26 sierpnia 2012 o godz. 14:24

Brutal Sound Fest 2012 – postludium

Dotarłem o 19. Znów obsuwa, tym razem godzinna. Szczęśliwie wszystko na scenie w ogródku. Akurat jak przyszedłem to ustawiła się Collina. Nie podoba mi się, że ta kapela jako swój „przekaz” wprowadza podziały na my-oni, czyli my czyści hardcore’owcy z misją, a reszta to barany i jabolpunki. Jak się gra na jednej scenie z różnymi zespołami, także takimi które gdzieś mają „przekaz” (jak choćby Werwolf 77, Sedes Mózgu czy Podwórkowi Chuligani), to wypada okazać im trochę szacunku, albo nie uczestniczyć w takich festiwalach. Po Collinie jak zwykle rewelacyjne Eye For An Eye, dynamicznie, mocno i z prawdziwym przekazem podpartym świetnymi tekstami. Tylko dlaczego tak krótko? Tylko dziesięć kawałków, publiczność nie doczekała się ulubionego „Warriors”, to był chyba jedyny w historii Eye For An Eye koncert, na którym nie zagrali swojego hymnu. Chcąc nadrobić straconą godzinę organizatorzy przegięli, zwłaszcza że potem tracono czas koncertowo, choćby gdy przez 40 minut ustawiał się Buzzcocks. Jeden z najlepszych występów tego festiwalu został brutalnie przerwany, bo tak odbieram brak „Warriors”, tak też to odebrała publiczność, skandując przez dziesięć minut pod sceną i wywołując bezradny zespół, któremu odłączono mikrofony. Po Eye For An Eye zagrali The Solds Out z Wilna. Zespół jakich setki na scenie HC/Punk, więc spokojnie można było skrócić ich występ i dać publiczności szansę wykrzyczeć „Warriors – outsiderzy poza systemem”. Grali solidnie, ale też nic to wyjątkowego. Koncert Podwórkowych Chuliganów zakłócał chyba ujarany Reda Haddad (pozdrawiam), Skadyktator, drugi natchniony konferansjer. Podwórkowi grają coraz bardziej ska, ja ska w ogóle nie trawię, więc ta zmiana stylu nie pasuje mi. Kiedyś było bardziej chuligańsko, dobrze, że „Rude boy Janek” nie doczekał się jeszcze nowej ska-wersji. A może to wrażenie prze-ska-kania potęgował Skadyktator, który tworzył jednoosobowy ale donośny chórek. No i Podwórkowi grali chyba dwa razy dłużej niż Eye For An Eye, bisowali, dobrze że bisowali bo na bis był „Rude boy”, ale to nie fair wobec reszty kapel. Grająca po Podwórkowych Schizma to też jakiś dziwny pomysł, zupełnie inny przekaz, zupełnie inna publika, zupełnie inna muzyka. Świetnie im wychodzą te utwory na dwa wokale, powinni tego wprowadzić więcej. Oczywiście schizmowa wersja „Dzieci z brudnej ulicy” powala, najlepszy cover jakiego doczekała się TZN Xenna.
No a potem był jeden z najlepszych koncertów na jakich w ogóle byłem. Rewelacyjne Buzzcocks. Przyznam, że od lat nie słucham tej kapeli, choć kiedyś ich i Magazine słuchałem na okrągło. Potem oddaliłem się ku cięższym klimatom, ale z jaką przyjemnością odświeżyłem sobie Buzzcocksów. Zagrali wszystko, co mieli najlepszego, w tym znakomity set na bis. Wspaniały występ, old punk never die, to są wszystko panowie w podeszłym wieku, a ile radości w ich graniu, ile energii. Peter McNeish i Steve Diggle grają w tej kapeli od samego początku, od 1976 roku, i wciąż mają tak samo chłopięce, melodyjne głosy. Wóda, fajki, narkotyki jakoś ich nie ruszyły za mocno. Dobry materiał genetyczny, zahartowani w ciężkim klimacie Manchesteru. W roli przeszkadzacza Skadyktatora zastąpił chyba również kompletnie ujarany Brylewski, który zakłócał występ Buzzcocksów przyniesionym z domu megafonem. Koledzy organizatorzy, litości – za rok żadnych konferansjerów!
A na koniec stało się coś dziwnego. Koncert Cockney Rejects został przerwany po kilku kawałkach. Organizatorzy jako powód podali, że muzycy za moment mają samolot, ale to była 3. w nocy, jakie samoloty latają o tej porze? Ściema. Fakt, wszystko się opóźniło niemiłosiernie, koncert miał się skończyć o 1.30, wyglądało na to, że się skończy o 3.30, ale cóż z tego? Byłem trzeci raz na Cockneyach i to był ich najlepszy występ jaki widziałem. Zapraszać taką gwiazdę, opłacać jej samoloty, żeby grali przez pół godziny? Playlistę mieli znacznie dłuższą, byli przygotowani na więcej. Ciekawe jak to przyjęli sami muzycy? Stinky, przepraszając za skrócony występ, powiedział, że „Organizatorzy każą nam wypierdalać”. Nawet „Police Car” nie zdążyli zagrać. Nie ładnie. Publiczność była wkurwiona.
Podsumowując jednak, to były wspaniałe trzy dni. Do zobaczenia za rok!

46 komentarzy dla “Brutal Sound Fest 2012 – postludium

  1. wrażenia

    Buzzcocks – no sa niesamowici. Widać było jak działają na publiczność i tą energię którą miała publiczność ono dostawali i coraz bardziej szaleli. Przy „What do I get” odlot był zupełny. Myślę, że oni rzadko mają aż taką publikę szalejącą.

    • wrażenia

      Dla mnie to był szok jak patrzyłem od strony sceny i widziałem ludzi po 16/18 lat, którzy spiewali i to jeden kawałek za drugim. Kurdem ja do Buzzcocksów już lata nie zagladałem, a tu młodzi ludzie, którzy mają tyle innych ciekawych kapel… No ale może lepsza pamięć i znajomość języków w nowym pokoleniu jest.

      • wrażenia

        Teraz posłuchałem tych twoich nagran Buzz z koncertu i jak zamknąlem oczy to mi to lepiej brzmi nize ich wiele koncertowek z lat 70. Niesamowite. A energia Buzzcocksow udzieliła sie Cockneyom, mega nakreceni byli i wymiatali nieziemsko. Tzreci raz ich widze i nawet w Anglii gorzej grali. Tu wariowali. Ale organizatorzy spierdolili na koniec dobry calkiem festiwal i kac zostal…

          • wrażenia

            No znajomosc języków to na pewno, ale że tego słuchają, no bo to nie jest taka kapela u nas bardzo oklepana. Byli chyba wczoraj nawet lepsi niż te 12 lat temu w Proximie, choć też byli świetni. Ja Buzzcocks zawsze lubiłęm, choć z płyt to dl…a mnie nieco za łagodne było, no ale na koncertach bomba. Totalnie koncertowy band, goście szczerzy do bólu i kochają co robią. Porównywalni do Vibratorsów w tym może, choć teraz Vib bez Knoxa grea, wiec kiszka.
            Co do Cockneyów juz wolę się nie wypowiadac o tej akcji, bo mnie nosi po prostu. Nie wiem co ci organizatorzy we łbach mieli.

              • wrażenia

                Tak już ponoć rok bez tego Knoxa, bo in niby coś tam solo chciał robić, zachciało się ambitnych projektów dziadowi :) Ale może już wrócił. No są takie akcje tam Angelic pogrywało bez Mensiego etc. A syn Knoxa kim jest ? Knox i Harper to chyba najstarsze punki som 😉
                Harper najstarszy – 1944, za dwa lata 70, no to jest coś. Problem, że za 10 – 15 lat juz nie będziemy chodzić na tzw „legendarne” kapele, bo to już dziady będą kosmiczne.

                  • wrażenia

                    no tak pokolenie Beatlesów, Stonesów, gości przeszedł z innej epoki. Rimbaud z Crassa był tylko starszy z 1943, no ale on nie gra od dawna.

                    • wrażenia

                      Gra okazjonalnie, chyba dwa lata temu grał na Camden i to z Eve. A nie zobaczymy ich za kilka lat bo zdechną… jeśli nas nie przetrzymają…

                    • wrażenia

                      No właśnie, nie wiedzieć co komu pisane, ja w życiu nie przypuszczałem, że tam będę chodził na koncerty 60 letnich punków, więc w sumie może kiedyś będziemy chodzić na 80 letnich..

                    • wrażenia

                      kurwa, też nie sądziłem, za PRL do głowy by mi nie przyszło, że poza The Clash i Ramones zobaczę wszystko, czego wówczas słuchałem.

                    • wrażenia

                      Zresztą teraz są dla punk rocka świetne czasy, bo chyba nigdy nie grało i to w miarę często tyle kapael. W latach 70 wiele kapel jeszcze nie powstało, w 80 wiele starych już się rozpadło, w 90 dramat kompletny. A teraz masz podaż z całego 37 lecia i mozna przebierac co sie chce. Inna sprawa że to czesto tylko wokalista ze starego skladu zostaje…

                    • wrażenia

                      A w sumie Ramonesow można było dziabnąc w 1994 roku w Pradze, troche od nas ludzi było. Clash moze reaktywuja, jest wokalista i inni muzycy poza Strummerem, to i moga nieźle zagrać. No ramonesi to juz 3 dead, to se ne vrati.

                    • wrażenia

                      Zresztą kurczę w jedno latao masz w Polsce Exploited, Biafrę, Cockneyów, Buzzcocks, Discharge, Vibrators, Iggy Popa, Adolescents i wiele o których nie pamiętam :)

                    • wrażenia

                      O i PIL, Anti -Flag to tam jakiś nowy wynalazek :), Ale, że cholera Vice Squadu nigdy nie zaproszą to ja nie rozumiem. W Czechach z 500 razy byli

                    • wrażenia

                      ja akurat jestem fanem Anti Flag i żałuję, że grali na woodstoku, gdzie mi jakoś nie po drodze… A Vice Squad widziałem już cztery razy, to mi nie zależy

                    • wrażenia

                      Anti Flag powiem szczerze nie znam, ale jakoś nie poznawałem, bo za nowe i z USA :) Woodstock – za stary jesteś :) Vice Squad można zobaczyć tu i tam, ale dziwi mnie, że ich nie zaprosił nikt. A na Woodstocku nigdy nie byłem, ale mi sie jakims festiwalem dla 15 latkow zawsze wydawałkilka sekund temu · Lubię to!Nie lubię.Maksymilian Wohl Choć tam i Conflict miał kiedyś ponoć grać

                    • wrażenia

                      Za stary na Woodstok ale nie za stary na Anti Flag, posłuchaj ich, to jest zajebista kapela. Wszystkie płyty są super. Coś jak Subhumans w przekazie, bardziej melodyjne w formie.

                    • wrażenia

                      No ja jakoś jeszcze ich nie widziałem, a chcę bardzo, zanim zdechnę chcę zobaczyć Anti Flag, Berurier Noir i Tarakany, resztę już widziałem :)

                    • wrażenia

                      Berurier Noir gra? No ja mam znacznie więcej do zobaczenia. Przede wszystkim Partisansow, ale przestali grać, no i Pistolsow ominąlem a także Flux, Dirt MOb i inne ze stajni crassowej, co ty zdaje sie miałeś okazję.
                      A i Chaos UK z pierwszym wokalem :) A i ten Sham z lin- upem z 1977, ktory sie teraz reaktywował. Bo z tym panem grubszym Sham to bez sensu.

                    • wrażenia

                      Okazjonanie gra, nagrali płyte jakieś 2 lata temu. Fluxów widziałem, nie zachywcili, Sex nie przegapiłem, ale tak naprawdę to ze stajni Crass zachwycili mnie Zoundsi.

                    • wrażenia

                      Ale masz wymagania… to jeszcze Cyanide i Anti Pasti, btw. byłem na Abrasive Wheels – zajebiści byli.

                    • wrażenia

                      A co. No Anti Pasti ba, pewno. Abrasive Wheels – też bym łyknął – gdzie ich widziałeś ? A też Ejested. Ale najbardziej Partisans !

                    • wrażenia

                      w Czcehach widziałem, ale na Partisans też poluję od dawna – nie widziałem. Grali ze trzy czy cztery lata temu w Berlinie, znajomi byli, mówili, że porażka, ale warto samemu się przekonać.

                    • wrażenia

                      Wiesz Partisansi przestali grać. Ten ich reunion był specyficzny bo tam jeden z nic był jakims maklerem w Hong Kongu itd, więc to nie było im tak łatwo grywac. Ale są na you tubie kawałki po reaktywacji z koncertow i wiele bardzo fajnych. W sensie stare kawałki fajnie graja.

                    • wrażenia

                      Ten \”zbyt niszowy\” wg Ciebie zespół grał w Polsce równe dwa lata temu: http://forum.hard-core.pl/viewtopic.php?f=4&t=36789&hilit=zounds&start=150
                      Podobnie np. na gdyńskim DIY Feście grały w ostatnich latach Antisect, Subhumans, Citizen Fish i parę innych klasyków oraz masa nowych, równie dobrych zespołów – La Fraction, The Restarts, Wasted, Sju Svara Ar, Red Herring itd… A The Mob już w najbliższą sobotę w czeskiej Pradze :)

  2. Old Punks Should Die

    Kurwa takie gowno jak colina powinno byc wyjebane na ksiezyc z taki numer. Zero kurwa szacunku. Gdyby nie te stare punki to bys gnoju gral pewnie teraz jeden z drugim na jakims festynie w jakims pierdolonym zadupiu , bo bys nie mial skad brac wzorcow do nasladowania.

    • Old Punks Should Die

      Nie czaisz koleś o co z tym hasłem chodzi to się lepiej nie wypowiadaj bo wystawiasz się tylko na pośmiewisko. Sam zespół przed wydaniem płyty: „Wyjaśnijmy to zanim trzeba będzie pisać oświadczenia. Szanujemy starszych kolegów i koleżanki, którzy nadal robią sensowne rzeczy i sprawiają, że wszystko to jakoś się toczy. To z reguły osoby mające do siebie dystans i nie oczekujące bicia pokłonów przez młodszych załogantów. Nie męczą buły, nie czekają na pochwały, po prostu robią swoje. Pozdrawiamy serdecznie, cieszymy się poznając takich ludzi.

      Natomiast wszystkich żulom, zwykłym łachudrom myślącym, że coś jeszcze ugrają na haśle „legenda punk rocka” życzymy źle. Najlepiej będzie jak pospadacie na wasze puste łby z kilkumetrowej woodstockowej sceny schylając się po drobne. Nikogo nie obchodzi, że Dupacja z Pierdziszewa o mało nie wystąpiła w Jarocinie w 1987. Nagrali dwa kawałki? Nie da się tego słuchać. Łysy z ich załogi zajebał buty Zbychowi z Wąbrzeźna? Po-ry-wa-ją-ce. Tylko się reaktywować. Może ktoś to łyknie, prawda?”.
      Chyba się nieco zapędziłeś w ocenie tej ekipy.

      • Old Punks Should Die

        Ale załoga sama jest sobie winna, za mocno eksponują podziały, po co? Lepiej jest jak każdy mówi swoje i nie komentuje innych z tej samej sceny, zwłaszcza jak się gra na jednym festiwalu. Mnie to razi, bo jest w tym zadzieranie nosa. Nawet jeśli mają rację, to można mówić to samo bez takiego kontrapunktu. Przecież w gruncie rzeczy Eye For An Eye ma ten sam przekaz, a jednak robią to subtelnie (choć dobitnie). Poza tym uważam, że niezależnie od różnic powinniśmy starać się być jedną sceną. Podziały wprowadzają agresję, a tego mamy chyba wszyscy dość.

  3. BRUTAL?

    ‎2:35 – jedną biedną dziewczynkę przełożyli przez barierki i już 2 karków biegnie (to były juwenalia, czy BRUTAL?!), bawiło się mało osób, mimo tego, że grali zajebiście, wyłączenie im mikrofonów było żenujące i tylko efae zostało potraktowane w ten sposób.. brak mi słów

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

9 września 2019 o godz. 23:12

Dobry remis

euro2020

Mecz z Austrią na Stadionie Narodowym wyglądał lepiej, niż ten ze Słowenią w Lublanie, ale tak naprawdę z remisu 0:0 powinniśmy się cieszyć. Austria od początku do końca atakowała, huraganowo, widać było, że przyjechali do Warszawy po trzy punkty. Dzięki świetnej postawie Łukasza Fabiańskiego zdobyli jeden punkt, a Polska wciąż jest na pierwszym miejscu w grupie, choć nad Słowenia mamy już tylko dwa punkty przewagi, po ich dzisiejszej wygranej z Izraelem. Mecz był dynamiczny, dobrze się to oglądało, choć z drżeniem o wynik, bo gol dla Austrii wciąż wisiał w powietrzu. Nasze kontrataki były mało skuteczne, choć też mieliśmy kilka dobrych sytuacji, głównie po akcjach Grosickiego. Brzęczek pozostawił na ławce rezerwowych słabo grających w poprzednim meczu Piątka i Pazdana, a obecność Glika na boisku uporządkowała grę obrony. Szwankowało wyprowadzanie akcji. Na plus zapisać trzeba, że kondycyjnie piłkarze wytrwali do końca, mimo bardzo szybkiego tempa gry. Dobry remis, na więcej w tym spotkaniu nie zapracowaliśmy.

6 września 2019 o godz. 23:28

Bezsilni

euro2020

Jeśli ktoś wierzył, że Jerzy Brzęczek, to tuz myśli szkoleniowej, to srogo się dziś rozczarował. Jego kadra wygrała kilka meczów ze słabo dysponowanymi rywalami, a i poza meczem z Izraelem nie były to efektowne zwycięstwa. Mogliśmy się cieszyć, że nie tracimy bramek, a po ograniu Izraela 4:0 nawet wydawało się, że coś się poprawiło w ataku. Nic z tego. Porażka w Lublanie 0:2 ze Słowenią to nie przypadek, ten zespół jest źle prowadzony i to widać od samego początku pracy Brzęczka. Słowenia nie jest ponad możliwości naszych piłkarzy, ale oni grali mądrze, konsekwentnie i skutecznie, a my dawaliśmy się ogrywać jak dzieci. Piątek został obwołany gwiazdą, zanim rozegrał choćby dziesięć spotkań w reprezentacji, bo udało mu się strzelać bramki w meczach ze słabiakami. A tu się okazuje, że gwiazda nie tylko nie świeci, ale się wypaliła, jak kilka wcześniejszych, choćby Bartosz Kapustka. Michał Pazdan i Mateusz Klich nie nadążali za słoweńskimi napastnikami, którzy po strzeleniu pierwszej bramki nabrali wiatru w żagle. Zresztą ten gol, po rzucie rożnym, był błędem obrońców, podobnie jak druga bramka, kiedy Pazdan nawet nie był w stanie wystartować do Sporara.

22 sierpnia 2019 o godz. 21:37

Kartka z podróży (10) Wizyta w destylarni Trebitsch

DSC_6056

W 2007 roku Tomasz Dyntar założył w zabytkowym centrum miasta Třebíč na Morawach bar whisky. Szybko jednak doszedł do wniosku, że polewanie tylko importowanej whisky w żaden sposób nie buduje wyjątkowości miejsca i postanowił sam robić słodową whisky!

20 sierpnia 2019 o godz. 08:50

Kartka z podróży (9) Třebíč

Trebic-015

Třebíč położony jest na Morawach. Pierwsza pisemna wzmianka pochodzi z 1277 roku, ale początki miasta związane są z założeniem klasztoru w 1101 roku. Przy klasztorze wybudowano w XII wieku bazylikę, później kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, wzniesiony w stylu romańskim. W XIII wieku kościół i klasztor przebudowano w stylu gotyckim.

18 sierpnia 2019 o godz. 12:58

Kartka z podróży (8) Krems nad Dunajem

Krems3

Na lewym brzegu Dunaju, wśród tarasów winnic, leży ponad tysiącletnie Krems wpisane na listę UNESCO. Założone w X wieku przez Ottona III. Jest to jedno z najpiękniejszych miast Dolnej Austrii. Od Wiednia dzieli je około 75 km. Brukowane uliczki pną się od koryta rzeki ku górze, a wzdłuż Dunaju jest promenada. Średniowieczne i renesansowe kamienice w plątaninie uliczek tworzą urok tego miejsca. Gotyckie kościoły, majestatyczna brama wjazdowa i wieża obronna – Steiner Tor z XV wieku, ratusz z XVI wieku – warte uwagi. Stąd można wybrać się na wyprawę statkiem wzdłuż doliny Wachau. Krems od wieków słynęło z produkcji wina, więc nie brak wokół winiarzy, a w samym miasteczku świetnych wine-barów.

15 sierpnia 2019 o godz. 22:22

Kartka z podróży (7) Wizyta u Markusa Wiesera

Markus Wieser2

Markus Wieser jest jednym z najbardziej znanych i utytułowanych gorzelników w regionie Wachau. Kilka lat temu z sukcesem wprowadził na rynki Austrii i Niemiec swoje whisky, w ślad za nimi kolejne receptury ginów, a poza tym ma bogatą ofertę destylatów owocowych. Destylarnię ma przy domu w Wösendorf in der Wachau, sprzedaż i degustacje przeprowadza w bramie prowadzącej do domowego ogrodu. Zresztą degustacje z Markusem to prawdziwe master class, jest do nich znakomicie przygotowany, perfekcyjne kieliszki, szybka zmywarka za plecami i opowieści o każdej butelce, historii, recepturze, smakach i aromatach. Markus to człowiek z pasją. W rodzinnym biznesie pomaga mu żona, Johanna.

12 sierpnia 2019 o godz. 08:50

Kartka z podróży (6) Wizyta u rodziny Lengsteiner

Lengsteiner2

Marianne i Christian Lengsteiner mają 11 ha winnic w regionie Wachau, głównie muskateller i riesling, a poza tym 1 ha sadów morelowych i destylarnię. Winiarstwem rodzina Lengsteiner zajmuje się już od siedmiu pokoleń, a korzenie rodu sięgają XVI wieku. Jako winiarze należą od 1983 roku do lokalnego stowarzyszenia Vinea Wachau Nobilis Districtus, które nadzoruje jakość i technologię produkcji. Wina te powstają tylko z loklanych winogron, ręcznie zbieranych, a dla białych win wytrawnych Stowarzyszenie ma wspólne nazwy loklane: Steinfeder, Federspiel i Smaragd, popredzone nazwą winiarza i szczepu. Rodzina Lengsteiner robi wina ze szczepów: riesling, muskateller, grüner veltliner, gewürztraminer, chardonnay, a z czerwonych – zweigelt.

11 sierpnia 2019 o godz. 12:11

Lepsza książka czy wódka?

celuloza

Pytanie retoryczne. Bo zależy dla kogo i w jakich ilościach. Jak mówił Paraselcus, wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, to dawka czyni truciznę. Za dużo czytania może zamącić w głowie nie gorzej niż duża wódka, czego przykładów mógłbym podać wiele. A miałem i w bliskim otoczeniu takich śmiałków, którzy nadużywali jednego i drugiego, za dużo czytali, za dużo pili, rozumy potracili. Bo pić i czytać trzeba odpowiedzialnie i w dawkach odpowiednich do wieku. W młodości można sobie ostro pofolgować z lekturą, na starość odwrotnie, na wieczór zdrowiej strzelić kielicha, niż nie móc zasnąć po ekscytującej fabule.

10 sierpnia 2019 o godz. 12:36

Kartka z podróży (5) Wizyta w destylarni Hellerschmid

Hellerschmid4

Wachauer Privatdestillerie Hellerschmid powstała w 1948 roku, założył ją w Krems nad Dunajem Franz Hellerschmid. Od początku specjalizowała się w owocowych destylatach i likierach, w szczególności w przerabianiu moreli. W 1958 roku zbudowano zakład produkcyjny na ulicy Missongasse w Krems. W 1970 roku kierownictwo przejął syn Franza, Hardt Hellerschmid, który dwa lata później opracował technologię maceracji całych owoców moreli w szklanych słojach na likiery – marille b’soffene – tak by zachować świeżość i naturalną słodycz owocu. Firma zaczęła się rozrastać, zaczęto eksportować produkty, najpierw do Niemiec, potem na inne rynki, w tym także na inne kontynenty (Nowa Zelandia, Kanada, rynki azjatyckie). W 2007 roku został otwarty luksusowy sklep wraz z probiernią przy głównej bramie wiodącej do starego miasta Krems – Hellerschmid Am Steinertor, będący obecnie wizytówką firmy. W 2008 roku zakładem zaczął kierować wnuk założyciela, Bernhard Hellerschmid, który zbudował m.in. nową destylarnię (około 150 m od poprzedniej) wraz z magazynami i centrum dla zwiedzających. W 2013 roku spółka Hellerschmid przejęła niewielkiego producenta alkoholi z Tyrolu, firmę Schroffen, wzbogacając tym samym portfolio o likiery oparte na alpejskich ziołach i korzeniach. Obecnie oferta to ponad 20 różnych destylatów owocowych, sznapsów i likierów. Lekkie likiery z owocami w linii b’soffene zostały poszerzone o gruszki i figi. Oferta tanich sznapsów obejmuje: morele, gruszki, maliny, orzechy laskowe i inne owoce. Produkowane są też wysokojakościowe brandy, z: moreli, gruszki williams, malin, jabłek, wiśni, jarzębiny, truskawki, jeżyny czy borówki. Ponadto klasyczne likiery: morelowe, wiśniowe, tarninowe, truskawkowe, jajeczne czy czekoladowe. Oferta siostrzanej firmy Schroffen to m.in. destylat z korzenia goryczki, a także likiery: sosnowy, orzechowy czy z owoców leśnych. Uzupełnienie asortymentu, to różne słodycze, czekolady, marmolady, dżemy, soki, a także musujące wina owocowe.

9 sierpnia 2019 o godz. 22:56

Kartka z podróży (4) Wizyta w destylarni Engel

Dieter Engel-001

Dietmar Engel zajmuje się sadownictwem w regionie Wachau. W 2004 roku założył destylarnię w Jaidhof. Wtedy miał 73 stare drzewa morelowe, kilka drzew wiśni i gruszy i przerabiał własne owoce. W 2014 roku zasadził 300 nowych drzew morelowych oraz ok. 100 drzew gruszek williams. W Krems otworzył niewielką probiernię swoich okowit.