Komentarze autora

17 stycznia 2020 o godz. 20:22

Gwiezdne rozczarowanie

star-wars-rise-of-skywalker

Nie spieszyłem się do kina na ostatnią część „Gwiezdnych Wojen”, bo recenzje pojawiały się złe, a jakoś miałem przeczucie, że zasadnie. Niestety. Kiedyś to było monumentalne widowisko, ale ta część i dwie poprzedzające, to jest bajeczka fantasy. Nowa trylogia nie wykreowała nowych bohaterów. Najlepszą rolą był Han Solo, którego pogrzebano jednak już w pierwszym filmie. Rozdarty, mazgajowaty Kylo Ren, to postać jak z „Harry’ego Pottera”, jeden z niegrzecznych uczniów. W niczym nie dorównywał ani pierwszym Sithom, ani Palpatine, anie Waderowi-Anakinowi. Nawet tragizm jego wyborów nie został ciekawie pokazany. Niedojrzały jako człowiek, to jak ma być bohaterem? Po drugiej stronie panienka Rey, pozbawiona seksapilu, jak postać z filmów walki. Waleczna, ale nic nie wnosi. Ona jako spadkobierczyni tysiąca pokoleń Jedi? I co ona po sobie pozostawi poza wygranymi pojedynkami? Ucieka w samotność, zakopuje świetlne miecze i nadaje sobie nazwisko Skywalker. Jakim tytułem? Bo latała myśliwcem Luke’a i używała jego miecza, przez chwilę ją szkolił… Mroczna postać imperatora Palpatine jest tak martwa jak Lord Voldemorth, niestety, znów ciśnie się to porównanie z „Harry Potterem”. Na dokładkę nieskończenie długie życie niczego go nie uczy, powtarza stare błędy. Najbardziej w całej trylogii irytuje błazeńska rola Czarneckiego, czyli Finna, facet jest bezdennie głupi, więc po śmierci Lei zostaje generałem Rebelii do spółki z niewiele od niego mądrzejszym Poe Dameronem. Jacy generałowie, taka i ich rebelia, jedna bitwa z cyklu „to my ocalimy świat”. W tle pojawiają się jeszcze wyciągnięte z lamusa postaci, jak Lando Carlissian i żałośnie cofnięty w rozwoju C-3PO. Jedyna mocna postać to Chewbacca, dobrze, że z niego nie zrobili podobnego pajaca jak z C-3PO. Słaba fabuła, nieciekawe postaci, nawet napięcia brakowało, bo wszystko przewidywalne. Co po tym filmie, a właściwie po całej nowej trylogii „Star Wars” pozostanie? Trochę ładnych scenografii, kilka atrakcyjnych pojedynków, strzelanin, pościgów i ucieczek. Czyli tak naprawdę nic, bo wszystko to jest i w innych filmach, zresztą nie gorzej pokazywane. Wielkie rozczarowanie.

3 stycznia 2020 o godz. 14:48

Trump zabójca

Donald_Trump_Caricature_by_DonkeyHotey

Czytam od rana o wydarzeniach w Iranie, gdzie Amerykanie zabili, na polecenie prezydenta Trumpa, generała Sulejmaniego, nie formalnego, ale faktycznego szefa spraw zagranicznych Iranu. Komentarz Jędrzeja Bieleckiego w „Rzeczpospolitej” został zatytułowany: „Zabójstwo Sulejmaniego pomoże Trumpowi w reelekcji”. Jakże współczuć należy Amerykanom, że przyszło im żyć w takich czasach, z prezydentem, który zostaje zabójcą, by wygrywać wybory. Przecież to koszmar jakiś! Świat stanął na głowie. Zgodnie z definicją, „Zabójstwo to przestępstwo umyślne polegające na pozbawieniu człowieka życia. Surowiej karanymi formami zabójstwa są te, do których doszło w wyniku udziału w zbrodni wojennej lub wskutek zamachu terrorystycznego. Zabójstwo może być spowodowane silną determinacją wyładowania agresji, korzyściami majątkowymi sprawcy kosztem ofiary, efektem sprzecznych interesów zabójcy i ofiary (…). Około 10% zabójstw popełnianych jest z czystej agresji, np. podczas rabunku. 90% zabójstw ma charakter zemsty, będąc formą odpłaty za czyny wcześniej popełnione przez ofiarę wobec sprawcy lub jego bliskich. (…) Zabójstwo jest zasadniczo przestępstwem powszechnym”. Sądzę, że Jędrzej Bielecki rozmyślnie użył słowa „zabójstwo”, w podobnym duchu piszą światowe agencje. Rzecz warta głębszego zastanowienia, zwłaszcza, że odpowiedzią na to zabójstwo, będą inne mordy i gwałty. Szaleństwo amerykańskiego prezydenta, który ubiega się o reelekcję, może drogo kosztować cały świat.

1 grudnia 2019 o godz. 21:57

Przekleństwo wyższej akcyzy

Polish_excise_stamps

Zapowiedź wzrostu akcyzy o 10% od stycznia 2020 roku spowodowała wielkie podniecenie wśród konsumentów i dystrybutorów oraz nerwową frustrację producentów. Reakcja jest taka, jakby to była zapowiedź prohibicji, nie wzrostu ceny najtańszej flaszki, bo – nie oszukujmy się – wzrost akcyzy dotknie przede wszystkim segment mainstream, gdzie nie liczą się jakość, ani marża, a jedynie wolumen sprzedawcy, i gdzie od lat trwa bratobójcza walka między producentami, o procent więcej lub mniej udziału w rynku. W rynku, który żyje z groszowych zarobków na pojedynczym paragonie, wierząc, że nadrobi brak marży skalą obrotu.

20 listopada 2019 o godz. 00:14

Cios za cios

euro2020

Na Stadionie Narodowym Polska podjęła Słowenię na zakończenie eliminacji do Mistrzostw Europy. Dziwny to był mecz. Przypominał pojedynek bokserski, wymianę ciosów. Miał elementy bardzo dynamiczne, miał elementy brzydkie, Słoweńcy potrafią bezpardonowo faulować. Zrewanżowaliśmy im się za porażkę w Lublanie, ale łatwo nie było. Chociaż początek zapowiadał pogrom. Zaczęliśmy huraganowo. Już w trzeciej minucie było 1:0, po rzucie rożnym i kapitalnym strzale Sebastiana Szymańskiego. Kolejne ataki Polaków i… gol dla Słowenii po błędzie obrońców, w piętnastej minucie wyrównał Matavż. Ta bramka wyrównała grę obu drużyn. Zapanowało sporo chaosu w naszej linii pomocy. Obrona bez Kamila Glika, który już po trzech minutach musiał opuścić boisko, pozwalała Słoweńcom na wiele, choć stuprocentowych okazji nie mieli. Z naszej strony mistrzem niewykorzystywanych sytuacji był dzisiaj Piotr Zieliński, nie pierwszy zresztą raz. Do przerwy 1:1. Druga połowa zaczęła się podobnie do pierwszej, czyli zmasowany atak Polaków. W 54. minucie niezwykłej urody bramkę strzelił Lewandowski. Minął kilku zawodników, potem oszukał obrońców, przepuszczając im piłkę między nogami, uderzył tak, że bramkarz musiałby mieć chyba 2,5 m wzrostu, żeby to wydobyć. Było 2:1 i atakowaliśmy dalej, znów jak w pierwszej połowie, Zieliński nie wykorzystał kolejny raz świetnej okazji i… wyrównał Ilić. Znów gra się wyrównała. Słoweńcy może nie byli groźni, ale uprzykrzali życie faulami. Skarcił ich w 81. minucie golem Góralski, a chwilę później także sędzia, dając czerwoną kartkę Kurticiowi. Gol Góralskiego padł po pięknie skonstruowanej akcji, Lewandowski przerzucił piłkę w polu karnym do Grosickiego, ten zaś wyłożył ją do wykończenia młodemu koledze. Skończyło się na 3:2. Wygraliśmy zasłużenie, powinniśmy byli wygrać wyżej, gdyby nie zmarnowane sytuacje. Pożegnalny mecz w kadrze rozegrał Łukasz Piszczek, który po 45 minutach gry został pięknie pożegnany przez kolegów i publiczność. W sumie dobry mecz, dużej urody bramki, Szymański i Góralski po raz pierwszy trafili do bramki w meczach reprezentacji. Czy to jest drużyna gotowa na Euro? Mam wątpliwości. Brakuje zmienników w obronie, brakuje partnera dla Lewandowskiego, ale jest też kilka dobrych punktów, dobrze rokujący młodzi piłkarze, jak: Bielik, Szymański czy Góralski. Wygraliśmy naszą grupę eliminacyjną, choć trzeba pamiętać, że była to grupa słaba. Grająca dzisiaj swój mecz Austria, wicelider naszej grupy, przegrała 0:1 z ostatnią Łotwą, co dobrze pokazuje jakość futbolu w tej grupie.

16 listopada 2019 o godz. 23:49

Pierwsi z grupy na Euro

euro2020

Mecz Polska-Izrael w Jerozolimie, przedostatnie spotkanie eliminacji do Mistrzostw Europy. W wyjściowym składzie bez Lewandowskiego, Grosickiego, Klicha, a Milik nawet nie przyjechał do Izraela. Zaczęło się od bramki Krychowiaka, huknął w czwartej minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, bramkarz nie miał nic do powiedzenia. Żydzi grali bardzo źle, masa błędów, niedokładnych podań, mieli sporo szczęścia, że do przerwy było 1:0. Przez pierwszych dziesięć minut drugiej połowy nadal dyktowaliśmy tempo, co skończyło się drugą bramką. Znów rzut rożny, słaba interwencja bramkarza i Piątek wepchnął piłkę do siatki. Wyróżnić należy naszą drugą linię, zwłaszcza świetnie grającego Bielika, ale i Szymańskiego czy Krychowiaka. W 63. minucie na boisko wszedł Lewandowski i… od tego momentu gra Polaków stała się chaotyczna, zaczęliśmy tracić piłki, nie dochodzić do podań. Żydzi wykorzystali słaby okres naszej gry, w 89. minucie Dabour dał im honorowego gola. Gra stała się jeszcze bardziej chaotyczna. Na boisko wpadł jakiś szaleniec, dobrze, że nie obwieszony granatami. Służby porządkowe miały spory problem z usunięciem go. Sędzia stracił w ogóle kontrolę nad sytuacją na boisku. Zaczęły się jakieś dyskusje ze sztabami szkoleniowymi. Na minutę przed końcem doliczonego czasu Lewandowski miał szansę podwyższyć wynik, ale to nie był jego dzień. Może wchodzenie z ławki rezerwowych mu nie służy. Ważne, że wygraliśmy, mamy pierwsze miejsce w grupie, już niezależnie od wyniku meczu ze Słowenią, który rozegramy we wtorek w Warszawie. Drugie miejsce w naszej grupie zajęła Austria, która wygrała dzisiaj 2:1 z Macedonią.

13 listopada 2019 o godz. 00:14

Falcó

2018080616350090850

Bardzo słaba powieść Arturo Perez-Reverte, aż trudno uwierzyć, że autor „Królowej Południa” stworzył tak papierowe, nieciekawe postaci. Tytułowy Falcó ma być hiszpańskim Jamesem Bondem, cynicznym przystojniakiem otoczonym kobietami i gadżetami. Radziecki szpieg, Ewa, jest kompletnie pozbawioną seksapilu matroną, jak i inne wybranki bohatera. A w tle polityka, wojna domowa w Hiszpanii, ale ponieważ autor ma równie niechętny stosunek do obu walczących stron, to ta polityka jest tak samo nieciekawa jak bohaterowie powieści. Niby ścierają się jakieś idee, ale bardziej to wygląda w powieści na chuligańskie wybryki, niż preludium II wojny światowej. Co do tempa akcji, to Bogusław Wołoszański lepiej by to opowiedział. Lipa.

6 listopada 2019 o godz. 22:43

Kartka z podróży (5) Nad rzeką Spey

Spey16

Żółto-pomarańczowo-czerwono-brązowe barwy wrzosowisk, mokradeł i lasów liściastych wzdłuż rzeki Spey, szkocka jesień. Chłodno, wietrznie i deszczowo. Ale pięknie. Rzeka Spey, po gaelicku zwana Uisge Spè to najsłynniejsza rzeka związana z whisky. Dla miłośników wędkarstwa (a grubych portfelach) to także szansa złapania wspaniałych okazów łososia. Za prawo do wędkowania, zawsze w towarzystwie przewodnika, trzeba jednak słono płacić.

4 listopada 2019 o godz. 08:06

Kartka z podróży (4) Wizyta w destylarni Caorunn

_MG_0584_0

W 2009 roku Inver House wprowadziło do oferty własny szkocki gin, komponowany w dużym stopniu z własnych botaników. Za proces produkcji odpowiada Simon Buley, menadżer destylarni Balmenach. Caorunn to destylarnia w destylarni, aparaty do produkcji ginu wstawiono do przylegającego do gorzelni budynku magazynowego. Nie potrzeba było dużo miejsca, gdyż spirytus pszeniczny jest kupowany zewnętrznie, a na miejscu dodawane są botaniki i następuje redestylacja. Gin jest redestylowany w aparatach z 1920 roku, wyprodukowanych w Szkocji, ale sprowadzonych z USA, gdzie były wykorzystywane. Niesamowite urządzenie, sterowane przez system zegarów i pokręteł, z osobnymi maceratorami, gdzie na półkach para i spirytus przechodzą przez botaniki, potem następuje redestylacja w dziwnym cylindrze, gin odbierany jest z mocą 96%. Do klasycznej wersji ginu wykorzystują jedenaście botaników, z których część rośnie w promieniu kilku mil od destylarni, są to: wrzosy o słodko-cytrusowych aromatach, grona jarzębiny, jabłka odmiany coul blush, od 1827 roku hodowane w regionie Ross-Shire, suszone gałązki woskownicy (bog-myrtle), suszony mniszek lekarski, do tego: skórki pomarańczy i cytryn z Hiszpanii, słodkie jagody jałowca z Macedonii, cynamonowiec z Indonezji, nasiona kolendry i suszony korzeń dzięgla. Caorunn po gaelicku oznacza jarzębinę. Poza wersją podstawową w ofercie są także Caorunn Raspberry (z dodatkiem lokalnych malin), Caorunn Highland Strength (o podwyższonej mocy) oraz Caorunn Master’s Cut (o nieznacznie podwyższonej mocy, tylko dla duty free). Klasyczny Caorunn Small Batch (41,5%) ma delikatny aromat, sporo jałowca, cynanowca, jabłka. W smaku bardzo przyjemnie jabłkowy. W finiszu jałowiec, pieprz, wanilia. Caorunn Raspberry (41,8%) to zapach malin, jabłek. W smaku masa malin, finisz lekko pikantny, podbity jałowcem. Caorunn Highland Strength (54%) ma aromat i smak zdominowany przez waniliowe nuty alkoholu pszenicznego. Poza tym masa jałowca. Pieprz i jabłka w finiszu. Dwie nowe wersje ginu pojawią się w 2020 roku. Jeden będzie leżakowany w beczkach, drugi z dodatkiem przypraw korzennych.

3 listopada 2019 o godz. 13:53

Kartka z podróży (3) Wizyta w Balmenach

Balmenach86

Balmenach to jedna z najbardziej tajemniczych destylarni regionu Speyside. Od lat nie było oficjalnych butelkowań, ostatni wypust 1998 roku dziś jest nieosiągalny, rzadko też pojawia się w ofercie niezależnych bottlerów. Wykorzystywana niemal w całości do blendów, w tym do Hankey Bannister, sztandarowej whisky Inver House, właściciela Balmenach.

28 października 2019 o godz. 21:03

Kartka z podróży (2) Scotch Whisky Experience

Scotch Whisky Experience8

W samym sercu starego Edynburga, tuż obok zamku, w historycznym budynku Royal Mile, w 1998 roku powstało muzeum poświęcone szkockiej whisky – The Scotch Whisky Experience. Ufundowało je 19 firm z branży whisky. Miejsce ma ponad 30 lat i dzisiaj jest to w pełni interaktywna przygoda zwieńczona degustacją. Rocznie odwiedza ich 300 tys. osób.

27 października 2019 o godz. 21:36

Kartka z podróży (1) Edynburg

Edynburg15

Niby spędziłem w Edynburgu dwie noce, ale ani jednego dnia. Zamek widziałem z daleka, w porcie nie byłem, do katedry Katedrę St Giles nie wszedłem. Za to przejechałem dwa razy niesamowitym mostem nad zatoką Firth of Forth. I wagonikami w muzeum whisky. I kilka razy taksówką, bo miasto pnie się od rzeki ku górze i ciężko jest wspinać się wciąż po stromych schodach. Odwiedziłem też całkiem sporo barów. Trzy razy zjadłem haggis, dwa razy woła i raz łososia. Niezliczoną ilość razy wznoisłem toast slàinte mhath. Wypiłem kilka dramów naprawdę dobrych i drogich whisky oraz kilka tanich i kiepskich. Miasto jest bogate, głośne, otwarte na świat. W barach jest tłoczno, chyba, że pójdziemy to mekki whisky, baru Usquabae, tu są indywidualne „loże” dla gości. Mają tu wspaniałe rzeczy, unikaty jakich nie ma nigdzie, nawet whisky z lat trzydziestych, a ceny nie jakieś odjechane, za bardzo stare whisky 50-300 funtów za porcję 40 cl. Inna sprawa, że nie wiadomo czy po tylu latach plus staniu w otwartej butelce tam jeszcze jest whisky, czy może coś co ma 30%. Nie dane mi było sprawdzić, celowałem w trunki w cenach do 20 funtów za dram. W Edynburgu można stracić fortunę, więc jeśli kiedyś wygram miliony, to przyjadę ponownie. Tymczasem jednak wolę szkocką wieś, góry, pagórki, rzeki, mgłę i deszcze, niż wspaniały Edynburg, którego nie maiłem czasu poznać.

24 października 2019 o godz. 22:19

Kosmici

20191024_172554

Lecę samolotem pełnym kosmitów. Niby wyglądają jak ludzie, ale to nie są ludzie. Ich formy komunikacji są dziwne. Wszyscy krzyczą, wszyscy mówią na raz i rechot żabi temu towarzyszy. Jakby jaszczury jakieś w ich wnętrzach mówiły: jeg flyr et fly fullt av romvesener de ser ut som mennesker, men de er ikke mennesker kommunikasjonsfoliene deres er rare alle skriker, alle snakker samtidig, og de skrikende froskene følger med. som øgler inne og ute romvesener rundt og dessuten turbulens og tåke og natt og ensomhet i verdensrommet. Dookoła kosmici i na dokładkę turbulencje, i mgła, i noc, i samotność w przestrzeni.

15 października 2019 o godz. 22:36

Nie ma przegranych

POL_Sejm_RP_seats_2015.svg

Wyjątkowo przewidywalne były tym razem wyniki wyborów i nie przyniosły żadnego zaskoczenia. PiS zdobyło 43,6%, KO – 27,4%, SLD – 12,6%, PSL – 8,6%, oszołomstwo od Mikkego – 6,8%. Będziemy mieli kolejne lata samodzielnych rządów PiS, z mała korektą w Senacie, gdzie partia rządząca tymczasem większości nie ma (co nie znaczy, że jej w wyniku politycznych negocjacji nie uzyska). Cieszy powrót lewicy do Sejmu, martwi poparcie dla nacjonalistycznego marginesu, nie dziwi niskie poparcie dla KO, PSL wydaje się, że mimo wszystko może mówić o sukcesie. Właściwie w tych wyborach nie ma przegranych, każdy dostał tyle, na ile wycenia go demokracja. Polaryzacja poglądów, poziom politycznej debaty, zwykłe chamstwo na scenie politycznej trwać będą w najlepsze, bo wybory tylko jeszcze mocniej podkręciły spiralę wzajemnej niechęci. Rolą elit w najbliższych latach powinno być studzenie wzajemnych niechęci, zmiana języka polityki, bo wydaje się, że w tym zakresie sięgnęliśmy już dna. Potrzeba też fundamentalnych zmian w sądach, policji, służbie zdrowia, szkolnictwie, czyli tych wszystkich ważnych instytucjach, które wciąż funkcjonują jakby były ponad zwykłymi ludźmi. Zmiany powinny zacząć się od edukacji, a nie wojen politycznych. Od nauczenia empatii w tych zawodach, które mają służyć obywatelom, a nie stawiać się ponad nimi. Płacimy na nich podatki, a nie możemy niczego wymagać. Sam głos w wyborach to za mało, byśmy mogli cieszyć się wolnością i demokracją. Co to za wolność, w której nauczyciele nie chcą nauczać, policjanci nie chcą łapać złodziei, sędziowie nie szanują prawa, a lekarze z niechęcią traktują pacjentów? Jeśli w następnych latach ma być dobra zmiana, to niech to będzie zmiana oparta na edukacji, nie na rozdawnictwie. I niech to będzie też zmiana w obszarze kultury, także medialnej. Nie może być tak, że dziennikarze są na służbie polityków. Jedni się podlizują władzy, inni szukają afer, lub wręcz ustawiają prowokacje. Dziennikarz ma służyć opinii publicznej, nie politykom. Byłoby świetnie, gdyby po wyborach instytucje społeczne zostały przewietrzone z karierowiczów, obiboków, prostaków. Obawiam się jednakże, że będzie tak jak zawsze – przybędzie z jednej strony lizusów, z drugiej arogantów.

13 października 2019 o godz. 23:04

Szampan na Narodowym

euro2020

Będziemy na Euro 2020. Po meczu z Macedonią z hukiem wystrzeliły korki z butelek szampana. Trener Brzęczek pił chciwie musujące wino, wrócił z dalekiej podróży. Inny wynik niż zwycięstwo pewnie pozbawiłby go posady. Tymczasem jednak będzie chodził w nimbie sukcesu piłkarzy.

12 października 2019 o godz. 11:38

Ruiny po zakładzie Józefa Kronika w Lwowie

Kronik1

Przy ul. Chmielnickiego 124 we Lwowie straszy ruina wielkiego zakładu, zbudowanego w neogotyckim stylu z czerwonej cegły. Wygląda niczym włoskie palazzo, niegdyś była tu fabryka wódek i likierów Józefa Kronika. Po II wojnie światowej produkowano tu dżemy i marmolady, a obecnie jest to niszczejący pustostan. W promieniu 200 m znajduje się wytwórnia wódek Hetman, a także ruina po fabryce wódek J.A. Baczewski, a kawałek dalej jest kolejny znany z czasów przedwojennych zakład rektyfikacji, dawniej PMS, dzisiaj Lwowski Zakład Likierów i Wódek. Powodem tego nagromadzenia gorzelni są obfite podziemne źródła miękkiej wody, choć nie bez znaczenia była też pobliska stacja kolejowa, jak i fabryczny charakter dzielnicy.

10 października 2019 o godz. 23:02

Słaba gra i trzy gole

euro2020

Mecz Polski z Łotwą w Dyneburgu zakończył się dobrym wynikiem po słabej grze. Przeciwnik był jednak z innego piłkarskiego świata. Wystarczyło spojrzeć na ten stadion, trybuna tylko z jednej strony, bieżnia, kibiców gospodarzy brak, z Polski przyjechała banda kiboli, sądząc po obrazkach z trybuny raczej średnio zainteresowanych meczem. Zaczęło się od dwóch szybkich goli Lewandowskiego w 9. i 13. minucie. A potem… nic. Jakby to wystarczyło. Jeszcze Krychowiak miał dobrą okazję, ale od 20. minuty nic się na boisku nie działo. Łotysze próbowali atakować, szło im to bardzo nieskładnie. Nie stworzyli ani jednej groźnej sytuacji. Druga połowa powinna była zacząć się od gola Grosickiego, ale zmarnował idealną sytuację. Na boisku nic się nie działo. Panował chaos. Przykro było patrzeć. W 77 minucie Lewandowski strzelił trzeciego gola. Niepilnowany w polu karnym, po prostu wystawił nogę do piłki. Kolejny słaby mecz Polaków.

8 października 2019 o godz. 08:00

Śladami Baczewskich

Baczewski okecie

W dniach 2-3 października firma J.A. Baczewski oraz Ambra, polski dystrybutor marki, zorganizowali wyjazd prasowy do Lwowa – śladami rodziny Baczewskich. Już na lotnisku Okęcie pojawił się pierwszy akcent nawiązujący do historii, bowiem w business lounge, gdzie spotkała się grupa, nie tylko podawana jest Wódka Monopolowa Baczewski, ale też jest kącik ze starymi zdjęciami oraz model samolotu z lat 20. XX wieku, z reklamą wódek Baczewski.

7 października 2019 o godz. 14:34

Nie głosuj, szkoda ryzykować!

2eb17e4a858e6cc23d71884660c2447a_400x400

Żyjemy w takich czasach, że głos w wyborach jest coraz bardziej ryzykowny. Łatwo wyjść na durnia, który głosuje na przestępców, nikczemników, kolegów przestępców, rajfurów, kłamców etc…. Liczba podsłuchów, podpuch, prowokacji i dziennikarskiego świństwa osiągnęła taki poziom, że nikt już nie może mieć pewności, czy aby na pewno jest przyzwoity. To już przypomina czasy inkwizycji, kiedy sama myśl mogła być przestępstwem. Niech nikt mi zatem więcej nie mówi, że warto głosować. Nieodmiennie głosuję – za kulturą i zdrowym rozsądkiem, a tego w polityce od dawna jak na lekarstwo.

7 października 2019 o godz. 08:10

Gorzelnia w Witulinie

Witulin6

W Witulinie działa jedna z trzech gorzelni należących do firmy Surwin. Zbudowana w 1906 roku, z 1916 roku pochodzą magazyn spirytusu i spichlerz. Wcześniej w tym miejscu działała drewniana gorzelnia, obok stał modrzewiowy dwór z 1720 roku, spalony podczas II wojny światowej. Od pięciu lat w starym zakładzie w Witulinie przerabiane są na spirytus odpady spożywcze. To smutny obraz upadku polskiego gorzelnictwa, bo przez ponad sto lat gorzelnia przerabiała ziemniaki na wódki. Obecna produkcja trafia do Suchowoli, gdzie Surwin produkuje odwodniony spirytus. Odbiera to na biopaliwa Orlen.

6 października 2019 o godz. 13:38

Stara gorzelnia w Klonownicy

Klonownica4

We wsi Klonownica Plac, w gminie Janów Podlaski, zachowały się w niezłym stanie zabudowania gorzelni rolniczej, obok stoi dwór, bardzo zaniedbany ogród. Wieś powstała w 1576 roku, jako część pobliskiego większego majątku Cieleśnica. Postawiono tu karczmę i kościół, dwór zaś wybudował dopiero w XIX wieku Andrzej Serwiński, który odkupił włości od Radziwiłłów. Klasycystyczny dwór, podobny do tego w Cieleśnicy, powstał wg projektu samego Serwińskiego. Od 1861 roku majątki Cieleśnica i Klonownica stały się własnością Rosenwerthów. Zarządzająca Klonownicą Maria Rosenwerth w 1880 roku postawiła tu murowaną gorzelnię, obok powstała kuźnia, kawałek dalej cegielnia, postawiono czworaki. Organizm ten dobrze funkcjonował przez wszystkie lata II Rzeczpospolitej. Po wybuchu wojny dwór zajęli Niemcy. Po wojnie znacjonalizowany, przejęty przez Gminną Spółdzielnię Rokitno, a gorzelnia przez PGR Roskosz. W latach 90. powstała spółka pracownicza z PGR Roskosz, którą na początku XXI wieku przejęło Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Usługowo-Handlowe Jaroć i Sikora. Nie powiodło im się. Gorzelnia zaprzestała jednak pracę wcześniej, w latach 90. jej wyposażenie trafiło na złom. Teraz jest własnością rodziny Sabastianiuków z Mokran Nowych, którzy kupili gorzelnię i ok 40 ha pola.