26 sierpnia 2012 o godz. 14:24

Brutal Sound Fest 2012 – postludium

Dotarłem o 19. Znów obsuwa, tym razem godzinna. Szczęśliwie wszystko na scenie w ogródku. Akurat jak przyszedłem to ustawiła się Collina. Nie podoba mi się, że ta kapela jako swój „przekaz” wprowadza podziały na my-oni, czyli my czyści hardcore’owcy z misją, a reszta to barany i jabolpunki. Jak się gra na jednej scenie z różnymi zespołami, także takimi które gdzieś mają „przekaz” (jak choćby Werwolf 77, Sedes Mózgu czy Podwórkowi Chuligani), to wypada okazać im trochę szacunku, albo nie uczestniczyć w takich festiwalach. Po Collinie jak zwykle rewelacyjne Eye For An Eye, dynamicznie, mocno i z prawdziwym przekazem podpartym świetnymi tekstami. Tylko dlaczego tak krótko? Tylko dziesięć kawałków, publiczność nie doczekała się ulubionego „Warriors”, to był chyba jedyny w historii Eye For An Eye koncert, na którym nie zagrali swojego hymnu. Chcąc nadrobić straconą godzinę organizatorzy przegięli, zwłaszcza że potem tracono czas koncertowo, choćby gdy przez 40 minut ustawiał się Buzzcocks. Jeden z najlepszych występów tego festiwalu został brutalnie przerwany, bo tak odbieram brak „Warriors”, tak też to odebrała publiczność, skandując przez dziesięć minut pod sceną i wywołując bezradny zespół, któremu odłączono mikrofony. Po Eye For An Eye zagrali The Solds Out z Wilna. Zespół jakich setki na scenie HC/Punk, więc spokojnie można było skrócić ich występ i dać publiczności szansę wykrzyczeć „Warriors – outsiderzy poza systemem”. Grali solidnie, ale też nic to wyjątkowego. Koncert Podwórkowych Chuliganów zakłócał chyba ujarany Reda Haddad (pozdrawiam), Skadyktator, drugi natchniony konferansjer. Podwórkowi grają coraz bardziej ska, ja ska w ogóle nie trawię, więc ta zmiana stylu nie pasuje mi. Kiedyś było bardziej chuligańsko, dobrze, że „Rude boy Janek” nie doczekał się jeszcze nowej ska-wersji. A może to wrażenie prze-ska-kania potęgował Skadyktator, który tworzył jednoosobowy ale donośny chórek. No i Podwórkowi grali chyba dwa razy dłużej niż Eye For An Eye, bisowali, dobrze że bisowali bo na bis był „Rude boy”, ale to nie fair wobec reszty kapel. Grająca po Podwórkowych Schizma to też jakiś dziwny pomysł, zupełnie inny przekaz, zupełnie inna publika, zupełnie inna muzyka. Świetnie im wychodzą te utwory na dwa wokale, powinni tego wprowadzić więcej. Oczywiście schizmowa wersja „Dzieci z brudnej ulicy” powala, najlepszy cover jakiego doczekała się TZN Xenna.
No a potem był jeden z najlepszych koncertów na jakich w ogóle byłem. Rewelacyjne Buzzcocks. Przyznam, że od lat nie słucham tej kapeli, choć kiedyś ich i Magazine słuchałem na okrągło. Potem oddaliłem się ku cięższym klimatom, ale z jaką przyjemnością odświeżyłem sobie Buzzcocksów. Zagrali wszystko, co mieli najlepszego, w tym znakomity set na bis. Wspaniały występ, old punk never die, to są wszystko panowie w podeszłym wieku, a ile radości w ich graniu, ile energii. Peter McNeish i Steve Diggle grają w tej kapeli od samego początku, od 1976 roku, i wciąż mają tak samo chłopięce, melodyjne głosy. Wóda, fajki, narkotyki jakoś ich nie ruszyły za mocno. Dobry materiał genetyczny, zahartowani w ciężkim klimacie Manchesteru. W roli przeszkadzacza Skadyktatora zastąpił chyba również kompletnie ujarany Brylewski, który zakłócał występ Buzzcocksów przyniesionym z domu megafonem. Koledzy organizatorzy, litości – za rok żadnych konferansjerów!
A na koniec stało się coś dziwnego. Koncert Cockney Rejects został przerwany po kilku kawałkach. Organizatorzy jako powód podali, że muzycy za moment mają samolot, ale to była 3. w nocy, jakie samoloty latają o tej porze? Ściema. Fakt, wszystko się opóźniło niemiłosiernie, koncert miał się skończyć o 1.30, wyglądało na to, że się skończy o 3.30, ale cóż z tego? Byłem trzeci raz na Cockneyach i to był ich najlepszy występ jaki widziałem. Zapraszać taką gwiazdę, opłacać jej samoloty, żeby grali przez pół godziny? Playlistę mieli znacznie dłuższą, byli przygotowani na więcej. Ciekawe jak to przyjęli sami muzycy? Stinky, przepraszając za skrócony występ, powiedział, że „Organizatorzy każą nam wypierdalać”. Nawet „Police Car” nie zdążyli zagrać. Nie ładnie. Publiczność była wkurwiona.
Podsumowując jednak, to były wspaniałe trzy dni. Do zobaczenia za rok!

46 komentarzy dla “Brutal Sound Fest 2012 – postludium

  1. wrażenia

    Buzzcocks – no sa niesamowici. Widać było jak działają na publiczność i tą energię którą miała publiczność ono dostawali i coraz bardziej szaleli. Przy „What do I get” odlot był zupełny. Myślę, że oni rzadko mają aż taką publikę szalejącą.

    • wrażenia

      Dla mnie to był szok jak patrzyłem od strony sceny i widziałem ludzi po 16/18 lat, którzy spiewali i to jeden kawałek za drugim. Kurdem ja do Buzzcocksów już lata nie zagladałem, a tu młodzi ludzie, którzy mają tyle innych ciekawych kapel… No ale może lepsza pamięć i znajomość języków w nowym pokoleniu jest.

      • wrażenia

        Teraz posłuchałem tych twoich nagran Buzz z koncertu i jak zamknąlem oczy to mi to lepiej brzmi nize ich wiele koncertowek z lat 70. Niesamowite. A energia Buzzcocksow udzieliła sie Cockneyom, mega nakreceni byli i wymiatali nieziemsko. Tzreci raz ich widze i nawet w Anglii gorzej grali. Tu wariowali. Ale organizatorzy spierdolili na koniec dobry calkiem festiwal i kac zostal…

          • wrażenia

            No znajomosc języków to na pewno, ale że tego słuchają, no bo to nie jest taka kapela u nas bardzo oklepana. Byli chyba wczoraj nawet lepsi niż te 12 lat temu w Proximie, choć też byli świetni. Ja Buzzcocks zawsze lubiłęm, choć z płyt to dl…a mnie nieco za łagodne było, no ale na koncertach bomba. Totalnie koncertowy band, goście szczerzy do bólu i kochają co robią. Porównywalni do Vibratorsów w tym może, choć teraz Vib bez Knoxa grea, wiec kiszka.
            Co do Cockneyów juz wolę się nie wypowiadac o tej akcji, bo mnie nosi po prostu. Nie wiem co ci organizatorzy we łbach mieli.

              • wrażenia

                Tak już ponoć rok bez tego Knoxa, bo in niby coś tam solo chciał robić, zachciało się ambitnych projektów dziadowi :) Ale może już wrócił. No są takie akcje tam Angelic pogrywało bez Mensiego etc. A syn Knoxa kim jest ? Knox i Harper to chyba najstarsze punki som 😉
                Harper najstarszy – 1944, za dwa lata 70, no to jest coś. Problem, że za 10 – 15 lat juz nie będziemy chodzić na tzw „legendarne” kapele, bo to już dziady będą kosmiczne.

                  • wrażenia

                    no tak pokolenie Beatlesów, Stonesów, gości przeszedł z innej epoki. Rimbaud z Crassa był tylko starszy z 1943, no ale on nie gra od dawna.

                    • wrażenia

                      Gra okazjonalnie, chyba dwa lata temu grał na Camden i to z Eve. A nie zobaczymy ich za kilka lat bo zdechną… jeśli nas nie przetrzymają…

                    • wrażenia

                      No właśnie, nie wiedzieć co komu pisane, ja w życiu nie przypuszczałem, że tam będę chodził na koncerty 60 letnich punków, więc w sumie może kiedyś będziemy chodzić na 80 letnich..

                    • wrażenia

                      kurwa, też nie sądziłem, za PRL do głowy by mi nie przyszło, że poza The Clash i Ramones zobaczę wszystko, czego wówczas słuchałem.

                    • wrażenia

                      Zresztą teraz są dla punk rocka świetne czasy, bo chyba nigdy nie grało i to w miarę często tyle kapael. W latach 70 wiele kapel jeszcze nie powstało, w 80 wiele starych już się rozpadło, w 90 dramat kompletny. A teraz masz podaż z całego 37 lecia i mozna przebierac co sie chce. Inna sprawa że to czesto tylko wokalista ze starego skladu zostaje…

                    • wrażenia

                      A w sumie Ramonesow można było dziabnąc w 1994 roku w Pradze, troche od nas ludzi było. Clash moze reaktywuja, jest wokalista i inni muzycy poza Strummerem, to i moga nieźle zagrać. No ramonesi to juz 3 dead, to se ne vrati.

                    • wrażenia

                      Zresztą kurczę w jedno latao masz w Polsce Exploited, Biafrę, Cockneyów, Buzzcocks, Discharge, Vibrators, Iggy Popa, Adolescents i wiele o których nie pamiętam :)

                    • wrażenia

                      O i PIL, Anti -Flag to tam jakiś nowy wynalazek :), Ale, że cholera Vice Squadu nigdy nie zaproszą to ja nie rozumiem. W Czechach z 500 razy byli

                    • wrażenia

                      ja akurat jestem fanem Anti Flag i żałuję, że grali na woodstoku, gdzie mi jakoś nie po drodze… A Vice Squad widziałem już cztery razy, to mi nie zależy

                    • wrażenia

                      Anti Flag powiem szczerze nie znam, ale jakoś nie poznawałem, bo za nowe i z USA :) Woodstock – za stary jesteś :) Vice Squad można zobaczyć tu i tam, ale dziwi mnie, że ich nie zaprosił nikt. A na Woodstocku nigdy nie byłem, ale mi sie jakims festiwalem dla 15 latkow zawsze wydawałkilka sekund temu · Lubię to!Nie lubię.Maksymilian Wohl Choć tam i Conflict miał kiedyś ponoć grać

                    • wrażenia

                      Za stary na Woodstok ale nie za stary na Anti Flag, posłuchaj ich, to jest zajebista kapela. Wszystkie płyty są super. Coś jak Subhumans w przekazie, bardziej melodyjne w formie.

                    • wrażenia

                      No ja jakoś jeszcze ich nie widziałem, a chcę bardzo, zanim zdechnę chcę zobaczyć Anti Flag, Berurier Noir i Tarakany, resztę już widziałem :)

                    • wrażenia

                      Berurier Noir gra? No ja mam znacznie więcej do zobaczenia. Przede wszystkim Partisansow, ale przestali grać, no i Pistolsow ominąlem a także Flux, Dirt MOb i inne ze stajni crassowej, co ty zdaje sie miałeś okazję.
                      A i Chaos UK z pierwszym wokalem :) A i ten Sham z lin- upem z 1977, ktory sie teraz reaktywował. Bo z tym panem grubszym Sham to bez sensu.

                    • wrażenia

                      Okazjonanie gra, nagrali płyte jakieś 2 lata temu. Fluxów widziałem, nie zachywcili, Sex nie przegapiłem, ale tak naprawdę to ze stajni Crass zachwycili mnie Zoundsi.

                    • wrażenia

                      Ale masz wymagania… to jeszcze Cyanide i Anti Pasti, btw. byłem na Abrasive Wheels – zajebiści byli.

                    • wrażenia

                      A co. No Anti Pasti ba, pewno. Abrasive Wheels – też bym łyknął – gdzie ich widziałeś ? A też Ejested. Ale najbardziej Partisans !

                    • wrażenia

                      w Czcehach widziałem, ale na Partisans też poluję od dawna – nie widziałem. Grali ze trzy czy cztery lata temu w Berlinie, znajomi byli, mówili, że porażka, ale warto samemu się przekonać.

                    • wrażenia

                      Wiesz Partisansi przestali grać. Ten ich reunion był specyficzny bo tam jeden z nic był jakims maklerem w Hong Kongu itd, więc to nie było im tak łatwo grywac. Ale są na you tubie kawałki po reaktywacji z koncertow i wiele bardzo fajnych. W sensie stare kawałki fajnie graja.

                    • wrażenia

                      Ten \”zbyt niszowy\” wg Ciebie zespół grał w Polsce równe dwa lata temu: http://forum.hard-core.pl/viewtopic.php?f=4&t=36789&hilit=zounds&start=150
                      Podobnie np. na gdyńskim DIY Feście grały w ostatnich latach Antisect, Subhumans, Citizen Fish i parę innych klasyków oraz masa nowych, równie dobrych zespołów – La Fraction, The Restarts, Wasted, Sju Svara Ar, Red Herring itd… A The Mob już w najbliższą sobotę w czeskiej Pradze :)

  2. Old Punks Should Die

    Kurwa takie gowno jak colina powinno byc wyjebane na ksiezyc z taki numer. Zero kurwa szacunku. Gdyby nie te stare punki to bys gnoju gral pewnie teraz jeden z drugim na jakims festynie w jakims pierdolonym zadupiu , bo bys nie mial skad brac wzorcow do nasladowania.

    • Old Punks Should Die

      Nie czaisz koleś o co z tym hasłem chodzi to się lepiej nie wypowiadaj bo wystawiasz się tylko na pośmiewisko. Sam zespół przed wydaniem płyty: „Wyjaśnijmy to zanim trzeba będzie pisać oświadczenia. Szanujemy starszych kolegów i koleżanki, którzy nadal robią sensowne rzeczy i sprawiają, że wszystko to jakoś się toczy. To z reguły osoby mające do siebie dystans i nie oczekujące bicia pokłonów przez młodszych załogantów. Nie męczą buły, nie czekają na pochwały, po prostu robią swoje. Pozdrawiamy serdecznie, cieszymy się poznając takich ludzi.

      Natomiast wszystkich żulom, zwykłym łachudrom myślącym, że coś jeszcze ugrają na haśle „legenda punk rocka” życzymy źle. Najlepiej będzie jak pospadacie na wasze puste łby z kilkumetrowej woodstockowej sceny schylając się po drobne. Nikogo nie obchodzi, że Dupacja z Pierdziszewa o mało nie wystąpiła w Jarocinie w 1987. Nagrali dwa kawałki? Nie da się tego słuchać. Łysy z ich załogi zajebał buty Zbychowi z Wąbrzeźna? Po-ry-wa-ją-ce. Tylko się reaktywować. Może ktoś to łyknie, prawda?”.
      Chyba się nieco zapędziłeś w ocenie tej ekipy.

      • Old Punks Should Die

        Ale załoga sama jest sobie winna, za mocno eksponują podziały, po co? Lepiej jest jak każdy mówi swoje i nie komentuje innych z tej samej sceny, zwłaszcza jak się gra na jednym festiwalu. Mnie to razi, bo jest w tym zadzieranie nosa. Nawet jeśli mają rację, to można mówić to samo bez takiego kontrapunktu. Przecież w gruncie rzeczy Eye For An Eye ma ten sam przekaz, a jednak robią to subtelnie (choć dobitnie). Poza tym uważam, że niezależnie od różnic powinniśmy starać się być jedną sceną. Podziały wprowadzają agresję, a tego mamy chyba wszyscy dość.

  3. BRUTAL?

    ‎2:35 – jedną biedną dziewczynkę przełożyli przez barierki i już 2 karków biegnie (to były juwenalia, czy BRUTAL?!), bawiło się mało osób, mimo tego, że grali zajebiście, wyłączenie im mikrofonów było żenujące i tylko efae zostało potraktowane w ten sposób.. brak mi słów

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

23 września 2018 o godz. 08:57

Kartka ze Speyside – Heilan coo

SONY DSC

Szkoci mówią na nie Heilan coo, cudzoziemcy Hippie cow. Mają długą grzywkę i leniwe miny. Nie dają zbyt dobrego mleka. Hoduje się je na mięso. Szkoda, bo miło wyglądają jak są żywe. Potem już mniej miło. Przywędrowały z Hebrydów. Wzmianki o nich pochodzą już z VI wieku. W czarnej wersji nazywają się w Szkocji Kyloe i jedna taka czarna krowa z grzywką znajdzie się na okładce najbliższego numeru „Aqua Vitae”.

22 września 2018 o godz. 09:42

Kartka ze Speyside – Dunnottar Castle

Dunnottar Castle (37)

Kiedy spytać Szkota, dlaczego nie czuje pokrewieństwa z Irlandczykami, choć to podobna kultura, podobny język i podobne zamiłowanie do spokojnego wiejskiego życia ze szklaneczką whisky, odpowie, że z Irlandczykiem w ogóle nic go nie łączy, bo oni są celtami, a Szkoci to piktowie. Dla mnie tyle samo w tym sensu, co w stwierdzeniu, że nic mnie nie łączy z ludźmi z południa Polski, bo oni to Wiślanie, a my to Polanie. Ale tak całkiem serio, kulturowa tożsamość w Szkocji i Irlandii jest bardzo wysoka, a nawiązania do kultury piktów i celtów są jej częścią.

21 września 2018 o godz. 09:24

Kartka ze Speyside – Benromach

_DSC8756

Niewielka szkocka gorzelnia whisky, działająca w regionie Speyside, w miasteczku Forres od 1898 roku. Wielokrotnie zmieniała właścicieli, a w latach 1983-1998 stała zamknięta. Obecnie jest własnością Gordon & MacPhail. Używają głównie torfowanego jęczmienia, o poziomie natorfienia 12 ppm i 47 ppm, a także nietorfowanego jęczmienia organic. Kadź zacierna ma pojemność 1,5 tony. Mają 13 kadzi fermentacyjnych z sosny oregońskiej, stosują dwa rodzaje fermentacji – krótsza trwa 62-67 godzin, wydłużona – 110 godzin, stosują drożdże browarnicze. Alembik pierwszej destylacji ma pojemność 7500 l, drugiej destylacji – 4250 l. Alembiki Forsyths z zewnętrznym kondensatorem. Odbierają alkohol o mocy 70%, przed wlaniem do beczek obniżają moc do 63,5%. Cały proces produkcji jest sterowany ręcznie. Rocznie produkują ok. 700 tys. l alkoholu. Destylarnia ma w swoich magazynach ok. 18 tys. beczek. Używają tylko beczek first fill po bourbonie, poza tym beczek po sherry z bodegi Williams & Humbert, a do whisky z jęczmienia organic – dziewiczych beczek z białego dębu z Missouri. W 2018 roku uruchomili osobną mikro-destylarnię, w której produkują gin Red Door.

20 września 2018 o godz. 08:37

Kartka ze Speyside – Glen Moray

SONY DSC

Glen Moray to ogromna destylarnia whisky ze Speyside, powstała w 1897 nad brzegiem rzeki Lossie, na przedmieściach Elgin, w ostatnich latach całkowicie przebudowana do przemysłowych rozmiarów. Wcześniej, od 1828 roku, w tym samym miejscu działał browar West Brewery. Zaczynali z jedną parą alembików, które zrobiono z przebudowanych kadzi warzelniczych. Te stare alembiki przepadły w pożarze. Kilkakrotnie zamykana, kilkakrotnie też zmieniała właścicieli. W 1920 roku przejęta przez spółkę Macdonald & Muir (ówczesnego właściciela Glenmorangie). Przebudowana w 1958 roku, w 1979 roku wprowadzono dwa nowe alembiki. Pod koniec lat 70. zaprzestano własnego słodowania. W 2008 roku właścicielem Glen Moray został francuski potentat na rynku alkoholowym, grupa La Martiniquaise. Obecnie rocznie produkują 5 mln l alkoholu. Gigantyczne kadzie fermentacyjne, a jest ich 14, usytuowane są na zewnątrz. Z jednego zacieru robią ok. 52 tys. l przefermentowanego alkoholu, stalowa kadź zacierna ma pojemność 11 ton. Fermentacja jest dość krótka, trwa 60 godzin, alkohol ma 8,5%. Po przebudowie w 2016 roku alembiki pierwszej destylacji są w innym budynku niż drugiej, nie działają w parach. Te do pierwszej destylacji mają bardzo nietypowy kształt, szyja jest odwrócona do przodu, przed każdym alembikiem jest podwójny kondensator, który nie wpływa wprawdzie na czas destylacji czy moc alkoholu, ale daje oszczędność energii. Wszystko jest sterowane komputerowo, pierwsza destylacja trwa ok. 5 godzin i daje alkohol o mocy ok. 25%. Nowe alembiki powstały we Frili, sprowadzono je z Włoch. W drugim budynku jest dziewięć alembików. Sześć Forsyths, z czego trzy kiedyś działały jako wash stills w parach ze spirit stills. Przerobiono je na spirit stills, dodano jeszcze trzy włoskie, więc teraz serce destylarni wyposażone jest w aparaty o różnej pojemności, różnych kształtów. Moc alkoholu po drugiej destylacji to 72%. Firma dysponuje też starą kadzią zacierną i pięcioma starymi kadziami fermentacyjnymi. Być może będą w przyszłości wykorzystywane do eksperymentalnych edycji. Planowane jest dodanie jeszcze dwóch alembików i zwiększenie produkcji nawet do 9 mln l (przed inwestycją La Martiniquaise moce produkcyjne wynosiły 2,2 mln l rocznie). Glen Moray ma obecnie 12 magazynów, w których leżakuje whisky w ok. 140 tys. beczek. Visitors center rocznie odwiedza ok. 24 tys. osób. Na miejscu można spróbować kilku specjalnych edycji whisky, które pokazują potencjał destylarni (np.: Glen Moray 1998 PX Finish, Glen Moray 2010 Peated PX Finish czy Glen Moray 120th Aniversary Edition).

19 września 2018 o godz. 09:19

Kartka ze Speyside – Glenury Royal

_DSC8659

Już nieistniejąca destylarnia whisky z Highlands, pojedyncze butelki jeszcze można dostać, np. czterdziestoletnia Glenury Royal wydestylowana w 1970 roku. Powstała w 1825 roku i – jak piszą kronikarze – od początku była pechowa. Kilka tygodni po jej uruchomieniu wybuchł pożar, który zniszczył ja niemal doszczętnie. Zdarzył się też nieszczęśliwy wypadek, jeden z robotników zginął podczas pracy, wpadł do kadzi. Założył ją w Stoneheaven kapitan Robert Barclay Allardice, ciekawa postać – parlamentarzysta, biegacz i bokser. Była to jedna z trzech destylarni, którym król Wilhelm IV pozwolił posługiwać się w nazwie określeniem „królewska” (Royal). Kolejnymi właścicielami Glenury byli: William Richie (w latach 1857-1928), spółka Glenury Distillery Co. (1936-1938), Associated Scottish Distillers (1938-1940), American National Distillers (1940-1953) oraz Distillers Company Limited (od 1953 roku do końca). Miała okresy przestoju, np. w latach 1852-1858 czy 1940-1945. Destylarnię zamknięto w 1983 roku, częściowo wyburzono, częściowo przebudowano, dziś w jej miejscu stoi osiedle mieszkaniowe.

18 września 2018 o godz. 08:54

Kartka ze Speyside – Auchinblae

_DSC8646

Niewiele wiadomo o destylarni whisky Auchinblae, ulokowanej przy Burn Street w Auchenblae (Aberdeenshire). Powstała w 1895 roku w miejscu młyna Den Mill, starszego o sto lat. Zapewne już wcześniej pędzono tu alkohol, ale bez licencji. Przebudowę młyna i pagodę słodowni projektował słynny architekt tamtych czasów, Charles C. Doig. Należała do lokalnej spółki kapitałowej Auchinblae Distillery Company Ltd. Jak ustalił Brian Townsend, autor znakomitej książki „Scotch Missed”, była wyposażona w cztery kadzie fermentacyjne o pojemności 6000 galonów każda oraz jedna parę alembików (wash still miała 1500 galonów, spirit still wiadomo tylko, że była mniejsza. Pierwszy jej menadżer wcześniej pracował w Ord Distillery. W 1916 roku przejęta przez spółkę Macdonald Greenlees, która miała też pobliską destylarnię Stronachie.

17 września 2018 o godz. 08:14

Kartka ze Speyside – wizyta w Fettercairn

_DSC8621

Fettercairn to destylarnia z Higlands, powstała w 1824 roku, założona przez Sir Alexandra Ramsaya, który był jej właścicielem zaledwie przez sześć lat. Z powodu długów odsprzedał ją wraz z posiadłością ziemską Fasque Estate kupcowi Johnowi Gladstone. Przebudowana po pożarze w 1887 roku. W latach 1926-1939 zamknięta. Jej pracę wznowił nowy właściciel, kilkakrotnie zresztą się zmienił w następnych latach, aż w 1974 roku przejęła ją spółka Whyte & Mackay, która zarządza do dziś marką i zasobami whisky, wykorzystując znakomitą część produkcji Fettercairn do swoich blendów. W latach 60. XX wieku zaprzestano samodzielnego słodowania jęczmienia. W 1966 roku podwojono moce produkcyjne – z dwóch do czterech alembików. Aparaty do pierwszej destylacji wash stills mają pojemność po 17274 l, a spirit still jeden ma 13638 l, drugi – 11819 l. Spirytus odbierany jest z mocą 68%, do beczek trafia z mocą 63,5%, druga destylacja trwa sześć godzin. Kadź zacierna ma pojemność 5 ton, robią 24 zaciery tygodniowo. Jako jedni z nielicznych w Szkocji używają karmelizowanego słodu do niektórych edycji whisky. Jest tu jedenaście kadzi fermentacyjnych z sosny oregońskiej o pojemności po 25 tys. l każda. Fermentacja jest dość szybka, trwa 52-55 godzin. W 1989 roku otwarto centrum dla odwiedzających. Mają 13 magazynów, a w nich ok. 40 tys. beczek. Beczki po bourbonie wykorzystywane są tylko raz, potem są odsprzedawane, używają też m.in. beczek po sherry, porto czy po bordoskich winach.

16 września 2018 o godz. 20:33

Róbrege dla Brylewskiego

41556897_2151483198255546_9036314992659398656_o

29 września odbędzie się koncert pod hasłem Róbrege, dedykowany pamięci Roberta Brylewskiego. Wystąpią: Paweł Sky & nowy+eren 101% improwizacji, Ziggie Piggie & goście, Armia, Maleo Reggae Rockers & goście, Izrael & goście, Joint Venture Sound System gra Brylewskiego. Impreza odbędzie się w namiocie pod Pałacem Kultury i Nauki (od strony ul. Świętokrzyskiej).Wstęp – 30 zł, start – godz. 17.00.

16 września 2018 o godz. 09:00

Kartka ze Speyside – Royal Lochnagar

Royal Lochnagar11

Royal Lochnagar jest pięknie położona, w dolinie rzeki Dee, na tym samym jej brzegu, co królewska letnia rezydencja, zamek Balmoral. Bliskość zamku i królewskich ogrodów sprawia, że destylarnia jest chętnie odwiedzana przez turystów, pomimo tego, że sama whisky nie jest dobrze znana. Marka należy do Diageo. Jest to niewielka destylarnia, o iście królewskim charakterze, co jest podkreślane co chwila podczas wizyty. Niestety, jak we wszystkich destylarniach Diageo, nie wolno podczas zwiedzania robić zdjęć.

15 września 2018 o godz. 09:15

Kartka ze Speyside – Allt-á-Bhainne

_DSC8587

Zbudowana w 1975 roku w Glenrinnes (region Speyside) nowoczesna destylarnia whisky, powstała na potrzeby ówczesnego potentata na światowym rynku alkoholowym – Seagrams, podobnie jak zbudowana dwa lata wcześniej siostrzana gorzelnia Braeval. Koszt uruchomienia destylarni wyniósł 2,7 mln funtów, a w 1989 roku dokonano kolejnych inwestycji, podwajając liczbę alembików do czterech i moce produkcyjne do ok. 4 mln l whisky rocznie. Od 2001 roku jest własnością Pernod Ricard, bezpośrednio zarządza nią Chivas Brothers. W latach 2002-2005 stała zamknięta. Proces produkcji jest do tego stopnia zautomatyzowany, że destylacją może zajmować się tylko jedna osoba. Dziwna nazwa Allt-á-Bhainne to po gaelicku „Palone mleko”. Ta mało znana koneserom single malt whisky destylarnia od początku działa głównie na potrzeby zestawiania blendów Chivas Regal. Co ciekawe, dysponuje bardzo niewielkim magazynem do składowania whisky, dlatego część jej produkcji – głównie ta oferowana jako single malt – dojrzewa w magazynach na wyspie Islay, dzięki czemu uzyskują charakterystyczny słony smak. Połowa produkowanej w Allt-á-Bhainne whisky robiona jest z lekko torfowanego (10 ppm) słodu, reszta z nietorfowanego.