Komentarze autora

13 listopada 2019 o godz. 00:14

Falcó

2018080616350090850

Bardzo słaba powieść Arturo Perez-Reverte, aż trudno uwierzyć, że autor „Królowej Południa” stworzył tak papierowe, nieciekawe postaci. Tytułowy Falcó ma być hiszpańskim Jamesem Bondem, cynicznym przystojniakiem otoczonym kobietami i gadżetami. Radziecki szpieg, Ewa, jest kompletnie pozbawioną seksapilu matroną, jak i inne wybranki bohatera. A w tle polityka, wojna domowa w Hiszpanii, ale ponieważ autor ma równie niechętny stosunek do obu walczących stron, to ta polityka jest tak samo nieciekawa jak bohaterowie powieści. Niby ścierają się jakieś idee, ale bardziej to wygląda w powieści na chuligańskie wybryki, niż preludium II wojny światowej. Co do tempa akcji, to Bogusław Wołoszański lepiej by to opowiedział. Lipa.

6 listopada 2019 o godz. 22:43

Kartka z podróży (5) Nad rzeką Spey

Spey16

Żółto-pomarańczowo-czerwono-brązowe barwy wrzosowisk, mokradeł i lasów liściastych wzdłuż rzeki Spey, szkocka jesień. Chłodno, wietrznie i deszczowo. Ale pięknie. Rzeka Spey, po gaelicku zwana Uisge Spè to najsłynniejsza rzeka związana z whisky. Dla miłośników wędkarstwa (a grubych portfelach) to także szansa złapania wspaniałych okazów łososia. Za prawo do wędkowania, zawsze w towarzystwie przewodnika, trzeba jednak słono płacić.

4 listopada 2019 o godz. 08:06

Kartka z podróży (4) Wizyta w destylarni Caorunn

_MG_0584_0

W 2009 roku Inver House wprowadziło do oferty własny szkocki gin, komponowany w dużym stopniu z własnych botaników. Za proces produkcji odpowiada Simon Buley, menadżer destylarni Balmenach. Caorunn to destylarnia w destylarni, aparaty do produkcji ginu wstawiono do przylegającego do gorzelni budynku magazynowego. Nie potrzeba było dużo miejsca, gdyż spirytus pszeniczny jest kupowany zewnętrznie, a na miejscu dodawane są botaniki i następuje redestylacja. Gin jest redestylowany w aparatach z 1920 roku, wyprodukowanych w Szkocji, ale sprowadzonych z USA, gdzie były wykorzystywane. Niesamowite urządzenie, sterowane przez system zegarów i pokręteł, z osobnymi maceratorami, gdzie na półkach para i spirytus przechodzą przez botaniki, potem następuje redestylacja w dziwnym cylindrze, gin odbierany jest z mocą 96%. Do klasycznej wersji ginu wykorzystują jedenaście botaników, z których część rośnie w promieniu kilku mil od destylarni, są to: wrzosy o słodko-cytrusowych aromatach, grona jarzębiny, jabłka odmiany coul blush, od 1827 roku hodowane w regionie Ross-Shire, suszone gałązki woskownicy (bog-myrtle), suszony mniszek lekarski, do tego: skórki pomarańczy i cytryn z Hiszpanii, słodkie jagody jałowca z Macedonii, cynamonowiec z Indonezji, nasiona kolendry i suszony korzeń dzięgla. Caorunn po gaelicku oznacza jarzębinę. Poza wersją podstawową w ofercie są także Caorunn Raspberry (z dodatkiem lokalnych malin), Caorunn Highland Strength (o podwyższonej mocy) oraz Caorunn Master’s Cut (o nieznacznie podwyższonej mocy, tylko dla duty free). Klasyczny Caorunn Small Batch (41,5%) ma delikatny aromat, sporo jałowca, cynanowca, jabłka. W smaku bardzo przyjemnie jabłkowy. W finiszu jałowiec, pieprz, wanilia. Caorunn Raspberry (41,8%) to zapach malin, jabłek. W smaku masa malin, finisz lekko pikantny, podbity jałowcem. Caorunn Highland Strength (54%) ma aromat i smak zdominowany przez waniliowe nuty alkoholu pszenicznego. Poza tym masa jałowca. Pieprz i jabłka w finiszu. Dwie nowe wersje ginu pojawią się w 2020 roku. Jeden będzie leżakowany w beczkach, drugi z dodatkiem przypraw korzennych.

3 listopada 2019 o godz. 13:53

Kartka z podróży (3) Wizyta w Balmenach

Balmenach86

Balmenach to jedna z najbardziej tajemniczych destylarni regionu Speyside. Od lat nie było oficjalnych butelkowań, ostatni wypust 1998 roku dziś jest nieosiągalny, rzadko też pojawia się w ofercie niezależnych bottlerów. Wykorzystywana niemal w całości do blendów, w tym do Hankey Bannister, sztandarowej whisky Inver House, właściciela Balmenach.

28 października 2019 o godz. 21:03

Kartka z podróży (2) Scotch Whisky Experience

Scotch Whisky Experience8

W samym sercu starego Edynburga, tuż obok zamku, w historycznym budynku Royal Mile, w 1998 roku powstało muzeum poświęcone szkockiej whisky – The Scotch Whisky Experience. Ufundowało je 19 firm z branży whisky. Miejsce ma ponad 30 lat i dzisiaj jest to w pełni interaktywna przygoda zwieńczona degustacją. Rocznie odwiedza ich 300 tys. osób.

27 października 2019 o godz. 21:36

Kartka z podróży (1) Edynburg

Edynburg15

Niby spędziłem w Edynburgu dwie noce, ale ani jednego dnia. Zamek widziałem z daleka, w porcie nie byłem, do katedry Katedrę St Giles nie wszedłem. Za to przejechałem dwa razy niesamowitym mostem nad zatoką Firth of Forth. I wagonikami w muzeum whisky. I kilka razy taksówką, bo miasto pnie się od rzeki ku górze i ciężko jest wspinać się wciąż po stromych schodach. Odwiedziłem też całkiem sporo barów. Trzy razy zjadłem haggis, dwa razy woła i raz łososia. Niezliczoną ilość razy wznoisłem toast slàinte mhath. Wypiłem kilka dramów naprawdę dobrych i drogich whisky oraz kilka tanich i kiepskich. Miasto jest bogate, głośne, otwarte na świat. W barach jest tłoczno, chyba, że pójdziemy to mekki whisky, baru Usquabae, tu są indywidualne „loże” dla gości. Mają tu wspaniałe rzeczy, unikaty jakich nie ma nigdzie, nawet whisky z lat trzydziestych, a ceny nie jakieś odjechane, za bardzo stare whisky 50-300 funtów za porcję 40 cl. Inna sprawa, że nie wiadomo czy po tylu latach plus staniu w otwartej butelce tam jeszcze jest whisky, czy może coś co ma 30%. Nie dane mi było sprawdzić, celowałem w trunki w cenach do 20 funtów za dram. W Edynburgu można stracić fortunę, więc jeśli kiedyś wygram miliony, to przyjadę ponownie. Tymczasem jednak wolę szkocką wieś, góry, pagórki, rzeki, mgłę i deszcze, niż wspaniały Edynburg, którego nie maiłem czasu poznać.

24 października 2019 o godz. 22:19

Kosmici

20191024_172554

Lecę samolotem pełnym kosmitów. Niby wyglądają jak ludzie, ale to nie są ludzie. Ich formy komunikacji są dziwne. Wszyscy krzyczą, wszyscy mówią na raz i rechot żabi temu towarzyszy. Jakby jaszczury jakieś w ich wnętrzach mówiły: jeg flyr et fly fullt av romvesener de ser ut som mennesker, men de er ikke mennesker kommunikasjonsfoliene deres er rare alle skriker, alle snakker samtidig, og de skrikende froskene følger med. som øgler inne og ute romvesener rundt og dessuten turbulens og tåke og natt og ensomhet i verdensrommet. Dookoła kosmici i na dokładkę turbulencje, i mgła, i noc, i samotność w przestrzeni.

15 października 2019 o godz. 22:36

Nie ma przegranych

POL_Sejm_RP_seats_2015.svg

Wyjątkowo przewidywalne były tym razem wyniki wyborów i nie przyniosły żadnego zaskoczenia. PiS zdobyło 43,6%, KO – 27,4%, SLD – 12,6%, PSL – 8,6%, oszołomstwo od Mikkego – 6,8%. Będziemy mieli kolejne lata samodzielnych rządów PiS, z mała korektą w Senacie, gdzie partia rządząca tymczasem większości nie ma (co nie znaczy, że jej w wyniku politycznych negocjacji nie uzyska). Cieszy powrót lewicy do Sejmu, martwi poparcie dla nacjonalistycznego marginesu, nie dziwi niskie poparcie dla KO, PSL wydaje się, że mimo wszystko może mówić o sukcesie. Właściwie w tych wyborach nie ma przegranych, każdy dostał tyle, na ile wycenia go demokracja. Polaryzacja poglądów, poziom politycznej debaty, zwykłe chamstwo na scenie politycznej trwać będą w najlepsze, bo wybory tylko jeszcze mocniej podkręciły spiralę wzajemnej niechęci. Rolą elit w najbliższych latach powinno być studzenie wzajemnych niechęci, zmiana języka polityki, bo wydaje się, że w tym zakresie sięgnęliśmy już dna. Potrzeba też fundamentalnych zmian w sądach, policji, służbie zdrowia, szkolnictwie, czyli tych wszystkich ważnych instytucjach, które wciąż funkcjonują jakby były ponad zwykłymi ludźmi. Zmiany powinny zacząć się od edukacji, a nie wojen politycznych. Od nauczenia empatii w tych zawodach, które mają służyć obywatelom, a nie stawiać się ponad nimi. Płacimy na nich podatki, a nie możemy niczego wymagać. Sam głos w wyborach to za mało, byśmy mogli cieszyć się wolnością i demokracją. Co to za wolność, w której nauczyciele nie chcą nauczać, policjanci nie chcą łapać złodziei, sędziowie nie szanują prawa, a lekarze z niechęcią traktują pacjentów? Jeśli w następnych latach ma być dobra zmiana, to niech to będzie zmiana oparta na edukacji, nie na rozdawnictwie. I niech to będzie też zmiana w obszarze kultury, także medialnej. Nie może być tak, że dziennikarze są na służbie polityków. Jedni się podlizują władzy, inni szukają afer, lub wręcz ustawiają prowokacje. Dziennikarz ma służyć opinii publicznej, nie politykom. Byłoby świetnie, gdyby po wyborach instytucje społeczne zostały przewietrzone z karierowiczów, obiboków, prostaków. Obawiam się jednakże, że będzie tak jak zawsze – przybędzie z jednej strony lizusów, z drugiej arogantów.

13 października 2019 o godz. 23:04

Szampan na Narodowym

euro2020

Będziemy na Euro 2020. Po meczu z Macedonią z hukiem wystrzeliły korki z butelek szampana. Trener Brzęczek pił chciwie musujące wino, wrócił z dalekiej podróży. Inny wynik niż zwycięstwo pewnie pozbawiłby go posady. Tymczasem jednak będzie chodził w nimbie sukcesu piłkarzy.

12 października 2019 o godz. 11:38

Ruiny po zakładzie Józefa Kronika w Lwowie

Kronik1

Przy ul. Chmielnickiego 124 we Lwowie straszy ruina wielkiego zakładu, zbudowanego w neogotyckim stylu z czerwonej cegły. Wygląda niczym włoskie palazzo, niegdyś była tu fabryka wódek i likierów Józefa Kronika. Po II wojnie światowej produkowano tu dżemy i marmolady, a obecnie jest to niszczejący pustostan. W promieniu 200 m znajduje się wytwórnia wódek Hetman, a także ruina po fabryce wódek J.A. Baczewski, a kawałek dalej jest kolejny znany z czasów przedwojennych zakład rektyfikacji, dawniej PMS, dzisiaj Lwowski Zakład Likierów i Wódek. Powodem tego nagromadzenia gorzelni są obfite podziemne źródła miękkiej wody, choć nie bez znaczenia była też pobliska stacja kolejowa, jak i fabryczny charakter dzielnicy.

10 października 2019 o godz. 23:02

Słaba gra i trzy gole

euro2020

Mecz Polski z Łotwą w Dyneburgu zakończył się dobrym wynikiem po słabej grze. Przeciwnik był jednak z innego piłkarskiego świata. Wystarczyło spojrzeć na ten stadion, trybuna tylko z jednej strony, bieżnia, kibiców gospodarzy brak, z Polski przyjechała banda kiboli, sądząc po obrazkach z trybuny raczej średnio zainteresowanych meczem. Zaczęło się od dwóch szybkich goli Lewandowskiego w 9. i 13. minucie. A potem… nic. Jakby to wystarczyło. Jeszcze Krychowiak miał dobrą okazję, ale od 20. minuty nic się na boisku nie działo. Łotysze próbowali atakować, szło im to bardzo nieskładnie. Nie stworzyli ani jednej groźnej sytuacji. Druga połowa powinna była zacząć się od gola Grosickiego, ale zmarnował idealną sytuację. Na boisku nic się nie działo. Panował chaos. Przykro było patrzeć. W 77 minucie Lewandowski strzelił trzeciego gola. Niepilnowany w polu karnym, po prostu wystawił nogę do piłki. Kolejny słaby mecz Polaków.

8 października 2019 o godz. 08:00

Śladami Baczewskich

Baczewski okecie

W dniach 2-3 października firma J.A. Baczewski oraz Ambra, polski dystrybutor marki, zorganizowali wyjazd prasowy do Lwowa – śladami rodziny Baczewskich. Już na lotnisku Okęcie pojawił się pierwszy akcent nawiązujący do historii, bowiem w business lounge, gdzie spotkała się grupa, nie tylko podawana jest Wódka Monopolowa Baczewski, ale też jest kącik ze starymi zdjęciami oraz model samolotu z lat 20. XX wieku, z reklamą wódek Baczewski.

7 października 2019 o godz. 14:34

Nie głosuj, szkoda ryzykować!

2eb17e4a858e6cc23d71884660c2447a_400x400

Żyjemy w takich czasach, że głos w wyborach jest coraz bardziej ryzykowny. Łatwo wyjść na durnia, który głosuje na przestępców, nikczemników, kolegów przestępców, rajfurów, kłamców etc…. Liczba podsłuchów, podpuch, prowokacji i dziennikarskiego świństwa osiągnęła taki poziom, że nikt już nie może mieć pewności, czy aby na pewno jest przyzwoity. To już przypomina czasy inkwizycji, kiedy sama myśl mogła być przestępstwem. Niech nikt mi zatem więcej nie mówi, że warto głosować. Nieodmiennie głosuję – za kulturą i zdrowym rozsądkiem, a tego w polityce od dawna jak na lekarstwo.

7 października 2019 o godz. 08:10

Gorzelnia w Witulinie

Witulin6

W Witulinie działa jedna z trzech gorzelni należących do firmy Surwin. Zbudowana w 1906 roku, z 1916 roku pochodzą magazyn spirytusu i spichlerz. Wcześniej w tym miejscu działała drewniana gorzelnia, obok stał modrzewiowy dwór z 1720 roku, spalony podczas II wojny światowej. Od pięciu lat w starym zakładzie w Witulinie przerabiane są na spirytus odpady spożywcze. To smutny obraz upadku polskiego gorzelnictwa, bo przez ponad sto lat gorzelnia przerabiała ziemniaki na wódki. Obecna produkcja trafia do Suchowoli, gdzie Surwin produkuje odwodniony spirytus. Odbiera to na biopaliwa Orlen.

6 października 2019 o godz. 13:38

Stara gorzelnia w Klonownicy

Klonownica4

We wsi Klonownica Plac, w gminie Janów Podlaski, zachowały się w niezłym stanie zabudowania gorzelni rolniczej, obok stoi dwór, bardzo zaniedbany ogród. Wieś powstała w 1576 roku, jako część pobliskiego większego majątku Cieleśnica. Postawiono tu karczmę i kościół, dwór zaś wybudował dopiero w XIX wieku Andrzej Serwiński, który odkupił włości od Radziwiłłów. Klasycystyczny dwór, podobny do tego w Cieleśnicy, powstał wg projektu samego Serwińskiego. Od 1861 roku majątki Cieleśnica i Klonownica stały się własnością Rosenwerthów. Zarządzająca Klonownicą Maria Rosenwerth w 1880 roku postawiła tu murowaną gorzelnię, obok powstała kuźnia, kawałek dalej cegielnia, postawiono czworaki. Organizm ten dobrze funkcjonował przez wszystkie lata II Rzeczpospolitej. Po wybuchu wojny dwór zajęli Niemcy. Po wojnie znacjonalizowany, przejęty przez Gminną Spółdzielnię Rokitno, a gorzelnia przez PGR Roskosz. W latach 90. powstała spółka pracownicza z PGR Roskosz, którą na początku XXI wieku przejęło Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Usługowo-Handlowe Jaroć i Sikora. Nie powiodło im się. Gorzelnia zaprzestała jednak pracę wcześniej, w latach 90. jej wyposażenie trafiło na złom. Teraz jest własnością rodziny Sabastianiuków z Mokran Nowych, którzy kupili gorzelnię i ok 40 ha pola.

30 września 2019 o godz. 08:41

Ruina rektyfikacji spirytusu w Międzyrzeczu Podlaskim

20190908_145758

Jeszcze dekadę temu działał tu wielki zakład – gorzelnia, rektyfikacja, rozlewnia win. Przemysłową część dawnego folwarku XXX w Międzyrzeczu Podlaskim eksploatowały dwie firmy – Surwin z rozlewnią win i siostrzany Alkowin z produkcją spirytusu. Obydwie spółki wciąż zresztą mają adres przy ul. Lubelskiej 67 A, tyle, że upadłe Podlaskie Zakłady Spirytusowe Alkowin Sp z o.o. są w likwidacji. Po wielkim zakładzie produkcyjnym pozostały ruiny.

29 września 2019 o godz. 08:42

Konstantynów wciąż na posterunku

20190909_131715

Zbudowana ok. 1920 roku gorzelnia w Konstantynowie pracuje pełną parą. Jest to jednak ostatnia gorzelnia w regionie, która wciąż produkuje etanol do produkcji wódek. Pobliska gorzelnia w Witulinie przerabia odpady na bioetanol, te w Klonownicy, Rozkoszy, Hruszniewie, Chotyczach i Międzyrzecu Podlaskim są w ruinie, w zamkniętej od lat gorzelni w Cieleśnicy nowi właściciele chcą uruchomić wytwórnię win i nalewek. A w Konstantynowie niezmiennie przerabia się zboże na wysokiej klasy spirytus rolniczy.

28 września 2019 o godz. 08:13

Wróciło życie do Cieleśnicy

Cielesnica gorzelnia4

W lipcu 2019 roku dziewiętnastowieczna gorzelnia rolnicza znalazła nowego właściciela. Stała nieczynna od 2007 roku, pozostając częścią majątku PGR i popadając w coraz większą ruinę. Kupili ją właściciele sąsiadującego z gorzelnią pałacu w Cieleśnicy, państwo Chwesiuk wraz z grupą inwestorów. Tym samym dwór i gorzelnia znów stanowią jeden organizm, a plany zakładają szybkie wznowienie produkcji w starych murach.

27 września 2019 o godz. 22:51

Agnieszka Herman: Tło

71490292_508161923304235_474564255228624896_n

Koncepcyjny, niezwykle spójny i konsekwentny tomik, gdzie każda strofa wiersza zaczyna się od „Tłem niech będzie…”. Niektóre skojarzenia zaskakujące: „tłem niech będzie samotność. / nieustanny szum / maszyny pracującej w oddali”, albo: „tłem niech będzie dym z papierosa. / nierówna wstążka unosząca się w górę. / kiedy związki powstają w niebie / cały świat słyszy bicie ich serc”. Niektóre urocze: „tłem niech będzie pocałunek we śnie. / na uszach czereśnie”. Niektóre podniosłe: „tłem niech będzie rozmowa europejczyków. / każdy nosi w sobie obraz własnej śmierci / dziwne zdanie w maju”. Rzadko, ale bywają smutne: „tłem niech będzie głuchy odgłos ciała uderzającego o ziemię. / dąb, bohater mojego krajobrazu / ćwiartowany przed śmiercią / gałąź po gałęzi”. Pomimo delikatnych, rozmytych zdjęć, wyłaniające się z tła obrazy słów są konkretne, równie często odwołują się do emocji, co do cywilizacji. Czasami czas zawraca wstecz, często jednak dotyczy tu i teraz. Ale nie ma w tym publicystyki, są wyłaniające się z tła coraz bardziej wyraźne kontury. Ludzki wzrok rejestruje w tle, w cieniu, we mgle obrazy rozmyte, im dalej od obiektu, tym gorzej je widzimy. Agnieszka Herman jak gdyby szła ze swoim obiektywem nie od tego tła, lecz w jego kierunku. I wydobywa dziwności, które w tle ukryć się chciały.

9 września 2019 o godz. 23:12

Dobry remis

euro2020

Mecz z Austrią na Stadionie Narodowym wyglądał lepiej, niż ten ze Słowenią w Lublanie, ale tak naprawdę z remisu 0:0 powinniśmy się cieszyć. Austria od początku do końca atakowała, huraganowo, widać było, że przyjechali do Warszawy po trzy punkty. Dzięki świetnej postawie Łukasza Fabiańskiego zdobyli jeden punkt, a Polska wciąż jest na pierwszym miejscu w grupie, choć nad Słowenia mamy już tylko dwa punkty przewagi, po ich dzisiejszej wygranej z Izraelem. Mecz był dynamiczny, dobrze się to oglądało, choć z drżeniem o wynik, bo gol dla Austrii wciąż wisiał w powietrzu. Nasze kontrataki były mało skuteczne, choć też mieliśmy kilka dobrych sytuacji, głównie po akcjach Grosickiego. Brzęczek pozostawił na ławce rezerwowych słabo grających w poprzednim meczu Piątka i Pazdana, a obecność Glika na boisku uporządkowała grę obrony. Szwankowało wyprowadzanie akcji. Na plus zapisać trzeba, że kondycyjnie piłkarze wytrwali do końca, mimo bardzo szybkiego tempa gry. Dobry remis, na więcej w tym spotkaniu nie zapracowaliśmy.