Komentarze autora

15 lipca 2007 o godz. 23:21

Union of Rock

Choć program muzyczny festiwalu Union of Rock nie szczególnie mnie interesuje, to mam sentyment do tego miasta, które jako nastolatek kilkakrotnie odwiedzałem, rozbijając się z moim przyjacielem Maksem na polu namiotowym „Rusałka”. To tu pobiłem mój życiowy rekord w spożyciu piwa – 23 butelki w ciągu dnia… Ale to dawne dzieje, miałem wtedy chyba lat 17. Teraz rozbiłem namiot w centrum miasta, a piwa piłem zdecydowanie mniej. Organizacja festiwalu znakomita, świetna scena, żadnych zadym, może tylko policja była nadgorliwa w karaniu młodych ludzi za konsumcję alkoholu w miejscach publicznych.

8 lipca 2007 o godz. 16:28

Kartka z podróży 8: Człowiek bez tożsamości

Nie będzie już więcej zdjęć, ani kartek z tej podróży. Jestem człowiekiem bez pamięci i bez tożsamości. Niebytem.

5 lipca 2007 o godz. 21:56

Kartka z podróży 7: Moje wina, moje wina, moje bardzo tanie wina…

Hiszpania winem płynie. I nie ma tu tego zadęcia, co we Włoszech czy we Francji, wino po prostu traktuje się jak napój do kolacji czy obiadu, bez zbędnych filozofii. Mało się widzi pijanych, ale wszyscy piją… Głównie wino rioja, bo to najbardziej popularna odmiana winogron. Zbaczając nieco z moich szlaków pojechałem do krainy winem płynącej – Penedes.

3 lipca 2007 o godz. 22:34

Kartka z podróży 6: Pod wulkanem

Podczas jednej z tras postanowiłem odwiedzić region Garrotxa, gdzie są jaskinie, skały wulkaniczne i wygasłe kratery. Niesamowity górski krajobraz. Kartkę z podróży zatytułowalem „Pod wulkanem”, taki tytuł nosi jedna z moich ulubionych powieści Lowry’ego, choć moja podróż wiele z tą książka wspólnego nie miała… Moje życie ma trochę więcej:)

2 lipca 2007 o godz. 22:34

Kartka z podróży 5: Szlakiem Salvadora Dali

Hiszpania to kraj najwybitniejszych malarzy – Velazqueza, El Greco, Goyi, Picassa, Salvadora Dali… Szlakiem tego ostatniego ruszyłem po miasteczkach Katalonii.

1 lipca 2007 o godz. 23:56

Kartka z podróży 4: W pogo

Fiestas Alternativas de Terrassa – trzydniowy gig w miejscowości położonej jakieś 20 km od Barcelony zgromadził punkowców i odlotowców. Nie mogło mnie tam zabraknąć:)

1 lipca 2007 o godz. 22:48

Kartka z podróży 3: Duty free w Andorze i Barca

Ostatnio rozstaliśmy się w Lourdes, minęło kilka dni, streszczę je w trzech odcinkach bo dużo się działo

27 czerwca 2007 o godz. 21:05

Kartka z podróży 2: Mroki średniowiecza

Uff… ależ maraton mam za sobą, w dwa dni blisko 900 km i kilka średniowiecznych miast na trasie. Do uroków Francji, obok win i serów oraz mojego ulubionego zespołu Berurier Noir, dopisuję architekturę – gotyk przeplatany z pozostałościami sztuki romańskiej.

25 czerwca 2007 o godz. 23:11

Kartka z podróży 1: Parle, parle, chlup po gardle

Siedzę w Antibes we Francji, popijam winko, z radia leci Noir Desir… czas najwyższy skreślić kilka zdań z podróży…

19 czerwca 2007 o godz. 10:57

Bestie Oates

Nie jestem wielkim miłośnikiem twórczości Joyce Carol Oates (autorki m.in. „Blondynki” i „Wodospadu”), dotąd irytowało mnie jej szczegółowe analizowanie motywów ludzkich zachowań, w tych psychodramach gubiły się bowiem wątki fabuły. Ale z jej nową książką przetłumaczoną na polski jest inaczej – chyba przede wszystkim dlatego, że to właściwie nowela, 125 stron mocno skondensowanej narracji. „Bestie” to znakomicie skomponowana powieść. Narracja, w formie krótkich zapisów w pamiętniku, przedstawia kilka miesięcy z życia młodej studentki, zafascynowanej swoim profesorem od literatury. Na kampusie dzieją się dziwne rzeczy, wybuchają pożary, niektóre dziewczęta zapadają na zdrowiu, inne nagle odrywają się od grupy, biorą narkotyki… O domu profesora Harrowa i jego ekscentrycznej żony, rzeźbiarki, krążą legendy. Akcja rozwija się bardzo wolno, ale nie brakuje w tej krótkiej książce niespodziewanych zwrotów akcji – niczym w opowiadaniach grozy Poego, czytelnik nie wie, czego może za chwilę się spodziewać. „Bestie” to opowieść o magnetycznej sile zła, które wabi, pęta i niszczy. Mnie zło także magnetyzuje; może dlatego spodobała mi się ta niewielka książka.

11 czerwca 2007 o godz. 17:34

Nie zobaczę…

W czerwcu zagrają w Polsce Patti Smith (22.06, Poznań) i Iggy Pop (24.06, Wrocław). Uwielbiam jedno i drugie… i, cholera, nie zobaczę, jako, że w tym czasie wybieram się do Hiszpanii i gdzieś tam pewnie jeszcze (tak na marginesie przez jakiś czas mogę nie odpowiadać na Wasze maile – nie będzie mnie przez dwa tygodnie, ale postaram się wpadać do kafejek internetowych). Patti widziałem kilka lat temu w Warszawie – piękna i pełna energii. No a Iggy Pop to dla mnie, obok Lou Reeda, najważniejsza postać sceny niezależnej. Żałuję, że mnie to ominie, a wszystkim, którzy się wybierają – życzę udanej zabawy!

10 czerwca 2007 o godz. 17:42

Piknik w bunkrze

/wp-content/uploads/2007/06/KampDis

Właśnie wróciłem z punkowego pikniku, zorganizowanego rzecz jasna nielegalnie na terenie wojskowym, w Puszczy Kampinoskiej. Impreza zorganizowana w niepowtarzalnej scenerii – wielkie bunkry (z nietoperzami) i ruiny dawnych zabudowań. W jednej z ruin zorganizowano koncert. Na początek rewelacyjnie zagrało LD50, potem młoda kapela Anemia 77, która brzmiała surowo jak punk z połowy lat 80., co akurat mi się podobało, następnie w podobnej stylistyce zagrało Rwała Kwiatki Dynamitem… Około godziny 21.30 na dobre rozkręciło się pogo, przy występie Eye For an Eye. Anka, wokalistka, ma niezwykle mocny głos, pisałem zresztą o nich już wcześniej, od wspomnienia koncertu EFAE zaczyna się opowiadanie "Mrówa Punkówa" (dostępne w dziale "do czytania"). Na koniec zagrało Przeciw, sala była już jednak niemal pusta, wszyscy chcieli zdążyć na autobus, zwłaszcza, że do przystanku trzeba było iść około kilometr przez ciemny las:)Znakomity pomysł, świetne miejsce na koncerty (o ile policja któregoś pięknego dnia nie wkroczy i nie rozpiździ wszystkiego), szkoda tylko, że mało osób przyszło, no i pogoda nie dopisała, przez długi czas padał deszcz…

8 czerwca 2007 o godz. 19:47

Dialogi z Borgesem

Ukazało się właśnie pierwsze polskie wydanie książki „W Dialogu” – zapisu rozmów, jakie w 1985 roku przeprowadził z Jorge Luisem Borgesem argentyński dziennikarz Osvaldo Ferrari. Borges miał wówczas 85 lat, rok później zmarł. Od 30 lat był niewidomy. Zdumiewa jego pamięć i erudycja!

6 czerwca 2007 o godz. 19:28

Armenia

Po bramce z rzutu wolnego wykonywanego przez Hamleta Mhitarjana Polska przegrała z Armenią 0:1. Marzenia o Mistrzostwach Europy jak zwykle odpłynęły… Pomijając fakt, że wynik jest dość przypadkowy, to ja kompletnie nie rozumiem polityki kadrowej Leo Beenhakkera, który z meczu na mecz zmienia skład. Te eksperymenty w końcu musiały zakończyć się nieszczęściem, które równie dobrze mogło nastąpić już w Azerbejdżanie. Na otarcie łez postanowiłem skreślić kilka zdań o Armenii…

5 czerwca 2007 o godz. 20:15

Dziewczyna z okładki…

Pytacie mnie często w listach kim jest dziewczyna z okładki „Xenny”? Otóż nie mam zielonego pojęcia. Autorką projektu graficznego jest Agnieszka Herman, niezależnie od tego, że robi znakomite okładki, to pisze jeszcze lepsze wiersze (tomiki „Zapisane światłem” czy „Odczuwanie bieli”), w dodatku była pierwszą czytelniczką „Xenny”, jeszcze w wersji brudnopisu:) Nie chciała mi jednak zdradzić czyje to zdjęcie, być może w obawie o moją moralność, bo dziewczyna z okładki wygląda wyzywająco:) W pierwotnej wersji miała czerwone usta, ale zaprotestowałem, gdyż książkowa bohaterka była piękna bez blasku szminki. Jako ciekawostkę zamieszczam dwa przykłady wcześniejszych projektów… w sumie było ich znacznie więcej i ta dziewczyna pojawiła się jako ostatnia propozycja – moim zdaniem najlepsza.

3 czerwca 2007 o godz. 13:05

Mój szczęśliwy koń

Wczoraj Polska wygrała z Azerbejdżanem 3:1 i jesteśmy bliżej Mistrzostw Europy. A ja wygrałem na wyścigach… Jako ofiara lansu pt. „Polski Charles B.”, wybrałem się po długiej przerwie na Służewiec. Po aferze związanej z dokonaniami spółki „Służewiec Tory Wyścigów Konnych”, zakłady znów przyjmuje Totalizator. Wpadłem na kilka minut przed rozpoczęciem czwartej gonitwy, w której w roli faworytów stawiane były Zakus i Essential. Ja postawiłem na klacz Demeter, która wygrywała już w tym sezonie na służewieckim torze. Ledwie dobiegłem od kas do balkonu widokowego, a konie wystartowały. Moja Demeter od początku była na czele i utrzymała się przez cały dystans 2200 metrów. W kasie odebrałem nagrodę – siedmiokrotność postawionej stawki… Chyba zacznę częściej wpadać na Służewiec:) Gdy pogoda dopisuje atmosfera jest piknikowa – piwo, kiełbaski i sportowe emocje. W tym sezonie wstęp na wyścigi jest bezpłatny, początek – godz. 14.00, ostatnia gonitwa zaczyna się o 17.30, no może z drobnym opóźnieniem.

23 maja 2007 o godz. 18:45

Fotoproza Tryzny

„Fotoproza” – tak nazwał swoją nową książkę („Taniec w skorupkach”) Tomek Tryzna. Mamy 1266 fotografii i tekstu do czytania w trzy kwadranse. „Czy jesteśmy świadkami nowego gatunku?” – pyta wydawca na czwartej stronie okładki. Faktycznie trudno to zaklasyfikować, ni to kolaż, ni to komiks, coś jakby opisane pojedyncze kadry niemego filmu, tyle, że filmu praktycznie bez fabuły. Bohater, Piksel, pali marihuanę, wciąga amfetaminę, wegetuje, aż odkrywa, że jego powołaniem jest fotografia. „Nie umiał żyć. Umiał tylko robić fotografie”, a i to nie do końca, bo miał po prostu modelkę, która „każdemu się podobała” (sporo jest w tej książce zdjęć łóżkowych, nie brak też wulgaryzmów). Z tej pasji Piksela nic jednak nie wynika, bo i co ma wyniknąć, skoro chłopak żyć nie potrafi, a ludzi traktuje jak kadry filmu. „Traktujesz mnie obrazkowo? Jestem dla ciebie obrazkiem?” – pyta dziewczyna. Odpowiedź brzmi: „tak”. Tak naprawdę mamy zatem kolejną książkę o pustce życia młodych ludzi, którzy nie bardzo wiedzą co ze sobą zrobić, nie mają marzeń, nie mają poczucia współuczestniczenia w czymkolwiek, nie potrafią kochać, nie potrafią tworzyć stałych związków, szukają ucieczki od normalności. Fotografie i kompozycja graficzna to niewątpliwie najmocniejsze elementy nowej książki Tryzny, tej „fotoprozy”… no i dziewczyna ze zdjęć faktycznie każdemu powinna się podobać.

23 maja 2007 o godz. 12:24

Rumunia i okolice… (odc. 10, ostatni: W kąpieli)

To już ostatni odcinek relacji z naszego wyjazdu, relacji, która jakoś niemiłosiernie mi się wydłużyła, i którą zanudzam was już od ponad dwóch tygodniu. No to blitzkrieg bop, lecimy szybko po Slovensko do Popradu, by pod Tatrami wymoczyć się trochę w termalnym kąpielisku.

23 maja 2007 o godz. 00:27

Rumunia i okolice… (odc. 9: Nem ertem)

Nasz przedostatni nocleg spędziliśmy w Debreczynie, drugim po Budapeszcie największym węgierskim mieście. Poszukując knajpy natknąłem się na młodego punkowca, jak się potem okazało Laslo miał 16 lat. Szedł w podartych spodniach, koszulce z logo zespołu Aurora i skórzanej kurtce. Spędziliśmy z nim cały wieczór, nie rozumiejąc się nawzajem, co bynajmniej nie stanowiło żadnej bariery. Koresponduję z nim do dziś mailowo i nadal się nie rozumiemy.

22 maja 2007 o godz. 01:24

Rumunia i okolice… (odc. 8: W domu Draculi)

Sighisoara to prawdopodobnie najpiękniejsze miastu w Rumunii. Wzgórze Zamkowe zachowało średniowieczny układ. Oczywiście jak wiele innych zabytków w tym kraju, wymaga jeszcze wielu inwestycji, ale bez wątpienia popłynie tu strumień unijnych pieniędzy i za kilka lat to wpisane na listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego UNESCO miasto będzie jedną z pereł Europy. Perłą Transylwanii już jest.