11 czerwca 2019 o godz. 17:09

Czytający przybysze

Jestem pod wrażeniem tegorocznych Warszawskich Targów Książki. Impreza świetnie się rozwija, organizatorzy w ciekawy i niewymuszony sposób połączyli różne media, różne formy komunikacji i różne pokolenia. Od rozpadających się woluminów, które pamiętają jeszcze wiek XIX w części antykwarycznej, po turnieje wirtualne w części zabaw. Największe wrażenie robiły jednak same książki, ich ilość, ich jakość. Bogate stoiska, wielu nowych wydawców. I to wszystko w czasach, kiedy podobno ludzie nie czytają książek.


Włodzimierz Albin, prezes Polskiej Izby Książki, cytował na „Kanapie Literackiej” ostatnie badanie Biblioteki Narodowej. Jak i z poprzednich badań, dowiadujemy się, że większość Polaków nie czyta, że poziom czytelnictwa wciąż spada. Kiedyś podejmowałem polemiki z Biblioteką Narodową, wskazując na niezrozumiałe sprzeczności, że wedle statystyk czytelnictwo spada, a wedle danych wartościowych sprzedaż książek rośnie, że niby młodzież nie czyta, a literatura młodzieżowa przeżywa akurat najlepsze lata, że grozi nam wtórny analfabetyzm, a liczba odwiedzających biblioteki stale przyrasta itd. Klasyczne – „co innego widzę, co innego słyszę”. Teraz jednak już polemizować z instytucją kultury nie śmię, bo nie prowadzę własnych badań, ani analiz, pozostaje mi przyjąć na wiarę, że jest z Polską książka bardzo źle, zwłaszcza, że powtarzają to media i autorytety. Polak nie czyta, a sukces targów książki, to złudzenie. Jest źle i będzie gorzej.
W sukurs danym o czytelnictwie Polaków idą dane demograficzne. Czytamy coraz mniej, jest nas coraz mniej, więcej Polaków umiera niż się rodzi, a ci nowo narodzeni do czytelnictwa nie są należycie usposabiani. Rodzice zapracowani, nauczyciele strajkują, księża utracili autorytet, a media ogłupiają dziatwę. Niby w Krakowie urodziły się sześcioraczki, będące symbolem – jak ogłosił pan Kaczyński – sukcesu prorodzinnej polityki PiS, ale nie jestem pewien, czy te wszystkie pieniądze z rządowych programów z plusem są dobrze wydawane? Niby w budżetach rodzinnych pieniędzy jest coraz więcej, ale czy idą na książki? Chyba nie, przecież czytelnictwo spada. Za to sprzedaż whisky single malt bardzo szybko rośnie, więc może warto przyjrzeć się uważnie, na co te wszystkie plusy są wydawane? I dlaczego nie na książki? Nie na edukację, nie na podnoszenie kwalifikacji czy ogólnej ogłady i erudycji, tylko na importowane whisky?! Z publicznych środków? Z budżetu państwa?
Zamyślam się nad nie czytającą Polską i nad moim zachwytem Warszawskimi Targami Książki, nad tymi wszystkimi pięknymi pozycjami, które na Stadionie Narodowym oglądałem, nad uśmiechniętymi twarzami autorów i wydawców. I dochodzę do wniosku, że ktoś jednak w Polsce czyta. Kto? Zapewne imigranci, bo skoro nie my sami, a imigrantów przybywa… Może jednak należałoby szerzej otworzyć granice, może należałoby przenieść księgarnie tam, gdzie jest czytelnik. Całkiem możliwe, że przybysze z Rosji, Białorusi, Ukrainy, Czeczeni, Gruzji czy Kazachstanu nie tylko ratują nasz handel, ale także czytelnictwo. To by nawet miało sens. Przyjeżdżają z krajów o ułomnej lub stawiającej pierwsze kroki demokracji, są spragnieni wolności, prawdy, słowa drukowanego. My też tacy byliśmy tych 30 lat temu. Też chcieliśmy czytać.
Kiedy wspomnę targi książki sprzed 30 lat, to największa różnica z tymi współczesnymi jest taka, że wtedy ładne stoiska i ładne książki mieli wydawcy z zagranicy. I oni na targach dominowali, polscy edytorzy ginęli wśród anglo-, francusko- czy niemieckojęzycznych tytułów, polska szarzyzna nie przebijała się przez tęczowe barwy, srebra i złocenia zagranicznych książek. Dzisiaj jest odwrotnie, przynajmniej w Warszawie na targach książki. To nasze książki są najpiękniejsze, to nasi wydawcy są najbardziej widoczni, zagraniczne stoiska czasami gdzieś migną, ale nikt się do nich nie ustawia w kolejce, tak naprawdę nikogo nie obchodzą. Czy tu da się obronić moja teza o czytających po polsku imigrantach? Trochę się da. Nie mają programów plus, ale mają potrzebę asymilacji, przynajmniej część z nich. To stymuluje do czytania, czytanie to nauka, nauka kultury, języka, zachowania, życia.
Podczas rozdania nagród Magellana głos zabrał Ngo Van Tuong, zwany Tomkiem. Ngo napisał książkę, która dostała nagrodę, a którą wydało Drzewo Babel, „Słodko-kwaśnej historii, czyli wszystko, co chcieliście kupić w wietnamskich sklepach, ale baliście się zapytać”. Świetna książka, mam i z niej korzystam. Ale tenże Ngo, zwany Tomkiem, dziękując za nagrodę powiedział z wietnamskim akcentem: „Napisać książkę po polsku to było małe piwko, wyzwaniem były ilustracje”.
Nie lekceważyłbym azjatyckich mniejszości w Polsce – nie tylko gotują, ale też czytają, uczą się i piszą! Może nasz lęk przed obcymi, przed przyjmowaniem imigrantów był zbyt nierozważny? Może przybysze z Afryki także stanowią potencjalny krąg czytelników, co jest bezcenne w sytuacji, w której Polacy nie czytają? Dałbym im szansę.
Łukasz Gołębiewski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

20 maja 2020 o godz. 23:10

Nowy numer Aqua Vitae online

av_3_20

Udostępniliśmy już bezpłatnie do czytania najnowszy numer magazynu Aqua Vitae. Oczywiście wszyscy prenumeratorzy i sprzedawcy otrzymają egzemplarz także w formie papierowej. Jeżeli będziecie chcieli nas wesprzeć, to zajrzyjcie proszę tutaj: https://zrzutka.pl/av i wpłaćcie co łaska. A oto link do najnowszego numeru: https://issuu.com/spirits.com.pl/docs/aquavitae_3-33_-net.

18 maja 2020 o godz. 13:05

Biedaki, nie dostali w rządzie premii!

emilewicz

Wicepremier Emilewicz zabrała głos w sprawie uposażeń pracowników państwowej administracji. „Premier Morawiecki i tak wstrzymał dodatkowe nagrody w całej administracji. To bardzo trudne dla nas” – powiedziała w rozmowie z Radiem Zet. O, to biedaki! Ludzie tracą pracę, mają obcinane zarobki, a elity płaczą nad brakiem dodatkowych nagród! Wstyd takie rzeczy mówić. Policja pałuje protestujących, a jedyna odpowiedź rządu, to użalanie się, że przyjdzie poczekać na wstrzymana premię! (nie zabraną, żeby przekazać na inne cele, a wstrzymaną, pewnie zostanie wypłacona ze stosownymi odsetkami, sic!).

17 maja 2020 o godz. 13:35

Gaz na ulicach

SONY DSC

Wczoraj rozbisurmaniona przez rząd policja w Warszawie brutalnie zaatakowała protestujących przedsiębiorców. Zasłaniając się koronawirusem policja nadużywa uprawnień z pełną dowolnością, dając po łapach tym, którzy są niewygodni. A państwowe radio, zdejmuje z anteny nieprzychylne władzy piosenki. Komuno wróć! Przedsiębiorcy wystosowali całkowicie słuszne i w części bardzo proste do natychmiastowego wprowadzenia postulaty, m.in.: „maksymalna, odpowiednia do skali kryzysu redukcja w administracji publicznej, obniżenie wynagrodzeń do minimalnej krajowej w ministerstwach, agencjach, funduszach skarbu państwa, zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na finansowanie wsparcia dla MSP i obniżki danin – ZUS, podatków i VAT”. Tylko przyklasnąć. Do tego chcieli dymisji premiera i ministra zdrowia, ale to chyba na zasadzie, że w przypadku negocjacji będzie od czego odstąpić. Urzędasy i ministrowie mogli dać godny Chrześcijan przykład solidarności ze społeczeństwem i zrezygnować z apanaży, a władza z komfortu świty służalców, korona z głowy dyrektorowi departamentu nie spadnie jak sam wykona proste czynności, które na co dzień deleguje zastępcom i podwładnym. Protestujący nie wzięli jednak pod uwagę prostego wyjścia władzy – nie będzie negocjacji, będzie przemoc. Gaz, w ruch poszły pałki, a wytłumaczenie proste – w czasach pandemii skupiska ludzi są nielegalne. Reżim kocha pandemię, a policja, tak jak w czasach, kiedy była milicją, z radością przyłącza się do tańca przemocy, wszak pacyfiści raczej nie wybierają pracy w mundurze. Bezkarna przemoc, policmajster psychopata, który nie tak dawno zamordował młodego chłopaka w Koninie pozostanie jednym z symboli tych zarażonych czasów. Wirus nienawiści rozprzestrzenił się w Polsce tak skutecznie, że stał się epidemią straszniejszą od koronawirusa.

8 maja 2020 o godz. 11:52

Na co komu prezydent?

Awantura o termin wyborów prezydenckich skończyła się farsą. Wyborów nie będzie, bo nikt ich nie przygotował. Jednocześnie zmarnowano pieniądze na przygotowania, druk kart wyborczych, niepotrzebnie angażowano Pocztę, nie mówiąc już o tym, że politycy kolejny raz zajmowali się nie tym, co dla ludzi istotne. Czy w imię solidarności z rosnącą grupą bezrobotnych w Polsce nie powinno się w ogóle zlikwidować urzędu prezydenta, zwolnić kosztowne etaty jego świty, wymiernie odciążyć budżet? Korzyści z urzędu prezydenta znikome, jeśli nie zerowe, a oszczędności wielkie. W interesie społecznym będzie przesunięcie środków budżetowych z urzędu do ludzi! Darujmy sobie w ogóle wybory, szkoda czasu i pieniędzy.

13 kwietnia 2020 o godz. 14:56

Kilka refleksji o sporcie

600px-Sport_balls.svg

Tak sobie myślę, że po koronawirusie w sporcie nic nie będzie takie, jak było w ostatnich dwóch dekadach. Nastąpi cofnięcie się do lat 80. XX wieku. Nie będzie transferów za dziesiątki milionów euro, nie będzie milionowych pensji. Sport będzie dużo uboższy. Nie tylko dlatego, że traci każdego dnia na wpływach z biletów, praw do transmisji czy reklam. Także dlatego, że dotychczasowi sponsorzy i reklamodawcy będą mieli inne, ważniejsze wydatki. Jedni żeby przetrwać, inni żeby się rozwijać. Lokowanie sponsoringu w sporcie nie będzie najlepszym sposobem na wydawanie pieniędzy, skuteczniej będzie je wydać na pomoc dla służby zdrowia czy duże programy socjalne lub stymulujące gospodarkę. Sport zejdzie na margines zainteresowań. Owszem, nadal nie będzie brakowało kibiców, ale pieniędzy może być mniej nawet o 90%. Sportowcy przestaną być celebrytami. W sumie – to dobrze. W dzisiejszych czasach większym bohaterem jest lekarz, który ratuje życie, niż ten, kto strzela trzy bramki w meczu. Ciekawe, czy brak pieniędzy, a także bardzo ograniczone możliwości treningów w obecnym czasie, czy to wszystko odbije się też na wynikach, formie? Być może rekordy bite do marca 2020 roku pozostaną nimi jeszcze przez kilka najbliższych lat, właściwie w każdej dyscyplinie. Nie specjalnie mnie to martwi, zwłaszcza w sytuacji, kiedy tego sportu w ogóle nie ma, i kiedy zamiast czytać – jak zawsze – informacje sportowe, czytam codziennie (z nudów) o wybrykach polityków i liczbach zgonów na świecie. Biedniejszy sport może być sportem bardziej uczciwym, bardziej wyrównanym, bardziej opartym na rzeczywistej rywalizacji, włożonej pracy i umiejętnościach, a nie na wpompowanej forsie. Biedniejszy sport może być bardziej czysty i dla kibica zwyczajnie ciekawszy. A, że sportowcy dostaną po kieszeniach… Cóż nie tylko oni!

12 kwietnia 2020 o godz. 13:17

Nadgorliwcy wciąż w akcji

brutality-152819_1280

Podobno ostatniej doby nasi nadgorliwcy wlepili tylko 1300 mandatów. Policja zmieniła strategię i teraz mundurowi mają karać jedynie w przypadkach poważnego naruszenia zakazów, mandat ma być ostatecznością. Dla porównania, brytyjska policja od początku obostrzeń wlepiła zaledwie tysiąc mandatów. Stwierdzenie, że „nie ma nic tak twardego, jak pięść policjanta angielskiego” straciło na aktualności. Podobno 80 naszych policjantów ma już koronawirusa. Pozostaje zaapelować do służb – pozostańcie w domach, jeśli macie wyjść na ulicę tylko po to, by karać uczciwych obywateli. Niech pracują tylko ci, którzy faktycznie łapią/tropią/aresztują przestępców. Reszta w tym czasie niech siedzi w domu i ogląda filmy instruktażowe dotyczące roli policji w państwie prawa. A jak filmy za trudne, to niech się wezmą za gotowanie, podobno to dobrze działa na stres.

11 kwietnia 2020 o godz. 17:30

Karać debili w mundurach!

ADN-ZB
II. Weltkrieg 1939-1945
Judenverfolgung durch die faschistischen deutschen Besatzungstruppen in Polen.
Im Ghetto einer Stadt im Generalgouvernement; polnische Polizisten kontrollieren die Ausweise der jüdischen Einwohner an den Zugängen.

Grubym nietaktem jest wypowiedź rzecznika prasowego Komendy Stołecznej MO, że „czas na pouczenie już minął” i teraz będą bezwzględne kary wymierzane według widzimisię psychopatów w mundurach. Proponuję dla równowagi, żeby mundurowy, który wlepił komuś mandat złośliwie, lub bezmyślnie, lub nadgorliwie, ponosił 100% kosztów wypisanego blankietu. Jeśli sędzia zwolni obywatela od kary, to płaci pozbawiony empatii pan w mundurze. Plus obowiązkowe testy psychologiczne, czy nadaje się do wykonywanej pracy. Jakoś społeczeństwo i media łatwo zapomniały, że nie tak dawno temu zbrodniarz zastrzelił w Koninie młodego chłopaka, bo uznał, że skoro ma mundur policjanta i pistolet, to mu wolno, bo on ma władzę! Do dzisiaj zbrodniarz nie został ukarany, więc daje kolegom po fachu przykład – jesteśmy ponad prawem. Rząd wyposażył psycholi w uprawnienia, z których ci radośnie korzystają. Gdyby taki debil w mundurze miał z własnej kieszeni zapłacić 25 tys. zł kary za spacerowanie, to by na przyszłość zastanowił się sto razy, zanim wyciągnie blankiet. Sędziowie, zacznijcie karać debili, dość bezprawia służ porządkowych!

8 kwietnia 2020 o godz. 18:51

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover 32

Ukazał się nowy numer (2/2020) magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

5 kwietnia 2020 o godz. 19:30

Bezwzględna kara bez zakazu – jak to możliwe?

forest-summer-landscape-green-nature-tree

Piękna pogoda, a ludzie muszą siedzieć w domach, nie wolno im nawet wyjść do lasu. Chyba tylko dlatego wprowadzili ten zakaz, żeby pokazać, kto tu rządzi. Dali policji prawo do karania właściwie wedle widzimisię. I będą tego złe konsekwencje, zwłaszcza, gdy sparaliżowane są wszystkie organa administracji. Policjant może wlepić 5000 zł, a w ekstremalnej sytuacji nawet 30000 zł za to, że ktoś spaceruje. Nie można kary nie przyjąć, nie można odwołać się do sądu, bo spacerowanie, to nie wykroczenie, to bezwzględna kara administracyjna. Stosowana w sytuacjach nieoczywistych, wedle nieoczywistych przepisów, które mówią o „powstrzymywaniu się” czy „ograniczaniu”, a nie o zakazie (!) wychodzenia z domu na spacer. Kara jest bezwzględna, niezależnie od winy i „stopnia szkodliwości społecznej”. Czy takie rozporządzenia mają cokolwiek wspólnego z prawem? Niestety, władza jest poza społeczna kontrolą i może robić, co chce.

4 kwietnia 2020 o godz. 19:20

Wychowawczo

183494_lama_plucie

Zamiast karać za bieganie po lesie powinni wprowadzić mandaty za plucie na chodnik, większy by to miało sens.