Komentarze autora

20 lipca 2008 o godz. 22:57

Wybrałem Olsi zamiast Jarocina

/wp-content/uploads/2008/07/DSC07072

W tym roku zamiast na festiwal do Jarocina, pojechałem do Olsi, w Czechach, niedaleko miasta Tabor, jakieś 750 km od Warszawy… I warto było Czeskie festiwale są zupełnie inaczej organizowane niż nasze. Przede wszystkim ochrona jest po to by chronić imprezę, a nie zatruwać ludziom życie. W Polsce nie mogę wejść na koncert w skórze, bo ma ćwieki, no chyba, że koncert jest na skłocie… W Czechach nikomu nie przeszkadzała nawet obroża z ostrymi jak gwoździe ćwiekami. Nikt niczego nie zabrania, bo i nie trzeba – ludzie wiedzą jak się bawić i z natury jakoś nie robią bydła. Zabawne sytuacje miały miejsce pod sceną, gdy ktoś z tłumu wdzierał się na scenę by przez chwilę pobyć w bliskości zespołu, ochroniarze z uśmiechem od ucha do ucha zdejmowali go, czasem przybijali z delikwentem piątkę i zabawa trwała w najlepsze dalej. Dodajmy, że rzecz miała miejsce poza jakimkolwiek miastem, Olsi to biwak, pole namiotowe było za darmo, na miejscu gastronomia, na miejscu dystrybucja wszystkiego, czego punkowa dusza zapragnie… przyczepić się można jedynie o brak pryszniców.A festiwal, cóż, absolutna rewelacja. Kapele z czołówki scen punk, ska i rockabilly plus trochę reggae i trochę HC. Powiem tylko, że zagrali m.in. Vice Squad, Subhumans i Citizen Fish oraz z 50 innych kapel (w tym ciepło przyjęta Paprika Korps z Polski), było pięć scen, na każdej wykop przez blisko 12 godzin. Świetnie nagłośnione, zero obsów z czasem, wieczorem efekty świetlne. Hm, Jarocin niech sobie umiera, ja od tego roku mam zamiar być stałym bywalcem festiwalu Mighty Sounds w Olsi. To była czwarta edycja. Festiwal trwa trzy dni.

15 lipca 2008 o godz. 10:44

Wieczór z Lou Reedem

/wp-content/uploads/2008/07/DSC01785

Sala Kongresowa, parter, rząd 16, miejsce 31. Jak w teatrze. Panowie w garniturach, panie w sukniach (czy tam kostiumach; co za głupia nazwa na kreację), bo dla wielu Sala Kongresowa to przecież jak Teatr Wielki, zwłaszcza, że w teatrze nigdy nie byli, a teraz mają okazję. A Lou Reed ze swoim wielkim zespołem rzeczywiście dał przedstawienie. Oglądałem je z mieszanymi uczuciami. Wykonywany przez Lou Reeda „Berlin” to jedna z moich ulubionych płyt, ale też z żalem myślałem sobie, że wolałbym tego pełnego charyzmy barda, świetnego kompozytora, słuchać ponad 35 lat temu, kiedy grał z Doug i Billy Yule’ami oraz Sterlingiem Morrisonem w klubie Max’s Kansas City. Bardziej by tam pasował. 

7 lipca 2008 o godz. 12:04

Kabotyn Rotten, Sex Pistols dziady

/wp-content/uploads/2008/07/DSC00042

Wielkie rozczarowanie, tak bym w skrócie opisał występ Sex Pistols w Gdyni. Choć zasadniczo tego można się było spodziewać po występie na festiwalu Open’er, to jednak wracałem długą drogą do namiotu zniesmaczony… i dotąd mi nie przeszło. A najgorsze jest to, że zagrali bardzo fajnie, tyle, że patrząc na kabotyńskie gesty i miny Rottena i na znudzenie zdziadziałych pozstałych członków zespołu, doszedłem do bardzo smutnego wniosku, że punk umiera, skoro jego ikoną są żałośni kabotyni grający na festiwalu dla złotej polskiej młodzieży i dla rodziców, bo akurat w namiocie, w kórym grało Sex Pistols średnia wieku w tłumie to było jakieś 40 lat.

3 lipca 2008 o godz. 10:17

Wodospady (kartka z Chorwacji 6 – ostatnia)

/wp-content/uploads/2008/07/mini-DSC06430

Chorwacja ma osiem parków narodowych, z czego trzy znajdują się na wyspach. W drodze powrotnej do Polski miałem możliwość obejrzenia dwóch – ulokowanych w niedużej odległości od autostrady łączącej Split z Zagrzebiem. Obydwa pełne są wodospadów, jeden jest parkiem powstałym wokół rzeki Krka, drugi – wokół jezior Plitwickich.

30 czerwca 2008 o godz. 12:24

To były dziwne mistrzostwa

Niemcy nie zdobyli złota, jak typowałem przed Mistrzostwami, ale byli blisko. Hiszpanii medal się należał bo od pierwszego do ostatniego meczu grali ofensywnie i widowiskowo. Dla mnie największą niespodzianką była Turcja, z którą mecze przypominały dobry thriller – w ostatniej chwili mieliśmy najmniej spodziewane zwroty akcji:) Na pewno niespodzianką była też Rosja, bo przecież ich wygrana ze wspaniale przygotowanymi Holendrami to nie lada sensacja. Świetnie zapowiadali się Chorwaci, ale Allah miał Turków w opiece i nieoczekiwanie odpadli. Zatem było dużo goli, dużo niespodzianek, grano ofensywnie, jak zwykle niedopisali natomiast sędziowie wypaczając wyniki wielu meczy, w tym także meczu Polska-Austria. Polacy rozczarowali, ale można się pocieszać, że rozczarowali też Francuzi, Włosi czy Szwedzi. Dziwne były te Mistrzostwa Europy, ale emocji nie brakowało, a to najważniejsze. I cieszy, że Hiszpania wreszcie przemogła niemoc i sięgnęła po złoto!

28 czerwca 2008 o godz. 17:49

Kosmopolityczna mieszanka (kartka z Chorwacji 5)

/wp-content/uploads/2008/06/mini-DSC06862

Nadmorski Split jest niezwykłym miastem, niemal cała stara część to wspaniałe rzymskie pozostałości po dawnym ogromnym warownym pałacu cesarza Dioklecjana, który sam w sobie był jakby miastem – z portem, koszarami, świątynią Jupitera, komnatami władcy, wielkimi podziemnymi spichlerzami, murami obronnymi i potężnymi basztami.

27 czerwca 2008 o godz. 17:38

Nie będzie pojednania (kartka z Bośni 4)

/wp-content/uploads/2008/06/mini-DSC06762

Tym razem kartka z Bośni, muzułmańskiego kraju w sercu Europy. Bośniacy najboleśniej doświadczyli wojny z początku lat 90. XX wieku, dostali łupnia zarówno od Serbów, jak i od Chorwatów, a i obecnie kraj ten tylko w niewielkim stopniu jest suwerenny, gdyż na szczeblu lokalnym na południu rządzą znienawidzeni Chorwaci, a na północy równie nie lubiani Serbowie. Naród ten żyje w ciągłej niepewności jutra, w strachu o dom i rodzinę, wciąż narażony na szykany i chuligańskie zaczepki, otoczony przez nacjonalistów, którzy nie wiedzą, co to tolerancja.

26 czerwca 2008 o godz. 19:21

Z półwyspu na wyspy (kartka z Chorwacji 3)

/wp-content/uploads/2008/06/mini-DSC06734

Do Chorwacji należy 1187 wysp. Niemalże nie ma takiego miejsca na stałym lądzie, z którego widać by było otwarte morze, wszędzie są zatoki i cieśniny pomiędzy lądem a wyspami. Największe wyspy to: Krk, Cres, Brać, Hvar i Korczula. Na każdej z nich uprawia się winne grona i wytwarza znakomite wina, przede wszystkim czerwony wytrawny dingac i deserowy prosek, który w zależności od winnicy ma różny smak i kolor, dla mnie jest absolutnie znakomity, coś między dobrym tokajem a cherez.

25 czerwca 2008 o godz. 23:02

Co za mecz…

Mecz Niemcy-Turcja obejrzałem w knajpie na terenie Bośni. Oczywiście cieszę się, że Niemcy wygrali, choć trzeba przyznać, że Turcja miała przewagę. Ale nie bedę pisał o samym meczu, lecz o atmosferze w lokalu. Połowę sali zajmowali kibice Niemiec – Chorwaci – połowę kibice Turcji, Bośniacy. Od początku było dość agresywnie pomiędzy obydwoma stronami baru. Gwizdy i walenie kuflami o blat. Transmisja co jakiś czas się rwała, nadawana przez chorwacką stację HRV3, np. nie pokazano drugiego gola dla Niemców strzelonego przez Klose. Po drugim golu dla Turków, wyrównującym, kibice bośniaccy poderwali się w radości. Ktoś podszedł i rozbił cieszącemu się kibicowi Turcji butelkę po piwie na głowie. Zaraz jedni na drugich skoczyli z pięściami. Mecz oglądali także policjanci – z pistoletami przy pasie popijali piwo. Znudzeni odepchnęli zwaśnione strony i… wyrzucili z knajpy czlowieka z zakrwawioną głową, pozostawiając w spokoju agresora. Potem policjanci spokojnie usiedli, dalej popijąc piwko. Facet, który rozbił komuś na głowie butelkę też spokojnie usiadł i oglądał mecz rozradowany. Taka to sprawiedliwość. Turków trochę mi żal, bo rozegrali swój najlepszy mecz na mistrzostwach. Niemcy byli przerażająco słabi… I jak zwykle wygrali. Pewnie będą mistrzami. Na nich stawiałem jakby nie było…

25 czerwca 2008 o godz. 22:51

Zbombardowane piękno (kartka z Chorwacji 2)

/wp-content/uploads/2008/06/mini-DSC06618

Drugi odcinek relacji z Chorwacji i obiecana kartka z Dubrownika, słusznie nazywanego „perłą Adriatryku”. Trudno się nie zachwycić, bo choć miasto jest niewielkie i wcale nie ma tam wielu wysokiej klasy zabytków, to samo w sobie stanowi niezwykły kompleks średniowiecznej architektury.

24 czerwca 2008 o godz. 19:14

Naznaczeni (kartka z Chorwacji 1)

/wp-content/uploads/2008/06/mini-DSC06488

Z nieba leje się żar, jest chyba ze 40 stopni, lekki wiaterek nazywany przez Chorwatów „jugo” nie wiele pomaga, zwłaszcza że większość czasu spędzam albo w samochodzie, albo zwiedzając miasta, choć do plaż Adriatyku mam bardzo blisko. Nie lubię jednak zgiełku turystycznych kurortów, w których miejscowa ludność patrzy na obcego przybysza jak na dojną krowę, czy może raczej jak na wypchany dolarami (czy tam euro) portfel.

23 czerwca 2008 o godz. 23:53

Beznamiętność

Oglądam mecz Hiszpania-Włochy i dziwię się, co on taki nudny. Niby są sytuacje podbramkowe, ale jakieś chyba nieudolne. Zaraz, przyglądam się uważniej wiszącemu w barze w Zagrzebiu plazmowemu ekranowi, przecież Casillas cudem obronił ten strzał… Zrozumiałem jak ważny jest sposób prowadzenia relacji sportowej. Chorwacki komentator ograniczał się do wymieniania nazwisk: Alonso-Senna-Villa, Buffon zaczyna od bramki. Chorwaci w barze równie beznamiętnie śledzą mecz, popijając piwo ożujsko. A przecież piłka nożna w tym kraju to nieomal świętość, trener narodowej reprezentacji  Slaven Bilić jest bohaterem większości telewizyjnych reklam. No i jak wszystkie bałkańskie narody potrafią się świetnie bawić – śpiewają, tańczą, klaszczą w dłonie, obficie gestykulują. Mecz obejrzałem bez emocji słuchając bezlitośnie beznamiętnego komentatora, którego nie poruszyły nawet rzuty karne, a zwycięstwo Hiszpanii skwitował krótko: – Należało im się, bo Casillas lepiej bronił. No tak, racja, komentarzy znudzonych „fachowców” już nie słuchałem, wybiegłem na ulicę, drzeć się w niebogłosy „Viva Espania”!Swoją drogą nie takie całkiem bez sensu są te mistrzostwa. Włosi za burtą!

22 czerwca 2008 o godz. 16:50

Co jest grane?

Nie oglądałem meczu Rosja-Holandia. I moje szczęście. Słuchałem jednak transmisji w austriackim radio, jadąc w nocy w kierunku granicy ze Słowenią. Drei zu eins. Komentator chwalił Rosjan. A przecież Holandia miała być pewniakiem. Co jest grane? Co to za Mistrzostwa? Teraz jestem w Zagrzebiu, zmęczony jak pies, ale pójdę wieczorem do knajpy obejrzeć mecz Włochy-Hiszpania. Z nadzieją, że chociaż jedna drużyna grająca ładny futbol przejdzie do półfinału. Ale pewnie znów się rozczaruję, ładny futbol przegrywa… z kunktatorstwem.

20 czerwca 2008 o godz. 23:55

Przerwa z Grabażem

Od meczów można odreagować… czytając poezje Grabaża. Właśnie ukazał się zbiór jego wierszy w wydawnictwie Lampa.Tom obejmujący wszystkie piosenki lidera Pidżamy Porno i Strachów na Lachy, jest tego coś ponad sto utworów. Niektóre teksty bronią się bez muzyki, ale czy to są wiersze? Są to świetne piosenki, Grabaż jest najlepszym polskim tekściarzem rockowym, ale jak to piosenki – mają swój rym, rytm, zwrotki, powtórzenia, a przede wszystkim pisane są tak, by nabierały ekspresji zaśpiewane, a nie na papierze. Zbiór obejmuje teksty pisane w latach 1983-2008 (ostatni tekst, napisany po trzyletniej przerwie, jest jednak słabiutki). Właściwie wszystkie teksty zachowują aktualność, nawet gdy Grabaż pisze o polityce, to dotyka problemów uniwersalnych, jak choćby wolności lub przemocy. Ale najlepsze są liryki o zabarwieniu erotycznym, strasznie lubię te czasem rubaszne, a czasem bardzo delikatne, nastrojowe metafory Grabaża i tę intymność zamkniętą w kilku prostych słowach, rozpisaną jakby na dwa głosy. Poza tym „nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości” jak Grabaż.Na okładce książki czytamy, że „tom gromadzi teksty wszystkich autorskich piosenek w nowym, zmodyfikowanym zapisie”. Przygotowujący redakcję Paweł Dunin Wąsowicz mógł jednak powycinać te powtarzające się wersy, jak choćby w piosence (zresztą znakomitej) „Zaczarowany dzwon”, gdzie czternaście razy powtarza się dźwięczny, acz mało treściwy wers: „bida bida dą bida dą bi dą”. Tu jeszcze można to tłumaczyć ową polifonicznością dzwonu, ale sześć razy powtórzone „ja mam nabitą faję” w piosence „Cygański zajeb” na papierze wygląda tak, jakby po wypaleniu zawartości faji autor się zawiesił i mamrotał pod nosem to samo na okrągło.

20 czerwca 2008 o godz. 23:22

Emocje po 119 minutach nudy

Przez 119 minut nic się nie działo, oglądaliśmy cień Chorwacji ze zwycięskiego meczu z Niemcami. A potem minuta radości Chorwatów i nieoczekiwany gol Turków w 122 minucie, kiedy mecz powinien był się już skończyć. Niebywałe. Przegrali w karnych. Żal mi bardzo, ale w końcu nie pokazali w meczu z Turcją niczego, co by ich kwalifikowało do półfinału. A Turcja… cóż grają jak Grecy cztery lata temu – nudno, zachowawczo, ale konsekwentnie i – jak widać – nad wyraz skutecznie wygrywając w ostatnich minutach lub w karnych. Smutno mi, zwłaszcza że jutro rano wyjeżdżam na Chorwację i myślałem, że półfinał będę oglądał gdzieś w Splicie w knajpce z miejscowymi kibicami. Szkoda, szkoda, szkoda, i jeszcze trenera Chorwatów mi szkoda, ech sport.

19 czerwca 2008 o godz. 22:41

A jednak Niemcy!

Wygrana Niemców wcale mnie nie zdziwiła, to drużyna turniejowa, tak jak Włosi i z meczu na mecz będą grali coraz lepiej. Jakiś idiota układał harmonogram spotkań, przez co wielce prawdopodobne jest, że w półfinale Niemcy znów trafią na Chorwację – szkoda, bo tym razem Niemcy myślę, że wygrają. Mecz stał na wysokim poziomie, być może nie zakończyłby się porażką Prtugalczyków, którzy wcale nie byli gorsi, ale myślę, że przekleństwem tej drużyny jest jej zniewieściały lider, fryzjerczyk Christiano R. Gdyby zamiast tego maminsynka od początku meczu zagrał rewelacyjny Nani, to kto wie. Ale, że stawiam uparcie na Niemców, to mnie wynik 3:2 wcale nie zmartwił. Szkoda tylko, że mój imiennik nie strzelił czwartej na Euro 2008 bramki. Jutro gra Chorwacja, a ja pojutrze rano wyjeżdżam właśnie w kierunku Chorwacji, i pewnie będę mieszał komentarze z Euro z kartkami z podróży, a może w ogóle nie będę nic pisał, bo nie wiem jak będzie z dostępem do netu.

19 czerwca 2008 o godz. 10:55

Jezu jak się cieszę :)

Rosja wygrała ze Szwecją, co tam, Rosja zmiażdżyła Szwecję, bo przecież gdyby byli trochę bardziej skuteczni, to by się na 2:0 nie skończyło. Nie jestem bynajmniej fanem gry Rosjan, bo to zespół nierówny, nieskuteczny, grający nudną piłkę, ale cieszę się jak głupi, że Szwedzi odpali. Bo kto w Polsce lubi Szwedów? (chodzi mi o piłkarzy, nie naród), przecież oni tyle razy dawali nam łupnia, w dodatku zwykle przez nich w ostatnich latach odpadaliśmy w eliminacjach czy to do Mistrzostw Świata, czy to Mistrzostw Europy. Szwecja w grupie, oznaczało porażkę. A tutaj proszę, słaba w sumie Rosja, nie grająca wcale lepiej od Polski, wygrywa. Można jak widać, a też mają Holendra na ławce trenerskiej Rezerwowy skład Hiszpanii wygrał z Grecją, ale tego meczu nie oglądałem. Teraz wszystko już jasne, a przed nami pasjonujące ćwierćfinały.

17 czerwca 2008 o godz. 22:39

Do dupy te mistrzostwa :(

Włosi znowu wygrali, choć są beznadziejni, tyle, że Francuzi jeszcze gorsi. Wcale mi się to nie podoba. Szkoda, że Rumunia nie dała rady rezerwom holenderskim. Niesamowicie gra ta Holandia! A mistrzostwo pewnie i tak zdobędą Włosi, już przestałem stawiać na Niemców, przestałem stawiać na kogokolwiek, kibicować będę Holandii, ale futbol nie jest sprawiedliwy, więc pewnie Holandia mistrzostw nie wygra. Do dupy te mistrzostwa

16 czerwca 2008 o godz. 22:40

Cudów nie było

Wiarygodność Leo spadła na tyle, że specjaliści od reklamy nie chcą go więcej pokazywać. Nikt mu nie uwierzy, że Tyskie to najlepsze piwo, wszak opowiadał, że Polska jest najlepszą drużyną i co? Ale tak to już u nas jest, potrafimy tylko gadać… czasem to jest holenderskie gadanie :/ Zagraliśmy beznadziejnie z rezerwowymi Chorwacji, zajęliśmy ostatnie miejsce w grupie, zdobyliśmy jedną bramkę i jeden punkt – gorzej niż na ostatnim Mundialu. Obciach i tyle, angielscy bukmacherzy mieli rację nie dając nam najmniejszych szans. Kompletnym brakiem realizmu były zapewnienia o medalach. Prawda okazała się być okrutna. Jedyną mocną stroną był Artur Boruc, to dzięki niemu wpuściliśmy cztery, a nie dziesięć goli.Austria przegrała z Niemcami po bramce Ballacka, a więc nie był to wieczór cudów. Nadal obstawiam, że Niemcy zdobędą mistrzostwo, Portugalia nie wydaje się być przeszkodą nie do sforsowania.Jutro mecz Francja-Włochy – duże emocje, bo tu nic nie jest pewne.

15 czerwca 2008 o godz. 22:54

Niewiarygodne!

To, że Portugalia przegrała ze Szwajcarią 0:2, to nie ma znaczenia. Zagrali rezerwowym składem i przegrali na własne życzenie. I nic im to nie robi, i tak z pierwszego miejsca wychodzą z grupy. Ale to, co zrobili Czesi, to jest obraza dla kibiców. Też przegrali na własne życzenie, tyle, że dla nich to powrót do domu. Pomijam błędy Czecha, każdemu może się przytrafić gorszy dzień, ale oni przecież po strzeleniu drugiego gola zupełnie odpuścili mecz! I nawet w sytuacji gdy już przegrywali, a chuligańskiego bramkarza Turcji zastąpił zawodnik z pola, nie wykazali nawet chęci by przeprowadzić szybką akcję, dającą im nadzieję na rzuty karne i awans. Dzień wstydu dla czeskiej piłki.Swoją drogą dzisiejsze mecze pokazały, że wszystko jest w futbolu możliwe, także i to, że jutro Austria wygra z Niemcami, a Polska wysoko wygra z Chorwacją. Wszystko jest możliwe, ale nie wierzę, że się zdarzy.