22 czerwca 2010 o godz. 23:11

Cyfrowa kultura książki

Z Łukaszem Gołębiewskim rozmawia Marcin Bąba
/wp-content/uploads/2010/06/res-publica-nowa
W "Res Publice" (nr 214) ukazała się rozmowa Marcina Bąby z Łukaszem Gołębiewskim pt. "Cyfrowa kultura książki". Rozmowa związana jest z tematem numeru pisma, który poświęcony jest czytelnictwu.

Marcin Bąba:  - Czy jako osoba zajmująca się analizami rynku wydawniczego w Polsce, mógłby Pan odnieść się do projektu Google Books i stanowiska polskich wydawców wobec tego pomysłu?
Łukasz Gołębiewski: - Nie podzielam stanowiska Polskiej Izby Książki i polskich wydawców. Oczywiście Google zachowało się bardzo impertynencko w stosunku do Europy i wydawców na Starym Kontynencie, próbując narzucić swoje warunki udostępniania książek w wersji elektronicznej. Jednak odmowa uczestnictwa w projekcie Google jest bardzo niekorzystna dla wydawców w Europie, szczególnie jeśli chodzi o kraje, w których ludzie posługują się mało znaczącymi językami. Na własne życzenie zostaniemy wykluczeni z pomysłu, który może stanowić kręgosłup biznesu elektronicznego związanego z kulturą. Google ma ponad 80% udziału w wyszukiwaniu treści w Internecie i jest to znakomita platforma do sprzedaży książek. Możliwość wewnątrztekstowego przeszukiwania zawartości zbiorów rozszerza dostęp do dzieł, które można znaleźć w bibliotekach czy księgarniach. Wiążą się z tym jednak duże ograniczenia biznesowe dla branży związanej ze światem książki papierowej. Należy pamiętać, że są to zagrożenia występujące na całym świecie i polscy wydawcy od tego nie uciekną.
MB: – Podnoszone są jeszcze dwie ważne kwestie, tzn. monopol firmy Google i związana z tym ewentualna cenzura. Czy za 10–20 lat Google będzie monopolistą, dysponującym treściami w dowolny sposób?
ŁG: – Google właściwie już ma monopol na wyszukiwanie treści. Praktycznie rzecz biorąc nie ma konkurencji – czerpią zyski z zamieszczanych na swoich stronach reklam, z całego programu partnerskiego, który został zbudowany wokół tej wyszukiwarki. Zagrożenia związane z selekcjonowaniem informacji, z cenzurą istnieją, ale zauważmy, że Internet jest medium bardzo demokratycznym i trudno poddaje się cenzurze. Osobiście nie wierzę, by Google, które jest firmą zorientowaną na zysk, podjęło się na szerszą skalę ingerencji w treści. Istotą tego biznesu jest właśnie fakt, że dzięki Google możemy znaleźć wszystko. Jeżeli wprowadzi cenzurę, straci swoją ogromną wartość rynkową i zostanie zastąpione przez inne firmy.
MB: – Przecież Google będzie filtrował dostęp do zbiorów książek poprzez adresy IP. Czy nie jest to ograniczenie dostępu do treści?
ŁG: – To oznacza wykluczenie części społeczności światowych z dostępu do zasobów kultury czy nauki. Ograniczenie dostępu do Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Kanady i Australii powoduje, że reszta świata jest wykluczona z dziedzictwa kulturowego. Wracając do kwestii związanych z cenzurą. Media – a Google jest elementem rynku medialnego – nie są zainteresowane jej wprowadzaniem, ze swej natury chcą upowszechniać jak najwięcej informacji. Niepokojące są natomiast dwie kwestie. Zakaz upowszechniania informacji, związanych z bezpieczeństwem narodowym czy światowym i naciski rządów na dostawców Internetu. Współczesna technologia umożliwia lokalizowanie użytkowników i odłączanie ich od sieci.
MB: – Wspomniał Pan o wykluczaniu z dziedzictwa kulturowego znacznych obszarów świata. Czy nie jest tak, że wydawcy europejscy, mając na myśli swój krótkoterminowy interes ekonomiczny, utrudnili czytelnikom dostęp do kulturowego bogactwa?
ŁG: – Myślę, że nie. Europejscy wydawcy i Google dojdą do porozumienia. Google nie potrzebuje polskiej literatury, natomiast nam dostęp do literatury anglojęzycznej jest niezbędny. Google objęło wszystkie rynki słowa drukowanego w języku angielskim, a reszta świata nie może sobie pozwolić na brak dostępu do tych treści i zasobów. Nauka, polityka, media rozwijają się dziś poprzez język angielski. Nie wyobrażam sobie, że świat się dzieli na anglojęzyczny i na resztę, która jest pozbawiona dostępu do treści.
MB: – Wspomniał Pan o możliwości wewnątrztekstowego wyszukiwania w książkach elektronicznych. Rozumiem, że jest to jedna z ich zalet i przewag nad książką papierową. Jakie są pozostałe? Co może przekonać czytelników do sięgnięcia po książkę w wersji elektronicznej?
ŁG: – Jest kilka elementów. Zacznę od tego, że firmy, które decydują się na handel książką elektroniczną, jak np. Kolporter, wykorzystują zamkniętą formułę DRM, czyli ochrony plików przed kopiowaniem, przed wewnątrztekstowym przeszukiwaniem, co powoduje, że funkcjonalność książki elektronicznej jest mniejsza niż książki tradycyjnej. Przede wszystkim przestrzegałbym przed nadmiernym zabezpieczaniem plików i pozbawianiem użytkowników wszystkich dodatkowych użyteczności, jakie daje forma cyfrowa. Wewnątrztekstowe przeszukiwanie jest najważniejsze, bo pozwala nam na nieograniczony dostęp do treści. Nie musimy znać tytułu i autora, wystarczy że znamy fragment czy cytat i posługując się wyszukiwarką zostajemy skierowani do odpowiedniego dzieła. Inne atuty związane z książką elektroniczną to np. wycinanie i kopiowanie elementów tekstu do własnego dokumentu. Mamy do czynienia z rodzącą się kulturą remiksu, kompilacji; łatwość kopiowania ma znaczenie nie tylko dla ludzi, którzy pracują naukowo czy w mediach, także zwykły użytkownik coraz częściej z tego korzysta. Są oczywiście inne plusy, jak np. możliwość tworzenia własnych notatek i łączenia ich z dokumentem elektronicznym czy możliwość powiększania czcionki. To są cechy pliku elektronicznego związane z samą formą udostępniania treści. Natomiast są też elementy biznesowe powodujące, iż plik będzie miał przewagę ekonomiczną nad książką papierową. Powielanie pliku nic nie kosztuje, transmisja nic nie kosztuje i przechowywanie prawie nic nie kosztuje. Te trzy elementy powodują, że wraz z popularyzacją czytników tekstu – podejrzewam, że będą sprzedawane za złotówkę, tak jak dzisiaj telefony komórkowe – coraz więcej ludzi będzie czytać książki w wersji elektronicznej. W efekcie książka papierowa stanie się jeszcze droższa, bo zwiększy się koszt wytworzenia jednego egzemplarza – zamiast drukować pięć tysięcy, będziemy drukować tysiąc egzemplarzy. Pojawi się reakcja łańcuchowa, która pociągnie za sobą likwidację księgarni, a książka papierowa będzie coraz bardziej ekskluzywnym prezentem.
MB: – Czekają nas zatem czasy, powiedzmy za 10 lat, kiedy czytnik książek elektronicznych przestanie być gadżetem i zmieni się w przedmiot codziennego użytku. Owym gadżetem stanie się książka papierowa.ŁG: – Myślę, że będzie to szybciej niż za 10 lat. W październiku 2009 r. we Frankfurcie odbyły się Targi Książki i od tamtego momentu prawie nie ma tygodnia,  bez komunikatu o wprowadzeniu na rynek nowego czytnika tekstu. W grudniu Kolporter przedstawił polski czytnik i zapowiada, że niedługo będzie wprowadzać lepsze i tańsze urządzenia. Czytnik będzie dostępny za złotówkę, ale trzeba do niego zaoferować płatne usługi. Telefon komórkowy jest urządzeniem skomplikowanym i bardzo drogim w produkcji, a sprzedawany jest za złotówkę, dlatego że dołożono rozmowy telefoniczne, które operatora prawie nic nie kosztują. Sądzę, że to samo może się stać w przypadku kultury, czyli wyobrażam sobie dystrybucję filmów, książek czy zdjęć w ramach abonamentu.
MB: – Czego potrzeba by dokonała się taka zmiana? Czytniki są bardzo drogie, mają ograniczoną funkcjonalność, pliki książek elektronicznych zabezpieczone są mechanizmami, które nie pozwalają na druk czy pożyczanie innym osobom.
ŁG: – Bardzo restrykcyjne DRM-y, które wprowadzili wydawcy, są odpowiedzią na ich obawy, że udostępnienie treści cyfrowych bez zabezpieczeń, spowoduje, iż będą one krążyły po sieci. O ile obawy są słuszne, to polityka biznesowa wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej zniechęca do pobierania płatnych treści. Myślę, że zabezpieczenia DRM znikną razem z sieciami peer-to-peer. Wydaje mi się, iż zaoferowanie abonamentu i bezpłatnego czytnika sprawi, że nie będzie zapotrzebowania na ściąganie treści za darmo, bo one i tak będą prawie darmowe. Podobnie jest z abonamentem telewizji kablowej, kiedy mamy 60 stacji to kolejne 40 nie czyni różnicy, nawet tego nie zauważymy, bo nie potrzebujemy aż tylu kanałów. Kultury w abonamencie będzie więcej niż jesteśmy w stanie skonsumować. Redystrybucja środków dla wydawców i autorów  jest z technologicznego punktu widzenia prosta, potrzeba jedynie organizacji zarządzającej prawami autorskimi. Pozostaje nierozwiązana kwestia biznesowa, należy przekonać ludzi, że mają płacić abonament, skoro mogą to ściągać za darmo. Z jednej strony wabikiem będzie bezpłatne urządzenie – jeżeli za darmo mogę dostać urządzenie, które kosztuje 1000 zł, a później płacić abonament, to wielu ludzi będzie zainteresowanych. Bardzo dużą rolę odgrywa tu wzornictwo przemysłowe, na przykład iPod – ładnie zaprojektowane urządzenie, choć dość nieprzyjazne dla użytkownika, który musi płacić za zabezpieczene DRM-em utwory pobierane z serwisu iTunes. Można kupić odtwarzacz MP3 za 25 zł, słuchać muzyki z telefonu komórkowego, albo wydać 1000 zł na iPoda. Na świecie sprzedano bodaj 4 miliardy iPodów, i to właśnie dlatego, że urządzenie to jest dobrze zaprojektowane. eClicto jest brzydki i się nie sprzeda, ale już Kindle odniósł sukces, bo jest fajny i jednocześnie trendy.
MB: – Wspomniał Pan iTunes, którego zasadniczą zaletą jest możliwość kupienia jednej, konkretnej piosenki, bez konieczności kupowania całego albumu. iTunes jest usługą, która zrewolucjonizowała przemysł muzyczny. Wydawcy muzyczni stracili dochody, ponieważ nieodpowiednio zareagowali na ściąganie muzyki z Internetu. iTunes za niewielkie pieniądze zaoferował pliki muzyczne i stał się przedsięwzięciem dochodowym. Czy coś podobnego czeka wydawców książek? Czy polscy wydawcy nauczą się czegoś na doświadczeniach rynku muzycznego?
ŁG: – Myślę, że doświadczenia rynku muzycznego są bardzo dobrym drogowskazem dla wydawców książek czy prasy. Ludzi związanych z książką rewolucja cyfrowa dotknęła z pewnym opóźnieniem. Chociaż książkę na ekranie można czytać od dawna, to jednak technologia papieru elektronicznego jest nowością. Jeśli chodzi o iTunes, po pierwsze pokazał nowy model biznesu dla firm muzycznych i dla wszystkich wydawców; po drugie rozpoznał i zdefiniował potrzeby nowego odbiorcy. Gdy korporacje muzyczne spostrzegły spadek sprzedaży płyt CD, wytoczyły wojnę swoim odbiorcom. Wyszły z założenia, że był to efekt ściągania muzyki z Internetu. Przykład iTunes pokazuje, iż młodzi ludzie przestali kupować płyty nie dlatego, że mogli za darmo coś ściągnąć, tylko dlatego, że zmieniły się ich potrzeby korzystania z kultury. Nie chcą już sformatowanych płyt, gdzie nie podoba im się np. 8 z 10 piosenek, chcą sami, na własnym urządzeniu, dobierać sobie utwory muzyczne. Zmiana dotycząca uczestnictwa w kulturze oznacza, że dla nowego odbiorcy trzeba treści przygotowywać zupełnie inaczej. Jeśli chodzi o literaturę, to niewątpliwie hipertekst będzie konkurencją dla tekstu zwykłego. Tak jak Wikipedia była alternatywą dla encyklopedii tradycyjnej i wygrała tę konkurencję. Jeszcze jedna rzecz – nie wiadomo, czy nowy odbiorca nie będzie oczekiwał  utworów we fragmentach. Widzimy to na przykładzie Youtube’a, gdzie utwory rzadko trwają dłużej niż siedem minut. Młody człowiek nie potrafi skupić uwagi przez dwie godziny na jednym przekazie. Być może tak samo będzie z literaturą, choć trudno sobie taki mix literacki wyobrazić. Niestety, może być tak, że „Wojny i pokoju” czy „Anny Kareniny” nikt nie będzie chciał czytać, bo będą to książki za długie. Niewykluczone, że ludzie będą poruszać się od leksji do leksji, a nie czytać całą książkę od deski do deski.
MB: – Wracając do zalet książki elektronicznej – hipertekstu i do wewnątrztekstowego wyszukiwania – to nie są tylko udogodnienia technologiczne, niosą ze sobą zmianę w sposobie myślenia, postrzegania świata, wyobraźni, ilości dostępnych skojarzeń. Kiedy korzystam z wewnątrztekstowego wyszukiwania, szukając sformułowania, hasła czy słowa, to ograniczam się do paru linijek. Książka przestaje rozwijać czytelnika, a służy jako źródło do kompilacji prac zaliczeniowych czy artykułów.
ŁG: – Tu absolutnie potwierdza się teza, w myśl której technologie są przedłużeniem ludzkich zmysłów. Przed wynalezieniem alfabetu i pisma ludzie musieli zapamiętywać ogromne partie opowieści, by móc przekazywać je z pokolenia na pokolenie. Jestem przekonany, że łatwość dostępu i korzystania z treści spowoduje, że nasz umysł będzie coraz uboższy. Pewnie rozwiną się inne zdolności, np. selekcjonowania informacji. Dotyczy to również nauki języków obcych – dzisiaj translatory internetowe są jeszcze ułomne, ale pozwalają nam tłumaczyć z chińskiego na polski. Lada moment nie będziemy musieli uczyć się języków obcych nie tylko do czytania, ale i do mówienia. Z tym związane są ogromne niebezpieczeństwa, bo ludzie uczą się języków nie tylko po to, by się komunikować z innymi, ale by także ćwiczyć swój umysł. Nasze pokolenie tych zmian nie dożyje, ponieważ mózg ewoluuje znacznie wolniej niż rozwijają się technologie, ale człowiek w przyszłości będzie umysłowo inny, będzie miał inne potrzeby.
MB: – Na rynku wydawniczym problemem nie jest tylko technologia. Również „konserwatywne” nastawienie wydawców i czytelników. Są to osoby, które na nowinki technologiczne, udogodnienia i usprawnienia reagują z dystansem?
ŁG: - Na wszystkie nowinki z dystansem patrzy poprzednie pokolenie, które dorastało w zupełnie innej kulturze. Między kulturą analogową a cyfrową jest ogromna przepaść. Wynalezienie Internetu nie bez przyczyny jest porównywalne z wynalezieniem ruchomej czcionki przez Gutenberga. Wydawcy, którzy czerpali zyski ze świata analogowego, teraz będą musieli nauczyć się zupełnie nowego modelu biznesowego. Inaczej wypadną z rynku. Nic dziwnego że się zachowują konserwatywnie, czują się zagrożeni. Jeżeli ktoś zarabiał na wydawaniu „Pana Tadeusza”, bo opanował logistykę wydawania i dystrybuowania, teraz już nie będzie. „Pan Tadeusz” jest w domenie publicznej i każdy może go przeczytać bez opłat. Dla wydawców jest to nieprzyjemna wiadomość. Jest bardzo wiele powodów, dlaczego wydawcy będą zachowywać się konserwatywnie i będą chcieli odwlec tą rewolucję. Dlatego stosują DRM.
MB: – Czy jest to próba osiągnięcia ostatnich zysków?
ŁG: – Chyba nie decyduje pazerność, może raczej jest to wyczucie zagrożenia, kiedy trzymam się przysłowiowej „brzytwy”. Książka jest jednak czymś innym niż muzyka, bo muzyka tylko uprzyjemnia nam spędzanie czasu. Książka służy także nauce. Audiobook, którego możemy słuchać jadąc samochodem, nie daje możliwości aktywnego uczestnictwa i percepcji treści, jaką daje nam czytanie. Książka papierowa ma też swoistą magię związaną z drukiem, z papierem, z zapachem farby drukarskiej, z materialną formą. Myślę, że nasze pokolenie, ludzi w wieku 30-40 lat, które dorastało wśród książek, jednocześnie codziennie korzystające z komputera, każdy dokument piszące w formie elektronicznej, ale czytające w analogowej, z książki papierowej nie zrezygnuje. Jesteśmy do niej przywiązani, mamy do niej sentyment. Ma to ogromne znaczenie i powoduje, że branża wydawnicza cały czas się trzyma. Jednak już nasze dzieci nie mają przywiązania do książki jako do przedmiotu materialnego.
MB: – Nowy odbiorca książki już gdzieś jest – jeszcze nie znamy jego cech, możemy tylko przypuszczać. Nowego wydawcy jeszcze chyba nie ma. A jak się zmieni to wszystko, co nazywamy rynkiem wydawniczym? Czy będzie tak, że z ulic miast znikną księgarnie, antykwariaty, biblioteki?
ŁG: – Trzeba zacząć od tego, że książki elektroniczne będą dużo tańsze, w związku z czym przychody branży wydawniczej zdecydowanie spadną. Co się z tym wiąże, w klasycznej ekonomii, spadek przychodów oznaczałby bankructwo – mamy pewne koszty, których nie jesteśmy w stanie udźwignąć przy mniejszej sprzedaży. Tutaj sytuacja wygląda nieco inaczej, dlatego że koszty diametralnie spadają – koszt transmisji i koszt pobierania wynosi zero. Być może wydawcy przy znacznie niższych przychodach będą realizować marżę porównywalną do obecnej, ich sytuacja finansowa może być stabilna i nie muszą czuć się zagrożeni. Jeśli chodzi o samego odbiorcę, to dostanie produkt taniej. W przypadku księgarni nie ma żadnego ekonomicznego uzasadnienia ich dalszego funkcjonowania. Po pierwsze jest to miejsce drogie, po drugie daje bardzo ograniczony wybór produktów kultury – w księgarni znajdziemy 5 może 20 tysięcy tytułów, ale bardzo wielu nie znajdziemy, gdyż fizycznie nie ma ich jak umieścić na półkach. W Internecie znajdziemy tytuły niszowe, których nie ma np. w Empiku. Podobnie jest z książkami. Myślę, że księgarnie może zastąpić umieszczony w galeriach handlowych automat do druku cyfrowego na żądanie, z którego będziemy mogli wybrać nie jedną z 20 tysięcy książek, jakie były w Empiku, tylko jedną z 200 tysięcy książek zdigitalizowanych. Jeśli chodzi o biblioteki, to sytuacja jest nieco inna. Myślę, że zmienią one zasadę działania, zamiast udostępniać zbiory papierowe, będą repozytoriami wiedzy. Niewyobrażalna jest przecież sytuacja, że z powodu pojawienia się technologii cyfrowej, całą spuściznę drukowaną dajemy na przemiał. Po drugie, biblioteka będzie bardziej miejscem, gdzie użytkownik uzyskuje informacje i może spotkać się z autorami. Będzie miejscem dyskusji. Biblioteka będzie raczej forum kulturalno-oświatowym niż miejscem wypożyczania fizycznego.
MB: – Socjolog Ray Oldenburg stworzył koncepcję trzech miejsc – dom, praca i miejsce, w którym przebywamy dla przyjemności. Jako przykład trzeciego miejsca podawane były kawiarnie, restauracje, miejsca, w których spędzamy czas z przyjaciółmi. Spotkałem się z taką opinią, że biblioteka może być trzecim miejscem, oderwania się od rzeczywistości domowej i zawodowej. Czy to może być przyszłość biblioteki?
ŁG: – Myślę, że to jest bardzo optymistyczne spojrzenie. Badania pokazują, że miejscem, w którym najchętniej dziś spędzamy wolny czas, jest galeria handlowa, a nie biblioteka. Konsumpcyjny styl życia, a jednocześnie to, że galerie są miejscem atrakcyjnym, kolorowym, można spotkać znajomych, można kupić kawę, zjeść obiad powodują, że galerie handlowe będą zyskiwać na popularności.
MB: – Wracając do księgarni, co Pan sądzi o połączeniu księgarni z kawiarnią?
ŁG: – Na sprzedaży książek wielu księgarzy nie mogło zarobić dostatecznie dużo pieniędzy, aby utrzymać swoje lokale, więc wymyślili, że dołożą kawę, ciastka itp. Pomysł świetny, bo przyjemnie pije się kawę wśród książek, tyle że pokazuje on, że jest jakiś problem z tym, by zarobić na samych książkach.
MB: – Umberto Eco kiedyś powiedział, że Internet opiera się na tekście. To jest według niego olbrzymia zaleta, że nie mamy do czynienia z kulturą obrazkową, lecz z kulturą słowa, kulturą tekstu. Jeżeli tak jest, to jak utrzymać taką dość optymistyczną opinię, skoro np. badania czytelnictwa w Polsce pokazują, że jest z tym systematycznie coraz gorzej?
ŁG: – Nie wierzę w wyniki tych badań, bo stoją one w sprzeczności z danymi finansowymi rynku. Jeżeli sprzedaje się coraz więcej książek za coraz większe kwoty, to jak może równocześnie drastycznie spadać czytelnictwo? Dlatego uważam badania Biblioteki Narodowej za zupełnie niewiarygodne. Abstrahując jednak od mojego zdania na ten temat, badania te nie dotyczą czytania w Internecie. Oczywiście, będziemy mieli do czynienia z coraz mniejszym czytelnictwem książek i za 5 lat badania Biblioteki Narodowej pokażą nam, że czyta 10% Polaków. To jednak nie ma nic wspólnego z rzeczywistą alfabetyzacją społeczeństwa, bo zwłaszcza młody odbiorca coraz częściej czyta na ekranie komputera. Mało że czyta, to jeszcze pisze – często robi mnóstwo błędów, emotikony zastępują jego uczucia, zaś skrótowce pełne wyrazy. Epistolografia, która wraz z wynalezieniem telefonu zaczęła zamierać, dzisiaj odradza się dzięki Internetowi . Czytamy, piszemy i tworzymy pliki tekstowe, powstają miliardy blogów. Wydaje mi się, że czytelnictwo tak naprawdę wzrasta, zwłaszcza wśród ludzi młodych, którzy już w wieku pięciu lat grają w gry sieciowe wymagające czytania tekstu. Jak będzie dalej, trudno powiedzieć. Zależy to od kierunku, w jakim będą zmierzać technologie – czy tak jak teraz, będą się w dużej mierze opierać na tekście, czy zmienią się w stronę przekazu audiowizualnego. Dotychczas sam Internet i struktura programowania opiera się na tekście i znakach, ale jak będzie zmieniać się technologia nie potrafimy powiedzieć.  
MB: – Swoją ostatnią książkę kończy Pan bardzo optymistycznym cytatem ze szkicu „Książki i myśli” Karla Poppera. Według niego cywilizacja europejska jest oparta na książce – jej wartości, jej wolności, jej dokonania, ale również jej porażki są związane z książką i że niezależnie od formy książki, cywilizacja europejska przetrwa. A  jeśli nie będziemy mieli do czynienia z książkami, które opierają się na tekście, lecz są połączeniem tekstu, obrazu, dźwięku, plików video? Poza tym rozwój książki elektronicznej i czytników to istotniejsza zmiana niż np. nowa technologia druku czy nowa technologia papieru. Czy  zmiana formy książki nie spowoduje dużej zmiany cywilizacyjnej? I te optymistyczne słowa Poppera stracą zupełnie na znaczeniu.
ŁG: – Jeśli chodzi o samo przejście na format cyfrowy, to z nim nie wiąże się tak duża rewolucja, bo struktura e-booków silnie odwołuje się do idei książki. Ale rzeczywiście jest to jedna z form, która jest pochodną analogowego myślenia o książce. Być może w przyszłości takich książek, jak my sobie wyobrażamy, czyli e-booków, w ogóle nie będzie, tylko będzie wyłącznie hipertekst i rozprzestrzenione w sieci słowa, cytaty, kompilacje itd. Odpowiem na to pytanie następująco – kończąc swoją książkę takim akurat cytatem bardziej wyrażałem swoje pobożne życzenia dotyczące przyszłości kultury, nauki czy słowa drukowanego niż próbowałem budować futurologiczną wizję tego, co się może stać. Ja wolę nie myśleć o tym, co się może stać, bo mnie to trochę przeraża. Wcale nie jestem takim optymistą, jednak z drugiej strony nie widzę powodów, żeby ludzi straszyć. Nie wiemy przecież, czy nowe technologie będą nam szkodzić, czy je ujarzmimy i będziemy potrafili je wykorzystać właśnie z korzyścią i dla kultury i dla nauki. Bardzo dobrze by było, gdybyśmy zamiast się bać technologii, potrafili je wykorzystać w celu kształcenia i rozpowszechniania kultury. Wcale nie musi się tak stać, jakbym chciał, ale nie jest to powód, by bać się technologii, które tak czy owak zdominują naszą kulturę. Raczej powinniśmy się próbować odnaleźć w nowej rzeczywistości niż okopywać w szańcach kultury analogowej. Chciałbym widzieć przyszłość optymistycznie, ale wcale pewności co do tego nie mam.

2 komentarzy dla “Cyfrowa kultura książki

  1. Omówienie w niemieckim magazynie kulturalnym "perlentaucher"

    Titelthema dieser Ausgabe ist der Zustand der Buchkultur in Polen, um die es aktuellsten Umfragen zufolge nicht so gut steht. Der Autor Lukasz Golebiewski, ein Experte für den polnischen Buchmarkt, grübelt derweil über die digitale Herausforderung: „Ich denke lieber nicht daran, was passieren wird, weil es mir etwas Angst macht”, sagt dieser. „Wir wissen ja nicht, ob die neuen Technologien uns schaden werden, ob wir sie zähmen und zu Gunsten von Kultur und Wissenschaft anwenden können. Sehr gut wäre es, wenn wir, statt Angst vor der Technik zu haben, sie für Kultur- und Bildungszwecke anwenden könnten. So muss es nicht kommen, aber das ist noch kein Grund, Entwicklungen zu fürchten, die so oder so unsere Kultur dominieren werden. Wir sollten eher versuchen, uns in der neuen Realität wiederzufinden, statt uns in der Analogkultur zu verschanzen. Ich möchte optimistisch in die Zukunft schauen, aber sicher bin ich nicht”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

18 czerwca 2018 o godz. 22:09

Typy na 19 czerwca

russia-2018

Dzisiaj o 17. Polska gra z Senegalem. Nie możemy się już doczekać tego pierwszego meczu na Mistrzostwach Świata i wszyscy chyba usiądą do transmisji z wiarą, że ten mecz wygramy. Musimy wygrać. Oczywiście, pamiętam, że tak samo myślałem podczas Mistrzostw w Niemczech i naszego pierwszego meczu z Ekwadorem. Wydawało się, że musimy wygrać, a przegraliśmy. To były ostatnie Mistrzostwa Świata w piłce nożnej z udziałem Polaków. Wcześniej, w 2002 roku, wydawało się, że nie możemy nie wygrać pierwszego meczu z Koreą. Przegraliśmy. Jeszcze wcześniej, w 1986 roku, mieliśmy wygrać nasz pierwszy mecz z Maroko, był remis. Tak naprawdę ostatni (i jedyny jak dotąd) raz nasz pierwszy mecz na Mistrzostwach wygraliśmy w 1974 roku. Wbrew historii i statystykom, wierzę jednak – jak zawsze – że wygramy. Bo jak tu nie wygrać z Senegalem, kiedy mamy tak fantastyczny zespół? Stawiam na 3:1 dla Polski.

18 czerwca 2018 o godz. 22:06

Nieopierzeni

maxresdefault (2)

W meczu przeciwko Tunezji od początku Anglia zaczęła dynamicznie i agresywnie. Po pięciu minutach angielskiej kanonady kontuzjowany został tunezyjski bramkarz, Mouez Hassen. Grał jeszcze przez dziesięć minut, potem zszedł ze łzami w oczach. Zanim zszedł, wpuścił jednak bramkę. Po rzucie rożnym w 11. minucie trafił do siatki Harry Kane. Wydawało się, że kolejne gole dla Anglii są tylko kwestią czasu, że tu może być pogrom. Nic takiego jednak się nie stało. Przeciwnie, w 36. minucie z rzutu karnego na 1:1 wyrównał Sassi. Ale co to był za kuriozalny faul, Walker bezmyślnie, po chuligańsku, uderzył Tunezyjczyka łokciem. Widać, że Anglicy są zupełnie nieopierzeni. Ich gra może się podobać – jak szarża husarii, ale jak trafią na mocniejszego rywala, to szybko połamią drzewce chorągwi. Do 90. minuty zanosiło się na kolejną sensację, Anglicy wprawdzie atakowali, ale Tunezja dobrze się broniła, a w tych atakach było coraz mniej siły. W 91. minucie wpadła jednak bramka podobna do tej z 11. minuty, znów rzut rożny i znów Harry Kane. Anglia wygrała 2:1, ale Tunezja pokazała się z bardzo dobrej strony.

18 czerwca 2018 o godz. 19:12

Trzy gole w słabym meczu

maxresdefault (1)

Miało być wielkie lanie, tymczasem Belgia kolejny raz pokazuje, że jest zlepkiem indywidualności, a nie drużyną turniejową. Walili głową w mur panamskiej obrony. A gdy już się udawało przedrzeć i oddać strzał w światło bramki, to Penedo bronił. Niewątpliwy bohater pierwszej połowy. Worek z bramkami rozsupłał jednak zaraz po przerwie Mertens, kiedy strzelił w 47. minucie. Potem jeszcze dwa razy strzelał celnie Lukaku. Belgia wygrała 3:0, ale rozczarowała. Debiutująca na Mundialu Panama walczyła do końca. Umiejętności nie wystarczyło na honorowego gola, ale mają przed sobą jeszcze dwa mecze, może coś im się raz uda.

18 czerwca 2018 o godz. 16:43

Panu Bogu w okno

Sweden-Vs-South-Korea-world-cup-2018-750x450

Słabiutkie spotkanie Szwecja-Korea Południowa. Obydwie drużyny nie zachwycały skutecznością. Szwedzi nie potrafili strzelić bramki z akcji, wygraną dał im rzut karny, wykonany przez Granqvista. Szwed uderzył blisko środka bramki, podobnie do Messiego w meczu z Islandią, ale bramkarz Korei – dobrze się spisujący – nie wyczuł strzelca. Korea ani razu nie strzeliła w światło bramki. Trenerzy Meksyku i Niemiec mogą przeciw Koreańczykom wystawić jedenastu piłkarzy w polu, bramkarze nie będą mieli co robić.

17 czerwca 2018 o godz. 22:24

Typy na 18 czerwca

russia-2018

Kolejny upalny dzień Mistrzostw Świata. Niby to dopiero początek, ale już trochę boli głowa. O 14. grają Szwecja z Koreą Południową. Nie obejrzę. Szwecja to solidność i siła. Korea to nie wiem co, bo nie wiedziałem od lat żadnego meczu tej drużyny. Stawiam na 2:0 dla Wikingów.

17 czerwca 2018 o godz. 22:04

Źle w głowie

Brazil-vs-Switzerland-Match-10

Brazylia-Szwajcaria 1:1. Patrząc na mecze Urugwaju, Argentyny i Brazylii, mam refleksję – co z tego, że jesteś lepszy, że więcej umiesz, skoro brakuje ci zimnej krwi? Coś jest nie tak ze szkoleniem drużyn z Ameryki Południowej. Ich najlepsi piłkarze grają w Europie, gdzie mają profesjonalną opiekę, także psychologiczną. Gdy opuszczają Stary Kontynent, psychologa im wyraźnie brakuje. Brazylia dała koncert zmarnowanych strzałów. Szwajcaria grała nudny, ale konsekwentny futbol. Nikt nie lubi takiej piłki. Ale wynieśli remis, który im się należał jak psu buda. Porównując dotychczasowe mecze faworytów – Argentyny, Niemiec, Brazylii, to Brazylia mi się widzi najsłabiej. Nie ma koncepcji gry, nie ma tej siły, którą prezentuje Argentyna, nie ma niemieckiej konsekwencji. Ale to początek turnieju. Mistrzowie rosną z meczu na mecz. Z całym szacunkiem do Szwajcarii, to mi nie wygląda na drużynę, która by miała rosnąć… Ale pamiętam o sukcesach Grecji, która też w 2004 roku nie prezentowała ciekawego futbolu, a zdobyła Mistrzostwo Europy. Dziś Szwajcaria zagrała mądrze, a Brazylia wypadła jak wcześniej Niemcy – nieudolnie. Przynajmniej wynieśli remis.

17 czerwca 2018 o godz. 19:45

Viva Mexico

World-Cup-Germany-Mexico-odds-picks

To był mecz walki, ale też mecz słabości. Bardzo dużo błędów w obronie, sporo świetnych sytuacji strzeleckich, które nie zostały wykorzystane, bardzo dobra postawa obydwu bramkarzy. Meksyk wygrał 1:0, ale gdyby mecz zaczął się godzinę później lub wcześniej, wynik mógłby być odwrotny. Bo obydwie drużyny zagrały na podobnym poziomie, z podobnym zaangażowaniem. Meksyk od początku grał bardziej do przodu, Niemcy nastawili się na kontry i ta strategia nie zdała egzaminu. Bardziej jednak z powodu pecha niż braku umiejętności czy okazji. Brawo Meksyk, za mądrą grę, za brak kompleksów, za piękny atak, za przygotowanie siłowe. Niemcy na tych mistrzostwach są zdecydowanie słabsi niż cztery lata temu, gdy sięgali po mistrzostwo. W meczu z Meksykiem dramatycznie słaba była formacja obrony. Z taką obroną nie zajdą daleko. Po porażce z Meksykiem muszą walczyć o wyjście z grupy.

16 czerwca 2018 o godz. 23:55

Typy na 17 czerwca

russia-2018

O godzinie 14. Kostaryka gra z Serbią. Nie obejrzę. Lubię serbską śliwowicę, ale i rum z Kostaryki mi smakuje. Gdybym jednak miał wybierać, to jednak śliwowica, zwłaszcza dobrze odleżakowana, serbskie śliwki są najlepsze na świecie. Co do meczu, to nie mam pojęcia, kto go wygra, więc strzelę w ciemno, że będzie remis 0:0.

16 czerwca 2018 o godz. 22:59

Niski wymiar kary

maxresdefault (4)

Nigeria uchodzi za najlepszą drużynę Afryki i trzeci raz z rzędu gra na Mistrzostwach Świata. Chorwaci to wielkie gwiazdy, temperament, ale jako zespół są nieprzewidywalni. Potrafią przegrywać ze słabszymi od siebie. Nie dzisiaj jednak.

16 czerwca 2018 o godz. 22:17

Przegrali na własne życzenie

maxresdefault (3)

Dania wygrała 1:0 z Peru, po bardzo słabym meczu. Peru ładnie zaczęło, wydawało się, że padną bramki, ale potem powietrze z balonika uszło i mecz zrobił się monotonny, gra głównie w środku pola. Ciężko jest sforsować rosłych Duńczyków. W 45. minucie wielką szansę miał Cueva, kiedy sędzia podyktował jedenastkę po faulu na nim. Niestety, fatalnie spudłował. W drugiej połowie wciąż atakowali Peruwiańczycy. W 59. minucie jedna z nielicznych akcji Duńczyków zakończyła się golem Poulsena. Potem nadal atakowali Peruwiańczycy. Wygrali Duńczycy. Jak się nie potrafi strzelić gola, to się nie wygrywa. Inna sprawa, że Schmeichel świetnie bronił. Godny swojego ojca. Peru przegrało na własne życzenie, marnując jedną sytuację za drugą. Dania jest słabym zespołem, ale ma spore szanse na wyjście z grupy.