Komentarze autora

27 sierpnia 2007 o godz. 12:02

Polski Iggy Pop

Tomek Lipiński jest nie do zdarcia. Byłem wczoraj kolejny raz na jego koncercie, wystąpił w Aurorze, na charytatywnym koncercie. Przyszła masa ludzi, w niewielkiej salce Aurory było potwornie duszno, ale półnagi Lipiński przez ponad godzinę grał kawałki z różnych okresów działalności Tiltu – od najstarzych kawałków, które pamiętają lata 1978-1980, kiedy Lipiński grał jeszcze z Luterem, po przebojowe „Miassto fcionga” z płyty „Emocjonalny terror”. Tomek ma 52 lata, a energię nastolatka. Nigdy nie miał mocnego głosu, ale za to ile w nim charyzmy. I ta radość z występu, niezależnie czy gra na wielkim festiwalu czy na małej klubowej scenie – a publiczność potrafi to docenić. Dla mnie to polski Iggy Pop – wciąż autentyczny, wciąż dynamiczny i niezależny. Bunt mu się nie ustatecznił. Szkoda tylko, że tak rzadko występuje, a jeszcze rzadziej komponuje.

17 sierpnia 2007 o godz. 23:24

Wolin o rewolucji

Nakładem Bractwa Trojka, czyli poznańskich anarchistów, ukazał się polski przekład „Nieznanej rewolucji 1918-1921” Wolina. To jedna z najciekawszych książek pokazujących wydarzenia w Rosji po rewolucji 1917 roku, zanim jeszcze umocniła się bolszewicka władza. Wolin (prawdziwe nazwisko: Wsiewołodia Michałowicz Eichenbaum) był jednym z najwybitniejszych działaczy ruchu anarchistycznego w Rosji, wielokrotnie więziony i prześladowany przez Czeka, miał możliwość obserwowania wydarzeń na Ukrainie i wcześniej – w 1918 roku – w Kronsztadzie z pozycji najpierw uczestnika walk, potem dysydenta. Jego wspomnienia pisane są z pasją i idealizmem, wiarą w inny rozwój zdarzeń, choć ostatecznie to „grabarze rewolucji” – jak nazywał bolszewików – przejęli władzę i zdusili wszelką opozycję, nawet tą, która wyrastała z tych samych marksistowskich korzeni. „Bolszewizm nigdy nie zaakceptowałby istnienia wolnego ruchu ludowego. (…) Bolszewicy zrobiliby wszystko, żeby stłumić i zniszczyć ten ruch”. Książkę uzupełnia masa dokumentów epoki – zarówno fałszywek publikowanych przez władzę, jak i odezw anarchistycznych. Przede wszystkim jednak bez reszty pochłania talent narracyjny Wolina, którego wspomnienia są niczym kadry filmu dokumentalnego, przedstawiają zdarzenia, ludzi, zapisy rozmów oraz, co chyba najważniejsze, oddają emocje.

15 sierpnia 2007 o godz. 18:11

Wizja sprawiedliwej globalizacji

W znakomitej, wydanej po polsku w 2004 roku książce „Globalizacja”, Joseph E. Stiglitz przedstawił krytykę działań dwóch najważniejszych międzynarodowych organizacji finansowych – Banku Światowego (którego sam był w latach 1997-2000 wiceprezesem) i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Przedstawił obłudę najbogatszych państw świata, a w szczególności Stanów Zjednoczonych, wobec krajów rozwijających się i społeczeństw najbardziej potrzebujących pomocy. Nowa książka Stiglitza – „Wizja sprawiedliwej globalizacji” – po części jest kontynuacją „Globalizacji”, choć tu autor zebrał przede wszystkim kilkanaście propozycji, które mają usprawnić procesy globalizacji. Te propozycje dotyczą zarówno demokratyzacji instytucji o charakterze globalnym, jak i bardzo szczegółowych rozwiązań, np. dotyczących prawa własności intelektualnej i dostępu do leków ratujących życie czy systemu międzynarodowych rezerw walutowych i pożyczek finansowych. Amerykański ekonomista (laureat nagrody Nobla z 2001 roku) kapitalnie punktuje wszelkie niegodziwości – od ceł i subsydiów w krajach przodujących gospodarczo po międzynarodowy handel bronią czy ograniczenia w korzystaniu z osiągnięć nauki, w tym w dziedzinach tak ważnych jak medycyna i farmakologia. „Uważam, że globalizacja kryje w sobie potencjał niezmiernych korzyści” – pisze Stiglitz. „Ale kształt nadaje jej polityka. Reguły gry zostały w dużej mierze ustalone przez kraje wysoko uprzemysłowione – a szczególnie przez najsilniejsze grupy interesów w tych krajach – nie ma więc nic dziwnego w tym, że ukształtowały globalizację tak, by im służyła. Nie starały się o ustanowienie jakiegoś zbioru uczciwych reguł, nie mówiąc już o regułach sprzyjających poprawie sytuacji ludzi w najuboższych krajach świata”. Stiglitz nie jest przeciwnikiem globalizacji, przeciwnie. Chce tylko uczynić ją bardziej sprawiedliwą. I podczas lektury nie opuszczało mnie przeświadczenie, że gdyby politycy choć trochę wzięli sobie do serca zawarte w książce postulaty, to świat byłby znacznie lepszy. Cóż, kiedy polityką rządzą egoistyczne interesy elit, a nie sprawiedliwość i dobro ogółu.Książka znakomita, szkoda tylko, że w polskim wydaniu jest masa literówek (pomijam już błędy interpunkcyjne). Takiemu wydawcy jak PWN taka liczba błędów nie powinna się przytrafiać.

1 sierpnia 2007 o godz. 15:48

Chomsky i polityka

Ostatnio, nakładem kolegów z oficyny Bractwa Trojka z Poznania, ukazała się książka „Polityka, anarchizm, lingwistyka” Noama Chomsky’ego. Wybór tekstów Chomsky’ego z różnych lat, są tu eseje, przemówienia, wstępy do książek i wywiady, a tematy krążą wokół spraw zawartych w tytule, ze zdecydowaną dominantą polityki. A w sprawach politycznych Chomsky cechuje się rzadką u ludzi zabierających publicznie głos niezmiennością poglądów, więc dla czytelników jego innych tekstów nie będzie zaskoczeniem krytyka amerykańskiego establishmentu i deklaracje bliskie ideom socjalistycznym czy wręcz anarchistycznym. Oczywiście, najciekawsze są teksty nowe, dotyczące spraw bieżących, jak choćby interwencja w Iraku, niestety jednak tom wypełniają głównie znacznie starsze wypowiedzi, w tym wiele ocen znanych już z innych publikacji. Ciekawe są też fragmenty z części „Język i polityka”, w których Chomsky szczerze opowiada o swoich naukowych i politycznych wyborach. „W politykę zaangażowany byłem – jeśli nie praktycznie, to intelektualnie – od wczesnego dzieciństwa. Dorastałem w radykalnej żydowskiej społeczności w Nowym Jorku. (…) Z lingwistyką natomiast związałem się poprzez kontakty z grupami politycznymi”. Ciekawa to droga od radykalizmu do tak mało poddającej się rewolucjom nauki jak lingwistyka. Ale też ten radykalizm amerykańskiego myśliciela jest bardzo „uniwersytecki”.

29 lipca 2007 o godz. 18:28

Kobiety

Od dłuższego czasu noszę się z zamiarem napisania książki pt. „Kobiety” i pomysł ten coraz bardziej we mnie dorasta, także jak się uporam z najpilniejszymi rzeczami to chyba ucieknę w głuszę ją pisać. Nie będzie to książka antyfeministyczna, choć pisana przez pryzmat mężczyzny. Planuję złożyć ją niemal całkowicie z dialogów, miałby to być zapis wymyślonych rozmów telefonicznych z różnymi kobietami. Rozmów kręcących się wokół uwodzenia, bo książka ma być o tym, że kobiece potrzeby w tej materii nie odbiegają od męskiech. Oczywiście jest potrzeba macierzyństwa chociażby, ale to ma być książka o uwodzeniu, nie o tworzeniu stałych związków. Książka smutna, bo podobnie jak w „Xennie” czy innych moich utworach, pokazująca, że na stałość w związku nie bardzo można liczyć. Skoro potrzeby płci są podobne to i uwiedzenie nie stanowi problemu. I nie bądźcie panowie nigdy naiwni, jeśli wy potraficie uwodzić, to inni mężczyźni też sobie z tym świetnie radzą, a więc w gruncie rzeczy nasze relacje z bliską osobą wciąż ocierają się o pokusy, którym mniej lub bardziej chętnie ulegają obydwie strony. Będzie to zatem książka o destrukcji, kłamstwie i zdradzie, tematach powracających niemal we wszystkim co piszę. Tych kobiet będzie zapewne 26, a więc tyle, ile jest liter w polskim alfabecie, wyłączając „ą”, „ę” i inne litery, które nie tworzą pierwszej litery żadnego imienia. 26 imion, 26 życiorysów, bo to nie będą tylko różne głosy w słuchawkach. 26 motywów do kłamstwa i zdrady.

27 lipca 2007 o godz. 15:53

Wolność na jeden wieczór

Czasem jak coś czytam, to chcę się z wami podzielić krótkimi refleksjami, choć rzecz jasna nie mam zamiaru zanudzać każdą książką, bo jako człowiek uzależniony od lektury właściwie czytam wszystko co mi wpadnie w ręce, z instrukcją obsługi żelazka i książką telefoniczną włącznie:) Tym razem padło na książkę, którą przeczytałem już kilka tygodni temu, ale jakoś nie za bardzo znajdowałem czas by o niej napisać, a rzecz warta jest uwagi – zwłaszcza dla ludzi w wieku 25-30 lat, którym kultura acid house jakoś tam była bliska (mi nie była nigdy i zanim przeczytałem tę książkę, patrzyłem na moją siostrę pląsającą przy techno jak na bezmózgie stworzenie). Książka będzie też zapewne ciekawa dla tych wszystkich, którzy wprawdzie z kulturą techno nie mieli do czynienia, ale eksperymentowali z dragami mniej lub bardziej intensywnie. Książkę wydała Muza, autor: Matthew Collin, tytuł: "Odmienny stan świadomości".

23 lipca 2007 o godz. 16:16

Kartka z Jarocina

Ups. Najgorszy festiwal w Jarocinie, na jakim byłem. Zaproszono gwiazdy trochę z innej bajki, na małej scenie poziom przeciętny, organizacyjnie syf – kolejki po bilety, kolejki do meldunku na polu namiotowym, a na nim samym tłok – namiot na namiocie, mało przyjemna ochrona… Ale i tak za rok pojadę.

15 lipca 2007 o godz. 23:21

Union of Rock

Choć program muzyczny festiwalu Union of Rock nie szczególnie mnie interesuje, to mam sentyment do tego miasta, które jako nastolatek kilkakrotnie odwiedzałem, rozbijając się z moim przyjacielem Maksem na polu namiotowym „Rusałka”. To tu pobiłem mój życiowy rekord w spożyciu piwa – 23 butelki w ciągu dnia… Ale to dawne dzieje, miałem wtedy chyba lat 17. Teraz rozbiłem namiot w centrum miasta, a piwa piłem zdecydowanie mniej. Organizacja festiwalu znakomita, świetna scena, żadnych zadym, może tylko policja była nadgorliwa w karaniu młodych ludzi za konsumcję alkoholu w miejscach publicznych.

8 lipca 2007 o godz. 16:28

Kartka z podróży 8: Człowiek bez tożsamości

Nie będzie już więcej zdjęć, ani kartek z tej podróży. Jestem człowiekiem bez pamięci i bez tożsamości. Niebytem.

5 lipca 2007 o godz. 21:56

Kartka z podróży 7: Moje wina, moje wina, moje bardzo tanie wina…

Hiszpania winem płynie. I nie ma tu tego zadęcia, co we Włoszech czy we Francji, wino po prostu traktuje się jak napój do kolacji czy obiadu, bez zbędnych filozofii. Mało się widzi pijanych, ale wszyscy piją… Głównie wino rioja, bo to najbardziej popularna odmiana winogron. Zbaczając nieco z moich szlaków pojechałem do krainy winem płynącej – Penedes.

3 lipca 2007 o godz. 22:34

Kartka z podróży 6: Pod wulkanem

Podczas jednej z tras postanowiłem odwiedzić region Garrotxa, gdzie są jaskinie, skały wulkaniczne i wygasłe kratery. Niesamowity górski krajobraz. Kartkę z podróży zatytułowalem „Pod wulkanem”, taki tytuł nosi jedna z moich ulubionych powieści Lowry’ego, choć moja podróż wiele z tą książka wspólnego nie miała… Moje życie ma trochę więcej:)

2 lipca 2007 o godz. 22:34

Kartka z podróży 5: Szlakiem Salvadora Dali

Hiszpania to kraj najwybitniejszych malarzy – Velazqueza, El Greco, Goyi, Picassa, Salvadora Dali… Szlakiem tego ostatniego ruszyłem po miasteczkach Katalonii.

1 lipca 2007 o godz. 23:56

Kartka z podróży 4: W pogo

Fiestas Alternativas de Terrassa – trzydniowy gig w miejscowości położonej jakieś 20 km od Barcelony zgromadził punkowców i odlotowców. Nie mogło mnie tam zabraknąć:)

1 lipca 2007 o godz. 22:48

Kartka z podróży 3: Duty free w Andorze i Barca

Ostatnio rozstaliśmy się w Lourdes, minęło kilka dni, streszczę je w trzech odcinkach bo dużo się działo

27 czerwca 2007 o godz. 21:05

Kartka z podróży 2: Mroki średniowiecza

Uff… ależ maraton mam za sobą, w dwa dni blisko 900 km i kilka średniowiecznych miast na trasie. Do uroków Francji, obok win i serów oraz mojego ulubionego zespołu Berurier Noir, dopisuję architekturę – gotyk przeplatany z pozostałościami sztuki romańskiej.

25 czerwca 2007 o godz. 23:11

Kartka z podróży 1: Parle, parle, chlup po gardle

Siedzę w Antibes we Francji, popijam winko, z radia leci Noir Desir… czas najwyższy skreślić kilka zdań z podróży…

19 czerwca 2007 o godz. 10:57

Bestie Oates

Nie jestem wielkim miłośnikiem twórczości Joyce Carol Oates (autorki m.in. „Blondynki” i „Wodospadu”), dotąd irytowało mnie jej szczegółowe analizowanie motywów ludzkich zachowań, w tych psychodramach gubiły się bowiem wątki fabuły. Ale z jej nową książką przetłumaczoną na polski jest inaczej – chyba przede wszystkim dlatego, że to właściwie nowela, 125 stron mocno skondensowanej narracji. „Bestie” to znakomicie skomponowana powieść. Narracja, w formie krótkich zapisów w pamiętniku, przedstawia kilka miesięcy z życia młodej studentki, zafascynowanej swoim profesorem od literatury. Na kampusie dzieją się dziwne rzeczy, wybuchają pożary, niektóre dziewczęta zapadają na zdrowiu, inne nagle odrywają się od grupy, biorą narkotyki… O domu profesora Harrowa i jego ekscentrycznej żony, rzeźbiarki, krążą legendy. Akcja rozwija się bardzo wolno, ale nie brakuje w tej krótkiej książce niespodziewanych zwrotów akcji – niczym w opowiadaniach grozy Poego, czytelnik nie wie, czego może za chwilę się spodziewać. „Bestie” to opowieść o magnetycznej sile zła, które wabi, pęta i niszczy. Mnie zło także magnetyzuje; może dlatego spodobała mi się ta niewielka książka.

11 czerwca 2007 o godz. 17:34

Nie zobaczę…

W czerwcu zagrają w Polsce Patti Smith (22.06, Poznań) i Iggy Pop (24.06, Wrocław). Uwielbiam jedno i drugie… i, cholera, nie zobaczę, jako, że w tym czasie wybieram się do Hiszpanii i gdzieś tam pewnie jeszcze (tak na marginesie przez jakiś czas mogę nie odpowiadać na Wasze maile – nie będzie mnie przez dwa tygodnie, ale postaram się wpadać do kafejek internetowych). Patti widziałem kilka lat temu w Warszawie – piękna i pełna energii. No a Iggy Pop to dla mnie, obok Lou Reeda, najważniejsza postać sceny niezależnej. Żałuję, że mnie to ominie, a wszystkim, którzy się wybierają – życzę udanej zabawy!

10 czerwca 2007 o godz. 17:42

Piknik w bunkrze

/wp-content/uploads/2007/06/KampDis

Właśnie wróciłem z punkowego pikniku, zorganizowanego rzecz jasna nielegalnie na terenie wojskowym, w Puszczy Kampinoskiej. Impreza zorganizowana w niepowtarzalnej scenerii – wielkie bunkry (z nietoperzami) i ruiny dawnych zabudowań. W jednej z ruin zorganizowano koncert. Na początek rewelacyjnie zagrało LD50, potem młoda kapela Anemia 77, która brzmiała surowo jak punk z połowy lat 80., co akurat mi się podobało, następnie w podobnej stylistyce zagrało Rwała Kwiatki Dynamitem… Około godziny 21.30 na dobre rozkręciło się pogo, przy występie Eye For an Eye. Anka, wokalistka, ma niezwykle mocny głos, pisałem zresztą o nich już wcześniej, od wspomnienia koncertu EFAE zaczyna się opowiadanie "Mrówa Punkówa" (dostępne w dziale "do czytania"). Na koniec zagrało Przeciw, sala była już jednak niemal pusta, wszyscy chcieli zdążyć na autobus, zwłaszcza, że do przystanku trzeba było iść około kilometr przez ciemny las:)Znakomity pomysł, świetne miejsce na koncerty (o ile policja któregoś pięknego dnia nie wkroczy i nie rozpiździ wszystkiego), szkoda tylko, że mało osób przyszło, no i pogoda nie dopisała, przez długi czas padał deszcz…

8 czerwca 2007 o godz. 19:47

Dialogi z Borgesem

Ukazało się właśnie pierwsze polskie wydanie książki „W Dialogu” – zapisu rozmów, jakie w 1985 roku przeprowadził z Jorge Luisem Borgesem argentyński dziennikarz Osvaldo Ferrari. Borges miał wówczas 85 lat, rok później zmarł. Od 30 lat był niewidomy. Zdumiewa jego pamięć i erudycja!