przez ramię „Sztukę kochania” Michaliny Wisłockiej. Monika nawet się nie żachnęła. Rzuciła we mnie książką i powiedziała:
– Pójdź poczytać do drugiego pokoju.
Poszedłem. Zamknęła za mną drzwi. Po pół godzinie goryl wyszedł. Wróciłem i dalej czytaliśmy razem. A potem piliśmy wino i Monika najpierw opowiadała o swoim dzieciństwie, o matce i ojcu, o pierwszych miłościach, o kolejnych miłościach i zawodach, o tych wszystkich wyskrobanych ciążach, a mówiąc o tym wszystkim nuciła niczym mantrę refren piosenki: Chciałabym, chciała… Drżałabym, drżała… A ja zapragnąłem kochać się z nią bardziej niż kiedykolwiek przedtem z jakąkolwiek kobietą.
Disorder wpadał w weekendy. Piliśmy z dziewczynami, my wódkę, one wino białe, graliśmy w karty, w makao albo w tysiąca. Jedna butelka, druga, trzecia, piętrzą się stosy petów w popielniczkach zrobionych z puszek po konserwach, gaszonych w resztkach pasztetu czy mielonki. Pies sra, pies wyje bo od czterech dni nigdzie nie wychodził. Agnieszka rzuca w niego butem, skamląc ucieka do korytarza. Pijemy dalej, nasze wątroby przyjmą wszystko, jesteśmy młodzi, jesteśmy tacy piękni, te noce są takie cudowne, nikt na nas nie czeka, nikt niczego od nas nie chce, rano nie trzeba wstać do pracy, dziecko nie płacze w drugim pokoju, tylko ten pies. Ale co tam pies. Całuję Monikę w usta, pachną winem i papierosami, pachną, nie śmierdzą, pachną młodością i naszym szczęściem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

19 listopada 2018 o godz. 08:25

Kartka z podróży – Wizyta w Kindzmarauli

Kindzmarauli Co 2018-11-06 15-23-36

Na obszarze dawnej twierdzi Kvareli w mieście Baisubani w Kachetii, u podnóża Kaukazu, znajduje się winiarnia Corporation Kindzmarauli, skupiająca marki: Kindzmarauli Wine Cellar, Duruji Valley, Kakheti & Co i Koncho & Co.

18 listopada 2018 o godz. 09:02

Kartka z podróży – Zegaani

14 Zagaani (1)

Ukryty w lesie, na lekkim wzniesieniu, stoi stary klasztor Zegaani, a właściwie pozostałości po nim, czyli dwa kościoły, jeden z piątego, drugi z szóstego wieku. Freski wewnątrz są, niestety, znacznie późniejsze, pochodzą prawdopodobnie z XVI wieku. Klasztor jest częściowo ogrodzony, dostęp do niego jest otwarty, leży wśród drzew, kiedyś był to zapewne park. Porozrzucane gliniane amfory, kwewri, świadczą o produkcji wina.

17 listopada 2018 o godz. 08:31

Kartka z podróży – Wizyta w Numisi

Numisi 2018-11-06 09-18-57

Kilka lat temu Mikheil Giorgadze, wraz z żoną, Nuno, kupili stare ruiny na przedmieściach wioski Mukuzani, w Kachetii, w regionie znanym ze znakomitych win. Chciał tu postawić niewielki zajazd – pensjonat i restaurację. Przy usuwaniu cegieł odkryli 33 stare kwewri, które mają podobno ponad 500 lat i piwnice na wino, w których utrzymuje się stała temperatura 15 stopni. Postanowił uporządkować teren założyć własną winiarnię i muzeum. Zebrał masę pamiątek, nie tylko związanych z winiarstwem, ale także ogólnie z kulturą ludową regionu.

16 listopada 2018 o godz. 21:13

Rosyjska apokalipsa

„Wódka jest podobna do piosenki. Piosenka może mieć byle jakie słowa i prosta melodię, lecz ich połączenie (jak spirytusu z wodą) może piosenkę zamienić w szlagier”. ~Wiktor Jerofiejew

16 listopada 2018 o godz. 08:46

Kartka z podróży – Wizyta w Georgian Wine & Spirits

SONY DSC

Firma Georgian Wine & Spirits (GWS) powstała w 1993 roku na przedmieściach Telavi, na bazie dawnych radzieckich zakładów Telavi 2, które działały od 1976 roku. Mają 400 ha winnic w regionie Kachetii (m.in. w DOC Mukuzanii oraz Tsinandali, Tvishi, Napareuli, Kindzmarauli, Khvanchkara czy Akhasheni), ale dodatkowo skupują winogrona. Aż 70% upraw, to szczepy lokalne. Około 280 ha zajmują nasadzenia czerwonych winogron – głównie saperavi, resztę białe, poza szczepami europejskimi są to: rkatisteli, mtsvane czy tsolikouri. Właścicielem GWS są szwedzcy inwestorzy, którzy mają także znaną gruzińską winiarnię Mukhrani. W Polsce wina GWS są w ofercie Vininova.

15 listopada 2018 o godz. 08:34

Kartka z podróży – Wizyta w Shalauri

Shalauri 2018-11-05 13-10-58

Położona kilka kilometrów za Telavi, przy drodze do Tsinandali, malutka winnica Shalauri powstała w 2013 roku. Mają tylko 2 ha, ale jakież tu robią wybitne wina! Wyłącznie z kwewri, żadnych beczek, żadnych europejskich winifikacji. Wszystko po bożemu, to znaczy po gruzińsku. Ich rkatsiteli ma smak miodu, mtsvane pachnie jak rieslingi późnego zbioru, pomarańczowe khikhvi jest jak polne kwiaty i agrest. Mają dwa rodzaje saperavi, bardzo wytrawne i taniczne oraz niemal słodkie, ale nie w stylu win Kindzmarauli, to jest słodycz soczystej czarnej porzeczki, fig i wędzonej śliwki. W niewielkiej piwnicy na tyłach domu wkopane są kwewri, w drugiej piwnicy leżakują wina w butelkach, jest też jedna izba zamieniona na winiarnię, tu także są kwewri. Chacha ze swoich wytłoków destylują u sąsiada, ma aromat dojrzałego słonecznika. Produkty nie są bynajmniej tanie, butelka 30-40 lari.

14 listopada 2018 o godz. 08:23

Kartka z podróży – Twierdza Chailuri

07 Chailuri 2018-11-04 11-36-26

Stanąłem przy głównej drodze wiodącej z Tbilisi do Kachetii, zaraz za winiarnią KTW, dokąd każdego dnia przyjeżdżają autokary pełne Rosjan, którzy wypijają wprost ze stalowych tanków zasiarczone, bardzo młode i bardzo podłe wina. Stanąłem, bo tu cisza i spokój, a chwilę wcześniej musiałem przebijać się przez rosyjską ciżbę, żeby kupić butelkę wina kisi i kompot z owoców fejhoa w sklepiku firmowym KTW. Mają tam nie tylko wstrętne wina, ale Rosjan Gruzini prowadzą prosto do cystern, i poją paskudztwem ku własnej uciesze, zwłaszcza, że Rosjanie chwalą, siarka i kwas im nie przeszkadzają. Stanąłem tu, gdyż na lewym brzegu rzeki stoi sporych rozmiarów twierdza Chailuri (znana też jako Niakhura). Bastion jakich w Europie wiele, typowy dla fortyfikacji osmańskich. Pierwotna twierdza powstała tu w późnym średniowieczu i wraz z drugą fortyfikacją – Monavi – strzegła przejścia przez wąwóz Iori w stronę Tbilisi. Miała trzy pietra i dwie bramy. Zniszczona w 1801 roku, podczas walk o niepodległość Gruzji, odbudowana w latach 80. XX wieku, dziś częściowo porośnięta trawą. W sumie, nic ciekawego, punkt na mapie, chwila odpoczynku pomiędzy jedną winiarnią a drugą. Nieciekawe miejsca też potrafią jednak cieszyć, gdy świeci słońce, za plecami masyw Kaukazu, z lewej strony winnica, a powietrze wypełnia przyjemny zapach wypalanej za płotem trawy.

13 listopada 2018 o godz. 09:54

Kartka z podróży – Wizyta w Château Mukhrani

Mukhrani 2018-11-03 16-32-57

Obecna firma powstała w 2002 roku, powołana przez inwestorów ze Szwecji, którzy są też właścicielami firmy Georgian Wines & Spirits w Kachetii. W 2007 roku rozpoczęła działalność nowoczesna winiarnia połaczona z destylarnią chacha. Nazwa nawiązuje do najważniejszej gruzińskiej dynastii książęcej, która panowała od początku XVI do XIX wieku. Wspaniały pałac Mukhrani – dostępny dla zwiedzających – jest tu restauracja, a jednocześnie zakład produkcyjny – winiarnia i destylarnia, a w piwnicach znajduje się 60 tys. beczek z winem. Większość starzenia odbywa się we francuskim dębie. Mury zapewniają stała temperaturę 15 stopni Celsjusza. Piwnice powstały w 1878 roku, château zostało zaprojektowane przez francuskiego architekta. Była tu letnia posiadłość Romanowów. W piwnicach są kwewri, które mają 150 lat i pamiętają czasy założyciela winiarni, Ivana Mukhranbatoni. Ivan produkował w XIX wieku 1,2 mln l wina rocznie.

12 listopada 2018 o godz. 09:11

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Askaneli Brothers i Jimsher

Askaneli Brothers 2018-11-02 15-45-36

Na przedmieściach Tbilisi ulokowana jest nowoczesna winiarnia i destylarnia Askaneli Brothers. Właścicielami firmy są bracia Gocha i Jimsher Chkhaidze, nazwa Askaneli pochodzi od wioski Askana w prowincji Guria. Wedle ludowej opowieści niejaki Antimoz Askaneli zbudował tutaj piwnicę pełną kwewri do produkcji wina. Faktem jest, że we wsi można odnaleźć kwewri, które pochodzą z lat 80. XIX wieku.

11 listopada 2018 o godz. 15:56

Kartka z podróży – Come back to Tbilisi

SONY DSC

Trzeci raz jestem w Tbilisi. Zaliczyłem już trzy pory roku – lato, jesień i zimę. Nieodmiennie miasto tętni życiem. Zawsze w kolorach oferowanych na straganach owoców – granatów, szaronów, pomarańczy, zielonych fig oraz zwisających wszędzie poskręcanych, wypełnionych orzechami, churcheli. Nieodmiennie pachnie winogronami. Kuszą wine-bary i bazary. W dawnych tureckich łaźniach kwitnie rozpusta, damy wprawdzie nie mają dostępu do kapiących się panów, co jednak nie przeszkadza alfonsom by prezentować całe katalogi ze zdjęciami oczekujących prostytutek. Gorąca miłość po gorącej parowej kąpieli, do tego sto gram rozgrzewającej chacha i zawał jak w banku.