20 października 2008 o godz. 10:29

Disorder i ja :)

Hm... wysłałem Agnieszce Herman, która projektuje okładki do moich książek, swoją fotkę zrobioną w barze Alibaba w Jarocinie, która bardzo mi się podoba (oryginalna fotka w galerii), z zapytaniem, co myśli o daniu jej na tył okładki... Oto, co mi przysłała. Proszę was o uwagi, bo niby to doskonale oddaje treść - jest Disorder i jestem ja :) Ale czy to nie przegięcie? Narcyzm? Jestem teraz zakłopotany bo mi się ten projekt podoba...

11 komentarzy dla “Disorder i ja :)

  1. bardzo dobry projekt, nie kryguj się tak, tylko dawaj to na okładkę. co do tytułów – „meleanże z żyletką” są zdecydowanie moim ulubionym tytułem. być może przez koleżankę zazdrość przemawia, że nie są to „melanże z huaną” 😉 pozdrawiam z gdańska

      • hahaha

        iii tam, w erze google tytuł musi być taki, żeby po wpisaniu go do wyszukiwarki nie wyskakiwało tysiąc bzdetnych śmieci, tylko ten właściwy. I w tym sensie sama Xenna byłaby do dupy.

        • hmmm...

          rozumiem (bo muszę) że książka to produkt i w erze google to cośtam, ale mimo wszystko książka to nie masło ani margaryna żeby szukać dla niej nośnej nazwy i tylko takiej co to w googlu się \”wyróżni\”..xenna moja miłość\” brzmi dość banalnie…w przypadku \”melanży..\” samo słowo \”melanże\” stawia książkę w kategorii \”srutututu\” a z dodatkiem \”z żyletką\” sory ale brzmi jak wywody jakiegoś zblazowanego gówniarza który tnie się, bo świat jest zły…a disorder i ja w ogóle nie brzmi…

  2. tak!

    generalnie to za bardzo nie podoba mi się oprawa graficzna twych dzieł, a wydawanych przez żyrafę w ogóle albo rzadko ale teraz z wrażenia aż postanowiłam się wypowiedzieć bo ta okładka jest zajebista..!tylko te tytuły….oczywiście nic już nie przebije debilizmu tytułu melanże z żyletką (jakbym zobaczyła książkę o takim tytule to uznałabym, ze to jakiś ciężki idiotyzm, tytuł od razu sugeruje, że książka jest totalnie niepoważna, w sensie jakiś wypierd nie mający NIC wspólnego z literaturą), xenna jeszcze by jakoś brzmiała, gdyby nie harlekinowe „moja miłość” no a disorder i ja to w ogóle jakieś nic, brak tytułu..i też brzmi jak jakiś wypierd, a nie książka, po którą warto sięgnąć…weź coś wymyśl, skoro okładka fajna to i tytuł powinien pasować!

  3. To jest to!

    No, nie chcę Ci cukrować, ani pogłebiać Twego narcyzmu, ale to jest strzał w dziesiatkę! Ta- żadna inna! I kolory ok, i myślę , że ducha też oddaje;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

9 sierpnia 2018 o godz. 21:36

Leopold Tyrmand: Filip

filip-b-iext50293206

Ostatnia powieść jaką Tyrmand opublikował przed opuszczeniem Polski. Wyszła w 1961 roku, autor „Złego” opuścił na stałe kraj w 1965. Wojna widziana zza kulis, daleko od frontu, daleko od biedy, a przecież strach i niepewność to stałe elementy życia bohaterów, w tym tytułowego Filipa. Akcja rozgrywa się głównie we Frankfurcie, mieście, w którym jest zbyt wiele majątku Rothschildów by Alianci mieli je bombardować. Przynajmniej tak sobie mówią mieszkańcy, także cyniczni Niemcy, którym nie spieszno walczyć w imię ej mrzonki o Tysiącletniej Rzeszy. Filip jest Polakiem, byłym studentem archeologii, przedostał się do Niemiec z fałszywymi dokumentami z terenów Litwy i podjął pracę jako kelner w dość dobrze prosperującym Park Hotelu. Udaje urodzonego w Warszawie Francuza. Pracuje w międzynarodowym towarzystwie kelnerów, których walka z faszyzmem sprowadza się do tego, że plują kierownikowi hotelu do kawy. Wojnę oglądamy z boku, z przymrużeniem oka, bo łatwiej obracać lęki w żart niż stawiać im czoło. „Człowiek sam już nie wie, po której stronie jest i czego chce”, mówi bohater tej książki i tak jest istotnie. Niby każdy Niemiec to wróg, ale los zrządza, że Filip zakochuje się w młodziutkiej i pięknej Niemce. Nie waha się też korzystać z pomocy Niemców, kiedy tylko nadarza się okazja.

5 sierpnia 2018 o godz. 17:44

Miasto dla mieszkańców!

CCI20160104_0003

Dlaczego cykliści ścigają się po ulicach Warszawy a nie na torach wyścigowych? Jeszcze trochę a wypuszczą na ulice konie ze Służewca. Dużo jest w mieście bezsensownych zakazów, czy nie można by jeszcze dołożyć zakazu maratonów, wyścigów, rajdów oraz demonstracji? Biegacze do lasu, cykliści na tory, rolnicy do brony, a politycy na ring! Ulice miasta dla mieszkańców, nie dla sportowców i frustratów!

4 sierpnia 2018 o godz. 22:50

Jabłkowa Warka

Szlak-jablkowy

Zrobiłem sobie wycieczkę rowerową do Warki. Przyjemna trasa wzdłuż sadów, jabłka i gruszki, pod którymi uginają się gałęzie drzew. Im bliżej Warki, tym liczniejsze po drodze zakłady przetwórstwa jabłek, tłocznie soków, fabryki cydrów…

2 sierpnia 2018 o godz. 09:21

Kartka z podróży – w Brześciu

20180719_204822

Nocleg załatwiany przez białoruskie biuro podróży. Hotel Vesta ma trzy gwiazdki, drogie pokoje, ale wewnątrz wygląda jak skansen ZSRR. Stare, śmierdzące dywany, najbrzydsze meble z Emilki… Rozpacz.

1 sierpnia 2018 o godz. 08:42

Kartka z podróży – Białoruś

20180721_141546

Żeby pojechać do Brześcia czy Grodna nie potrzebujesz wizy czy przepustki. Na granicy w Połowcach nie ma kolejek. Jest trochę formalności. Dostaje się deklarację celną, 50 pozycji drobnym druczkiem, bukvami, po kwadransie dałem za wygraną. okazało się, że wystarczy pójść do odpowiedniego okienka, zapłacić równowartość ok. 30 zł, podać swój pesel i powiedzieć, ze nic się nie przewozi. Pani daje wydruk z komputera i gotowe. A zatem niby nie ma żadnych opłat na granicy, a jednak…

31 lipca 2018 o godz. 19:02

Akademia Brandy – odcinek 5

Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny magazynu „Aqua Vitae” opowiada jak zaczęła się historia Metaxy i dlaczego Metaxa nie jest brandy. Zapraszamy do kolejnego odcinka Akedemii Brandy z Pliską.

31 lipca 2018 o godz. 09:49

Kartka z podróży – Stara gorzelnia w Wierzchowicach

20180719_170945

Obecnie po Białoruskiej stronie granicy znajduje się wieś Wierzchowice (Вярховічы), gdzie zachowały się pozostałości dawnych dóbr magnackich Sapiehów, m.in. stary spichlerz, a także przy wyjeździe z wioski w kierunku Brześcia – okazała gorzelnia, będąca częścią późniejszego folwarku rodziny Rothów. Stanęła w miejscu wcześniejszego browaru, w 1908 roku. Długi budynek, otynkowany obecnie od frontu na błękit, zieleń, róż, wyblakłą czerwień. Spirytus produkowano tu aż do 1985 roku, kiedy to Michaił Gorbaczow, w ramach swojej kampanii abstynenckiej nie zamienił gorzelni na krochmalnię. Do dziś przerabia się tu ziemniaki zamiast na alkohol, to na mączkę skrobiową.

30 lipca 2018 o godz. 21:07

Alkoholowe dzieje Polski – czasy rozbiorów i powstań

Besala

„Alkoholowe dzieje Polski” Jerzego Besali, to książka bardziej o obyczajach Polaków, niż o alkoholu. Pełna relacji pamiętnikarskich i kronikarskich, ale też anegdot. Drugi tom, przedstawiający Polskę pod zaborami, w znacznie większym stopniu niż pierwszy opiera się na materiale źródłowym, niż na spekulacjach autora. podobnie jednak jak pierwszy, tak i ten, pisany jest w luźnym stylu publicystycznym, w myśl zasady – najważniejsze, żeby nie zanudzić czytelnika.

30 lipca 2018 o godz. 17:10

Z Prusa

„Cywilizacja ma dwa przeciwległe bieguny. Jednym jest szynk, drugim księgarnia”. ~ Bolesław Prus (1882)

28 lipca 2018 o godz. 11:14

Dzisiaj Nancy Regan

20180601_201555

Dzisiaj o godz. 18.00 koncert zespołu Nancy Regan pt. „Początki Polskiej Sceny Alternatywnej”. Martyna Załoga wykona utwory zespołów, które dały początek polskiej scenie alternatywnej. Po koncercie muzyka live przy ognisku. Wstęp wolny.