10 lutego 2015 o godz. 18:44

Darmowy podręcznik i straty wydawców

Polska Agencja Prasowa, a za nią inne media, publikują dziś rozmowę z Łukaszem Gołębiewskim na temat sytuacji na rynku książki. Rozmawia Agata Szwedowicz.

 

W ubiegłym roku przychody ze sprzedaży książek skurczyły się o 7, 5 proc.– szacuje Biblioteka Analiz. Łukasz Gołębiewski uważa, że za 5 proc. tego spadku odpowiada wprowadzenie darmowego podręcznika. W kolejnych latach spadki z tym związane mogą sięgnąć łącznie nawet 25 proc.

PAP: W ubiegłym roku przychody ze sprzedaży książek skurczyły się o 7,5 proc., do 2,48 mld zł – szacuje Biblioteka Analiz.
Rok wcześniej rynek sprzedaży książki był wart jeszcze 2,68 mld zł. Dlaczego tak się stało?

Łukasz Gołębiewski: To przede wszystkim kwestia wprowadzenia darmowych podręczników, szacujemy, że w tym roku to posunięcie MEN spowodowało zmniejszenie się przychodów ze sprzedaży książek o 5 proc. Ale to nie koniec – spadki notowane będą także w kolejnych latach, gdy program darmowych podręczników realizowany będzie w kolejnych klasach. Spadki w następnych latach mogą wynieść nawet 25 proc. w stosunku do stanu sprzed wprowadzenia darmowego podręcznika. Wydawcy odczują to boleśnie. W ostatnim tygodniu upadłość ogłosiło wydawnictwo Żak, bardzo zasłużone dla polskiej edukacji, zwłaszcza dla nauczania dzieci w klasach 1-3, które w dobrych latach miało obroty rzędu 35 mln zł i mieściło się wtedy w pierwszej dziesiątce polskich wydawnictw.
Długofalowym efektem wprowadzenia darmowego podręcznika będzie zanik innowacyjności w polskiej edukacji, zanik różnorodności, którą gwarantowało istnienie kilkunastu rywalizujących ze sobą wydawców.

PAP: Wprowadzenie darmowego podręcznika nie tłumaczy jednak całego spadku przychodów ze sprzedaży.

Ł.G.: Drugi powód spadku to przecenianie książek. Ten proceder na polskim rynku ciągnie się od 2011 roku, kiedy wprowadzono podatek VAT na książki, a wydawcy musieli w trybie natychmiastowym wyprzedawać książki z dawną, zerową stawką podatku. Ten trend utrzymał się. Przeceny zdominowały ostatnie lata na polskim rynku książki i przestały być domeną księgarni typu Dedalus, które się w przecenionych książkach specjalizują. Teraz przecenami kuszą też sieciówki jak Empik czy Matras. Mam nadzieję, że to przejściowe zjawisko, które skończy się za jakieś 2-3 lata, kiedy wejdzie w życie ustawa o książce. Właśnie trwają prace nad nią i wydaje się, że jest sprzyjająca atmosfera polityczna dla tej ustawy, która pomoże całej branży. Ustawa o książce zagwarantuje, że przez określony czas po publikacji (na przykład rok), książka będzie musiała być sprzedawana w określonej cenie (dopuszczalne są rabaty dla bibliotek, czy też 5-procentowa rabaty na targach).

Polski rynek książki jest ofiarą absurdalnej polityki ministerstwa edukacji, ale też ministerstwa nauki, które właściwie w żaden sposób nie wspiera publikacji podręczników akademickich ani książek naukowych. Tu sytuacja jest tragiczna. Nakłady publikacji naukowych są tak niskie (często poniżej 500 egzemplarzy), że większości autorów opłaca się bardziej publikować w języku angielskim. Zdarza się coraz częściej, że książki naukowe polskich autorów muszą być tłumaczone z angielskiego.

PAP: Podobno Empik ma poważne kłopoty. W sieci pojawiły się już nawet memy „nie będę płakać po Empiku”.

Ł.G.: Wynik finansowy Empiku jest zły – w 2014 roku odnotowano spory spadek sprzedaży oraz podobno gigantyczną stratę przekraczającą 110 mln zł. O tym, że sytuacja finansowa Empiku nie jest najlepsza, wiadomo było od dwóch lat. Jeden z właścicieli udzielił firmie pożyczki, która sprawia, że teraz jest ona w stanie na bieżąco spłacać zobowiązania, ale też wystawiono na sprzedaż część aktywów. Przy polityce sprzedaży, jaką Empik prowadzi, nie wróżę im długofalowych sukcesów. Kiedyś firma przyciągała klienta bardzo szeroką ofertą, teraz jest ona skromniejsza niż u konkurencji. Empik sprzedaje właściwie wyłącznie najbardziej chodliwe nowości wydawnicze. To polityka firmy doprowadziła do tego, że ludzie mówią +nie będę płakać po Empiku+.

PAP: Jeżeli Empik padnie, to gdzie będziemy kupować książki? Zamykanie księgarń obserwujemy już od co najmniej dekady.

Ł.G.: Poza Empikiem jest sieć księgarń Matras, która w ostatnich latach otworzyła wiele księgarń w bardzo atrakcyjnych handlowo miejscach – na dworcach kolejowych i w galeriach handlowych. To już nie jest tak, że lokalizacja w centrum miasta jest dla księgarni dobra – dużo lepsze są galerie i dworce, gdzie koncentruje się duży ruch klientów. Nie przypadkiem w Warszawie na rynku Starego Miasta nie ma żadnej księgarni. Pewnie przy wysokich czynszach żadna nie utrzymałaby się tam, ale jest to jednak jakiś wstyd dla Warszawy, że jesteśmy chyba jedyną europejską stolicą bez księgarni na rynku. Wydaje się, że przyszłością branży jest jednak sprzedaż internetowa.

PAP: Jak zmienia się sytuacja e-booków w Polsce? Ile jest wart ten segmenty rynku książki?

Ł.G. : Rynek e-booków wart jest – według wstępnych szacunków – 62 mln zł, to więcej o 15 proc. w porównaniu do 2013 roku, ale to niespełna 3 proc. wartości całego rynku, czyli rozwój jest dużo powolniejszy niż nie tylko w USA, ale też krajach UE. Niestety, Unia Europejska nakłada na państwa obowiązek stosowania wobec e-booków podstawowej stawki podatku VAT, czyli w Polsce jest to aż 23 proc. ceny e-booka. Od dawna mówi się o konieczności zniesienia tej nierówności, ale nie sądzę, żeby szybko udało się to zrobić. Polska Izba Książki otrzymała niedawno odpowiedź z Ministerstwa Finansów na zapytanie, co rząd w 2014 zrobił dla obniżenia VAT na e-booki. Donald Tusk zapowiadał podjęcie pewnych działań, ale z odpowiedzi MF wynika, że Polska jest w tym przypadku właściwie bezradna. Jeżeli ta sprawa trafi pod obrady Parlamentu Europejskiego to Polska będzie popierać zrównanie podatkowe e-booków i książek papierowych. Nie wiadomo jednak, kiedy się to stanie. Francja i Luksemburg wyłamały się z polityki UE i obniżyły VAT na e-booki. Grożono im poważnymi karami finansowymi, ale jak na razie nic takiego nie ma miejsca. Wysokie opodatkowanie e-booków bardzo zawyża ich cenę, to nie jakaś groszowa różnica, tylko jedna czwarta całej ceny. Trzeba przy tym pamiętać, że w przypadku e-booków czytelnik oczekuje ceny przynajmniej o połowę niższej od książki papierowej.

PAP: Czy są jakieś zmiany na rynku książki, z których można się cieszyć?

Ł.G. Wzrosła sprzedaż książek erotycznych i nie ma powodu żeby sie tym martwić. To zasługa bestsellerowej sagi o Grayu, ale pojawiły się też nowe serie. Cieszy, że w ubiegłym roku po raz pierwszy od 1990 roku na listach bestsellerów było więcej książek polskich autorów niż zagranicznych. Na początku lat 90. zachłysnęliśmy się dostępem do literatury zachodniej, ale polscy wydawcy dostrzegli wreszcie potencjał polskich autorów, zaczynają ich promować. Dobrze sprzedają sie kryminały np. Marka Krajewskiego, Zygmunta Miłoszewskiego, powieści obyczajowe Katarzyny Grocholi, ale też polskie reportaże, a coraz częściej publikacje polityczne. Jeśli chodzi o reportaż, to nasi autorzy należą do światowej czołówki. Z bestsellerów 2014 roku zwraca uwage powrót na księgarskie półki Wojciecha Cejrowskiego, jego „Wyspa na prerii” sprzedawała się lepiej niż np. nowa książka – również powracającej po latach – Helen Fielding, znanej niegdyś z „Dziennika Bridget Jones”. Z reportaży Największy sukces odniósł Jacek Hugo-Bader ze swoim „Długim filmem o miłości”. Zwraca uwagę wysoka sprzedaż książek bardziej ambitnych, jak „Beksińscy. Portret podwójny” Magdaleny Grzebałkowskiej czy „Dziewczyn z Powstania” Anny Herbich. Swego rodzaju ponadpokoleniowym fenomenem jest Małgorzata Musierowicz, na jej „Jeżycjadzie” wychowują się kolejne czytelniczki, autorka wciąż jest płodna, wciąż też wierna własnemu stylowi, najlepiej dowodzi, ze w literaturze pogoń za nowinkami wcale nie gwarantuje sukcesu, a dobra narracja zawsze jest w cenie.

2 komentarzy dla “Darmowy podręcznik i straty wydawców

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

23 września 2018 o godz. 08:57

Kartka ze Speyside – Heilan coo

SONY DSC

Szkoci mówią na nie Heilan coo, cudzoziemcy Hippie cow. Mają długą grzywkę i leniwe miny. Nie dają zbyt dobrego mleka. Hoduje się je na mięso. Szkoda, bo miło wyglądają jak są żywe. Potem już mniej miło. Przywędrowały z Hebrydów. Wzmianki o nich pochodzą już z VI wieku. W czarnej wersji nazywają się w Szkocji Kyloe i jedna taka czarna krowa z grzywką znajdzie się na okładce najbliższego numeru „Aqua Vitae”.

22 września 2018 o godz. 09:42

Kartka ze Speyside – Dunnottar Castle

Dunnottar Castle (37)

Kiedy spytać Szkota, dlaczego nie czuje pokrewieństwa z Irlandczykami, choć to podobna kultura, podobny język i podobne zamiłowanie do spokojnego wiejskiego życia ze szklaneczką whisky, odpowie, że z Irlandczykiem w ogóle nic go nie łączy, bo oni są celtami, a Szkoci to piktowie. Dla mnie tyle samo w tym sensu, co w stwierdzeniu, że nic mnie nie łączy z ludźmi z południa Polski, bo oni to Wiślanie, a my to Polanie. Ale tak całkiem serio, kulturowa tożsamość w Szkocji i Irlandii jest bardzo wysoka, a nawiązania do kultury piktów i celtów są jej częścią.

21 września 2018 o godz. 09:24

Kartka ze Speyside – Benromach

_DSC8756

Niewielka szkocka gorzelnia whisky, działająca w regionie Speyside, w miasteczku Forres od 1898 roku. Wielokrotnie zmieniała właścicieli, a w latach 1983-1998 stała zamknięta. Obecnie jest własnością Gordon & MacPhail. Używają głównie torfowanego jęczmienia, o poziomie natorfienia 12 ppm i 47 ppm, a także nietorfowanego jęczmienia organic. Kadź zacierna ma pojemność 1,5 tony. Mają 13 kadzi fermentacyjnych z sosny oregońskiej, stosują dwa rodzaje fermentacji – krótsza trwa 62-67 godzin, wydłużona – 110 godzin, stosują drożdże browarnicze. Alembik pierwszej destylacji ma pojemność 7500 l, drugiej destylacji – 4250 l. Alembiki Forsyths z zewnętrznym kondensatorem. Odbierają alkohol o mocy 70%, przed wlaniem do beczek obniżają moc do 63,5%. Cały proces produkcji jest sterowany ręcznie. Rocznie produkują ok. 700 tys. l alkoholu. Destylarnia ma w swoich magazynach ok. 18 tys. beczek. Używają tylko beczek first fill po bourbonie, poza tym beczek po sherry z bodegi Williams & Humbert, a do whisky z jęczmienia organic – dziewiczych beczek z białego dębu z Missouri. W 2018 roku uruchomili osobną mikro-destylarnię, w której produkują gin Red Door.

20 września 2018 o godz. 08:37

Kartka ze Speyside – Glen Moray

SONY DSC

Glen Moray to ogromna destylarnia whisky ze Speyside, powstała w 1897 nad brzegiem rzeki Lossie, na przedmieściach Elgin, w ostatnich latach całkowicie przebudowana do przemysłowych rozmiarów. Wcześniej, od 1828 roku, w tym samym miejscu działał browar West Brewery. Zaczynali z jedną parą alembików, które zrobiono z przebudowanych kadzi warzelniczych. Te stare alembiki przepadły w pożarze. Kilkakrotnie zamykana, kilkakrotnie też zmieniała właścicieli. W 1920 roku przejęta przez spółkę Macdonald & Muir (ówczesnego właściciela Glenmorangie). Przebudowana w 1958 roku, w 1979 roku wprowadzono dwa nowe alembiki. Pod koniec lat 70. zaprzestano własnego słodowania. W 2008 roku właścicielem Glen Moray został francuski potentat na rynku alkoholowym, grupa La Martiniquaise. Obecnie rocznie produkują 5 mln l alkoholu. Gigantyczne kadzie fermentacyjne, a jest ich 14, usytuowane są na zewnątrz. Z jednego zacieru robią ok. 52 tys. l przefermentowanego alkoholu, stalowa kadź zacierna ma pojemność 11 ton. Fermentacja jest dość krótka, trwa 60 godzin, alkohol ma 8,5%. Po przebudowie w 2016 roku alembiki pierwszej destylacji są w innym budynku niż drugiej, nie działają w parach. Te do pierwszej destylacji mają bardzo nietypowy kształt, szyja jest odwrócona do przodu, przed każdym alembikiem jest podwójny kondensator, który nie wpływa wprawdzie na czas destylacji czy moc alkoholu, ale daje oszczędność energii. Wszystko jest sterowane komputerowo, pierwsza destylacja trwa ok. 5 godzin i daje alkohol o mocy ok. 25%. Nowe alembiki powstały we Frili, sprowadzono je z Włoch. W drugim budynku jest dziewięć alembików. Sześć Forsyths, z czego trzy kiedyś działały jako wash stills w parach ze spirit stills. Przerobiono je na spirit stills, dodano jeszcze trzy włoskie, więc teraz serce destylarni wyposażone jest w aparaty o różnej pojemności, różnych kształtów. Moc alkoholu po drugiej destylacji to 72%. Firma dysponuje też starą kadzią zacierną i pięcioma starymi kadziami fermentacyjnymi. Być może będą w przyszłości wykorzystywane do eksperymentalnych edycji. Planowane jest dodanie jeszcze dwóch alembików i zwiększenie produkcji nawet do 9 mln l (przed inwestycją La Martiniquaise moce produkcyjne wynosiły 2,2 mln l rocznie). Glen Moray ma obecnie 12 magazynów, w których leżakuje whisky w ok. 140 tys. beczek. Visitors center rocznie odwiedza ok. 24 tys. osób. Na miejscu można spróbować kilku specjalnych edycji whisky, które pokazują potencjał destylarni (np.: Glen Moray 1998 PX Finish, Glen Moray 2010 Peated PX Finish czy Glen Moray 120th Aniversary Edition).

19 września 2018 o godz. 09:19

Kartka ze Speyside – Glenury Royal

_DSC8659

Już nieistniejąca destylarnia whisky z Highlands, pojedyncze butelki jeszcze można dostać, np. czterdziestoletnia Glenury Royal wydestylowana w 1970 roku. Powstała w 1825 roku i – jak piszą kronikarze – od początku była pechowa. Kilka tygodni po jej uruchomieniu wybuchł pożar, który zniszczył ja niemal doszczętnie. Zdarzył się też nieszczęśliwy wypadek, jeden z robotników zginął podczas pracy, wpadł do kadzi. Założył ją w Stoneheaven kapitan Robert Barclay Allardice, ciekawa postać – parlamentarzysta, biegacz i bokser. Była to jedna z trzech destylarni, którym król Wilhelm IV pozwolił posługiwać się w nazwie określeniem „królewska” (Royal). Kolejnymi właścicielami Glenury byli: William Richie (w latach 1857-1928), spółka Glenury Distillery Co. (1936-1938), Associated Scottish Distillers (1938-1940), American National Distillers (1940-1953) oraz Distillers Company Limited (od 1953 roku do końca). Miała okresy przestoju, np. w latach 1852-1858 czy 1940-1945. Destylarnię zamknięto w 1983 roku, częściowo wyburzono, częściowo przebudowano, dziś w jej miejscu stoi osiedle mieszkaniowe.

18 września 2018 o godz. 08:54

Kartka ze Speyside – Auchinblae

_DSC8646

Niewiele wiadomo o destylarni whisky Auchinblae, ulokowanej przy Burn Street w Auchenblae (Aberdeenshire). Powstała w 1895 roku w miejscu młyna Den Mill, starszego o sto lat. Zapewne już wcześniej pędzono tu alkohol, ale bez licencji. Przebudowę młyna i pagodę słodowni projektował słynny architekt tamtych czasów, Charles C. Doig. Należała do lokalnej spółki kapitałowej Auchinblae Distillery Company Ltd. Jak ustalił Brian Townsend, autor znakomitej książki „Scotch Missed”, była wyposażona w cztery kadzie fermentacyjne o pojemności 6000 galonów każda oraz jedna parę alembików (wash still miała 1500 galonów, spirit still wiadomo tylko, że była mniejsza. Pierwszy jej menadżer wcześniej pracował w Ord Distillery. W 1916 roku przejęta przez spółkę Macdonald Greenlees, która miała też pobliską destylarnię Stronachie.

17 września 2018 o godz. 08:14

Kartka ze Speyside – wizyta w Fettercairn

_DSC8621

Fettercairn to destylarnia z Higlands, powstała w 1824 roku, założona przez Sir Alexandra Ramsaya, który był jej właścicielem zaledwie przez sześć lat. Z powodu długów odsprzedał ją wraz z posiadłością ziemską Fasque Estate kupcowi Johnowi Gladstone. Przebudowana po pożarze w 1887 roku. W latach 1926-1939 zamknięta. Jej pracę wznowił nowy właściciel, kilkakrotnie zresztą się zmienił w następnych latach, aż w 1974 roku przejęła ją spółka Whyte & Mackay, która zarządza do dziś marką i zasobami whisky, wykorzystując znakomitą część produkcji Fettercairn do swoich blendów. W latach 60. XX wieku zaprzestano samodzielnego słodowania jęczmienia. W 1966 roku podwojono moce produkcyjne – z dwóch do czterech alembików. Aparaty do pierwszej destylacji wash stills mają pojemność po 17274 l, a spirit still jeden ma 13638 l, drugi – 11819 l. Spirytus odbierany jest z mocą 68%, do beczek trafia z mocą 63,5%, druga destylacja trwa sześć godzin. Kadź zacierna ma pojemność 5 ton, robią 24 zaciery tygodniowo. Jako jedni z nielicznych w Szkocji używają karmelizowanego słodu do niektórych edycji whisky. Jest tu jedenaście kadzi fermentacyjnych z sosny oregońskiej o pojemności po 25 tys. l każda. Fermentacja jest dość szybka, trwa 52-55 godzin. W 1989 roku otwarto centrum dla odwiedzających. Mają 13 magazynów, a w nich ok. 40 tys. beczek. Beczki po bourbonie wykorzystywane są tylko raz, potem są odsprzedawane, używają też m.in. beczek po sherry, porto czy po bordoskich winach.

16 września 2018 o godz. 20:33

Róbrege dla Brylewskiego

41556897_2151483198255546_9036314992659398656_o

29 września odbędzie się koncert pod hasłem Róbrege, dedykowany pamięci Roberta Brylewskiego. Wystąpią: Paweł Sky & nowy+eren 101% improwizacji, Ziggie Piggie & goście, Armia, Maleo Reggae Rockers & goście, Izrael & goście, Joint Venture Sound System gra Brylewskiego. Impreza odbędzie się w namiocie pod Pałacem Kultury i Nauki (od strony ul. Świętokrzyskiej).Wstęp – 30 zł, start – godz. 17.00.

16 września 2018 o godz. 09:00

Kartka ze Speyside – Royal Lochnagar

Royal Lochnagar11

Royal Lochnagar jest pięknie położona, w dolinie rzeki Dee, na tym samym jej brzegu, co królewska letnia rezydencja, zamek Balmoral. Bliskość zamku i królewskich ogrodów sprawia, że destylarnia jest chętnie odwiedzana przez turystów, pomimo tego, że sama whisky nie jest dobrze znana. Marka należy do Diageo. Jest to niewielka destylarnia, o iście królewskim charakterze, co jest podkreślane co chwila podczas wizyty. Niestety, jak we wszystkich destylarniach Diageo, nie wolno podczas zwiedzania robić zdjęć.

15 września 2018 o godz. 09:15

Kartka ze Speyside – Allt-á-Bhainne

_DSC8587

Zbudowana w 1975 roku w Glenrinnes (region Speyside) nowoczesna destylarnia whisky, powstała na potrzeby ówczesnego potentata na światowym rynku alkoholowym – Seagrams, podobnie jak zbudowana dwa lata wcześniej siostrzana gorzelnia Braeval. Koszt uruchomienia destylarni wyniósł 2,7 mln funtów, a w 1989 roku dokonano kolejnych inwestycji, podwajając liczbę alembików do czterech i moce produkcyjne do ok. 4 mln l whisky rocznie. Od 2001 roku jest własnością Pernod Ricard, bezpośrednio zarządza nią Chivas Brothers. W latach 2002-2005 stała zamknięta. Proces produkcji jest do tego stopnia zautomatyzowany, że destylacją może zajmować się tylko jedna osoba. Dziwna nazwa Allt-á-Bhainne to po gaelicku „Palone mleko”. Ta mało znana koneserom single malt whisky destylarnia od początku działa głównie na potrzeby zestawiania blendów Chivas Regal. Co ciekawe, dysponuje bardzo niewielkim magazynem do składowania whisky, dlatego część jej produkcji – głównie ta oferowana jako single malt – dojrzewa w magazynach na wyspie Islay, dzięki czemu uzyskują charakterystyczny słony smak. Połowa produkowanej w Allt-á-Bhainne whisky robiona jest z lekko torfowanego (10 ppm) słodu, reszta z nietorfowanego.