26 sierpnia 2012 o godz. 14:24

Brutal Sound Fest 2012 – postludium

Dotarłem o 19. Znów obsuwa, tym razem godzinna. Szczęśliwie wszystko na scenie w ogródku. Akurat jak przyszedłem to ustawiła się Collina. Nie podoba mi się, że ta kapela jako swój „przekaz” wprowadza podziały na my-oni, czyli my czyści hardcore’owcy z misją, a reszta to barany i jabolpunki. Jak się gra na jednej scenie z różnymi zespołami, także takimi które gdzieś mają „przekaz” (jak choćby Werwolf 77, Sedes Mózgu czy Podwórkowi Chuligani), to wypada okazać im trochę szacunku, albo nie uczestniczyć w takich festiwalach. Po Collinie jak zwykle rewelacyjne Eye For An Eye, dynamicznie, mocno i z prawdziwym przekazem podpartym świetnymi tekstami. Tylko dlaczego tak krótko? Tylko dziesięć kawałków, publiczność nie doczekała się ulubionego „Warriors”, to był chyba jedyny w historii Eye For An Eye koncert, na którym nie zagrali swojego hymnu. Chcąc nadrobić straconą godzinę organizatorzy przegięli, zwłaszcza że potem tracono czas koncertowo, choćby gdy przez 40 minut ustawiał się Buzzcocks. Jeden z najlepszych występów tego festiwalu został brutalnie przerwany, bo tak odbieram brak „Warriors”, tak też to odebrała publiczność, skandując przez dziesięć minut pod sceną i wywołując bezradny zespół, któremu odłączono mikrofony. Po Eye For An Eye zagrali The Solds Out z Wilna. Zespół jakich setki na scenie HC/Punk, więc spokojnie można było skrócić ich występ i dać publiczności szansę wykrzyczeć „Warriors – outsiderzy poza systemem”. Grali solidnie, ale też nic to wyjątkowego. Koncert Podwórkowych Chuliganów zakłócał chyba ujarany Reda Haddad (pozdrawiam), Skadyktator, drugi natchniony konferansjer. Podwórkowi grają coraz bardziej ska, ja ska w ogóle nie trawię, więc ta zmiana stylu nie pasuje mi. Kiedyś było bardziej chuligańsko, dobrze, że „Rude boy Janek” nie doczekał się jeszcze nowej ska-wersji. A może to wrażenie prze-ska-kania potęgował Skadyktator, który tworzył jednoosobowy ale donośny chórek. No i Podwórkowi grali chyba dwa razy dłużej niż Eye For An Eye, bisowali, dobrze że bisowali bo na bis był „Rude boy”, ale to nie fair wobec reszty kapel. Grająca po Podwórkowych Schizma to też jakiś dziwny pomysł, zupełnie inny przekaz, zupełnie inna publika, zupełnie inna muzyka. Świetnie im wychodzą te utwory na dwa wokale, powinni tego wprowadzić więcej. Oczywiście schizmowa wersja „Dzieci z brudnej ulicy” powala, najlepszy cover jakiego doczekała się TZN Xenna.
No a potem był jeden z najlepszych koncertów na jakich w ogóle byłem. Rewelacyjne Buzzcocks. Przyznam, że od lat nie słucham tej kapeli, choć kiedyś ich i Magazine słuchałem na okrągło. Potem oddaliłem się ku cięższym klimatom, ale z jaką przyjemnością odświeżyłem sobie Buzzcocksów. Zagrali wszystko, co mieli najlepszego, w tym znakomity set na bis. Wspaniały występ, old punk never die, to są wszystko panowie w podeszłym wieku, a ile radości w ich graniu, ile energii. Peter McNeish i Steve Diggle grają w tej kapeli od samego początku, od 1976 roku, i wciąż mają tak samo chłopięce, melodyjne głosy. Wóda, fajki, narkotyki jakoś ich nie ruszyły za mocno. Dobry materiał genetyczny, zahartowani w ciężkim klimacie Manchesteru. W roli przeszkadzacza Skadyktatora zastąpił chyba również kompletnie ujarany Brylewski, który zakłócał występ Buzzcocksów przyniesionym z domu megafonem. Koledzy organizatorzy, litości – za rok żadnych konferansjerów!
A na koniec stało się coś dziwnego. Koncert Cockney Rejects został przerwany po kilku kawałkach. Organizatorzy jako powód podali, że muzycy za moment mają samolot, ale to była 3. w nocy, jakie samoloty latają o tej porze? Ściema. Fakt, wszystko się opóźniło niemiłosiernie, koncert miał się skończyć o 1.30, wyglądało na to, że się skończy o 3.30, ale cóż z tego? Byłem trzeci raz na Cockneyach i to był ich najlepszy występ jaki widziałem. Zapraszać taką gwiazdę, opłacać jej samoloty, żeby grali przez pół godziny? Playlistę mieli znacznie dłuższą, byli przygotowani na więcej. Ciekawe jak to przyjęli sami muzycy? Stinky, przepraszając za skrócony występ, powiedział, że „Organizatorzy każą nam wypierdalać”. Nawet „Police Car” nie zdążyli zagrać. Nie ładnie. Publiczność była wkurwiona.
Podsumowując jednak, to były wspaniałe trzy dni. Do zobaczenia za rok!

46 komentarzy dla “Brutal Sound Fest 2012 – postludium

  1. wrażenia

    Buzzcocks – no sa niesamowici. Widać było jak działają na publiczność i tą energię którą miała publiczność ono dostawali i coraz bardziej szaleli. Przy „What do I get” odlot był zupełny. Myślę, że oni rzadko mają aż taką publikę szalejącą.

    • wrażenia

      Dla mnie to był szok jak patrzyłem od strony sceny i widziałem ludzi po 16/18 lat, którzy spiewali i to jeden kawałek za drugim. Kurdem ja do Buzzcocksów już lata nie zagladałem, a tu młodzi ludzie, którzy mają tyle innych ciekawych kapel… No ale może lepsza pamięć i znajomość języków w nowym pokoleniu jest.

      • wrażenia

        Teraz posłuchałem tych twoich nagran Buzz z koncertu i jak zamknąlem oczy to mi to lepiej brzmi nize ich wiele koncertowek z lat 70. Niesamowite. A energia Buzzcocksow udzieliła sie Cockneyom, mega nakreceni byli i wymiatali nieziemsko. Tzreci raz ich widze i nawet w Anglii gorzej grali. Tu wariowali. Ale organizatorzy spierdolili na koniec dobry calkiem festiwal i kac zostal…

          • wrażenia

            No znajomosc języków to na pewno, ale że tego słuchają, no bo to nie jest taka kapela u nas bardzo oklepana. Byli chyba wczoraj nawet lepsi niż te 12 lat temu w Proximie, choć też byli świetni. Ja Buzzcocks zawsze lubiłęm, choć z płyt to dl…a mnie nieco za łagodne było, no ale na koncertach bomba. Totalnie koncertowy band, goście szczerzy do bólu i kochają co robią. Porównywalni do Vibratorsów w tym może, choć teraz Vib bez Knoxa grea, wiec kiszka.
            Co do Cockneyów juz wolę się nie wypowiadac o tej akcji, bo mnie nosi po prostu. Nie wiem co ci organizatorzy we łbach mieli.

              • wrażenia

                Tak już ponoć rok bez tego Knoxa, bo in niby coś tam solo chciał robić, zachciało się ambitnych projektów dziadowi :) Ale może już wrócił. No są takie akcje tam Angelic pogrywało bez Mensiego etc. A syn Knoxa kim jest ? Knox i Harper to chyba najstarsze punki som 😉
                Harper najstarszy – 1944, za dwa lata 70, no to jest coś. Problem, że za 10 – 15 lat juz nie będziemy chodzić na tzw „legendarne” kapele, bo to już dziady będą kosmiczne.

                  • wrażenia

                    no tak pokolenie Beatlesów, Stonesów, gości przeszedł z innej epoki. Rimbaud z Crassa był tylko starszy z 1943, no ale on nie gra od dawna.

                    • wrażenia

                      Gra okazjonalnie, chyba dwa lata temu grał na Camden i to z Eve. A nie zobaczymy ich za kilka lat bo zdechną… jeśli nas nie przetrzymają…

                    • wrażenia

                      No właśnie, nie wiedzieć co komu pisane, ja w życiu nie przypuszczałem, że tam będę chodził na koncerty 60 letnich punków, więc w sumie może kiedyś będziemy chodzić na 80 letnich..

                    • wrażenia

                      kurwa, też nie sądziłem, za PRL do głowy by mi nie przyszło, że poza The Clash i Ramones zobaczę wszystko, czego wówczas słuchałem.

                    • wrażenia

                      Zresztą teraz są dla punk rocka świetne czasy, bo chyba nigdy nie grało i to w miarę często tyle kapael. W latach 70 wiele kapel jeszcze nie powstało, w 80 wiele starych już się rozpadło, w 90 dramat kompletny. A teraz masz podaż z całego 37 lecia i mozna przebierac co sie chce. Inna sprawa że to czesto tylko wokalista ze starego skladu zostaje…

                    • wrażenia

                      A w sumie Ramonesow można było dziabnąc w 1994 roku w Pradze, troche od nas ludzi było. Clash moze reaktywuja, jest wokalista i inni muzycy poza Strummerem, to i moga nieźle zagrać. No ramonesi to juz 3 dead, to se ne vrati.

                    • wrażenia

                      Zresztą kurczę w jedno latao masz w Polsce Exploited, Biafrę, Cockneyów, Buzzcocks, Discharge, Vibrators, Iggy Popa, Adolescents i wiele o których nie pamiętam :)

                    • wrażenia

                      O i PIL, Anti -Flag to tam jakiś nowy wynalazek :), Ale, że cholera Vice Squadu nigdy nie zaproszą to ja nie rozumiem. W Czechach z 500 razy byli

                    • wrażenia

                      ja akurat jestem fanem Anti Flag i żałuję, że grali na woodstoku, gdzie mi jakoś nie po drodze… A Vice Squad widziałem już cztery razy, to mi nie zależy

                    • wrażenia

                      Anti Flag powiem szczerze nie znam, ale jakoś nie poznawałem, bo za nowe i z USA :) Woodstock – za stary jesteś :) Vice Squad można zobaczyć tu i tam, ale dziwi mnie, że ich nie zaprosił nikt. A na Woodstocku nigdy nie byłem, ale mi sie jakims festiwalem dla 15 latkow zawsze wydawałkilka sekund temu · Lubię to!Nie lubię.Maksymilian Wohl Choć tam i Conflict miał kiedyś ponoć grać

                    • wrażenia

                      Za stary na Woodstok ale nie za stary na Anti Flag, posłuchaj ich, to jest zajebista kapela. Wszystkie płyty są super. Coś jak Subhumans w przekazie, bardziej melodyjne w formie.

                    • wrażenia

                      No ja jakoś jeszcze ich nie widziałem, a chcę bardzo, zanim zdechnę chcę zobaczyć Anti Flag, Berurier Noir i Tarakany, resztę już widziałem :)

                    • wrażenia

                      Berurier Noir gra? No ja mam znacznie więcej do zobaczenia. Przede wszystkim Partisansow, ale przestali grać, no i Pistolsow ominąlem a także Flux, Dirt MOb i inne ze stajni crassowej, co ty zdaje sie miałeś okazję.
                      A i Chaos UK z pierwszym wokalem :) A i ten Sham z lin- upem z 1977, ktory sie teraz reaktywował. Bo z tym panem grubszym Sham to bez sensu.

                    • wrażenia

                      Okazjonanie gra, nagrali płyte jakieś 2 lata temu. Fluxów widziałem, nie zachywcili, Sex nie przegapiłem, ale tak naprawdę to ze stajni Crass zachwycili mnie Zoundsi.

                    • wrażenia

                      Ale masz wymagania… to jeszcze Cyanide i Anti Pasti, btw. byłem na Abrasive Wheels – zajebiści byli.

                    • wrażenia

                      A co. No Anti Pasti ba, pewno. Abrasive Wheels – też bym łyknął – gdzie ich widziałeś ? A też Ejested. Ale najbardziej Partisans !

                    • wrażenia

                      w Czcehach widziałem, ale na Partisans też poluję od dawna – nie widziałem. Grali ze trzy czy cztery lata temu w Berlinie, znajomi byli, mówili, że porażka, ale warto samemu się przekonać.

                    • wrażenia

                      Wiesz Partisansi przestali grać. Ten ich reunion był specyficzny bo tam jeden z nic był jakims maklerem w Hong Kongu itd, więc to nie było im tak łatwo grywac. Ale są na you tubie kawałki po reaktywacji z koncertow i wiele bardzo fajnych. W sensie stare kawałki fajnie graja.

                    • wrażenia

                      Ten \”zbyt niszowy\” wg Ciebie zespół grał w Polsce równe dwa lata temu: http://forum.hard-core.pl/viewtopic.php?f=4&t=36789&hilit=zounds&start=150
                      Podobnie np. na gdyńskim DIY Feście grały w ostatnich latach Antisect, Subhumans, Citizen Fish i parę innych klasyków oraz masa nowych, równie dobrych zespołów – La Fraction, The Restarts, Wasted, Sju Svara Ar, Red Herring itd… A The Mob już w najbliższą sobotę w czeskiej Pradze :)

  2. Old Punks Should Die

    Kurwa takie gowno jak colina powinno byc wyjebane na ksiezyc z taki numer. Zero kurwa szacunku. Gdyby nie te stare punki to bys gnoju gral pewnie teraz jeden z drugim na jakims festynie w jakims pierdolonym zadupiu , bo bys nie mial skad brac wzorcow do nasladowania.

    • Old Punks Should Die

      Nie czaisz koleś o co z tym hasłem chodzi to się lepiej nie wypowiadaj bo wystawiasz się tylko na pośmiewisko. Sam zespół przed wydaniem płyty: „Wyjaśnijmy to zanim trzeba będzie pisać oświadczenia. Szanujemy starszych kolegów i koleżanki, którzy nadal robią sensowne rzeczy i sprawiają, że wszystko to jakoś się toczy. To z reguły osoby mające do siebie dystans i nie oczekujące bicia pokłonów przez młodszych załogantów. Nie męczą buły, nie czekają na pochwały, po prostu robią swoje. Pozdrawiamy serdecznie, cieszymy się poznając takich ludzi.

      Natomiast wszystkich żulom, zwykłym łachudrom myślącym, że coś jeszcze ugrają na haśle „legenda punk rocka” życzymy źle. Najlepiej będzie jak pospadacie na wasze puste łby z kilkumetrowej woodstockowej sceny schylając się po drobne. Nikogo nie obchodzi, że Dupacja z Pierdziszewa o mało nie wystąpiła w Jarocinie w 1987. Nagrali dwa kawałki? Nie da się tego słuchać. Łysy z ich załogi zajebał buty Zbychowi z Wąbrzeźna? Po-ry-wa-ją-ce. Tylko się reaktywować. Może ktoś to łyknie, prawda?”.
      Chyba się nieco zapędziłeś w ocenie tej ekipy.

      • Old Punks Should Die

        Ale załoga sama jest sobie winna, za mocno eksponują podziały, po co? Lepiej jest jak każdy mówi swoje i nie komentuje innych z tej samej sceny, zwłaszcza jak się gra na jednym festiwalu. Mnie to razi, bo jest w tym zadzieranie nosa. Nawet jeśli mają rację, to można mówić to samo bez takiego kontrapunktu. Przecież w gruncie rzeczy Eye For An Eye ma ten sam przekaz, a jednak robią to subtelnie (choć dobitnie). Poza tym uważam, że niezależnie od różnic powinniśmy starać się być jedną sceną. Podziały wprowadzają agresję, a tego mamy chyba wszyscy dość.

  3. BRUTAL?

    ‎2:35 – jedną biedną dziewczynkę przełożyli przez barierki i już 2 karków biegnie (to były juwenalia, czy BRUTAL?!), bawiło się mało osób, mimo tego, że grali zajebiście, wyłączenie im mikrofonów było żenujące i tylko efae zostało potraktowane w ten sposób.. brak mi słów

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

18 maja 2018 o godz. 21:29

Kolejny odcinek w Koktajle.tv

Zapraszamy na drugi odcinek z serii Akademia Brandy Pliska z Koktajl.TV. Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny magazynu o alkoholach „Aqua Vitae” opowie jak powinno się pić i podawać koniak, dlaczego w takim kieliszku oraz czy powinno się go podgrzewać. Zapraszamy!

18 maja 2018 o godz. 13:04

Przyjaciel książki

frend2-001

Jak ktoś w dzieciństwie zaprzyjaźni się z książką, to mu tak na resztę życia zostaje.

15 maja 2018 o godz. 12:46

Mocne alkohole w Polsce 2018

OkladkaRMA

Książka „Mocne alkohole w Polsce 2018” to pozycja pionierska, bo choć mieliśmy na rynku różne publikacje w podobnym tonie, czy to własne wydawnictwa ówczesnych Polmosów czy „Almanach wódek polskich”, wszystkie one były kroplą w morzu potrzeb. Co więcej, ograniczały się do swojego „poletka”.

15 maja 2018 o godz. 08:15

Kartka z podróży – Spacerem po Treviso

_DSC6498

Z Włoch wracałem z lotniska Treviso, a że miałem jeszcze kilka godzin do odlotu, więc postanowiłem zrobić spacer po mieście. Przecina je rzeka Sile, wzdłuż jej lewego brzegu ciągną się fragmenty murów starego miasta, w które wbija się systemem fos i kanałów. Tu gdzieś zostawiłem samochód (znalezienie wolnego miejsca do parkowania zajmuje sporo czasu) i ruszyłem w labirynt uliczek.

14 maja 2018 o godz. 08:43

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Castagner

Castagner-010

W małej wiosce Vazzola, u podnóża gór Conegliano, w samym sercu win prosecco, kilkanaście kilometrów od Treviso, swoją ogromną, nowoczesną destylarnię ma rodzina Castagner. Roberto Castagner założył firmę w 1996 roku i bardzo szybko stał się jednym z największych producentów (6 mln l rocznie, ok. 12% udziału w rynku grappy). – Być może dlatego, że nie miałem w rodzinie poprzedników związanych z wytwarzaniem grappy, podszedłem do jej produkcji w sposób innowacyjny. Nie wstydzę się tego, że produkujemy grappę na skalę przemysłową, że nie jesteśmy firmą rzemieślniczą, bo wiem, że nie mielibyśmy tak mocnej pozycji na rynku, gdyby nie przemawiała za nami jakość produktów – mówi Roberto Castagner.

13 maja 2018 o godz. 08:03

Kartka z podróży – Valdobiaddene

_DSC6441

Valdobiaddene, stolica prosecco, miasteczko otoczone wzgórzami i winnicami (ponad 6500 ha upraw w regionie), na każdym wzgórzu kościół, w dole winiarnie, wśród nich m.in. Mionetto, producent najbardziej popularnego w Polsce wina musującego, ale też Altaneve, Masottina i innych – jest tu ponad 3000 winiarzy, którzy rocznie dostarczają na światowe rynki ok. 600 tys. hektolitrów wina. Szlak prosecco ciągnie się przez miasteczko, przez wzgórza, przez winnice. Jak na stolicę wina z bąbelkami miasteczko jest zaskakująco senne, przy rynku jest dobrze zaopatrzony sklep z winem, jest kilka restauracji, wine-bar, ale życie towarzyskie nie koncentruje się w mieście, lecz na otaczających je pagórkach, na winnicach, do których autokary każdego dnia przywożą setki turystów z całego świata. Większość winnic ma parcele, które pozwalają na posługiwanie się oznaczeniem DOCG Prosecco di Conegliano Valdobbiadene lub po prostu DOCG Valdobbiadene Prosecco. Nie wszystkie są winami musującymi, bo w Valdobbiadene z tych samych winogron glera robi się też wina spokojne, w dodatku także z nazwą Prosecco na butelce (z dopiskiem tranquillo). Tańsze butelki robione są w zbiornikach ciśnieniowych, czyli metodą Charmata, droższe metoda tradycyjną, z fermentacją w butelkach. Właściwie każdy liczący się producent stosuje tu obydwie metody. Ze względu na ciśnienie w butelce wina dzielone są na spumante (minimum 3 bary) i frizzante (1-2,5 bara i to jest zdecydowana większość produkcji), a także wspomniane spokojne wina tranquillo. Drugi podział charakteryzuje poziom cukru, od najbardziej wytrawnych brut, przez extra dry, dry i demi sec. Robione zawsze z białych winogron (lub prawie wyłącznie, bo apelacja dopuszcza niewielki udział winogron pinot noir), ale coraz częściej spotykamy różowe prosecco, które nie jest czystym winem, lecz zawiera dodatek soków owocowych.

12 maja 2018 o godz. 08:17

Kartka z podróży – Bassano del Grappa

_DSC6217

Otoczone górami Grappa miasto Bassano jest kolebką włoskiej grappy, tu działa m.in. najstarsza wciąż czynna destylarnia – Blo. Nardini z 1779 roku, jest tu piękne muzeum grappy zorganizowane przez Jacopo Poli, w promieniu kilku kilometrów są jeszcze dwie destylarnie – Poli i Capovilla. Nie od regionalnego trunku, lecz od gór pochodzi drugi człon nazwy miasta, dodany zresztą dopiero w 1928 roku. Krystalicznie czyste źródła spływające ze wzgórz, a także porastające je winnice, niewątpliwie przyczyniły się do tego, że to tu właśnie grappa jest alkoholem absolutnie wyjątkowym.

11 maja 2018 o godz. 08:21

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Poli

Poli-098

Firmę założył w 1898 roku Giobatta Poli, wciąż jest ona w rodzinnych rękach, zarządzana już przez czwarte pokolenie. Firma mieści się w wiosce Schiavon, tuż obok kolebki grappy – miasteczka Bassano del Grappa. Rodzina Poli żyje w tym regoionie od XIV wieku, kiedyś prowadzili tawernę w wiosce Gomarolo, potem przenieśli się do Schiavon, zajmowali się handlem winem i otworzyli mała destylarnię. Na początku XX wieku Giovanni Poli był pierwszym w okolicy właścicielem samochodu i telefonu. Obecnie destylarnia mieści się w tym samym miejscu, w którym powstała, z charakterystycznym kominem z czasów, kiedy alembiki były ogrzewane węglem. Firmą zarządzają Jacopo, Andrea i Barbara Poli. Destylarnia jest otwarta dla zwiedzających, działa też przy niej wspaniale urządzone muzeum grappy. Drugie muzeum grappy rodzina Poli ma w Bassano del Grappa – w XV-wiecznym pałacu (Poli Museo Della Grappa). W obu prezentowane są stare maszyny, książki, butelki, jest to część wielkiej kolekcji Jacopo Poli, który ma także wielką bibliotekę książek o alkoholach, a i sam jest autorem książki o grappie. Wizyty są bezpłatne, a Jacopo Poli często sam oprowadza swoich gości po zakładzie w Schiavon.

10 maja 2018 o godz. 08:34

Kartka z podróży – Wizyta w Capovilla

Capovilla-013

Vittorio Capovilla założył destylarnię w 1986 roku, na przedmieściach Bassano del Grappa. Wcześniej pracował w branży winiarskiej. Swój pierwszy alembik samodzielnie skonstruował w 1975 roku z części, które przewoził z Austrii. Pozwalał na destylację 300 l. Obecnie Capovilla robi 40-50 tys. butelek rocznie, mają też małą destylarnię Marie-Galante na Gwadelupie, gdzie robią rum typu agricole (m.in. marka Rhum Rhum). Mają też 4 ha własnych sadów, poza grappą i brandy w ofercie jest szeroki wybór wysokiej jakości destylatów owocowych, a nawet destylaty z piwa.

9 maja 2018 o godz. 17:03

Koktajle TV o koniaku