2 lipca 2014 o godz. 11:57

Brudne dziennikarstwo

polityka uwazaj co mowisz
Afera podsłuchowa kolejny raz zwraca uwagę na kwestie etyczne zawodu dziennikarza. Jakie są granice naruszania prywatności i ingerencji w świat pozapubliczny? Do niedawna zdawało się, że te granice są jasno określone. Afera Rywina wywróciła jednak dziennikarską etykę do góry nogami. Od tamtego czasu media gonią za sensacją za wszelką cenę, po trupach. Im więcej brudów znajdą, tym lepiej.


Kiedy byłem studentem dziennikarstwa, miałem zajęcia z etyki zawodu dziennikarza. Uczono na nich, jakie są granice dziennikarskiego wścibstwa, gdzie jest sfera publiczna, gdzie prywatna, co wolno nagrać, kiedy trzeba wyłączyć mikrofon, wreszcie uczono, że jedną z zasad etyki dziennikarza jest „niepotrzebnie nie szkodzić osobom prywatnym”. Wyjątkiem może być tylko dobro publiczne. Tajemnica dziennikarska dotyczy nie tylko źródeł informacji, ale też sfery, która nazywana jest off the record. Dziennikarz może dysponować pewnymi informacjami potrzebnymi dla szerszego tła informacji, nie znaczy jednak, że może je expressis verbis cytować.
O tych sprawach pisze w „Polityce” Jerzy Baczyński. Warto przeczytać ten głos rozsądku, będący – niestety – głosem wołającego w puszczy. Warto zastanowić się, jakie piekło gotują społeczeństwu, bo przecież nie tylko politykom, media. I czy podsłuchiwanie prywatnych rozmów w jakikolwiek sposób wzmacnia demokrację? Baczyński pisze: „Wzrusza mnie zarzut stawiany podsłuchanym urzędnikom i biznesmenom, że ‘dali się nagrać’. To tak, jakby stawiać zarzut, że ktoś, idąc chodnikiem, ‘dał się przejechać’ przez samochód. Są miejsca, w których nie ma prawa być samochodu, inaczej przecież nie powinniśmy wychodzić z domu. Czy jest jeszcze jakiś obszar off the record, ‘poza nagraniem’? Bo jaki ma sens wychodzenie do restauracji, jeśli powinniśmy, na wszelki wypadek, nie odzywać się? Czy wolno nas podsłuchiwać i podglądać w pracy? Czy możemy prywatnie wypowiadać zdania i opinie, których nie powiedzielibyśmy do mikrofonu? (…) Jeśli stworzymy i usankcjonujemy popyt na podsłuchy I podglądy, to za nimi pójdzie podaż. Taki świat byłby okropnym miejscem do życia” – pisze Jerzy Baczyński, współtwórca nowoczesnego dziennikarstwa w Polsce w jego najlepszym wydaniu.
Kiedyś kończyłem Dziennikarską Szkołę „Polityki”, pamiętam Jerzego Baczyńskiego jako jednego z wykładowców. Był to początek lat 90. i uczył przyszłych adeptów dziennikarstwa tego samego – etycznego zachowania w zawodzie. Na studiach dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim moim wykładowcą był redakcyjny kolega Jerzego Baczyńskiego, profesor Wiesław Władyka. Miałem z nim zajęcia z historii, ale przecież ten rasowy publicysta mówił także o mediach, o ich odpowiedzialności za słowo, za wierność faktom, za bezstronność komentarza. Dziś dorasta pokolenie młodych wilków, dziennikarzy, których etyka sprowadza się do zaszczucia i zagryzienia ofiary na oczach rozradowanej gawiedzi. To paskudny świat, którego nawet Orwell nie przewidział. Świat inwigilacji i prowokacji, świat, w którym sprowadzono politykę i prasowe doniesienia do poziomu rynsztoka.

5 komentarzy dla “Brudne dziennikarstwo

  1. Tu pełna zgoda a szczególnie odrażające są podsłuchy inspirowane i organizowane przez dziennikarzy. np.dziennikarze Tvn. Dyskutować można nad wykorzystaniem przez dziennikarzy podsłuchów w jakimś szczytnym celu np. planowanie morderstwa itd.

  2. Jest brudne i czyste. Czyste to jak nasi podkładają podsłuchy-Morozowski i ten drugi, Michnik, Oleksy, Serafin w tych przypadkach nikt nie słyszał o więzieniu a wręcz przeciwnie dziennikarze otrzymali nagrodę.Brudne to takie dziennikarstwo które podsłuchuje rządzących.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

18 maja 2018 o godz. 21:29

Kolejny odcinek w Koktajle.tv

Zapraszamy na drugi odcinek z serii Akademia Brandy Pliska z Koktajl.TV. Łukasz Gołębiewski, redaktor naczelny magazynu o alkoholach „Aqua Vitae” opowie jak powinno się pić i podawać koniak, dlaczego w takim kieliszku oraz czy powinno się go podgrzewać. Zapraszamy!

18 maja 2018 o godz. 13:04

Przyjaciel książki

frend2-001

Jak ktoś w dzieciństwie zaprzyjaźni się z książką, to mu tak na resztę życia zostaje.

15 maja 2018 o godz. 12:46

Mocne alkohole w Polsce 2018

OkladkaRMA

Książka „Mocne alkohole w Polsce 2018” to pozycja pionierska, bo choć mieliśmy na rynku różne publikacje w podobnym tonie, czy to własne wydawnictwa ówczesnych Polmosów czy „Almanach wódek polskich”, wszystkie one były kroplą w morzu potrzeb. Co więcej, ograniczały się do swojego „poletka”.

15 maja 2018 o godz. 08:15

Kartka z podróży – Spacerem po Treviso

_DSC6498

Z Włoch wracałem z lotniska Treviso, a że miałem jeszcze kilka godzin do odlotu, więc postanowiłem zrobić spacer po mieście. Przecina je rzeka Sile, wzdłuż jej lewego brzegu ciągną się fragmenty murów starego miasta, w które wbija się systemem fos i kanałów. Tu gdzieś zostawiłem samochód (znalezienie wolnego miejsca do parkowania zajmuje sporo czasu) i ruszyłem w labirynt uliczek.

14 maja 2018 o godz. 08:43

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Castagner

Castagner-010

W małej wiosce Vazzola, u podnóża gór Conegliano, w samym sercu win prosecco, kilkanaście kilometrów od Treviso, swoją ogromną, nowoczesną destylarnię ma rodzina Castagner. Roberto Castagner założył firmę w 1996 roku i bardzo szybko stał się jednym z największych producentów (6 mln l rocznie, ok. 12% udziału w rynku grappy). – Być może dlatego, że nie miałem w rodzinie poprzedników związanych z wytwarzaniem grappy, podszedłem do jej produkcji w sposób innowacyjny. Nie wstydzę się tego, że produkujemy grappę na skalę przemysłową, że nie jesteśmy firmą rzemieślniczą, bo wiem, że nie mielibyśmy tak mocnej pozycji na rynku, gdyby nie przemawiała za nami jakość produktów – mówi Roberto Castagner.

13 maja 2018 o godz. 08:03

Kartka z podróży – Valdobiaddene

_DSC6441

Valdobiaddene, stolica prosecco, miasteczko otoczone wzgórzami i winnicami (ponad 6500 ha upraw w regionie), na każdym wzgórzu kościół, w dole winiarnie, wśród nich m.in. Mionetto, producent najbardziej popularnego w Polsce wina musującego, ale też Altaneve, Masottina i innych – jest tu ponad 3000 winiarzy, którzy rocznie dostarczają na światowe rynki ok. 600 tys. hektolitrów wina. Szlak prosecco ciągnie się przez miasteczko, przez wzgórza, przez winnice. Jak na stolicę wina z bąbelkami miasteczko jest zaskakująco senne, przy rynku jest dobrze zaopatrzony sklep z winem, jest kilka restauracji, wine-bar, ale życie towarzyskie nie koncentruje się w mieście, lecz na otaczających je pagórkach, na winnicach, do których autokary każdego dnia przywożą setki turystów z całego świata. Większość winnic ma parcele, które pozwalają na posługiwanie się oznaczeniem DOCG Prosecco di Conegliano Valdobbiadene lub po prostu DOCG Valdobbiadene Prosecco. Nie wszystkie są winami musującymi, bo w Valdobbiadene z tych samych winogron glera robi się też wina spokojne, w dodatku także z nazwą Prosecco na butelce (z dopiskiem tranquillo). Tańsze butelki robione są w zbiornikach ciśnieniowych, czyli metodą Charmata, droższe metoda tradycyjną, z fermentacją w butelkach. Właściwie każdy liczący się producent stosuje tu obydwie metody. Ze względu na ciśnienie w butelce wina dzielone są na spumante (minimum 3 bary) i frizzante (1-2,5 bara i to jest zdecydowana większość produkcji), a także wspomniane spokojne wina tranquillo. Drugi podział charakteryzuje poziom cukru, od najbardziej wytrawnych brut, przez extra dry, dry i demi sec. Robione zawsze z białych winogron (lub prawie wyłącznie, bo apelacja dopuszcza niewielki udział winogron pinot noir), ale coraz częściej spotykamy różowe prosecco, które nie jest czystym winem, lecz zawiera dodatek soków owocowych.

12 maja 2018 o godz. 08:17

Kartka z podróży – Bassano del Grappa

_DSC6217

Otoczone górami Grappa miasto Bassano jest kolebką włoskiej grappy, tu działa m.in. najstarsza wciąż czynna destylarnia – Blo. Nardini z 1779 roku, jest tu piękne muzeum grappy zorganizowane przez Jacopo Poli, w promieniu kilku kilometrów są jeszcze dwie destylarnie – Poli i Capovilla. Nie od regionalnego trunku, lecz od gór pochodzi drugi człon nazwy miasta, dodany zresztą dopiero w 1928 roku. Krystalicznie czyste źródła spływające ze wzgórz, a także porastające je winnice, niewątpliwie przyczyniły się do tego, że to tu właśnie grappa jest alkoholem absolutnie wyjątkowym.

11 maja 2018 o godz. 08:21

Kartka z podróży – Wizyta w destylarni Poli

Poli-098

Firmę założył w 1898 roku Giobatta Poli, wciąż jest ona w rodzinnych rękach, zarządzana już przez czwarte pokolenie. Firma mieści się w wiosce Schiavon, tuż obok kolebki grappy – miasteczka Bassano del Grappa. Rodzina Poli żyje w tym regoionie od XIV wieku, kiedyś prowadzili tawernę w wiosce Gomarolo, potem przenieśli się do Schiavon, zajmowali się handlem winem i otworzyli mała destylarnię. Na początku XX wieku Giovanni Poli był pierwszym w okolicy właścicielem samochodu i telefonu. Obecnie destylarnia mieści się w tym samym miejscu, w którym powstała, z charakterystycznym kominem z czasów, kiedy alembiki były ogrzewane węglem. Firmą zarządzają Jacopo, Andrea i Barbara Poli. Destylarnia jest otwarta dla zwiedzających, działa też przy niej wspaniale urządzone muzeum grappy. Drugie muzeum grappy rodzina Poli ma w Bassano del Grappa – w XV-wiecznym pałacu (Poli Museo Della Grappa). W obu prezentowane są stare maszyny, książki, butelki, jest to część wielkiej kolekcji Jacopo Poli, który ma także wielką bibliotekę książek o alkoholach, a i sam jest autorem książki o grappie. Wizyty są bezpłatne, a Jacopo Poli często sam oprowadza swoich gości po zakładzie w Schiavon.

10 maja 2018 o godz. 08:34

Kartka z podróży – Wizyta w Capovilla

Capovilla-013

Vittorio Capovilla założył destylarnię w 1986 roku, na przedmieściach Bassano del Grappa. Wcześniej pracował w branży winiarskiej. Swój pierwszy alembik samodzielnie skonstruował w 1975 roku z części, które przewoził z Austrii. Pozwalał na destylację 300 l. Obecnie Capovilla robi 40-50 tys. butelek rocznie, mają też małą destylarnię Marie-Galante na Gwadelupie, gdzie robią rum typu agricole (m.in. marka Rhum Rhum). Mają też 4 ha własnych sadów, poza grappą i brandy w ofercie jest szeroki wybór wysokiej jakości destylatów owocowych, a nawet destylaty z piwa.

9 maja 2018 o godz. 17:03

Koktajle TV o koniaku